poniedziałek, 8 stycznia 2018

Teraźniejszość i przyszłość romskiej przeszłości

Temat romskiej przeszłości i podejście zarówno nieromskich badaczy, jak i samych Romów do ich dziejów stał się szczególnie aktualny w ciągu ostatnich kilkudziesięciu (już) lat. O ile od końca XVIII wieku wiadomo, że pochodzą z Indii, a historię ich wędrówki do Europy i w samej Europie analizuje wielu badaczy (w tym w Polsce w szczególności Lech Mróz), to nie mniej ważnym zagadnieniem jest kwestia pamięci Romów o swojej przeszłości i tego jak sami są osadzeni we własnej świadomości historycznej. Wiąże się to z zapoczątkowaną w XX wieku mobilizacją etniczną (i narodową) Romów, z pytaniami o wspólną przeszłość, o losy Romów podczas II wojny światowej i o tradycyjną i modernistyczną tożsamość tej grupy. Ze względu na aliteracki charakter romskiej kultury i odmienne niż głównonurtowe podejście do dat i historii, pojawiła się nawet niemożliwa do udowodnienia i oparta na błędnych założeniach teza, że Romowie są ludem bez historii.

https://books.google.pl/books?id=VDuVQgAACAAJ&dq=inauthor%3A%22Angus%20Fraser%22&hl=pl&source=gbs_book_other_versions

Sięgając do badań romskiej przeszłości, ich losów w poszczególnych państwach, historii wyjścia z Indii, historii badań języka romani, nie sposób nie natknąć się na fundamentalne dzieła Angusa Fraser „The Gypsies” z 1992 roku. Książka ta, wydana także w Polsce („Dzieje Cyganów”), pozostaje wciąż podstawowym źródłem rozstrzygającym wielu kwestiach dotyczących romskiej historii. To, co można o niej powiedzieć, wyraził jeden z krytyków: „to doskonała książka, starannie opracowana, rzetelnie napisana i obficie ilustrowana”. Powstała ona w wyniku dziesięcioleci badań prowadzonych przez autora.
Poza badaniami Romów i ich historii Sir Agnus Fraser był urzędnikiem brytyjskiej służby cywilnej, a także zajmował się twórczością Georga Borrowa powołując do istnienia „George Borrow Society”. Postać tego XIX-wiecznego pisarza podróżniczego mogła wpłynąć na zainteresowanie Frasera Romami. Borrow podczas swoich podróży po Europie często spotykał się z tą grupą i nawet przez pewien czas żył wśród nich (z brytyjskimi Romanichal), co zostało przez niego opisane w „The Romany Rye” („Romski dżentelmen”) z 1857 roku. Także podczas pobytu w Hiszpanii poświęcił się badani i opisaniu w kolejnych publikacjach tamtejszych Cyganów, a pod koniec życia wydał „Romano Lavo-Lil” – słownik angielsko-romski.

http://www.gutenberg.org/ebooks/422

Angus Fraser zmarł w 2001 roku. Rok później w pracy zbiorowej „Roma Rights: Race, Justice, and Strategies for Equality” ukazał się jego artykuł, publikowany wcześniej w „Cambridge Review for International Affairs”. Jest to – nie licząc licznych tekstów publikowanych w „George Borrow Bulletins” –  jego ostatnia najważniejsza publikacja dotyczący Romów.


