wtorek, 18 lipca 2017

Całkiem bez miejsca


Romowie są dumni z NIEposiadania własnego państwa i pomimo kilku historycznych prób w XX wieku, a właściwie pomysłów na jego stworzenie, udało im się przed tą straszną perspektywą uciec. Jako naród (etniczny, a niepaństwowy i nieterytorialny), posiadają jednak wspólne symbole, własną etniczną flagę i hymn.
Takie niepaństwowe podejście Romów zostało wyrażone w najważniejszym (i zarazem chyba jednym o takim znaczeniu i formie) romskim dokumencie - Declaration of a Roma Nation z 2001 roku.

http://www.hartford-hwp.com/archives/60/132.html

Nieterytorialność tej grupy (narodu) wiąże się jednocześnie z silnym poczuciem przynależności do wspólnoty, a także z bardzo mocną identyfikacją ze swoim miejscem i państwem, w którym żyją. Dlatego też polscy Romowie z pełną odpowiedzialnością za te słowa mówią:
Jestem Romem. Jestem Polakiem.
lub  
Jestem Polakiem. Jestem Romem.

Romowie w znakomitej większości i wbrew temu co chciałyby stereotypy i mityczno-fantastyczno-folklorystyczno-romantyczne wizje, od dawna nie są już wspólnotą wędrującą, choć w dalszym ciągu mają wyższy poziom łatwości decyzji o wyruszeniu gdzieś daleko (za chlebem, dla bezpieczeństwa, lepszego życia lub po prostu aby odwiedzić rodzinę), niż większość z nas – nieromskich większościowych członków społeczeństwa. Oczywiście wielu spośród nas współuczestniczy w nowoczesnym nomadyzmie, jednak jest on inny niż romskie podejście do przestrzeni (i czasu).

http://hatalska.com/2017/02/02/wedrowcy-raport-o-wspolczesnych-nomadach

Zatem Romowie nie mają państwa, łatwiej podejmują decyzję o wyruszeniu gdzie daleko, jednak podobnie jak my wszyscy potrzebują swojego miejsca. Miejsca z którym mogą się identyfikować, w którym mogą żyć, pracować (tak, tak – o ile zdołają dostać pracę) i o którym będą myśleli że jest ich domem. Nawet jeśli będzie to jedynie i aż hajmat, a nie faterland.

Jak jednak wygląd sytuacja tych Romów (a w rzeczywistości nie tylko Romów, jak pokazała polityka Trumpa i do czego dąży „Europa”), którzy przez kilka lat mieli możliwość życia w innym państwie, niż to z którego przybyli (i zapewne w którym się urodzili), a następnie „się zawracają”. Łatwo jest bowiem powiedzieć „idź sobie do siebie”, odstawić kogoś do granicy i… I najlepiej nie myśleć co dalej.
Nie zawsze taki powrót musi być bolesny, jednak bardzo zależy to od stabilności politycznej państwa i od wielu innych warunków i okoliczności. Przykładowo Romowie wyjeżdżający z Polski po 2004 roku najczęściej mieliby do czego wracać, część rodziny (licznej) w dalszym ciągu mieszka tam gdzie mieszkała, znajomi pozostali, wiadomo jak szukać pracy i jak radzić sobie w polskiej rzeczywistości. Polska nie jest państwem biednym (pomimo dystansu pkb do innych państw europejskich) i jak dotąd nie przetaczają się przez nasz kraj fale zbrojnych wewnętrznych lub zewnętrznych konfliktów.

Romowie uciekali z Bałkanów Zachodnich (przede wszystkim z Serbii) do państw Europy Zachodniej i Skandynawii w latach 90. XX wieku (ze względu na wojnę) i w późniejszym czasie. Właściwie zróżnicowany co prawda, ale strumień uciekinierów nie wygasł. Zintensyfikował się nieco w 2009 roku, kiedy to zniesiono obowiązek wizowy. Jednak już wcześniej – w 2007 roku, Serbia podpisała umowę o readmisji. Skutkowało to ostatecznie w 2011 roku masowymi wymuszonymi powrotami Romów do Serbii.

http://www.kirs.gov.rs/articles/aboutread.php?lang=ENG

Państwo to było sukcesywnie okrawane z kolejnych jego części, nie jest przy tym bogate, i może się wydawać, że jego głównym źródłem dochodu narodowego jest autostrada do Grecji. Dzięki amerykańskim filmom fabularnym (nie udało się znaleźć wiarygodnych materiałów na filmy dokumentalne) pokazującym jak to źli Serbowie masowo mordowali biednych Albańczyków, także wizerunek na arenie międzynarodowej tego państwa nie wypada najlepiej. Wewnętrzna polityka Serbii także odbiega od standardów do jakich jesteśmy przyzwyczajeni żyjąc w państwie demokratycznym, będącym członkiem Unii Europejskiej, a ponadto po prostu nie posiadała i nie posiada zdolności ekonomiczno-finansowej do przyjęcia z powrotem tak licznej grupy Romów.
Po powrocie do Serbii znacznej części Romów odmawiano wydania dokumentów. W konsekwencji tego oraz wielu lat życia w państwach Europy Zachodniej powracający Romowie zetknęli się z problemami w zakresie opieki zdrowotnej, edukacji, mieszkania i rynku pracy. Nie dotykało to wyłącznie Romów, ale wszystkich powracających, jednak w ich przypadku dochodziło do skumulowania i wzmocnienia problemów, które i tak zarówno w Serbii, jak i w całej Europie są przypadłością tej grupy etnicznej. Sytuacja w wielu regionach Serbii stała się naprawdę trudna i właściwie nie było dla Romów miejsca. Przykładowo do Suboticy nieprzygotowanej na tak liczny powrót, przyjechało 12 tysięcy Romów.
W gorszej sytuacji są Romowie (z trzech różnych grup południowobałkańskich), którzy zostali zmuszeni do powrotu do Kosowa, które w 2009 roku podpisało analogiczne dokumenty o readmisji jak Serbia. W przypadków większości Romów, państwo to jeszcze nie istniało, gdy wyjeżdżali z terenów które dziś obejmuje. Bez związku z tworzonym przesłodzonym międzynarodowym wizerunkiem tego młodego państwa, nie jest to dobre miejsce dla mieszkania jeśli nie jest się etnicznym Albańczykiem. Aktywna dyskryminacja i akty przemocy z jakimi spotykają się w nim Romowie są codziennością, co w połączeniu z biedą i podobnymi problemami z jakimi powracający zetknęli się w Serbii sprawia, że sytuacja Romów w Albanii jest bardzo zła.

Wszystko to dotyczy wydarzeń sprzed kilku lat, jednak w dalszym ciągu obywatel Serbii i Kosowa – w tym wielu Romów (nawet do 80% - dane z 2015 roku), stara się o uzyskanie możliwości stałego pobytu i azylu w państwach Europy Zachodniej (głównie w Niemczech). Nie można im go udzielić i są oni odsyłani do państw z których przybyli.
Serbia od 2009 roku przyjmuje kolejne plany reintegracji powracających, jednak nie są one na tyle skuteczne, aby problemy dotykające powracających Romów zostały rozwiązane. Brakuje nie tylko środków finansowych, ale i opracowanych metod działania, czy realnie skutecznych działań wykraczających poza deklaracje składane na piśmie przez władze.

Nic zatem dziwnego, że działania mające poprawić sytuację powracających Romów podejmowały i w dalszym ciągu podejmują miedzy innymi serbskie organizacje pozarządowe, ONZ (UNDP), rząd niemiecki, rząd szwedzki. Międzynarodowych działań w tym zakresie jest więcej. Część z nich obejmuje nie tylko pomoc finansową, ale także badania i próby stworzenia strategii, mogących nie tylko poprawić losy powracających, ale i bardziej ogólnie – zmienić sytuację Romów w państwach bałkańskich. Nie można bowiem zapominać o tym, że sytuacja Romów powracających do Serbii, Kosowa i innych państw tego regionu, odzwierciedla problemy niemalże wszystkich tamtejszych Romów.
Temu właśnie ma służyć grupa trzech programów ogłoszona 29 marca 2017 roku przez Unię Europejską, Program Narodów Zjednoczonych ds. Rozwoju (UNDP), Bak Światowy i Radę Europy, wspierających integrację Romów na Bałkanach Zachodnich i w Turcji.

www.eurasia.undp.org/content/rbec/en/home/presscenter/pressreleases/2017/03/29/in-brussels-support-for-roma-integration-gets-a-boost.html

Oby w  końcu skutecznie.


sobota, 8 lipca 2017

25 i Romowie


Niedawno, niedawno temu, i wcale nie w odległej galaktyce, ani też za siedmioma morzami i siedmioma górami, tylko w Krakowie, spotkało się troje naukowców – autorów trzech ważnych polskojęzycznych książek romologicznych i stworzyło wspólnie kolejną publikację.

