sobota, 8 grudnia 2018

Wydawnictwa z Tarnowa


Z publikacjami na temat Romów jest tak, że pojedyncze książki lub artykuły pojawiają się w różnych wydawnictwach, czasem dość przypadkowo i niespodziewanie. Dotyczy to przede wszystkim tekstów naukowych, ale i tych, które mieszczą się w kategorii literatury faktu, wydawnictw artystycznych lub beletrystki. Na stałe – mogąc się pochwalić względnie pokaźnym dorobkiem wydawniczym – z tematyką romską związane są trzy ośrodki: Związek Romów Polskich, Stowarzyszenie Romów w Polsce oraz Muzeum Okręgowe w Tarnowie. Każdy z tych wydawców ma swoją specyfikę i publikacje każdego wnoszą każdorazowo znaczący wkład do lepszego poznania historii i kultury Romów.

Koncentrując się na wydawnictwach Muzeum Okręgowego w Tarnowie o tematyce romskiej, trzeba wspomnieć o tym, że romski kierunek aktywności Muzeum wiąże się z osobą Adama Bartosza, który w 1979 roku zdołał uruchomić wystawę „Cyganie w kulturze polskiej”, będącą początkiem stałej kolekcji cyganianów w tarnowskim Muzeum. To wydarzenie wiązało się także z rozpoczęciem dotyczącej Romów działalności wydawniczej Muzeum. Nie sposób jednak szczegółowo opisać całej historii romologicznych wydawnictwa Muzeum. W sumie ukazało się w jego ramach ponad 30 publikacji o tej tematyce.
Jak w przypadku każdego muzeum, ważną grupą wydawnictw są publikacje katalogujące zbiory. Pierwszym z nich jest „Katalog zbiorów cyganologicznych Muzeum Okręgowego w Tarnowie” z 2007 roku był redagowany przez Adama Bartosza. W zamierzeniu wydawcy miał się także ukazać drugi tom tego katalogu – zawierający pocztówki i grafika z czasopism. Nigdy jednak nie został wydany.


Katalog rozpoczyna się od autorskiego omówienia historii zbiorów romskich, ukazującego żmudną drogę tworzenia tej znanej w całej Europie kolekcji. Zawiera 381 pozycji – świetnie opisanych i ilustrowanych dobrej jakości fotografiami. Podzielony został na dwa główne rozdziały i kilka części. W pierwszym – Kultura materialna – znalazły się: Przedmioty użytkowe, Instrumenty muzyczne, Rekwizyty magiczne, Przedmioty dekoracyjne i zabawki, Ubiór i ozdoby. W drugim natomiast – Tematyka romska w sztuce – tytuły części to: Malarstwo, Rysunek, Grafika, Obrazy wykonane w innych technikach oraz Inne przedstawienie Romów. W większości publikacji romologicznych Muzeum pojawiają się trzy języki (polski, romski oraz angielski). W tym przypadku jest to język polski i angielski.
Kolejny, mniejszy objętościowo katalog pochodzi z 2009 roku i jest to „Romani Art. Katalog wystawowy artystów romskich”. Został on wydany we współpracy z Romskim Stowarzyszeniem Oświatowym HARANGOS. Autorem opracowania jest Marcin Tas. Wstępem opatrzył go Adam Bartosz. Tym razem w katalogu znalazły się reprodukcje malarstwa, rzeźby i rysunku trojga romskich autorów – Małgorzaty Mirgi-Tas, Bogumiły Delimaty oraz Krzysztofa Gila. Te barwne prace – w połączeniu z opisem sylwetek artystów – świetnie ilustrują ich romskie pasje i ukazują wieloaspektowy świat romskiej rzeczywistości.


W ramach serii „Biblioteki romskiej” ukazało się kilka tomików wierszy romskich artystów. Pierwszym nienumerownym jeszcze wydawnictwem był zbiór Teresy Mirgi, „Wiersze i pieśni” z 2006 roku. Drugim – z 2007 roku – pierwszy pokonkursowy tomik „O złote piór Papuszy” (Międzynarodowy Konkurs Poezji Romskiej im. Papuszy „O Złote Pióro Papuszy”). W tym samym roku ukazał się także „Kto nas ocali” Jana Mirgi. W 2010 roku Muzeum wydało kolejny pokonkursowy „O złote piór Papuszy”. Część z prezentowanej w nim poezji jest wyłącznie w języku polskim, cześć w języku rromani, a niektóre zostały przedstawione w wersji dwujęzycznej. Wiersze te z literackiego punktu widzenia można oceniać bardzo różnie, jednak świetnie ukazują romski świat (tak romantyczno-nostalgiczny, jak i ten osadzony w ekonomii dnia codziennego) i romski punkt widzenia na życie, współczesną Polskę i Europę.


Kontynuacją tego wydawnictwa były autorskie tomy poezji „Gorzka miłość” Izoldy Kwiek z 2011 roku, dwujęzyczny „Romano drom. Romska droga” Stanisława Stahiro Stankiewicza z tego samego roku oraz „Róża pustyni” nieżyjącego już Karola Parno Gierlińskiego z 2012 roku.
Pozostając w kręgu sztuki – choć w innym jej wymiarze – trzeba powiedzieć o albumie czarno-białych zdjęć autorstwa znanego holenderskiego fotografa, Franka Roosendaala, „Moving People. People who move me…”. To zbiór fotograficznych uważnych obserwacji dokonanych przez artystę podczas trzech (2008-2010) edycji muzealnego Taboru Pamięci Romów, wydany w 2011 roku. Starając się jak najkrócej opisać ten bardzo smacznie wydany zbiór kilkudziesięciu fotografii, należy przywołać takie słowa, jak: autentyczność, życie, piękno.


Niektóre romologiczne wydawnictwa Muzeum są kierowane także do dzieci. Tak jest w przypadku „Romano abecadło” (2011) i „Mietek na wojnie” (2013) – obydwa autorstwa Natalii Gancarz, z ilustracjami Diany Karpowicz. Oba opracowane zostały w zbliżonej szacie graficznej i formie lokalizującej się pomiędzy ilustrowaną historyjką dla dzieci a artystycznym komiksem. Kolorowe „Abecadło” przyjmuje jako odbiorcę romskie dzieci i poprzez rymowaną prostą historyjkę, wprowadza je w tajniki romskiego alfabetu i wielu romskich słów. „Mietek na wojnie” jest o wiele poważniejszy i jedynie komiksowa forma sprawia, że można uznać tę książkę za kierowaną do dzieci.


Swoistym – jednak już naukowym – uzupełnieniem tego wydawnictwa jest publikacja Marcela Courthiade’a „Alfabet odpowiedni dla języka cygańskiego oparty na naukowych podstawach. O pisowni języka rromani” z 2012 roku. Jest to najlepsze polskojęzyczne opracowanie dotyczące języka romskiego, rozstrzygające w swojej szczegółowości, choć trudne w odbiorze dla przeciętnego, niebędącego językoznawcą czytelnika.
Ważnym wydawnictwem Muzeum jest także „611 lat Romów w Polsce” Adama Bartosza z 2012 roku. Bogata szata graficzna, szczegółowy dobór dat znaczących dla obecności Romów w Polsce, odniesienia chronologiczne do politycznej i społecznej sytuacji w Polsce sprawiają, że publikacja ta stanowi świetną ilustrację dawnych i nowych dziejów mniejszości romskiej w Polsce. Autor tworząc chronologię, odwoływał się do związanych z Romami wydarzeń zarówno politycznych, jak i gospodarczych, do świata sztuki oraz wydarzeń związanych z obecnością Romów w społecznej rzeczywistości Polski.
W 2014 roku ukazała się – bogato ilustrowana zdjęciami oraz reprodukcjami dokumentów – faktograficzna książka „Tarnowscy Romowie” Adama Bartosza i Natalii Gancarz, związana z jubileuszem 50-lecia tarnowskiego „Centrum Kultury Romów”. Publikacja ta jest kroniką i świadectwem życia i aktywności tarnowskich Romów. Stanowi ważne świadectwo obecności (począwszy od XIX-wiecznego pierwszego osiedlenia) Romów w tym mieście i ukazuje ich ścisłe związki z działaniami Muzeum.


Wydawnictwem, na które koniecznie trzeba zwrócić, uwagę jest książka z 2015 roku – „Małopolski szlak martyrologii Romów” Adama Bartosza. Omawia ona zarówno historię martyrologii Romów podczas II wojny światowej, jak też specyfikę miejsc poświęconych pamięci zagłady Romów na terenie Małopolski, a także w innych miejscach Polski. Jest to o tyle ważne wydawnictwo, że po raz pierwszy opublikowano tak dokładny opis (ilustrowany licznymi zdjęciami) miejsc związanych z Samudaripen, a wciąż można mówić o tym zagadnieniu, że jest przywracane ludzkiej pamięci.
Niewątpliwie ważnym wydawniczym elementem romologicznego dorobku Muzeum była także książka „Unia Europejska i Romowie. System wobec kultury etnicznej”.

https://depot.ceon.pl/handle/123456789/11117

Dla wydawnictw romologicznych Muzeum z pewnością przełomowym był rok 2007 – biorąc pod uwagę proces twórczy i wysiłek organizacyjny (a wydawniczo – 2008 rok). Wówczas bowiem ukazał się pierwszy tom rocznika naukowego „Studia Romologica” (jednego z czterech wydawanych w świecie czasopism naukowych dotyczących Romów).
Czasopismo to w bardzo krótkim czasie zgromadziło wokół siebie – tak w gronie redakcji, recenzentów i przede wszystkim autorów – grupę polskich romologów, podejmujących temat z punktu widzenia wielu dziedzin nauki. Jednak szybko zbudowana renoma „Studiów” – bazująca w znacznej mierze na wieloletnim dorobku Muzeum – pozwoliła zgromadzić także wielu specjalistów zagranicznych, regularnie wspierających swoją pracą naukową działanie czasopisma (między innymi są to: Marcel Courthiade, Elena Marushiakova, Vesselin Popov).
Kolejne tomy były poświęcone: sądowi cygańskiemu, edukacji, zagładzie Romów podczas II wojny światowej, stosunkowi Romów do religii, migracjom, muzyce, romskim kobietom, polityce i organizacjom, sztuce i estetyce romskiej, Romom w literaturze i filmie, kolekcjom romskim. Każdy z nich podzielony jest na część tematyczną, artykuły i opracowania, materiały, recenzje – opinie oraz informacje – wydarzenia. Wydawnictwo można uznać za trójjęzyczne – choć teksty są publikowane w języku polski, to streszczenia każdorazowo są zamieszczane w języku angielskim oraz rromani.