Tekst – choć niedługi – zawiera bardzo liczne informacje, odniesienia i myśli. Artykuł przede wszystkim przedstawia różne punkty widzenia dotyczące pochodzenia Cyganów i ich migracji. Fraser analizuje zarówno mitologizujące pochodzenie tej grupy pomysły z początków ich obecności w Europie, jak i późniejsze – równie fałszywe teorie powstające przez do końca XVIII wieku. Jedną z bardziej interesujących był pomysł J.C. Wagenseila, który twierdził, że Cyganie byli niemieckimi Żydami, którzy ukryli się przed prześladowaniami na 50 lat (w 1350 roku), a w późniejszym czasie ujawnili się, nieco już odmienieni.
Fraser wyjaśnia zarówno skomplikowaną sytuację dotyczącą etnonimu w rozróżnieniu na nazwy własne i nazwy nadane przez otaczjące ich społeczeństwo. Powraca także do swojej myśli wyrażonej w „The Gypsies”, że historia Romów ukryta jest w ich języku i w nim się w największym stopniu odzwierciedla. Skrótowo opisuje historię ich prześladowań w Europie – początkowo związaną z odrzuceniem przez mieszkańców XVI-wiecznej Europy – legendy o ich pielgrzymim życiu. Cytuje przy tym autorów tamtego czasu. Jednym z bardziej interesujących jest zapisana wypowiedź niemieckiego geografa na temat Cyganów: są narodem niemieckim, jednak zebranym spośród najbardziej leniwych ludzi.
Poza opisem rozwoju dalszych prześladowań omawia dokładnie początki badań naukowych nad pochodzeniem Romów, wskazując na rok 1782 i Johanna Rüdigera jako datę ich rozpoczęcia. To ten właśnie autor po raz pierwszy wskazał – zgodnie ze stanowiskiem Frasera – że ich historia i język powinny stanowić obiekty badań naukowych, a ich samych trzeba przestać traktować jako coś czego wszyscy się wstydzą. Nie wszyscy jednak badacze tamtego okresu (w tym i sam Heinrich Grellmann) byli zgodni co do konieczności zmiany podejście do przedstawicieli tej grupy, ograniczając się jedynie do badań naukowych skoncentrowanych na ich języku. XIX wieku stał się w konsekwencji w Europie czasem intensywnych badań językoznawczych nad Romami, poszukiwań konkretnych miejsc w Indiach, z których mogli wyruszyć i określania ścieżek ich migracji. To wówczas – mając na celu wyłącznie wyjaśnienie tajemnicy pochodzenia Cyganów – powołano do życia Gypsy Lore Society. Pomimo tak szerokiej działalności badawczej powszechny stosunek do nich nie ulegał zmianie. Ponadto wiele badań z tego okresu nieintencjonalnie przyczyniło się do rozwoju koncepcji czystości rasowej i w późniejszym czasie idei nazistowskich. Między innymi uważano, że skłonność do nomadyzmu jest uwarunkowana genetycznie, co miało stanowić argument przeciwko „mieszaniu się ras”, aby nie „zarażać” tym błędnym sposobem życia innych członków społeczeństwa niemieckiego.
Omawiając bardziej współczesne badania pochodzenia i szczegółów migracji proto-Cyganów Fraser przywołuje zarówno Vanię de-Gilę (JanKochanowski), jak i Iana Hancocka, szerzej koncentrując sią na analizach tego ostatniego. Jednak pomimo określania tego autora jako wybitnego, dodaje, że część danych podawanych przez Hancocka, można także inaczej interpretować, zatem wnioski nie są jednoznaczne i ostateczne. Zdroworozsądkowe podejście Frasera nie obarczone przynależnością etniczną i co za tym idzie jednak pewnym wbudowanym mitologizującym podejściem sprawiło, że nad wyraz subtelnie wskazuje na nie w pełni obiektywne naukowo podejście do niektórych faktów także kolejnych autorów zajmujących się odtwarzaniem cygańskiej drogi do Europy.
Pod koniec artykułu Fraser – jako bardzo interesujące – opisuje podejście Wima Willemsa, który stwierdził, że Językoznawstwo nigdy nie będzie w stanie udzielić rozstrzygających odpowiedzi na wszystkie pytania dotyczące rekonstrukcji historii Cyganów i dlatego też należy skupić się na nieco innym zakresie badań, odchodząc od nauk historycznych do nauk społecznych i poruszając takiej zagadnienia jak stygmatyzacja Romów i ich sytuacji jako wędrowców, którzy starają się różnymi sposobami znaleźć swoje miejsce w obcym i nieprzyjaznym im świecie rzeczywistości społecznej.
Szkoda, że w jednym z przypisów wydawca – pomimo dokładnego tłumaczenia kwestii nazewnictwa Romów przez Angusa Fraser – poczuł się władny i zmuszony do dodatkowego tłumaczenia dlaczego autor używa nazwy „Cyganie”.
Sam artykuł – w jakimś stopniu zbiera, częściowo powtarza i wykorzystuje to, co zostało szerzej opisane w „The Gypsies”. Pojawiają się tu jednak i nowe treści, informacje a także pełne zrozumienie, że przyszła romologia będzie obejmowała nieco inny zakres badań. Biorąc pod uwagę zwiększone zainteresowanie świata nauki historia Romów, kolejne (także w ramach badań genetycznych) możliwości i odkrycia, można żałować że Agnusowi Fraserowi zabrakło czasu na to aby jednak przeprowadzić kolejne wieloletnie analizy i poszukiwania i opracować kolejną książkę.

W opublikowanym w „The Journal of Nationalism and Ethnicity” w 2003 roku nekrologu/wspomnieniu po Angusie Fraserze, autor napisał, że był on łącznikiem pomiędzy starszym pokoleniem brytyjskich cyganologów zgormadzonych w Gypsy Lore Society, a nowymi – bardziej świadomymi społecznej rzeczywistości – autorami. Omawiany artykuł pokazał, że potrafił także dostrzec i wskazać przyszłe kierunki badań, wykraczające poza jego pokolenie romologów.


czwartek, 28 grudnia 2017

Inni są inni. I tacy mają być


Inny jest zły. Inny jest obcy. Inny jest inny
Gdzie przebiega granica inności? Co trzeba mieć (albo nie mieć), kim trzeba być (albo nie być), aby być tym złym innym?
Najgorsi, to ci inni, którzy zagrażają naszemu stylowi życia, którzy swoim istnieniem uderzają w nasze wartości (o ile je mamy i nie, nie są to „wartości” w znaczeniu aksjologicznym, ale wartości pozwalające na niezmienny tryb życia), sprawiają że pojawia się coś nowego, nieswojskiego, wprowadzającego nieuporządkowanie w naszą fizyczną i mentalną rzeczywistość. To wszystko odbiera nam komfort, zmusza do zmiany, wprowadza nieład. Nieład wizualny, nieład kulturowy, nieład behawioralny. Nieład w naszych głowach.
Do bycia innym wystarczy jedna cecha. Może być to orientacja seksualna, religia, kolor skóry, choroba, sposób myślenia, pochodzenie.

https://www.storiesthatmove.org/pl/strona-glowna/

Stories that Move Narzędzia do przeciwdziałania dyskryminacji to oryginalny ponadnarodowy (7 krajów) projekt (w ramach Erazmus+) wykorzystujące nowoczesne metody edukacyjne do uczłowieczenia „innych” skierowany do młodzieży w wieku 14-17 lat. Przez uczłowieczanie trzeba tu jednak rozumieć przyjęcie ich do swojego grona, uznanie za należących do tej samej wspólnoty ludzi, porzucenie negatywnego wartościowania „innego”, jednak bez likwidacji tej kategorii. Bo wartość leży w różnorodności.
Służy temu wyróżnienie trzech kluczowych elementów edukacji: słuchanie, dialog, wrażliwość; a także kształcenie hybrydowe oraz wyodrębnione pięć ścieżek edukacyjnych.
Na stronie internetowej udostępniono gotowe materiały edukacyjne (jak dotąd - w języku angielskim), zaproszenie dla edukatorów, aktualności, słownik (te dwa ostatnie jak na razie puste).

