poniedziałek, 18 września 2017

„Drom. Komiks o romské historii”


I znowu o kulturze popularnej i znowu o komiksie. Tym razem po czesku.
Czy słusznie? Chyba tak. To ta forma przekazu ma największe szanse aby dotrzeć do młodzieży. A wystarczy zobaczyć tłumy jakie odwiedziły w ostatnich dniach największą i najstarszą polską imprezę (tak tak – imprezę) komiksową w Polsce.

http://komiksfestiwal.com

Czemu należy z takimi treściami docierać do młodzieży? Bo my (dorośli całkiem i prawie i bardzo) jesteśmy straceni z punktu widzenia prawdziwej równości, tolerancji, akceptacji. Możemy tego chcieć, myśleć o tym, dążyć do tego, ale nigdy nam się nie uda. Jedyna nadzieja w nieskalanych nad-pseudo-realizmem tych młodych. Tak jak u Romów, w przypadku których staramy się dotrzeć do dzieci, młodzieży, w nich pokładamy nadzieję na zmianę, edukację i przyszłą pracę i włączenie społeczne. To że nas – przedstawicieli społeczeństwa większościowego, dominującego, tytularnego jest więcej, to nie znaczy, że dotyczą nas inne mechanizmy. A trzeba pamiętać, że równolegle do sfery społeczno-ekonomiczno-bytowej najtrudniejszym tematem pozostaje brak akceptacji dla inności i nieustająca dyskryminacja.
I nie, że w komiksie jest mało Romów. Wręcz przeciwnie jak się dawno już okazało.
No choćby wystarczy sobie przypomnieć polski komiks „Drom-Droga. Historia Romów w Europie” wydany przez Fundację Integracji Społecznej „Prom” z Wrocławia w 2011 roku.

https://www.wsiz.rzeszow.pl/pl/Uczelnia/kadra/mszewczyk/Documents/dd.pdf

Zatem czeski komiks.


„Drom. Komiks o romské historii”. Wydany na przełomie 2008 i 2009 roku w Czechach przez Stowarzyszenie obywatelskie Mosty z Pragi.

http://www.r-mosty.cz/

Komiks obrazuje historyczne chwile z romskich dziejów.
Opowieść jest osadzona w atrakcyjnym dla dzieci klimacie podróży w czasie. Dwójka głównych bohaterów (on – blondyn, ona – nie) idzie na wagary podczas których spotykają mulo (rozpoznaje go – używając tej cygańskiej nazwy – dziewczynka), czyli ducha zmarłej osoby. On pokazuje im dlaczego trzeba znać historię. Dzieci z Pragi w 2009 roku przenoszą się kolejno do ośmiu historycznych lokalizacji i stykają z różnymi życiowymi sytuacjami życia Romów:
936 rok, północne Indie – indyjska chwała Romów
1282 rok, Bizancjum – najlepszy rzemieślnik w mieście to Rom
1423 rok, Słowacja – nadanie przez króla Zygmunta oficjalnego zwierzchnictwa nad Romami Romowi
1706 rok, Czechy – prześladowanie i zabijanie Romów
1776 rok, Bratysława – docenione talenty muzyczne Romów
1937 rok, Słowacja – biedni ale dobrzy Romowie
1944 rok, Słowacja – partyzancki trud i Holokaust
1958 rok, Czechy – produktywizacja socjalistyczna i prześladowanie za wędrówkę.


Na koniec powrót do Pragi i 2009 roku i spotkanie dziadka, który okazuje się starszą wersją dziecka spotkanego w rzeczywistości 1958 roku. W uzupełniającej opowieści mówi jeszcze o komunizmie i tym jak było.


Klamra czasowo-przestrzenna była w tym przypadku rozwiązaniem oczywistym. Każda z lokalizacji (mikropowieści) zajmuje średnio półtorej planszy.


Sporo odniesień lokalizacyjnych wiąże się ze Słowacją. Trzeba pamiętać o wielu latach istnienia Czechosłowacji i o tym, że podczas II wojny światowej wszyscy czescy Romowie zostali zamordowani. Obecni czescy Romowie są potomkami tych, którzy przez socjalistyczną władzę zostali w latach 40 i 50 sprowadzeni ze Słowacji do Czech.


Przekaz jest prosty w treści i formie. Plansze nie w pełni kolorowe. Jednak jest w stanie opowiedzieć o tym, że Romowie to po prostu ludzie, którzy chcą normalnie żyć, że starsi to źródło wiedzy i należy im się szacunek, że warto się uczyć, że Romowie posiadają wiele talentów i że zawsze w historii pojawią się źli ludzie (aż połowa podróży dwójki bohaterów został przerwana właśnie przez nich), których umysły są opętane przez jakieś idee i koncepcje krzywdzące innych.
Pojawi się tu także – jednak zupełnie niechcący i trzeba mieć nadzieję, że główny odbiorca tego nie dostrzegł – wniosek, że najlepsze rzeczy dzieją się wtedy kiedy pójdziemy na wagary. Bez nich nie byłoby tej opowieści.


Komiks jest dwujęzyczny. Na dole każdego kadru znajduje się tłumaczenie dymków (czeskich) na język romani. Trudno bez bardzo dobrej orientacji w temacie rozpoznać w której wersji. Z pewnością nie Polskiej Romy, raczej nie Romów Górskich. Najprawdopodobniej RomUngra.


Komiks można jeszcze czasem zakupić w czeskich antykwariatach (także tych on-line, z ceną odpowiadającą około 50 zł). Można też – choć nie jest to łatwe  – znaleźć go i pobrać jako materiał dydaktyczny. Warto, choć potrzebna jest rejestracja i logowanie do aktywizacji linku.