Niemalże wszystkie romologiczne publikacje Muzeum finansowane są przez administrację centralną – przede wszystkim przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji. Jak wynika z powyższych opisów – są one bardzo różnorodne (począwszy od katalogów, poprzez opracowania popularne, tomy wierszy, a na wydawnictwach dla dzieci i publikacjach naukowych skończywszy). Ich zakres – pod każdym względem – w połączniu z jakością opracowań i liczebnością jest niewątpliwie imponujący.



środa, 28 listopada 2018

Bo oni tacy są




Stereotypy są nam potrzebne. Nasz mózg ma skłonność do szufladkowania i upraszczania rzeczywistości. W ten sposób oddalamy się od istoty rzeczy (świata platońskich idei), ale jednocześnie jest to naturalny mechanizm pozwalający na prostszą (choć oszukańczą) kategoryzację i porządkowanie naszego świata. Choć stereotypy są jedynie bardzo zgrubnym szkicem upraszczającym rzeczywistość, to właśnie w nich odzwierciedla się hierarchiczny system naszych wartości i sposób myślenia o świecie oraz porządku jaki w nim panuje. Dzięki takim ich cechom dają nam one (całkowicie) złudne poczucie bezpieczeństwo, swojskości i normalności. To one artykułują interesy grup narodowych, społecznych i ideologicznych, przez co łatwo stają się instrumentami propagandy, kanalizując agresję i usprawiedliwiając działania podejmowane tak na poziomie międzynarodowym, jak i całkiem lokalnym.

Przed takimi funkcjami, działaniami i wykorzystywaniem stereotypów bardzo trudno jest uciec i zmiana ich roli i wpływu na życie ludzi jeszcze długo nie ma szansy nastąpić. Nawet jeśli są one – ze względu na szkody jakie mogą przynosić (i przynoszą) – czymś powszechnie ocenianym negatywnie, trudno jest je likwidować nie tylko ze względu na ich pierwotny percepcyjno-porządkujący charakter, ale także przez to, że bywają niejawnie umacniane, a ich istnienie często jest w taki sposób utrwalane.

To, co jednak można zrobić ze stereotypami bez rewolucyjnych zmian ludzi, to ich oswojenie i zrozumienie zarówno tego jak powstają, jak i tego do czego są lub mogą być wykorzystywane. Podstawą do tego jest konieczność autorefleksji i zrozumienia, że nie odzwierciedlają rzeczywistości. Istotne, choć nie mające znaczenia w tym przypadku, jest to, czy opierają się na jednostkowych przypadkach, czy też są jedynie projekcją podejrzeń i błędnie zinternacjonalizowanych oczekiwań w stosunku do konkretnej grupy. Uogólniają bowiem bezlitośnie dotyczące jej śladowe podobieństwa i cechy (pozornie) wspólne, łącząc je wspólnym mianownikiem.

W przypadku Romów stereotypy mają dwojaką naturę. Z jednej strony część z nich jest całkowicie fałszywa i są one w tym przypadku konstruowane bądź na podstawie wygodnych legend jakie sami w historii tworzyli w ramach strategii przetrwania (możliwe także, że po prostu nie zaprzeczali temu co społeczeństwo większościowe wymyślało na ich temat), bądź na podstawie przypisywania im cech obcego i innego, a w takim przypadku wyobraźnia (nie tylko ludowa) ludzka nie ma granic. Z drugiej natomiast strony opierają się one na typowym rozciągnięciu jednostkowych (lub mikrogrupowych) zachowań popartych często negatywnym doświadczeniem jednostek lub lokalnych grup należących do większościowego społeczeństwa. O wiele bardziej atrakcyjna i łatwiej upowszechnialna jest negatywna informacja, niż taka, która będzie opisywała (w rzeczywistości nudne w odbiorze) sukcesu romskich dzieci w szkole. Tak ja nie wszyscy Romowie żyją na granicy ubóstwa (w Europie jest to średnio około 30%), tak też nie wszyscy Romowie spełniają stereotypowe oczekiwania większości społeczeństwa. Nie każdy z nich od urodzenia jest tancerzem i muzykiem, nie każda romska dziewczynka po osiągnięciu odpowiedniego wieku będzie umiała wróżyć, a być może nigdy w życiu (poza pierwszą komunią i ślubem) nie założy bogato zdobionej sukni. To samo dotyczy tych najbardziej negatywnych stereotypów na ich temat, które funkcjonują w większości (lub wszystkich) społeczeństw europejskich. Analizując sytuację związaną z tymi stereotypami należy pamiętać o tym, że pomimo włączenia się w główny nurt życia społecznego i ekonomicznego wielu Romów, pozostają oni w większości poza kulturą (i społeczeństwem) większościowym i często są wychowywani z innym nastawieniem do własnej kultury, tradycji i wartości, a ich doświadczenia społeczne różnią się od większościowych. 


https://www.sciencedirect.com/science/article/abs/pii/S0147176716302851?via%3Dihub


Bardzo interesująca skala (typy antyromskich stereotypów) wspomagająca badania stereotypów dotyczących Romów została wypracowana przez grupę badaczek w 2017 roku:

- jawne uprzedzenia,

- niezasłużone korzyści,

- różnice kulturowe.

Po dopasowaniu tego narzędzia do polskich warunków, zostało ono wykorzystane w bardzo dokładnie opisanym metodologicznie badaniu, służącym szczegółowej i wieloaspektowej analizie stereotypów dotyczących Romów opublikowanej przez Centrum Badań nad Uprzedzeniami.


http://cbu.psychologia.pl/uploads/f_bulska/Raport_Romowie_Ariadna_PDF.pdf


Badanie dotyczyło dwóch ważnych kwestii. Pierwszą było zbadania najbardziej powszechnie występujących w Polsce stereotypów w stosunku do Romów, drugą natomiast skorelowanie takiego stereotypowego podejścia z akceptacją różnych form przemocy w stosunku do tej grupy. Autorka analizy uwzględnia w tym zakresie także przemoc słowną, co motywuje (słusznie i w oparciu o dokumenty Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji) tym, że Romowie są trzecią grupą (pod względem częstotliwości) w stosunku do której w Polsce popełniane są przestępstwa z nienawiści.

Wyniki łączące stereotypowe przekonania na temat Romów (według autorki badania kategoryzowane na pozytywne i negatywne) łączyły się z większym poziomem akceptacji dla różnorodnych form przemocy w stosunku do Romów, a także z popieraniem przymusowej asymilacji tej grupy. Jedynie w przypadku osób reprezentujących stereotypowe podejście w zakresie różnic kulturowych (czynnik pozytywny) pojawiło się nieco inne podejście do Romów, czyli akceptacja działań pozytywnych, niskie poparcie dla przymusowej asymilacji oraz brak zgody na przemoc.

Ten ostatni trop wydaje się wskazywać na to, że grupa stereotypów kulturowych – reprezentowana w sposób mniej lub bardziej świadomy i jawny przez większość polskiego społeczeństwa (55,6% poparcia dla stwierdzenia: „Muzyka i taniec to coś, co romskie dzieci wysysają z mlekiem matki”) – może być traktowana jako stereotypy pozytywne. Jednak w dalszym ciągu należy je traktować jako stereotypy, które zbyt upraszczają romską rzeczywistość. Co więcej – tu trudno zgodzić się z autorką tego świetnego raportu – przynoszą one więcej szkody niż potencjalnego pożytku, gdyż trzeba brać pod uwagę, że każde wyjście Romów poza ten pozytywny romantyczno-folklorystyczny stereotyp może automatycznie wywołać w tej grupie większościowej zmianę nastawienia i wzbudzenie niechęci do Romów. W jakimś stopniu można tu przywoływać sytuację Czarnych w USA po II wojnie światowej, kiedy przedstawiciele tej grupy powracali z Europy i pomimo doceniania ich jako żołnierzy i równego traktowania podczas działań wojennych, trafiali ponownie do przepełnionej rasizmem amerykańskiej rzeczywistości. Innym przykładem może być docenianie muzyków, śpiewaków i tancerzy wywodzących się z tej grupy, jednak akceptacja ich przez większość społeczeństwa ograniczała się wyłącznie do tego wąskiego zakresu ich życia i działalności, przez co nie niosło to szerszych skutków na płaszczyźnie społecznej i zniesienia amerykańskiej segregacji rasowej. Dlatego też akceptacja i traktowanie jako pozytywnych kulturowych stereotypów wobec Romów jest akceptowaniem mniejszego zła, które jednak utrwala zmarginalizowany wizerunek tej grupy. Skutkuje to pozwoleniem na ich obecność i widoczność w społeczeństwie tak długo, jak długo spełniają nasze oczekiwania, jak długo wpasowują się w romantyczno-folklorystyczny wizerunek jaki im przypisujemy.

W kategorii jawnych uprzedzeń antyromskich najczęstszym popieranym zdaniem było: „Romowie nie lubią pracować, są leniwi” (44,1%), a największy sprzeciw wzbudzało stwierdzenie „To dobrze, że istnieją miejsca, do których Romowie nie mają wstępu” (33,5%). Najmniejsze poparcie wśród badanych Polaków znalazła grupa stereotypów wpisująca się w kategorię niezasłużonych korzyści. Jednak to one są najczęstszą przyczyną konfliktów lokalnych (jak choćby w Puławach) lub prób politycznego wykorzystania wspierania Romów (jak w przypadku ataku „Gazety Polskiej”). Ponadto to właśnie na te kwestię zwraca szczególną uwagę Roman Kwiatkowski, a wyniki tego badania zdają się nie potwierdzać jego tezy. W tej kategorii największe poparcie wśród badanych miało zdanie „Romowie dostają więcej pieniędzy od rządu, niż powinni” (32,7%), a największy sprzeciw wzbudzało: „Faktyczna rasowa dyskryminacja w Polsce przejawia się faworyzowaniem Romów przez instytucja państwowe”.