Z nieedukatorskiego punktu widzenia najbardziej interesującą częścią materiałów opracowanych do projektu jest dział zawierający filmy. Wszystkie one mają za zadanie pokazać, że tak jak ci, którzy mówią o kimś „inny” są ludźmi, tak i ten, o którym tak mówię, jest człowiekiem. Ich bohaterami są młodzi ludzie należący do różnych grup, które są uznawane za „innych”. Opowiadają o sobie i swoich doświadczeniach. 26 osób z Austrii, Danii, Holandii, Niemiec, Polski, Słowacji, Ukrainy i Węgier. Wśród nich są także Romowie.

https://www.youtube.com/watch?time_continue=8&v=sIssZpyvs9I

Diewiętnastoletnia Alyona z Ukraina mówiąca o pamięci o swoich przodkach i pochodzeniu i o tym, że to jest podstawą tradycji, kultury, języka i dumy ze swojej romskiej tożsamości. W innym koncentruje się na stereotypach oraz na codziennych elementach wynikających z romskiej tożsamości i postrzegania świata. W kolejnym mówi o potrzebie otwartości, o swoich doświadczeniach pomagania innym i realizacji projektów.

https://www.youtube.com/watch?v=3Rq7c2Eu0qA

Siedemnastoletni Márk z Węgier opowiada o swoich doświadczeniach edukacyjnych, rodzinie (bliższej i dalszej), o normalnym codziennym życiu, o zdarzającej się niechęci, którą jednak daje się przełamać, a także niesoprawiedliwych stereotypach. W drugim – bardziej osobistym – filmie, mówi o uprzedzeniach jakie ma w stosunku do niego ojciec jego dziewczyny.

https://www.youtube.com/watch?v=vy6z4Cs3Ojc

Szesnastoletni Csaba – także z Wegier – mówi o swojej rodzinie, o inności, stereotypach i o dyskryminacji, na jaką się musi czasem godzić ze względu na bycie Romem.
Filmów jest o wiele więcej, choć pozostałe nie są wypowiedziami Romów, ale przedstawicieli innych mniejszości różnego autoramentu oraz osób, które dostrzegły, że inność nie jest czymś negatywnym. Wszystkie jednak są podobne, ponieważ pokazują, że można. Każda z tych wypowiedzi może stanowić podstawę do przeprowadzenie odrębnego warsztatu lub lekcji. Zawarte w nich podstawowe i prosto sformułowane informacje są łatwo przyswajalne i akceptowalne przez chyba każdego. Służy temu między innymi to, że cała grupa filmowanych osób, to dzieci ludzi z klasy (nieistniejącej w rzeczywistości) średniej. Nie skrajnie biednych i drastycznie prześladowanych, ale ludzi żyjących normalnie i czasem spotykających się z pojedynczymi aktami dyskryminacji, przez to o wiele bardziej bolesnymi, zaskakującymi i niesprawiedliwymi. To zresztą dobrze skraca dystans do przedstawicieli „innych” i odziera ich z owej inności. A przynajmniej taki jest cel i tak może i powinno się dziać.
Trudo powiedzieć, czy projekt zrealizuje swoje cele, jednak na pewno daje na nie większą szansę niż zaniechanie jakiegokolwiek działania, a jego konstrukcja, zasięg i metody dobrze temu wróżą. W założeniach nastolatkowie mają zostać pobudzeni do refleksji nad własną postawą i wynikającymi z niej wyborami. Ponadto ich zadaniem jest posługiwanie się krytycznym myśleniem w stosunku do różnorodności i dyskryminacji. Takie sformułowanie dobrze wygląda w założeniach programowych, jednak w praktyce o wiele lepiej stosować logiczne myślenie, które zabezpiecza przed doprowadzeniem krytycznie pozytywnego podejścia nastawionego na zmianę do krytykanctwa i przed bezpodstawną (bezlogiczną) krytyką rzeczywistości.

Niechęć do innych, obcych, „tych zagrażających” jest wynikiem zbiorowych doświadczeń naszych przodków, które wynikają z naszej ewolucji od pierwszych form homo do homo sapiens bardzo sapiens. Doświadczeń, które utrwaliły się w pamięci zbiorowej, w zachowaniach grupowych i indywidualnych, które są „naturalne”, a właściwie wynikają z naszej natury. To one gwarantowały słabej grupie naszych przodków przetrwanie w niesprzyjającym środowisku. Jednak rozwój cywilizacyjny polega na organizowaniu rzeczywistości, na tworzeniu (jak najbardziej) uniwersalnych wartości i zaspakajaniu potrzeb wyższych niż – zgodnie z piramidą potrzeb –fizjologiczne sprowadzające się do jednostkowego i gatunkowego przetrwania. Rozwój cywilizacyjny i postęp to nie tylko nowy model smartfona i szybszy internet. To przede wszystkim stosunki społeczne przekraczające nasza prymitywne uwarunkowania.



poniedziałek, 18 grudnia 2017

Cygańskie modlitwy


Oooo jaki ładny wzorek na okładce… To może być pierwsza myśl, jak przyjdzie do głowy po spojrzeniu na świeżo opublikowany „Romski modlitewnik i śpiewnik”. Jednak o wiele ważniejsza jest jego zawartość, a także to, że w końcu tego typu publikacja została wydana.

http://www.romowie.com/old/instytut/modlitewnik.pdf

Romski stosunek do religii i sama romska religijność są jednocześnie bardzo proste i zarazem bardzo skomplikowane. Podobnie zresztą jak ich kultura, historia i to jakie miejsce znajdują w nieromskiej dominującej rzeczywistości.
To, co z pewnością można o religijności romskiej powiedzieć, to że jest ona otwarta i szczera. Ci przejawia się między innymi w licznych – jak na taką małą grupę Romów zamieszkujących Polskę – pielgrzymkach romskich. Zresztą właśnie doroczna (od 1981 roku) pielgrzymka Romów na Jasną Górę, na początku grudnia tego roku, była okazją do ogłoszenia wydania i upowszechniania modlitewnika.
Inne znane cele zorganizowanych romskich pielgrzymek, to Sanktuarium Matki Bożej Bolesnej w Limanowej (w trzecią niedzielę września w czasie Wielkiego Odpustu Limanowskiego) oraz do Rywałdu Królewskiego na Kujawach (w drugą niedzielę czerwca). Znajdująca się tam figura jest nazywana Matką Bożą Cygańską, co wiąże się z cudownym wydarzeniem z 1930 roku, którego dodatkową pamiątką i śladem jest tradycja przystrajania rzeźby w peruki.