https://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,2065,strona,Wplyw_aktywnosci_finansowej_Unii_Europejskiej,katid,26.html  http://scholar.com.pl/sklep.php?md=products&id_p=2138  http://romowie.blogspot.com/2015/07/etniczna-mobilizacja-romow.html

Trójautorska publikacja wpisuje się jednocześnie w kilka nurtów badań romologicznych, spośród których pierwszy – zapisany w tytule, wiąże się z refleksją nad tym, co Romom dało „25 lat wolności”, czyli co nie-Romowie zrobili w tym czasie dla Romów i jak sami Romowie wykorzystali szansę demokratycznej zmiany w europejskich państwach byłego bloku socjalistycznego.

https://www.wuj.pl/page,produkt,prodid,2952,strona,Kierunek__przyszlosc,katid,50.html

Drugim istotnym kierunkiem – także podkreślonym w tytule – jest perspektywa przyszłości tej mniejszości, która coraz częściej zaczyna pojawiać się w europejskich refleksjach. Wciąż nieśmiało i w bardzo różnorodny sposób, jednak – ze względu na znaczącą dominantę w rzeczywistości europejskiej funkcjonowania Unii Europejskiej i jej rytmu finansowo-strategiczno-programowego – coraz wyraźniej. Wiąże się to oczywiście nie tylko z pytaniem o przyszłość po(i nowoczesnego) kształtu tożsamości romskiej, czy miejsca Romów w Europie i w jej społeczeństwach, poddawanych naciskowi nie(raso)kaukaskich migrantów. Ze względu na kontekst Unii Europejskiej istotne w tym zakresie są także takie zagadnienia jak będą wyglądały kwestie wspierania finansowego integracji Romów i tego jak Unia Europejska oceni własną strategię ramową, a także jej realizację przez państwa członkowskie, co będzie miało wpływ na decyzję o jej ewentualnym kontynuowaniu i ostatecznym kształcie. Ściśle określona perspektywa w tym obszarze sięga bowiem tylko do 2020 roku.

Publikacja jest efektem/wiąże się/została przygotowana w ramach projektu o takim samym tytule, realizowanego od 2014 roku w ramach komponentu „pamięci europejskiej” unijnego programu „Europa dla obywateli”, przez krakowską fundację Dialog Pheniben, która w zakresie swojej szerokiej działalności wydaje między innymi kwartalnik społeczno-kulturalny „Dialog-Pheniben”.

http://europadlaobywateli.pl/wp-content/uploads/2017/01/Mapa-Projekt%C3%B3w-EdO-2014-2016_Statystyki_www.pdf

Założenia projektu znalazły swoje źródło, w fragmencie exposé pierwszego premiera wolnej Polski – Tadeusza  Mazowieckiego, który powiedział, że Polska to także ojczyzna mniejszości narodowych. W ramach projektu zrealizowano wiele różnorodnych działań (w tym artystycznych i skierowanych między innymi do dzieci) oraz przygotowano filmy, w których wypowiadali się europejscy aktywni romscy liderzy. Znalazło to zresztą swoje odzwierciedlenie w książce.

http://dialogpheniben.pl/project/projekt-03/

Często różne nieszczęścia dotykają publikacji poprojektowych. Bywają złe, słabe, błędne, pisane na siłę, niemerytoryczne… Tak jednak NIE JEST w przypadku książki autorstwa Sławomir Kapralski, Małgorzata Kołaczek, Joanna Talewicz-Kwiatkowska.

Niewątpliwie jest to publikacja naukowa, która chyba w najmądrzejszy sposób zastosowała dziesiątą z „10 Common Basic Principles forRoma Inclusion” (przywołanych w książce jako 10 Wspólnych Zasad Podstawowych), mówiącą w uproszczeniu o współudziale Romów i odsyłającą do hasła „nic o nas bez nas”. Być może nawet po raz pierwszy w polskiej romologicznej rzeczywistości, ci spośród Romów zaangażowanych w powstanie tej publikacji, którzy są naukowcami przygotowali do niej wkład naukowy, a ci którzy są romskimi liderami wzbogacili ją nie poprzez sztucznie kreowane teksty mające być tekstami naukowymi (a nimi nie będącymi), ale poprzez bardzo dobrze przeprowadzone wywiady, stanowiące bardzo ważny merytoryczny składnik tej publikacji. Oczywiście wynika to w znacznym stopniu z kształtu projektu, który był realizowany dając podstawę do tego opracowania, jednak pozwoliło to uniknąć niewątpliwie nienaturalnego kategoryzowania tekstów (w tym przypadku formułowanych w wywiadach jako odpowiedzi na pytania) autorstwa znanych i aktywnych Romów. A trzeba przyznać, że grono to jest znakomite.

Nie chodzi tu o streszczanie całej publikacji, jednak trzeba zaznaczyć, że poza wywiadami z liderami, autorzy opracowali trzy rozdziały. Ostatni z nich jest silnie i interpretacyjno-wnioskowo związany z wypowiedziami liderów i w znacznym stopniu odnosi się do przyszłości Romów, pierwsze dwa przedstawiają perspektywę historyczną. Jeden stawia śmiałą, ale w pełni uzasadnioną tezę o wspomagającej sprawczości komunizmu i nazizmu w obszarze wzmocnienia powstania i rozwoju międzynarodowego ruchu Romów, drugi zaś koncentruje się na politologiczno-instytucjonalnym aspekcie mobilizacji Romów na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat.

To jednak nie wszystko, gdyż można stwierdzić, że ta trójautorska publikacja autorów ma jednak ich więcej. I nie dotyczy to jedynie wywiadów z liderami. Przedmowę do publikacji przygotował prof. Lech Mróz, a wprowadzenie opracował dr Márton Rövid. Dzięki temu ta bardzo interesująca publikacja została wzbogacona o dwa świetne teksty naukowe – obydwa ściśle związane z romską mobilizacją (narodową, etniczną, tożsamościową, instytucjonalną).

W efekcie książka jest jednocześnie i swoiście nierówna i bardzo spójna merytorycznie. Jeśli – jak się może wydawać – odchodzi w tekstach od ścisłego zakresu tematycznego określonego w tytule, to jest to jedynie odejście pozorne. Jest monograficzną jednolitą całością, jednak aby to móc ocenić i odczuć, nie należy jej składników interpretować odrębnie, lecz odbierać je w całości, najlepiej czytając całość „na raz”. Warto.

Pełna (naukowa) wersja recenzji książki prof. Sławomira Kapralskiego, dr Małgorzaty Kołaczek oraz dr Joanny Talewicz-Kwiatkowskiej „Kierunek: przyszłość. 25 lat wolności a Romowie”, ukaże się w tegorocznym wydaniu rocznika „Studia Romologica”.

środa, 28 czerwca 2017

Nie mów do mnie gadzio


Na początek dwa pytania, które można by uznać za pytania badawcze, stanowiące podstawę do sformułowania hipotez:
- czy naukowcy amerykańscy zajmujący cię tematyką romską najlepiej rozumieją europejską sytuację?
- czy aktywność naukowa dotycząca Romów wymaga ich współuczestnictwa?
 
Badacze amerykańscy mają możliwość zewnętrznego spojrzenia na sytuację w Europie, co może umożliwić im lepszy ogląd całej sytuacji. Jednak w znacznym stopniu są oni zdeterminowani ogólno-amerykańskim spojrzeniem na Europę, a w zakresie badań wpisują się w nurty i paradygmat, który jest ukształtowany przez inne doświadczenia niż państwa europejskie. Doświadczenia bardzo odmienne, przede wszystkim za sprawą migracyjnego sposobu tworzenia narodu amerykańskiego, a w obszarze społecznym mocno zdeterminowane historią kontaktów europejskich migrantów z Tubylczymi ludami Ameryki (po dawnem – Indianami). Tworzą one inną podstawę badawczą, co w połączeniu z często występującą internalizacją przyjmującą, że Europa to takie Stany Zjednoczone, ale starsze i mniej sprawne w swej skostniałości, sprawia że amerykańskie kierunki badawcze podążają inną ścieżką, krytykując właściwie każde działania programowe i strategiczne podejmowane w Europie. W ich miejsce realizują często własne inicjatywy, współpracując przy tym przede wszystkim z Radą Europy oraz OSF. Wydaje się przy tym, że często oczekują często akceptowania i przyjmowania jako jedyny rozsądny ich badawczego stanowiska, np. upowszechniając koncepcje badawcze związane z koncepcją post-kolonialną, lub intensyfikując wartościujące podziały na świat „białych” i pozostałych. To ostatnie skutkowało między innymi dyskredytacją polskiego historycznego określania „Murzyn” (mającego swoje źródło w nazwie Maur) jako odwołującego się do niewolnictwa (w Polsce?) i przyjęciu jako poprawnego „Czarny”.
Druga kwestia współudziału Romów w aktywności naukowej na ich temat ma oczywiście silne podstawy. Wydaje się jednak, że wyrasta ona raczej z konieczności konsultowania sensowności niektórych praktycznych działań jakie można kierować do Romów. Ponadto może się wiązać ze swoistej zazdrością narodu (o mówienie o nich bez nich) wzmacniającego swoją tożsamość zgodnie z kategoriami nieromskiego świata. Inną przyczyną może być także obawa, że w historii narodu romskiego zbyt często decydowano o nich bez ich udziału, co w wielu państwach europejskich prowadziło do prób zniszczeniach ich tożsamości (Hiszpania), niewolnictwa (Rumunia) lub pogromów (Niemcy). Oczywiście przy okazji takiego podejścia współudziału Romów w badaniach, pojawia się wiele problemów. Naukowcy romscy nie są bardzo liczni, a ponadto często trudno im jest oderwać się od własnego (zawężonego przez wychowania w konkretnym środowisku romskim) punktu widzenia. W tym przypadku zewnętrzne (także obarczone wieloma ograniczeniami) spojrzenie może być nieco bardziej obiektywne, choć równie zdeterminowane przynależnością do większościowego środowiska nieromskiego. Obiektywizm badawczy jest bardzo trudny do osiągnięcia. Należy do niego zawsze dążyć, między innymi starając się odrzucić te kontekstowe elementy, które decydują o konkretnym kształcie dyskursu jaki można – w ramach wszystkich uwarunkowań historycznych, społecznych, sytuacyjnych – w ramach tych ograniczeń stworzyć. Nie jesteśmy bowiem w stanie wyjść nie tylko na poziom wszechopisującego metajęzyka, ale i wszechobiektywnego oderwania się od kontekstów.