Raport w całości jest bardzo interesujący i, tu zostały przytoczony jedynie jego niewielki fragment i wybrane pojedyncze dane. Z pewnością jego nowatorstwo opiera się w znacznym stopniu na dobrze dobranej skali grup stereotypów i dobrze dobranym zdaniom testowym. Jego niewątpliwą zaleta jest także jego aktualność i znaczne dostosowanie do aktualnej sytuacji Romów w Polsce.



Powracając do stereotypów i ich roli, znaczenia, szkodliwości… trudno jest je zmieniać. Trzeba edukować. Jednak jak robić to w kolejny raz reformowanej szkole, kiedy w programach nauczania przedmiotów podczas których można by mówić o takich kwestiach, odzwierciedla się raczej interes narodowy, niż pozytywne nastawienie do jakichkolwiek grup mniejszościowych. Zresztą tak naprawdę trudno jest znaleźć przedmiot podczas którego takie treści miałyby być przekazywane. Wiedza o kulturze zniknie już za rok, a Wiedza o społeczeństwie ma zupełnie inne cele.






niedziela, 18 listopada 2018

38 lat temu


Znowu bazowanie na „starym” i dość ważnym tekście, jednak w tym przypadku nie chodzi o sam tekst i jego merytoryczną zawartość – choćby przez to, że należy on do gatunku naukowego sprawozdań z.., który choć ważny dla czasopism i prawdziwego życia naukowego (bo się spotykamy i naukowo wymieniliśmy się ważnymi informacjami), to jednak w ostatnich nastu latach stracił on na znaczeniu – lecz o przytoczenie i szczątkowe porównania podstawowych danych i informacji sprzed 38 lat z względnie aktualną sytuacją Romów w kilu europejskich państwach i w ogóle w Europie. Oczywiście nie bez znaczenia jest osoba autora (Adam Bartosz) tego prostego sprawozdania ze spotkania cyganologów (żadnych tam romologów) w węgierskiej miejscowości Leányfalu. Autora uważnego, ze wszech miar romologicznego (czy też raczej cyganologicznego), który w 1980 roku (gdy miało miejsce spotkanie, choć sprawozdanie było publikowane dwa lata później na łamach czasopisma „Polska Sztuka Ludowa – Konteksty”), był świeżo (w 1979 roku) po uruchomieniu wystawy „Cyganie w kulturze polskiej”. Była ona – jak sam to określił w  tekście artykułu – zalążkiem kolekcji cyganologicznej, która stała się początkiem stałej kolekcji cyganianów (czy też cyganariów) w Muzeum Okręgowym w Tarnowie. Funkcjonująca do dziś stała ekspozycja (Romowie. Historia i kultura) przyjęła swój kształt w 1990 roku w związku z odbywającego się w Serocku pod Warszawą IV Kongresu Romów.
W spotkaniu uczestniczyli przedstawiciele 8 państw, miało ono charakter półformalny, a dobór grupy dyskutantów wynikał z praktyki cyganologicznej (publikacje, kontakt naukowy z organizatorem). Skład grupy odzwierciedlał utrzymującą się do dziś – nawet w jeszcze szerszym wymiarze – wielodyscyplinarność romologii, gdyż brali w nim udział między innymi etnografowie, socjologowie, językoznawcy stosowani i przedstawiciel zawodów nieakademickich. Obecnie podczas tego typu spotkania aby móc stwierdzić, że grupa pod względem zakresu merytorycznego jest pełna, powinna zostać ona uzupełniona o prawników, ekonomistów, politologów, a także specjalistów z dziedziny mediów i komunikacji społecznej. Reprezentacja 8 państw (Polska, Niemcy, Czechosłowacja, Finlandia, Węgry, Wielka Brytania, Francja, Włochy) była zatem w jakimś stopniu przypadkowa, przynajmniej w zakresie potrzeby podejmowania tematyki romskiej w związku z sytuacją Romów. W obecnych analizach dotyczących wielu państw europejskich, dobieranych ze względu na wrażliwość ze względu na sytuację Romów nie pojawiają się Niemcy oraz Finlandia, a Wielka Brytania oraz Francja bywają przytaczane jako przykłady szczególnych sytuacji i takich tez rozwiązań. Polska także już nie trafia do tego typu przeglądów (przez co brakuje często interesujących danych, które są pozyskiwane przy tego typu badaniach) choć na początku XXI wieku jeszcze na takiej „wrażliwej” liście była. Wiąże się to przede wszystkim z bardzo małym odsetkiem Romów w polskim społeczeństwie oraz stosunkowo dobrą ich sytuacją – nawet jeśli w Polsce panuje odmienne subiektywne poczucie w tym zakresie.
Pierwszym zagadnieniem poruszonym w sprawozdaniu jest kwestia związana z identyfikacją Romów i wyznaczaniem przez nich linii podziałów. Do tej pory ważną rzeczą – choć nabierającą znaczenia z zewnętrznego punktów widzenia – jest traktowanie Romów jako homogenicznej i jednolitej grupy. To z kolei wiąże się ze stereotypami i tym że „każdy” i „wszyscy” Romowie są tacy a nie inni. Co ciekawe – naukowcy zauważyli, że Romowie za o wiele ważniejszy uznają podziały pomiędzy nimi samymi (zarówno kulturowe, jak konkretnie językowe i obyczajowe), niż koncentrują się na podziale Romowie i nie-Romowie (gadzio).  Nawet w Polsce przy homogeniczności społeczeństwa podziały przebiegały wewnętrznie w związku z różniącymi się systemami hierarchii i Romanipen. Co ciekawe przedstawiciel Włoch wskazywał na znaczne rozdrobnienie różnojęzycznych grup romskich, a możliwość ich zjednoczenia widział w ukształtowaniu się romskiej inteligencji. W Niemczech główny podział przebiegał (i to nie uległo zmianie) na linii Sinti – Romowie, a w Finlandii miejscowi i zasiedziali od setek lat Romowie, opierając się na typowo (w Finlandii) cygańskich cechach (muzyka i taniec), separowali się od nowoprzybyłych Kalderaszy. W dyskusji zwrócono także uwagę na kwestię tego, że romski świat (co wynika z zasad Romanipen) jest światem (często niewykluczających) podziałów i poza poszczególne ich grupy rozciąga się także wyodrębniająco w dół czyli na klany i rodziny. Oczywiście najwyraźniejsza granica istnieje wobec świata nie-Romów, jednak jak bardzo trafnie choć prosto określił przedstawiciel Wielkiej Brytanii – podział ten nie tylko jest (obiektywny bo jest), ale także instytucjonalny (w wymiarze kategorii instytucji społecznych, a nie konkretnych instytucji reprezentujących system administracyjny).
Interesująco została także omówiona kwestia muzyki, która także wiąże się z podziałami. Główny i najwyraźniejszy podział to różnica pomiędzy muzyką Romów z poszczególnych państw. Uczestnicy spotkania mówili zatem nie o muzyce Romów, ale o muzyce Romów z (na przykład) Węgier lub muzyce Romów z Rumunii. Ponadto – w związku z potrzebą zachowywania dla siebie i własnej wspólnoty tego co naprawdę cygańskie – mówiono o tym, że muzyka Romów dla nie-Romów jest zupełnie inna niż ta, która jest grana dla swoich, a opór przed jej prezentacją innym jest znaczny. Koncentrując się na tej różnicy można się w tym miejscu odwołać do polskich, hucznych, barwnych i bogatych festiwali w  Ciechocinku lub Gorzowie Wielkopolskim i z drugiej strony postawić obozowisku Taboru Pamięci Romów w Szczurowej i chwile, gdy przy wieczornym ognisku ktoś zaczyna śpiewać lub grać na gitarze, albo gdy w ciągu dnia dość niepodziewanie pojawia się niewystęp taneczny.
Obecnie dość rzadko mówi się o przyczynach manifestacji bogactwa przez Romów (często przyjmującego różne specyficzne formy – jak choćby umieszczania znaków Mercedesa jako zwieńczenia wieżyczek w rumuńskich romskich „pałacach”), jednak może ona mieć przyczynę w społecznej kompensacji i chęci pokazania tego co najlepsze i doceniane przez resztę społeczeństwa. To samo dotyczy folkloru i romskiej egzotyki. Cyganolodzy zauważyli także zanik wielu tradycyjnych elementów romskiej kultury takich jak pojedyncze zasady tabu lub nawet język. W miejsce tego zaczęły się natomiast pojawiać składniki kultury głównonurtowej, jednak nie aplikowane wprost i bez zmiany, a raczej zmodyfikowane, tak że należy je raczej określić jako naśladownictwo, a właściwie imitacja.
Kolejne wypowiedzi dotyczyły sytuacji społecznej Romów w poszczególnych państwach i głownie ograniczały się do wskazywania na powstawanie pojedynczych organizacji lub działań od-rządowych odnoszących się do Romów. Co ciekawe w przypadku Francji już wtedy mówiono o odgórnej organizacji miejsc obozowych, co po kilkudziesięciu latach doprowadziło do organizowania zamkniętych wiosek asymilacyjnych (czy też według nowszej i bardziej „poprawnej” oraz lepiej traktowanej na płaszczyźnie europejskiej wersji – integracyjnych). Polska na tle innych państw wypadła bardzo dobrze. Nie tylko ze względu na przywołaną aktywność naukową prof. Lecha Mroza, ale także (choć nie tylko), za sprawą stałego osadzenia tematyki romskiej w rządowym zainteresowaniu Romami w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych (i tak jest do tej pory). Oczywiście źródłem takiej lokalizacji zainteresowania państwa była kwestia sprawowania kontroli nad wędrującymi Romami i realizacja akcji ich osiedlania. Jednak ostatecznie na przełomie XX i XXI wieku przyniosło to dobre rezultaty, ponieważ polski program (początkowo pilotażowy) dotyczący integracji Romów był i jest jednym z organizacyjnie najlepszych (trudno tu mówić o pełnej efektywności) w Europie, nie tylko wpisując się w unijną strategię integracji Romów, ale po części także (ze względu na dobrą praktykę), będąc jednym z wielu wzorów służących jej opracowaniu. Warto zwrócić uwagę na to, że zgodnie zresztą z dominującym na początku lat 80. dyskursem w zakresie tej tematyki, większość cyganologów częściej mówiła (nie krytykując jej) o docelowej asymilacji, a nie integracji. Nie miała się ona przy tym wiązać z odrzuceniem tradycji i wartości kulturowych a jedynie z dopasowaniem się do społeczeństwa większościowego. Jedynie przedstawiciel Węgier – w części dotyczącej edukacji – stwierdził, że nie wolno Romów asymilować, a właśnie integrować, choć powoływał się na potrzebę likwidacji (sic!) części nieakceptowanych społecznie komponentów ich kultury, przy podkreślaniu i uwypuklaniu tych „słusznych”.