I jeszcze małe odwołanie polskiego odpowiednika tego komiksu: „Drom-Droga. Historia Romów w Europie”.  Został opublikowany w 2011 roku. Czeski komiks – w 2009. Treści – podobne. Morał i nauka zeń wypływające – także. Współpraca? Inspiracja? W sumie bez znaczenia i wszystko jedno.
Przy dobrym zaprojektowaniu treści i wyborze tematów – to bardziej efektywna forma niż wiele głośnych, drogich i z pozornie szerokimi i głębokimi efektami działań jakie realizujemy w Europie, aby zwalczać dyskryminację i uczyć tolerancji.
Dawno już nie było w Polsce komiksu o Romach. Coś by się znowu przydało…


piątek, 8 września 2017

Śródokresowo


Przez ostatnie lata w ramach realizacji Unijnych Ram na rzecz integracji Romów każdego roku, najczęściej między marcem a czerwcem Komisja Europejska publikowała raporty dotyczące realizacji tej ogólnounijnej strategii.
W tym roku minął czerwiec, minął lipiec i niemalże minął sierpień, nim ostatecznie 30 dnia tego miesiąca odpowiedni dokument został przyjęty i upubliczniony.
Nie jest fantazją, a jedynie koniecznością dopasowywania się do okoliczności i sytuacji, że Komisja Europejska różnorodnie kształtuje niemalże każdego roku sprawozdania, łącząc je z aktywnością innych instytucji Unii Europejskiej, lub jak miało to miejsce w tym roku – publikując komunikat z nieco innym tytułem, w oczywisty sposób zmieniając zakres dokumentu:
  
Nie ma się co dziwić pojawieniu się sprawozdania śródokresowego. Obszar interwencji bardzo wrażliwy dla Europy i w związku z tym problemowy, wcześniejsze działania nigdy nie były skuteczne, a strategia – najlepsza z możliwych – musi przynieść konkretne i pozytywne zmiany. W 2020 roku konieczne będzie odtrąbienie wskaźnikowego sukcesu i potwierdzenie efektywności i skuteczności ramowych założeń przyjętych przez Komisję Europejską. Trzeba było zatem dokonać przeglądu, który w połączeniu z realizowanymi do 25 października tego roku Konsultacjami społecznymi w sprawie oceny unijnych ram dotyczących krajowych strategii integracji Romów do 2020 r., z zeszłorocznym komunikatem powiązanym z zalecenia Rady w sprawie skutecznych środków integracji Romów w państwach członkowskich oraz z konkluzjami Rady Unii Europejskiej z 8 grudnia 2016 roku Przyspieszenie procesu integracji Romów, usprawni funkcjonowanie strategii, zmieni sytuację Romów (oby) i da podstawę do ogłoszenia sukcesu.

Dzięki śródokresowej specyfice tegorocznego komunikatu, znalazło się w nim o wiele więcej zagadnień, niż w dotychczasowych raportach. Zatem poza omówieniem sytuacji w zakresie szkolnictwa, zatrudnienia, zdrowia i mieszkalnictwa, na pierwsze (niemalże) miejsce trafiła walka z dyskryminacją. Jednak 2 przyjęte dokumenty oraz 4 instytucjonalne działania, na które powołuje się Komisja Europejska nie rozwiążą realnego problemu dyskryminacji i wysokiego poziomu niechęci do Romów, które z pewnymi zastrzeżeniami zostały określone w przeglądzie jako antycygańskość (właściwie dlaczego nie antyromskość?).
Nie są to wszystkie elementy, jakie znalazły się w komunikacie, jednak wymaga on w całości analizy obszernej, szczegółowej i osadzonej w kontekście innych dokumentów oraz praktyce państw członkowskich.

Niewątpliwie komunikat grzeszy nieco uśredniającym podejściem, wykorzystując do oceny zmiany przede wszystkim wnioski wypływające z analizy zmiany państw wrażliwych ze względu na sytuację Romów. Podstawę do badań stanowią raporty Agencji Praw Podstawowych (FRA) dotyczące wszystkich państw członkowskich Unii Europejskiej, jednak w podstawie – dokumencie roboczym towarzyszącym komunikatowi: Commission Staff Working Document. Roma integration indicators scoreboard (2011-2016). Accompanying the document Communication to the European Parliament and the Council Midterm review of the EU framework for national Roma integration strategies, przeanalizowane i zwizualizowane są jedynie wskaźniki z wybranej grupy państw (Bułgaria, Czechy, Grecja, Hiszpania, Węgry, Portugalia, Rumunia, Słowacja i jako nowy członek Unii Europejskiej – Chorwacja). Może zatem przypuszczać, że na tym opierają się także wnioski przeglądu, tym bardziej, że jest on literalnie wskazany jako źródło/potwierdzenie informacji z komunikatu.
Jest to niewątpliwie niereprezentatywny sposób kształtowania polityki wobec Romów. Tym bardziej, jeśli weźmie się pod uwagę ich wewnętrzną różnorodność, także w zakresie zachowań społecznych i sytuacji społeczno-ekonomicznej. Podobnie jak rzadko udaje się międzynarodowo wykorzystywać dobre praktyki, tak i w tym przypadku opieranie założeń przyszłych rozwiązań oraz podstaw polityki o doświadczenia wybranej grupy wyłącznie państw wrażliwych ze względu na sytuację Romów, jest zagrożeniem dla skuteczności rozwiązań krajowych pozostałych państw członkowskich. W Polsce sytuacja Romów nie jest postrzegana – choć z różnych przyczyn, zarówno przez większość społeczeństwa, jak i przez analityków – jako bezproblemowa. I nie ma znaczenia w tym przypadku nieporównywalna zarówno skala liczbowa, jak i jakościowa tego zagadnienia w stosunku do państw o kilkudziesięciokrotnie (liczbowo i procentowo) większej mniejszości romskiej. Pomimo bardzo niskiego udziału Romów w całej polskiej populacji i grupie zaledwie kilkunastu tysięcy osób, to nikt nie chce i nie może porzucić tematu Romów.
I w ty miejscu trzeba przywołać wskazaną w komunikacie grupę dwunastu państw, które przyjęły w ramach funduszy strukturalnych i inwestycyjnych priorytet Integracja społeczno-gospodarcza marginalizowanych społeczności, np. Romów. Są to: AT, BE, BG, CZ, ES, FR, EL, HU, IT, PL, RO, SK. Czy doświadczenia i dane statystyczne Austrii, Belgio, Francji i Polski w związku z taką, a nie inną decyzją wyboru priorytetu nie powinny także być uwzględniane? Oczywiście każde z tych państw posiada własną strategię dopasowaną do lokalnej/krajowej sytuacji, a Unijne Ramy pozostają ramami, jednak nie należy czerpać lekceważyć problemów i zmian (lub ich braku) tych, którzy nie są w najgorszej sytuacji. Tym bardziej, że skoro państwo podejmuje decyzję, to wskazuje na to, że określony obszar został przez nie uznany za pole do szczególnej interwencji.

