środa, 8 sierpnia 2018

„Sekrety cygańskich wróżb”


I po takim tytule zdawałoby się, że już wszystko będzie wiadomo, że będzie można zanurzyć się w tajemnicze otchłanie tego co najprawdziwsze i co dociera do najgłębszej prawdy. Być może będzie można w końcu na nagabywanie starej (lub nie) Romni odpowiedzieć, to daj ja ci powróżę i powiem co cię czeka.


Jednak książka Jerzego Ficowskiego „Pod berłem króla pikowego. Sekrety cygańskich wróżb” ma nieco inny charakter i nawet przytacza podobną do powyższej sytuację, jaka zdarzyła się jednemu z Polaków, który interesował się chiromancją i wiedząc cokolwiek na jej temat wprowadził chcącą mu powróżyć Cygankę w konsternację i doprowadził do ucieczki.


Jerzy Ficowski napisał tę książkę w stylu, który trudno jest jednoznacznie dookreślić, ale który lokuje tę opowieść (czy też opracowanie) gdzieś w okolicach i pomiędzy lekko poetycką publicystyką a naukowością popularną sięgającą do zagadnień oczywiście etnologicznych, kulturowych, historycznych, a także i psychologicznych. Czyli właściwie to jak zawsze u niego. Każdy z 10 rozdziałów tej książki patrzy na romskie wróżbiarstwo nieco z innego punktu widzenia, zatem ta jej ogólna przyporządkowująca charakterystyka jest bardzo ograniczona i niepełna.
Niemalże do każdego z omawianych zagadnień Jerzy Ficowski wyszukał relacje świadków wróżbiarstwa lub sytuacji z nim związanych, które dobrze ilustrują główną myśl towarzyszącą każdej z części. Relacje pochodzą z różnych źródeł, z różnych czasów (i z XVIII i z XIX i z XX wieku) i mają bardzo różny charakter. Czasem służą jakby nieśmiałemu potwierdzeniu, że część romskich wróżbiarek ma jakąś tajemniczą moc (tu Ficowski jest w stanie uwierzyć w moc sugestii i nawet hipnozę, a jednak w śladowe nawet elementy telepatii - nie), a czasem aby je całkowicie zdyskredytować (bo pomyliły osoby, którym miały coś przepowiedzieć, wywiedziawszy się wcześniej o wszystko) lub wyjaśnić jak naprawdę wyglądają cygańskie wróżby.
To na co Jerzy Ficowski w wielu miejscach zwraca uwagę i co wiąże się nawet z jego własnym właściwie zabawnym doświadczeniem opisanym w książce, to fakt, że wróżbiarstwo u Cyganów zawsze był usługą zewnętrzną. Pozornie bez problemu jest to zrozumiałe. W końcu chyba od zawsze Cyganki były identyfikowane jako wróżbiarki i z taką profesją kojarzyły się na przestrzeni wieków. Zatem ta forma zarobkowania jest im przypisana i zawsze świadczyły tego typu usługi nie-Romom. Jednak wróżbiarstwo jest usługą całkowicie zewnętrzną i „na wynos”. Romowie nie wróżą Romom. Nawet opisane w książce znane i potrafiące naprawdę coś wywróżyć Cyganki nie wróżyły swoim pobratymcom. Po prostu nikt z Romów w takie wróżenie nie wierzył. Ponadto wszelkiego rodzaju niewielkie artefakty (trupek - mułoro, diabełek - bengoro, kostka – kokało, włochaty krzyż – truszuł  bałenca, żelazo - sastry) towarzyszące i wróżbom i niektórym działaniom (np. odczyniającym uroki lub złą przyszłość), dla Romów nie mają żadnego znaczenia. Nikt z Romów nie wierzy w ich moc i zawsze były przygotowywane tylko na potrzebę mamienia nie-Romów. Ficowski wyjaśnia to nawet poprzez odwołanie się do kodeksu Mageripen, ze względu na wpisane we wróżby oszustwo, a tego w romskiej wspólnocie nie można robić i skutkuje ono skalaniem zgodnie z zasadami powyższego niepisanego kodeksu.
Wśród swoich opowieści Ficowski mówi o tym, że bezwzględną rzadkością byli wróżący Romowie. To był zawsze fach Cyganek i pojedyncze przypadki wróżących Romów zostały przez autora skrzętnie zgromadzone i opisane.


Jak autor pisze motyw cygańskiej wróżby obecny jest w prozie i poezji europejskiej od wieków. Jednak o ile jego pojawianie się w utworach literackich można uznać za oczywiste, to o wiele bardziej interesujące są zebrane opowieści (i każda prawdziwa) o znanych z historii postaciach, którym wróżyły Cyganki, przepowiadając trafnie (lub nie) świetlaną (lub nie) przyszłość. Należeli do nich między innymi: książę Józef Poniatowski, Napoleon Bonaparte, Józef Piłsudski, Charles de Gaulle, arcyksiążę Ferdynand,  a przyczyną decyzji Hitlera o eksterminacji wszystkich Romów była wróżba jaką przygotowała dla niego Cyganka Marta…
Ficowski opisując historię cygańskiego wróżbiarstwa w Polsce, podkreśla znaczenie przybycie do Polski Kalderaszy. Ci Cyganie byli w porównaniu z rodzimymi polskimi o wiele bardzo barwni, głośni, wyraźniejsi. Kolorowe stroje kobiet przyciągały uwagę i wszystkie chętnie wróżyły. Zasiedziali polscy cyganie wyglądali przy nich marnie. Jednak jak najbardziej barwny i bogaty strój Cyganek stał się od tego czasu ich ubraniem roboczym, bez którego nie ruszały do wróżbiarskiej pracy. I nawet po odejściu z Polski najbogatszych rodów przybyłych z południa kotlarzy, cygańskie wróżbiarstwo przeżywało swój swoisty renesans.


Nie można zapominać, że cygańskie wróżbiarstwo było (i jeszcze jest) pracą zarobkową. Dobrze przygotowana Cyganka, potrafiła w krótkiej nawet rozmowie wybadać klientkę (lub klienta), tak że i przepowiednie czasem były trafne. Oczywiście nie zawsze się tak działo zrobić, ale jednak zawsze za trafną czy nietrafną usługę wróżbiarską trzeba było zapłacić. Cyganki najchętniej wróżyły z ręki, ale też i zajmowały się innymi formami magicznych działań, jak choćby tarotem. Inną z nich – opisaną przez Ficowskiego z licznymi przykładami i relacjami świadków – było odgadywanie imion. Zadziwiające, że zgodnie z przytoczonymi opowieściami, bywało ono często bardzo skuteczne. Na wróżące cygańskie kobiety trzeba było jednak bardzo uważać. Miały one bowiem wiele możliwości przeklęcia osoby, która nie chciała zapłacić, lub po prostu nie chciała wróżby. Oczywiście takie przekleństwa były zawsze bardziej skuteczne, gdy ktoś wróżby chciał. W tym przypadku wiara czyniła cuda i samospełniająca się przepowiednia działała. Nic zatem dziwnego, że mądrość ludowa znalazła wiele sposobów na to, jak ustrzec się przed cygańską magią, klątwami i rzucanymi urokami. Dwa przepisy są bardzo proste i łatwo je stosować. Oczywiście jeśli się w klątwy i uroki wierzy. Przede wszystkim nie można dać się obejść Cyganowi lub Cygance naokoło. Drugi sposób, to zatknięcie w niebezpiecznej (czynienia klątwy) sytuacji środkowego palca prawej ręki za pas.
Choć Romowie sobie nie wróżą, to jednak ich świat jest pełen tradycyjnej magii, drobnych rytuałów i obrzędów utrwalonych w pamięci kulturowej. Przede wszystkim należą do nich wszelkiego rodzaju przysięgi rytualne. Nie tylko potrzebne są do tego odpowiednio sformułowane wypowiadane na głos zdania, ale czasem zapalona świeca, a nawet – ludzka czaszka. Do najciekawszych rytuałów i obrzędów magicznych należą te, które wiążą się z nowo narodzonymi dziećmi. Chłopcy często od dzieciństwa noszą bajero – amulet pod postacią woreczka, w którym jest „ziółko” i kawałek żelaza. Ma on zapewnić zdrowie i siłę.