Biorąc pod uwagę, że 90% polskich Romów jest katolikami i że prowadzi ich Krajowy Duszpasterz Romów (ks. Stanisław Opocki), wydanie romskiego obszernego modlitewnika jest czymś naturalnymi i w sumie trzeba przyznać, że brakowało takiego wydawnictwa w Polsce. Zostało ono opublikowane przez Związek Romów Polskich z siedzibą w Szczecinku, w ramach działalności Instytutu Pamięci i Dziedzictwa Romów oraz Ofiar Holokaustu. Finansowanie zapewniło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji w ramach swej działalności związanej z  mniejszościami narodowymi i etnicznymi w Polsce.
Poza kwestiami wydawniczo-instytucjonalnymi, koniecznie trzeba zwrócić uwagę na sprawcę i autora tego opracowania. Andrzej Sochaj jest postacią, na której twórczość lub inicjatywy nie sposób nie natknąć się poszukując informacji o Romach, a w szczególności o ich religijności. Jedno z polskich wydawnictwo określiło go jako „filozofującego teologa”. Wydał kilak książek, jest aktywnym publicystą i nieco mniej aktywnym blogerem. Nic zatem dziwnego, że to właśnie on był inicjatorem i realizatorem wydania „Romskiego modlitewnika i śpiewnika”. Na ostatnich stronach tego wydawnictwa można znaleźć więcej szczegółowych informacji o autorze.
Wśród licznych celów wskazywanych przez Andrzeja Sochaja, jakie przyświecały opracowaniu modlitewnika dla Romów, na pierwszy plan wybija się: pogłębienie (i tak zaangażowanej) religijności Romów oraz wsparcie Krajowego Duszpasterza Romów.
O modlitewniku różne źródła związane z kościołem katolickim w Polsce mówią, że to praca „pionierska”, że dotąd czegoś takiego „nie było”, a wskazując na jego wartość piszą, że „najbardziej podkreślaną cechą romskiej społeczności jest języki”. To wszystko jest niewątpliwie prawdą i dobrze, że publikacja ta została wydana.

W modlitewniku jedynie część jego zawartości jest dwujęzyczna i w większości jest on przygotowany w języku polskim. To dość poważna, choć jedyna jego wada. I tak stopień wypełnienia go przez romskiego ducha, romskie pieśni i pojedyncze tłumaczenia modlitw na język romani są wystarczające do tego aby spełniał swoje zadanie i aby można było mówić o nim jako modlitewniku i śpiewniku „romskim”.
Publikację otwiera wprowadzenie autora. Dobrze opracowane, charakteryzujące nie tylko samo wydawnictwo, ale i związki Romów z kościołem katolickim we współczesnej Polsce, w całości przetłumaczone na język romski. To, czego autorowi bezwzględnie nie można wybaczyć i co jednak znacząco obniża wartość jego tekstu, to przypis do Wikipedii, którego naprawdę można było uniknąć.
Pierwsze części modlitewnika dotyczą Eucharystii i pozostałych sakramentów, modlitw katechetycznych oraz takich, które zawsze pojawiają się w każdym ogólnym modlitewniku. Spośród nich jedynie pojedyncze są tłumaczone na język romski. Pod koniec tej części zaczynają się pojawiać modlitwy ściśle związane z Romami. Są to na przykład akty oddania się Romów Matce Bożej, czy choćby modlitwy do Matki Bożej Rywałdzkiej, czy Apel do Matki Bożej Limanowskiej. Dopełnieniem tego są modlitwy przez wstawiennictwo patronów Romów: błogosławionego Zefiryna Gimeneza Malla i sługę bożego Juana Ramona Gil Torresa. Nie mniej ważne są modlitwy z dalszych części: modlitwa ekumeniczna za pomordowanych Romów i Sinti w czasie II wojny światowej (1939-1945), modlitwy związane z podróżowaniem i pielgrzymowaniem oraz piękna Pamięci Romskiego Ludu:

Widziałeś cierpienie w czarnych oczach naszych dzieci?
Słyszałeś lament naszych matek i żon?
Widziałeś załzawione oczy naszych dumnych ojców?
Wyczerpane twarze mądrych starszych ludzi?
Czy nasze cierpienie nie jest wystarczająco duże?
Czy nasze oczy nie płakały więcej niż tańczyliśmy?

Ostatnia cześć publikacji to śpiewnik. Oczywiście śpiewnik religijny i choć utworów jest tylko (lub jednak aż) 30, to w tej części zaspokojona jest potrzeba obecności języka romskiego. Część piosenek i pieśni jest w wersji dwujęzycznej, część wyłącznie po romsku, a jedna – i to warte jest ogromnej pochwały – w trzech wersjach: Polskiej Romy, Lowarów i Romów Górskich (lub Karpackich jednak nie Bergitka Roma, jak znalazło się w publikacji).
Warto także – skoro jest właśnie grudzień i za tydzień są już Święta – zajrzeć do części z kilkoma kolędami w języku romskim.

A na koniec – jeszcze nie kolędowo – przepiękny w treści utwór „Pozwól mi Panie” nazywany cygańską modlitwą, śpiewany przy okazji festiwali przez większość polskich „cygańskich gwiazd”, czyli znanych romskich wykonawców.


piątek, 8 grudnia 2017

Цыганская Автономная Советская Социалистическая Республика


Zagadnienie wspólnej reprezentacji Romów i to optymalnie przyjmującej formy romskiego państwa powraca co jakiś czas pod postacią pojedynczych wypowiedzi, koncepcji, rozważań o różnorodnym zakresie. Jednak pomimo pozornej atrakcyjności takiej koncepcji, która mogłaby zmniejszyć dyskryminację Romów lub przynajmniej stworzyć struktury (w tym przypadku państwowe) i bardziej skuteczne niż obecnie istniejące mechanizmy upominania się o prawa dyskryminowanych Romów w świecie, nikt chyba już poważnie nie traktuje możliwości utworzenia takiego Romalandu. W historii pomysły na powołanie cygańskiego państwa wiązały się najczęściej z ambicjami romskich działaczy, „królów” i aktywistów. Realizacja takiej państwotwórczej inicjatywy wymagałaby oddania Romom konkretnego terenu, a na to nie zdecyduje się obecnie chyba żadne państwo. Problematyczne byłoby także zgromadzenie znaczącej części światowej populacji Romów na tym obszarze, uznanie przez wszystkich Romów tego, że jest to ich państwo. Także zbudowanie przez nich struktur państwowych mogłoby okazać się misją niemożliwą do zrealizowania.