Przeprowadzenie o wiele bardziej szczegółowych niż analizujące jedynie czynniki związane z realizacją strategii kompleksowych i jednolitych metodologicznie badań we wszystkich państwach członkowskich, wydaje się być konieczne. W szczególności w zakresie obejmującym poziom wieloaspektowej dyskryminacji.
Oczywiście bardzo cenne będą także konkretne dane dotyczące zmiany do jakiej doszło w zakresie wskaźników włączenia społeczno-ekonomicznego, z uwzględnieniem czterech kluczowych obszarów i konkretnych wyznaczników stopnia realizacji Unijnych Ram. Może być to interesujące w relacji do zmiany do jakiej dojdzie w efekcie realizacji strategii E2020. I to w zakresie tych czynników, które są wspólne w obszarze (jednak już nie w wysokości wskaźnika określającego osiągnięcie celu). Można mieć jedynie nadzieję, że przy zakończeniu realizacji strategii w 2020 zostaną przeprowadzone takie poszerzone badania, co w połączeniu z kilkuletnimi informacjami pochodzącymi z państw członkowskich, pozwoli na względnie rzetelny opis zmian i osiągniętego stanu sytuacji Romów w Europie.

Uznanie przez Komisję Europejską, że ogólny kierunek zmian (z niewątpliwymi zastrzeżeniami) jest pozytywny (w szczególności w obszarze edukacji), to bardzo dobre zjawisko. Zmniejsza to zagrożenie ogłoszenia nieskuteczności Unijnych Ram i ograniczającej finansowanie, a podnoszącej wymagania wobec Romów, reformy strategii. Trzeba brać tu pod uwagę to, że winą za nieosiąganie odpowiedniego poziomu zmiany byliby obarczani Romowie i niesprawność (zapewne słusznie) działania na poziomie lokalnym (w tym przypadku – samorządowym).

Pozytywnym zjawiskiem jest to, jaki jest zakres określonych (wśród wniosków i rekomendacji) dwóch aktualnych i przyszłych obszarów horyzontalnych.

OBSZARY HORYZONTALNE
- Położenie jeszcze większego nacisku na zwalczanie dyskryminacji i antycygańskości i wprowadzić rozróżnienie między nimi w ramach unijnych i krajowych strategii integracji Romów
- Promowanie uczestnictwa Romów i wzmocnienie pozycji kobiet, młodzieży i dzieci pochodzenia romskiego

Z tych dwóch zagadnień wynikają dwa bardzo konkretne cele, związane z możliwością normalnego (i akceptowalnego przez obydwie strony) funkcjonowania dwóch tak odmiennych grup – społeczeństwa większościowego i społeczności romskiej. Niełatwo je jednak będzie osiągnąć, bo w rzeczywistości wymagają ustępstw i zwiększenia akceptacji po stronie większościowej. A o to w obecnym – naznaczonym populizmem i racją większości systemie demokracji europejskiej – raczej trudno.


poniedziałek, 28 sierpnia 2017

Codzienne wędrowanie


O wędrowaniu Cyganów zawsze było dużo. W końcu to ich sens. Dla wielu rzeczywiście – Kalderasze, których potomkowie są najbardziej liczni w świecie – niemalże stanowiąc podstawę ich tożsamościowo-moralno-wewnątrzprawnego dziedzictwa. Ale nie dla wszystkich. W rzeczywistości jest to około 5%. Ale że w świecie? Czy w Europie? I czy aby nie są to w większości irlandzcy Traveleresi? Geerralnie nie, ponieważ jest ich „zaledwie” ponad 30 tysięcy. To gdzie jeszcze te wędrujące wozy taborowe? W Rumunii na pewno. W Polsce można je spotkać chyba tylko między Tarnowem a Szczurową podczas Taboru Pamięci Romów.
Choć można tez spotkać naszych Romów obozujących niespodziewanie rano obok własnego namiotu gdzieś na dzikim brzegu Wisły pod Sandomierzem, albo na polu namiotowym w Pieninach (niekoniecznie po polskiej stronie granicy). Oczywiście z nowoczesnym i dużym namiotem, z mercedesem (albo innym bmw) zaparkowanym tuż obok, ale za to z puchatymi poduszkami i kołdrami, bo przecież nawet żyjąc (chwilę) pod namiotem nie należy rezygnować z pewnego poziomu komfortu.


Przesłodkie sceny z Bolka i Lolka z jednej strony odzwierciedlają zakorzenione stereotypy, a z drugiej w tym stereotypie, romantycznym, letnim, pełnym swobody i uśmiechu odzwierciedlają się nasze (większościowe) oczekiwania od wizerunku Cygana i od nich samych. Ma być miło-ładnie-kolorowo. Chcemy powielać ikoniczne schematy myślowe powiązane z „Tabor wędruje do nieba” i obrazem szczególnej wolności i szczęścia cygańskiego życia. To jakby powrót do XIX wieku, kiedy rumuńscy Cyganie wędrowali do Polski przez ziemie rosyjskie, spełniali przy tym dla zarobku oczekiwania rosyjskiej arystokracji i zapotrzebowanie na stroje kolorowe, uśmiechy, tańce  i skoczną muzykę. Jesienna bida koczowania w chłodzie i czasem wręcz nerwowe szukanie miejsca na przetrwanie zimy, zupełnie wypadają z naszej świadomości.
Bo to nie tak, że to życie było lepsze. Czy że było dostatniejsze. Czy że było ubogie. Szczęśliwsze, swobodniejsze, prawdziwsze… To wszystko nie ma znaczenia. To było ich życie.


