czwartek, 18 kwietnia 2019

Wyedukowani policjanci


Policja jaka jest – każdy widzi, zna, wie. I każdy ma do niej inny stosunek, nawet jeśli wszyscy pamiętamy, że jej zadaniem jest służyć obywatelom. Jednak w Policji pracują policjanci, a to oznacza, że o ile Policja jest jedną z kolejnych instytucji państwowych o określonych zadaniach, to czynnik ludzki sprawia, że nie zawsze jej funkcjonariusze muszą tak całkiem i do końca trzymać się litery prawa. Czasem przynosi to bardzo pozytywne skutki, bo policjant okazuje się być po prostu człowiekiem, a czasem – eksplorując do końca i nad miarę literalne zapisy prawa – bywa dla obywateli boleśnie.
Dlatego też każdy z nas inaczej pochodzi do działań Policji i policjantów, każdy z nas ma inne doświadczenia. My mamy różnie. Jednak Romowie zawsze będą mieli tak samo (no prawie zawsze).
Jako element systemu instytucjonalnego/biurokratycznego/administracyjnego/państwowego odpowiedzialny za działania bezpośrednie w sytuacjach kryzysowych/przestępczych/wykroczeniowych Policja dla Romów jest przejawem bezduszności tego systemu i jest utożsamiana z samym systemem represji. W rzeczywistości Policja nie musi być brutalna, aby wywoływać wrażenie brutalności i takiego ingerowania w życie, mir domowy i naszą rzeczywistość. Dzieje się tak, ponieważ Policja, w wymagających tego sytuacjach, wkracza zdecydowanie w nasz świat i ma uprawnienia do tego, aby wprowadzać do niego własne porządki, związane z celami jej służby. O ile działający legalnie (i nie mający pecha przez jakiś zaskakujący splot zdarzeń i okoliczności) przedstawiciele społeczeństwa większościowego mogą czuć się swobodnie i bezpiecznie przy ingerencji Policji (pomimo z zasady wpisanej w jej paradygmat podejrzliwości), to w przypadku Romów sytuacja wygląda nieco inaczej. Wiąże się to między innymi z policyjnymi wewnętrznymi stereotypami, nakładającymi się na powszechne stereotypy społeczne, które ułatwiają prace policjantom, tworząc schematy zachowań i traktowania konkretnych grup społecznych i sytuacji. Nie można bowiem za bardzo liczyć na wysoki stopień indywidualizacji podejścia, a standardy postępowań operacyjnych, codzienne obcowanie z naruszaniem prawa i konfliktami, prowadzą do swoistego hurtowo-ustandaryzowanych zachowań. Dlatego też kontakty Romów z Policja każdorazowo są specyficzne i pełne napięcia. Z jednej strony – nieufność i traktowanie Policji jako kwintesencji państwowego aparatu ucisku, z drugiej – podejrzliwość i piętrowo nakładające się stereotypy. Niewątpliwie Policji – przy całym braku indywidualnego podejścia w działaniach operacyjnych – policjantom podczas działań operacyjnych brakuje także wrażliwości. Jednak nie nikt zdroworozsądkowo nie będzie tego od nich oczekiwał. Należy i można natomiast oczekiwać od nich wrażliwości etnicznej, w ramach której będą zwracali uwagę na specyfikę część polskiego społeczeństwa (nie tylko w przypadku Romów), co może i zabezpieczyć przed budowaniem negatywnej opinii na ich temat i w konsekwencji ułatwi także działania operacyjne.
Policjanci nigdy na słowo nie uwierzą Romom, a Romowie nigdy z nimi nie będą chcieli współpracować. Z tym wiąże się problem, który bardzo trudno rozwiązać. O ile – nie usprawiedliwiając takich sytuacji – drobne przewinienia i wykroczenia można Romom (tym nielicznym, którzy się ich dopuszczają) darować, o tyle – tak jak i przedstawiciele społeczeństwa większościowego – bywają oni uwikłani w przestępstwa o poważnym kalibrze. I jak wtedy przesłuchać (oczywiście mówiącego w takich sytuacjach wyłącznie po romsku i nierozumiejącego języka polskiego) świadka lub podejrzanego? Jak w ramach poważnych działań operacyjnych zrozumieć nagranie z policyjnego podsłuchu? Żaden Rom nie pomoże. Nie pomoże także żaden romolog znający na tyle dobrze język rromani, aby teoretycznie móc pomóc w tłumaczeniu. Można liczyć chyba wyłącznie na pomoc zagranicznych Romów, który jednak także mogą uznawać prymat kategorii romskości i odmówią pomocy lub nie w pełni będą rozumieli jeden z wielu polskich dialektów romskich.

Aby uczłowieczyć kontakty Policji z Romami, a właściwie aby policjanci nabyli minimalnej choćby wrażliwości etnicznej – najprościej jak jest to możliwe, czyli przez poszerzenie swojej wiedzy o Romach – w październiku 2018 roku ukazała się publikacja „Romowie. Przewodnik dla Policji”.

http://dialogpheniben.pl/romowie_przewodnik_dla_policji_a5_2018-10-12/

Publikacja przygotowana w ramach projektu Muzeum Historii Żydów Polskich POLIN „Edukacja antydyskryminacyjna dla przedstawicieli grup zawodowych”, wspieranego przez Fundację Erinnerung, Verantwortung und Zukunft, we współpracy z Fundacją Dialog-Pheniben i Komendą Główną Policji. Za jej przygotowanie były odpowiedzialne dwie doświadczone romolożki: Joanna Talewicz-Kwiatkowska  oraz Małgorzata Kołaczek. Konsultację zapewniał wieloosobowy policyjny zespół ekspercki.
Ten poradnikowy przewodnik można uznać za najbardziej esencjonalne wprowadzenie do romskiej kultury i rzeczywistości. Gdyby ktokolwiek zechciałby (od zera) dowiedzieć się jak najwięcej o Romach i mieć przy tym szansę na zrozumienie ich specyfiki, to z pewnością przeczytanie tej 32-stronicwowej (liczone z okładką i częściami redakcyjnymi) publikacji byłoby najbardziej efektywnym działaniem. W publikacji tej zostały, bardzo krótko i konkretnie, bez zbędnego wielosłowia, omówione wszystkie istotne elementy specyficznie romskiego życia, począwszy od nazewnictwa, poprzez rolę kobiet i mężczyzn, podkreślaną (i to bardzo ważne) wewnętrzną różnorodność Romów oraz najczęściej istniejącą w poszczególnych grupach hierarchię. Nie ma sensu wymieniać wszystkich jednostkowych omówionych zagadnień, ale ogólny układ publikacji zawiera jedenaście części: Rom – czyli kto?, Różnorodność Romów w Polsce, Nomadyzm i osiadłość – co z tego wynika?, Struktura wewnętrzna, Kultura, Tabu, Stereotypy, Romofobia/antycyganizm, Imigranci romscy, Warto wiedzieć, Kontakty i przydatne publikacje. Już sam taki podział publikacji ma charakter problemowy, co z jednej strony dobrze może służyć policjantom, a z drugiej – wyróżnia te dziedziny życia i funkcjonowania Romów w społeczeństwie, które są dla nich szczególnie ważne i które jednocześnie mogą prowadzić do sytuacji konfliktowych, lub co najmniej do nieporozumień.
Warto zwrócić na strukturę publikacji i pojedyncze – zastosowane w niej – rozwiązania formalne. Każdy z działów jest podzielony na wiele mniejszych (także z nagłówkami) części, co ułatwia poruszanie się w niej i umożliwia łatwe wyszukiwanie konkretnych zagadnień. Bardzo liczne pogrubienia tekstu – w opracowaniach o innym charakterze przeszkadzające – w tym przypadku dobrze wytłuszczają najistotniejsze aspekty umawianych tematów. W dwóch miejscach pojawiają się boczne (wobec tekstu) ramki, zawierające szczególnie istotne w opisywanym zakresie informacje. W pierwszym przypadku jest to prawny opis mniejszości, w drugim – wyjaśnienie kim jest asystent edukacji romskiej i jaka jest jego rola. Dodatkowo na początku każdej części na wyszarzonej powierzchni wymienione jest kilka kluczowych haseł, odkrywających najistotniejsze prawdy na temat Romów.
I na koniec prawdziwa wisienka na tym niewątpliwym torcie, czyli część 10. publikacji – Warto wiedzieć. W tym przypadku należałoby chyba napisać Trzeba wiedzieć, albo Naucz się tego na pamięć. W 19. punktach zostały hasłowo spisane (po niewątpliwie głębszym przemyśleniu i zapewne w oparciu o praktykę romskich kontaktów z Policją i w ogóle nieromskim światem) prawdy, o których powinien pamiętać każdy, kto ma kontakt z Romami. Są one w pewnym stopniu uformowane i sprofilowane pod kątem domyślnego czytelnika (pracownika Policji), jednak dotyczą po prostu istotnych dla Romów kwestii. Zresztą cała publikacja – choć po części profilowana dla Policji, jest po prostu dobrym przewodnikiem. Być może nawet – ze względu na jasność i kompletność przekazu – zasługującym na nazwanie „Romowie dla opornych”.