Czytając to sprawozdanie trzeba zrozumieć moment jego powstania i to co autor mógł napisać. Choć lata 80. w Polsce różniły się pod względem ideologicznym i represyjnym od lat 60. i 70., to jednak Adam Bartosz nie mógł powoływać się w tekście choćby na przymusową akcje zatrzymania romskich taborów i kulturowe i społeczne spustoszenie, jakiego dokonała. Podobne ograniczenia dotyczyły także streszczenia tego, co mówili przedstawiciele innych państw. Zarówno zachodnich, jak i socjalistycznych. Nie jest to zatem pełne (choć dalej interesujące) sprawozdanie ze spotkania. Jak było naprawdę należałoby zapytać – odwołując się do jego pamięci – autora…



czwartek, 8 listopada 2018

Prewencyjny wyrok

Otwieram rozprawę w sprawie karnej wszczętej przeciw Arpadowi Kissowi i jego trzem wspólnikom oskarżony o zbrodnie dokonane z premedytacją i z pobudek zasługujących na szczególne potępienie z zagrożeniem życia wielu osób a także o popełnienie szeregu innych przestępstw.

Tymi słowami rozpoczyna się proces sądowy ukazany w filmie z 2013 roku „Wyrok na Węgrzech” w reżyserii Eszter Hajdu. W surowej formie pokazuje on przebieg procesu czterech oskarżonych o ataki na Romów, które miały miejsce od lipca 2008 roku do sierpnia 2009 roku w północno-wschodniej części Węgier w dziewięciu miejscowościach. W ich wyniku sześć osób straciło życie, a pięć zostało rannych. Wśród zabitych było pięcioletnie dziecko i jego ojciec. Ataki były prowadzone przez obrzucanie domów koktajlami Mołotowa i strzelanie do ludzi z broni palnej.

https://opinie.wp.pl/eszter-hajdu-5-letnia-ofiara-rasistowskiej-zbrodni-miala-w-ciele-metalowe-strzaly-6016710641656449a

Proces prawicowych ekstremistów trwał ponad dwa lata: rozpoczął się 25 marca 2011 roku, a zakończył 6 sierpnia 2013 roku. Skazani dwukrotnie odwoływali się od wyroku skazującego trzech spośród nich na karę dożywotniego pozbawienia wolności, a pomocnika w tych zbrodniach na 13 lat więzienia. Opierające się na wskazywaniu niedociągnięć proceduralnych podczas wcześniejszych procesów apelacje do sądów wyższych instancji nie przyniosły skutków i wyroki zostały podtrzymane.

https://444.hu/2016/01/12/eletfogytiglant-kaptak-a-romagyilkossagok-vadlottjai

Podczas London Open City Film Festival film ten otrzymał z rąk Pawła Pawlikowskiego nagrodę w kategorii najlepszego filmu. Polski twórca powiedział:
„Wyrok na Węgrzech” jest czystym dokumentem obserwacyjnym, a mimo to ma wszystkie cechy wielkiego dramatu: fascynujące postacie, zwroty akcji, zwroty i momenty horroru, a nawet komedii. Przedstawiając charakterystyczne cechy węgierskiego systemu prawnego, udaje mu się uchwycić rasizm, z jakim boryka się społeczność romska na Węgrzech.
Na wniosek prezesa Stowarzyszenia Romów w Polsce – Romana Kwiatkowskiego – Eszter Hajdu otrzymała Europejską Nagrodę Praw Obywatelskich Sinti i Romów. Jest ona przyznawana począwszy od 2007 roku  wybitnym osobistościom zaangażowanym w problematykę dyskryminacji społeczności Romów i Sinti w Europie.

http://www.stowarzyszenie.romowie.net/Uroczystosc-wreczenia-Europejskiej-Nagrody-Praw-Obywatelskich-Sinti-i-Romow--488.html

Powracając jednak do słów Pawlikowskiego o obserwacyjnym charakterze filmu. Tak, z pewnością sprawia on takie wrażenie, co świadczy przede wszystkim o kunszcie reżyserki. 167 dni procesu zostały przez nią pokazane w sposób tak pozornie zimy i surowy, że można uznać, że była to czysta obserwacja. Jednak chyba nie do końca jest tak w rzeczywistości. Na język filmu składa się wiele elementów, a większość odbiorców nie zwraca uwagi na formalne detale, które w rzeczywistości budują dopiero pełna opowieść i wpływają na widza. Tak też jest w przypadku tego filmu. Eszter Hajdu nie pokazywała złych, wykrzywionych twarzy oskarżonych, mówią oni składnie, są względnie uprzejmi, spokojnie bronią swoich racji. Także Romowie nie są tu gloryfikowani. Na pewno są emocjonalni (w szczególności dotyczy to rodzin zabitych) i to do tego stopnia, że sędzia musi ich uciszać, uspakajać, a nawet podczas procesu nakładać kary finansowe.
Jednak to właśnie taki obraz oskarżonych i Romów połączony z warstwą formalną filmu i kreacją postaci sędziego zawiera główny ładunek emocjonalny filmu, sterujący odbiorcą i narzucający opowiedzenie się po stronie Romów. Oczywiście podstawą do takiego ukierunkowania widza jest sama zbrodnia – morderstwo dziecka i rodzin przesłuchiwanych świadków. Jednak to mogłoby nie wystarczyć.
Film będąc filmem dokumentalnym ma przy tym charakter (fabularnego) dramatu sądowego, ale i nasuwa skojarzenia z kreacyjnym gatunkiem court show. Oczywiście w filmie dokumentalnym mogą się pojawić drobne elementy inscenizacji (nie zawsze kamera będzie wszędzie na czas) i nie zmienia to charakteru filmu. Tak też jest w przypadku „Wyroku na Węgrzech”. Jednak dziwnie kreacyjne wrażenie w przypadku tego filmu pojawia się już w związku z wyglądem sali sądowej. To sala amfiteatralna – jak stary typ sali wykładowej, lub takiej jaką można zobaczyć w filmach o chirurgach przeprowadzających pokazowe operacje (lub sekcje). Co więcej oskarżeni siedzą nieoddzieleni, tuż za plecami mówiących świadków i mają możliwość zadawania im pytań. Także praca kamery (kamer) buduje odczucie inscenizacji. Montaż jest dynamiczny, choć poprzez częste zmiany punktu widzenia nie odrywa odbiorcy od emocji przesłuchiwanych. Kamery są prawie cały czas nieruchome, poza nieznacznymi ruchami kamery zaopatrzonej w obiektyw zmiennoogniskowy mającymi na celu utrzymanie twarzy pokazywanej postaci w kadrze. Nie jest to zabieg dynamizujący przekaz, ale takie zbliżenia dobrze indywidualizują każdą z postaci. Główny punkt widzenia jest odległy od centrum akcji, z widowni z boku, co pozwala pokazywać w częstych zbliżeniach niemalże wszystkie osoby dramatu, a także zapewnia możliwość wykorzystania szerokiej perspektywy. Bardzo interesującym zabiegiem jest częste wykorzystywanie ujęć z niewielkiego aparatu fotograficznego stojącego przed sędzią na wprost przesłuchiwanych świadków. Kamera i kadry wykorzystywane poza salą sądową (przykładowo: jedna z sesji sądu jest sesją wizji lokalnej w terenie, pojedyncze krótkie przerywniki pokazują wprowadzeniu świadka lub komentarze Romów, ich niecodzienną codzienność będącą skutkiem morderstw) są zupełnie odmienne. Jest ona ruchoma, wszystkie ujęcia są realizowane z ręki, co podkreśla chaos emocji, tak różnych od tych z sali sądowej, gdzie emocje i tak się pojawiają, choć kamera pozostaje statyczna.


Bardzo interesująco jest pokazana postać samego sędziego. To żywy człowiek  nieuciekający przed emocjami i ich okazywaniem (choć dyscyplinuje zarówno Romów, jak i oskarżonych). Już sam sposób wprowadzenia go do filmu (na początku) wiele mówi o przekazie zawartym w filmie. Samotna postać ubrana w cywilny strój wsiada do windy i zjeżdża nią w dół, w mrok. Na końcu filmu zostaje sam na sali rozpraw i dopiero po chwili także wychodzi, zamykając drzwi i pozostawiając na chwilę w kadrze pustą salę. Te dwie sceny tworzą klamrę otwierającą i zamykająca zarówno film, jak i sądowe wydarzenia w nim ukazane. Sędzia reprezentuje tu nie tylko surowy wymiar sprawiedliwości (nakłada kary sądowe na Romów, ucisza ich), ale i każdego z Węgrów (i każdego z widzów), który byłby zmuszony tak szczegółowo zagłębić się w romską codzienność i w tragedię, która ich spotkało.


