niedziela, 8 września 2019

Romskie jednorożce


Budowanie mitów założycielskich i tworzenie wspólnej i spójnej mitologii historycznej jest zawsze bardzo ważne dla każdego narodu i etnii. Najczęściej potrzebne jest to gdy grupa tworzy lub po latach odbudowuje swoją państwowość lub – jak w przypadku Ukrainy – stara się zintegrować zróżnicowaną pod różnymi względami wspólnotę w jeden organizm państwowy lub narodowy. Te wspólne mity pozostają mitami, nie zawsze są w pełni wiarygodne, często są odbierane przez najbliższych sąsiadów negatywnie, ze względu na różną interpretację faktów historycznych i odmienny stosunek do ważnych dla narodu postaci z przeszłości.
Mity takie są także ważne dla narodów pozostających w szczególnej sytuacji pod względem posiadania własnego terytorium i tych, których historia nie jest w pełni zapamiętana i musi być odtwarzana. Obydwa te warunki spełniają Romowie. Nie są oni – wbrew tezom pojawiającym się w dyskursie naukowym i podtrzymywanym w dyskursie dyskryminacyjnym – narodem bez przeszłości, lecz narodem, który nie miał możliwości zapamiętać swojej historii w sposób typowy dla społeczności europejskich. Wiąże się to zarówno z ich długotrwałą wędrówką z Indii do Europy, jak i z rdzeniowego kształtu ich kultury. Zarówno ze względu na jej aliterackość, jak i długotrwałe pozostawanie na marginesie głównego nurtu życia każdego państwo i każdej grupy narodowej z jaką mieli okazję spotkać się zarówno na drodze wędrówki do Europy, jak i podczas kilku wieków pobytu na jej obszarze.
Modernistyczna tożsamość romska – lepiej dopasowana do oczekiwań współczesnego pozaromskiego świata – nie koliduje z tożsamością tradycyjną i kulturowymi czynnikami integrującymi, a jedynie je uzupełnia i unowocześnia. Bardzo ważną rolę budowania nowej wspólnej tożsamości Romów ma obecnie zrekonstruowana wspólna pamięć o romskiej zagładzie podczas II wojnie światowej (Samudaripen), kiedy zginęła większa część ich europejskiej populacji. Nie tak dawno rolę taką pełniło potwierdzanie i utrwalanie w świadomości zarówno Romów, jak też i społeczeństw głównonurtowych indyjskiego pochodzenia Romów i podtrzymywanie jakiegokolwiek związku pomiędzy Indiami a Romami.
Jak już jednak zostało wspomniane, niektóre mity narodowe i etniczne nie mają zbyt mocnych podstaw historycznych. Czasem takie określenie jest zbyt delikatne i bywa, że z jakąkolwiek prawdą historyczną niektóre budowane mity nie mają żadnych związku. W takich sytuacjach ich funkcja nie zmienia się, jednak mogą wywoływać negatywne reakcje, jeśli przekraczają pewien trudny do konkretnego wyznaczenia poziom oderwania od rzeczywistości.

https://www.harappa.com/content/harappan-unicorn-eurasian-and-south-asian-perspectives

Postacią, która – poza licznymi i rzetelnymi pracami naukowymi z zakresu lingwistyki i etno-socjologii – stworzyła romskie mity o mało wiarygodnym naukowo charakterze, był Vania de-Gila (Jan Kochanowski), romski naukowiec polskiego pochodzenia, wykładający na wielu francuskich uniwersytetach i prowadzący swoje badania między innymi w Indiach. W swojej książce – wydanej w 2011 roku po polsku przez Związek Romów Polskich „Mówimy po romsku. Historia, kultura i język narodu romskiego” między innymi twierdził on, że Rama z eposu „Ramayana” miał być ojcem Remusa i Romulusa, co prowadzi do prostych wniosków zadających kłam „Eneidzie” i wskazujących na to, że jednak Romowie mają wiele wspólnego z cywilizacją rzymską i Romą.

http://www.romowie.com/old/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=61

Gdyby potraktować to jako naukową tezę, to pomimo wywołanego tym (i innymi także) pomysłem Jana Kochanowskiego zdziwienia, należałoby poszukiwać dowodów na jego potwierdzenie oraz dowodów na jego obalenie. Postawiona teza, oparta na jakichkolwiek naukowych podstawach nie może bowiem zostać odrzucona wyłącznie dlatego, że komukolwiek się wydaje, że nie może być prawdą. Pozostawiając jednak kwestię wiarygodności takiego pochodzenia Remusa i Romulusa, po takim wprowadzeniu można się głębiej zastanowić nad romskimi jednorożcami.

https://www.harappa.com/content/iconography-indus-unicorn-origins-and-legacy

Być może jest to budowanie kolejnego mitu, który w pośredni sposób wiąże się z Romami i ich najdawniejszą historią, jednak jest to proste postawienie pewnej tezy, którą może być bardzo trudno zweryfikować i która w sumie nie ma większego wpływu na naszą współczesność.
Pomimo tego, że wizerunek jednorożca pojawia się w wielu kulturach, to najstarsze ich podobizny pojawiają się na zachowanych i wykopanych przez archeologów pieczęciach pochodzących z cywilizacji dolnego Indusu (Kultury harappańskiej). Była to cywilizacja miejska i od jej odkrycia uznawano ją za jedną z najstarszych cywilizacji świata, ustępującą czasem swojego powstania jedynie cywilizacji sumeryjskiej i egipskiej. Lata jej rozkwitu wyznaczano na okres 2600-1700 p.n.e., wytyczając jej początek na 3500 rok p.n.e.

https://layah.org/aktualnosci/cywilizacja-doliny-indus-starsza-niz-egipska-sumeryjska

Obecne badania w oparciu o datowanie metodą aktywnego izotopu węgla C-14, wykazały jednak, że cywilizacja ta powstała nieco wcześniej i że w rzeczywistości istniała już od 5750 roku p.n.e. Zatem jest to niewątpliwie najstarsze źródło wizerunków jednorożców, skoro pochodzi z najstarszej znanej cywilizacji na Ziemi. Naukowcy zidentyfikowali nawet zwierzę, które mogło być pierwowzorem tych wizerunków jednorożca. Był nim olbrzymi nosorożec wysoki, smuklejszy i wyższy od współczesnych nosorożców, który wyginął pod koniec plejstocenu, zatem człowiek rozumny miał okazję się z nim zetknąć – przede wszystkim na terenie Azji Centralnej. Być może pamięć o nim przetrwała w ludzkiej świadomości, co skutkowało powstaniem harappańskich pieczęci.
Powracając zatem do cywilizacji dolnego Indusu – jak już zostało powiedziane – była to cywilizacja miejska. I to niemalże od samego początku. Ponadto jej miasta były bardzo precyzyjnie zaplanowane i zorganizowane na wysokim poziomie, z systemem dostarczania wody i odprowadzania nieczystości. Według badań archeologicznych cywilizacja ta nie doświadczyła żadnych znaczących dla jej trwania najazdów, ani wojen, nie rozwijała także wojennego rzemiosła. Miasta trwały, rozwijając się i zapewniając stabilność swoim mieszkańcom przez kilka tysięcy lat. Nawet przybycie Ariów około 1900 roku p.n.e. nie pozostawiło archeologicznych śladów wojny i być może przybycie ich na teren doliny dolnego Indusu miało charakter migracji asymiliacyjnej. Pomimo tego, w tym samym czasie cywilizacja ta zaczęła zanikać. Wśród wielu możliwych przyczyn najczęściej mówi się o przyczynach klimatycznych, które negatywnie wpłynęły na dobre dotąd warunki rolnicze tego obszaru. Być może było to przesunięcie się monsunu, być może było to wyschnięcie ważnej rzeki tego regionu – Saraswati, która w tamtym czasie wpadała do Morza Arabskiego w miejscu obecnego solniska Wielki Rann. Z tym mogło się wiązać pogorszenia warunków życia w miastach i wzrastające przeludnienie. Bez względu na konkretną przyczynę miasta zaczęły pustoszeć, ich mieszkańcy uciekali do małych rolniczych osad w okolicy, część prawdopodobnie wyemigrowała dalej, w stronę Gangesu i ostatecznie rok 1700 p.n.e. uznaje się za koniec tej cywilizacji.
A gdzie tu w tym wszystkim Romowie? Cywilizacja harappańska istniała na obszarze, który częściowo pokrywa się z domniemaną i prawdopodobną indyjską kolebką Romów. Oczywiście pomiędzy upadkiem tej cywilizacji, a wyjściem Romów z Indii minęło ponad 2000 lat. Jednak czy Cyganie wychodzący z Indii mogli być potomkami ludów tworzących tę rozwiniętą miejską cywilizację? Mogli. I w jakimś stopniu tę możliwość potwierdzają badania DNA.
Otóż najprawdopodobniej cywilizację dolnego Indusu tworzyły ludy drawidyjskie. Obecnie zamieszkują one przede wszystkim południowe Indie, co jest skutkiem przybycia Ariów i stopniowego spychania tej grupy etnicznej właśnie ku południowi. Biorąc pod uwagę to, że zgodnie z badaniami romskiego DNA występuje u nich i to jako dominująca haplogrupa H1a, przy braku typowej dla ludów indoeuropejskich haplogrupy R1, mają oni korzenie właśnie wśród ludów drawidyjskich. Doprowadziło to nawet do poszukiwania kolebki Romów nie na pograniczu pakistańsko-indyjskim, lecz na południu Indii.