Przyczyną poruszenie tych dwóch kwestii jest artykuł/wpis rumuńskiej romskiej romolożki Margareta Matache, zatrudnionej na Uniwersytecie Harvarda: „Dear Gadje (non-Romani) Scholars…”.
Tekst ten jest trzecim wpisem w ramach serii The „White Norm in Gypsy and Romani Studies”.

http://www.huffingtonpost.com/entry/dear-gadje-non-romani-scholars_us_5943f4c9e4b0d188d027fdb2

Zatem mamy tu autorytet amerykańskiego podejścia, wiodącego uniwersytetu, romskiego i to europejskiego pochodzenia, na dodatek z Rumunii. Trudno zatem przynależąc do najmniej dyskryminowanej w historii ludzkości grupy (biały heteroseksualny mężczyzna, blondyn, chrześcijanin) i reprezentując polską prowincjonalną (to nieprawda, ale z punktu widzenia Uniwersytetu Harvarda…) uczelnię, odnosić się krytycznie do takiej wypowiedzi.
Trudno, ale jednak możliwość istnieje

Przede wszystkim – w nawiązaniu do tego, że pierwszym tematem podjętym przez autorkę jest kwestia terminologii – nie do zaakceptowania jest określanie nie-Romów jako gadjo, gadje, gadzio. Wynika to z tego, że dla większości Romów jest to pojęcie negatywne i pogardliwe, w którym zakodowany jest brak szacunku do osoby, którą w ten sposób się określa. Natomiast w określeniu nie-Rom brak tak silnego i bezpośredniego odwołania do systemu wartości i wykluczenia, przy czym przede wszystkim wskazuje na nie bycie Romem. Różnica pozornie niewielka, jednak nie odbiegająca swoją mocą od rozróżnienia „Rom” i „Cygan”.

Autorka początkowo koncentruje się na kwestiach terminologicznych, wypominając autorom prac naukowych używanie określenia „Cygan” (Tsigan, Gypsy, T-world) w różnych – według piszących uzasadnionych – sytuacjach. Generalnie odrzuca ona większość tego typu tłumaczeń jako nieuzasadnionych (zresztą w przypadku wielu – jak najbardziej słusznie), a jednym z najsilniejszych argumentów jest to, że „Cygan” kojarzy się z 500-letnim niewolnictwem Romów. Rzeczywiście na terenie Rumunii, Transylwanii, Mołdawii i Wołoszczyzny (to chyba nieco wymieszane kategorie przestrzenne)  takie skojarzenie może być oczywiste. Jednak np. w Polsce, czy choćby we Francji, czy w Finlandii nie jest ono ani automatyczne ani aż tak naturalne. Rozważaniom dotyczącym błędnej interpretacji niektórych zjawisk przez badaczy, co skutkuje używaniem określeń innych niż „Romowie” , autorka poświęca wiele miejsca. W niektórych przypadkach porusza zagadnienia, które wydaj się marginalne i jednostkowe, starając się jednocześnie rozbudować je do wszechobecnych reguł. Wiąże także (słusznie) tematykę romskiej terminologii z kwestiami (re-)konstruowania tożsamości  oraz wyprowadza (ryzykownie z europejskiego punktu widzenia) porównania z kwestiami dotyczącymi Afro-Amerykanów.

W drugiej części wpisu Margareta Matache koncentruje się na metodologii i zawartości przekazu naukowego. Krytykuje pozbawione podstaw mówienie/pisanie o przestępczości romskiej, niewykształceniu Romów, czy nawet „słynnych pałacach cygańskich” bez odwoływania się do źródeł i jedynie w celu aby pokazać niski poziom cywilizacyjny Romów. W rzeczywistości autorka mówi o rzeczach oczywistych i odwołuje się do rzetelności badawczej i odpowiedzialności za słowo. Trudno przecież zaprzeczyć, że istnieją środowiska romskie, o wysokim poziomie przestępczości (jednak wynika to zawsze z konkretnej sytuacji konkretnej grupy i nie może być wiązane w ścisły i wyłączny sposób z ich przynależnością etniczną). Także jeśli chodzi o niższym poziom wykształcenia, to jest on uśredniając niższy niż większości społeczeństwa. Jednak nie wynika to także z niczego innego jak uwarunkowań kulturowych i sytuacji społecznej, a nie z samego bycia Romem. Także słynne romskie pałace są słynnymi romskimi pałacami i pokazują inność podejścia Romów do niektórych elementów życia (także estetyki), co jednak nie może być podstawą do jakiegokolwiek wartościowania. Są one także wyrazem odmiennej niż większościowa w państwach europejskich kultura, jednak nie powinny się wiązać z kategorią niecywilizowania. Wydaje się, że punt widzenia autorki jest mocno zdeterminowany jej rumuńskimi korzeniami i amerykańskim podejściem badawczym. Rumuńska problematyka powraca także przy krytyce dotyczącej metodologii badania liczby (związanej z autoidentyfikacją) Romów.

Ostatni „problem” to reprezentacja Romów wśród naukowców w badaniach i podczas konferencji, a także szerzej – kwestia równorzędnego publikowania (np. przy publikacjach wielojęzycznych) w języku romani oraz reprezentacji Romów w redakcjach naukowych periodyków romologicznych. Ta grupa zagadnień ma szczególnych charakter, argumenty autorki nie mają znaczącej mocy perswazyjnej i rozwiązanie tych kwestii zbyt mocno wiąże się z kwestiami ideologicznymi i pozanaukowymi, aby można je było w naturalny sposób rozstrzygnąć. Z pewnością mogą one stanowić podstawę do większej dyskusji, jednak nie wydaje się to zasadniczo sensowne.
Niestety prosty, choć nie do końca merytoryczny argument jaki może przyjść do głowy, wiąże się z pytaniem, czy w przypadku badań nad społecznością osób pozostających w skrajnym ubóstwie należałoby do tego grona włączyć skrajnie ubogich naukowców?
O ile w pewnych aspektach badań włączenia przedstawicieli badanej grupy do zespołów badawczych ma sens, to jednak w wielu sferach badań pozostaje on zbędny.

Wśród 10 konkluzji warto zwrócić uwagę na tę, która odnosi się do określeń innych niż „Romowie”. Autorka zachęca do niewzmacniania używania określeń typu „Cyganie” (lub innych rasowych) w przypadku wszystkich Romów lub w przypadku analiz dotyczących tych państw, w których odejście od tego określania ma znaczenie i wiele zmienia w dyskursie. Zatem pomimo bardzo rygorystycznego podejścia reprezentowanego w samym tekście, wniosek wydaje się być ze wszech miar uzasadniony, zrównoważony i akceptowalny.