Prof. Lech Mróz zwrócił uwagę na niezbadany problem dotyczący zmian i kosztów z nich wynikających w zakresie wewnątrzspołecznym i psychologicznym do jakich doszło w wyniku wielkiego zatrzymania (czy też postoju). Podobnie jak uszczerbek na wewnętrznych elementach kultury i tradycji są one czymś oczywistym, jednak – poza pojedynczymi przykładami i konkretnymi relacjami – najczęściej są wspominane marginalnie, choć bez umniejszania ich znaczenia. Obecnie – przede wszystkim ze względu na sposób funkcjonowania ludzkiej pamięci – trudno jest odtworzyć ich realny zakres i intensywność. Z pewnością jednak – choć dotyczyło to jedynie części polskich (w większości już osiadłych) Romów – całkowita zmiana trybu życia, obecnie odzwierciedlająca się co najwyżej w nostalgicznych wspomnieniach i być może (obowiązkowej) gotowości do podróżowania (nawet daleko i w wyniku szybkiej decyzji), była destrukcyjna dla każdego aspektu świadomości romskiej.
W rzeczywistości trudno jest to nam obecnie zrozumieć. Można jednak dokonać zabiegu myślowego opartego o regresję odwrotną. Należałoby mianowicie wyobrazić sobie skutki, jakie w zakresie naszego (głównonurtowego) życia (w każdym z jego aspektów) przyniósłby nam obowiązek nomadycznej mobilności.  I to nie w wersji popieranej przez Unię Europejską i rozwijające się państwa pierwszego świata. I nie chodzi tu o próbę wczucia się w rolę uchodźców i nawet kilkumiesięczną ucieczkę do bezpieczniejszego państwa, połączoną ze skrajnie złymi warunkami życia. Trzeba by wyobrazić sobie sytuację w której każdego (bez wyjatku) roku na kilka (na przykład na 4) najcieplejszych miesięcy, opuszczamy miejsce zamieszkania i ruszamy na ten czas w podróż. W powolne (przerywanej częstymi zatrzymaniami na jakiś czas) wędrowanie bez (lub z) konkretnie wyznaczonego celu.
Nie chodzi tu o porzucenie technicznych udogodnień i nocowanie w wozach taborowych i prymitywnych namiotach. Nie chodzi także o to aby owo wędrowanie podjęła ta część (najczęściej „młodsza”) społeczeństwa, która reprezentuje współczesne formy nomadyzmu i która chce takiego  trybu życia.
Jak moglibyśmy wykonywać naszą pracę? Jakich zajęć byśmy się podejmowali? Jak zmieniłby się krąg naszych znajomych? Jak wyglądałaby sytuacja w zakresie naszych więzi rodzinnych? Do jakiego przewartościowania doszłoby w obszarze naszych wartości? Jak bardzo odmieniłaby się nasza codzienność? Z ilu nawyków musielibyśmy zrezygnować, a jakie nowe pojawiłyby się w naszym życiu? Tego typu pytań można zadać bardzo wiele i trudno jest w ramach myślowej symulacji odpowiedzieć na nie w sposób wiarygodny, wykraczając poza życzeniowe i deklaratywne opinie, oczekiwania i nastawienie zdeterminowane odmiennym trybem życia i aktualną sytuacją.
Co my (w większości głównonurtowe mądrale) wiemy o wędrowaniu? Na jak długo najczęściej (poza erazmusami/stypendiami/grantami) większość z nas (znamienita, znakomita i bezwzględnie większościowa) opuszcza stałe miejsce zamieszkania? Na 2 tygodnie? I to czy na wędrówkę? Na swoistą tułaczkę (zaplanowaną i zorganizowaną nawet choćby częściowo). „My” tak nie robimy. Ale jak byśmy czuli się po miesiącu, dwóch, trzech życia pod namiotem, zmiany miejsca co jakiś czas, takiego całkiem innego i przy tym wymuszonego trybu życia? Kim byśmy się stali?

A jak czuli się Romowie, którzy właśnie tak żyli i nagle im tego zakazano? Kim byli nim się stali takimi jakich znamy?




piątek, 18 sierpnia 2017

Z Kolumbem przypłynęli


Zwiększone zainteresowanie Romów w własną historią związane ze wzrostem ich świadomości historycznej (w jej głównonurtowym rozumieniu) nie ogranicza się jedynie do Samudaripen i sięga – także w przypadku poszczególnych krajowych wspólnot romskich – o wiele dalej. Zachowując się jak każdy naród, który buduje swoją (po- lub post-) nowoczesną tożsamość i rekonstruujący swoją historię (często jedynie legendarną i bywa, że fałszywą), Romowie (wspomagani przez romskich i nieromskich badaczy) identyfikują „tych pierwszych”. Tak jest w przypadku Cygana-kowala, który (być może…) przypłynął do Australii wraz z Pierwszą Flotą. Podobnie (choć nieco bardziej prawdopodobnie) jest z pierwszymi Cyganami („Egipcjanami”), którzy dotarli do Nowego Świata wraz z trzecią wyprawą Krzysztofa Kolumba w 1498 roku.
Bardzo interesującym opracowaniem związanym z Romami w Ameryce i ich migracją na ten kontynent jest artykuł, który ukazał się w 9 numerze „Studia Romologica”.

W lipcu tego roku w oparciu o China Global Television Network: America pojawiła się informacja o tym, że w Columbii w 1999 roku Romowie zostali uznani za mniejszość etniczną. Źródło to nie jest w pełni wiarygodne. W rzeczywistości oryginalny sposób podejścia do mniejszości etnicznych i kulturowych został wpisany w kolumbijską konstytucję. Natomiast w 1999 roku oficjalnie na szczeblu rządowym została uznana Proceso Organizativo del Pueblo Rom (Gitano) de Colombia (PROROM) – pierwsza romska organizacja w Kolumbii.
Co daje oficjalne uznanie za mniejszość? Coś chyba daje. Najlepiej i najbliżej byłoby zapytać o to irlandzkich Travellersów. Czasem może nie dać nic. Jednak lepiej być uznawanym za wspólnotę, za kogoś grupowo rozpoznawalnego i identyfikowanego, o jakimkolwiek statusie prawnym niż być traktowanym jako nikt.