Czy publikacja ta pomoże Policji? Może. Jak to często mawiają nauczyciele: „Ma potencjał, ale jest leniwa”. W tym przypadku to nie opracowanie jest leniwe. Przede wszystkim należałoby się postarać, aby przeczytali je ci, do których jest skierowane, czyli policjantki i policjanci. Czy publikacja ta pomoże Romom? Może. Ale warunek jest taki sam jak powyżej, a na dodatek trzeba by poza samą wiedzą o tym jak to u Romów jest, dodatkowo pozytywnie stosować się do opisanych w niej kwestii i zasad. Trzeba przy tym także pamiętać, że jeszcze pod koniec XX wieku, opracowanie to mogłoby zostać napiętnowane przez środowiska starszyzny romskiej, jako ujawnianie „wrogom” tajemnic romskich. Wiele się jednak od tamtych lat zmieniło i na temat Romów jest wiele dostępnych informacji i opracowań. Tylko kto by to wszystko czytał?
I taki jest właśnie problem z poradnikami. Często są nieczytane, a jeśli jednak, to równie często nie są w praktyce stosowane. Bo kto od pracowników Policji to wyegzekwuje? Kto się ujmie za Romami? Jak zawsze potrzeba świadomości (tym razem policyjnej) i poczucia sensowności tego typu publikacji.

Po raz kolejny trzeba podkreślić, że wiąż brakuje rzetelnego przewodnika dla służb medycznych, który mógłby zmniejszyć problemy Romów przy kontakcie z tą grupą zawodową, a w długoterminowej konsekwencji  mógłby podnieść poziom ich zdrowia. Jedynym jak dotąd opracowaniem tego typu (niestety nieprzydatnym w przypadku Romów) jest „Uchodźczynie/uchodźcy. Przewodnik dla personelu medycznego” Stowarzyszenia Nomada, wspomagająca przygotowanie do pracy z osobami pochodzącymi z Bliskiego Wschodu.




poniedziałek, 8 kwietnia 2019

Romowie w systemie edukacji


Każde społeczeństwo uznaje wartość edukacji dzieci i młodzieży. Kształtuje ona młodsze pokolenia, pozwala włączyć je w ciągłość kulturową-społeczną-ekonomiczną każdego społeczeństwa i narodu, przygotowuje do dorosłego życia, zapewnia możliwość uczestnictwa w życiu społeczeństwa i gwarantuje przyszły byt. W wielu przypadkach – w szczególności mniejszości i migrantów – jest ważnym składnikiem włączania do głównego nurtu życia i niepozostawiania jednostek i grup na marginesie życia społecznego, gospodarczego i kulturalnego. Dzięki edukacji – ważnej dla każdego społeczeństwa – kapitał społeczny i kapitał ludzki nie są trwonione i mają szansę na bycie conajmniej efektywnie wykorzystanymi. W ostatecznym  efekcie wzmacnia to państwo, naród, a na poziomie jednostek – utrwala ich poczucie wartości oraz bycia potrzebnym. To zaś stanowi ważny element budowania stabilnego społeczeństwa, o wysokim poziomie zadowolenia z życia. Taki paradygmat podejścia do edukacji jest utrwalony i skuteczny w społeczeństwach świata zachodniego, jednak nawet w kulturach opierających się na nieco odmiennych wartościach niże te, które zostały ukształtowane przez cywilizację „białego człowieka”, edukacja nieletnich ma kluczowe znaczenie.
Bez względu na to, jak bardzo poddani procesowi edukacji będą biadolili nad jej bezsensem, jak bardzo będą odrzucali jej znaczną część jako zbędną i nieprzydatną, to związek edukacji z ich przyszłą sytuacją zawodową i miejscem jakie będą w przyszłości zajmowali w społeczeństwie pozostaje niezmieniony.

https://www.nber.org/chapters/c1765.pdf

Chociaż powyższy wykres dotyczy danych sprzed kilkudziesięciu lat, to jednak dobrze wizualizuje zależność pomiędzy liczbą lat edukacji, a zarobkami. Natomiast nowsze dane i to pochodzące z Polski w dalszym ciągu wyraźnie podkreślają kontynuację takiego trendu i pozytywnie wiążą wysokość zarobków z latami edukacji.

https://www.pulshr.pl/wynagrodzenia/zarobki-polakow-co-ma-najwiekszy-wplyw-na-ich-wysokosc,31615.html

Podobną zależność pokazują także inne nowe dane, niepochodzące z Polski, które dodatkowo wiążą poziom wykształcenia z bezrobociem.

https://www.trade-schools.net/articles/

Oczywiście konkretne dochody w ramach każdego z uzyskanych poziomów edukacji zależą od znacznie większej liczby zmiennych niż sam czas jej trwania, pozostający  mimo to głównym czynnikiem wpływu w tym zakresie. Innym prawie tak samo ważnym elementem, od którego zależy wysokość przychodów, jest wybór konkretnej branży. Trzeba także zauważyć, że badanie te nie określają, czy edukacja była na wysokim poziomie, czy była bardzo słaba lub zła, czy też była realizowana w szkole elitarnej. Co więcej – w oczywisty sposób badania te nie dotyczą każdego członka społeczeństwa i prezentują uśrednione (nawet jeśli reprezentatywne i większościowe) wyniki.
Edukacja zatem jednak wciąż pozostaje inwestycją w przyszłość (i to nie tylko ta, która pozwala uzyskać dyplom MBA) i dla większości mieszkańców Europy, przy jej nieporzuceniu wraz z końcem obowiązku szkolnego (w Polsce do 18. roku życia) lub nawet wcześniej (jak wciąż bywa w przypadku części społeczeństwa – także Romów) wiąże się z potencjalnie wyższymi zarobkami.

Wykluczenie Romów z edukacji prowadzi nie tylko do zmniejszenia ich szans na rynku pracy i zagrożenia pozostawaniem w sferze ubóstwa. Konsekwencje są o wiele szersze i wpływają na całe ich życie. Najczęściej do kwestii zatrudnienia i ubóstwa dołącza się także: niższy standard zdrowia, dyskryminację oraz brak wpływu na własne życie i rzeczywistość społeczną w jakiej żyją. Nie bez znaczenia jest także strata (przede wszystkim ekonomiczna i mająca związek z niewykorzystaniem potencjału zasobów ludzkich i społecznych) jakiej doświadcza całe społeczeństwo.

https://www.youtube.com/watch?v=Soi9JeDsFR4

Problematyka edukacji Romów jest jednym z najczęściej opisywanych i analizowanych zagadnień wśród europejskich badań prowadzonych w kontekście tej grupy. Wartość edukacji jest dostrzegana zarówno przez naukowców, jak i polityków, a ekonomiści niejednokrotnie podkreślają, że stanowi ona jeden z najistotniejszych czynników włączenia ekonomicznego (i społecznego) tej grupy. Przykładem tego typu analiz jest choćby poniższa infografika, która – jak większość tego typu opracowań – dotyczy wąskiego zakresu danych zarówno pod względem przestrzennym, jak i tym dotyczącym całej sfery edukacji.

https://childhub.org/sites/default/files/styles/fullscreen_width/public/infographic_roma_education_png.png?itok=sikwOHxW

Edukacja jest także jednym z czterech głównych czynników, które są zidentyfikowane jako podstawa zmiany jaka powinna zostać zrealizowana w ramach unijnej strategii na rzecz integracji Romów (Unijnych ram dotyczących krajowych strategii integracji Romów do 2020 r.). Zgodnie z najnowszym sprawozdania Komisji Europejskiej dotyczące oceny stopnia realizacji Unijnych ram, to właśnie w zakresie edukacji od 2011 roku dokonała się największa pozytywna zmiana. Podobnie zostało to ocenione przez uczestników konsultacji społecznych  z 2017 roku. Zmiana w tym zakresie została oceniona pozytywnie w 49%, a negatywnie w 13%. To najlepszy wynik spośród pięciu analizowanych obszarów (w kolejności intensywności pozytywnych zmian: opieka zdrowotna, zatrudnienie, mieszkalnictwo, dyskryminacja). O skali tej zmiany może świadczyć to, że w przypadku kolejnego obszaru – opieki zdrowotnej – pozytywna zmiana została dostrzeżona w 29%,a  w przypadku najgorzej ocenionej dyskryminacji – zaledwie 16%)

W sprawozdaniu Komisji Europejskiej spośród czterech wskaźników dotyczących oceny zmiany w zakresie edukacji jedynie jeden (ostatni w poniższym spisie) nie osiągnął zadawalającego poziomu:
- wczesna (przed-szkolna) edukacja;
- realizacja obowiązku szkolnego;
- wczesne kończenie nauki;
- segregacja szkolna.