Mogło jednak być też inaczej i Romowie wcale nie musieli migrować z południa Indii. Być może potomkowie twórców cywilizacji harappańskiej zamieszkiwali w rejonie, w którym kiedyś ona istniała. Być może nie zostali zepchnięcie wraz z innymi ludami drawidyjskimi na południe Indii. Być może pomimo upływu czasu pozostawali ze sobą w związku o charakterze plemiennym aż do VI wieku n.e. Być może wtedy ruszyli na wędrówkę w stronę Europy. Być może współcześnie Romowie są w prostej, choć wcale nie w pełni czystej linii, potomkami najstarszej cywilizacji świata, która przez kilka tysięcy lat była rozwiniętą na wysokim poziomie cywilizacją miejską. Być może współcześni Romowie mają zapisaną w bardzo długotrwałej pamięci grupowej niechęć do uczestniczenia w cywilizacji miejskiej i jej rozwijaniu. Być może tkwi w ich najgłębszej nieuświadomionej pamięci historycznej wiedza o tym, że to już było, że to już mieliśmy, że z tego zrezygnowaliśmy. Bo znudziło się to nam ponad 3000 lat temu, po 3000 tysiącach lat takiego rozwiniętego, cywilizowanego, miejskiego życia. I wiemy, że nie ono jest najważniejsze.

Tak powstają mity. Może nie założycielskie, może wcale nie aż tak potrzebne. Ale być może właśnie tak było. Jeśli tak, to jednorożce zawdzięczamy przodkom współczesnych Romów.



środa, 28 sierpnia 2019

Na zdrowie


Temat zdrowia Romów jest poruszany w różnych aspektach. Kwestia ta stanowi ważny element unijnej strategii ramowej, znajduje odzwierciedlenie w krajowych programach działania, zajmuje się tym tematem WHO oraz praktycznie (w różnym stopniu) każda organizacja mająca w swoich celach wspieranie Romów.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że zdrowie jest jedną z najważniejszych kwestii związanych z ludzkim życiem, leczenie bywa trudne, czasochłonne, często kosztowne, a służba zdrowia działa jak działa… I to nie tylko w Polsce. Nie ma także wątpliwości – na podstawie różnorodnych dokumentów i badań wielu instytucji i ośrodków badawczych – że ze zdrowiem Romów nie jest dobrze, a przynajmniej jest gorzej niż ze zdrowiem całego społeczeństwa Polski i Europy.


Temat zdrowia Romów daje się ująć w dwóch głównych aspektach – pierwszym jest dostęp do usług medycznych, a drugim ogólny stan zdrowia Romów.
W zakresie dostępu do usług medycznych i opieki zdrowotnej mieści się cały szereg zjawisk (przyczyn) związanych z utrudnionym dostępem Romów do tej sfery ich funkcjonowania w społeczeństwie. Nie tylko polskim (albo nawet nie aż tak bardzo polskim, poza pojedynczymi przypadkami jakie zdarzają się w naszej rzeczywistości) problemem jest podejście pracowników służby zdrowia do Romów. Ma on dwa wymiary. Pierwszym jest możliwa niechęć do tej grupy etnicznej, ukształtowana w ramach utrwalonych w świadomości społecznej stereotypów, niechęci do migrantów i innych oraz ogólny antycyganizm. Drugim natomiast jest brak wiedzy (wrażliwości) kulturowej dotyczącej Romów. Nie wiążą się z tym jakiekolwiek złe intencje (a nawet przeciwnie), jednak bez wiedzy o szczególnych różnicach kulturowych kontakt Romów ze służbą zdrowia niesie ze sobą wiele zniechęcających Romów pułapek. O ile z pierwszą z tych dwóch kwestii nie można sobie poradzić, poza przeprowadzaniem ogólnej, powolnej zmiany społecznej oswajającej temat Romów, jako utrwalonych w historii członków każdego europejskiego społeczeństwa, to w przypadku drugiego praktyka międzynarodowa (brytyjska i amerykańska) pozwala na proste i być może także efektywne rozwiązania. Większość pracowników środowisk medycznych edukuje się przez cały czas swojej aktywności zawodowej. Dotyczy to nie tylko podnoszenia kwalifikacji ściśle i bezpośrednio związanych z wiedzą (i umiejętnościami) typowo medyczną, ale także – choć w mniejszym zakresie – także kontaktów z pacjentami. Opracowywane i dystrybuowane w języku angielskim przewodniki kontaktów międzykulturowych (i ich specyfiką) najczęściej dotyczą także Romów. Są bardzo często nad wyraz konkretnymi spisami zasad, wygodnymi w użyciu i nie wymagającymi czytania wielu publikacji i zagłębiania się z temat. W języku polskim powstał tego typu podręcznik (połączony ze szkoleniem) dla policjantów, jednak wciąż brakuje tego typu opracowania dla służb medycznych. Jego stworzenie byłoby jednocześnie i proste i trudne. Proste, bo tego typu publikację mogłoby opracować większość polskich romologów, a konsultacja tekstu z Romami byłaby łatwa. Trudne, bo musiałoby uwzględniać specyfikę polskich grup romskich (czterech, albo i siedmiu), różniących się w wielu kwestiach, w tym także w sile i zakresie specyficznych zachowań i norm kulturowych. Oczywiście część z nich jest wspólna, jednak nie wystarczyłoby z pewnością przetłumaczenie któregoś z istniejących przewodników anglojęzycznych, choć na poziomie struktury lub sposobu opracowania zagadnienia mogłyby być wystarczające.
Jednak nie tylko sama służba zdrowia świadomie lub nie utrudnia Romom chętne korzystanie z profilaktyki i leczenia. Innymi problemami są: kwestia posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego, koszty prywatnej opieki medycznej, niechęć do kontaktów z (jednak) rozbudowanym systemem (medycznej) administracji publicznej, lęk przed narażeniem się na międzykulturowe niezrozumienie. Wszystkie te kwestie są ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązane i dotyczą nie tylko świadomości i wiedzy pracowników służby zdrowia, ale także i Romów. Niewątpliwie w tym zakresie należy docenić bardzo ważną role asystentów romskich (skutecznych nie tylko w zagadnieniach związanych z edukacją Romów), którzy mogą – przynajmniej częściowo – pomóc w rozwiązaniu tych kwestii. Zresztą jest to jeden z celów ich istnienia i funkcjonowania – nie tylko w Polsce, ale i na przykład w ramach programu ROMED (mediatorzy) – w innych państwach europejskich.
Ze świadomości Romów wynika kolejny problem, a mianowicie chęć korzystania Romów z systemu opieki zdrowotnej i konwencjonalnego leczenia, a także stosunek do wcale nie prostej koncepcji zdrowia i choroby. Nawet biorąc pod uwagę większościową część polskiego społeczeństwa łatwo dostrzec chęć podążania ścieżkami niekonwencjonalnymi, wiarę w cudowność prostych (i oczywiście ukrywanych przez lekarzy) terapii. Najbardziej wyraźną oznaką tego są wszelkie (silne w Polsce) ruchy antyszczepionkowe. Nie można zatem dziwić się, że średnio mniej wykształcenia i bardziej zakorzenienie w tradycji (także leczenia naturalnego) Romowie odwlekają wizyty u lekarzy, a często zdrowie pojmują jako możliwość jakiegokolwiek względnie sprawnego funkcjonowania. Nie tylko lekceważą wiele objawów chorób, ale także maja niższy poziom świadomości zdrowotnej, a korzystanie z tradycyjnych, przechowywanych w pamięci rodzinnej sposobów leczenia wielu objawów pozwala niestety na rozwój chorób do etapu nieuleczalności. Jeśli do sytuacji ukształtowanej pod presją tych czynników dołączy się jeszcze złe (także pod względem dostępu do usług komunalnych) warunki mieszkaniowe większości europejskich Romów, to trudno dziwić się, że sytuacja zdrowotna Romów, jak już zostało wspomniane, jest gorsza niż średnia krajowa i europejska.

W 2018 roku European Public Health Alliance (Europejski sojusz na rzecz zdrowia publicznego) przeprowadził bardzo obszerną, wielojęzyczną i wieloźródłową analizę  dotyczącą oczekiwanej długości życia Romów. We wszystkich krajach europejskich współczynnik ten jest w przypadku Romów niższy niż reszty społeczeństwa (od 8 do 14 lat, a w niektórych przypadkach nawet do 20 lat) i jest jednym z kluczowych i wymiernych wyznaczników poziomu zdrowia każdej populacji. Pod uwagę były brane trzy grupy czynników: różnica w oczekiwanej długości życia między Romami i nie-Romami, śmiertelność niemowląt i dzieci, czynniki określające oczekiwaną długość życia.
Trzy podstawowe choć bardzo ogólne konkluzje stanowiły podstawę opracowanego i opublikowanego w grudniu 2018 roku raportu: Romowie w porównaniu do większości populacji cierpią z powodu gorszego zdrowia i niezdrowych warunków życia; potrzebne są bardziej precyzyjne dane, które pozwolą zidentyfikować przyczyny i opracować metody poprawy sytuacji; zły stan zdrowia Romów jest ściśle związany ze społecznymi uwarunkowaniami zdrowia.

https://epha.org/wp-content/uploads/2019/02/closing-the-life-expectancy-gap-of-roma-in-europe-study.pdf

W niektórych państwach członkowskich Unii Europejskiej (np. Bułgaria) śmiertelność wśród romskich niemowląt jest dwukrotnie wyższy niż w przypadku reszty społeczeństwa (w Hiszpanii – trzy razy wyższy, w Bośni i Hercegowinie cztery razy wyższy) i sześciokrotnie mniej spośród nich dożywa do wieku dziecięcego. Romowie są o wiele rzadziej objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym, z opieki medycznej korzystają kompulsywnie – jedynie w przypadku konkretnych zdarzeń, rzadziej są szczepieni, gorzej się odżywiają, częściej zapadają na różnorodne infekcje. Wskaźnik długowieczności (osoby powyżej 75 roku życia) jest wśród Romów o połowę niższy (25,7% wobec 51%).