W ramach wymiaru sprawiedliwości procedury są powolne, trzeba rozważyć każdy szczegół, skupić się na dowodach, procedurach, przeprowadzić całą sprawę tak, aby z pełną odpowiedzialnością można było uznać oskarżonych za winnych. W jednym z momentów przedstawianych w filmie sędzia krzyczy nawet na Romni, że on jeszcze nie wie czy oskarżeni są winni, ze trzeba doprowadzić sprawę do końca. Bo tak działa państwo i sprawiedliwy i niezależny sąd.  Niemalże śmiesznym (jednak na pewno nie wesołym), jest to, że oskarżeni odwoływali się w późniejszym czasie w oparciu o złe przeprowadzenie procedur, a pierwsze znaki takiego ich postępowania zostały pokazane już w „Wyroku na Węgrzech”. Dlaczego prawie zabawne? Bo oni sami – jak twierdzili – przyjęli na siebie rolę państwa, które nie dopełniło według nich obowiązku zrobienia porządku z Romami. Stali się błyskawicznie działającymi sędziami i katami. Bez żadnych procedur. Nużąca powtarzalność przesłuchań jest mało urozmaicana, chwilami tylko nabiera tempa treścią wypowiedzi, wtrąceniami, przerywnikami. Chodzi tu o pokazanie proceduralnej nudy dochodzenia do prawdy i tego aby pokazać jak żmudny jest to proces. Widz ma bowiem zbudować w sobie dystans do tych, którzy niesprawiedliwie zabijali.
Taki zapewne cel chciała osiągnąć autorka tego filmu, umieszczająca w tej pozornie obiektywnej formie przekazu konkretny przekaz perswazyjny. Co prawda to widz ma sam ocenić i zdecydować po której z dwóch stron zechce się opowiedzieć, jednak możliwość wyboru jest tylko pozorna.
Sędzia bardzo negatywnie odnosi się do tego jak w związku z tą sprawą działały wszystkie służby. Wynika to zarówno z przesłuchiwania ich, jak i wypowiedzi Romów: policja zadeptywała ślady pozostawionych w śniegu przez sprawców, lekarz rany postrzałowe opisał jako ślady po gwoździach, nie zauważył rany postrzałowej w czole dziecka, diagnoza przyczyny zgonu zastrzelonych brzmiała „zatrucie dymem”, policja potrzebowała prawie roku, aby uznać, że pomiędzy poszczególnymi atakami jakie miały miejsce w 2008 i 2009 roku istnieje powiązanie i że możliwe jest, iż maja one za podstawę rasizm w stosunku do Romów. Wyłania się z tego bardzo mroczna wizja tego stosunku państwa i Węgrów (nie wszystkich) do Romów.
A jak w tym wszystkim lokuje się sytuacja Romów na Węgrzech? Żle. Co wyniknęło z całej sprawy sądowej, ze skazania zabójców, z całego szumu medialnego? Nic.
No może nie jest to do końca i cała prawda. Z danych dostarczanych w dwóch kolejnych raportach (2008 i 2016 rok) Agencji Praw Podstawowych Unii Europejskiej zrealizowanych w  ramach EU-MIDIS wynika, że sytuacja Romów na Węgrzech nie jest aż taka zła. Wiele wskaźników (także tych dotyczących dyskryminacji) jest lepsza niż średnia dla wszystkich badanych państw. Dotyczy to nawet poczucia dyskryminacji ze względu na bycie Romem. 98% dzieci realizuje obowiązek szkoły, panuje stosunkowo niski poziom segregacji szkolnej, a całkowity brak wykształcenia dotyczy zaledwie 25% Romów. Sytuacja niemalże godna pozazdroszczenia. Jednak bardzo wysoki (około 80%) pozostaje procent niezgłaszania jakichkolwiek form dyskryminacji lub przestępstw wobec Romów. Nie znaczy to jednak, że nie ma takich sytuacji. Takie wyniki badań są zadziwiająco podobne do tych, jakie można by uzyskać jeszcze w latach 80. w większości ówczesnych państw socjalistycznych. Represyjno-nakazowa polityka wobec Romów sprawiała wówczas, że Romowie karnie chodzili do szkoły, oficjalnie dyskryminacji nie było, a dodatkowo Romowie – ze względu na brak zaufania do władz i systemu administracyjnego – nie zgłaszali jakichkolwiek zdarzeń. Czy tak może być na Węgrzech? Może. Populistyczne rządy Viktora Orbána nie sprzeciwiają się aktywności węgierskich nacjonalistów i prawicowych ekstremistów, co zwiększa poczucie zagrożenia Romów i jednocześnie daje pośrednie przyzwolenie na ich codzienną dyskryminację, utrwalając ich poczucie zagrożenia i zastraszenia. Być może jest to kolejna sytuacja, w której Romowie (jak nie raz w swojej europejskiej historii) starają się być jak najbardziej niewidoczni dla systemu.
Po procesie rząd starał się jak najszybciej zapomnieć o całej sprawie. Rodzinom ofiar (staraniem Zoltána Baloga – węgierskiego Sekretarz Stanu ds. Integracji Romów w latach 2010-2012) wypłacono jednorazowe odszkodowania, jednak nie zmieniło się nastawienie Węgrów do Romów. Co prawda od wydarzeń pokazanych w „Wyroku na Węgrzech” nie doszło na Węgrzech do kolejnych działań na taką skalę i z takimi skutkami. To w innych państwach działy się rzeczy po ludzku straszne: na Ukrainie, w Grecji,  w Bułgarii. Nie można także zapomnieć o systemowych działaniach we Włoszech i Francji. Na Węgrzech co jakiś czas zdarzają się terenowe seanse nienawiści, jak choćby w Devecser w 2012 roku, kiedy to węgierscy nacjonaliści z partii Jobbik zorganizowali marsz i protest przeciwko Romom.

A co z codzienną dyskryminacją i rasizmem na Węgrzech? A mają się całkiem dobrze. Nie bardzo ma kto i jak z nimi walczyć.



niedziela, 28 października 2018

Antycyganizm dla opornych


Dla opornych dla opornych… To znaczy dla takich, którzy stawiają świadomy opór, czy też konstrukcja ich rozumu jest taka, że trzeba bardzo powoli i dokładnie tłumaczyć aby cokolwiek pojęli? Czy może jednak tak naprawdę nie dla opornych, tylko „for Dummies”?, bo tylko polska specyfika (i względy marketingowe) sprawiła, że tytuły znanej serii poradników kiedyś używały określenia „dla opornych”, a obecnie „dla bystrzaków”. Jakoś w Polsce nie chce działać mechanizm, który wymaga najpierw do przyznania się, że czegoś nie wiemy i dlatego możemy się czegoś nowego nauczyć. Wolimy usłyszeć (przeczytać), że jesteśmy bystrzy i dlatego poszerzymy naszą wiedzę.

http://www.errc.org/news/a-beginners-guide-to-antigypsyism

W rzeczywistości nie ma takiego poradnika, który uczyłby jak nie być uprzedzonym w stosunku do Romów. Ukształtowanie stosunku do „innych” to wynik splotu wielu okoliczności i doświadczeń, które nie tyle trudno zidentyfikować, ile wyliczyć, bo wpływa na to w praktyce naszego życia „wszystko”. Można zatem powiedzieć, że są to konteksty (historyczne, kulturowe, polityczne, społeczne, sytuacyjne). To, co można zrobić – wymaga to jednak choć niewielkiej otwartości i chęci ze strony „opornego” – to uwrażliwić na niektóre kwestie. W taki sposób opracowane są liczne przewodniki (niestety żaden z nich nie jest wydany po polsku, ani dostosowany do polskiej sytuacji) związane z wrażliwością kulturową (czy też etniczną) opracowywane (główne w państwach anglojęzycznych) na potrzeby służby zdrowia. Jednak nawet jeśli gdziekolwiek istnieją, dotyczą one sytuacji zawodowych, a zasięg ich odziaływania i wiedza o nich nie przekracza najczęściej murów placówek medycznych. Uwrażliwienie całego społeczeństwa wydaje się być tak samo nierealne, jak przekonanie że „inny” nie jest (albo przynajmniej nie musi) być tym złym.
W końcu to nasza naszość jest najbardziej nasza, natura ludzka nie toleruje inności, a kultura (i efekty rozwoju cywilizacyjnego) naprawdę jest źródłem cierpień. Tak? Nie.

https://memy.jeja.pl/177869,rasizm.html

W rzeczywistości, aby nie było antycyganizmu, aby nie był on ostatnią (oby) najbardziej powszechnie tolerowaną w cywilizowanej Europie formą rasizmu nie potrzeba żadnych szczegółowych poradników. Wystarczy sięgnąć do dominującego w Europie paradygmatu religijnego i przeczytać jedno z najważniejszych zdań jakie pojawia się w „Nowym Testamencie” (Mk 12, 29-31). Cała reszta to tylko komentarze. Jednak kreatywność ludzka i umiejętność interpretacyjna nie zna granic. Bezwarunkowe zdanie o miłości bliźniego zderza się ze stwierdzeniami „no ale jednak są jakieś granice” albo „no kto jak kto, ale cyganie nie są moimi bliźnimi”. Generalnie – zgodnie z dominującym podejściem społecznym – na miłość bliźniego trzeba sobie zasłużyć. Odbiega to od podstaw religii chrześcijańskich (i zawężając – religii rzymsko-katolickiej), jednak zgodnie ze społecznym dowodem słuszności – większość nie może się przecież mylić. Tak? Nie.