Edukacja poprzedzająca rozpoczęcie edukacji w szkole jest w przypadku Romów bardzo ważna. Jest to bowiem etap, podczas którego można najlepiej przeciwdziałać zagrożeniu segregacji (formalnej i nieformalnej – związanej z codzienną dyskryminacją) szkolnej. Romskie dzieci mają na tym etapie  po pierwsze możliwość poznania lub doskonalenia znajomości języka dominującego w konkretnym państwie. Oczywiście część z nich jest już na tym etapie dwujęzyczna, jednak w wielu przypadkach słabo znają język większościowy, co w późniejszym czasie skutkuje nierozumieniem zarówno poleceń wydawanych przez nauczycieli, jak i nierozumieniem treści przekazywanych podczas lekcji. Jeśli połączy się to możliwym i często występującym brakiem zaufania do nieromskich nauczycieli (choćby w zakresie prośby o wyjaśnienie polecenia lub wytłumaczenie jakiegoś zagadnienia), to w późniejszym czasie skutkuje to opóźnieniami w nauce i niższymi ocenami.
Realizacja obowiązku szkolnego bywa problematyczna i wiąże się ze stosunkiem do edukacji, jaki reprezentują rodzice. Romowie żyjący w państwach europejskich w większości dostrzegają wartość edukacji, nawet jeśli mają opór przed oddawaniem dzieci pod edukacyjną opiekę osób pozostających poza ich tradycyjnym kręgiem tożsamości kulturowej. I jest jednak łatwo przełamać nawyki kulturowe i behawioralne. Życiowa edukacja domowa (praktyczna) jest przez Romów traktowana jako podstawa funkcjonowania w świecie, a edukacja szkolna w większości przypadków jest traktowana jako obowiązek narzucony przez państwo. Obowiązek, który może skutkować poprawą przyszłych losów dzieci, żyjących w większościowym społeczeństwie (bo poza nim współcześnie nie można żyć), jednak zarazem stanowiący zagrożenia dla wartości i nawyków kulturowych, będących podstawą romskiej tożsamości, co w przyszłości może grozić wyrwaniem kolejnych pokoleń Romów z ich świata wartości rdzeniowych. Niepójście do szkoły ze względu na domowe obowiązki dzieci lub typowe wagary, stanowią dla Romów zazwyczaj o wiele mniejszy problem, niż jest to w przypadku ogółu społeczeństwa.
Z tym wiąże się także kwestia wczesnego kończenia edukacji. Dotyczy ona zarówno romskich dziewcząt, jak i chłopców. Cywilizacyjnie i arbitralnie wyznaczona w państwach zachodnich granica dorosłości (18 lat) nie przekonuje Romów. Domowe (czasem pomoc w pracy wykonywanej przez rodziców) obowiązki wpływają zarówno na częstotliwość chodzenia do szkoły, jak i na wczesne zakończenie edukacji. W szczególności jest to możliwe gdy chłopcy zaczynają aktywnie wspierać rodziców w pracy, a dziewczęta poświęcają się obowiązkom domowym (może to być zarówno opieka nad rodzeństwem, jak i własnymi dziećmi lub gospodarstwem domowym).
Nie dotyczy to oczywiście wszystkich romskich rodzin, co wiąże się z upowszechnianiem świadomości (w wyniku edukacji dorosłych i oceny rzeczywistości przez nich), ze edukacja ma sens i jest w stanie pomóc w przyszłości ich dzieciom.
Czwarty czynnik, to segregacja szkolna. Szkoła jest miejscem, w którym romskie dzieci doświadczają bardzo konkretnie i bardzo boleśnie codziennej dyskryminacji. Ma ona dwa wymiary. Pierwszym jest wymiar rówieśniczy. Zawsze można powiedzieć, że w Polsce ta kwestia jest liczbowo marginalna, że dzieci nie są okrutne, że w każdej szkole i klasie konstruowane są określone relacje wewnętrzne i każdy z nas przechodził przez czasem trudny czas szkolnej edukacji i że na pewno „nasze” dziecko nie dyskryminuje „innych”. Jednak rzeczywistość rzadko dopasowuje się do naszych życzeń niepopartych praktyką nastawioną na zamianę. Dzieci kopiują świat dorosłych, wartości wynoszą z domu rodzinnego i potrafią być równie okrutne jak dorośli, przenosząc wzorce dyskryminacyjne z populistycznie kształtowanej rzeczywistości do własnego świata. Drugim – o wiele bardziej bolesnym – wymiarem jest dyskryminacja (segregacja w tym przypadku) systemowa. Jest ona wciąż żywa i wielu Romów doświadcza jej także w dorosłym życiu, w wielu jego dziedzinach, co najczęściej nie jest zauważalne przez przedstawicieli społeczeństwa dominującego. Dzieci romskie doświadczają jej poprzez szkolna segregację. W dalszym ciągu jest ona problemem przede wszystkim w państwach bałkańskich oraz państwach Europy Środkowej. Może ujawniać się poprzez tworzenie klas romskich (zaprzeczenie idei włączenia i tworzenie szkolnych gett) lub przez umieszczanie uczniów romskich w kasach/szkołach specjalnych dla uczniów o szczególnych potrzebach edukacyjnych. Najczęstszą przyczyną jest słaba znajomość języka, brak zainteresowania nauką, gorsze oceny. U większości nieromskich rodziców

Znamienne, że w trzech spośród czterech problemowych wskaźników dotyczących edukacji romskich dzieci, które zależą od Romów wyniki zmiany są pozytywne. Natomiast ten, który najbardziej zależy od nastawiania społeczeństwa większościowego (i potencjalnej jego – choćby mentalnej – zmiany) pozostaje niezmiennie zły.

Romscy rodzicie chcą dla swoich dzieci jak najlepiej. Chcą zapewnić im dobrą przyszłość, dostatek, pewność zarobków. Nie zawsze wiedzą jak to można zrobić, nie są często w stanie wesprzeć dzieci w szkolnym wysiłku, jednak coraz częściej i w większości widzą sens jak najdłuższego udziału ich dzieci w systemie edukacji. Nie zawsze mogą sobie na to pozwolić ze względu na soją ekonomiczną sytuację, dostrzegają także dorosłe problemy ze zdobyciem pracy przez nawet wykwalifikowanych członków ich społeczności. 
Uwarunkowania kulturowe są także istotne, jednak nie stanowią one przeszkody, której nie można w jakiś zadawalający sposób pokonać. W dalszym ciągu największym problemem stojącym na drodze do osiągania wysokiego poziomu wykształcenia i uzyskania dobrej pracy przez Romów pozostaje przybierająca różne formy dyskryminacja. Najczęściej ta systemowa i ta codzienna.



czwartek, 28 marca 2019

Było sobie cygańskie kowalstwo

Zaskakujące jest to, że zamieszczony na youtube film dokumentalny „Byli kowale, byli…” ma zaledwie 401 wejść i 14 lajków. Film powstał z pasji i potrzeby dokumentowania tego, co nieuchronnie odchodzi (odeszło) i co koniecznie trzeba zachować.

https://www.youtube.com/watch?v=HkRH8cxa6bk

https://www.youtube.com/watch?v=HkRH8cxa6bk

Ten „dokument filmowy przedstawiający dawnych  romskich kowali na Spiszu”  w pełni realizuje swoje założenia. Zarówno te filmowe (idealne połączenie ruchomych obrazów z dźwiękiem), jak i tematyczne.
Głównym wyjaśnieniem podjętego w filmie temat i jego lokalizacji na Spiszu, jest zdanie wypowiedziane przez Adama Bartosze „głównym zajęciem/profesją wśród cyganów zamieszkujących wzdłuż Karpat, było kowalstwo”.
Film składa się z historyczno(już)-etnograficznych wypowiedzi Adama Bartosza, nagranych archiwalnych wspomnień kowali i ich pracy, współczesnych nagrań Romów z różnych miejscowości, bo rozjechali się z rodzinnego Spisza (potomków kowali), wypowiedzi miejscowego górala, zdjęć, map… W całości tworzy to opowieść bardzo faktograficzną z jednej strony, a z drugiej w jakimś stopniu poetycką i sentymentalną.
Jest w tym filmie wszystko co o cygańskim kowalstwie z polskiego Spisza można opowiedzieć. I o kunszcie i o technice i o znaczeniu tego dla lokalnych wspólnot i o tym co było robione i jak robione i jaką zapłatę dostawali i kto był mistrzem i o szacunku górali i o muzykowaniu kowali i jak podkuwano konie... Dużo wspomnień i relacji tych, którzy w kuźniach musieli pomagać, czy machając ciężkim młotem, czy dmuchając w palenisko miechem.
Twórczynią filmu jest Monika Szewczyk, która wykazuje się nadzwyczajną aktywnością w (skutecznych) próbach zgromadzenia, opisania i opowiedzenia tego, co z innych choć tak nie całkiem dawnych czasów po romskich tradycjach pozostaje. Warto przywołać choćby jej niedawne dokonanie – romską książkę (nie tylko) kucharską „Prosto z garnka”. Producentem filmu była Fundacja Dobra Wola, a postprodukcją zajęła się Agencja Filmowa HAF (Krzysztof Krzyżanowski).
I tyle o samym filmie, bo bardzo warto na pół godziny zanurzyć się w inną rzeczywistość, posłuchać uderzeń kowalskiego młota, docenić prace kowali i ich kunszt.