Jak już zostało powiedziane, wiele grupa czynników pozazdrowotnych także wpływa na poziom zdrowia Romów. Najważniejszym spośród nich, bo zarówno będącym skutkiem, jak i przyczyną całej grupy negatywnych zjawisk jest ubóstwo. Według aktualnych badań, aż 80% Romów żyje z dochodem poniżej progu zagrożenia ubóstwem. Dane z całej Unii Europejskiej dla całego społeczeństwa mówią natomiast o 17%. Najgorsza sytuacja panuje w Hiszpanii, Grecji i Chorwacji, gdyż w państwach tych współczynnik ten dla Romów przekracza 90%. Ściśle wiąże się z tym sytuacja mieszkaniowa i warunki sanitarne. Przykładowo w Rumunii 79% Romów mieszka w domach bez toalety i łazienki.


Sposobów na rozwiązanie trudnej sytuacji Romów w zakresie zdrowia (dostępu do i chęci korzystania z systemu opieki zdrowotnej) jest wiele. Praktycznie każde państwo europejskie znajduje własną ścieżkę, opracowuje własny program i ma oryginalna koncepcję rozwiązania tego problemu. Niektóre wydają się być nawet choćby częściowo skuteczne. Biorąc pod uwagę zakres i ukierunkowanie większości tego typu działań i pomysłów, kolejność zadbania o zdrowie wśród Romów na pierwszym miejscu stawia dzieci, tuż za nimi kobiety, a na końcu mężczyzn. Niewątpliwie ważnym czynnikiem, który może wspomóc realizację docelowej poprawy poziomu zdrowia wśród Romów jest zatem jak najpowszechniejsze korzystanie przez nich ze sformalizowanej (i często ukierunkowanej na romskie dzieci) opieki przedszkolnej, mogącej kształtować wczesne postawy prozdrowotne i jednocześnie zapewniającej lub wspomagającej dostęp do podstawowej opieki medycznej.
Podstawą poprawy poziomu zdrowotnego Romów jest oczywiście ich pełniejsze włączenie w głównonurtowe życie społeczne (w tym w zatrudnienie i edukację), natomiast na nieco bardziej konkretnym (choć wciąż ogólnym) poziomie konieczne jest nie tylko wspieranie Romów przez asystentów romskich wspomagających możliwość korzystania z usług medycznych, ale przede wszystkim edukacja. I to edukacja, która z jednej strony musi być skierowana do Romów, podnosząc ich świadomość zdrowotną, ale także edukacja skierowana do pracowników służby zdrowia, wyjaśniająca ważne i stawiające konkretne bariery różnice kulturowe, uwrażliwiająca ich etnicznie w celu skutecznego, chętnego i jak najmniej stresogennego korzystania przez Romów z usług medycznych. W tle takiego edukacyjnego kierunku pojawia się także kwestia ciągłej i nastawionej na zmianę (rozwój) edukacji całego społeczeństwa, która powinna skutkować zmniejszeniem poziomu codziennej dyskryminacji Romów.



niedziela, 18 sierpnia 2019

Iliryjscy Romowie


Rozważając sytuację Romów w Albanii trzeba brać pod uwagę – nie jako kwestię wiodącą, ale w jakimś stopniu wpływającą na albańską rzeczywistość i aspiracje – to, że państwo to ma bardzo mocna podstawę historycznie etniczną. Albańczycy utożsamiają się z Iliryjczykami (których są odległymi potomkami), czyli ludem indoeuropejskim, który zamieszkiwał tereny wschodniego wybrzeża Adriatyku już w czasach wczesnorzymskich. Samo w sobie nie jest to bardziej groźne, niż polskie legendy o przodkach – Sarmatach, jednak w tym przypadku Albańczycy odwołują się do terenów zamieszkałych (ponoć) przez Iliryjczyków w tamtym czasie, jako do ziem przynależących do Wielkiej Albanii, choć pierwsze ich państwo powstało dopiero w XII wieku (i to mniej więcej w obecnych granicach). Ten mit ma charakter polityczny i został ożywiony po I wojnie światowej, funkcjonując do dziś.

https://syshqiponje.wordpress.com/2015/04/19/kuq-e-zi-soccer-the-flag-and-greater-albania/

Czy pozostaje to tylko niegroźnym (jak polskie Międzymorze) marzeniem o chwale i wielkości, czy też realnym planem politycznym można oceniać w świetle powstania niezależnego Kosowa. Od II wojny światowej systematycznie (i programowo) zwiększała się liczba Albańczyków na tym terenie, co umożliwiło ostatecznie jego oddzieleni do Serbii. Obecnie premier Albanii powtarza, że przyłączenie go do Albanii jest tylko kwestią czasu.
W tym kontekście, choć już raczej należy traktować to należy jako ciekawostkę bez politycznego znaczenia, Wołosi są uznawani za potomków Iliryjczyków. A ponieważ jednymi z przodków polskich górali byli właśnie Wołosi, zasięg etnicznej Wielkiej Albanii można by jeszcze bardziej rozszerzać…

W ramach cywilizowania (wybaczcie Iliryjczycy) Albanii i zbliżania jej do systemu europejskich wartości rząd bardzo poważnie podchodzi do sytuacji i kwestii Romów. Jednak przed pochwałami należy przypomnieć, że jedną sprawą jest przyjmowanie doskonałych programów wsparcia i integracji, a nawet jak najbardziej pozytywne ich raportowanie, a czymś innym pozostaje codzienność i realna realizacja działań na poziomie lokalnym, a także ich długoterminowa skuteczność. Aby nie szukać daleko wystarczy spojrzeć na sytuację polskich Romów i efektywność polskiej strategii (bez względu na to jak zostanie oceniona w raporcie ewaluacyjnym).
Albania wraz z Czechami, Słowacją, Węgrami, Hiszpanią, Bułgarią, Rumunią, Chorwacją, Bośnią i Hercegowiną, Macedonią, Czarnogórą oraz Serbią brała udział w Decade of Roma Inclusion 2005–2015,  o której (nie)skuteczności można by wiele mówić.
Jednak do prawdziwie ważnego wydarzenia doszło w 2017 roku, kiedy to albański Parlament przyjął ustawę w sprawie „Ochrony mniejszości narodowych w Republice Albanii”. W jej wyniku albańscy Romowie zostali oficjalnie uznani za mniejszość narodową (jedną z dziewięciu w tym państwie). Wcześniej byli traktowani jako mniejszość etniczno-językowa i zmiana ta w albańskim systemie prawnym ma znaczenie, odmiennie niż w polskim systemie, w którym w rzeczywistości różnica (w dalszym ciągu jednak istotna) pomiędzy mniejszością narodową a etniczną jest niewielka. Z formalnego punktu widzenia Romom zagwarantowano w ten sposób prawo do równego i równoprawnego uczestnictwa w życiu publicznym, kulturalnym, społecznym i gospodarczym, zachowania swojej tożsamości kulturowej, nauki własnego języka, wolności wypowiedzi, myśli i informacji. Ważnym pakietu tych nowych praw był także zakaz dyskryminacji z przyczyn kulturowych, etnicznych lub językowych. Nie mniej istotnym skutkiem przyjęcie tej ustawy  jest także włączenie przedstawicieli Romów do prac rządu w ramach Komitetu ds. Mniejszości Narodowych, odpowiedzialnego za konsultację i ukierunkowywania polityki rządu w sprawach mniejszości.


Pojedyncze informacje liczbowe dotyczące Romów w Albanii pochodzą jeszcze z czasów funkcjonowania Decade of Roma Inclusion 2005–2015, choć do 2010 roku właściwie brak było jakichkolwiek danych. Według różnych źródeł liczebność Romów w Albanii określa się na 0,25-0,42% całej populacji. To niewiele, jednak i tak proporcjonalnie w stosunku do wszystkich mieszkańców tego państwa jest to o wiele więcej niż w Polsce. Romowie są podzieleni w Albanii na 6 głównych grup wyróżnianych kulturowo i językowo. Dwie największe to Erli (49,8%) i Meckar (33,5%). Poza jedną z tych grup mówią głównie po albańsku, używając także własnego języka, a dodatkowym bardzo często jest język grecki. Połowa albańskich Romów jest analfabetami. W około 88% procent przypadków rodziny romskie pozostają czysto romskie i nie ma w nich osób z innych grup etnicznych i narodowości. 15% Romów żyje w warunkach, które trudno określić inaczej niż koczowiska. Najważniejszym (najczęściej posiadanym) sprzętem AGD okazał się telewizor (83% rodzin), na drugim miejscy była lodówka (52% rodzin). Najrzadziej natomiast (4%) pojawiał się komputer.
Na koniec Dekady dokonano podsumowania w głównych obszarach wrażliwych ze względu na wykluczenie Romów. Zasadniczo dane ogólne nie odbiegały od bolączek większości społeczności romskich, choć bywało, że miały większą skalę niż w innych państwach bałkańskich i co było podkreślane w ocenie – wskaźniki pogorszyły się przez kilka lat poprzedzających 2015 rok. W zakresie edukacji niewielu Romów kończyło pierwszy lub drugi stopień edukacji, a dane dotyczące trzeciego stopnia (studia) są wręcz śladowe. Wzmocnieniu uległa także szkolna segregacja. Wzrosło natomiast w tym czasie nieformalne (szara strefa) zatrudnienie romskich kobiet. Pogorszyła się sytuacja Romów w zakresie mieszkalnictwa, choć wyłączony został z tego dostęp do czystej wody, będący problemem wielu społeczności romskich w całej Europie środkowej i południowej. W zakresie ochrony zdrowia Dekada nie pozyskała danych porównawczych mogąc być podstawą do oceny zmiany i jedynie w zakresie upowszechnienia ubezpieczenia zdrowotnego nieznacznie wzrosła ich liczba wśród tej mniejszości. Pomimo tego, że ogólna sytuacja w zakresie ubóstwa Romów nieco się poprawiła, to jedna w dalszym ciągu Romowie mieli dochód mniejszy o 40% od reszty albańskiej populacji, a o 22% Romów więcej niż w społeczności albańskiej żyło w skrajnym ubóstwie. Ponadto – i tu nie ma co liczyć na zmianę w tym zakresie, bez względu na to jak pięknie będzie się mówiło o równości i współżyciu różnych grup etnicznych w Albanii – 40% Romów odczuwało dyskryminację.

http://documents.worldbank.org/curated/en/372571554413509160/pdf/Regional-Roma-Survey-Briefs.pdf

Najnowsze wyniki badań Banku Światowego nie odbiegają znacząco od danych, jakie pojawiły się na koniec Dekady i to w  żadnym z wrażliwych obszarów.