W całości tekst jest z pewnością bardzo interesujący, przywołuje bogate odniesienia bibliograficzne i dotyka wielu ważnych kwestii, jednak wydaje się zbyt mocno opierać na indywidualnych (rumuńsko-amerykańskich) doświadczeniach autorki, pragnącej interpolować wyniki analiz i badań na całą naukową okołoromską rzeczywistość.


niedziela, 18 czerwca 2017

Grecka wściekłość


Romowie niewątpliwie dotarli do Europy przez Cieśninę Dardanele, a ich europejska obecność rozpoczęła się od terenów obecnej Grecji (wówczas Serbii i Bizancjum).
Sięgając do klasyka – Angusa Frasera, być może już w 1050 roku zanotowano aktywność przedstawicieli tego ludu (Adsincani, słynącego z zamawiania i czarów) w okolicach góry Athos. Od XII wieku dokumenty bizantyjskie i kościelne mówią już z pewnością o Cyganach, a do XIV wieku nie tylko zadomowili się już na dobre na Peloponezie i greckich wyspach, ale także przebywali już na niemalże całym Półwyspie Bałkańskim. Co ciekawe – język grecki miał największy wpływ spośród wszystkich języków europejskich na język romani. Tak ważne dla wewnętrznego systemu odpowiedzialności romskiej słowa jak marime (kluczowe słowo w tabunicznym systemie nieczystości) oraz kris (sąd cygański) pochodzą właśnie z języka greckiego. Ponadto, od wyjścia Romów z Grecji rozpoczęło się największe jego różnicowanie, prowadzące do powstania tak licznych dialektów tego języka występujących obecnie w Europie.

Według względnie aktualnych danych, w Grecji zamieszkuje obecnie od  50 do 265 tysięcy Cyganów, a oficjalnie przyznaje się, że stanowią oni około 2,47% greckiej populacji czyli (procentowo) 25 razy więcej niż w Polsce i 4 razy mniej niż na Słowacji. Dane te są oczywiście szacunkowe, gdyż poza tradycyjnymi problemami związanymi z policzalnością członków romskiej społeczności w każdym z państw, w Grecji przebywają grupy Romów z Albanii i byłych państw Jugosławii. W sumie w Grecji wyróżnia się 8 różnych grup Romów, począwszy od „rodzimych” osiadłych, poprzez tradycyjnie nomadycznych, aż po przybyszów z innych konkretnych państw. Zamieszkują oni przede wszystkim zachodnie i północne tereny Grecji, a także okolice Aten.

http://ec.europa.eu/social/BlobServlet?docId=8971&langId=en

Romowie otrzymali greckie obywatelstwo dopiero pod koniec lat 70., a pierwsze skoordynowane działania mające zmienić ich złą sytuację w zakresie mieszkania, zdrowia, edukacji, zatrudnienia i udziału w życiu społecznym uruchomiono dopiero w 2001 roku tworząc „Integrated National Action Plan for the social inclusion of Roma”.

http://ec.europa.eu/justice/discrimination/roma-integration/greece/national-strategy/national_en.htm

Pomimo aktualizacji strategii po przyjęciu unijnych ram dotyczących integracji Romów i włączenia się Grecji w realizację ogólnounijnej strategii, ich sytuacja w Grecji nie uległa zmianie. W dalszym ciągu żyją w bardzo różnych warunkach, część z nich ma pracę i radzą sobie nie wykraczając przeciwko prawu, jednak połowa z nich w dalszym ciągu zamieszkuje koczowiska/slumsy.

https://www.youtube.com/watch?v=_gjKK2HzrL8

https://www.youtube.com/watch?v=EP499lhT6rs https://www.youtube.com/watch?v=3YtE0L6pqKc

Obecnie ogólna sytuacja Romów w Grecji jest być może nawet gorsza niż była 20 lat temu. Dyskryminacja wydaje się intensywniejsza, a większość z nich żyje w gorszych warunkach. Przyczyny leżą w nieefektywności wewnętrznej polityki, w zwiększonej (od lat 90.) międzynarodowej mobilność Romów pochodzących z państw byłego bloku socjalistycznego (także do Grecji), w napływ bliskowschodnich i afrykańskich migrantów/uchodźców do Grecji (od 2015 roku), a także w bardzo niepewnej sytuacji społeczno-ekonomicznej związanej z zaledwie zaleczonym greckim kryzysem zapoczątkowanym w 2010 roku.
Sytuacja Romów nie pomogła sprawa Marii – córki bułgarskich rodziców znalezionej w romskiej rodzinie w Grecji. Z pewnością  utrwaliła ona i tak silne stereotypy dominujące w Grecji wobec Romów.

http://www.independent.co.uk/news/world/europe/old-attitudes-resurface-in-greece-inside-the-roma-camp-where-maria-the-blonde-angel-lived-8897530.html

Społeczeństwo greckie staje się bardziej nerwowe, a potrzeba znalezienia winnych lub przynajmniej tych, na których można odreagować w wymiarze ogólnospołecznym jest coraz bardziej intensywna. Mechanizm poszukiwania kozła ofiarnego nie jest niczym nowym, a powód do tego aby w niego „uderzyć” czasem bywa jedynie symboliczny lub całkiem błahy.

8 czerwca w jednej z dzielnic Aten, podczas uroczystości zakończenia roku szkolnego jedenastoletni chłopiec przewrócił się i uderzył głową po podłoże. Tego samego dnia zmarł w szpitalu. Następnego dnia lekarze stwierdzili, że do zgonu nie doszło od uderzenia, ale że chłopiec został zastrzelony.
Policja rozpoczęła śledztwo prowadzone w okolicy – zamieszkanej między innymi przez Romów. Zgodnie z informacjami świadków i greckich mieszkańców osiedla, często słychać było dźwięk strzałów z broni palnej i czasem zdarzających się tajemniczych postrzałach. Policja powiązała zastrzelenie jedenastolatka z postrzeleniem (także zbłąkanymi kulami) dwóch kobiet w sobotę 3 czerwca w tej samej okolicy.
W sobotę 10 czerwca policja zatrzymała 30 Romów, w tym posiadających narkotyki i nielegalną broń. Wśród nich był także Rom, który przyznał się, że w dniu, w którym zginął jedenastolatek, wystrzelił w powietrze niedaleko szkoły.

Początkowo mieszkańcy pokojowo domagali się od policji i władz, aby powstrzymać przestępczość w regionie, handel narkotykami, i nielegalne posiadanie broni. W proteście brało udział około 1500 osób.

Tego samego dnia zamaskowani sprawcy obrzucili domy zamieszkane przez Romów koktajlami Mołotowa.

http://www.keeptalkinggreece.com/2017/06/10/menidi-molotov-bombs-roma-stray-bullet-boy/

W kolejnych dniach doszło do zamieszek i starć z policją. Mieszkańcy wyszli z protestem na ulicę, domagając się eksmisji Romów z dzielnicy. Policja użyła gazu łzawiącego.

https://www.youtube.com/watch?v=H_6AiX48EEI


https://theshadesmag.wordpress.com/2017/06/13/roma-houses-on-fire-a-third-day-of-an-anti-roma-pogrom-in-athens/

Rząd grecki nie stara się lekceważyć sprawy, jednak stara się przesunąć winę na trudną sytuację Romów. Jednak w sytuacji do jakiej doszło nie wystarczy obarczyć winą za całą sytuację słabości realizacji greckiej polityki wobec Romów. Nie można także przesuwać odpowiedzialności na zmniejszenie (o 80% na lata 2016-2018) funduszy na wsparcie edukacji Romów. W sumie rząd sam to zrobił.
Dzielnica Menidi, w której doszło do nieszczęścia i zamieszek od lat jest miejscem problemowym, ze znacznym poziomem przestępczości. Winą władz i służb policyjnych jest nierozwiązanie tego problemu. Trudno się dziwić, że Grecy zareagowali w tak impulsywny sposób, chcąc samemu rozwiązać problem, z którym nie mogły sobie poradzić władze. Podczas pierwszej – spokojnej – manifestacji ich hasłami były: „Wystarczy” i „Jutro kto?”. Jeden z protestujących powiedział: „Nie jesteśmy rasistami, nie jesteśmy przeciwko Romom, ale jesteśmy przeciwni przestępczości i łamaniu prawa”.
Niesprawność działania władz w jakimś obszarze prowadzi albo do rozbudowania systemu organizacji pozarządowych działających w tym zakresie, albo – jeśli sprawa jest emocjonalna i jest skutkiem jakiegoś konkretnego zdarzenia – do prób ostatecznego i natychmiastowego rozwiązania problemu przez samonapędzający się tłum.  Zawsze cierpią przy tym niewinni.

Być może należy krytykować reakcję Greków. Na pewno należy bronić tych Romów, którzy nie byli winni, bo na odpowiedzialność zbiorową lub wielopokoleniową nie ma miejsca w Europie. Jednak co mają zrobić mieszkańcy dzielnicy Menidi, skoro władze nie potrafią zapewnić im bezpieczeństwa, ani zapewnić Romom możliwości edukacji i życia na poziomie wystarczającym do niewikłania się w przestępczość? Być może należałoby skierować protestujących do miejsc zamieszkania przedstawicieli rządu, aby tam protestowali i rzucali koktajlami Mołotowa. Byłoby to skuteczniejsze.