Jednak jak to historycznie z tym cygańskim kowalstwem było?  
Zaczynając, chyba można nawet sięgnąć do klasycznego opracowania profesora Lecha Mroza „Wędrowni kowale i handlarze bydła z Radżastanu - hipotetyczni przodkowie Cyganów”. To ważny trop związany z potencjalnymi dowodami i identyfikacją indyjskich rejonów z których przodkowie europejskich Romów przybyli do Europy. Jednak znaczenie Gadulia  Lohar (możliwych kowalskich indyjskich przodków Romów) niewiele mówi o europejskim kowalstwie Cyganów, którego zidentyfikowana i jakkolwiek opisana historia rozpoczyna się pod koniec średniowiecza.
Trzeba podkreślić, że nie należy wiązać średniowiecznego europejskiego kowalstwa Cyganów ze stałymi kuźniami i na przykład z pracami cechowymi, w ramach których postawało uzbrojenie dla rycerstwa i wojska. W tamtym czasie istniały generalnie trzy kategorie zawodowo kowalstwa: dworskie, wiejskie oraz indywidualne. Przez długi czas kowale cygańscy mieścili się gdzieś pomiędzy tą trzecią a jednak także i drugą grupą. Obwoźnych/wędrownych kowali cygańskich nie można bowiem inaczej potraktować niż w grupie kowalstwa ludowego, świadczącego usługi dla ludności przede wszystkim wiejskiej. Jednocześnie i niewątpliwie pierwszym tropem, który pojawi się w myśleniu o Cyganach – kowalach, to ten związany z końmi, które trzeba podkuć, a że trzeba liczyć na siebie a nie na pomoc nie-Cyganów, to trzeba się tego (było kiedyś – dla samowystarczalności i niezależności) nauczyć, a przecież i kowali na wsiach było niewielu.
Początkowo Romom do prac kowalskich służyły przenośne kuźnie, choć to trochę zbyt wielkie określenie. Zamiast kowadła był kamień (albo nieregularny żelazny graniastosłup wielkości ludzkiej głowy wbijany w ziemię), zamiast hucznego paleniska ognisko lub czasem niewielki piecyk (porządnie rozdmuchiwany przenośnym miechem), do tego młot, kleszcze, siekacz, przebijak. Ale to już wystarczało do drobnych (a czasem i większych) prac potrzebnych zarówno w obozowisku, jak i na potrzeby miejscowy ze wsi, w okolicach których się zatrzymywali. Produkcja obejmowała podkowy, noże, siekiery, gwoździe, kłódki, obręcze do kół, kosy, lemiesze, drobne ozdoby i także znane do dziś „cygańskie patelnie”, które prawidłowo używane bywają bardzo wygodne. Nie należy jednak łączyć ich z także charakterystycznym dla Romów zawodem kotlarza, bo to jednak całkiem odrębny technika i materiały.

http://wielkopolskie.naszemiasto.pl/artykul/cyganskie-patelnie-robia-furore-na-rynku-jezyckim,1735781,artgal,t,id,tm.html

Badacze uznają niewątpliwe znaczenie cygańskich kowali dla rozwoju kowalstwa wiejskiego. Co prawda materiałów historycznych (aż do XIX wieku) na ten temat zachowało się niewiele, jednak biorąc pod uwagę pojedyncze wiadomości historyczne we wsiach nie było wielu kowali (dane z 1664 roku mówią o 34 kowalach w 500 wsiach królewskich a dawnych terenach województwa cheł­mińskiego, pomorskiego i malborskiego). Dlatego to właśnie Cyganie wpływali na kształtowanie się kowalstwa ludowego przez przenoszenie wzorów, technik i form pracy.

http://cyfrowaetnografia.pl/Content/3689/Strony%20od%20PSL_VII_nr6-5_Reinfuss.pdf

Jednak nie wszyscy Cyganie prowadzili wędrowny tryb życia, co zbiegło się w historii kowalstwa z masowym powstawaniem stałych kuźni w XIX wieku. Stąd między innymi pojawiające się we wspomnieniach z lat 30. relacje, pokazujące zawodową wszechstronność romskich kowali:

Kuźnie te i aktywne kowalstwo funkcjonowało w wielu miejscach aż do połowy XX wieku, kiedy przemiany technologiczno-społeczne wyparły ten zawód z przynależnej mu i utrwalonej niszy ekonomiczno-społecznej. Nie bez znaczenia dla upadku romskiego kowalstwa był także Samudaripen, czyli zagład Romów podczas II wojny światowej.
Gdzieniegdzie lokalnie na wsiach przetrwało to romskie kowalstwo dłużej. Tak jak na polskim Spiszu. Dłużej, jednak nie do XXI wieku.

Z kowalstwem Romów wiąże się także jedna z legendarnych opowieści, pojawiająca się w różnych wariantach o Cyganie mającym wykuć gwoździe służące do ukrzyżowania Jezusa.

W świetle zawodu kowala tak często wykonywanego przez Romów, warto też spojrzeć może w inny sposób na przysłowie „Kowal zawinił (ukradł) Cygana powiesili”. Zazwyczaj tłumaczy się je i rozumie jako wskazanie na niechęć od obcych i obciążanie ich winą pomimo niewinności. Jak jednak powinno się je tłumaczyć, jeśli kowalem jest Cygan?




poniedziałek, 18 marca 2019

Ciganos brasileiros


Romowie zawdzięczają swoją obecność w Brazylii przede wszystkim nowatorstwu Portugalczyków. Polegało ono na tym, że elemnt niechciany – a za taki w XVI wieku uchodzili w Królestwie Portugalii ówcześni Cyganie – był wysyłany karnie do zamorskich kolonii portugalskich. W krótkim czasie taki sposób postepowania (nie tylko) z Cyganami przyjęły także inne państwa kolonialne.
Czas obecności Cyganów na Półwyspie Iberyjskim liczony jest od pierwszej połowy XV wieku. Jednak o ile zachowało się wiele informacji pochodzących z terenów obecnej Hiszpanii, to w przypadku Portugalii aż do początku XVI wieku nie pojawiają się o nich żadne wzmianki. Początkowo Cyganie byli traktowani (podobnie jak i w innych częściach Europy) w Hiszpanii pozytywnie, jednak od zjednoczenia Kastylii i Aragonii zaczęto wprowadzać prawa ograniczające możliwość ich poruszania się, skutkujące – przy niezastosowaniu się do nich – zsyłaniem ich na galery. Na podstawie ich obecności w Hiszpanii można przypuszczać, że do Portugalii przybyli w tym samym czasie lub niewiele później. Co interesujące, w języku portugalskim przyjęto nazwę Ciganos (pochodzącą od prawdopodobnie tureckiego źródłosłowu), a w języku hiszpańskim Gitanos (od rozpowszechnionego w  Europie w średniowieczu  mitu o ich małoegipskim pochodzeniu). Może to być pewna (wątła) poszlaka wskazująca na przybycie do Portugalii innej grupy Cyganów niż do Hiszpanii. Jednak różnica ta może mieć swoje źródło w przypadkowych okolicznościach. Wskazanie na to od kiedy Cyganie przebywali na zachodzie Półwyspu Iberyjskiego wiąże się także z pierwszym ich wspomnieniem, które pojawia się w portugalskim tekście literackim z 1516 roku (w całości poświęconym Cyganom). Mężczyźni są w nim przedstawieni jako handlarze końmi, a kobiety zajmują się (nachalnym) wróżbiarstwem. Może być to trop wskazujący na to, że w Portugalii byli już wówczas dobrze znani, zatem musieli na terenie tego państwa jakiś czas przebywać. Podobne znaczenie ma również seria antycygańskich (dotyczących także osób żyjących jak Cyganie) dekretów wprowadzanych w latach 1526-1557.
Pierwszym skazanym na pobyt w Brazylii portugalskim Cyganem był João de Torres, który wraz z żoną Angeliną trafił do tego państwa w 1574 roku na pięcioletnie zesłanie. Jednak masowe deportacje miały miejsce dopiero po 1686 roku (na skutek wypędzania Cyganów z Hiszpanii) oraz na początku XVIII wieku (w wyniku obław i oczyszczania Królestwa Portugalii z wędrownych Cyganów), co doprowadziło do tego, że w połowie tego samego wieku populacja cygańska w Brazylii była już pokaźna i przysparzała miejscowym władzom znaczących problemów. Z początku zsyłano ich do północno-wschodniej prowincji Maranhão, jednak w późniejszym czasie rozprzestrzenili się początkowo wzdłuż wybrzeża ku południu, a następnie po całej Brazylii.

http://www.embaixadacigana.org.br/etnicidades_ciganas_no_brasil.html

W Brazylii są trzy plemiona cygańskie identyfikujące się jako: Roma, Sinti i najliczniejsza grupa – Calon. Różnią się one tradycją, kulturą i obyczajami. Calon są to potomkowie Cyganów hiszpańskich i portugalskich, kolejną (także chronologicznie) grupą przybyłą do Brazylii są rumuńscy Kalderasze (Calderaxa), Lowarzy, Matchuaia i Rudari oraz Rorarranê z Turcji i Grecji. Sinti natomiast to Cyganie, którzy po II wojnie światowej  dotarli do Brazylii z Niemiec i Francji. Takie wyraźne odróżnienie trzech grup cygańskich i ścisłe przypisanie im nazw (w tym dla rumuńskich Cyganów – „Roma”), sprawia że oficjalną i akceptowalna nazwą dla wszystkich brazylijskich Cyganów pozostaje właśnie określenie „Cyganie”, a nazwa Romowie nie ma szansy się upowszechnić. Tym bardziej, że jak zostało już powyżej wskazane, największa grupa utrzymuje nazwę własną (?) „Calon”.
Według szacunkowych (jak zawsze w przypadku Romów) danych w Brazylii może zamieszkiwać pół miliona (lub milion) Romów, co stanowi 0,25% (0,5%) brazylijskiej populacji. Żyją oni przede wszystkim w zidentyfikowanych 291 obozowiskach cygańskich (według danych z 2016 roku – 337). Najwięcej spośród nich mieszka w prowincjach: Bahia, Minas Gerais i Goiás, czyli w środkowo-wschodniej części kraju. Według niektórych danych aż 80% brazylijskich Cyganów prowadzi osiadły tryb życia i w większości nie są oni liczeni do statystyk dotyczących tej społeczności.
Pomimo skrajnego zróżnicowania poszczególnych grup subetnicznych i społecznych warstw wśród Cyganów w Brazylii, większość mężczyźn najczęściej zajmują się drobnym handlem. Kobiety natomiast nie porzuciły wróżbiarstwa, które w wielu regionach Brazylii jest o wiele silniej zakorzenione niż w Europie. Wszyscy brazylijscy Romowie posługują się językiem portugalskim, jednak większość z nich zna także którąś z odmian języka romskiego, które – jak chyba zawsze w przypadku długotrwałego zamieszkania Romów w jakimś państwie – mają wiele zapożyczeń z języka portugalskiego.