W 2016 roku w Albanii został przyjęty narodowy plan integracji Romów (i Egipcjan – grup żyjących w sposób podobny do Romów, jednak nie identyfikująca się z nimi, pomimo prawdopodobnego wspólnego pochodzenia) na lata 2016-2020.

https://www.rcc.int/romaintegration2020/download/docs/National%20Roma%20Integration%20Strategy%20AL%202016-2020.pdf/b98927eec4630f720e5cb27f469a92ac.pdf

W pewnym stopniu jest on powiązany ze strategią Unii Europejskiej na rzecz Romów i teoretycznie odpowiada potrzebom romskiej populacji w Albanii, w swych zamierzeniach włączając w jego realizację romskie organizacje. Strategia została skonstruowana w bardzo odpowiedzialny i zaawansowany społecznie sposób. Uwzględnia zarówno wszystkie obszary wrażliwe, jak i przyjmuje potencjalnie skuteczne metody realizacji wsparcia dla Romów oraz badania zmiany i postępów. Wzmacnia także ogólną ochronę socjalną wobec Romów i angażuje (w ramach wymiaru horyzontalnego), wiele albańskich instytucji rządowych.
Coroczne sprawozdania z realizacji romskiej strategii w Albanii są bardzo rozbudowane, precyzyjne i zawierają konkretne informacje, rekomendacje oraz podkreślają zarówno sukcesy, jak i porażki. To bardzo dobrze wróży nie tyle skuteczności albańskich działań, ile ich trwałości i wiarygodności. W ten sposób Albania wyprzedziła Polskę, która nie publikuje corocznych raportów (zapewne są zbędne) i koncentruje się raczej na wykazaniu (za wszelką cenę) sukcesów niż realizacji prawdziwej pomocy Romom. Nie ma jednak pewności, że Albanii wystarczy cierpliwości do wieloletnich działań z Romami (kolejnych strategii 2020+), jednak pozostaje mieć taką nadzieję.

Pomimo tego, że w opinii Amnesty International Albania była wobec społeczeństwa jednym z najbardziej represyjnych państw świata, to zarówno samo państwo, jak i Albańczycy wciąż się zmieniają. Państwo to należy do NATO i kandyduje do Unii Europejskiej, a turystyka staje się coraz ważniejszym składnikiem dochodu narodowego. Wpływa to także na sytuację Romów, która jednak w dalszym ciągu pozostaje trudna – jak w przypadku większości państw bałkańskich i każdego państwa etnicznego lub narodowego. Biorąc pod uwagę aspiracje albańskiego i ogólny kierunek zmian wytyczonych przez proromskie strategie i podejmowane działania można żywic pewną nadzieję (oby nie złudną, co niestety podpowiada praktyka społeczna), że być może sytuacja Romów w Albanii realnie się poprawi i to najszybciej spośród wszystkich państw bałkańskich.



czwartek, 8 sierpnia 2019

Romni w badaniach FRA


O romskich kobietach (Romni) zawsze trzeba pisać dużo. Trzeba je wspierać. Trzeba o nich mówić. Trzeba wskazywać na to jaki wysiłek wciąż podejmują. To one są dyskryminowanymi wśród dyskryminowanych (zatem piętrowo i przez to intensywniej). To one są głównym czynnikiem potencjalnych (ewolucyjnych, ale jednak) zmian w środowisku romskim. To one – choć obarczone obowiązkami codziennej organizacji domowego ogniska – patrzą o wiele dalej w przyszłość niż Romowie (mężczyźni), tradycyjnie i patriarchalnie skupienia na zapewnieniu bytu rodzinie.
Bez względu na to,  jak dumni możemy być z europejskiego międzypłciowego równouprawnienia, nie można zapominać, że nie jest ono dane od zawsze i ściśle wiąże się z rozwojem cywilizacyjnym Europy. Trzeba także pamiętać, że coś tak pozornie oczywistego jak prawa wyborcze kobiet jeszcze w 1989 roku nie dotyczyło jednego ze szwajcarskich kantonów, a i obecnie – także w Polsce – aktywnie działają partie, których liderzy twierdzą, że prawo takie jest kobietom zbędne.
Nie sposób zatem nie zgodzić się z opinią Unii Europejskiej, że wszystkie kobiety są dotknięte nierównościami w różnych obszarach. Natomiast Romni stają przed dodatkowymi wyzwaniami, ponieważ skrajne ubóstwo, wykluczenie i dyskryminacja jeszcze bardziej wzmacniają ich gorszą sytuację. Uogólniając – w najbardziej kluczowych i wymiernych pod względem możliwości pomiaru obszarach (edukacja, zatrudnienie, opieka zdrowotna) – są one w o wiele gorszej sytuacji zarówno w stosunku do Romów i kobiet w populacji ogólnej. Dodatkowo często żyjąc w trudnych warunkach materialnych i mieszkaniowych, są jeszcze bardziej pokrzywdzone i zagrożone wykluczeniem i marginalizacją. W szczególnie trudnej sytuacji są te romskie kobiety, które wychodzą za mąż i zakładają rodziny w bardzo młodym wieku oraz te, które są ofiarami przemocy domowej.
Zarówno działania strategiczne Unii Europejskiej, jak i państw członkowskich zmierzają do zmiany nie tylko w zakresie ogólnej (lub szczególnej) sytuacji Romów, ale także koncentrują się (w bardzo różnym stopniu) na zmniejszeniu nierówności pomiędzy płciami wśród obywateli pochodzenia romskiego. Jednak tak jak w tym zakresie w dalszym ciągu istnieje różnica w sytuacji, prawach i codzienności pomiędzy płciami w całym społeczeństwie europejskim, tak też jest i w o wiele bardziej tradycyjnych i patriarchalnych społecznościach romskich

https://fra.europa.eu/en/publication/2019/eumidis-ii-roma-women

Biorąc pod uwagę taką sytuację nie można się dziwić, że FRA (European Union Agency for Fundamental Rights) przeprowadzając badania („Drugie badanie mniejszości i dyskryminacji w Unii Europejskiej - kobiety romskie w dziewięciu państwach członkowskich UE” – opublikowane w kwietniu 2019 roku) w dziewięciu państwach członkowskich Unii Europejskiej (Bułgaria, Czechy, Grecja, Hiszpania, Chorwacja, Węgry, Portugalia, Rumunia, Słowacja) skoncentrowało się na sytuacji kobiet (przeprowadzono prawie osiem tysięcy wywiadów z Romni), analizując ich sytuację w edukacji, zatrudnieniu i zdrowiu, a także stopień, w jakim doświadczają dyskryminacji motywowanej nienawiścią, prześladowania i przemocy fizycznej. Badanie bierze pod uwagę wiele różnorodnych czynników społecznych, jednak na poziomie ogólnym dotyczą one obszarów wskazanych powyżej.
Wnioski (ogólne i szczegółowe) odnoszą się do potrzeby dalszego kształtowania (być może będą one wprowadzone w nowej unijnej romskiej strategii po 2020 roku w ramach „świadomość wymiaru płci”, jednak trzeba pamiętać, że jej charakter jest bardzo ogólny i bez konkretyzacji na poziomie państw członkowskich pozostanie one jedynie ogólnoeuropejskim drogowskazem) narzędzi i środków integracji Romów uwzględniających płeć, zaprojektowanych i wdrażanych wspólnie z romskimi kobietami lub przynajmniej ze świadomym uwzględnieniem ich sytuacji i potrzeb. Ważną kwestią, która wynika z tego badania jest konieczność utrzymania równowagi pomiędzy pomocą społeczną i socjalną, a zagwarantowaniem możliwości aktywności zawodowej. To ponownie jest odwołanie do poziomu co najmniej krajowego (ale także i samorządowo-lokalnego). W przypadku Polski odnosi się to pośrednio także do dofinansowania w ramach MAMA 4 plus oraz Rodzina 500 plus, które w oczywisty sposób wspomagają decyzję o zaangażowaniu się w wychowywanie dzieci, jednak jednocześnie są czynnikami wykluczającymi kobiety z rynku pracy. Dla wielu polskich Romni są składnikami utrwalania ich biernej zawodowo sytuacji i w znacznym stopniu rujnują wygenerowaną przez ostatnie latach chęć udziału w projektach ukierunkowujących i pobudzających je zawodowo.


Wśród innych wniosków z badania bardzo ważnym jest także kwestia dostępu do wczesnej edukacji i opieki nad dzieckiem (poziom przedszkolny), które mogłyby zapewnić kobietom romskim czas na naukę, zdobycie kwalifikacji i umiejętności, a w konsekwencji także poszukiwanie pracy. Z tym wiąże się bardzo ważna kwestia wczesnych (wiekowo) małżeństw romskich dziewcząt


Tu ogromne znaczenia mają czynniki ograniczeń kulturowych i tradycyjnej roli kobiety. Zależy to co prawda od konkretnej społeczności romskiej, czasem rodziny, jednak uśredniając w tym zakresie sytuacja Romni jest o wiele trudniejsza niż kobiet ze społeczeństwa głównonurtowego. Sytuacja wczesnego przerywania nauki dotyczy także mężczyzn, którzy ze względu na potrzebę zapewnienia dochodu rodzinie rozpoczynają pracę niewymagająca kwalifikacji w młodym wieku, co odbiera im możliwość rozwoju osobistego i zdobywania nowych umiejętności.