Na jednym z portali wiedzy pojawiło się w 2017 roku chyba interesujące pytanie: Why don't the Roma have a state of their own but the Jewsdo (Israel)? Odpowiedź choć rozbudowana i wielowątkowa jest stosunkowo prosta – przede wszystkim zabrakło wspólnej woli politycznej i realnej okazji aby takie państwo zostało wydzielone. Ponadto ogłoszenie Declaration of Roma Nation ukazuje zupełnie inny kierunek podtrzymywania i uwspólniania romskiej tożsamości (choć nie gwarantuje on tworzenia struktur mogących się o prawa Romów w świecie skutecznie upominać).
Jednak autor zwraca uwagę na inne przyczyny: to, że Romowie zawsze byli migrantami i że ich pierwotne miejsce (państwo?) pochodzenia jest nieznane. Obydwa stwierdzenia są fałszywe. O ile można mieć wątpliwości czy Romowie pochodzą „pierwotnie” z północnych czy też z południowych Indii , to jednak kraj ich pochodzenia i przynależność genetyczna nie budzą wątpliwości. Także wieczna migracyjność Romów nie jest racjonalnym argumentem. Choćby odnosząc się do aktualnej sytuacji. Przykładowo większość polskich Romowie nie jest migrantami do kilkuset lat, a do mobilności mają po prostu bardziej otwarty stosunek niż większość. Poza tym – choć migracyjność stała się ważnym elementem ich  strategii przetrwania, to jednak nie są ludem, który nie przerwał wędrówki od czasu wyjścia przodków człowieka współczesnego z Afryki.
Osoby komentujące tę porcję „wiedzy” potrafiły dodać nie mniej radosne w swej pomysłowości argumenty. Romowie nie zasłużyli sobie na państwo bo nie dali światu nic ani nikogo cennego, a jedynie kicz. Nie taka jednak powinna być podstawa uznawania czyjejkolwiek państwowości, a prawdziwy kicz jest sztuką. 


Ciekawe natomiast jak inaczej wyglądałby świat bez flamenco, Picassa, Presleya i Chaplina. Zresztą w tworzących zręby „wiedzy” komentarzach pojawiają się takie stwierdzenia jak nie mają historii lub stworzyć im państwo i ogrodzić murem.

Dobrą i praktyczną odpowiedzią na różnego rodzaju rozważania dotyczące romskiego państwa jest Virtual Roma Nation and Direct Internet Democracy.

http://romanation.org

Można mieć pewne wątpliwości co do efektywności i przyszłości tego projektu, jednak założenie wydaje się być słuszne:
Jedyna realna, praktyczna demokracja dla Romów to bezpośrednia demokracja internetowa
Także uzasadnienie jest trafne:
Romowie nie mają powszechnej reprezentacji poza poziomem lokalnym.
Trzeba się zorganizować w ramach mechanizmów oddolnej demokracji , aby osiągać wspólne cele.
Oby kwestie personalne nie wpłynęło negatywnie na rozwój tej inicjatywy i oby zaangażowani w nią Romowie nie zniechęcili się problemami z pozyskiwaniem funduszy.

Trzeba także spojrzeć na propozycję wskazującą nie na państwo czy naród (choćby wirtualny), lecz na kwestię samostanowienia Romów.

https://www.opensocietyfoundations.org/voices/time-turmoil-path-roma-self-determination?utm_source=facebook.com&utm_medium=referral&utm_campaign=osffbpg

Wraz z oceną wcale nie coraz lepszej sytuacji Romów w Europie, stała się ona podstawą do identyfikacji słusznych działań:
Sięgnąć do mądrości i twórczej mocą przodków i ich samostanowienia
Utrzymać moralne i polityczne podstawy romskiego przywództwa
Przerwać poczucie strachu i bycia zastraszanymi, które zostało Romom narzucone
Wzmocnić romską prężność organizacyjną i skuteczność
Angażować się w kolektywną samorządność, aby uzyskać długofalowy wpływ na romskie społeczności
Skutek pełnej realizacji tych haseł powinien być równie efektywny, jak stworzenie dobrze zorganizowanego państwa romskiego i na pewno jako tak ukształtowana, oparta o tradycyjne wartości koncepcja może być o wiele bliższy Romom niż idea romskiego państwa (lub wirtualnego narodu). Tym bardziej że są to raczej ogólne przykazania możliwe do realizacji w różny sposób i w ramach różnej aktywności, nie zaś konkretne struktury, z przypisanymi do funkcji i stanowisk konkretnymi osobami.

Na koniec warto przytoczyć mało znany wątek z historii Związku Radzieckiego, gdzie w latach 1934-1936, podjęto starania zmierzające – wzorem Żydowskiego Obwodu Autonomicznego ze stolicą w Birobidżanie – do stworzenia Autonomicznej Cygańskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej.

https://www.opendemocracy.net/od-russia/brigid-o-keeffe/roma-homeland-that-never-was

Miała ona powstać w rejonie Niżnego Nowogrodu i Zachodniej Syberii. Ostatecznie stwierdzono jednak, że są lepsze i prostsze metody na stworzenie Nowych Sowieckich Cyganów. Trudno ocenić obecnie, czy powstanie takiej republiki zabezpieczyłoby Rosyjskich Romów przed prześladowaniami i poprawiłoby ich sytuację, czy też raczej – po ich zgromadzeniu na jednym (i to niemałym) obszarze ułatwiłoby ich szybszą i intensywniejszą pacyfikację.