Odwołując się do przywołanego powyżej nieistniejącego „przewodnika dla opornych” podstawą rzeczą na którą autor zwraca uwagę, jest  kwestia nazywania. W rzeczywistości nie chodzi tu o to, aby całkowicie wyprzeć z języka (polskiego) określenie „Cygan”. W opracowaniach naukowych (które powinny być precyzyjne, możliwie obiektywne i odtwarzające jakąkolwiek prawdę historyczną), trudno mówić o różnych grupach „Romów”, którzy wyszli z północnych Indii kilkaset lat temu. Zresztą uwarunkowań i wątpliwości dotyczące nazywania Romów mają o wiele szerszy charakter i nie dotyczą jedynie historii, ani jedynie opracowań naukowych. Oczywiście w ramach odczarowywania złej rzeczywistości społecznej i językowej w żadnej sferze dyskursu publicznego (także i tego, który przejawia się indywidulaną aktywnością w mediach społecznościowych) nie powinna pojawiać się nazwa „Cygan”. Tak naprawdę – jak zawsze kiedy sfera językowa ma wpłynąć na rzeczywistość społeczną i zmianę sposoby myślenia o kimś – chodzi tu jednak o intencję mówiącego. Tak długo jednak, jak w świadomości przynajmniej części społeczeństwa „Cygan” (w odróżnieniu od „Roma”) będzie kojarzył się w jakikolwiek sposób negatywnie – pozostaje upierać się w ramach anty-antycyganizmu – przy określeniu „Romowie”.
Autor owego nieistniejącego przewodnika zwraca uwagę na szczególne formy antycyganizmu, które w najszerszej świadomości społecznej nie są nimi i taka ich identyfikacja może zaskakiwać. Jednak należy przyznać mu tu rację, choćby dlatego, że taka pozornie przesadzona nadwrażliwość i tak w pełni nie zadziała, a na wiele elementów naszej rzeczywistości po prostu nie zwracamy uwagi, choć powinniśmy. Dla przykładu: dawno temu – podczas realizacji jednego z romskich projektów w ramach EQUOL – do biura projektu zadzwoniła nauczycielka chcąca włączyć się do realizowanych działań, chwaląc się przy tym, że proromskim osiągnięciem jej szkoły jest stworzenie klasy wyłącznie dla romskich dzieci (sic!). Z drugiej strony wiarygodność zasad przytaczanych przez autora wiąże się z czerpaniem ze skutecznych wzorów wypracowanych w USA przez ostatni kilkadziesiąt lat. Bez względu na to jak sytuacja Afroamerykanów (i innych czarnych przebywających w USA) może być oceniana obecnie, to zmiana do jakiej doszło w tym państwie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat jest gigantyczna i pod względem rasizmu – pozytywnie porażająca.
Autor uczula nas zatem na to, aby nie przebierać się za „Cyganów”, aby nie mówić o sobie Cygan, bo dużo podróżuję albo byłem na północy Indii i jestem zafascynowany tamtejszą kulturą. Podążając tym tropem, w Polsce należałoby zrezygnować z cygańskich zespołów pieśni i tańca, sosu cygańskiego, śledzia po cygańsku (to tyko przykłady) i mówić o romskich zespołach, romskim sosie i śledziu po romsku. Szkoda takich nazw? No niby trochę szkoda. Przesadzone? Tak? Nie.
To jednak tylko powierzchniowe (nie powierzchowne) składniki całego kompleksu tego co nazywamy antycyganizmem. Bardzo różni się on od pojawiającego się polskiego rasizmu wobec czarnych lub muzułmanów, natomiast jest w jakimś stopniu podobny do antysemityzmu. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z grupami, które od bardzo dawna żyją w polskim społeczeństwie i które stały się jego częścią. Nie ma zatem Polaków i Romów, ale są Polacy, którzy są Romami, albo Romowie, którzy są Polakami. Obydwie grupy (Romowie i Żydzi) zachowały przez setki lat i pomimo prześladowań własne elementy kultury i tradycję. Przez cały ten czas były one niepojęte dla większości Polaków, którzy nie rozumieli przyczyn takiego a nie innego postępowania i zachowań Romów, odbiegającego od powszechnie przyjętego standardu. Stąd przede wszystkim pochodzi większość stereotypów, czy też miejskich (i wiejskich) legend związanych z tą grupą. Tam gdzie brak wiedzy, rodzą się domysły, teorie spiskowe i ostatecznie oskarżenia. Wiedza na temat czegoś lub kogoś zwiększa akceptację, bo tłumaczy niejasne bez niej mechanizmy postępowania, uzasadnia i wyjaśnia szczególne zwyczaje lub takie a nie inne nawyki kulturowe. Tak jednak jest zazwyczaj i jedynie do pewnego poziomu. Z budowanej setki lat w oparciu o niewiedzę i lęk przed obcym/innym niechęci bardzo trudno jest wyjść.
Problemem podstawowym związanym z Romami jest fundamentalny sposób myślenia o nich, nie jako o nieco innych mieszkańcach Europy, ale o zewnętrznym problemie, który pojawia się tu i teraz. Wiąże się to także ze świadomościowym sposobem traktowania wszystkich Romów (mieszkających w Europie od XIV wieku) jako i jak migrantów, którzy właśnie dopiero co przybyli do Europy i stwarzają problemy. Z tego powstają takie hasła jak „romski problem” czy choćby „kwestia romska” kojarząca się niewątpliwie z niemalże skuteczną próbą rozwiązania przez Niemców podczas II wojny światowej „kwestii żydowskiej”. I choć skutki współczesnej sytuacji i obecnego traktowania Romów nie są takie jak podczas II wojny światowej, to setki lat obecności Romów w Europie, to jednocześnie setki lat jednostkowych prześladowań, jednostkowych oskarżeń, ciągłej dyskryminacji i spychania na margines życia i społeczeńtwa. A obecnie? Nie jest to rzeczywistość wszystkich Romów, ale jest to rzeczywistość, w której  Romowie są akceptowani podczas kolorowych festiwali i w wyobrażonym świecie romantycznego i swobodnego wędrowania, jednak w codzienności XXI wieku, w pracy, szkole, na ulicy, w warunkach mieszkaniowych, w naszym codziennym stosunku do nich, w fizycznych murach budowanych nawet w Polsce  aby się od nich odgrodzić – już jednak nie. Gdzie wśród nas – prawdziwych demokratycznych, chrześcijańskich Europejczyków – zrozumienie dla drugiego człowieka, dla skutków tego co nasi przodkowie (nie wszyscy i nie każdy) robili tym „innym”, gdzie zrozumienie, że są oni w znacznym stopniu ukształtowani przez pozostawanie na marginesie naszego nurtu społecznego, gospodarczego i kulturowego przez kilkaset lat?
Istniejący antycyganizam potwierdza się w codzienności, w drobiazgach, w całym systemie funkcjonowania państwa i społeczeństw Europy, niemalże bez udziału jednostek. Oczywiście najbardziej intensywny jest tam, gdzie żyje jakaś grupa Romów, która pozostaje w jakiejś postaci konfliktu z sąsiadami. Często konfliktu wynikającego z tego, że są inni, że różniąc się od średniej dostają pieniądze z pomocy społecznej, że nie są prawdziwymi Polakami i jako tacy nie zasługują na… na nic. Wystarczy pomyśleć o nie bardzo drastycznej, ale podsycanej nieustannie sytuacji w Puławach.
Czy pozostawanie Romów na marginesie życia społeczeństw Europy jest ich wyborem? Czy z własnego wyboru nie chcą mieć pracy? To najczęstsza retoryka – bo oni nie chcą pracować. A kto przełamie kilkusetletnie stereotypy i zatrudni Roma? Kto zmieni to, co jest utrwalone w naszych głównonurtowych głowach? Czy jednostkowe przypadki źle pracujących Polaków (albo mężczyzn, albo kobiet, albo 28-latków, albo 35-latków, albo…) będą przytaczane i powtarzane w internecie jako przykłady tego, że nie ma sensu zatrudniać Polaka (albo mężczyzny, albo kobiety albo , albo 28-latka, albo 35-latka, albo…)? Nie. A jeśli do takiej sytuacji dojdzie w przypadku Roma? Antyreklama (powtarzana i upowszechniana) zapewniona. Bo my wierzymy, że jakakolwiek zła, niekomfortowa, sprzeczna z prawem sytuacja, której sprawca będzie Rom, nie wynika z osoby lub sytuacji, ale konkretnie, centralnie i ze stuprocentową pewnością z tego że właśnie jest Romem. „Bo przecież babcia mi mówiła że z nimi tak jest, a jej mówiła jej babcia, a jej…”.

Jakoś tak w naszej rzeczywistości antycyganizm ma się dobrze. No niby jest piętnowany, ale i gładko akceptowany. „Bo to przecież Cyganie, a wiadomo jacy oni są”. Tak. Wiadomo. To tacy samy ludzie jak inni mieszkańcy Polski. Robią to co potrafią. Chcą żyć i dobrze przeżyć swoje życie. Mają rodziny, pracę, ambicje i możliwości społeczne na miarę tego jak traktuje ich reszta społeczeństwa.
Nie sposób nie zacytować tego, co już na tym blogu zostało przywołane. Bardzo mądre i prawdziwe słowa polskiej Romni z Puław:
Ludzie, opamiętajcie się. Jesteśmy takimi samymi obywatelami tego świata i mamy prawo być szanowani przez was. Nie jesteśmy gorsi, nie jesteśmy lepsi. Jesteśmy ludźmi takimi ja wy, ale jeżeli chcecie od nas akceptacji, chcecie, żebyśmy żyli i funkcjonowali tak jak wy, dajcie nam na to szansę.


czwartek, 18 października 2018

Hucznie i na bogato


I tak właśnie ma być. Hucznie i na bogato. Bo można. Bo tak trzeba. Bo „kocham życie aż do łez. Pokochać życie to nie grzech”. Zatem Bogdan Trojanek i Królewska Fundacja Romów.

http://www.krolewskafundacja.org.pl



Z tego, że ma być hucznie i na bogato, wynika właściwie wszystko. Przede wszystkim optymizm dotyczący tego, że wszystko da się zrobić, że można wiele zrealizować, że na pewno się uda. I to akurat coś bardzo pozytywnego. Jednak czy na pewno da się tak cokolwiek realizować w sformalizowanych strukturach państwa? Bo one są potrzebne do tego, aby jakąkolwiek działalność dla Romów sfinansować.