Nieustająco powtarza się także wniosek dotyczący wzmocnienia głosu kobiet romskich w życiu publicznym i we własnych społecznościach. Warunek często trudny do realizacji. Nie każda Romni ma tak komfortową sytuację, że może zajść tak wysoko w tym zakresie jak Lívia Járóka z Węgier, która od lat jest bardzo aktywną europosłanką i w swoich parlamentarnych pracach koncentruje się na sytuacji romskich kobiet w Europie. Jednak – jak zostało wspomniane na początku – to romski kobiety są bardziej aktywne i rzeczywiście to one częściej działają w organizacjach pozarządowych. Co do ich roli decyzyjnej (lub choćby siły głosu) w tradycyjnych społecznościach romskich – bywa różnie. Jednak zawsze potrzebują wsparcia mężczyzn i to mężczyźni ostatecznie decydują.


Niezrzucając niesłusznie odpowiedzialności na Romów trzeba uznać, że wciąż w niewystarczającym stopniu korzystają oni z możliwości oferowanych przez wykwalifikowanych pośredników (asystenci romscy, mediatorzy, program ROMED Rady Europy) w kwestiach związanych z edukacją i korzystaniem z opieki zdrowotnej, czyli w obszarach, w których ta pośrednicząca pomoc ma potwierdzoną skuteczność. Autorzy raportu dostrzegają rozwiązanie tej luki albo w bardziej precyzyjnym finansowaniu tych inicjatyw, albo w przeformułowaniu sposobów działania w tym zakresie.


Ostatnim choć nie najmniejszym problemem jest kwestia antycyganizmu. Jest on określany jako „budząca grozę bariera integracji społecznej zarówno kobiet, jak i mężczyzn” i nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Wpływa nie tylko na codzienną (najbardziej uciążliwą) dyskryminację, ale także na każdy wrażliwy element życia. Jest przy tym bardzo bolesny dla społeczności romskiej, bowiem wykraczając poza kwestie zatrudnienia, opieki zdrowotnej czy choćby warunków mieszkaniowych i dostępu do usług komunalnych, dotyczy także sfery edukacji, szkoły i po prostu dzieci.

W wyniku badań FRA powstał kolejny raport, który może być podstawą (jako diagnoza) do świadomego zaprojektowania przyszłych programów, projektów, działań, mogących poprawić sytuację Romni i w konsekwencji całej społeczności romskiej, wpływając pozytywnie na europejską codzienność poprzez podniesienie poziomu spójności społecznej i gospodarczej. Wyniki i wnioski z niego nie odbiegają zbytnio od tego co było dostrzegane i opisywane na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Aby zostały efektywnie wykorzystane potrzeba wielu warunków praktycznych i instytucjonalnych. Jednak najważniejszym z nich jest powstrzymanie antycyganizmu, co wiąże się z najtrudniejszą kwestią – zmianą świadomości społeczeństwa większościowego.



niedziela, 28 lipca 2019

Polski program romski będzie oceniony


Zbliża się 2020 rok, w którym zgodnie z cyklem organizacyjno-funduszowym Unii Europejskiej zakończy się pierwszy cykl unijnej Strategii Romskiej. Zostanie ona – w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i realizację krajowych strategii państw członkowskich i zmieniającą się sytuację społeczną, gospodarczą oraz w pewnym stopniu także polityczną – zmodyfikowana. Kierunek zaplanowanych zmian zasadniczo wydaje się słuszny, uwzględnia postulaty wyrażane w ciągu ostatnich lat w raportach pod postacią czasem druzgocącej krytyki, choć pewnemu rozproszeniu i zadaniowemu ukierunkowaniu ulegną jej poszczególne punkty. Jej ogólne cele pozostaną bez zmian, choć niektóre zostaną wzmocnione i zapewne w nieco inny sposób (z naciskiem na inne elementy) sformułowane (tak będzie choćby z kwestią odgłównonurtowej dyskryminacji). W dalszym ciągu (i nawet mocniej) będzie starała się ona włączyć Romów do głównego nurtu życia społeczeństwa europejskiego, jednak nie można – przy jakiejkolwiek próbie oceny – zapominać, że jest to strategia ramowa, cele są długoterminowe i ogólnoeuropejskie, realizując przy tym paradygmatyczne założenia funkcjonowania całej Unii Europejskiej. Ponadto – i to ma znaczenia kluczowe – jej efektywność zależy bodaj w największym stopniu od tego, jak zostaną sformułowane i jak będą realizowane (także w wymiarze finansowym) krajowe programy, będące jej praktycznym wyrazem w poszczególnych państwach członkowskich.
U początku funkcjonowania unijnej strategii po 2011 roku poszczególne państwa członkowskie podążyły dwiema ścieżkami. Albo od początku (często w oparciu o jednostkowe, lokalne i pilotażowe działania krajowe) tworzyły strategie krajowe, albo też przeformułowywały lub reinterpretowały zgrabnymi dodatkowymi opisami w dokumentach (tak było w przypadku Polski) swoje dotychczasowe ogólnokrajowe programy romskie. W pierwszym przypadku wyznaczano koniec tych działań na 2020 rok – ujednolicając datę z czasowymi założeniami strategii unijnej. W drugim – przy okazji przedłużania (w Polsce) lub reformy krajowej strategii także starano się aby data 2020 był datę końcową. Miało to oczywiście na celu dopasowanie do założeń unijnych i w domyśle – możliwość uruchomienia kolejnych edycji programów zgodnie z unijną intencją, uwzględniając przy tym przyszłe nowe założenia strategiczne.

„Program integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020” u swego uruchamiającego początku wydawał się być przeklęty (przez jakąś wiedzącą mądrą starą Cygankę) i w rzeczywistości (poza niewielkim i celowym wsparciem w roku jego startu – małe granty w dziedzinie edukacji) został uruchomiony w pełnym wymiarze dopiero w 2015 roku. Bardzo mu to nie zaszkodziło, choć 2014 rok nie był dobrym czasem dla wielu romskich organizacji, dla których był podstawą funkcjonowania. Pozytywnym zjawiskiem było to, że ówczesny rząd (nie wiedzieć czemu, bo Romowie się o to nie starali) znacznie podwyższył alokację środków na realizację programu, co w przeliczeniu na jednego Roma na jeden rok działania programu dało nieco ponad 400 zł. Jednostkowo kwota niewielka (rocznie to 15 razy mniej niż jest przeznaczane w ramach „Rodzina 500+” na jedno romskie dziecko), jednak kwota całkowita na 7 lat była znaczna. I to w późniejszym czasie zostało wypunktowane przez „Gazetę Polską” w artykule „Cygański biznes Kopacz i Tuska”. Był to oczywiście element walki politycznej, jednak tak naprawdę szkodził przede wszystkim Romom. Jednak już wcześniej pojawiły się bolesne rysy na całym programie i sposobach jego realizacji. Największym problemem było to, w jaki sposób Limanowa chciała pomóc swoim Romom. A chciała efektywnie – wysiedlając ich do innych gmin, a nawet powiatów. Niewątpliwie sprawa była huczna i wzbudziła reakcje mieszkańców, władz samorządowych, Romów, a także Najwyższej Izby Kontroli, która przeprowadziła badanie „Realizacji przez gminy z województwa małopolskiego zadań w ramach Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014–2020”. Negatywne uwagi dotyczyły zarówno władz samorządowych, zaangażowania Romów, jak i samego kształtu programu. Na pewnym ogólnym poziomie nie różniły się jednak od krytyki jaka od lat i nie tylko w polskim przypadku wiąże się z rzetelną oceną jakichkolwiek działań skierowanych do Romów i próbą ich włączenia do głównonurtowego społeczeństwa Europy.

To tyle jeśli chodzi o zgrubną i niedokładną historię początków i realizacji polskiej rządowej pomocy Romom. Jest rok 2019 i nadszedł czas na rozpoczęcie oceny całego programu na lata 2014-2020. Dlatego też 26 czerwca tego roku pojawiło się ogłoszenie o otwartym konkursie na realizację zadania publicznego „Przeprowadzenie badania ewaluacyjnego Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014 – 2020”.

https://www.gov.pl/web/mswia/otwarty-konkurs-ofert-na-realizacje-w-2019-r-zadania-publicznego-pn-przeprowadzenie-badania-ewaluacyjnego-programu-integracji-spolecznosci-romskiej-w-polsce-na-lata-2014-2020