To tylko niewielka część wiedzy i mądrości zawartej w tej późnej, bo wydanej dopiero w 1990 roku książce Ficowskiego. Jest z pewnością jedną z ciekawszych publikacji tego autora, choć niestety – jak już zostało napisane na początku – nie uczy jak stać się tak dobrą wróżbitką lub wróżbitą jak bywają Romni.



sobota, 28 lipca 2018

Romowie we Włoszech


Temat z ostatnich miesięcy. W dobrym „momencie” rozpoczęty przez wicepremiara i ministra spraw wewnętrznych we włoskim rządzie, a przy tym (a jakże) lidera prawicowej Ligi Północnej  - Matteo Salviniego. Idealnie, bo tuż przez pełnym sezonem turystycznym. Takie zwrócenie uwagi na niedogodności podczas podróżowania po Włoszech i jednocześnie wskazanie winnych. Wybielająca soft power w ramach dyplomacji publicznej, aby międzynarodowe niezadowolenie i krytyka były mniejsze.

Jednak można też i zacząć inaczej. Oto zdjęcia z romskiego obozu w Rzymie, prawdopodobnie z 2015 roku, autor - Giuseppe Chiantera

https://giuseppechiantera.viewbook.com/album/salone

I inna seria i inny fotograf - Robin Hammond. Tutaj 2008 rok i obóz z okolic Naples.

https://www.theguardian.com/world/gallery/2008/aug/17/roma.italy

W obydwu cyklach zdjęć widać wiele wspólnych rzeczy. Jedną z nich jest różnorodność. Inną – próba zwykłego życia. Takich wspólnych elementów jest wiele.

Romowie do Włoch dotarli pierwszy raz bardzo dawno, i to bezpośrednio z byłych terenów Cesarstwa Bizantyjskiego. Jednak jak się okazuje są to tylko przypuszczenia, bo pierwszy raz Cyganie zostali wspomniani w dokumentach z terenów Włoch dopiero w 1422 roku, co sugerowałoby raczej nie drogę morską lub nadbrzeżną, ale od-północną, z Niemiec lub nawet Francji. Pod koniec XX i na początku XXI wieku Włochy były jednym z oczywistych kierunków migracji Romów z Bałkanów, a przede wszystkim z Rumunii. Oczywistym ze względu na odległość, klimat, a także historyczne „związki” Rumunii i Włoch, przejawiające się przede wszystkim w micie założycielskim, docenianym i eksplorowanym przez Włochów, którzy w tym czasie licznie przybywali do Rumunii.
Generalnie we Włoszech jest bardzo dużo różnorodnych grup romskich („rdzenni” włoscy Sinti i Caminanti oraz migracyjni – bałkańscy, rumuńscy, bułgarscy i polscy), którzy przybyli na teren tego państwa w na przestrzeni wieków i którzy żyją w bardzo różnych warunkach. Trudno przy tym mówić o jednej spójnej „romskiej” tożsamości wszystkich Romów zamieszkujących Włochy. Jedynie zewnętrznie można ich postrzegać jako jedną grupę, natomiast w rzeczywistości są oni od siebie bardzo odlegli kulturowo. Niewątpliwie jednak w najgorszej sytuacji są właśnie przedstawiciele najnowszych fal migracyjnych, żyjący w często rozległych obozach (jest ich we Włoszech 150, z czego przynajmniej 1/4 można określić jako „nielegalne”) o różnym poziomie zorganizowania na obrzeżach włoskich miast. Jednak mieszka w nich jedynie 26% Romów połowa spośród ich mieszkańców ma obywatelstwo włoskie. Na początku XX wieku szacowano, że Romów we Włoszech jest około 150 tysięcy, choć dane te mogą się różnić od rzeczywistości jak często bywa to w przypadku prób zliczenia przedstawicieli tej grupy (od 110 do 180 tysięcy osób).
Włoska strategia w ramach ogólnoeuropejskiej strategii Unii Europejskiej została przyjęta w 2012 roku i na poziomie ogólnym spełniała wszystkie kryteria odnoszące się do unijnych założeń.

https://adsdatabase.ohchr.org/IssueLibrary/Roma Strategy Italy.pdf

Także odnosząc się do włoskiej konstytucji – zapewnia ona równość wszystkim obywatelom, a znaczenie i wartość języków (i ich nauki) grup etnicznych jest zagwarantowane we włoskim prawie. Jednak we Włoszech nie wszystko działa tak dobrze, jak jest opisane w dokumentach. Głównym problemem Włoch jest znaczna liczba Romów, niebędących obywatelami tego państwa. Szacuje się, że spośród całej ich populacji (110-180 tysięcy), zaledwie 70 tysięcy jest Włochami. Pozostali przybyli na Półwysep Apeniński w ciągu ostatnich 25 lat. Prawdopodobnie aż 90 tysięcy nie jest obywatelami Unii Europejskiej, ponieważ pochodzą z państw powstałych po rozpadzie Jugosławii.
Do zaognienia sytuacji we Włoszech doszło równolegle ze wzmożonymi prześladowaniami Romów we Francji, po brutalnym morderstwie Włoszki w październiku 2007 roku, o które podejrzewano rumuńskiego Roma. Od tego momentu Romowie we Włoszech spotykali się nie tylko z brutalnymi atakami ze strony służb mundurowych, ale i obywateli tego kraju. Pojawiało się niewiele głosów broniących Romów, choć świadkowie wysiedleń (przenoszących Romów do monitorowanych, zamkniętych osiedli – jak we Francji) określali je jako działania dyskryminacyjne, a środowiska katolickie i organizacje międzynarodowe broniły Romów (w tym także Parlament Europejski, krytykujący Włochy akty bezpośredniej dyskryminacji ze względu na rasę i pochodzenie etniczne). W tym czasie Włochy przeprowadziły (siłami policyjnymi) etniczny spis Romów, zbierając przy okazji od każdego Roma powyżej 14. roku życia odciski palców, tłumacząc, że jest to element walki z przestępczością. W 2013 roku raport Amnesty International mówił o dyskryminowaniu Romów w kwestiach mieszkaniowych. W 2014 roku Komisja Europejska zwracała uwagę Włochom, że włoskie osiedla dla Romów ograniczają ich prawa.

https://strajk.eu/wlochy-skrajna-prawica-proponuje-zalozenie-kartoteki-romow-jak-zydow-w-1938/

W czerwcu 2018 roku Matteo Salvini (znany z wcześniejszych wypowiedzi o zrównaniu z ziemią nielegalnych skupisk/obozów romskich) zapowiedział przeprowadzenie etnicznego spisu Romów (choć jest to niezgodne z włoskim prawem i zawsze bywa wielowątkowo problematyczne) i wydalenia tych, którzy przebywają we Włoszech nielegalnie. Jak sam stwierdził włoscy Romowie niestety będą musieli zostać. Dodał też, że myśli o dzieciach uczonych jak kraść i nie szanować prawa. Włoskie NGO zwracają uwagę, że część spośród Romów jest bezpaństwowcami. Pojawia się także pytanie, co z Romami posiadającymi obywatelstwo innych państw Unii Europejskiej, którzy przez określony czas i/lub na określonych warunkach mogą przebywać w innym państwie legalnie. Organizacje pozarządowe porównują takie działania do tego co miało miejsce podczas faszystowskich rządów w tym kraju.
Innym pomysłem ugrupowania Salviniego jest wprowadzenie ustawy specjalnej, pozwalającej na odebranie dzieci rodzinom romskim, jeśli nie uczęszczają one do szkoły. Na razie to pozostaje to jednak w fazie planów.
Zapowiedzi ministra znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości 26 lipca władze Rzymu przeprowadziły akcję wysiedlenia 150 Romów podrzymskiego "Camping River". W zatrzymaniu tej akcji nie pomogła nawet interwencja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

https://twitter.com/matteosalvinimi/status/1022383238571077636/photo/1

W pewnym stopniu trudno się dziwić, że Włochy, będące jednym z  celów migrantów przepływających Morze Śródziemne i mające podtrzymywane przez populistyczny rząd poczucie, że reszta państw europejskich pozostawiła je same z tym problemem, radykalizują politykę wobec migrantów. Tym bardziej, że było to zapowiedziane w kampanii wyborczej. Jednak podobnie jak zawsze – zaczyna się od tych, którzy są najmniej zorganizowani i których najłatwiej uczynić bezwzględnie pokazowym kozłem ofiarnym oraz ze względu na umowy z państwami europejskimi – wydalić (co jest o wiele trudniejsze w przypadku imigrantów z Afryki, właśnie ze względu na brak takich umów). 
Nie pierwszy raz są to Romowie. Tym bardziej, że włoskiemu, populistycznemu rządowi chodzi o szybki i widoczny skutek (choć mało efektywny w dłuższej perspektywie czasu, ale to takie działania są cechą działań rządów populistycznych), a to najłatwiej uzyskać uderzając właśnie w Romów.