Grecja – kolebka demokracji i jedno ze źródeł europejskiej cywilizacji.
Ale to dawno było.


czwartek, 8 czerwca 2017

Antropologia i polityka

Czyli to co widzi politolog (tak, mam na to papiery) czytając książkę antropologa na temat praktyki integrowania Bergitka Roma w karpackich wioskach w Polsce, tytułującego to opracowanie „Polityka i antropologia”.

Zatem przede wszystkim, po raz pierwszy (i jednak ostatni) będę pisał w pierwszej osobie, tak jak napisana jest książka habilitacyjna prof. nadzw. dr(a) hab. Macieja Witkowskiego. Ten sposób ujęcia tematu naukowego jest powodem pewnego zdziwienia, jednak – biorąc pod uwagę osobistość doświadczenia antropologicznego przedstawionego w publikacji - jestem w stanie to zrozumieć. Teksty naukowe z zasady i zgodnie z ogólnie przyjęta stylistyką języka polskiego tworzy się w formie bezosobowej. Ma to służyć wskazaniu na dystans i dążenie do obiektywnego opisu rzeczywistości. Jednak ja pozostaję politologiem (a także literaturoznawcą, filmoznawcą, europeistą i jednak także romologiem) i nie roszczę sobie pretensji do tego aby rozumieć zamysł, metodologię i sposób badań i ich prezentacji w obszarze antropologii. Dlatego też w sumie dziwaczna forma tekstu naukowego pozostaje poza moją jakąkolwiek oceną ze względu na niewiedzę, do której zawsze boleśnie, jednak uczciwie się przyznaję (także przed studentami). Moja nieustająca – choć o sile oscylacyjnej – fascynacja tekstami antropologicznymi (a także etnologicznymi i etnograficznymi – nawet nie wiem czy można tak to sformułować) nie ma tu nic do rzeczy, bo się na tym nie znam i tylko lubię je czytać i myśleć sobie o czymś (kimś zbiorowo i indywidualnie) „innym”. Przy tym całkiem przypadkowo muszę przyznać, że każdy tekst mentorki prof. Witkowskiego – pani prof. Ewy Nowickiej-Rusek – zawsze traktowałem jak dzieła natchnione, interesujące dla laika, a przede wszystkim – oferujące obiektywną antropologiczną prawdę.

http://www.nomos.pl/products/151/p/684

Czy książka wnosi novum naukowe? TAK
Czy książkę dobrze się czyta? TAK
Czy książka jest ważna? TAK
Czy powinien ją przeczytać każdy zainteresowany Romami? TAK
Czy książka jest rzetelna naukowo? TAK
Czy książka…. TAK TAK TAK
Zadając każde pytanie jakie mogłoby się znaleźć w formularzu recenzyjnym (wydawniczym lub habilitacyjnym), trzeba po prostu odpowiedzieć pozytywnie.

Wręcz zachwycił mnie metodologiczny aspekt tej publikacji. Prof. Witkowski nie tyko dokładnie kreśli zakres swoich badań i od tego uzależnia precyzyjny, celowy i obiektywny dobór metodologii, ale także dyskutuje z uznanymi metodami (klasycznymi, pobocznymi, nowymi, starymi, różnymi) badań antropologicznych, opisuje je, wskazuje na ich wady, zalety, niemożliwość akceptacji w formie niezmienionej, nagina, uzupełnia, uzasadnia i wyjaśnia. Ukochana przeze mnie antropologia, znana z dzieł Ruth Benedict, Ewy Nowickie, Claude’a Lévi-Strauss’a, Bronisława Malinowskiego, Marcina Piotrowskiego nagle nabrała zupełnie innego wymiaru. Groźnego, wielowątkowo uschematyzowanego metodologicznie, pełnego pułapek, osobistych doświadczeń i wątpliwości.
A ja zawsze myślałem, że to tylko i wyłącznie chodzi o prawdziwe doznanie współuczestnictwa, porzucenie maski badacza, zapomnienie że się bada aby uczestniczyć w nurcie życia, a potem opisać własne doświadczenie, zbadać wstecznie siebie stojącego mentalnie nago przed i wobec rzeczywistości w której udało się zanurzyć. No nie. I nawet nie mogę zarzucić autorowi, że badając zapomina o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga, że obserwując wpływa na obiekt badany, że Kot Schrödingera jest jednocześnie i żywy i martwy… Byłem naiwny.
Prof. Witkowski nie tylko opisuje wszystkie możliwe warianty antropologicznego podejścia, ale rozprawia się z każdą wątpliwością. W przedbiegach niszczy moje złośliwe pytania, wytrąca oręż z ręki i tworzy – dla mnie, laika antropologicznego podejścia badawczego – metodę lub raczej ich zbiór, który pozwala dochodzić do wniosków, które w moim zupełnie innym podejściu i dyskursywnym wnioskowaniu, są tożsame, a różnią się w akcentach, podkreśleniach, pogrubieniach i uznaniu tego co ważne. Ponieważ się na tym nie znam – takie doświadczenie jest miłe, choć nigdy nasz opis rzeczywistości nie będzie taki sam. Inne nauki, inne metodologie, inne wnioski. I ja bym nie umiał napisać naukowego tekstu w pierwszej osobie.
Na pewno jednak książka prof. Witkowskiego trafi za chwilę na moją półkę i będzie stała tuż obok dzieł prof. Nowickiej, a sięgnę do niej wiele razy, kiedy będzie mi potrzebne metodologiczne wsparcie z obszaru antropologii.
Poza tym – ja się na antropologii nie znam, jednak na tej płaszczyźnie – zachwyt mój jest i nie ustanie.

Są jednak rzeczy, o których mogę powiedzieć, że się chyba trochę na nich znam.
Prof. Witkowski precyzyjnie określa liczbę wizyt w osadach romskich (a także czas trwania wizyt) i omawia to, jak się one kształtowały. I to, co zrozumiałem z całej antropologicznej metodologii, to że bada Romów w konkretnej sytuacji (sytuacji „polityki” „integracyjnej”). Stąd ich takie a nie inne zachowania, stąd taki a nie inny kontekst sytuacyjny, stąd takie wnioski, stąd taka metodologia, stąd… To wszystko tłumaczy. Może i tak, ale ja tego nie rozumiem. Ja rozumiem inną rzeczywistość. Taką w której jedne z moich wujków pracował w jakimś tajemniczym UB, drugi wciąż jeździł do fajnego USA, a trzeci był mocno czarniawy i mawiał, że idzie na ściorę. Rozumiem sytuacje, w których regularnie z szacunkiem kłaniając się dorosłej Romni handlującej na ryneczku w mojej rodzinnej Łodzi, po pół roku mogę z nią swobodnie porozmawiać co tam u niej w rodzinie i jak sobie radzą wnuki w Londynie. Rozumiem, że na Taborze Pamięci Romów pijąc rano kawę doczekam się, że przysiądzie się do mnie Rom z Tarnowa i sam zacznie rozmowę o życiu. Rozumiem (przynajmniej częściowo) romskie doświadczenia największego polskiego obserwująco-uczestniczącego etnografa-etnologa-antropologa Adama Bartosza, który nie chce napisać książki o Romach Górskich, bo za dobrze ich zna.
No ale to nie badanie naukowe. To życie.

I znam się chyba choć trochę na nauce i chyba też na politologii.
Nie mogę zdzierżyć kiedy ktoś w jednym zdaniu pisze o tym, że coś tam coś tam w państwach Europy Wschodniej i jako przykład daje Czechy. Nie podoba mi się brak spójności (inny rok wydania) pomiędzy przypisami i bibliografią. Nie mogę zaakceptować błędów w imionach autorów publikacji. Nierzetelne jest pomijanie licznych (!) polskich (!) autorów i równie licznych ich tekstów (!) dotyczących polityki i Romów w publikacji, której pierwszym słowem jest „polityka”. Dla prof. Witkowskiego wszystko co nieantropologiczne ale politologiczne lub wynikające z praktyki europeistycznej jest albo „tzw.” (np. integracja) albo przywoływane w cudzysłowie (ponownie np. integracja).
Wizja opisu wizją opisu, czy też opisem wizji, ale jeśli używamy słowa na „P”, to wiedzmy o czym mówimy.
Prof. Witkowski szeroko powołuje się na politykę unijną i na jej skutki, a jedyne co robi aby ją wyjaśnić/uzasadnić to pojawienie się przywołania Lizbony jako miejsca gdzie coś został określone. Uzupełnieniem tego jest dość prosty opis otwartej metody koordynacji, która była jednym z wielu (ale na pewno nie decydującym) elementów kształtowania polityki UE wobec Romów. A gdzie E2020? Gdzie unijna strategia na rzecz Romów? Nie pojawia się nawet próba zrozumienia paradygmatycznego traktowania przez UE spójności społeczno-gospodarczej. Brakuje sięgania do tekstów źródłowych Unii Europejskiej.
Czytając książkę prof. Witkowskiego ma się wrażenie, że polityka (integracyjna, czy też „integracyjna”) jest i była zawsze całkowicie zdeterminowana przez politykę UE, jakby zapominając, czy też pomijając to, że polska polityka i polskie programy (skoordynowane na poziomie ministerialnym) na rzecz społeczności romskiej były realizowane przed powstaniem ogólnounijnej strategii, czyli były – od początku XXI wieku - niezależne całkowicie (prawie) od Unii Europejskiej.
Prof. Witkowski chyba nie wie, że w ramach subsydiarności, większość elementów, które krytykuje są efektem działań naszych urzędników, a nie planów Unii Europejskiej, która stworzyła RAMY do tego aby każde państwo członkowskie je po swojemu wypełniło.
Autor nie dokonuje literalnej projekcji na całą politykę Unii Europejskiej wobec Romów, jednak czytając książkę, nie można oprzeć się wrażeniu, że praktyczne doświadczenia badawcze wyniesione z ograniczonej liczby wiosek romskich polskich Romów Karpackich jednak opisują i charakteryzują sensowność polityki UE wobec Romów w ogóle i w każdym z państw członkowskich.
Pomimo wielu bardzo trafnych konstatacji merytorycznych choćby dotyczących romskich elit i sytuacji w wioskach karpackich, bolesna jest niezrozumiała dla mnie metoda zamiany oryginalnych nazw miejscowości na wymyślone, bolesne jest nazywania Romów Karpackich (Cyganów Górskich) Bergitka Roma i zupełnie marginalne traktowanie i takiż opis romanipen.