https://www.icict.fiocruz.br/content/ciganos-no-brasil-sa%C3%BAde-e-preconceitos

Społeczeństwo brazylijskie jest bardzo zróżnicowane etnicznie – dominująca grupa pardo nie osiąga nawet 50% populacji. Stąd brak odrębnej strategii lub praw specyficznych dla Cyganów. W 2018 były prowadzone – nieukończone – prace nad wprowadzeniem statutu ludów cygańskich – „Estatuto dos Povos Ciganos”. Jednak ostatecznie i jedynie od 2006 roku 24 maja jest obchodzony jako Narodowy Dzień Cyganów. Natomiast wszystkich etnicznych grup mniejszościowych (grup tradycyjnych) dotyczą określone w brazylijskich dokumentach rządowych zasady równości rasowej i ogólne zasady praw człowieka, przyjęte jako specyficzne dla takich grup w 2006 i 2007 roku. Wiąże się to z wyraźnym wspieraniem odrębności i różnorodności kulturowej, która w Brazylii jest jednym z ważnych elementów polityki rządu. Dlatego też dyskryminacja o podłożu przynależności etnicznej jest tłumiona intensywnym wspieraniem wyróżniania się kulturowego i podtrzymywania cygańskich tradycji.
Mająca inny wymiar niż w Europie, dyskryminacja w Brazylii opiera się na odmiennych niż europejskie doświadczeniach historycznych, związanych z przymusowym przesiedlaniem do Brazylii i taką też pracą Cyganów – choćby w kopalniach. Z tym wiąże się także lokalizacja zamieszkania większości brazylijskich Romów – najczęściej na obrzeżach miast, co determinowało ich późniejszą sytuację ekonomiczną. Większość brazylijskich ekspertów odwołuje się właśnie do historycznych doświadczeń jako źródła mitów i stereotypów dotyczących Cyganów. W Brazylii (różnorodnej etnicznie) nie ma właściwie współcześnie powodów (racjonalnych i nieracjonalnych) do szczególnej dyskryminacji konkretnie w stosunku do Cyganów. Ważnym elementem sytuacji Cyganów w Brazylii jest to, że w wielu prowincjach są wyznaczone miejsca, w których wędrujący Cyganie podczas swojego przemieszczania się po kraju, mogą rozbijać swoje obozowiska. To dla tej grupy ważny element, wyłączający automatycznie instytucjonalną dyskryminację w tym zakresie, tak charakterystyczną dla większości państw europejskich. Niestety nie w każdej prowincji i miejscowości brazylijskiej owe wyznaczone miejsca Cyganie mogą zajmować bez problemów.

Jedna z agend brazylijskiego Ministerstwa kobiet, rodziny i praw człowieka, wskazała główne obszary, które powinny być brane pod uwagę w poszczególnych prowincjach i na poziomie federalnym w ramach kształtowania działań mających pomoc Cyganom.
Pierwsza kwestia dotyczy rejestracji i posiadania dokumentów. Jest to analogiczny problem jak w przypadku niektórych państw europejskich, a konsekwencje nieposiadania dokumentu tożsamości lub w ogóle rejestracji urodzenia, utrudniają życie w każdym państwie, choćby w zakresie dostępu do usług medycznych, pomocy społecznej i udziału w wielu realizowanych w Brazylii programach wspierających różne aspekty życia społeczności tradycyjnych i po prostu biedniejszej części społeczeństwa Brazylii. Zagwarantowanie możliwości uczestnictwa Cyganów w tego typu programach jest kolejnym priorytetem wskazywanym przez ministerialną agendę. Kolejnym problemem jest bezpieczeństwo w cygańskich obozowiskach. Dotyczy to zarówno zagrożeń ze strony obcych, spoza ich społeczności, jak i bezpieczeństwa wewnętrznego, skutkującego potrzebą mediacji i pomocy rozwiązywania długotrwałych konfliktów w łonie społeczności cygańskich. Istotnym problemem jest kwestia edukacji Cyganów, na którą zwraca uwagę ministerstwo wskazując na ich prawo do edukacji wędrownej (kiedyś realizowanej także w Anglii). Ostatni poruszony problem to sprawa własności gruntów, na których istnieją cygańskie obozowiska. Wiąże się on często z kwestą bezpieczeństwa i atakami ze strony policji, ze względu na próby zajmowania przez Cyganów miejsc, do których zgłoszone i potwierdzone jest prawo własności.
Ten spis wyzwań nie daje pełnego obrazu sytuacji Cyganów w Brazylii. Znaczna ich część jest wielopłaszczyznowo wykluczona społecznie, większość żyje w ubóstwie i warunkach, które trudno nawet uznać za „mieszkaniowe”, bez dostępu do podstawowych usług publicznych, a także dostępu do transportu – co jest często przywoływane w opracowaniach na ich temat i co w ogromnej Brazylii z nie wszędzie dobrą siecią dróg jest jedną z bardzo istotnych kwestii.
Często przywoływanym problemem są zagadnienia zdrowotne i problem dyskryminacji (najczęściej wynikającej ze stereotypów i braku edukacji pracowników medycznych) w placówkach służby zdrowia. Jak bardzo zła jest sytuacja w tym zakresie może świadczyć to, że średnio Cyganie z Brazylii żyją aż o 15-18 lat krócej niż Romowie w Portugalii. Brazylijscy Cyganie nie mają zaufania do służb medycznych, nie rozumieją zaleceń medycznych, kobiety nie chcą być badane przez mężczyzn, a wiele innych problemów i nieporozumień wynika bezpośrednio z ich wewnętrznych tradycji i nawyków kulturowych. Niestety w poprawie sytuacji nie pomaga istnienie Zunifikowanego Systemu Zdrowia, gwarantującego opiekę medyczną wszystkim obywatelom. Ponadto część Romów objęta jest Kartą dla Obywateli w Szczególnej Sytuacji. Większość ekspertów mówi o konieczności prowadzenia od podstaw intensywnej edukacji związanej ze zdrowiem – tak po stronie pracowników medycznych, jak i samych Cyganów. Natomiast problemy edukacyjne wiążą się z takimi zagadnieniami jak: brak dokumentów i rejestracji urodzeń, analfabetyzm, dyskryminacja w szkole, brak edukacji społeczeństwa na temat Cyganów, nieprzygotowanie nauczycieli do prowadzenia zajęć dla uczniów z tej konkretnej grupy.
Z europejskiego punktu widzenia dziwne może wydawać się to, że jednym z postulatów środowisk cygańskich w Brazylii mającym poprawić sytuację w edukacji, to utworzenie specjalnych szkół dla dzieci cygańskich. Jednak trzeba brać pod uwagę specyfikę społecznej i etnicznej sytuacji w Brazylii. Być może nie jest to aż tak złe rozwiązanie. O ile oczywiście nie będą to szkoły specjalne o obniżonym poziomie nauczania i o ile ich istnienie jeszcze bardziej nie wzmocni istniejących negatywnych stereotypów. Ponadto ich utworzenie może być łatwiejsze i skuteczniejsze niż wyedukowanie wszystkich brazylijskich nauczycieli w kulturowej specyfice Cyganów.

Z zachodniocywilizacyjnego i ze wszech miar oświeconego punktu widzenia zarówno obecną sytuację Cyganów w Brazylii, jak i wdrażane lub przynajmniej proponowane rozwiązania problemów (częściowo jedynie przytoczonych powyżej) i niektóre koncepcje dotyczące mniejszości, można postrzegać jako przestarzałe, archaiczne lub nawet po prostu błędne (w wielu poważnych opracowaniach brazylijskich pojawia się stwierdzenie, że nie wiadomo skąd Cyganie pochodzą, ale istnieje teoria, że być może z Indii). Jednak ostatecznie chodzi o zmianę społeczną, a jej nie da się łatwo i przewidywalnie projektować. Tym bardziej nie można nic w tym zakresie planować bez uwzględniania specyfiki lokalnej i regionalnej. Europa i świat zachodni nie mają monopolu na wiedzę jak pomóc Romom, a brak postępów w państwach Unii Europejskiej w zakresie likwidacji dyskryminacji i włączenia Romów, krytykę rozwiązań brazylijskich czyni nieuprawnioną, tym bardziej bez perspektywy co najmniej kilkunastu lub kilkudziesięciu lat, które musza minąć, aby dostrzec utrwalone skutki społeczne.



piątek, 8 marca 2019

Romowie w Macedonii Północnej

Od połowy lutego tego roku była Była Jugosłowiańska Republika Macedonii nosi nazwę Macedonii Północnej. To rzadkość gdy państwo europejskie (nie tylko europejskie) zmienia nazwę, w szczególności gdy spór o nią wynika z kulturowego konfliktu z jednym z sąsiadów. Tak jednak było w przypadku Macedonii i zagmatwanie tej sytuacji w znacznym stopniu dobrze charakteryzuje to, jak skomplikowana (nie tylko etnicznie i historycznie) jest sytuacja na Bałkanach. I gdyby nie wystarczało tego jak trudne są relacje (uogólniając) Słowian Południowych, muzułmanów, potomków Iliryjczyków i Greków, to dodatkowo na terenach tego półwyspu zamieszkuje znaczna liczba wyraźnie odróżniających się (także w nazwie własnej) od siebie Romów.

https://www.opensocietyfoundations.org/sites/default/files/no-data-no-progress-20100628.pdf