środa, 18 lipca 2018

Prosto na talerz


Niewątpliwie jednym z najważniejszych elementów każdej kultury jest jedzenie. I nie chodzi tu wyłącznie o to, że jest stałym składnikiem przetrwania jednostkowego i gatunkowego, ale o to, że przygotowywanie i spożywanie posiłków powiązane jest z szeroką grupą zachowań i związków (także miedzy-) kulturowych. Zatem podstawą jest sam dobór potraw, ich pochodzenie, sposób przygotowywania, to jak są podawane, w jakich okolicznościach (i towarzystwie) spożywane) i kto je przygotowuje. Z różnego typu uwikłań kulturowych wynikają nazwy takich dań jak: placki po węgiersku, ruskie pierogi, barszcz ukraiński, czy choćby wydawałoby się rdzennie polskie potrawy: wigilijny karp (zaledwie od kilkudziesięciu lat na naszych stołach) albo kotlet schabowy (który przywędrował do nas z Włoch za sprawą Austriaków). Sięgając do stereotypów dotyczących Romów mamy także śledzie po cygańsku, szynkę cygańską albo cygański chleb. Niewątpliwie jednak istnieją zarówno potrawy naprawdę rdzennie polskie (np. niedoceniana przez szefów kuchni zupa szczawiowa), jak i potrawy i tradycje kulinarne charakterystyczne dla kultury romskiej.

Trudnego, ale niewątpliwie interesującego i przyjemnego zadania opisania tradycji kulinarnych Romów podjęły się dwie autorki: Magdalena Kwiecińska i Monika Szewczyk w książce „Prosto z garnka. Tradycje kulinarne Romów”.

https://www.academia.edu/35836510/Prosto_z_garnka.Tradycje_kulinarne_Rom%C3%B3w.pdf

Przygotowana przez nie publikacja nie jest (a może jednak jest, ale nie „tylko”?) książką kucharską.  O wiele ważniejsze, a właściwie stanowiące podstawę do pokazania zbioru przepisów jest objaśnienie wszystkich (albo przynajmniej większości) uwarunkowań wewnątrzkulturowych związanych z niemalże każdym aspektem jedzenia u Romów. Jak mówiła Monika Szewczyk – to właśnie w kuchni i gotowaniu najsilniej przetrwały i są najwyraźniej widoczne wszystkie romskie zasady (jak choćby te wynikające z romanipen). I tak rzeczywiście się dzieje, choć nie zawsze (nie u każdej z grup romskich) ich pochodzenie jest w pełni uświadomione, bo nawet u Romów pamięć kulturowa zmienia się i często gubi stałe – jak by się wydawało – elementy.
Nie ma sensu powielać lub szczegółowo streszczać świetnie opracowanej części „teoretycznej” tej książki. To trzeba dokładnie przeczytać, bo pozwala ona zrozumieć o wiele więcej, niż jedynie to, co wiążę się z romską kuchnią i gotowaniem. Mówi ona o dominacie składników potraw i ogólnej charakterystyce romskiego jedzenia, o znaczeniu wspólnych posiłków, o wynikających z zasad czystości sposobach ich przygotowywania i o wielu innych ważnych z kulturowo-kulinarnego punktu widzenia kwestiach. Ten w sumie niedługi wstęp do przepisów jest o wiele ważniejszy i bardziej efektywny jeśli chodzi o przekazania podstaw romskiej kultury, niż niejedna pokaźna publikacja naukowa lub wysokofinansowana akcja informacyjna o kulturze romskiej.
Nie sposób tu jednak nie przywołać choćby kilku smacznych przepisów. Przepisów zebranych od przedstawicieli aż sześciu romskich grup (rumuńskich grup Lautari i Kełderaszy, górskich Amare Roma z Polski i ze Słowacji, a także Polska Roma oraz Lowarów) pochodzących z Polski i ze Słowacji. W przepisach widoczne jest niewątpliwe coś co można nazwać synkretyzmem lub eklektyzmem kulinarnym, który chyba nie jest zaskoczeniem dla nikogo, kto zna choć trochę romską kulturę i co jest także charakterystyczne dla wielu wędrujących (nawet kiedyś w przeszłości) grup narodowych i etnicznych. Świadczą o tym romskie przepisy między innymi na sarmale, musakę, mamałygę, haluszki, zupę szczawiową, czy choćby ciorbę de burtę. Wszystkie te potrawy są żywymi (a właściwie aktualnymi) dowodami pokazującymi drogę przodków współczesnych Romów do ich obecnego miejsca zamieszkania.


Wśród 33 przepisów szczególnie zachwycające (choć jest to podejście subiektywne i akurat chyba całkiem chwilowe) są przepisy na potrawy mączne, a przede wszystkim chleby. Co prawda nie mniej smaczne wydają się kluski, zupy, mięsa, jednak nie chodzi przecież o powielanie przepisów z książki, do której warto sięgnąć i przygotować  każdą z omówionych w niej potraw.
Pierwsza z mącznych potraw, to najbardziej odbiegająca od chleba bokhola, czyli proste placuszki smażone na głębokim tłuszczu, lokujące się gdzieś pomiędzy langoszami a racuchami. Jednak spulchniaczem jest w tym przypadku proszek do pieczenia, a właściwie przede wszystkim soda oczyszczona.


Kolejna potrawa to już prawdziwy chleb (chleb maro), tym razem na drożdżach, z mąki pszennej, a jedynym jak się wydaje urozmaicającym go dodatkiem jest żółtko którym jest smarowany przed upieczeniem. Nie zna radości z jedzenia dobrze wyrośniętego chleba, kto go nie zagniótł i nie upiekł samodzielnie, albo korzystał jedynie z maszyn do pieczenia chleba.


Następny chleb (chleb w popiele), to jedna z jak się wydaje najciekawszych potraw w tym zbiorze przepisów. Do jego upieczenia musimy mieć ognisko. Grill (na szczęście) nie wystarczy. Oczywiście można zaryzykować wersję w piekarniku, choć nie będzie to już to… Jego podstawą spulchniającą jest soda oczyszczona. A ciekawostkami (poza ogniskiem), które tworzą jego wyjątkowość jest wśród składników mak (niewiele) oraz pokrojona w drobną kostkę słonina (dużo) wymieszana z ciastem.


Ostatni z chlebów, to marikla na kwaśnym mleku. Choć jest to potrwa prosta i mogła powstać u każdej z wędrujących grup etnicznych lub narodowych, to jednak w tym romskim przypadku można snuć historyczno-kulturowe przypuszczenia, że wywodzi się z przepisów przyniesionych z Indii (roti, paratha, kulćha) lub choćby z Armenii (lawasz). Są to po prostu podpłomyki, spulchniane sodą oczyszczoną z dodatkiem kwaśnego (zsiadłego) mleka. Piecze się je na blasze lub dobrze rozgrzanej suchej patelni.


Warto upiec któryś z powyższych chlebków, warto ugotować którąś z innych potraw opisanych w tej książce. Prosta w przygotowaniu jest zupa truskawkowa ze śmietaną na wywarze z kury, aż chce się spróbować przyrządzić duszone mięs z mariklą, a biały rosół może być świetną odmianą na niedzielny obiad.
Dla tych, którzy potrafią przypalić nawet wodę w czajniku elektrycznym, a jednak chcieliby spróbować romskiej kuchni, pewną nadzieję daje herbata po cygańsku, czyli czarna herbata z owocami.