https://www.facebook.com/KrolewskaFundacjaRomow


Bogdan Trojanek jest postacią nietuzinkową, aktywną, ekspresyjną i choć wiele jego pomysłów jest zbyt radykalnych dla systemu państwa (a czasem i dla Romów), w którym przyszło mu żyć, to warto im się przyglądać, bo w jakimś stopniu przekazuje w ten sposób romski punkt widzenia, nawet jeśli jest on przynajmniej po części dopasowany do sformalizowanego systemu administracyjnego i prawnego państwa. Co prawda trudno zgodzić się w pełni z tym co pisze na stronie fundacji: „reprezentuję wszystkich Romów”. Romowie są zbyt zróżnicowani, a wewnętrzne interesy poszczególnych ich grup nie zawsze są takie same. Zresztą problem reprezentacji (wszystkich albo przynajmniej wielu) Romów jest problemem zarówno politycznym, jak i kulturowym i odzwierciedla się na wielu płaszczyznach. Jednak biorąc naprawdę mądre i wiarygodne deklaracje pod jakimi podpisuje się Bogdan Trojanek (np. „To ja mam służyć Romom, a nie oni mi”) na stronie internetowej, można słowa o reprezentacji potraktować jako swoistą (nieretoryczną) deklarację wsparcia a nie roszczenia iście królewskie. Przy tym wszystkim trzeba też pamiętać o tym, że Bogdan Trojanek, podobnie jak Don Vasyl, zrobił bardzo dużo dobrego dla Romów poprzez swoją muzykę i jej upowszechnianie. No chyba, że przyjmiemy że propagowanie nieprawdziwego, bo jedynie kolorowo-romantyczno-sentymentalnego wizerunku Romów w społeczeństwie większościowym nie czyni dobra, ale utrwala szkodliwy, bo stereotypowy wizerunek tej grupy.

https://www.youtube.com/watch?v=D1ZrBaD3J-w

W sierpniu i wrześniu 2018 roku Bogdan Trojanek, reprezentując Królewską Fundację Romów i afiliując się swoim członkostwem w Komisji Wspólnej Rządu, Mniejszości Narodowych i Etnicznych, zaproponował w liście otwartym (skoro został opublikowany na facebooku, to stał się listem otwartym, podobnie jak i reszta korespondencji związanej z tą sprawą) do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zmiany w strukturze zasad przyznawania środków PO WER 2014-2020 Działanie 2.7 „Zwiększanie szans na zatrudnienie osób szczególnie zagrożonych wykluczeniem społecznym” skierowanych do Romów w ramach typu projektów „Kompleksowe działania na rzecz poprawy wykształcenia i zatrudnienia członków społeczności romskiej, a także działania na rzecz likwidacji barier, które utrudniają zatrudnienie Romów i integrację ze społecznością większościową” uffff….. W polskiej obsłudze środków strukturalnych wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, jednak z pewnością ani filolog ani pragmatyk nie czuwają nad nazewnictwem.

Zmiany proponowane przez Bogdana Trojanka są bardzo konkretne i w przypadku ich wprowadzenia z pewnością cel jaki mu przyświecał byłby osiągnięty. Najpierw jednak niewielkie odniesienie do listy projektów wybranych do dofinansowania w konkursie z PO WER dotyczącym wspierania Romów. To co najważniejsze, to kto jest beneficjentem, czyli kto będzie projekt dla Romów realizował. Wśród 11 instytucji jest Radomskie Stowarzyszenie Romów "Romano Waśt" (Pomocna Dłoń) z Radomia, jest znana z aktywności dotyczącej Romów Fundacja Integracji Społecznej Prom z Wrocławia… Poza tym są (na przykład) takie instytucje, organizacje i firmy jak Wyższa Szkoła Ubezpieczeń, Centrum Wspierania Biznesu, Doradztwo Społeczne i Gospodarcze, Szkolny Związek Sportowy, Mediator Group, Emic Lab. I gdzie tu Romowie? Gdzie „nic o nas bez nas”? Co prawda może się wydawać, że Centrum Wspierania Biznesu lepiej zajmie się wsparciem Romów chcących się edukować, podnosić kwalifikacje i pracować, niż jakieś naprawdę niewielkie stowarzyszenie romskie, jednak specyfika kulturowa (związana choćby z możliwością dotarcia do Romów z rekrutacją i zachętą do udziału w projekcie) jest kluczowa. Nie znaczy to, że nieromscy beneficjenci źle zrealizują projekt. Ponadto – w ramach zasad ustalanych po realizacji dawnego komponentu romskiego  PO KL – z pewnością partnerami tych nieromskich organizacji i instytucji są zrzeszeni w jakimś NGO Romowie, jednak to nie te organizacje są głównym beneficjentem projektów, a finansowanie nie wspiera wyłącznie Romów lub romskich organizacji. Nie mają one ani wystarczającego ani zaplecza, ani kapitału – tak osobowego, jak i finansowego. Według Bogdana Trojanka, jedynie trzy polskie romskie organizacje z Krakowa, Radomia i Szczecinka posiadają wystarczające możliwości i zaplecze do tego aby zgodnie z zasadami PO WER środki pozyskać.

Celem wszystkich postulatów zawartych we wspomnianym liście jest zwiększenie udziału organizacji romskich w możliwości skutecznego aplikowania o środki z funduszy strukturalnych przeznaczonych na edukację, zatrudnienie i w efekcie integrację Romów. Propozycje zmian obejmują kwestie organizacyjno-finansowe. Konkretnie i kolejno dotyczą: zmiany trybu aplikowania z konkursowego na pozakonkursowy, zniesienia zakazu cross-financingu, podniesienie poziomu wkładu własnego w środkach trwałych, podnieść poziom dofinansowania projektu do 100%, znieść obowiązek wkładu własnego pod postacią wydatków kwalifikowanych, określić minimalną wartość projektu na 20.000 zł. Podsumowując – każdy by tak chciał. Bo to bardzo wygodne i atrakcyjne finansowanie by było. Bogdan Trojanek wskazał na główne problemy i niewygody, związane z aplikowaniem o środki finansowe i to nie tylko z funduszy strukturalnych. Czy mogłoby to podnieść poziom uromowienia grupy jednostek aplikujących o środki z PO WER działanie 2.7? Mogłoby. Jednak wiązałoby się także z oporem społecznym i poczuciem nierównego traktowania. Ponadto wygląda to na cofnięcie się w czasie do lat 90. i przypominają się projekty realizowane ze środków PHARE, cpf, a także EQUOL. Ale to było kiedyś, a jeśli chodzi o ocenę tamtego okresu i ówczesnego finansowania, to było naprawdę na bogato.

Pozostawiając rozważania o powrocie do przyszłości, czy wprowadzenie takich postulatów jest w ogóle możliwe? Na to pytanie, bez głębszego zastanowienia można łatwo odpowiedzieć. Nie. Zresztą odpowiedź ministerstwa właściwie nie pozostawia złudzeń. Zmiany (po uważnym wsłuchaniu się w opinie, a przede wszystkim po ocenie realizacji dotychczasowych projektów i administracyjno-biurokratycznych rozważaniach dotyczących tego co lepsze-dobre-wygodniejsze-sprawniejsze), będą możliwe dopiero przy przeglądzie śródokresowym w 2019 roku. Nie należy się przy tym spodziewać, że będą one mogły uwzględnić śmiałe postulaty prezesa Królewskiej Fundacji Romów.

Gdyby nasza administracja i system biurokratyczny były bardziej anarchistyczne (choć uporządkowane) i mniej dyktatorskie niż są, a sprawa Romów jako  kwestia społeczna byłaby dla nas warta pewnych szczególnych rozwiązań, można by ewentualnie wprowadzić dodatkowe warunki i spełnić choćby część postulatów Bogdana Trojanka. Warunkami musiałoby być to, aby beneficjentem była organizacja romska i aby do realizacji i obsługi projektu większość osób była pochodzenia romskiego.

Jednak nawet i w takiej sytuacji problemem pozostanie to, że skoro takim organizacjom brak zaplecza, brak kapitału ludzkiego, to czy na pewno łagodniejsze zapisy pozwolą tak aplikacyjnie ubogim stowarzyszeniom i fundacjom na realizację projektów i założeń PO WER? Nie można mieć wątpliwości, że w systemie oceny wydatkowania funduszy strukturalnych w dalszym ciągu najważniejsze pozostają wskaźniki i ich osiągnięcie na jak najwyższym poziomie. I nikt nie zdecyduje się na to aby jakimikolwiek zmianami zaryzykować klęską w tym zakresie. Co prawda Bogdan Trojanek wskazując na słabość w obszarze zasobów ludzkich (głównie chodzi o młodych Romów), proponuje (służąc chętnie swoją pomocą organizacyjną i gotowym projektem) realizację projektu (natychmiastowego, finansowanego w całości ze środków UE w trybie pozakonkursowym) adaptacji społeczno-zawodowej Romów, który budowałby młodą, ale specjalistyczną kadrę w tej grupie, jednak propozycja ta nie ma żadnych szans na realizację. Bo jest wizją zbyt śmiałą, zbyt rewolucyjną dla administracji rządowej, bo „się nie da”, bo dla systemu biurokratycznego nie jest tak naprawdę potrzebna. I dlatego też, że nikt nie uwierzy, że wizja nawet najsłynniejszego Trojanka będzie bardziej efektywna niż założenia unijnej strategii na rzecz integracji Romów.