W sumie zostało mi jeszcze 90% notatek z lektury bardzo dobrej książki prof. Witkowskiego. Na pewno osiągnęła ona swój cel – chcę o niej dyskutować. Jednak chyba warto, aby każdy zainteresowany tematem sam ją dokładnie przeczytał – bo warto.
Teraz nawet przeczytam jej recenzje z ostatniego numeru „Studia Romologica” prof. Kapralskiego. Wcześniej nie chciałem się sugerować.

Podsumowując typowo naukowo, ale i osobiście: antropologicznie – WYPAS. Politologicznie – MASAKRA.
Słowo "polityka" w tytule tej książki szkodzi.

Łatwo się pisze w pierwszej osobie. A i odpowiedzialność inna. Pierwszoosobowa.



niedziela, 28 maja 2017

Co się z nami dzieje?


Co my robimy z naszym światem? Czy mamy w sobie tyle złości, wściekłości, nienawiści, że musimy znajdywać wrogów? Musimy pokazać, że nasza naszość jest najbardziej nasza i jedynie słuszna? Czy cywilizacja aż tak bardzo nam przeszkadza, czy okowy nakładane na nas przez kulturę są aż tak dla nas bolesne i sprawiają nam aż taki ból, że nie możemy się powstrzymać, że nie możemy wytrzymać?
Czy tradycyjna moralność ogranicza nasze życie? Czy wartości kultury europejskiej są zdegenerowane? Jeśli tak – wkraczamy w czas dominacji zdeformowanej koncepcji Nietzschego.
Mógłby być to wstęp do rozważań nad sceniczną interpretacją jednego z dramatów Wyspiańskiego, jednak nie o tym przecież ma tu być.

Z jednej strony wspierany jest rozwój świadomości narodowej aktywności obywatelskiej Romów, irlandzcy Travellers świętują formalne wzmocnienie swojej identyfikacji, wytycza się nawet sensowne (częściowo) nowe cele dotyczące Romów, a z drugiej strony nienawiść, dyskryminacja, przemoc wciąż nie znikają i determinują kształt relacji między społeczeństwami większościowymi państw Europy i Romami.

https://www.google.pl/maps/place/Chomut%C3%B3w,+Czechy/@50.5506417,13.6323716,10.76z/data=!4m5!3m4!1s0x470a1b0fa8ba72c7:0x5bacbc1a9ba5d888!8m2!3d50.4634975!4d13.410737

W usteckim kraju w Czechach, w miejscowości Chomutov, w sobotę (27 maja 2017) o 3 nad ranem nie-Rom zastrzelił Roma. Przeszkadzał mu hałas na ulicy.

http://www.romea.cz/cz/zpravodajstvi/domaci/strelec-z-chomutova-byl-obvinen-z-vrazdy-hrozi-mu-trest-vezeni-12-az-20-let

Region ten nie pierwszy raz jest świadkiem tragicznych wydarzeń związanych z Romami. W jego centralnym mieście – Ústí nad Labem – i budowano mur i wzywano wojsko do radzenia sobie zRomami.

Czeski obywatel, który jest oskarżony o zastrzelenie Roma (grozi mu od 12 do 20 lat więzienia) mógł być zdenerwowany hałasami o 3 nad ranem pod jego miejscem zamieszkania. Z pewnością kłócący się Romowie są kilkakrotnie głośniejsi i bardziej ekspresyjni (także dźwiękowo) niż spokojni przecież Czesi. Jednak spokojni Czesi posiadają czasem pozwolenie na posiadanie krótkiej broni palnej. Tak było w tym przypadku.
Całkiem przy okazji i na marginesie warto chyba pomyśleć, jak zakończyło by się całe zajście, gdyby Czech nie posiadał pistoletu.
Część świadków tragedii twierdzi, ze nie było żadnej kłótni. Grupa Romów wróciła z dyskoteki. Czech nie wytrzymał, wyszedł z domu, oddał 6-8 strzałów. Nie strzelał do nikogo konkretnego, tylko do wszystkich, którzy stali na chodniku. Inny świadek mówił, że Czech najpierw zastrzelił psa, a potem strzelał do Romów siedzących w samochodzie.

http://www.romea.cz/cz/zpravodajstvi/domaci/v-chomutove-byl-zastrelen-sedmatricetilety-rom

Oczywiście w jakiejś pokrętnej logice można by stwierdzić, że przecież Romowie sami sobie byli winni. Mogli nie hałasować, mogli nie denerwować obywatela, a ich przodkowie właściwie mogli nie wychodzić z Indii i nie przybywać do Europy, a następnie ze Słowacji do Czech. To jednak chyba nie tak.

Rzeczywistość społeczna w jakiej funkcjonujemy jest skutkiem wydarzeń kształtowanych przez ludzi, przypadkowych splotów okoliczności, działań politycznych, wojen, kontekstów, historii… Z taką rzeczywistością można zrobić wiele rzeczy. Można przeciwko niej protestować, można z nią walczyć. Podobnie jak z życiem. Można też akceptować to co w niej dobre, a to co przeszkadza, starać się zmieniać. Jednak funkcjonując w europejskim systemie wartości, w „cywilizowanym” świecie „białego człowieka” granicą zmian jest wolność każdego innego człowieka i jego dobrej albo złej woli.

To o proste w całym zajściu to, to że zginął człowiek.
To co skomplikowane – rozwiąże czeska policja, a właściwie prokuratura.
Z pewnością będzie brała pod uwagę to co sprawca miał wykrzyczeć oddając strzały:
Drž už tu černou hubu, ty zmrde cikánskej

W ostatnim tygodniu ERRC otrzymało film pokazujący wydarzenia z kwietnia tego roku ze słowackiej miejscowości Zborov.
Tym razem to już nie zdenerwowany obywatel. Tym razem to słowacka policja, która chyba nigdy nie odpuszcza możliwości pokazania Romom czyj jest kraj, w którym żyją. Jednak Słowacja ma pewien demograficzny problem. Jeśli trend w tym zakresie się nie zmieni, romska mniejszość może stać się na Słowacji za kilkadziesiąt lat romską większością. Czy to cokolwiek usprawiedliwia? Oczywiście że nie.  Ale warto o tym pamiętać, aby łatwiej zrozumieć przyczynę nerwowych działań słowackiej policji. Tym bardziej, że retoryka politycznego słowackiego dyskursu wobec Romów wiąże się ściśle z kategorią „cygańskich przestępców”.

http://www.errc.org/article/police-attack-roma-community-in-slovakia-children-and-elderly-injured/4579

W wyniku działań policji trzy osoby wymagały pomocy medycznej. W tym pięcioletni Rom.
Ponoć policja została wezwana w związku z bójką w romskiej dzielnicy. Znowu wina Romów. I znowu pytanie – czy to uzasadniało zachowanie policji? No jednak nie. Ale kierunek populistycznej polityki – już tak.