Dobrze jest dla każdej kultury, kiedy zagadnienia kulinarne jakiejś grupy odzwierciedlają się w innych dziedzinach jej życia i twórczości, tworząc wewnętrzne związki kulturowe. Tak też jest w przypadku Romów i jedzenia. Niech za przykład takiego wewnątrzkulturowego umacniania się służy jedna z romskich przyśpiewek cytowanych w książce.

O czerwonym barszczyku
Tutaj, tutaj grają tu Romowie,
A dzieci śpiewają.
Mokre, mokre moje dzieci są,
Coś ciepłego dam im jeść
Naleję im do misek,
Tego czerwonego, kwaśnego
Na kurce gotowanego barszczyku.
Oj dobry! oj dobry! oj dobry on.


niedziela, 8 lipca 2018

1775 i 2013. Jedzenie i mieszkanie


Badania między- ponad- wielo- interdyscyplinarne są bardzo interesujące i w rzeczywistości wydaje się, że nie sposób – przy obecnym poziomie rozwoju nauki (w tym także nauk „nie science”) – uciec przed takim podejściem. Zresztą nie jest to raczej znak „naszych czasów”, bo nawet ci, których uznajemy za aksjomatycznych twórców, czy też prekursorów obecnego systemu logicznego myślenia naukowego nie byli wyłącznie matematykami, filozofami, retorami, ale zajmowali się wieloma tematami i określonymi już w starożytności greckiej dziedzinami nauki. Obecnie wiele dyscyplin naukowych stara się wyraźnie wyodrębniać od innych, strzegąc zazdrośnie własnej domeny i stawiając wyraźne mury metodologiczne, czy też tematyczne. Jednak o wiele częściej sztywne podziały na dyscypliny wiążą się z administracyjnymi decyzjami i takimiż udogodnieniami, a różne organizacje i rządy dość arbitralnie wprowadzają jedyne słuszne i obowiązujące systemu podziału nauki.
O ile można jedynie podziwiać umiejętność badacza do skupienia się na jednej dyscyplinie i niejednokrotnie na zgłębianiu jednego zagadnienia, to w wielu przypadkach (tematów lub nawet dyscyplin) bywa to trudne. Tak też jest w przypadku cyganologii, czy też romologii, które instynktownie można w ogólny sposób od siebie oddzielić. Pierwsza z nich jest bardziej etnograficzna i historyczna, druga natomiast zawiera w sobie silniejszy pierwiastek społeczny i polityczny. Nie ma przy tym znaczenia, że ani jedna, ani druga nie jest wpisana sztywno w żaden oficjalny system podziału nauki. Obydwie sięgają do wielu innych dyscyplin, ponieważ ich zasięg jest określony przez zainteresowanie konkretną grupą ludzi i wszystkim co jest z nimi związane.
Oczywiście żaden z romologów nie jest w stanie zająć się każdym aspektem istnienia Romów, w większości przypadków każdy z naukowców wychodzi ze swojej dyscypliny i koncentruje się na tej grupie etnicznej w jakimś konkretnym ujęciu. Przy próbach opisywania szerszej perspektywy i głębszej analizy i interpretacji okołoromskich zjawisk bolesny i trudny do przezwyciężenia bywa dla autora brak wiedzy i umiejętności metodologicznych z innych dyscyplin. Dla wielu naukowców podjęcie tematyki romskiej jest jedynie epizodem w rozwoju naukowym lub kejsowo traktowanym tematem do opisu. Jednak właśnie takie opracowania bywają bardzo cenne, bo w efekcie ich powstania poszerza się zakres ogólnej choć specjalistycznej wiedzy o Romach. Przykładem takiego opracowania jest choćby artykuł „Health of the world’s Roma population”  opublikowany w „The Lancet” w 2006 roku.

https://www.thelancet.com/journals/lancet/article/PIIS0140-6736(06)68746-1/abstract

Natomiast w Polsce tego typu różnorodne badania publikowane są w związku z ukierunkowaniem tematycznym poszczególnych numerów „Studia Romologica”, a także w serii publikacji pod redakcją i przewodnictwem prof. Piotra Borka. W tym drugim przypadku wielodyscyplinarność wiąże się przede wszystkim z badaniami literackimi, jednak jest to nie mniej cenne niż analizy ekonomiczne lub prawne. Także i w Polsce czasem pojawiają się także opracowania takie jak „Sytuacjaprawna i społeczna Romów w Europie” z 2011 roku, kiedy to naukowcy związani z konkretną dyscypliną podejmują w ramach swojego zakresu badań tematykę romską i przygotowują cenne i specjalistyczne opracowanie.

Tego typu opracowaniem jest bardzo interesujący – choćby już na poziomie samego pomysłu przeprowadzenia analizy – artykuł „Roma Housing and Eating in 1775 and 2013: A Comparison” z 2018 roku opublikowany w „International Journal of Environmental Research and Public Health”.

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5923630/

Wśród trzech autorów jedna z autorek jest związana z tematyką romologiczną (Uniwersytet w Nitrze), a pozostali specjalizują się w tematyce medycznej. Ostatecznie z takiej współpracy powstał bardzo interesujący artykuł. Jego podstawą jest porównanie (niewymierne ze względu na różnorodne i nieporównywalne źródło pochodzenia danych, co jednak nie umniejsza jego wartości poznawczej) informacji/danych dotyczących warunków życia Romów z regionu Tatr (okolice Popradu) w zakresie wyżywienia i mieszkania w oparciu o informacje z czasopisma z 1775 roku (Augustini, A.B.; Hortis, S. Von dem Heutigen Zustande, Sonderbaren Sitten und Lebensart, Wie Auch von DenenÜbrigen Eigenschaften und Umständen der Zigeuner in Ungarn) i wywiadów z 2013 roku przeprowadzonych z grupą 70 osób. Ważnym czynnikiem uwzględnianym w badaniach jest zróżnicowanie przynależności do klas społecznych. Ogólna wymowa artykułu wiąże przeprowadzone badania z kwestiami zdrowotnymi, zarówno w ujęciu historycznym, jak i współczesnym. Ważnym czynnikiem przywoływanym na każdym etapie badania i porównania są kwestie kulturowe, determinujące opisywaną sytuację. Całość artykułu jest opracowana zgodnie ze strukturą IMRAD.
Interesującym zagadnieniem poruszonym w tekście jest kwestia wskazana przez Iana Hncocka, który przy całej swojej rzetelności badawczej niejednokrotnie balansuje na granicy przekazu ideologizującego (choć nie w takim stopniu jak czynił to pod koniec swojego życia wielki badacz – Vania de-Gila Jan Kochanowski). W zakresie nawyków żywieniowych i ogólnie kultury romskiej domaga się on porzucenia myślenia o niej jako o kulturze biedy, co jednak wydaje się być wciąż mało uzasadnione. Bezsprzecznie jednak większość autorów zgadza się z tym, że ogólne nawyki żywieniowe Romów w historii (i współcześnie) były (i są) o wiele mniej zdrowe niż w przypadku reszty społeczeństwa, co może także być jedną z wielu przyczyn potwierdzone ich gorszego stanu zdrowia. W podobny sposób na stan zdrowia Romów wpływają gorsze warunki mieszkaniowe – w szczególności te, które wiążą się z kwestiami sanitarnymi. Autorzy przytaczają informacje o różnicy przewidywanej średniej długości życia Romów i nieromskich Słowaków i różnica ta w przypadku kobiet to 12 lat, a w przypadku mężczyzn 9 lat.
Sięgając do pojedynczych kwestii poruszonych w artykule (warto zapoznać się z nim w całości), szczególnie interesujące są opisy życia Romów w XVIII wieku. Zgodnie z opisem współczesnych badaczy opracowanie Augustiniego było rzetelne, choć ze współczesnego punktu widzenia można je w jakimś stopniu uznać za osadzone w stereotypach. Jednak autor rozróżniał odmienny status społeczny poszczególnych rodzin romskich. Przykładem tego jest to jak pisał o części Romów – że „czasem jedzą chleb”, co jest zrozumiałe, ponieważ nie było ich stać na jego kupno, a w warunkach mieszkaniowych w jakich żyli nie byli w stanie go sami upiec. Nie przeszkadzało im to jednak wypiekać w paleniskach wyrobów mącznych, które jednak chlebem nie były. Współczesna sytuacja żywieniowa biednych Romów związana jest z warunkami mieszkaniowymi. Brak przyłączy prądowych sprawia, że często akumulatory samochodowe stanowią podstawę zasilania. Na nich jednak trudno utrzymać sprawnie i nieprzerwanie działające lodówki. Wystarczy przeprowadzić eksperyment myślowy, aby zrozumieć jak bardzo zmieniłby się system naszego wyżywienia w przypadku braku możliwości nie tylko mrożenia, ale choćby przechowywania żywności w chłodzie.
Autorzy podkreślają, że ogólny stosunek do jedzenie i ogólne nawyki żywieniowe Romów z XVIII i XXI wieku nie różnią się aż tak bardzo i tak naprawdę są porównywalne z tymi jakie są charakterystyczne dla większości populacji żyjącej na tym samym poziomie ekonomicznym. To, co zauważalne, to szczególne podejście Romów do gościnności i rodzinności, które mają znaczenie dla kwestii jedzenia jako takiego i spożywania wspólnych posiłków. Ponownie zatem widoczna i decydująca o specyfice zachowań jest kwestia szczególnie ważnych dla wspólnoty specyficznych czynników kultury romskiej. Jeden z elementów zmiany jest wyraźnie podkreślany przez autorów – z czasem wśród Romów  z okolicy Popradu zniknął zakaz (istniejący w ramach zasad czystości) jedzenia końskiego mięsa.
O wiele większe zmiany zaszły w zakresie romskiego mieszkalnictwa. Jednak w tym przypadku warto sięgnąć do tekstu artykułu, ze względu na większą ilość danych na ten temat.