Celem ewaluacji jest zidentyfikowanie słabych i mocnych stron działań podejmowanych w ramach Programu integracji oraz ocena wpływu podjętych działań na podniesienie poziomu integracji obywatelskiej społeczności romskiej w Polsce. Ewaluacja ma służyć modyfikacji założeń programu (dokumentów programowych) oraz być wsparciem dla stworzenia przyszłej wersji programu.
Czas na przygotowanie wniosku został wyznaczony na 30 dni, realizacja projektu – do końca tego roku, kwota całości dotacji – 200 tysięcy złotych.
Ponadto w tekście ogłoszenia pojawiły się dodatkowe warunki terminowe. W 10 dni od podpisania umowy ma zostać przedstawiony wstępny raport metodologiczny, a po kolejnych 10 dniach – jego ostateczna wersja. Ponadto wstępna wersja raportu końcowego ma być gotowa do końca października tego roku.
Patrząc na te wymogi realizacji można zastanawiać się, czy jest to możliwe? Nigdy nie zdarzyło się, aby rzetelne ewaluacje mogły być realizowane szybko. W tym przypadku wydaje się być ona zaplanowana bardzo szybko. NIK we wspomnianej kontroli z 2016 roku badał zaledwie 7 gmin, a raport końcowy został opublikowany dopiero pod koniec czerwca 2017 roku. W przypadku tego zadania publicznego mającego badać cały Program w całej Polsce, licząc że jakaś organizacja rozpoczęła intensywne prace już w momencie ogłoszenia konkursu i że będzie to realizowała do końca roku, na wszystkie prace zostało zaplanowane 6 miesięcy. A jak wyglądają realia? W terminie 14-30 dni oferty zostaną ocenione merytorycznie. Po 30 dniach do daty terminu składania ofert zostanie powołana komisja konkursowa. Po 14 dniach komisja wybiera najkorzystniejszą ofertę. Decyzję o przyjęciu/odrzuceniu oferty Minister podejmuje w kolejne 14 dni. Do tego 3 dni proceduralne i dla publikacji w BiP. W sumie koniec procedur wypada około 28 września. Do tego podpisanie umowy na realizację i już 1 października można ruszać z działaniami. Tymi, które na koniec tego samego miesiąca mają skutkować wstępnym raportem końcowym. I dla których realizacji trzeba przedstawić do 20 października ostateczny raport metodologiczny, na podstawie którego badania powinny być realizowane. Jakoś tak wychodzi 10 dni na – zgodną z przyjętą i zatwierdzoną metodologią – realizację części przynajmniej badań, skoro do końca października ma powstać wersja wstępna raportu końcowego. Zapewne wystarczą jego „ramy” niewypełnione danymi, a to można zrobić na bazie przyjętej metodologii. Można także wykorzystać jedyne dostępne (w sumie dlaczego jest tylko jedno?) „Sprawozdanie z realizacji Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020 w 2015 r.”, sprawozdania (i opracowania) z realizacji „Programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce na lata 2004-2013”, raport NIK i sprawozdawcze komunikaty Komisji dotyczące unijnej strategii. To jednak w całości daje jedynie podstawę ogólnego kształtu ewaluacji, ale nie dostarcza konkretnych danych, mających ją wypełnić.
Czyli że się nie da? Da się. Wszystko się da. Musi być wyznaczony cel i niejedne organizacja podejmie się takiego zadania. Jest w końcu na to 200 tysięcy, a wiele organizacji ma wysoki potencjał organizacyjny. I co w tym przypadku bardzo ważne – znaczny potencjał badawczy i organizacyjny. To jednak w rzeczywistości nie jest aż tak proste. Ma na to wpływ to, jak zostały (zresztą chyba słusznie i nie ma się co tego czepiać) zostały sformułowane warunki dostępu do tego konkursu. Aplikująca organizacja musi bowiem w swoim dorobku z ostatnich lat mieć dwa ewaluacyjne badania społeczne. Do tego posiadać ekspertów z zakresu badań społecznych, jakościowych i ilościowych oraz eksperta z romologiczno-cyganologicznego. Da się? Tak. Mogłyby to zrealizować choćby któraś z dwóch największych organizacji romskich, czterech uczelni lub jakaś całkowicie zewnętrzna ale szybka i doświadczona organizacja konsultingowo-ewaluacyjna.
Co jednak trzeba zbadać? Sporo, choć wyznaczony plan jest planem minimalnym. Trzeba przeprowadzić wywiady pogłębione z wybranymi pracownikami centralnej i terenowej administracji rządowej, jednostek samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, romskich organizacji pozarządowych, Romami biorącymi udział w poszczególnych projektach. Do tego jeszcze dochodzi badanie ankietowe realizatorów i beneficjentów ostatecznych. W sumie to wszystko jedynie z 5 województw (małopolskie, śląskie, dolnośląskie, lubelskie i zachodniopomorskie). Można oczywiście więcej. Ale nie trzeba. I znowu. Da się? Tak. Choć może być to jednak dużo trudniejsze niż wyglądało jeszcze akapit wcześniej. Bo choćby pod uwagę taki jedne dość standardowy problem – czy Romowie (beneficjenci ostateczni, a nie wyłącznie ci z organizacji romskich) odpowiedzą na pytania ankietowe? Zapewne tak, o ile przyjdzie do nich ktoś kogo znają, ktoś polecony, albo zaprzyjaźniony. Zatem ideałem byłoby gdyby zadanie publiczne realizowała któraś z romskich organizacji. Jednak czy na pewno? Bo niby która ma szansę dotrzeć do Romów w całej Polsce, a właściwie z tych konkretnych wymienionych województw? Ta z małopolskiego czy ta z zachodniopomorskiego? Romowie nie są jednolici w Polsce. Różnią się wieloma kwestiami, łącznie z sympatią i także antypatią w stosunku do konkretnych organizacji. Żadna z nich nie reprezentuje wszystkich Romów. Optymalnie chyba byłoby gdyby jednak zadania publiczne realizowała nieromska organizacja, na poziomie cyganologicznego eksperta reprezentowana (firmowana) przez kogoś, do kogo Romowie nie mają negatywnego nastawienia, a kto jednocześnie współpracuje z jak największą ich liczbą. I wtedy da się. Choć w dalszym stopniu nieco przerażająca pozostaje krótka perspektywa czasowa wyznaczona na badania terenowe (wszędzie trzeba pojechać), po których trzeba się zająć kodowaniem i opracowywaniem danych oraz ich analizą i interpretacją.
Jest tak jak to zazwyczaj bywa z zadaniami publicznymi. Czas i finansowanie przeznaczone na nie są o wiele mniejsze niże te, których by potrzebowała jakakolwiek instytucjonalna reprezentacja rządowa na realizację tego samego celu. NGO i zadania publiczne stały się już dawno tańszym sposobem na wykonanie zadań rządowych, na które jest za mało środków i czasu.
Jednak przecież warunki zadania przygotowywali specjaliści znający sytuację i specyfikę romskiej mniejszości z Wydziału Mniejszości Narodowych i Etnicznych Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych MSWiA, zatem nie tworzyliby przecież niemożliwego do realizacji zadania. Chyba nie. Kto ich tam wie, jakie instytucjonalne, proceduralne i administracyjne uwarunkowania wpływają na ich pracę. No najwyżej ewaluacja będzie niereprezentatywna, niepełna, nic nie poprawi itd., itp. Ale jeśli będzie zgodna z warunkami realizacji zadania, to będzie wszystko dobrze.
No nie wszystko. I skutki mogą być różne. Ocena tego programu, a właściwie jego realizacji i znacznej dominacji samorządu jest negatywnie oceniana przez większość Romów. Czy zostanie to potwierdzone w ocenie? Nie wiadomo. A jeśli tak, to może skutkować nie tyle próbą przeformułowania i usprawnienia programu (ech te rekomendacje poewaluacyjne), ile ograniczeniem środków, które nie są efektywnie wydatkowane. Ograniczenie „zbędnego” wydawania pieniędzy publicznych na mniejszość romską może być łatwo uzasadnialne. Wystarczy przyjąć odpowiednią retorykę.

Szkoda, że to zadanie publiczne nie zostało ogłoszone w grudniu. Tak aby na jego realizację był prawie rok budżetowy. Nawet z takimi samymi środkami. Szkoda też, że nie zostały ogłoszone dwa zadania publiczne na dwie niezależne oceny. Nie musiałyby nawet mieć w pełni takich samych założeń merytorycznych. To z pewnością podniosłoby efektywność oceny.
Jakie będę wyniki konkursu, kto wygra, jak będzie wyglądał raport końcowy i jego skutki dla polskich Romów i polskiego programu – czas pokaże. Oby ocena była wiarygodna. Oby rekomendacje i ich skutek wzmocniły i uzdrowiły wsparcie dla Romów. Oby.



czwartek, 18 lipca 2019

Cyganie w kosmosie


A właściwie to tylko jeden węgierski Rom. I nie do końca naprawdę, albo zupełnie nie naprawdę, tylko w filmie węgierskiego reżysera Balázsa Lengyela „Lajkó. Cygan w kosmosie”, dla którego był to pierwszy film pełnometrażowy. I to udany. Z jedną międzynarodową nagrodą filmową.
Ponieważ ważniejszy jest nie finał filmu, ale to jak to wszystko się toczyło i jak zostało opowiedziane, dalej pojawią się spojlery. A sam historyjka została pokazana całkiem ładnie.

https://vimeo.com/256780704

Węgierski podbój kosmosu był realizowany w ramach programu Interkosmos, w którym zapewniony był udział krajów socjalistycznych w programie kosmicznym ZSRR. Węgierski kosmonauta – Bertalan Farkas – poleciał w kosmos w maju 1980 roku


Jednak program ten zaczął się w latach 60, a wydarzenia z filmu opowiadają o locie węgierskiego Roma jeszcze przed Gagarinem (którego zresztą poznaje na Bajkonurze), w 1957 roku. Jest to zresztą jeden z elementów odrealnienia tej sentymentalno-groteskowo-ironicznej komedii. Ponoć, gdyby do ówczesnych rakiet kosmicznych stosować nawet bardzo zaniżone współczesne normy bezpieczeństwa, to nikt by w kosmos nie poleciał w tych blaszankach. Nie wiadomo czy i ile osób zginęło wystrzelonych z Bajkonuru w kosmos u początków lotów kosmicznych. Oczywiście jeszcze przed Gagarinem. A by może i Łajką.
Film ten stylistycznie i w pewnym stopniu także treściowo lokuje się gdzieś pomiędzy Piszczykiem, „Romingiem”, a czeskim „Kosmo”. W rzeczywistości głównym bohaterem i zarazem ofiarą (albo i kozłem ofiarnym), nie musiał być Rom. Wystarczyłoby aby był to zwykły obywatel wplątany przez swoją nieuwagę i przypadek w polityczno-administracyjną machinę. Jednak wtedy nie byłoby tak baśniowo. I groteskowo. I zabawnie chyba też nie. Ale to w sumie smutna historia.