O zdarzeniu z maja z Ukrainy trzeba wspomnieć, ale już bez jakiejkolwiek oceny. Być może to chuligańskie wybryki, być może mafia, być może… trudno oczekiwać, że czegoś w pełni wiarygodnego będzie się można dowiedzieć.

http://www.bbc.com/ukrainian/features-39960612

Jako komentarz w stylu „no comments” można przywołać mapę europejskiej nienawiści rasowej (opartej na kolrze skóry). Od razu wyjaśniając – na czerwono nie są wyróżnione ani państwa słowiańskie i południowe, ani państwa postkomunistyczne i sympatyzujące z tą ideologią, ale państwa z najwyższym współczynnikiem rasizmu. Często niezwerbalizowanego. Badania prowadzono kilkanaście lat. Próba badawcza – gigantyczna.

https://figshare.com/s/730b15bec39c1908cb31

Dobrze, że Polska na tej mapie jest tylko delikatnie zaczerwieniona. I dobrze, że w Polsce nic takiego złego się nie dzieje.
No może poza jakimś tam atakiem na romskie koczowisko… No może poza próbą ataku na Romów… No może poza… No może poza… No może poza…

Kochamy proste rozwiązania i świat z wyraźnymi podziałami na to co dobre (białe) i złe (czarne). Chce tego nasz przebodźcowany mózg, który musi porządkować rzeczywistość aby nie zginąć w natłoku danych. Kochalibyśmy Charlesa Lyncha, gdyby jeszcze żył.
Każdy z nas wie przecież jak jest, a większość nie może się mylić. Każdy z nas przecież ma rację, jak ponoć powiedział Piłsudski. Gorzej z rozumem. On nie jest dla każdego.

I na koniec tylko takie małe przypomnienie. Romowie nie są święci. Ale są ludźmi.


czwartek, 18 maja 2017

Więcej dzieci nie będzie

Są tematy tak trudne, że pisanie o nich sprawia niemalże fizyczny ból.
Mogą do nich należeć te, które dotyczą nieszczęścia i krzywdy dzieci, trwałego i bolesnego uszczerbku na zdrowiu, przymusu, nadużywania przez „władzę” siły, ludzkiej bezradności.
Wszystkie te wątki łączą się w problemie przymusowej sterylizacji.

http://www.tyden.cz/rubriky/domaci/odskodne-za-nucenou-sterilizaci-by-mohlo-byt-asi-tri-sta-tisic_329995.html

Przymusowa sterylizacja była i jest najczęściej wykonywana w ramach oficjalnej lub też nieoficjalnej polityki państwa, zmierzającej do ograniczenia populacji osób o określonych cechach. Taką cechą mogą być – jak w przypadku Australii i innych oświeconych państw – różne formy niepełnosprawności intelektualnej (upośledzenie umysłowe – zgodnie z Międzynarodową Klasyfikacją Chorób ICD-10 Światowej Organizacji Zdrowia).
Każde stosowanie sterylizacji przez aparat władzy jest zawsze z formalnego i wewnętrznego legislacyjnego punktu widzenia głęboko uzasadniane i zawsze znajdzie się grupa osób, która chętnie poprze tego typu pomysł. Jednak w oświeconym, demokratycznym, nowoczesnym społeczeństwie nie można pozwolić na funkcjonowanie tego typu praktyk. Wiąże się to bowiem z naruszaniem istoty praw przysługujących każdemu człowiekowi. I żaden czyn, stan, status, cecha nie mogą go tego człowieczeństwa pozbawić.

Cechą która służyła usprawiedliwieniu konieczności/możliwości/potrzebie sterylizacji bywała także przynależność etniczna.
W stosunku do romskich kobiet praktyka ta była wprowadzona i regularnie/powszechnie stosowana w Czechosłowacji od 1971 roku, kiedy została usankcjonowania prawnie. Pomimo przemian polityczno-społecznych po 1989 roku, pomimo zmiany prawa w 1993 roku i pomimo podziału Czechosłowacji na Czechy i Słowację, oficjalnie przyznaje się, że praktyka ta była stosowana do 2001 roku. Jednak ostatnie tego typu zdarzenie w Czechach miało miejsce w 2007 roku.

http://www.errc.org/cms/upload/file/coercive-and-cruel-28-november-2016.pdf

W przypadku romskich kobiet sytuacja jest o tyle skomplikowana, że niejednokrotnie podpisywały one dokumenty, w których zgadzały się na sterylizację. Jednak znaczna część Romów nie rozumie specyficznego języka  w jakim przygotowywane są tego typu dokumenty. Problemem jest także wtórny lub pierwotny analfabetyzm, który zdarza się wśród Romów częściej niż w przypadku społeczeństwa większościowego. Nie bez znaczenia była także postawa lekarzy i innych pracowników służb medycznych, którzy byli w stanie wykazać, że tak musi być.
Dlatego też pomimo pozoru zgody teoretycznie wynikającej z podpisania dokumentu, w takich przypadkach wyraźnie brakowało pełnej i świadomej zgody na przeprowadzenie sterylizacji. Żaden bowiem z lekarzy nie wyjaśniał w sposób zrozumiały dla pacjentki, na czym polega i czym skutkuje przeprowadzenie takiego zabiegu i nie podał prawdziwej przyczyny takiej decyzji. Oczywiście istnieją różnorodne wskazania medyczne do przeprowadzania zabiegu sterylizacji, jednak w przypadku romskich kobiet na terenach byłej Czechosłowacji (a także innych państw – choćby Węgier, choć nie na taką skalę jak w przypadku naszych najbliższych  południowych sąsiadów) realna podstawą sterylizacji była wyłącznie przynależność etniczna ofiar. Jakiekolwiek względy medyczne, na jakie w późniejszych wyjaśnieniach powoływali się lekarze lub jakie były wskazywane w dokumentacji medycznej, służyły wyłączeni usprawiedliwianiu decyzji  podjętej według niemedycznych kryteriów.
W wielu przypadkach romskie kobiety nie wiedziały, że dokonano na nich tego typu zabiegu

O ile w europejskim społeczeństwie większościowym niemożliwość posiadania dzieci może pozostać często niezauważona, o tyle w społeczności romskiej – z o wiele wyższym wskaźnikiem dzietności – jest on stosunkowo łatwo dostrzegalny. Ponadto romskie kobiety pozbawione – choćby potencjalnej – możliwości reprodukcji stają się dla społeczności niepełne i są narażone na wykluczenie z niej, włączając w to opuszczenie ich przez mężów.
Dlatego też przymusowe ubezpłodnienie romskiej kobiety może nieść ze sobą o wiele większe konsekwencje i skutki niż w przypadku społeczeństwa większościowego. Niewątpliwie skutki psychologiczne są podobne. Ogólne skutki społeczne – także. Jednak biorąc pod uwagę osadzoną w romskiej tradycji szczególną rolę rodziny i jej fundamentalny dla praktyki społecznej romskiej wspólnoty charakter, nikogo nie powinno dziwić, że skala problemu staje się o wiele większa. Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę możliwość (realną) wykluczenia kobiety z mniejszościowej społeczności. Trzeba bowiem pamiętać, że dla Romów główną siłą i wsparciem jest właśnie własna etniczna grupa. Poza nią Romowie stają się bezradni. Z kulturowego punktu widzenia – przestają istnieć.
Ten aspekt całego problemu i konkretnych przypadków jest prawie zawsze uwzględniany w wyrokach dotyczących przymusowej sterylizacji Romni ogłaszanych w ramach działalności Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. Najczęściej Trybunał powołuje się przy tym na artykułu 3 (zakaz nieludzkiego lub poniżającego traktowania) oraz artykułu 8 (prawo do poszanowania życia prywatnego i rodzinnego) Europejskiej konwencji praw człowieka.

Według raportu „Coercive and Cruel” spośród 10 państw europejskich, które w XX lub XXI wieku stosowały przymusową sterylizację, jedynie połowa przyjęła świadomą odpowiedzialność za te działania i wdrożyła specjalne środki (aby zrekompensować, aby wesprzeć) dla ofiar. Nie ma wśród nich ani Czech, ani Słowacji, czyli państw, w których sterylizacja dotyczyła romskich kobiet.
W tym samym raporcie – koncentrującym się na sytuacji czeskich Romni, jednak dającym także szerszą perspektywę problemu – najważniejsza jest część opracowana na podstawie indywidualnych wywiadów z ofiarami sterylizacji. Są w niej omówione konkretne sytuacje prowadzące do sterylizacji, przedstawiona jest cała gama fałszywych wyjaśnień jakie przedstawiali pracownicy służb medycznych (łącznie z tym, że sterylizacja ma charakter tymczasowy). Tam też – na podstawie konkretnych przypadków – omówiono sytuację wysterylizowanych romskich kobiet w rodzinie i w romskiej społeczności.