Badania dotyczące kwestii jedzenia są równie wielodyscyplinarne jak romologia. Nie są także niestety bardzo rozwinięte w Polsce – głównie ze względu na ponaddyscyplinarność. Pojedyncze opracowania naukowe z tego zakresu bywają jednak bardzo interesujące i mogą być wykorzystane w wielu dyscyplinach.


czwartek, 28 czerwca 2018

Dla skutecznej implementacji


Coroczne komunikaty Komisji Europejskiej obejmujące realizację unijnych ram dotyczących krajowych strategii integracji Romów ukazują się w skali roku coraz później. Sądząc po sierpniowej dacie wydanie zeszłorocznego Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego i Rady. Przegląd śródokresowy unijnych ram dotyczących krajowych strategii integracji Romów. COM/2017/0458 final, można przypuszczać, że w tym roku komunikat ukaże się najwcześniej także w sierpniu. Tymczasem jednak już w marcu ukazał się raport Komisji Europejskiej opracowany przez Central European University z Budapesztu w ramach Roma Civil Monitor pilot project, ‘Capacity-building for Roma civil society and strengthening its involvement in the monitoring of National Roma Integration Strategies’.

http://ergonetwork.org/our-work/monitoring/roma-civil-monitor

Raport, a właściwie seria raportów wraz ze zbiorczym odrębnym podsumowaniem, obejmuje Bułgarię, Czechy, Węgry, Rumunię i Słowację. W wszystkich tych państwach mniejszość romska jest na tyle liczna, że ich obecność jest nie tylko bardzo wyraźnie widoczna, ale i wpływa na codzienną rzeczywistość mieszkańców tych państw w stopniu o wiele większym niż ma to miejsce w Polsce.  Nie zmienia to jednak tego, że pozostaje wyłącznie żałować, że tego typu raporty nie obejmują zazwyczaj Polski, jako państwa z niewielką procentowo mniejszością romską, choć i w tej mniejszej skali problemy wcale nie muszą być mniej dotkliwe i mniej wymagające rozwiązania.
Każdy z jednostkowych raportów koncentruje się zgodnie z tytułem na implementacji krajowej strategii integracji Romów.

https://cps.ceu.edu/sites/cps.ceu.edu/files/attachment/basicpage/3034/rcm-civil-society-monitoring-report-1-synthesis-cluster-1-2017-eprint-fin.pdf

To co jednak o wiele istotniejsze od ogólnikowego tytułu, to podtytuł, który o wiele lepiej charakteryzuje zawartość: koncentracja na strukturalnych i horyzontalnych warunkach wyjściowych dla skutecznej implementacji strategii. Zawartość raportu nie tylko podejmuje próbę takiego określenia podstawowych uwarunkowań sukcesu realizacji strategii, ale i przyjmuje strukturę inną niż wynikająca wprost z Unijnych Ram integracji Romów, jak czyni to większość tego typu opracowań. Najczęściej takie dokumenty odnoszą się do pracy/edukacji/zdrowia/mieszkalnictwa oraz zagadnień dodatkowych, takich jak dyskryminacja, monitoring, finansowanie. Jednak w ostatnim czasie, rzeczywistość wymusza zwiększenie koncentracji nawet nie tyle na samej kwestii dyskryminacji, ile na zjawiskach konkretnie określanych jako przejawy antycyganizmu. Zresztą trzeba przyznać, że jeśli chodzi o problematykę dyskryminacji, to nie była ona całkiem marginalizowana i zawsze była przywoływana w różnych opracowaniach sprawozdawczych i analitycznych. Jednak bardzo rzadko było ona uznawana za podstawowy problem, który uniemożliwia rzeczywiste osiągnięcie celów strategii.
Zresztą trzeba przyznać, że dyskryminacja jest problemem dwuwartościowym, a poradzenie sobie z nią wymaga większego wysiłku po stronie większościowej i to w zakresie świadomości i nastawienia, co czyni walkę z nią szczególnie trudną. Tym bardziej jeśli chce się ją zrealizować w ramach strategii ukierunkowanej na konkretną wąską grupę etniczną.
Powracając zatem do kwestii struktury raportu, jest on podzielony na pięć części, pierwsza względnie ogólnych kwestii ukształtowania rządowych strategii i sposobu jej realizacji, przede wszystkim w ujęciu jej jako polityki publicznej. Opracowanie odnosi się zatem do takich kwestii jak udział Romów, poszczególne administracyjne poziomy realizacji strategii (ze szczególną rolą poziomu lokalnego), dostępność danych na temat sytuacji Romów, realna i szczególnie wrażliwa sytuacja i potrzeby romskich kobiet, dzieci i młodzieży.
Część duga to zagadnienia antydyskryminacji. Jej zawartość nie zaskakuje i na początek pojawia się Dyrektywa Rady 2000/43/WE z dnia 29 czerwca 2000 r. wprowadzająca w życie zasadę równego traktowania osób bez względu na pochodzenie rasowe lub etniczne oraz omówienie jej implementacji w poszczególnych analizowanych państwach. Jednak sama implementacja dyrektywy nie wystarcza do tego, aby zmienić sytuację społeczną w jakimkolwiek państwie, choć jest dobrym punktem wyjścia do tego. Jak zawsze aktualna pozostaje dyskryminacja w szkole, począwszy od segregacji w klasach, poprzez pojedyncze i konkretne akty dyskryminacji, a na wysyłaniu romskich dzieci do szkół specjalnych (choćby ze względu na słabą znajomość języka społeczeństwa większościowego i wynikające z tego gorsze wyniki w nauce).  O ile tego typu problemy w Polsce wydają się być dawno już rozwiązane, to np. w Bułgarii ponad 70% uczniów pozostaje w sytuacji , którą można określać jako segregacyjną. Kolejne omawiane zagadnienie to segregacja mieszkaniowa. Dotyczy zarówno gorszych warunków bytowania i dostępu do usług publicznych większości Romów, jak i dyskryminacji w miejscu zamieszkania. W Polsce skrajnym przykładem tych zjawisk jest wspólnota w Maszkowicach oraz próby podrzucania sobie Romów przez gminy http://romowie.blogspot.com/2016/11/zintegrujmy-ich-z-kims-innym-jesienia.html. Ostatnia kwestia to przymusowe wysiedlenia. Spośród omawianych państw najgorsza sytuacja pod tym względem panuje w Rumunii, gdzie wciąż regularnie dochodzi do tego typy zdarzeń. Skrajną formą takich działań są ataki na romskie koczowiska, do których dochodziło w Polsce i aktualnie dochodzi na Ukrainie.