Poetycko-baśniowe podejście pojawia się z różną częstotliwością i pod różną postacią. Wśród nich jest choćby wizja wróżby matce o jej przyszłości, a także zwizualizowana opowieść o siostrach i rodzinie konkurentki Lajkó (Lajosa)do lotu w kosmos. Narrator – chyba nie wszechwiedzący, ale także konstruujący baśniowość , niezbyt często się wtrąca, ale od początku  opowiada o marzeniu Lajkó. Potem są ukazane Dziecięce (choć przemyślane i kluczowe dla narracji) próby wysłania sławojki (przypadkowo i nieszczęśliwie z matką) w kosmos. W dorosłym życiu, dalej był zagrzewany przez (nieromskiego) wuja (kierownika kołchozu) do realizacji własnych idei. Lajkó został pilotem. Samolotów do oprysków w kołchozie Czerwone Błoto. A także balonu (docelowo z lotem aż do stratosfery), co sprawiło że niechcąco wikła się w wydarzenia węgierska rewolucja 1956 roku. Co kończy się jego aresztowaniem. Nawet przesłuchanie jest odrealnione, groteskowe, ironiczne, a całe uwikłanie w rewolucję ostatecznie skutkuje (dzięki interwencji wujka) skierowaniem bohatera na Bajkonur, choć ich przybycie tam jest „po romsku” – pod lufami karabinów.
Główny bohater jest mądry, mądrością rozumienia sytuacji i mądrością Roma godzącego się na to co jest i co daje życie. Choć marzenia ma i je realizuje. Poddając się wydarzeniom, pry okazji i od niechcenia podąża ku swojemu celowi. W podobny zresztą sposób zdobywa serce kobiety.
Cygańskość filmu gwarantuje – poza postacią samego Lajkó – także jego ojciec towarzyszący mu przez całe okołokosmiczne przygody (poza samym lotem w kosmos) film. Można go uznać za skrajnie stereotypowo prawdziwego Roma. Zabawne. No właśnie i tak i nie, ale to jest komedia, Komedie wykorzystują stereotypy. Bo są wyraźne. A to już połowa drogi do śmiechu. Warto tu podkreślić, jak reżyser zagrał z widzem, wprowadzając sytuację, w której dosłownie zaraz (jak to w komedii o Romach) miał paść żarto o Cyganach i pięknie wyprowadził sytuację pozostawiając odbiorcę w niewiedzy.


Z filmu i kalendarium lotów kosmicznych – zamiast Łajki (nie sposób nie dostrzec zbliżonej wymowy tego imienia do „lajko”). Bolesna dla Romów symbolika – Rom zamiast psa. Zresztą w Bajkonurze jest pies – Kudjawka – której Jurij Gagarin nie pozwala wysłać w kosmos. Zresztą motyw „treningów” psa przed wystrzeleniem w kosmos stanowi stały moty, przewijający się w czarno-białych przerywnikach przez cały film.
Konkurentami Lajkó  do lotu w kosmos była twarda i postawa Helga - była faszystka z rodziny Mengele („nie rywalizuję z Cyganami”), estoński (a jakże) kontrrewolucjonista i medytujący Mongoł (buddysta?). Zatem wszyscy to niebezpieczny element. Ich selekcja była po części naturalna – Estończyk próbował wysadzić Breżniewa, który przybył na „eliminacje”, ale i całkiem zbliżona do prawdziwej. Jednak zamiast komory deprywacji sensorycznej przyszli kosmonauci zostali zamknięci na 3 dni w stalowych trumnach, na których towarzysze urządzili sobie tyle samo trwającą imprezę.
Nie ma sensu streszczać całego filmu i opowiadać wszystkich gagów. Nawet tych związanych z cygańskością (także stereotypową), czy z homoseksualizmem całuśnego Breżniewa. Pomimo tego, że Pomimo tego, że Lajkó  dowiaduje się, że lot w kosmos jest kolejnym eksperymentem, z kolejnymi pilotami (było ich wcześniej 5), którzy mają już nie wrócić, decyduje się lecieć. Bo ma tam sprawę do załatwienia – chce przeprosić matkę. I naprawdę spotyka się z nią na orbicie i podczas rozmowy, o przeprosinach zapomina. Sławojka zresztą też tam jest. Jednak Lajkó  wraca na ziemię. I nawet miejscowi Kazachowie na jego słowa „jestem radzieckim kosmonautą” rozpoznają, że jest Cyganem. A eksperyment się udał. Jednak pierwszy musi być w kosmosie Rosjanin. Lajkó trafia do gułagu, gdzie dalej może patrzeć w gwiazdy. A ZSRR chwali się, że 3 listopada 1956 roku wysłała w kosmos pierwsze żywe stworzenia – psa Łajkę.

Film jest bardzo dobrze (z pełną i skupioną na filmie uwagą reżyserską) i zapewne nie aż tak drogo (choć efekty specjalne kosztują) zrealizowany. W ogólnej, nieco baśniowej chwilami, a groteskowo-komediowej właściwie przez cały czas, stylistyce tego filmu przypomina „Roming”. Być może na jakiś czas tego typu podejście do przekazu treści związanych z Romami jest rzeczywiście najodpowiedniejsze? „Pośmiejcie się, a my przy okazji opowiemy wam coś o sobie i tak czy inaczej coś pozytywnego zapamiętacie”. Choć przez baśniowość i nierealność pokazywanych marzeń, albo innych części treści, znowu można utrwalać wizerunek Roma zanurzonego na co dzień w świecie magii i tajemniczości. Tak czy inaczej komedię tę ogląda się z prawdziwą przyjemnością, a Romsko.. jest pokazane pozytywnie.

Podróże w kosmos, to ogromny wysiłek finansowy i organizacyjny. Wiąże się z prestiżem i jednak także i wyścigiem. Obecnie wyścigiem na inne podejście do Księżyca i pierwszą ziemską kolonię na Marsie. To wielkie zadania dla państwa narodowego.
A Romowie w kosmosie? Może kiedyś, ale raczej przy okazji niż w ramach Romskiego Programu Kosmicznego (do tego przydałaby się wersja główna nazwy w języku rromani). Na razie jednak jedyne co można na ten temat powiedzieć, to tyle ile jest w tym węgierskim filmie (komedii s-f), w pomysłach na powieści i opowiadania (kolorowe, taborowe statki kosmiczne wędrujące bez określonego celu p pasie asteroidów albo zakamarkach pierścieni Saturna) oraz wśród superbohaterów romskiego pochodzenia z amerykańskich komiksowych uniwersów. Bo cytując ojca głównego bohatera „Cyganie nie latają”.



poniedziałek, 8 lipca 2019

Potrzebujący potrzebującym


Punktem wyjścia do tego, że potrzebujący mogą pomóc innym potrzebującym jest krótkie spojrzenie na jedną z europejskich organizacji. Nie chodzi jednak tym razem o to, aby zachwycać się szerokim wachlarzem działań jakie w jej ramach są podejmowane, ale aby wskazać na jedną z konkretnych jej inicjatyw.
FUEN – Federal Union of European Nationalities, jest organizacją parasolową zrzeszającą lokalne i organizacje w ramach szerokiej kategorii przedstawicieli grup autochtonicznych, mniejszościowo narodowych oraz grup etnicznych. Tak wytyczony zakres ogólnego działania w pewnym stopniu może kojarzyć się bardziej z organizacjami pozaeuropejskimi, nawet dalekowschodnimi i państwami z tego obszaru, które mają wypracowaną etniczną politykę publiczną, co w Europie – przynajmniej pod taką nazwą – nie funkcjonuje. Wynika to z tego, że pomimo znacznego ożywienia wszelkich ruchów etniczno-świadomościowych i postnowoczesnego odwoływania się do tradycyjnych tożsamości, często traktowane są one w Europie jako przejaw powierzchownych zachowań kulturowych (często marketingowych). Najczęściej przyjmujemy, że w Europie owszem – są jakieś mniejszości (choćby Baskowie), ale poza na przykład i oczywiście Romami, przede wszystkim chodzi o migrantów. Zresztą Romowie także najczęściej są traktowani podobnie do nich, bo przecież niemożliwe, aby po 700 latach bytności w Europie nie zachwycili się europejskim (zatem najbardziej wartościowym) systemem życia i w dalszym ciągu się od reszty Europejczyków (nawet późno przybyłych na Nizinę Panońską Węgrów) aż tak różnili. W rzeczywistości jednak Europa – w ramach zasadniczego akceptowania ogólnego europejskiego paradygmatu – pozostaje bardzo zróżnicowana etnicznie i narodowo na poziomie niższym niż państwo i to nie tylko na Bałkanach, gdzie mozaika różnorodności etnicznej nakłada się na zróżnicowania religijne i narodowe.