Z geograficznego punktu widzenia Kolumbia jest wrotami do Ameryki Południowej, zajmując obszar jej połączenia z Przesmykiem Panamskim. Nic zatem dziwnego, że Romowie dotarli tu właśnie od północy. Większość kolumbijskich Romów przybyła do tego państwa w XIX wieku – są głównie potomkami serbskich Kalderaszów. Jednak niewielkie grupy dotarły z Europy także w późniejszym czasie (z Francji, Hiszpanii i Rosji) – w latach 20 XX wieku, a także (z Grecji i państw bałkańskich) w latach 40 XX wieku.
Kolumbia jest oficjalnie państwem wielo(multi)-etnicznym i wielo(multi)-języcznym, co jest potwierdzone w jej konstytucji. Dzięki temu mniejszości etniczne i kulturowe mają prawo do samookreślania i samoorganizacji. Aż 6 milionów mieszkańców tego państwa (14% populacji) należy do grup etnicznych, najczęściej posługujących się własnym językiem. Romów nie jest wielu – w sumie szacuje się (należy jednak pamiętać o tym jak mało wymierne bywają wszelkie dane dotyczące romskich populacji), że jest ich 0,01%, a w rzeczywistości od 4 (blisko 5 – w 2005 roku) do 8 (w 2017 roku) tysięcy. W większości żyją na północy kraju, skupieni wokół dominujących rodów, w miastach: Bogota, Cúcuta, Girón, Barranquilla, Cali, Cartagena, Ipiales, Envigado, Sampués, Santa Marta, Fusagasuga, El Espinal. W wyniku skomplikowanej sytuacji politycznej i wewnętrznych konfliktów w Kolumbii nie ma już praktycznie wędrujących Romów i wszyscy prowadzą osiadły tryb życia. Większość z tych, którzy chcieli zachować nomadyczny charakter swoich wspólnot i utrzymać tradycyjne zawody (wytop miedzi, handel końmi, handel wyrobami ze skóry), wyemigrowali do Wenezueli oraz częściowo do Ekwadoru i Panamy.
Zasadniczo Romowie w Kolumbii, przynależąc do jednej z kilku mniejszości etnicznych, są pod wieloma względami w o wiele gorszej sytuacji niż społeczeństwo większościowe. Specyficznym dla Kolumbii składnikiem takiej sytuacji była przeprowadzona w XX wieku akcja przymusowych przesiedleń części społeczności wiejskich do ośrodków miejskich. Znaczny ich odsetek stanowiły właśnie mniejszości etniczne – w tym Romowie. W miastach stali się warstwą najuboższą, co w przypadku ich ogółu nie uległo zmianie do tej pory. Ich dyskryminacja jest wielopłaszczyznowa, negatywne stereotypy bardzo silne i utrwalone w społeczeństwie, a brak możliwości zmiany w zakresie społecznym, edukacyjnym i zawodowym, sprawia, że często pozostają zamknięci w społecznym getcie. Wiąże się to także z gorszym stanem ich zdrowia i utrudnionym (w znacznym stopniu przez niski poziom świadomości zdrowotnej i brak edukacji zdrowotnej) dostępem do opieki medycznej. Istotnym problemem Romów kolumbijskich jest praktycznie całkowity brak rejestracji urodzin, co wywołuje problemy w późniejszym życiu członka ich społeczności.
Władze kolumbijskie od końca XX wieku zaczęły przyjmować narzędzia legislacyjne, mające wesprzeć grupy etniczne pozostające w najgorszej sytuacji. Część z nich ma charakter ogólny (ochrona języków mniejszości), ale niektóre odnoszą się konkretnie i bezpośrednio wyłączeni do Romów (przyjęte w 2010 roku prawne ramy ochrony praw Romów). Ponadto w ramach narodowego planu rozwoju 2014-2018, skoncentrowanego na porządku publicznym, likwidacji skrajnego ubóstwa i podniesienia poziomu edukacji, uwzględniono zarówno konsultacje z Romami, jak i w samym programie wzięto pod uwagę ich obecność w Kolumbii.

Romowie w Ameryce Południowej nie pozostają całkowicie bierni i podejmują próby zwrócenia uwagi społeczności kontynentu na swoje istnienie. W działania te włączają się (niekoniecznie bardzo aktywnie) także organizacje reprezentujące Romów z USA i Kanady. Przykładem tego typu aktywności jest deklaracja z Quito z 15 marca 2001 roku, przygotowana i podpisana przez przedstawicieli ośmiu organizacji (w tym czterech z państw Ameryki Południowej – z Chile, Argentyny, Ekwadoru i Kolumbii). Dokument ten nie jest obszerny, jednak bardzo interesujący i można go – uwzględniając specyfikę kontynentalnej lokalności – uznać, za odpowiednik Declaration of a Roma Nation.

http://www.liloro.ru//romanes/declaration_eng.htm

Czytając go można łatwo zidentyfikować podstawowe bolączki Romów zamieszkujących Amerykę Południową. Najważniejszą z nich jest całkowite lekceważenie istnienia czteromilionowej (wliczając w to populację z Ameryki Północnej) społeczności romskiej przez większość państw. Formalnie grupa ta jest identyfikowana i uznawana jedynie w Kolumbii i Brazylii. Większość państw nie tylko nie uznaje ich za konkretnie zidentyfikowaną mniejszość, ale chodzi tu także o uznawanie ich jakiejkolwiek odrębności, specyfiki, praw, a także o formalne uznanie południowoamerykańskich Romów za nieheterogeniczną, jednak w specyficzny (przede wszystkim kulturowy) sposób – spójną grupę. Wiedza o Romach w państwach Ameryki Południowej jest bardzo mała i najczęściej są oni w ogóle pomijani jako grupa i trafiają do ogólnej kategorii innych. Deklaracja ta zawiera konkretną listę oczekiwań, przedstawianych różnym podmiotom (w tym władzom krajowym, organizacjom pozarządowym i Narodom Zjednoczonym). O ile w Europie istnieje wiele możliwości poszukiwania jakiejkolwiek sprawiedliwości społecznej, działa Rada Europy, a parasol ochrony Unii Europejskiej (nawet jeśli niedoceniany i nie zawsze zauważalny) w jakikolwiek sposób funkcjonuje także poza jej granicami, to w Ameryce Południowej brakuje tego typu mechanizmów. Stąd jedyną organizacją, która może pełnić w jakimś stopniu taką rolę jest ONZ. To jakie ma realne możliwości i jak wywiązuje się ze swoich zadań, pozostaje odrębną kwestią.