http://www.rp.pl/Przestepczosc/180629665-Ukraina-Atak-na-oboz-Romow-Jedna-osoba-nie-zyje.html

Ostatni temat poruszony w części antydyskryminacyjnej to przypadki dyskryminacyjnych zachowań i działań policji, prokuratury i sądów. Niestety zarówno system administracyjny, jak i wymiar sprawiedliwości oraz siły porządkowe wykazują się często skuteczną i nieograniczoną bezdusznością i surowością. W przypadku policji przyjmuje to najczęściej formę przemocy bezpośredniej, czego przykładem jest choćby sytuacja ze słowackiej miejscowości Zborov z 2017 roku.

https://www.youtube.com/watch?v=QpNVe33xosI

Trzecia część raportu poświęcona jest antycyganizmowi. W tym przypadku głównymi zagadnieniami dotyczącymi przezwyciężania tego zjawiska są instytucjonalne formy walki z nim oraz monitoring mowy nienawiści i przestępstw słownych. Dotyczy to także antycygańskiej retoryki pojawiającej się w wypowiedziach polityków, osób publicznych oraz mediów. Żadne z badanych państw nie ma wdrożonych skutecznych mechanizmów usystematyzowanego przeciwdziałania antycygańkim zachowaniom. Stosunkowo najsprawniej (choć głownie w ramach działań NGO) radzą sobie z tym zjawiskiem Czechy. Sam antycyganizm wiąże się także z ogólnym dyskursem publicznym i społecznym, eksploatowanymi w codzienności stereotypami i sposobami użycia języka w codzienności społecznej. W tym zakresie jakiekolwiek zmiany zachodzą bardzo powoli i są bardzo trudne do odgórnego sterowania/zarządzania.
Przedostatnia część raportu koncentruje się na kwestiach edukacyjnych. W tym obszarze za najistotniejsze w ostatnim czasie uznawane są kwestie nauczania przedszkolnego, jakości tej edukacji, intensywnego uczenia języka dominującego, eliminacji dyskryminacji na tym poziomie. W tym zakresie ponownie dominują działania organizacji pozarządowych, ale w żadnym z pięciu państw sytuacja w tym zakresie nie jest nawet dobra. Nie są to jednak jedyne omówione zagadnienia z zakresu edukacji. Generalnie edukacja romskich dzieci, wyrównywanie ich szans edukacyjnych w społeczeństwie, kończenie rozpoczętego poziomu edukacji i prawidłowa ocena romskich uczniów są we wszystkich omawianych państwach priorytetami, które z większą lub mniejszą skutecznością są realizowane.

Jak widać ogólny kształtu i zakres poruszanych w raporcie zagadnień, nie odbiega od tego z czym – w innej skali i w oparciu o inne konkretne sytuacje – mamy do czynienia w Polsce. Także i znajdujące się w ostatniej części raportu zalecenie oraz rekomendacje można przyłożyć na poziomie ogólnym do Polski. Jednak pojawiają się dwa pytania. Czy rekomendacje są możliwe do realizacji i czy ich wdrożenie rzeczywiście będzie skuteczne ze względu n efektywność realizacji strategii.
Zostały one podzielone na cztery części i odnoszą się na poziomie ogólnym do tworzenia i kształtowania polityki wobec Romów w taki sposób, aby przezwyciężać największe problemy wskazane w raporcie. Najbardziej interesująca są te pojedyncze zalecenie, które dotycząc zmiany w społeczeństwie większościowym. Jednym z nich są szkolenie organów ścigania, prokuratorów, sędziów oraz instytucji rządowych zajmujących się problematyką równości i dyskryminacji. Uzupełnieniem tego ma być wprowadzenie do programów studiów w szkołach przygotowujących organy ścigania, i na studiach prawniczych oraz administracyjnych elementów krytycznej edukacji antydyskryminacyjnej i mniejszościowej. Takie programy powinny między innymi pokazywać ukryte bariery i niebezpieczeństwo dyskryminacji pośredniej. Innym jest przyjęcie, że należy zmienić świadomość społeczną i należy to uczynić poprzez aktualizację programów nauczania (mówienie o tym co u Romów pozytywne a nie negatywne) oraz szkolenie profesjonalistów wielu zwodów, począwszy od administracji publicznej. O tego typu szkoleniach można czytać od lat w wielu dokumentach, jednak zetknąć się z ich realizacją jest zadziwiająco trudno.

Kolejny raport, kolejne trafne w większości rekomendacje i kolejne zawieszone w próżni oczekiwanie na ich realizację. Łącznie z tymi, które wydają się najprostsze, jednak wymagają społecznego zaangażowania przedstawicieli narodowej większości.




poniedziałek, 18 czerwca 2018

MacedRomia albo FyRom


Macedonia, czy też jak jest na forum międzynarodowym i czego koniecznie chce Grecja w ramach zawłaszczania kulturowej spuścizny Aleksandra Wielkiego – FYROM (Former Yugoslav Republic of Macedonia), to piękny i interesujący kraj. Dla większości Polaków to co prawda jedynie państwo tranzytowe podczas podróży autostradą do Grecji, jednak warto jednak lepiej go poznać, docenić ceny niższe niż w Polsce, a że wielkością nie odbiega od województwa lubelskiego, to łatwo jest je zwiedzić w bardzo krótkim czasie. Jak zawsze na Bałkanach uderza tam różnorodność i oryginalność kulturowa, a rdzenni (ponoć) potomkowie Ilirów (lub Iliryjczyków) mieszają się w tłumie z większościowymi słowiańskimi potomkami dzikich Bułgarów. Do tego dochodzą niewielkie procentowo społeczności serbskie i tureckie oraz pokaźny (jak na tę mniejszość) odsetek (2,7%) Romów.

https://www.facebook.com/romanationmovement/photos/a.1136365353044754.1073741829.1107284729286150/2138835059464440/?type=3&theater

Pomimo tego, że Macedonia nie jest krajem bogatym, to jednak Romowie nawet tam wyróżniają się z nieromskiej większości. To, co szczególnie interesujące w związku z romską ludnością zamieszkującą w Macedonii, to istnienie w stolicy (Skopje) dzielnicy Shuto Orizari (zwanej Szutka), w której mieszka 76% Romów (ponad 13 tysięcy osób), w której jest wybrany odrębny romski burmistrz i w której funkcjonują równolegle dwa urzędowe języki – macedoński i romski. Biorąc pod uwagę skład etniczny mieszkańców tej dzielnicy i liczbę Romów, była to zapewne całkiem realna potrzeba i słuszna decyzja. W konsekwencji Skopje jest jedynym miejsce na świecie, w którym język tej mniejszości uzyskała aż tak oficjalny status.

Powracając do liczebności Romów w Macedonii trzeba sięgnąć (choć dane nie są nowe i pochodzą sprzed ponad 10 lat) do rozdzielenia informacji oficjalnych od prawdopodobnie bardziej prawdziwych. I te nieliczone ale prawdopodobne nie mówią o 2,7% Romów wśród macedońskiej populacji, ale raczej o ponad 12%. Jeśli do tego doliczy się (ponownie według wyższych – nieoficjalnych danych) ludność określaną jako Egipcjanie, to ogólna liczba Romów w Macedonii wzrasta znacznie. Ci Egipcjanie, to grupa która odżegnuje się od pełnej identyfikacji z Romami, choć biorąc pod uwagę kwestie antropologiczne i behawioralne oraz sferę społeczną i ekonomiczną, trudno jest ich odróżnić. Podtrzymują opinię własną na temat swojego pochodzenia, twierdząc ze przybyli do Europy z Egiptu. Czy w rzeczywistości jest to grupa Romów, którzy naprawdę (a nie tylko jak to w legendzie średniowiecznej było) w swojej wędrówce zatoczyła większy łuk i dotarła do Europy nie z Azji Mniejszej, ale z Afryki, czy też są to zupełnie rozłączni genetycznie od Romów wędrowcy z Dalekiego Wschodu, czy też wszystko to jest jedynie kolejną legendą stworzoną przez skutecznych w snuciu opowieści potomków Romów – muszą rozstrzygnąć naukowcy, w czym wydatnie mogą pomóc genetyczne badania mitochondrialnego DNA. Na razie jednak na Bałkanach i w Grecji owi Egipcjanie są w takim samym stopniu wyraźnie oddzielani od Romów, jak i z nimi łączeni.