https://www.fuen.org

Dlatego też istnienie i różnorodne działanie takiej organizacji jak FUEN ma sens. W Europie jest 400 mniejszości, a co 7 obywatel państw naszego subkontynentu w jakimś stopniu i w jakiś sposób należy do grup objętych aktywnością FUEN. Współpracuje ona z Radą Europy, Organizacją Narodów Zjednoczonych, Unią Europejską i Organizacją Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Ponadto włącza się ona w aktywność podobnych organizacji na arenie światowej, stając się w pewnych sytuacjach reprezentantem Europy w relacjach różnych regionów świata z kluczowymi mniejszościami. Trudno jest co prawda stwierdzić, która mniejszość dla którego regionu (kontynentu) jest kluczowa, bo można przyjmować różne kryteria. Jednak z pewnością najbardziej specyficzne są relacje z tymi narodami, które były przed (Pierwszych Narodów). Dotyczy to zatem rdzennych Amerykanów (także z Ameryki Południowej) lub choćby rdzennych Australijczyków, czy Inuitów. W większości przypadków żyją oni na poziomie (ekonomicznie i społeczni) niższym niż społeczeństwo większościowe. Podobne cechy mają w Europie Romowie (i jak wykazały najnowsze badania także Saami, który przybył do Skandynawii prawdopodobnie po przodkach współczesnych Norwegów, Szwedów oraz Finów), jednak oczywistą różnicą jest to, że nie są to rdzenni Europejczycy (za takich w rzeczywistości można by chyba uznać Neandertalczyków, a w dużo późniejszym czasie Celtów), a po prostu grupa, która przybyła nieco zbyt późno, aby znaleźć swoje stałe miejsce w Europie i współtworzyć (w zdecydowany i efektywny sposób) wspólny europejski paradygmat kulturowy, przez co pozostaje na jego marginesie, choć współtworzy ogólny obraz europejskiej rzeczywistości.
Wśród różnorodnych form i zakresów działań realizowanych, deklarowanych i przypisanych FUEN znajduje się odrębny obszar dotyczący Romów. W tym przypadku nie chodzi o sprawdzanie jego efektywności, ale o sam kształt (wynikający z instytucjonalnej świadomości) tego, w jaki sposób Romowie zostali ulokowani w zakresie aktywności FUEN.

https://www.fuen.org/key-topics/solidarity-with-the-roma/

Przede wszystkim jest to dla tej organizacji jeden z kluczowych obszarów/tematów. Jego oficjalna nazwa to „Solidarność z Romami”. I już w tym miejscu można podjąć próbę językowo-pragmatycznej krytyki takiego sformułowania nazewnictwa tego obszaru. O ile inne kluczowe działania FUEN nie dotyczą konkretnych grup, tylko odnoszą się choćby do wspierania różnorodności językowej i wspierania języków mało-narodowych i etnicznych, to w tym przypadku Romowie zasłużyli na odrębny obszar. I to jest zjawisko pozytywne. Świadczy o dostrzeżeniu potrzeby szczególnej koncentracji na tej grupie, jej znaczącej inności i ogólnej wadze zagadnienia. Jednak z drugiej strony, niemalże w każdym języku indoeuropejskim solidarność z będzie wskazywała na grupę pozostającą poza nami. Nie solidaryzujemy się z kimś kto jest wśród nas, kto jest nasz. Oczywiście jest to wejście w pewien drobiazgowy sposób traktowania języka, jednak współczesny świat zachodni końca drugiej dekady XXI wieku mocno opiera się na przekazie słownym (i obrazowym) upowszechnianym przez niemalże wszechdostępne i wszechużywane media społecznościowe, a w języku odzwierciedla się nieuświadomiona przemoc etniczna. W jakimś stopniu jest to podobne do przywoływania opozycji Polacy i Romowie, w stosunku do polskich (i mających taką świadomość państwową) Romów, którzy reprezentują grupy będące w Polsce od XIV wieku. Jednak ten element świadomości instytucjonalnej nie jest kluczowy i został przywołany jedynie przy okazji, na marginesie koncepcji FUEN.
Jej podstawą jest przyjęcie ogólnego projektu wspomagania mniejszości przez inne mniejszości, który zakłada, że wiedza innych mniejszości i organizacyjnych członków FUEN może zostać wykorzystana do zwiększania udziału Romów we wszystkich dziedzinach życia publicznego i politycznego, z pozytywnym skutkiem dla całych społeczeństw. Różne mniejszości mają bowiem umiejętności społeczne i międzykulturowe, co czyni je odpowiednimi do pełnienia potencjalnych ról mediatorów, a dobre praktyki czasem są możliwe do przenoszenia w inne obszary (w tym przypadku – na inne grupy mniejszościowe). Oczywiście specyfika każdej mniejszości jest inna, a w przypadku Romów wielu sprawdzonych metod i działań nie udaje się przenieść na wspomaganie tej grupy, jednak nawet pojedyncze elementy, które mogą zmieniać i poprawiać sytuację Romów są cenne. Kompleksowy program solidarność między mniejszościami, ma znaczenie nie tylko dla mniejszości romskiej i dla całego społeczeństwa europejskiego, które zawsze korzysta z podnoszenia poziomu spójności społecznej i gospodarczej. Niejako przy okazji z działań tych mogą wtórnie korzystać inne mniejszości. Dla przeciętnego Europejczyka inni to inni i mniejszość to mniejszość (choć Romowie są dość jednoznacznie identyfikowalni wśród nich) i każde działanie podnoszące poziom włączenia i zewnętrznej akceptacji społecznej dla mniejszości wpływa na każdą z nich i na ich ogólny wizerunek w społeczeństwach większościowych.
Podstawą do rozwoju projektu „Solidarity with the Roma – Minorities Helping Minorities” była przyjęta w 2011 roku „Eisenstadt Declaration”. Przyjmuje ona kilka podstawowych założeń, które bardzo dobrze uzasadniają takie właśnie podejście (włączając w to nieco skrytykowane, ale jednak bazujące na dobrych intencjach mówienie o solidarności z Romami).
Przede wszystkim jest to zatem stwierdzenie, że największa europejska mniejszość (Romowie) jest jednocześnie najbardziej uciskana, pogardzana, dyskryminowana i prześladowana. Jest to konkluzja oczywista, jednak – odmiennie niż bywa w przypadku choćby dokumentów Unii Europejskiej – na początku odsyła nie po prostu do złej sytuacji Romów, ale wskazuje na ich pozycję w Europie. Słusznie zatem obarcza w ten sposób odpowiedzialnością (lub choćby jej częścią) za sytuację w jakiej są Romowie, społeczeństwo dominujące, w domyśle oczekując tego, że to nie tylko Romowie powinni się zmieniać i dopasowywać, ale także narody tytularne – w ramach europejskiego sposobu myślenia – powinny zmienić swoje podejście do tej grupy. Współgra to z nowszymi opracowaniami i koncepcjami, które przyznają, że traktowanie Romów w Europie jest ogólnoeuropejski wstydem i że antycyganizm jest ostatnią europejską formą akceptowanego rasizmu. Kolejna kwestia to prawo Romów do korzystania z usług społecznych i możliwości partycypacji w życiu społecznym państwa. W tym przypadku z tego punktu widzenia mniejsze znaczenia ma to, czy wszyscy Romowie chcą tego udziału i dostępu do tego typu usług. Nawet jeśli nie wszyscy z nich uświadamiają sobie, to że jest to droga do lepszej codzienności, to jednak chcą jej i jest to naturalna droga do tego aby urzeczywistnić bardziej spójną społecznie i gospodarczo Europę. W ramach tego punktu w deklaracji wskazane są takie obszary jak edukacja, zdrowie, zatrudnienie, infrastruktura lokalna, warunki mieszkaniowe, możliwość współpracy z administracją lokalną, a także odpowiedzialność państwa, tak chętnie przesuwana na płaszczyznę pozarządową. Kolejne zagadnienie to zwiększenie akceptacji społecznej. Kategoria bardzo ogólna, jednak wiążąca się ściśle z przywołanym pierwszym punktem. W Europie XXI wieku jest ona nie tylko możliwa, ale wręcz konieczna. Nie dotyczy to przyjęcia jako normy zdarzających się (jak w każdej grupie) i szczególnie widocznych (także dzięki prasie chętnie podającej w takich sytuacjach przynależność narodowo-etniczną) niezgodnych z prawem lub szeroko rozumianymi utrwalonymi normami społecznymi zachowań. Chodzi tu bowiem jedynie i aż o akceptację odmienności kulturowej i etnicznej. Większość problemów (i niesłusznych stereotypów) pomiędzy przedstawicielami społeczeństwa większościowego o Romami wynika bowiem z właśnie z tego typu braku akceptacji, a nie realnych wykroczeń. W deklaracji została wyraźnie wyodrębniona kwestia wspierania mniejszości przez aktywność innych mniejszości. Uśredniając Romowie są wykluczeni i dyskryminowani o wiele dotkliwiej niż większość europejskich mniejszości, które mają większe doświadczenie we włączaniu się w główny nurt życia Europy i bywają czasem nierozpoznawalne na tle ogółu społeczeństwa. Dzięki temu mogą stać się realnym pomostem i wsparciem dla Romów. Ostatnie zagadnienie jest związane z przyjmowaną w tym samym czasie co deklaracja strategią ramową Unii Europejskiej wobec Romów. W tym zakresie deklaracja koncentruj się na tym, aby zapewniać środki – przede wszystkim dla organizacji pozarządowych – na skuteczną jej realizację.

Tak jak zostało wspomniane na początku – nie jest najważniejszą kwestią jak bardzo efektywnym pomysłem jest wspieranie dążeń do poprawy sytuacji Romów przez inne europejskie mniejszości etniczne, językowe, kulturowe. Program i jego realizacja jest opisany szczegółowo w dokumentach FUEN. Najważniejsza jest jednak koncepcja, która wydaje się być koncepcją słuszną, a każde – choćby najmniejsze – działanie na rzecz Romów zmienia powoli ich sytuację. Jednak nie można oczekiwać, że ten kierunek zostanie powszechnie przyjęty i zaakceptowany przez każdego członka innej mniejszości. Oni także potrafią dyskryminować (na przykład Romów). Podobnie zresztą jak Romowie potrafię dyskryminować zarówno siebie nawzajem (o szczególnej nierównej pozycji kobiet wśród Romów można pisać i mówić bardzo wiele, a w Polsce stosunek innych grup do Cyganów Górskich bywał i bywa eufemistycznie to określając – lekceważący), a także  nie-Romów, czego wyrazem jest choćby nazwa jakiej używają na ich (nasze) określenie.