Inny kontynent, inna sytuacja – podobne problemy (choć z większą koncentracją na uznawalności odrębności, niż na ogólnej sytuacji społeczno-ekonomicznej) i wciąż ta sama (choć w większości pochodząca od Kalderaszów) i podobnie dyskryminowana mniejszościowa grupa etniczna.


wtorek, 8 sierpnia 2017

NIK strażnikiem i ostoją


Raz na jakiś czas – w sumie można by nawet powiedzieć że regularnie – Najwyższa Izba Kontroli bada praworządność i efektywność realizacji działań, zmierzających do poprawy sytuacji Romów w Polsce, na które zostały przeznaczone środki budżetowe. W 2016 roku przeprowadzono badanie „Realizacji przez gminy z województwa małopolskiego zadań w ramach Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014–2020”.

https://www.nik.gov.pl/kontrole/I/16/005/LKR/

Badanie to nie dotyczyło tego, czy należy realizować program, lecz sposobu w jaki wybrane gminy realizują go – w relacji do założeń przyjętych w jego ramach.
Była to pierwsza analiza nowej perspektywy finansowej w tym obszarze, a poprzednia – opublikowana w 2015 roku – dotyczyła Program na rzecz społeczności romskiej w Polsce 2004-2013 „Działania administracji publicznej na rzecz ochrony praw mniejszości romskiej w Polsce”.

https://www.nik.gov.pl/kontrole/P/14/119/LKR/

Nowe badanie objęło Urzędy Gminy z: Nowego Targu, Krościenka nad Dunajcem, Limanowej, Ochotnicy Dolnej, Szaflarach, Łącku oraz Limanowej.
Nie sposób nie zauważyć, że są to gminy zamieszkałe przez Romów pochodzących z grupy Romów Karpackich (Bergitka Roma), którzy w większości znajdują się w gorszej sytuacji ekonomicznej i społecznej w porównaniu do innych grup polskich Romów. Jednocześnie to w stosunku do nich w ciągu ostatnich kilkunastu lat skierowano najwięcej działań mogących modyfikować ich sytuację w głównych obszarach interwencji (edukacja, praca, mieszkalnictwo, zdrowie), finansowanych zarówno ze źródeł budżetowych, jak i unijnych. Ponadto z tymi konkretnymi gminami wiążą się takie „hasła” jak „Maszkowice”, „Limanowa”, „zakup domów dla Romów w innej gminie”, które pojawiają się w ogólnopolskich mediach, wywołując żywą (i jednak dominująco negatywną) reakcję ich odbiorców.
Wraz z opublikowaniem zatwierdzonego w kwietniu 2017 roku podsumowującego raportu NIK, udostępniono także jednostkowe szczegółowe „Wystąpienia pokontrolne” dotyczącej każdej z gmin.

Podobnie jak w badaniach dotyczących akceptacji/niechęci Polaków do innych narodowości, w których Romowie od lat trafiają na koniec/początek tej listy, tak też w przypadku raportu NIK, istotne okazały się dwie główne i niezmienne kwestie, nie wyrażone wprost, ale wynikające z wielu pojedynczych elementów raportu, dotyczące wsparcia skierowanego do tej grupy. Pierwszą z nich jest to, że jakiekolwiek zmiany związane z Romami są zmianami powolnymi. W poprzednim raporcie stwierdzono:

Jednak dziesięć lat, w czasie których realizowano Program romski, okazało się zbyt krótkim okresem dla osiągnięcia wszystkich założonych celów.

Wynika to z tego, że mniejszość romska jest w praktyce i przede wszystkim mniejszością kulturową, także w przypadku Romów Karpackich, którzy (słusznie) są uznawania za grupę, która w najmniejszym stopniu dochowuje romskich tradycji. Tak rzeczywiście jest, jednak tylko w relacji do innych romskich grup, natomiast w dalszym ciągu są oni o wiele bardziej osadzeniu we własnych tradycyjnych zasadach kulturowych, niż ma to miejsce w przypadku społeczeństwa większościowego. Taki wniosek nie ma służyć usprawiedliwianiu jakichkolwiek zachowań Romów sprzecznych z zasadami życia społecznego w Polsce, a jedynie wskazać, że część oczekiwanych przez społeczeństwo dominujące zmian, wymaga modyfikacji pojedynczych składników rdzenia kulturowego, co o ile w ogóle możliwe – bywa czasochłonne.
Z drugiej strony jednak powolność zmian w przypadku znacznej części Romów z gmin objętych badaniem wiąże się niestety także z jednym z wniosków NIK:

Program integracji w swojej obecnej formie stanowi raczej kolejny element pomocy socjalnej i materialnej dla społeczności romskiej, utwierdzając członków tej społeczności w postawach roszczeniowych, zamiast skłaniać Romów do większej aktywności w poszczególnych dziedzinach życia społecznego

Zgodnie z raportem znaczna część Romów nie zamierza poddać się jakimkolwiek zmianom, choć chętnie uczestniczy w jednostkowych działaniach, związanych z przyjmowaniem pomocy materialnej. Jak podkreśla NIK, Program integracji nie realizuje w ten sposób swoich celów, a staje się jedynie kolejną formą pomocy socjalnej. Stąd sformułowanie krytycznego wniosku dotyczącego obecnej jego formy. Jednak należy brać pod uwagę to, że nie tylko nie dotyczy to wszystkich Romów w  Polsce, ani nawet wszystkich Romów z badanych gmin, ale także i wszystkich obszarów interwencji. W zakresie edukacji Program jest bardzo ważnym czynnikiem wpływającym na zmianę i poprawę poziomu edukacji romskich dzieci. Jedynym z istotnych czynników związanych z tym obszarem działań są aktywni asystenci edukacji romskiej.
Drugą kluczową kwestią – ściśle powiązaną zarówno z powolnością zmian, jak i z realizacją każdego działania skierowanego do Romów – są wysokie koszty. Co prawda na realizację Programu zarezerwowano znaczne środki, jednak nie zmienia to faktu – zawsze ocenianej negatywnie i to nawet przez Unię Europejską – niskiej efektywności finansowej działań podejmowanych w jego ramach.

Niewątpliwym praktycznym problemem realizacji Programu wskazanym przez NIK jest brak lub szczątkowe sformułowanie Lokalnych programów integracji Romów, które powinny być dobrze zaplanowaną i kompleksową, uwzględniającą specyfikę lokalną, strategią działań na poziomie każdej gminy. Jednak na poziomie gminy dominuje huraoptymizm i stwierdzenie, że jakoś to będzie, a stworzenie prostej, realnej, adekwatnej do lokalnych potrzeb strategii wymaga pracy i koncentracji na temacie, która wymaga pewnego wysiłku.
Kontrolujący zwrócili także uwagę na problem zakupu nieruchomości na terenie innej jednostki samorządu terytorialnego.

http://romowie.blogspot.com/2016/11/zintegrujmy-ich-z-kims-innym-jesienia.html

To zagadnienie nie tylko wzbudza to zastrzeżenia NIK, ale także sprawia, że gminy nie realizują w pełni założeń w obszarze mieszkalnictwo. Kwestia (choć w rzeczywistości nie jednoznaczna) ta powinna zostać jasno uregulowana, uwzględniając także sytuację innych gmin, które dotychczas nie stykały się z problemową mniejszością romską zamieszkującą ich teren.