Generalnie w historii Jugosławii Romowie nie mieli bardzo źle w porównaniu z innymi narodowościami. Od lat 70. XX wieku Romowie i ich kultura (oczywiście jej najbardziej powierzchowne przejawy) byli doceniani, a od lat 80. XX wieku wprowadzono naukę języka romskiego i to poczynając od Macedonii, a konkretnie bardzo albańskiego Tetova. I w tym nie ma także nic dziwnego, gdyż najwięcej macedońskich Romów jest właściwie Romami albańskimi i tam gdzie mniejszość albańska jest największa (północ i zachód kraju), tam też najwięcej jest Romów (choć związani są także z ośrodkami miejskimi poza tym regionem – jak na przykład z Bitolą). Romowie od lat 70. byli w Jugosławii uznawani za mniejszość etniczną, co wiązało się nadaniem im praw i ochroną, włączając w to także prawo antydyskryminacyjne, wprowadzające już wówczas określenie „Rom” w miejsce lokalnego odpowiednika „Cygan”. W tym samym czasie wydano pierwszą (i nie jedyną) książkę po romsku (była to poezja), uruchomiono regularne audycje radiowe w tym języku, a  w 1986 roku to w Jugosławii (choć nie Macedonii) wyemitowana została pierwsza w świecie romskojęzyczna audycja telewizyjna.

Jednak ostatecznie Jugosławia się rozpadła, a Bałkany po raz kolejny potwierdziły, że określenie kocioł bałkański nie dotyczy tylko tego że jest tam kulturowo różnorodnie, ale i boleśnie dynamicznie.

Po wyodrębnieniu się republiki Macedonii w preambule jej konstytucji znalazł się zapis dotyczący wymienionych konkretnych mniejszości (w tym Romów) i tego, że dotyczy ich równość praw i obowiązków. Zresztą także w innych macedońskich aktach prawnych o mniejszej randze widoczna jest legislacyjna dbałość o równość wszystkich wymienionych z nazwy mniejszości.
W późniejszym czasie Macedonia – podobnie jak inne państwa bałkańskie – przyjęła narodową strategię na rzecz Romów (1995), a 10 lat później (po przyjęciu jej nowej wersji w 2004 roku) kilka regionów przyjęło lokalne strategie na rzecz poprawy ich sytuacji. Macedonia uczestniczyła także w wielu różnych inicjatywach międzynarodowych, przede wszystkim związanych z bałkańską perspektywą (także rozszerzeniową) Unii Europejskiej. Niestety efektywność udziału w tego typu akcjach, działaniach, programach jest tak samo niska (np. Decade of Roma Inclusion) jak w przypadku większości konkretnych działań w stosunku do Romów, realizowanych w państwach członkowskich Unii Europejskiej, choć to właśnie te akcje na poziomie międzynarodowym (w tym finansowym) najbardziej determinowały wspieranie Romów w Macedonii.

Ogólna sytuacja Romów w Macedonii jest relatywnie (w stosunku do ogółu macedońskiego społeczeństwa) nie gorsza niż taka relacja w wielu państwach europejskich należących do Unii Europejskiej. Oznacza to, że w przypadku znacznej części romskiego społeczeństwa sytuacja jest bardzo zła. Jak zawsze dotyczy to przede wszystkim czterech głównych dziedzin: edukacji, zatrudnienia, mieszkalnictwa i sytuacji zdrowotnej. Dane z 2011 roku pokazywały, że do szkół w wieku 7-15 lat chodziło 75% Romów (przy 90% w przypadku nie-Romów), a w wieku 16-19 lat – zaledwie 27% (przy 65% w przypadku nie-Romów). W tym samym roku bezrobocie u Romów wynosiło 53% (wśród nie-Romów 27%). Także w przypadku jakości warunków mieszkaniowych sytuacja Romów była gorsza niż większości społeczeństwa macedońskiego. Wskaźniki procentowe pokazują, że wymierna ocena sytuacji w tym zakresie była pięć razy gorsza. 

https://www.ertf.org/images/Reports/The_situation_of_Roma_in_Macedonia_01092015.pdf

Badania z 2015 roku pokazały, że sytuacja nie  ulega poprawie prawie w żadnym z obszarów. Nieznacznie wzrósł wskaźnik uczęszczania Romów do szkół, jednak w dalszym ciągu aż 17% dorosłych Romów było analfabetami (w większym stopniu dotyczy to Romni). Problemy edukacyjne Romów w Macedonii wiążą się bardzo mocno z barierą językową, co jest dodatkowym czynnikiem wzmacniającym rezygnację z edukacji. Aż 95% macedońskich dzieci ulicy to niepełnoletni Romowie. W 2015 roku bezrobocie wśród Romów wzrosło do ponad 70%, a utrzymującym się i jednym z głównych problemów był i jest brak profesjonalnego przygotowania do pracy. Sytuacja w zakresie zdrowia i mieszkalnictwa jest bardzo rozbudowana i uwarunkowana wieloma czynnikami. Niestety także ona nie ulega poprawie.
Bardzo interesująca jest sytuacja w zakresie (także politycznej) partycypacji Romów w życiu publicznym. W Macedonii działa aktywnie kilka romskich partii (Union of Roma in Macedonia (SRM), Union of Democratic Forces of Roma (ODSR), Party for Integration of Roma (PIR), Party for Full Emancipation of Roma (PCER)).  Już sam fakt ich tak licznego istnienia jest bezprecedensowy w Europie. W perspektywie ostatnich 10 lat od 2008 roku w parlamencie macedońskim zasiadł jeden Rom, jeden był ministrem bez teki odpowiedzialnym za strategię na rzecz Romów, a generalnie Romowie zajmują różne stanowiska – czasem typowo administracyjne – w wielu macedońskich ministerstwach.
W 2014 roku został przyjęta – zgodnie z aktualnym trendem strategii i planów Unii Europejskiej i w wymiarze czasowym podobnym do polskiej strategii – najnowsza macedońska strategia na rzec z Romów – „Strategy for the Roma in Republic of Macedonia 2014-2020”. 

https://www.rcc.int/romaintegration2020/download/docs/MK2014-2020_en.pdf/a4b7a7abd52eaa6a5b369f18f180cc12.pdf

Aby w pełni ją ocenić, należy wziąć pod uwagę wiele czynników. Najważniejsze z nich to: prawna i realna sytuacja Romów w Macedonii, romskie strategie innych państw post-jugosłowiańskich, unijne ramy wyznaczające zakres działania strategii, strategiczna perspektywa roku 2020, specyfika Romów (i Egipcjan) macedońskich. Co do potencjalnej i oczekiwanej efektywności tej strategii, to można przypuszczać, że… będzie jak zawsze. Macedonia naprawdę jest biednym krajem i główną jej potrzebą, która mogłaby skutkować jakąkolwiek – choćby minimalną – skutecznością , to dobrze wykorzystane (czyli inaczej niż w Polsce i większości państw Unii Europejskiej) zasoby finansowe, które mogłyby realne pomóc macedońskiej mniejszości romskiej.