Temat Cygańskie Socjalistycznej Republiki powrócił epizodycznie w 2016 roku w dedektywistyczno-fantastycznym serialu rosyjskie produkcji: Обратная сторона Луны 2, (którego pomysł swobodnie zaczerpnięto z brytyjskiego „Life on Mars”) jako jedna z różnic pomiędzy naszą rzeczywistością a światem równoległym, w którym dalej istnieje Związek Radziecki, jednak jest to państwo mlekiem i miodem płynące.

https://2ch.hk/tv/arch/2016-09-24/src/1659958/14687753652900.jpg

W serialu cygańska republika powstała dopiero w XXI wieku, ma własną flagę, a na jej czele stoi baron.

To jednak tylko marzenia. Los Romów w ZSRR był nie do pozazdroszczenia, a Romowie jak nie mieli swojego państwa, tak dalej go nie mają. I chyba tak – w zgodzie z Declaration of Roma Nation i ich aterytorializmem – powinno pozostać.



wtorek, 28 listopada 2017

Bo brudzą


Kraj nad Wisłą, miasto na Śląsku. Zabrze.
Powstaje mur. Równie dobrze mógłby powstać płot, parkan, albo inna forma odgrodzenia. Odcina część podwórka, do którego jest dostęp z kilka kamienic i adresów oraz dwóch bram. Odgradza część budynków zamieszkałych przez Romów od tych gdzie żyją nie-Romowie. Można też spojrzeć na to inaczej. Odgradza część kamienic wyremontowanych i teren, który ma zostać uporządkowany od części, która nie jest wyremontowana i nie będzie uprzątnięta. Albo jeszcze inaczej. Odgradza część prywatną od komunalnej. Odgradza tych, których stać na remonty i uporządkowanie terenu, od tych, których na to nie stać. Czy to jest normalne? No bardzo dziwne na pewno nie.

http://wyborcza.pl/7,87648,22705336,polacy-z-zabrza-odgradzaja-sie-murami-od-romskich-sasiadow.html#BoxGWImg

W przestrzeni miejskiej polskich miast ogrodzone osiedla, pozamykane bramy, wydzielone tereny od dawna są czymś, do czego chyba już przywykliśmy. Odgradzamy sobie ładne i nasze od nieładnego i wspólnego. Zresztą inni też tak robią. Rzesze Polaków jeżdżących (może jednak ostatnio trochę mniej) do państw muzułmańskich na letni wypoczynek chętnie nie ruszają się (w ogóle) z hotelu i terenu wokół, który pozostaje odgrodzony od prawdziwego i jednak nie komfortowego i pięknego świata urlopu.
Jakoś tak lubimy się odgradzać. Gdy budujemy dom to często (naprawdę często) pierwsze powstaje ogrodzenie. I to takie od razu bogate i mocne, a nie symboliczne jak ładne delikatne płotki, jakimi oddzielają się od siebie mieszkańcy amerykańskich suburbiów. Potem dopiero się wykopie fundamenty i postawi budynek.

Jak wygląda sytuacja na miejscu w Zabrzu? Mieszkańcy chcą wyodrębnić teren, który do nich należy. Dotąd do podwórka mieli dostęp nie tylko mieszkańcy (w tym Romowie), ale każdy kto chciałby przez bramy wejść. Romowie mieszkają tam od wielu lat i w sumie chyba większych konfliktów nigdy w tym konkretnym miejscu nie było. Pytani o swój stosunek do muru, stwierdzają, że to dla niech nie problem, tylko Mogliby chociaż jakieś furtki w tym murze zrobić, żeby przechodzić. Jednak przecież nie po to stawia się ogrodzenie, aby ktoś mógł przez nie łatwo przechodzić. I żądnej furtki nie będzie.
Do tego trzeba dołączyć zdanie ekspertów. Przede wszystkim prezesa Stowarzyszenia Romów w Polsce – Romana Kwiatkowskiego. Nie jest on z pomysłu zadowolony, podkreśla jak ten mur może być potraktowany – jako przyzwolenie dla innych miast, że można tak odgrodzić się do Romów. I tu ma niewątpliwą rację. Wszystko bowiem zależy od interpretacji i wykorzystania takich zdarzeń. A to robimy dokładnie tak jak chcemy, zgodnie z naszymi potrzebami. Jednak prezes Kwiatkowski chce aby Romów traktować jak innych Polaków. Upraszczając jest to w znacznym stopniu zgodne z podejście Unii Europejskiej, która przynajmniej częściowo stara się skupić na ludzkiej sytuacji ekonomiczno-lokalnej a nie na konkretnej grupie etnicznej. I z tego punktu widzenia trzeba na to patrzeć jako na odgrodzenie się (zgodnie z przepisami) tych, których na to stać, od tych których na to nie stać. Przedstawiciel urzędu miasta odpowiedzialny za sprawy mniejszości narodowych (jednak już nie etnicznych) – Marek Gregorczyk, planuje namawiać mieszkańców drugiej odremontowanej kamienicy aby nie stawiali podobnego muru.
Zatem mur jest zły, bo odgradza Romów od nie-Romów i daje przykład całej Polsce. A gdyby sytuacja na podwórku była analogiczna, ale komunalna kamienica nie byłaby zamieszkana przez Romów? Czy wówczas ktokolwiek by protestował? Najprawdopodobniej nie, choć polska rzeczywistość bywa nieprzewidywalna i może mieszańcy wyremontowanych kamienic musieliby podzielić się uprzątniętym podwórkiem z tymi, których na to nie stać. Miasta także nie stać, a budynki komunalne właśnie do miasta należą.
Ekspercki zdrowy rozsądek wykazuje natomiast Andrzej Grzymała-Kazłowski, którego właśnie za takie podejście i wielokrotnie wykazywane zrozumienie i otwartość na naturalne procesy społeczne należy cenić. W swojej wypowiedzi wskazuje na ubóstwo i odgradzania się od niego przez tych nieco bogatszych, zdejmując przy tym z całej sytuacji stygmat dyskryminacji.