Wydaje się, że jeśli chodzi o celowe wspieranie finansowe Romów, Bogdan Trojanek stoi na innym stanowisku niż Roman Kwiatkowski. O ile ten drugi postrzega w nich przede wszystkim przyczynę do zazdrości i dodatkowej niechęci wobec Romów, to prezes Królewskiej Fundacji Romów jest pełen optymizmu, który wiąże się z jego wiara w możliwość osiągania szybkich i widocznych rezultatów. Bo jeśli zostaną przeznaczone środki na romską edukację, podnoszeni kwalifikacji i zatrudnienie i w wyniku ich wykorzystania Romowie się wyedukują, podniosą kwalifikacje i znajdą zatrudnienie, to nie tylko dadzą dobry przykład i pokażą że Romowie i się uczą i pracują, a dodatkowo i w efekcie w większym stopniu zintegrują się ze społecznością większościową, ale i akceptacja ogólnospołeczna Romów wzrośnie. I to jest właśnie ten bogaty i huczny optymizm. Czy realistyczny? Niestety nie, bo rzeczywistość jest raczej skromna i raczej uboga.






poniedziałek, 8 października 2018

Komisja w Puławach


19 września 2018 roku w Urzędzie Miasta Puławy w Puławach odbyło się 78. (wyjazdowe) posiedzenie sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych (MNE). Dotyczyło ono rozpatrzenia Informacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na temat realizacji Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020 w województwie lubelskim, ze szczególnym uwzględnieniem miasta Puławy. Dodatkowo komisja dzień wcześniej podczas wizyty w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie rozpatrywała Informację Ministra Edukacji Narodowej na temat stanu edukacji mniejszości narodowych i etnicznych z terenu województwa lubelskiego. Z zasady posiedzenia wyjazdowa są rzadkością. W 2018 roku było ono jedyne spośród 13 zaplanowanych posiedzeń. Dodatkowo komisja wizytowała 2 sierpnia 2018 roku w Oświęcimiu uroczystości związane z Dniem Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti.
Cóż się takiego stało w Puławach, że Komisja wybrała się do tego miasta aby na otwartym publicznym posiedzeniu rozpatrywać kwestie związane z realizacją programu wsparcia Romów? Otóż wszystko sprowadza się do tego, że społeczność nieromska ma poczucie ogromnej niesprawiedliwości społecznej w stosunku do tego jak według nich traktowani są w Puławach Romowie, których w sumie jest 240. W jakimś stopniu poczucie to jest podtrzymywane przez jednego z bezkompromisowych radnych (być może wkrótce burmistrza) – Pawła Maja. Jego walka z nierównym (zbyt dobrym) traktowaniem Romów sięga przynajmniej 2014 roku.

http://romowie.blogspot.com/2015/02/tym-razem-puawy-na-poczatku-tego-roku.html

Sięgając do encyklopedii PWN, sprawiedliwość społeczna wiąże się z takimi postulatami jak: wyeliminowanie ze stosunków między ludźmi krzywdy, wyzysku, ucisku i przemocy, dyskryminacji rasowej, płciowej, religijnej lub politycznej, zniesienie niezasłużonego uprzywilejowania społecznego, zapewnienie wszystkim równości szans i równouprawnienia, uniemożliwienie życia kosztem innych. Nurty lewicowe wiążą to pojęcie z zasadą równości społecznej. I w taki właśnie sposób rozumieją ją (jednostronnie) mieszkańcy Puław. Chodzi im przede wszystkim o to, aby Romowie nie otrzymywali od rządu lub jakichkolwiek instytucji większej pomocy – przede wszystkim materialnej – niż nieromscy mieszkańcy miasta. W tym przypadku nie dotyczy to jednak wyłącznie niefinansowego wsparcia realizowanego w ramach rządowego programu integracji Romów, ale także pomocy jaką otrzymują oni z ośrodków pomocy społecznej. Stanowisko zaskakująco zbieżne z opinią prezesa StowarzyszeniaRomów w Polsce - Romana Kwiatkowskiego. Puławy stanowią doskonały przykład tego, co przed czym przestrzega – że dodatkowe środki przeznaczane na pomoc Romom budują zazdrość (niech będzie, że poczucie niesprawiedliwości społecznej) części nieromskiego społeczeństwa .
Czy jednak sprawiedliwość społeczna powinna polegać na tym że każdy ma tyle samo? Albo że każdy dostaje tyle samo? Św. Paweł mówił „kto nie chce pracować niech też nie je”. Wielka Rewolucja Październikowa posługiwała się zdeformowaną wersją tego hasło: „kto nie pracuje niech też nie je”. Czy każdemu należy dać według potrzeb? Czy może według zasług? A od każdego należy wymagać według możliwości, czy też może według oczekiwań? Pytania zdawałoby się niemalże filozoficzne, jednak w rzeczywistości mają one bardzo praktyczny wymiar. Odpowiedzi na nie umożliwiają uzyskanie odpowiedzi na to, jaki ustrój panuje w danym państwie, czy jest to państwo opiekuńcze, jaki jest stosunek państwa i społeczeństwa do mniejszości, do osób nieradzących sobie w życiu i do tych, którzy osiągnęli jakiś sukces.

Powracając jednak do posiedzenia komisji sejmowej, pełen zapis spotkania można znaleźć na jej stronie internetowej i naprawdę warto z tego pełnego zapisu skorzystać. Można oczywiście ograniczyć się do obejrzenia wybiórczo zmontowanego materiału wideo autorstwa Darka Nadolskiego, który w 2015 roku opublikował materiał „Puławy – boimy się tu żyć”, i nie są to jedyne jego nagrania dotyczące Romów w Puławach. Reprezentuje on bardzo otwartą formę dziennikarstwa – trochę reportażową trochę (albo jednak więcej niż trochę) jednak zawierającą konkretne tezy. I trudno powiedzieć, aby były t tezy przyjazne Romom.

https://www.youtube.com/watch?v=W6yLJQBVLNk

Trzeba jednak przyznać, że ten konkretny materiał pokazuje większość najbardziej istotnych fragmentów spotkania z komisją. Spotkania, w którym wzięli udział zarówno radni, liczni przedstawiciele instytucji samorządowych i rządowych, mieszkańcy Puław, jak też i Romowie.
Nie chodzi tu o to aby streszczać całość materiału wideo i dostępnej transkrypcji spotkania. Warto jednak zwrócić uwagę na kilak rzeczy. Przede wszystkim wielkie uznanie dla przewodniczącej komisji – Danuty Pietraszewskiej, za świetne panowanie nad dyskusją (co prawda niepokazana w materiale wideo część spotkania zamieniła się w dość dynamiczną walkę słowną sięgającą do pytań o przynależność partyjną, jednak udało się tę sytuację dość szybko uspokoić). To jednak temat poboczny. Ważne jest to co zostało powiedziane na temat Romów, co oni mówili i jak jest sytuacja w Puławach na ulicy Romów 11. Z pewnością instytucją chcącą pomagać Romom jest Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Jak każdy z takich ośrodków pomagając komukolwiek musi dobrze znać sytuację potrzebujących. Włączając w to i wywiad środowiskowy i wizyty w miejscu zamieszkania. Podczas spotkania, to właśnie dyrektorka MOPSu, przytaczając konkretne fakty broniła Romów, choćby przed zarzutami, że nie płaca za mieszkania. W rzeczywistości nie płacili, ale od dłuższego czasu już płacą, zmniejszając sukcesywnie zadłużenie. Niewątpliwie przyczynił się do tego program 500+, który dla wielu romskich rodzin stał siębardzo ważnym składnikiem budżetu. Podczas spotkania bardzo konkretne i bezkompromisowe stanowisko przedstawił wspomniany radny – Paweł Maj, który prawdopodobnie bardzo dobrze wypełnia swoje obowiązki i jest dobrym radnym. Jednak nie chce albo nie potrafi zrozumieć całościowej sytuacji Romów w Europie, w Polsce i w Pławach i dla niego jakiekolwiek programy pomocy Romom nie mają sensu i oczekuje od nich przede wszystkim całkowitej asymilacji i poddania się dyktaturze większości. Odrzuca także całkowicie (podobnie jak zapewne większość mieszańców Puław i szerzej - Polaków) myśl o tym, że nie jest łatwo dostać prace będąc Romem, nawet posiadając względnie wysokie lub choćby liczne kwalifikacje. I o tym z kolei mówiły na tym spotkaniu Romni. To w sumie najbardziej interesująca część zarówno materiału wideo, jak i pełnego tekstowego sprawozdania. Rzadko można spotkać przedstawione tak konkretnie i w sumie spokojnie argumenty oraz przykłady z romskiego życia. Syn jednej z ich umówił się telefonicznie na pracę, jednak gdy pojechał na miejsce i okazało się, że jest Romem, pracy już nie było. Jednak najmądrzejszą wypowiedzią było to co ze łzami płynącymi po twarzy powiedziała jedna z romskich mieszkanek Puław:
Ludzie, opamiętajcie się. Jesteśmy takimi samymi obywatelami tego świata i mamy prawo być szanowani przez was. Nie jesteśmy gorsi, nie jesteśmy lepsi. Jesteśmy ludźmi takimi ja wy, ale jeżeli chcecie od nas akceptacji, chcecie, żebyśmy żyli i funkcjonowali tak jak wy, dajcie nam na to szansę. Ludzie kochani, mieszacie nas z błotem, robicie z nas szumowiny, robicie z naszych rodzin rodziny patologiczne, gdzie tutaj nigdzie nie zostało to stwierdzone ani nigdzie nie zostało to udokumentowane, ani udowodnione. Dlaczego uciekacie się do takich sposobów? Jeżeli chcecie, żebyśmy pracowali, żebyśmy zarabiali, żebyśmy nie żyli na garnuszku ośrodka pomocy społecznej, dajcie nam szansę żyć godnie. Do kogo mamy iść po zatrudnienie? 

Nikt uczciwie nie może twierdzić, że Romowie są święci, że wszyscy Romowie starają się o pracę, że wszyscy chcą się integrować. Jednak bez otwartości społeczeństwa większościowego nie ma na to żadnej szansy. Pracę trzeba dać, aby ktoś (w tym przypadku Romowie) mógł ją dostać i wykonywać. Bez przezwyciężenia utrwalonych w społeczeństwa stereotypów nie ma żadnej szansy na to sytuacja się zmieniła. I nie dotyczy to wyłącznie zatrudnienia. Jak powiedziała dyrektorka MOPSu, romska świetlica to otwarta dla wszystkich Placówka Wsparcia Dziennego „Aktywatorium”. I w niej – choć były takie próby – nie da się połączyć zajęć dla romskich i nieromskich dzieci. Nie da się, bo przeszkadza temu utrwalona niechęć pomiędzy obydwiema grupami.

Kto nie chce pracować, niech nie je?