Jeśli spojrzy się na system prawny i oficjalne dokumenty oraz ogólną sytuację (np. fakt, że język romski jest językiem urzędowym), to Macedonia w jak najpełniejszy sposób dochowuje wielokulturowego dziedzictwa Jugosławii. Co więcej, wydaje się że Romowie (będący tam w równie złej pod względem dyskryminacji sytuacji jak w całej Europie i gorszej w zakresie możliwości ekonomicznych), teoretycznie mają bardziej zrównoważone prawa i możliwości i bardzo aktywnie uczestniczą w głównonurtowym życiu społecznym.
Gdyby tak zachować macedońską partycypację Romów i cały system dobrego dla Romów prawa i dodać do tego bardzo wysoki poziom PKB i prawdziwy dostatek… Ciekawe jak by wtedy wyglądała ich sytuacja w Macedonii, ciekawe jak by wtedy wyglądała Szutka…



piątek, 8 czerwca 2018

Romowie w miastach


Miasta są specyficzną przestrzenią społeczną (i ekonomiczną i antropologiczną i kulturową i każdą inną ale zawsze z przydomkiem „specyficzną”). Czasem wydaje się, że społeczności w miastach rządzą się równie odmiennymi od standardu zasadami jak ma to miejsce w przypadku różnicy pomiędzy psychologią jednostki  i psychologią tłumu. Jednak to w miastach większość Europejczyków upatruje możliwości rozwoju, lepszego standardu życia, większej aktywności. Nic zatem dziwnego, że na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu, a właściwie już blisko stu lat, liczba Romów zamieszkujących miasta wzrosła znacznie.
Na ten ruch do-miejski w przypadku Romów wpływało wiele czynników. W Polsce był to choćby i między innymi proces ich produktywizacji rozpoczęty w latach 50 XX wieku i późniejsze zatrzymanie taborów i zbiorowy nakaz osiedlenia. Z pewnością jak dotąd ostatnim elementem  wpływu na przybywanie Romów do polskich miast (i to przede wszystkim większych) miały kolejne (relatywnie niewielkie w liczbach bezwzględnych) fale romskich migrantów z Rumunii (a także w mniejszym stopniu Bułgarii), których potomkowie do dziś żyją w kilku polskich miastach.
Nic też zatem dziwnego, że życie Romów w miastach, wzbudza szczególną i wciąż aktualną uwagę innych mieszkańców miast. Może przyjąć to postać zakazu wstępu do restauracji, jak miało miejsce w Poznaniu, może to być pomoc dla romskich rumuńskich migrantów w adaptacji, jak było i jest we Wrocławiu, albo może być to palenie romskich obozowisk, jak to zaczyna być praktykowane na Ukrainie.  
Zainteresowane mogą Romami być także i same miasta, np. zrzeszone w międzynarodowej sieci EUROCITIES. Efektem takiego zainteresowania tej organizacji jest stosunkowo pokaźna liczba danych i informacji o Romach, a także raport (a właściwie dwa odrębne dokumenty o zbliżonej treści) z 2017 roku omawiający wyniki badania sytuacji społeczno-ekonomicznej Romów w 27 miastach europejskich: „Roma inclusion in cities. Mapping of the situation of Roma in cities in Europe”.

http://nws.eurocities.eu/MediaShell/media/Roma_mapping_in_cities2017_final.pdf

Raport zawiera bardzo wiele interesujących informacji i jest rzeczywistym (choć na poziomie szczegółowym niereprezentatywnym) przeglądem różnorodnych, a jednak zbliżonych sytuacji społeczności romskich w różnych miastach i różnych państwach.
Poszczególne części dotyczą: gromadzenie danych o Romach w miastach, identyfikacji pochodzenia etnicznego i narodowego miejskich Romów, głównym wyzwaniom stojącym przed Romami w miastach i zaangażowaniu miast w ich przezwyciężanie, stosunkowi miast do włączenia Romów, dialogowi i współpracy, potrzebom wsparcia miast we włączaniu Romów. Struktura ta nie zaskakuje szczególnie odkrywczo zdefiniowanym polem analizy. Jednak jest to opracowanie zawierające aktualne dane, patrzące z nieco innego punktu widzenia niż większość tego typu raportów, zawiera wiele cennych jednostkowych i konkretnych informacji, a część danych jest w bardzo użyteczny sposób wyselekcjonowana, pogrupowana i porównawczo przeanalizowana.
Jeśli chodzi o wspomnianą niereprezentatywność danych i różnorodny wybór ich źródła (miasta), to w przypadku Polski są to Bydgoszcz i Poznań. Uogólniając: miasta z północnymi Romami Górskimi, Polską Romą i wewnątrzunijnymi migrantami z Rumunii (Bydgoszcz – zasadniczo nie); miasta o tradycji urbanistyki i struktury miejskiej Polski północno-zachodniej. Nie do końca reprezentatywne dla całego obrazu romskich mieszkańców polskich miast, jednak żadne wybrane dwa polskie miast takimi by nie były. Bydgoszcz jest przykładem miasta o najniższej populacji wśród badanych ośrodków – 370 osób, natomiast Poznań i 1700 Romów to jeden z przykładów najniższej ich liczby z analizowanych przypadków.


Wśród problemów Romów z Bydgoszczy wskazany został utrudniony dostęp do rynku pracy, brak reprezentacji w życiu publicznym i politycznym oraz dyskryminacja i stygmatyzacja. Poznańscy Romowie maja podobne problemy z pracą, odczuwają budowanie ich negatywnego wizerunku w mediach, związanego z dyskryminacją. W obydwu miastach pojawia się problem z dotarciem do oficjalnych danych na temat Romów (zapewne przez ich brak), a podstawą do opracowania danych były instytucje pozarządowe i pomoc społeczna. Pomimo innego formułowania konkretnych punktów, te polskie odpowiadają całkiem uśrednionej sytuacji w większości badanych miast. Nie nastraja to zbyt pozytywnie. Powszechna dyskryminacja, utrudnienia na rynku pracy, brak danych mogących służyć analizom i ewentualnemu projektowaniu skutecznych działań… najzwyklejszy wizerunek nowoczesnej i modernistycznej Europy.


Nie mniej pesymistycznie przedstawiają się dane dotyczące problemów z systemem edukacji. W tym przypadku trudnym do przezwyciężenia z punktu widzenia zachowania kulturowej odrębności Romów jest czynnik wewnętrznych uwarunkowań kulturowych, jednak na drugim miejscu ponownie pojawia się dyskryminacja, a także brak wiary w system edukacyjny, co akurat nie musi być utrwalane w romskiej kulturze i nie stanowi przeszkody kulturowej. Jednak samo się to nie zmieni i należy po stronie społeczeństwa większościowego wykonać określony wysiłek finansowo-organizacyjny, ab poprawić sytuację w tym zakresie.


Podobne – nie napawające zbytnim optymizmem – dane można przytaczać z raportu w zakresie dostępu do mieszkań i podstawowych usług komunalnych, systemu opieki zdrowotnej, a nawet opieki społecznej, co jednak nie odda całej zawartości raportu i jego ogólnego wydźwięku.
Szczególnie interesujące są przytaczane dane dotyczące samych miast i Romów. Aż 16 spośród nich ma jakaś ukierunkowaną na Romów politykę, a 12 lokalną strategię wobec Romów.


Wśród potrzeb miast, których zaspokojenie może pomóc w integracji Romów i w poprawie ich sytuacji społeczno-ekonomicznej, oczywiście na pierwszym miejscu znajdują się większe fundusze. Jednak od razu na drugim – potrzeba większego/pełniejszego dialogu i współpracy z Romami. Tu jednak na przeszkodzie stoi wiele czynników. Z pewnością dominuje przyzwyczajenie do nieangażowania się, brak wiary w skuteczność podejmowanych działań i wreszcie utrwalona dyskryminacja, a być może jedynie strach przed nią. Wszystko to można zmienić okazując odrobinę dobrej woli. Jednak koniecznie równocześnie po obydwu stornach dialogu.


Całe badanie skutkujące powstaniem raportu należy traktować przykładowo, choć niestety niepilotażowo. Jednak nie potrzeba szczegółowego wizerunku wszystkich miast, aby móc odpowiedzieć na ich potrzeby związane z chęcią pomocy Romom. Także jeśli chodzi o zakres codziennych uciążliwości i problemów z jakimi stykają się Romowie w miastach, i z jakimi należałoby w jakimś stopniu sobie poradzić, na pierwszy plan wysuwa się kwestia zatrudnienia i dyskryminacji. Pomimo zasadniczego niepowiązania tych kwestii z uwarunkowaniami i ograniczeniami kulturowymi, ich przezwyciężenie może być o wiele trudniejsze niż rozpoczęcie głębszego dialogu z romskimi mieszkańcami miast.