Poszukując – w ramach tego że nic o Romach bez Romów – romskich odniesień do raportu NIK i całkiem przy okazji do rządowego programu ich integracji, od razu trafia się na informację jaka pojawiła się w czerwcu na stronie internetowej Stowarzyszenia Romów w Polsce.

http://stowarzyszenie.romowie.net/Oswiadczenie-w-sprawie-raportu-Najwyzszej-Izby-Kontroli-577.html

Jak zawsze w przypadku Prezesa Kwiatkowskiego musiał pojawić się między innymi wniosek, mówiący o tym, że jakiekolwiek programy wykraczające poza standardowe (społeczne i socjalne) sposoby pomocy innym Polakom, a skierowane specjalnie do Romów, powinny zostać zlikwidowane ze względu na dokonywaną w ten sposób ich stygmatyzację. O ile należy uznać, że taki mechanizm rzeczywiście występuje, to jednak likwidacja Programu integracji nie sprawi, że Romowie przestaną być w Polsce dyskryminowani, ponieważ wspomniana od-finansowa stygmatyzacja jest tylko jednym z wielu (i to wcale nie najistotniejszym) składnikiem ogólnej dyskryminacji tej grupy etnicznej w Polsce. Ponadto stanowi on bardzo ważny element podnoszenia poziomu (ilościowego i jakościowego) edukacji szkolnej Romów. Oświadczenie jednak (ponownie) jak zawsze, zawiera wiele różnorodnych i bardzo interesujących elementów oceny sytuacji i warto się z nim w całości zapoznać.

Być może Program integracji należy przeformułować i poszukać lepszych (bardziej efektywnych) konkretnych form jego realizacji. Jednak nie powstał on z niczego i opierał się na doświadczeniach w zakresie realizacji dwóch wcześniejszych programów rządowych. Przy jego ostatecznym konstruowaniu nie tylko brano pod uwagę doświadczenia specjalistów rządowych, ale także przeprowadzano (prawie na pewno?) konsultacje ze środowiskiem romskim. Może się zatem wydawać, że jest sformułowany adekwatnie do potrzeb i możliwości.

Jeśli tak nie jest – zmiany są konieczne, jednak nie sposób stwierdzić, kto i na jakich podstawach miałby formułować jego lepszą wersję.


piątek, 28 lipca 2017

Początki, początki…


Bo to było tak, że na początku Romowie wyszli z Indii. Mniej więcej i prawie na pewno wiadomo kiedy i dokładnie skąd. Jednak nawet uwzględniając jednoznaczne pod wieloma względami badania genetyczne, to trudno jest na ich podstawie odtworzyć szczegóły tej kulturotwórczej podróży.

http://onlinelibrary.wiley.com/doi/10.1111/j.1529-8817.2005.00222.x/full

Pomimo tego zasadnicza trasa jest uznana, przyjęta i potwierdzona, choć wiele wątpliwości pozostaje. Znamy ogół, a konkrety pozostają w sferze domysłów, poszlak, szczątkowych danych i wciąż czekają na nowe fakty.

http://romafacts.uni-graz.at/index.php/history/pre-european-history-first-migration-from-central-india-to-byzantium/from-india-to-europe

Wiemy jednak na pewno którędy ówcześni Cyganie weszli do Europy – wprost z Bizancjum, wykorzystując do tego tereny obecnej Turcji, choć początki ich obecności na Bałkanach pozostają wciąż tajemnicą i nie wiemy ostatecznie, czy pojawili się tam w XI czy też XII wieku. Zasadniczo można by uznać, że jest to bez większego znaczenia dla współczesnej ich sytuacji (poza możliwością potencjalnych obchodów 1000-lecia Romów w Europie i możliwością formułowania stwierdzeń, że są „tutaj” od 800 lub prawie 1000 lat). Jednak ponieważ chodzi o budowanie gmachu wiedzy, a nauka nie cierpli dziur i braku, to pytanie pozostaje otwarte i wciąż czekamy na nowe odkrycia.

Wiemy także jaką drogą Cyganie po raz pierwszy dotarli do Polski. Generalnie od południa. Jednak szczegóły pozostają już – podobnie jak z drogą do Europy, pewną tajemnicą.
Niewątpliwie najważniejszym dziełem, z którego można zaczerpnąć wiedze na ten temat pozostaje dzieło prof. Lecha Mroza „Dzieje Cyganów – Romów w Rzeczypospolitej XV-XVIII”.