Co mówią na temat sytuacji Romów w Macedonii dane (2005 oraz z 2010) z raportu (2010) No Data—No Progress Open Society Institute? Nie aż tak wiele, co wynika przede wszystkim z wiarygodności i dostępności danych, czego zresztą przede wszystkim dotyczy przywołany raport. Populacja Romów w Macedonii to około 53 tysięcy osób, co w dwumilionowym państwie daje około 2,7% Romów. To w sumie co najmniej trzykrotnie więcej Romów niż zamieszkuje Polskę, a w punktach procentowych to aż 90 razy więcej niż w Polsce. Jeśli uwzględni się dane nieoficjalne, jednak wyliczane na podstawie prawidłowych społecznych i kulturowych przesłanek, Romów w Macedonii może być nawet 197 tysięcy, co znacząco podnosi także ich procentowy udział w macedońskim społeczeństwie (do 9,74%), lokując Macedonię wśród 6 europejskich państw o procentowo największej romskiej populacji. Nic zatem dziwnego, że Romowie w Macedonii są o wiele bardziej widoczni niż w Polsce, a biorąc pod uwagę sytuację gospodarczą i polityczną tego państwa – pozostają w większości w bardzo złej sytuacji we wszystkich kluczowych społeczno-ekonomicznie zdefiniowanych obszarach włączenia i poziomu życia. Dodatkowym problemem jest także kwestia religii – dla Romów tradycyjnie nie tyle obojętna, ile akceptowalna i nie sprawiająca problemów w żadnej sytuacji – która na Bałkanach wiąże i przecina się z przynależnością etniczną. Zresztą połączenie tych dwóch linii podziałów jest główna przyczyną wielu lokalnych i ogólnobałkańskich konfliktów. Tymczasem według wiarygodnych danych Romowie w tym państwa są w większości muzułmaniami (w zależności od regionu od 20 do 75 procent). Jeśli dodatkowo weźmie się pod uwagę fakt, że 25% mieszkańców Macedonii to Albańczycy, skumulowani w okolicach pogranicza macedońsko-albańsko-kosowskiego, czyli w sąsiedztwie Skopje, a cała Macedonia Północna jest wielkości województwa lubelskiego, to oczywistym staje się, że nie można mówić o etnicznie łatwej sytuacji.


Co prawda można zachwycać się (nieco pocieszająco) tym, że w jednej z dzielnic Skopje (Šuto Orizari) język romski jest językiem urzędowym (nie było wyjścia) i że jest to największe skupisko Romów w świecie, jednak dzielnica ta nie jest miejscem, w którym nie tylko inni mieszkańcy Skopje, ale i turyści chcieli by spędzać czas. Zresztą większość turystów nigdy nie trafia nawet w okolice Šuto Orizari (nawet podczas pobytu w stolicy Macedonii), najpopularniejszym miejscem dla nich pozostaje wybrzeże Jeziora Ochrydzkiego, a ruch turystyczny koncentruje się na tranzytowej autostradzie z Serbii do Grecji. Innym pocieszeniem jest to, że Romowie są literalnie wymieniani jako mniejszość etniczna w preambule do macedońskiej konstytucji z 2001, jednak nie zmienia to tego, że ich sytuacja jest pod każdym względem zła i większość z nich boryka się z dyskryminacją, marginalizacją i ubóstwem.
Powracając do szczątkowych i niezbyt aktualnych danych (w większości z 2005 roku) dotyczących Romów w Macedonii, zaledwie połowa z nich ukończyła szkołą podstawową. Nieustającym problemem pozostaje także każda z możliwych form szkolnej segregacji, włączając w to także bardzo bolesną dla dzieci segregację w ramach jednej klasy i np. sadzaniem romskich dzieci osobno. Nowsze dane mówią o tym, że zaledwie kilkanaście procent romskich dzieci korzysta z przedszkoli. Jak w ciągu ostatnich lat zauważyli chyba wszyscy eksperci zajmujący się edukacją romskich dzieci, jest to poważny problem, ponieważ to właśnie na poziomie przedszkolnym najłatwiej jest ukierunkować dzieci na społeczeństwo i nauczyć języka obowiązującego w systemie szkolnictwa. W związku z tym uczęszczanie do przedszkola ma szansę zmniejszyć poziom późniejszej dyskryminacji i segregacji szkolnej. Łącznikiem pomiędzy sytuacją w edukacji i zatrudnieniem jest kwestia nauczycieli pochodzenia romskiego. Pomimo tego, że w Macedonii są Romowie posiadający wykształcenie i uprawnienia nauczycielskie, dotyka ich dyskryminacja na rynku pracy i najczęściej nie są zatrudniania. Gdyby byli, mogliby lepiej (dzięki znajomości języka i możliwym do zbudowania zaufaniu w kontaktach z rodzicami) współpracować z romskimi dziećmi i zapewnić im chociaż minimum edukacji.
Podobnie źle przedstawiały się dane dotyczące bezrobocia (50% bezrobotnych wśród macedońskich Romów), jednak w dokumentach Komisji Europejskiej z 2009 roku wskaźnik ten wzrastał do ponad 70%, przy macedońskiej, wysokiej średniej 30% bezrobocia. W tym przypadku dodatkowym problemem jest wyolbrzymiona niestabilnym rynkiem pracy dyskryminacja przy zatrudnieniu. W Macedonii poważnym problemem pozostaje wciąż brak dokumentów i związany z tym w pewnym stopniu status osób bez obywatelstwa (bezpaństwowców). Według danych pochodzących ze źródeł macedońskich około 70% wszczętych postępowań prawnych dotyczących bezpaństwowości dotyczy Romów. Najbardziej uciążliwa, gdyż właściwie nieustająca, jest dyskryminacja codzienna. Dotyczy ona wielu sytuacji i pojawia się w wielu miejscach macedońskiej rzeczywistości. Może dotyczyć odmowy wpuszczenia Roma do restauracji, baru, dyskoteki, hotelu (także w sytuacjach potwierdzonej wcześniej i opłaconej rezerwacji), albo odmówienia wykonania usługi (na przykład w restauracji). Etniczne profilowanie jest bardzo wyraźne i jak zawsze w jego przypadku nie zwalczą go jakiekolwiek przyjmowane odgórnie regulacje prawne, ani strategie, a jedynym sposobem na ich usunięcie z rzeczywistości społecznej jest zmiana świadomości większości obywateli konkretnego państwa. O to jednak w Macedonii – tak jak i na całych Bałkanach – trudno. Podobnie zresztą – choć najczęściej nie w aż tak drastycznej skali – jest także w Polsce oraz innych państwach.

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/11/MRG_Brief_Mac_ENG_Nov18.pdf

Sięgając do dwóch kolejnych elementów kluczowych dla zmiany sytuacji Romów, w zakresie mieszkalnictwa i zdrowia nie widać żadnej poprawy, a sytuacja naprawdę jest zła. Ponad jedna czwarta macedońskich Romów mieszka w budynkach, które nie spełniają żadnych standardów budowlanych i socjalnych, przypominając raczej koczowiska albo budynki przeznaczone do rozbiórki, niż osiedla mieszkaniowe. Większość z nich nie ma przyłączy prądu, kanalizacji, wody pitnej. Co więcej nie ma żadnej wystarczająco realnej pespektywy na poprawę tej sytuacji.  Złe warunki mieszkaniowe (w tym sanitarne) wiążą się z gorszym stanem zdrowia Romów, co skutkuje krótszą o prawie 6 lat średnią życia w tej grupie w porównaniu do ogółu macedońskiej populacji. Uciążliwy i częsty brak dokumentów utrudnia korzystanie z powszechnie zagwarantowanego w Macedonii dostępu do usług medycznych. Poważnym problemem jest także dyskryminacja Romów ze strony pracowników służby zdrowia. Osobiste uprzedzenia, podejrzliwość, stereotypy wpływają w Macedonii bardzo mocno na negatywny stosunek tej grupy do romskiej mniejszości. To z kolei sprawia, że Romowie jeszcze mniej chętnie podejmują próby korzystania z systemu opieki zdrowotnej, przez co często nie leczą chorób chronicznych, nie szczepią dzieci, a kobiety nie realizują żadnych badań, ani kuracji związanych z typowo kobiecymi chorobami oraz ciążą.