Powinniśmy wykazywać się dbałością i szczególną wrażliwością na dyskryminację Romów w polskiej (i nie tylko) codzienności, jednak nie możemy dosłownie każdemu zdarzeniu i sytuacji przypisywać cech rasizmu i dyskryminacji. Choć granica bywa bardzo cienka. Jeśli jednak dotąd konfliktów tam nie było… Każde takie zdarzenie należy traktować bardzo indywidualnie i ostrożnie. Gdyby taki mur powstał w Puławach na ulicy Romów, to można by przypuszczać, że przyczyna byłaby inna i raczej związana z prawdziwym konfliktem społecznym i jednak z niechęcią do Romów.
Uogólniając nie można powiedzieć, że w całym Zabrzu nie zdarzały się trudne sytuacje dotyczące Romów. Są to jednak problemu, które wiążą się najczęściej z (pseudo)kibicami lub działalnością ONR.
Także samego problemu murów odgradzających części miast zamieszkałe przez Romów od pozostałych mieszkańców nie należy lekceważyć. Jednak w tym zakresie niechlubnymi liderami są Czechy i Słowacja, a mury tam stawiane w o wiele większym stopniu grożą gettyzacją, niż ma to miejsce w Zabrzu.

Niejako na marginesie, a jednak w ścisłym związku z tą sprawą, funkcjonują komentarze które czytelnicy zamieścili po artykułem Polacy z Zabrza odgradzają się murami od romskich sąsiadów - bo brudzą, opisującym całą sytuację. Przede wszystkim trzeba zauważyć, że pomimo najczęściej pojawiających się pod tego typu (dotyczącymi Romów) artykułami, komentarzy bardzo negatywnych, tym razem wśród ponad 40 wypowiedzi zaledwie (zaledwie???) kilka było ewidentnie antyromskich. Więcej natomiast było komentarzy ironicznych i prześmiewczych, odnoszących się zarówno do (etnicznie, a nie narodowo rozumianych) Romów, Ślązaków, jak i Polaków. Być może to kwestia prasy, w któej pojawił się tekst, a być może wynika to z koncentracji w artykule nie na samych Romach, ile na samej sytuacji i jej opisie, a przy tym Romowie nie są niczemu winni.
Autorzy niektórych komentarzy zwrócili uwagę na kilka istotnych spraw, choć forma ich wypowiedzi bywała różna. Przede wszystkim poruszono kwestię zadbania o komunalne kamienice i podwórka. A to pozostaje w gestii urzędników miejskich. Jest co prawda uzależnione od budżetu miasta, jednak można przypuszczać, że te budynki, w których mieszkają Romowie będą remontowane na samym końcu. Czujni czytelnicy zwrócili także uwagę autorom artykułu na wprowadzoną w jego treści opozycję Polacy – Romowie. W tym jednak konkretnym przypadku chodzi o polskich Romów, a nie migrantów np. z Rumunii, zatem o osoby, których rodziny mieszkają w Polsce od kilkuset lat. Jeden z czytelników wskazał na ważny problem, który wiąże się ze skuteczną integracją społeczności romskiej z resztą społeczeństwa (odnosząc to także do migrantów-uchodźców). Chodzi generalnie o to aby nie osiedlać ich w małych miejscowościach (i przy okazji nie grupowo), ale gdzieś gdzie będą mieli większą szanse na wsparcie i realną integrację. Padły nawet konkretne propozycje Mokotowa i Ursynowa…

Co będzie z murem w Zabrzu? Pozostanie. Na podwórku powstanie zapewne także kolejny mur, odgradzający kolejną odremontowana kamienicę. Odgrozi tych co mają i chcą, od tych, którzy nie mają i którym raczej się nie chce. Może być lokalnym drobnym utrudnieniem, ale raczej nie realnym problemem dyskryminacyjnym tworzącym prawdziwe getto. Oby tylko inni, motywowani swoim stosunkiem do Romów, a nie chęcią wydzielania przytulnej przestrzeni własnej, nie stwierdzili że jak można, to można i nie zaczęli przenosić barier jakie mają w swoich głowach do polskich przestrzeni miejskich.

sobota, 18 listopada 2017

Kasa? Chętnie


Czy jest na sali ktoś, kto nie chce dostawać dodatkowych pieniędzy? Nie widzę. Dziękuję.

https://rodzina500plus.gov.pl/

Czy uprawnieni do tego Romowie powinni otrzymywać środki z rządowego programu 500+ (Program wsparcia dla rodziców „Rodzina 500+”)? Oczywiście. W końcu należą się im one zgodnie z ustalonymi zasadami, tak jak wszystkim innym polskim obywatelom. Czy skutki otrzymywania wypłat z 500+ współgrają z założeniami celów strategii krajowych (i/lub ponadnarodowych) dotyczących Romów, mających w dłuższej perspektywie czasu trwale zmienić sytuację tej grupy? No nie do końca. A właściwie po prostu nie.