Trudno jest w tym przypadku streszczać, czy też nawet omawiać poszczególne historie kobiet. Warto natomiast z tymi relacjami się zapoznać. I to pamiętając, że miejsce i czas, to demokratyczne, cywilizowane  państwo Europy Środkowej na przełomie XX i XXI wieku.


poniedziałek, 8 maja 2017

ROMACTED 


W Unijnych ramach dotyczących krajowych strategii integracji Romów do 2020 r. z 2011 roku odrębną część poświęcono sytuacji państw objętych procesem rozszerzenia. Tym samym dotyczyła ona państw kandydujących oraz tych, które są potencjalnymi kandydatami. W chwili powstania tego dokumentu, takim państwem była między innymi Chorwacja, która obecnie jest państwem członkowskim Unii Europejskiej i podobnie jak inni jej członkowie, przyjęła własną krajową strategię na rzecz integracji Romów – przygotowaną jeszcze przed datą jej oficjalnego przyjęcia do Unii Europejskiej.

http://ec.europa.eu/justice/discrimination/roma-integration/croatia/national-strategy/national_en.htm

Pozostałymi państwami objętymi tą częścią Unijnych ram było wszystkie (sześć) państwa Bałkanów Zachodnich oraz Turcja.
Szacunkowa liczba Romów zamieszkujących te państwa to aż 3,8 mln osób, co stanowi prawdopodobnie ponad połowę obecnej populacji Romów – obywateli Unii Europejskiej. Wszystkie te państwa mają w relacji do średniej unijnej niski poziom rozwoju gospodarczego i społecznego. Każde z nich doświadczyło także w relatywnie nieodległej przeszłości problemów (między innymi konfliktów zbrojnych) związanych z przynależnością etniczną. 
Wnioski dotyczące sytuacja zamieszkujących je Romów, jakie nasuwają się po tej krótkiej charakterystyce, niestety są zgodne z rzeczywistością. Oczywiście nie można zrównywać sytuacji Romów np. z Macedonii z sytuacją ich odpowiedników w Turcji, czy Kosowie lub Czarnogórze, jednak w każdym z tych państw (podobnie jak w Albanii, Serbii, Bośni i Hercegowinie) ich sytuacja jest po prostu trudna. Doświadczają z o wiele większą intensywnością tych samych problemów z jakimi borykają się Romowie zamieszkujący państwa członkowskie Unii Euroepjskiej: ubóstwa, dyskryminacji, wyłączenia społecznego, segregacji i marginalizacji, bezrobocia, braku wykształcenia, ograniczonego dostępu do opieki zdrowotnej i mieszkań.

Większość spośród państw objętych procesem rozszerzenia – w ramach współpracy i oczekiwań ze strony Unii Europejskiej - opracowała romskie strategie, jednak często odbiegają one od standardów przyjmowanych w ramach wspólnych działań państw członkowskich.

http://www.errc.org/blog/the-turkish-roma-inclusion-strategy-falls-way-short-of-a-strategy/140

Nieco inna sytuacja zaistniała w przypadku analogicznej strategii przyjętej przez Ukrainę. U naszych wschodnich sąsiadów głównym problemem nie jest jej kształt, ale jej niesprawna realizacja.

Zamieszczając w Unijnych ramach część dotyczącą państw objętych procesem rozszerzenia, Komisja Europejska wskazała na cel główny, jakiem niezmiennie jest – także w przypadku tych państw – włączenie społeczne i gospodarcze Romów. Główną przyczyną takiego działania (poza oficjalną i w znacznej mierze realną dbałością o solidarność społeczną, rozwój państw sąsiadujących z Unią Europejską i poprawę warunku życia wykluczonych także poza jej obszarem) jest zabezpieczenie się – w przypadku przyjęcia kolejnych członków do Unii Europejskiej – przed pogorszeniem uśrednionych wskaźników opisujących sytuację Romów. Największe rozszerzenie Unii Europejskiej z lata 2004-2007, niestety nie brało w wystarczającym stopniu pod uwagę poszerzenia etnicznego o znaczną populację Romów, co wpłynęło na zwiększenie problemów o charakterze społecznym.
Pomimo negocjacji wystąpieniowych Wielkiej Brytanii, Unia Europejska działa w innych obszarach bez większych zmian. Dotyczy to także perspektywy przyszłych rozszerzeń.

W ramach funduszy przedakcesyjnych Unia Europejska przeznacza środki finansowe na projekty wspomagające zmianę sytuacji Romów w państwach objętych procesem rozszerzenia. Koncentruje się przy tym na wzmocnieniu aktywności obywatelskiej, w tym także wśród Romów, co ma na celu zwiększenie ich odpowiedzialności i podniesieni poziomu zaangażowania w tworzenie skutecznych polityk publicznych, strategii i mechanizmów zwiększających ich włączenie społeczne i gospodarcze.
Wśród działań finansowanych spoza środków przedakcesyjnych, interesującym przykładem aktywności na rzecz tych państwa jest nagroda dla organizacji działających na rzecz włączenia Romów, przyznawana za konkretną aktywność w tym zakresie.

https://ec.europa.eu/neighbourhood-enlargement/sites/near/files/roma_award_brochure_v14.pdf

Oczywiście wszyscy maja świadomość, że nie da się rozwiązać problemów Romów na terenie Bałkanów Zachodnich (i Turcji), przez nawet najbardziej wzorcowe, ale jednostkowe działania.

https://europeanwesternbalkans.com/2015/02/19/western-balkans-countries-road-to-eu-with-roma-community-on-board/#prettyPhoto

Nie powinno zatem dziwić, że Rada Europy we współpracy z Dyrekcją ds. Polityki Sąsiedztwa i Negocjacji w Sprawie Rozszerzenia (DG NEAR) Unii Europejskiej powołała nowy program obejmujący zakresem planowanych działań, mających poprawić sytuację Romów, państwa Bałkanów Zachodnich i Turcję.

http://www.coe.int/en/web/portal/-/promoting-good-governance-and-roma-empowerment-at-local-level

Program ROMACTED (Promowanie dobrego zarządzania i upodmiotowienia Romów na szczeblu lokalnym) opiera się na doświadczeniach zdobytych podczas realizacji programów ROMED oraz ROMACT. Dotyczy to zarówno metodologii skutecznych działań, jak i koncentracji na jak najniższym poziomie aktywności z indywidualnym podejściem do konkretnych problemów konkretnych romskich społeczności, grup i osób, w celu ich efektywnego rozwiązania. Można mieć nadzieję, że ta część aktywności w ramach programu będzie dotyczyła także zmniejszania dyskryminacji. Temu też ma służyć część aktywności skierowana do nie-Romów, mająca podnieść sprawność działania administracji i organizacji działających na ich rzecz.
Ogólne założenia programu dotyczą – tak jak było w przypadku Unijnych ram – zwiększenia aktywności obywatelskiej Romów i podniesienia ich udziału w tworzeniu strategii wspomagających ich włączenie społeczne.

ROMACTED odwołuje się także do zaprezentowanych w kwietniu tego roku „10 for 10”, czyli 10 celów, jakie powinna osiągnąć Europa w ciągu najbliższej dekady. Spośród nich jako najważniejsze wskazywane są: cel 1. – „Każde dziecko romskie będzie posiadało dokument tożsamości” oraz cel 10. – „Liczba Romów wybranych w ramach biernego prawa wyborczego do reprezentacji lokalnej, państwowej i międzynarodowej zostanie wzrośnie dwukrotnie”.
Cele ambitne i trudne – tym bardziej w państwach objętych programem i tym bardziej tam potrzebna jest ich realizacja. Nawet częściowa poprawa sytuacji w tym zakresie będzie świadczyła o sukcesie działań podejmowanych w ramach ROMACTED.

Program ten – jak widać – ma nieco inny profil i kierunek działania niż to co zostało uwypuklone w strategiach państw członkowskich Unii Europejskiej. Jest on jednak zbieżny z założeniami wsparcia wynikającymi dla tych państw z podstaw wskazanych w Unijnych ramach.

Oceniając terytorialny zasięg programu nie można nie zwrócić uwagi na to, że część państw nim objętych jest jednocześnie państwami, które zmagają się z przepływem uchodźców. Czy wpłynie to na jego realizację zależy od praktyki jego realizacji i od tego jak dalej zostanie opanowany napływ uchodźców do Turcji i dalej – przez morze na tereny Bałkanów Zachodnich.


Biorąc pod uwagę doświadczenia Rady Europy w realizacji programów ROMED i ROMACT, a także możliwości finansowe i organizacyjne Unii Europejskiej (istotne jest, że reprezentuje ją w tym przypadku Dyrekcja ds. Polityki Sąsiedztwa i Negocjacji w Sprawie Rozszerzenia), można optymistycznie oczekiwać realnych rezultatów.
Wiele jednak zależy od stanowiska Romów z państw objętych programem. Jednak tak jak zachodnioeuropejscy Sinti  różnią się od środkowo- i wschodnioeuropejskich Romów, tak inni są także Romowie zamieszkujący najbiedniejsze regiony Europy. Może - choć nie musi - wpłynąć to pozytywnie na próby ich włączenia społecznego i aktywizacji. Skoro jednak nie ma żadnej gwarancji w tym zakresie, trzeba będzie poczekać na pierwsze efekty realizacji programu.