W zmianie sytuacji Romów w Macedonii nie pomogło niestety ani przyjęcie już w 2004 roku krajowej strategii na rzecz Romów, ani też jej aktualizacja z 2014 roku przyjęta na lata 2014-2020, dopasowująca lepiej zawarte w niej zasady do Unijnych Ram integracji Romów. W nieznacznym stopniu sytuacja zmienia się w jednostkowych przypadkach – także w ramach niektórych form współpracy Unii Europejskiej z państwami kandydującymi i sąsiadującymi. Jednak jak zawsze w takich sytuacjach nawet największy wysiłek włożony w zmianę sytuacji społeczno-gospodarczej Romów wkładany w działania tylko z jednak strony (przez część Romów), nie przyniesie skutku, o ile nie będzie na niego reagowała większość społeczeństwa konkretnego państwa. A o to w niebogatej, bałkańskiej  Macedonii Północnej trudniej nawet niż w Polsce.




czwartek, 28 lutego 2019

Te „Cygany” i ci „Romowie” cz. 2


Druga część podjęcia tematu decyzji czy „Cyganie” czy „Romowie”, wiąże się z ważną naukowo publikacją, która ukazał się w zeszłorocznym (2018) numerze „Studiów Socjologicznych”, i która konkretnie dotyczy dokładnie tego tematu. Nie jest to oczywiście ani pierwsze, ani jedyne opracowanie starające się ostatecznie i jednoznacznie rozprawić z tym zagadnieniem, jednak jest z pewnością aktualne, erudycyjne i – co w tym przypadku ma znaczenia – pisane w perspektywie antropologicznej. Dzięki temu przyjmuje punkt widzenia odmienny od najczęściej reprezentowanego (językoznawczo-społecznego), a za swoją podstawę przyjmuje wyniki badań terenowych przeprowadzanych i interpretowanych zgodnie z kluczem antropologicznego paradygmatu. Oczywiście w wersji szczątkowej takie (i właściwie każde inne z punktu widzenia różnorodności nauk) podejście już się pojawiało, ponieważ niemalże każdy autor (bez względu na dyscyplinę nauk, które reprezentuje) piszący o Romach czuje się zobowiązany, choćby w przypisie i choćby cytując sposób wyznaczania zasięgu określenia „Rom” przez instytucje Unii Europejskiej lub Rady Europy, do tego aby określić (i w pewnym stopniu usprawiedliwić) stosowanie konkretnego nazewnictwa.
Jednak w tym przypadku powstały artykuł jest przede wszystkim bardzo obszerny (można go posądzić nawet o objętość dwóch standardowych artykułów naukowych), a zarazem jest opracowany przez dwuosobowy zespół naukowy, który w polskiej antropologii stanowi gwarancję wysokonaukowej i wysokointelektualnej zręczności. Oczywiście w ramach w pełni antropologicznego podejścia.

http://www.studiasocjologiczne.pl/pliki/Studia_Socjologiczne_2018_Nr3_s.179_203.pdf

Trzeba przy tym przyznać, że w Ewa Nowicka i Maciej Witkowski w artykule „Cygan czy Rom? Antropologiczna interpretacja sporu o słowa” zamieścili także ogólne wyjaśnienie kwestii językowego egzo- i endoetnonimicznego nazywania (nie tylko) Romów, w większości potwierdzając lub głębiej uzasadniając kwestie opisywane w wielu źródłach – także choćby w pierwszej części tego wpisu.
Nie ma oczywiście sensu streszczać lub opisywać całego artykułu – niewątpliwie warto go przeczytać w całości. Czy po to aby poznać argumenty przemawiające za takim a nie innym sposobem nazywania Romów, czy po to aby docenić w pełni antropologiczny sposób podejścia do tego zagadnienia, poparty licznymi źródłami i opracowaniami. Jednocześnie może być to okazja do podjęcia dyskusji z autorami, albo w ramach zgody z ich podejściem, albo też po to aby z nim dyskutować (oby merytorycznie).

Najciekawsze jednak w tym artykule są konkretne przykłady licznie przytaczane przez autorów, dotyczące kwestii rozróżnienia nazewnictwa.
Pierwszym z nich jest potwierdzenie konieczności przyzwyczajenia się Romów do tej nazwy, przywołana na końcu pierwszej części tego wpisu. Autorzy przytaczają dosłownie wypowiedź jednego z Romów z 2016 roku:
Cyganie… to znaczy... Romowie – jakoś nie mogę się przyzwyczaić...
I trudno się dziwić. Romowie raczej starają się nie iść pod prąd i nie tyle ulegają modom, ile w pewien specyficzny i typowy dla siebie sposób usiłują wtopić się w tło, poza swoją wizualniekulturową zauważalnością nie starają się wyróżniać, akceptując zmiany i starając się na nich skorzystać. Zatem jeśli do tego potrzebne i użyteczne będzie używanie określenia Romowie zamiast Cyganie – to nie ma z tym dla środkowoeuropejskich Romów problemu.
Problemem może być to nie tylko dla wspomnianych w pierwszej części Sinti, ale jak piszą autorzy artykułu – choćby dla części Kalderaszy (to ci jedyni prawdziwi Romowie – tak przynajmniej o sobie myślą), którzy innych Romów określają jako „lejaszy”.
Autorzy (za inną dwójką badaczy – Marushiakova i Popov) przytaczają także przykład Romów bułgarskich, co nie jest jedynym przykładem takiej lub zbliżonej sytuacji, którzy do swojej wersji dialektu języka romani na tyle mocno zaadaptowali egzoetnonim, że nazywają sami siebie (już) endoetninimicznie – „Rrom ciganjak”. W Polsce jest to o wiele prostsze ponieważ oficjalną nazwą własną zawsze będzie Rom. Co oczywiście nie wyklucza wewnętrznej możliwości nazywania się nawzajem lub samych siebie Cyganami.
Odrębnymi – także interesującymi przypadkami – są grupy Cyganów z Bałkanów (Grecja, Kosowo, Północna Macedonia), które nazywają się Egipcjanami (odwołanie do średniowiecznego wygodnego mitu pochodzenia Cyganów z Małego Egiptu jest tu dość wyraźne, choć jego lokalizacją była Anatolia, a nie Egipt, czego autorzy artykułu nie zauważają).

Bardzo interesującą częścią artykułu Nowickiej i Witkowskiego jest część opisana w perspektywie strukturalistycznej, sięgająca zarówno do kwestii językowych, jak i świadomościowych oraz tożsamościowych. Nie ma sensu jej streszczać, bo warto zapoznać się z całym bardzo spójnym wywodem myślowym, a każde jego skracania byłoby ze szkodą dla jego wewnętrznej logiki. Nie mniej interesująco wypada, co prawda bardzo ograniczona co do zakresu analitycznego i zbadanych przykładów, perspektywa podejścia do tego jak romologowie, Romowie i liderzy romscy eksplorują „Romów” i „Cyganów”. W tej części autorzy najszerzej z najpełniejszym uzasadnieniem przestawiają własne stanowisko. Zasadniczo wydaje się, że w przypadku używania tych nazw należy zachować zdrowy rozsądek. Trudno jest w ujęciu historycznym mówić o Romach, którzy wyszli z Indii, albo o grupach Romów zamieszkujących Bliski Wschód i Afrykę Północną. Argument, że jeśli komuś spośród Romów to przeszkadza, to należy trzymać się nazwy Romowie, jest chyba zbyt słaby, aby walczyć z prawą historyczną lub precyzją wywodu naukowego. Zupełnie inna sytuacja panuje w codzienności (tej w której w rzeczywistości Romowie są najbardziej dyskryminowani). Choć autorzy akurat ten aspekt pomijają, niewątpliwie w dyskursie codziennym zasadnicze znaczenia ma to, aby mówić Romowie, w celu zmiany powszechnej świadomości, na którą wpływają słowa jakich używamy, co zostało przedstawione w pierwszej części tego wpisu.

Z badania terenowego przeprowadzonego w oparciu o teksty wypowiadane przez romskich liderów podczas różnych konferencji i  dyskusji wyłania się obraz ukazujący dwoistość podejścia. Dla jednaj grupy (reprezentowanej nieustępliwie przez Romana Kwiatkowskiego i pominiętego – co dziwi – w tekście artykułu Roman Chojnacki ) określenie „Cygan” będzie obraźliwe, uwsteczniające, antytożsamościowe, dla drugiej grupy (Bogdan Trojanek, Edward Dębicki) będzie akceptowalne, bo są (między innymi) muzykami tworzącymi muzykę cygańską. Natomiast większość zwykłych Romów jest przywiązana do nazwy Cyganie i nawet jeśli często oczekują mówienia o nich i do nich „Romowie”, to sami o sobie częściej mówią „Cyganie”.
Niewątpliwie proces (nazwany tak przez Lecha Mroza) romizacji Cyganów postępuje nieustępliwie. Młodsze pokolenia Romów częściej bywają dobrze wykształcone, mają też świadomość tworzenia się nowej (zewnętrznej) tożsamości Romów, w której budowaniu nowoczesna nazwa ma znaczenia i pełni określoną integrującą funkcję. Często nie jesteśmy w stanie zaobserwować zmian dziejących się w języku zadziwiająco szybko. Uzus językowy jest na tyle płynny, że umyka nam to jak zmienia się język i stosowalność niektórych określeń. Z pewnością  jednak nazwa „Romowie” sukcesywnie się upowszechnia i jest coraz częściej używana. Być może za kilkanaście lat nie będzie się już nawet mówił o cygańskich zespołach pieśni i tańca wykonujących cygańską muzykę, ale wszystko to zostanie zastąpione romskimi i zespołami i romską muzyką. Najtrudniej będzie porzucić śledzia „po cygańsku”, ale i to uda się zaakceptować językowej rzeczywistości społecznej.

 W zakończeniu autorzy artykułu pozostawiają w jakimś stopniu otwartym pytanie „Cygan czy Rom”, choć prezentując swoje i liderów stanowisko wyraźnie opowiadają się za nowoczesnym rozwiązaniem tej kwestii. Stawiaj przy tym wiele słusznych pytań, które tym razem odnoszą się do każdego z możliwych wariantów używania lub nieużywania jednego z dwóch określeń, zarówno w układzie historycznym, jak i współcześnie, zarówno przez Romów, jak też i nie-Romów. Ostatecznie – jak to antropolodzy chyba mają w zwyczaju –  autorzy pomijają jako (zapewne) nieistotne kilka (jednak) ważnych wątków, co jednak można usprawiedliwić zastrzeżeniem zawartym w tytule tekstu. W końcu jest on tylko i zarazem aż „antropologiczną interpretacją sporu”, a nie rozstrzygająca i pełną analizą szeroko opisanego w literaturze zagadnienia.



poniedziałek, 18 lutego 2019

Te „Cygany” i ci „Romowie” cz. 1


Zdawałoby się, że temat tego czy należy, czy trzeba i czy można mówić Romowie a nie Cyganie jest wyciśnięty jak cytryna po przyrządzeniu kilku herbat. Zagadnienie było wielokrotnie omawiane, opisywane i eksplorowane w takim stopniu, że mogłoby się wydawać, że oczywistym jest, że jeśli nie chcemy obrażać, to jedynym rozsądnym sposobem nazywania Romów w przestrzeni publicznej jest właśnie określenie „Romowie”. Jednak takie wydawanie się jest chyba wyłącznie popełnieniem błędu internalizacji i przypisywania „wszystkim” podejścia, jakie się samemu reprezentuje. 