Tu nie ma właściwie miejsca na dyskusję. Istnieją konkretne dokumenty, w których pojawiają się konkretne osoby i to przypisane do konkretnych dat. Są one wynikiem przeogromnej pracy badacza analizującego zbiory archiwalne.
Jest zatem w Krakowie w 1401 roku (tę datę można przyjąć za datę pierwszej zanotowanej obecności Cyganów w Polsce) Micolay Czigan, który wnosi opłatę za dzierżawę ziemi. Od 1405 do 1426 roku w dokumentach lwowskich pojawiają się regularne zapisy mówiące o podatkach uiszczanych przez Piotra Cygana za tereny przy rynku (zatem drogie i eksponowane). Z 1418 roku pochodzą zapisy mówiące o pokojowcu króla Władysława II – także Cyganie. Kolejnych lat dotycząc inne dokumenty, potwierdzające obecność w okolicach Sanok chłopa – Cygana, a Mikołaj Cygan był przez wiele lat sanockim wojewodą. To tylko część zgormadzonej przez badacza dokumentacji.
Fakty te wskazują dość jednoznacznie na konkretny kierunek przyjścia owych „Cyganów” z kierunku węgierskiego, szlakiem najpierw z Siedmiogrodu do Budy, a następnie przez Nowy (i Stary) Sącz (dolinę Popradu) do Krakowa, a następnie między innymi do Lwowa (a także i na północ od Warszawy). Aby wdrożyć się w gospodarkę ówczesnej Polski, swoją wędrówkę musieliby rozpocząć jeszcze w XIV wieku, o czym pośrednio świadczą dokumenty mówiące o nich nie jako o nowoprzybyłych, ale jako rzetelnych partnerach w interesach, handlowcach, a nawet szlachcie. W kolejnych latach ta grupa/rodzina/fala migracyjna musiałaby się całkowicie roztopić w polskim społeczeństwie, dokonać pełnej asymilacji, a pozostałością po jej obecności jest występujące najczęściej na południu Polski nazwisko Cygan. Tym bardziej, że w późniejszych latach o Cyganach mówi się w Polsce raczej jako o Filistynach, ewentualnie dodatkowo przywołując pochodzącą z ówczesnych Węgier nazwę Cyganie.
Z takiej podstawy wynika, że pierwsi Romowie bardzo różnili się od kolejnych fal cygańskich migracji, które dotarły do Polski od strony Śląska, Niemiec, a także ponownie – od południa.
Generalnie brzmi to bardzo dobrze, mamy konkretną datę, dokumenty są dostępne w archiwach, nazwiska/nazwania w tamtym czasie wiązały się ściśle z pochodzeniem lub wykonywanym zawodem.
Co jednak jeśli nazwisko/nazwanie Cygan – wbrew średniowiecznej praktyce – jednak nie pochodzi od przynależności etnicznej? Co jeśli Angus Fraser miał rację, identyfikując na początku czwartego rozdziału polskiego wydania „Dziejów Cyganów”, zarówno nazwisko, jak i nazwy miejscowości pojawiające się w północno-zachodnim Siedmiogrodzie nie z Cyganami, tylko z zamieszkującymi te tereny od IX wieku szlacheckim rodem Zygan? Być może należałoby przeanalizować jego XVI-wieczną genealogię i być może znalazłby się tam jakiś „Mikołaj (albo i Piotr) co poszedł na północ”.
Pojawienie się w 1401 roku w Krakowie zorientowanego w rzeczywistości Królestwa Polskiego Mikołaja Cygana, którego było stać na wynajem terenu i płacenie podatków, a także na późniejsze uczestnictwo w życiu miejskim musiałoby się wiązać z jego przybyciem z Węgier pod koniec XIV wieku, czyli błyskawicznie po rozprzestrzenieniu się Cyganów poza północne Bałkany. Ponadto musiałby po drodze (być może w Siedmiogrodzie) mocno wdrożyć się w średniowieczną rzeczywistość ekonomiczną i społeczną, wykraczającą poza koczowniczą wędrówkę ku północy.

Zatem jeśli owi mieszkańcy południowych miast Polski noszący nazwisko Czigan, nie byli przodkami Romów, czy znaczy to, że dotarli oni do Polski później? Czy to znaczy, że pierwszą poważną falą migracyjną byli przodkowie Polskiej Romy, uciekający z Niemiec do Polski przed serią kumulujących się antycygańskich edyktów (od XV do końca XVI wieku)?
Nie. Przecież w jakiś sposób do Polski dotarli przodkowie Romów Karpackich. I w tym miejscu pojawiają się koncepcje z XIX wieku, powielone i omówione przez Jerzego Ficowskiego. W tym przypadku najlepiej sięgnąć do jego najbardziej surowej, jednak przez to także najcenniejszej pierwszej publikacji.


Być może Cyganie dotarli do Polski jeszcze w XIV wieku wraz z osadnikami wołoskimi, wędrując po zewnętrznym łuku Karpat, wzdłuż szlaku wołoskiego, który pokrywał się z ówczesnym ważnym szlakiem handlowym znad Morza Czarnego do Skandynawii, poczynając do Naddunajskiej Wołoszczyzny, przez Besarabię (w tym czasie zależną do Polski), między Prutem i Dniestrem. W takiej sytuacji granice ówczesnego Królestwa Polskiego pierwszy Cyganie przekraczaliby między Czerniowcami a Kołomyją, docierając w późniejszym czasie na południowe tereny obecnej Polski. Wciąż wraz z Wołochami.
Czemu jednak mieliby tłumnie wywędrować z Wołoszczyzny, a następnie z Mołdawii? Czemu akurat wtedy? Czemu tym szlakiem?


Przede wszystkim uciekając przed niewolnictwem, któremu byli poddawani na terenach Rumunii. Początkowo w Hospodarstwie Wołoskim, a następnie w Hospodarstwie Mołdawskim. Ponadto Turcy Osmańscy coraz głębiej wdzierali się na północ Bałkanów, a nomadyzm romski był jedną ze strategii przetrwania i wiązał się z ucieczką przed zawieruchą wojenną (tak jak to było z ich przybyciem do Bizancjum i wyjściem z niego w Europę). Szlak wołoski – jako szlak handlowy ku północy – był częściowo szlakiem znanym i przetartym. Ponadto Cyganie mogli po prostu towarzyszyć Wołochom w ich wędrówce. Być może już wówczas byli cennymi współpracownikami, znającymi się choćby na kowalstwie, czy leczeniu zwierzą. Z pewnością już wtedy zapewniali rozrywkę (muzyka i wróżbiarstwo). Ten szlak cygańskiej wędrówki znajduje częściowe i wciąż poszlakowe potwierdzenie w nazwach i rozmieszczeniu osad cygańskich oraz specyficznych wyrobów kowalskich właśnie na szlaku wołoskim.
Jeden z argumentów przeciwko tej teorii mówi o tym, że związki polskich Romów Karpackich z ich pobratymcami zza południowej strony Karpat jest bardzo silny. Jednak czy nie mogło dojść do częściowego zasiedlenia tych terenów zarówno od północy (tereny od przełęczy Łupkowskiej do szlaku doliny Popradu nie są zbyt uciążliwe w przekroczeniu łuku Karpat), jak i wtórnie od południa i wymieszania dwóch nieobcych sobie żywiołów cygańskich?
Do tego jeszcze dochodzi brak dokumentów (w przeciwieństwie do tych z Krakowa i Lwowa). Jednak tak samo brakuje dokumentów potwierdzających tworzenie się wydzielonych i charakterystycznych grup tego regionu – Bojków i Łemków. A Romowie – o ile rzeczywiście dotarli w XIV/XV wieku większą (lub mniejszą) falą migracyjną wraz z Wołochami – to właśnie na terenach zajętych przez te dwa mieszane ludy rusińskie mieliby początkowo zamieszkiwać, stając się z czasem Cyganami najdawniej osiadłymi w tej części Europy – Romami Górskimi (Bergitka Roma).

To oczywiście rozważania poszlakowe, pełne wątpliwości, mające szczątkowe oparcie w dokumentach. Jednak dowodów innego rodzaju nie będzie, choć być może jeszcze znajdzie się ich więcej.