Oczywiście z samą nazwą Romowie nie jest tak prosto jak można by oczekiwać i jak być może by się chciało. W naturalny (i słuszny) sposób mówić o historycznych Romach wychodzących z Indii (czy nawet dochodzących do Europy lub się po niej rozprzestrzeniających w Średniowieczu) trudno utrzymać słuszną nazwę i „Cyganie” są jedynym możliwym do użycia określeniem w kontekście tego typu badań historycznych. Niewątpliwie nie można też odrzucić niechęci niektórych przedstawicieli tej grupy do nazwy „Romowie” używanej przez nie-Romów (tu motywacją może być chęć bycia niewidocznym i niezauważalnym dla obcych, więc po co nazywać niewidziane i to w hermetycznym w swej dostępności języku). Niemieccy (polska nieliczna ich grupa akceptuje to określenie) Sinti także nie poczuwają się do bycia „Romami”, co znajdywało odzwierciedlenie w nazwach organizacji, tekstach naukowych i dokumentach strategicznych oraz programowych powstających w całej Europie jeszcze niemalże do końca pierwszej dekady XXI wieku. Rozszerzając (niesłusznie zresztą) ten podział na całą sytuację „Cyganów” w Europie przez jakiś czas przyjęło się nawet używać określenia „Sinti” na bezproblemowych (z ogólno-społecznego i przede wszystkim unijnego punktu widzenia) przedstawicieli tej grupy zamieszkujących państwa Unii Europejskiej do 2004 roku, w opozycji do Romów, którzy byli obywatelami państw wówczas wchodzących do Unii Europejskiej, którzy – jak się wkrótce okazało głównie choć nie jedynie na przykładzie Romów rumuńskich – zaczęli sprawiać problemy w większości państw europejskich. Podział ten był równie wygodny, co nieprawdziwy i nieprawidłowy w tej chwili można go chyba traktować jedynie jako historyczny element europejskiej etnicznej rzeczywistości.
Nieco zamieszania jak zawsze pozostaje z nazywaniem romskich kobiet. Określenia „Cyganka” pojawia się o wiele rzadziej niż „Cyganie” lub „Cygan”. Trudno przy tym w pełni (choćby na pewien niewielki dysonans pojawiający się przy jego użyciu w języku polskim) zaakceptować słowo „Romka”, co jest połączeniem endogenicznej nazwy z egzogeniczną metodą tworzenia formy żeńskiej. Pomimo tego nazwa ta jest uważana za prawidłową i wciąż wygrywa z w pełni endogenicznie prawidłowym określeniem „Romni”.
Jednak pierwszą przyczyną sięgnięcia ponownie do rozważań na linii Rom-Cygan, nie są powyższe kwestie, ale niewielkie dwutygodniowe badanie internetu i częstotliwości pojawiania się w serwisach informacyjnych słów „Rom” oraz „Cygan”. Bez wyjaśniania technicznych, logistycznych i metodologicznych szczegółów samego badania i uzyskanych wyników, można stwierdzić że częściej pojawie się w stosunku do przedstawicieli mniejszości romskiej określenie „Cygan”.
To, co najciekawsze, to oczywiście komentarze i wypowiedzi nie dziennikarskie, ale osób komentujących informacje lub jakiekolwiek materiały zamieszczane w internecie. Pisząc, nie są spętani wymogami etyki zawodowej, a brak anonimowości wcale nie przeszkadza im mówić (pisać) wszystkiego co przyjdzie im do głowy, bez nawet próby przemyślenia jakie są realne konsekwencje ich wypowiedzi. Najczęściej określenie „Cygan” jest używane bez jakiegokolwiek uzasadnienia, jako naturalna nazwa dla tej grupy etnicznej. W większości takich przypadków wypowiedzi mają charakter negatywny (dyskryminujący, obraźliwy, napastliwy, mający znamiona mowy nienawiści…). Jednak część wypowiedzi osób używających słowa „Cygan” (lub „cygan”) nie jest w ten sposób nacechowana i po prostu opisuje jakiś fragment naszej rzeczywistości. Wśród tych wszystkich wypowiedzi pojawiają się czasem wyjaśnienia nieużywania nazwy własnej „Romowie”. Można je skategoryzować w trzech grupach.
Po pierwsze jest to radość z walki z systemem. W tym przypadku „system” to międzynarodowe zasady i polskie ponadnarodowe zobowiązania (np. w ramach Unii Europejskiej) oraz ci, którzy dążą do zasad równego traktowania, prze co wprowadzają (lub też raczej wprowadzali) zmiany do nazw (naszych polskich, tradycyjnych, najlepszych) i mówią nam jak mamy mówić w ramach poprawności politycznej. Chętnie wyjaśniają że są jej przeciwni i dlatego nie przyjmą nazwy „Rom”, która nic nie znaczy, tylko normalną nazwę, której zawsze w Polsce wszyscy używali, czyli „Cygan”.
Druga grupa chce koniecznie pokazać, jak bardzo czegoś nie wie i jak nisko ocenia – najczęściej nie rozumiejąc nic – istnienie jakiejkolwiek wiedzy, całkowicie odmiennej od mniemań, jakie fałszywie i na podstawie subiektywnie interpretowanych fragmentów rzeczywistości sobie w głowach wszyscy tworzymy. Ta grupa najpierw twierdzi, że to żadni „Romowie” tylko „Cyganie” i wyjaśnia, że Romowie to z Rumunii, a to żadni tacy, bo to polscy są… To oczywiście nie jedyny schemat i można tu znaleźć różnorodne warianty tego kim są lub nie są Romowie i Cyganie, dodając do tego najczęściej Rumunię, ale i Indie i czasem nawet Egipt.
Trzecie grupa opiera się na wiedzy prawdziwej, ale jednak jednostkowej. Właściwie trudno to nazwać wiedzą, jest to jednak bardziej praktycznie używana informacja. „To zwykli cyganie są. Ja wiem”. Bo piszący po prostu tych „cyganów” spotkał, zna ich, rozmawiał, mieszkał obok nich itp. itd… I on wie. I oni mu powiedzieli i on widział i słyszał. Więc nikt nie przekona go że ma mówić inaczej.
Tyle uzasadnień. Ci którzy używaniem „Cygan” starają się obrazić lub zdyskredytować tę grupę, nie tłumaczą się ze swoich zachowań językowych, lecz przyczyna jest to jasno widoczna. Podobnie jak to, że najczęściej mają świadomość nazwy poprawnej politycznie.

Romowie sami zażyczyli sobie używania nazwy „Romowie” w miejsce „Cygan” (lub „Gypsy”), ze względu na chęć bycia traktowanymi na równi z innymi narodami. I właśnie jednym z modernistycznych narzędzi takiego procesu jest upowszechniania nazwy własnej w miejsce nazw zewnętrznych i obcych, które w przypadku Romów (na podstawie różnych doświadczeń historycznych oraz konstruowanych setki lat stereotypów) mają negatywne, utrwalone w mowie codziennej, konotacje. Co więcej używane przez kilkaset lat narzucone nazwy Romów dorobiły się (nie tylko w języku polskim) znacznego obciążenia pod postacią przysłów i powiedzeń o negatywnej wymowie. A w końcu „przysłowia mądrością narodu” więc warto im ulegać. Nawet „Kowal zawinił, Cygana powiesili” może być traktowane nie jak potwierdzenie niesłuszności oskarżania o wszystko Romów, ale jak iście kukluxklanowska wskazówka.
Oczywiście nie wszyscy Romowie zażyczyli sobie być tak nazywani, ale w ich imieniu uczyniła to kilkadziesiąt lat temu grupa osób, które miały jakiekolwiek podstawy do tego aby móc reprezentować Romów. Jednocześnie mieli oni świadomość, że jest to konieczne i że jest to początek procesu mającego zapewnić Romom uznawane i równe miejsce w świecie wśród innych narodów.
Do tego należy dołączyć elementy koncepcji pragmatyczno-językowych i semantykę ogólną, które (w skrócie) jasno dowodzą, iż świadomość ludzka jest zależna od języka. Zatem używając słów nacechowanych negatywnie wobec jakiejkolwiek grupy wzmacniamy lub nawet budujemy naszą określoną (negatywną) postawę w stosunku do tej grupy.

Co ciekawe, Romowie do nazwy „Romowie” sami się muszą przyzwyczajać i nauczyć się przyjmować jej użycie. I nie chodzi tylko o takie skrajnie wyłączeniowe podejście jakie reprezentują niemieccy Sinti, ale na przykład o to, że dla części Romów nie ma żadnego znaczenia, czy mówi się o nich i do nich Cygan czy Rom. Inni natomiast milcząco akceptują jedną i drugą nazwę, tak jak przyjmują całą rzeczywistość, nawet jeśli mają świadomość różnicy. Jednak bardzo ważnym jest obecnie to, że odmienne jest nastawienie osób mówiących do nich i o nich „Romowie”, od tych którzy będą używali „Cyganie”.