Mechanizm jest prosty i wiąże się z z tym, co jest także zauważalne w przypadku społeczeństwa większościowego. Jeśli jest możliwość uzyskania dodatkowych środków finansowych wypłacanych po prostu za stan rodzinny/sytuację demograficzną, to chęć podejmowania pracy (za podobnej wysokości środki finansowe lub uczestnictwa w różnych projektach lub programach przynoszących dochód) maleje. Mechanizmy finansowania projektów w ramach funduszy strukturalnych – na poziomie ogólnym zgodnie z intencją Unii Europejskiej – wymagają aktywności ze strony ich uczestników. Zatem na przykład Romni (romska kobieta) może otrzymać bezzwrotne dofinansowanie na szkolenie i na otwarcie własnej działalności gospodarczej lub zatrudnienie. Wymaga to jednak uczestnictwa w spotkaniach, szkoleniach, a następnie podjęcia aktywności zawodowej. Dodatkowo wszystko to dzieje się w obcym (nieromskim) środowisku, wymaga często wielu kontaktów z osobami (w tym mężczyznami) spoza własnej wspólnoty. Jeśli romska rodzina jest rodziną tradycyjną, to stanowi to znaczne utrudnienie organizacyjne, gdyż poza starszymi kobietami,  Romni zasadniczo nie powinny same przebywać poza romską wspólnotą i kontaktować się z nie-Romami. Zatem jeśli nie trzeba – nie będą one podejmowały aktywności zawodowej, szkoleniowej lub jakiejkolwiek innej wymagającej takiego kulturowego obciążenia. Otrzymywanie środków z programu 500+ jest niewątpliwie czynnikiem wspomagającym owo nie trzeba. To jednak rujnuje w znacznym stopniu strategicznie i ogólnie określony plan aktywizacji, włączenia społecznego i gospodarczego, a także wykorzystania potencjału możliwej zmiany tkwiącego w romskich kobietach.

Z pewnością takie dodatkowe finansowanie pomaga wielu romskim rodzinom żyć godniej i pozytywne skutki dla tej społeczności wynikające z 500+ są podobne do dobrych efektów jakie pojawiają się w przypadku pozostałej części społeczeństwa. Wymaga to co prawda kontaktów z administracją, należy składać określone dokumenty, posiadać dokument tożsamości, jednak w przypadku polskich Romów nie są to wymogi, którym nie można (czasem bardzo niechętnie) sprostać. Ponadto niektóre romskie organizacje pozarządowe pomagają Romom w zgromadzeniu i wypełnieniu koniecznej do uzyskania dofinansowania dokumentacji. Niewątpliwie jednak taka możliwość pozyskania dodatkowych środków finansowych jest kolejnym elementem społecznego rozleniwiania Romów i potwierdzania, że jakoś to będzie, bo coś w końcu zawsze dostaną. Skutkuje to w jakimś stopniu nie tyle może wytykaną im często roszczeniowością, ile większym uzależnieniem od finansowania rządowego, nie wynikającego z podejmowania pracy i jakiejkolwiek aktywności (choćby nawet uczestnictwa w szkoleniach).

Należy w tym miejscu zastanowić się, jak 500+ wpływa na zwiększanie niechęci społecznej do nich, przed czym zawsze i wielokrotnie przestrzega Roman Kwiatkowski. Trudno jest to jednak określić, nie przeprowadziwszy licznych wywiadów z przedstawicielami społeczeństwa większościowego, którzy najczęściej krytykowali jakąkolwiek pomoc ze strony państwa (czy projektowo-programową, czy też społeczną).  Można przypuszczać (być może jednak jest to zbyt racjonalna ścieżka rozumowania aby prowadziła do opisu rzeczywistej sytuacji społecznej), że w znacznym stopniu jednak nie zwiększa to niechęci. Najczęściej i w większości osoby wytykające Romom jakiekolwiek finansowania otrzymywane bez nakładu pracy, mają niższy poziom wykształcenia, co wiąże się także (choć nie zawsze i nie wyłącznie) z posiadaniem przez nich większej liczby dzieci. Najczęściej ich dochody są niższe niż średnia krajowa. Zatem oni także otrzymują analogiczne środki na każde z kolejnych dzieci. Racjonalnie myśląc – nie powinni mieć zatem pretensji. Takie oderwanie finansowania (demograficzne, choć w sumie o charakterze pomocy społecznej  i to wyraźnie widoczne i policzalne) od czynnika przynależności etnicznej – o ile rzeczywiście nie generuje większego negatywnego nastawienia do zazwyczaj liczniej dzietnych romskich rodzin – potwierdzałoby tezę Romana Kwiatkowskiego. Twierdzi on bowiem, że Romów należy wspomagać finansowo jedynie tak jak każdego innego Polaka znajdującego się w podobnej sytuacji, odrzucając finansowanie wynikające z przynależności etnicznej. Aby to potwierdzić należy przeprowadzić szerokie badania oparte na wywiadach bezpośrednich. Pomogłyby one z pewnością w przyszłości projektować pomoc w taki sposób, aby nie zwiększać niechęci do Romów, z której często wynika zarówno dyskryminacja, jak i antycygańskie postawy

Podejmując próbę oceny efektywności/sensowności/kształtu/skutków 500+ dla Romów największym problemem jak zawsze okazuje się brak danych. Albo nie są gromadzone, albo jako osobowe – są niedostępne, albo też są bardzo fragmentaryczne, wyrywkowe i zbierane według różnych metodologii. Szczęśliwie jednak dr Małgorzata Różycka opracowała raport Wpływ programu „Rodzina 500+” na społeczność romską w Polsce, powstały w oparciu o dane i informacje uzyskane z wielu źródeł (między innymi od ośrodków pomocy społecznej, urzędów miast, organizacji pozarządowych, asystentów edukacji romskiej), który obejmuje 21 miejscowości z 7 województw. Materiał ten – powstały na potrzeby Komitetu Rady Europy ds. Romów i Osób Wędrujących – choć stosunkowo krótki (dlatego jest określany jako notatka a nie raport jednak jego wartość jest ogromna), jest jedynym tego typu opracowaniem dotyczącym Romów i 500+.
Główny wniosek jaki pojawia się na samym początku raportu, dotyczy tego, że 500+ to wsparcie o charakterze demograficznym, które jest bardzo mocno zauważalne i doceniane przez Romów. Inne formy pomocy, związane z polskimi lub unijnymi programami są w rozumieniu Romów o wiele bardziej abstrakcyjne, niekonkretne i przez to mniej doceniane. 500+ skutkuje bowiem regularnymi wypłatami gotówki, w wielu przypadkach w znacznej wysokości. Inne programy najczęściej gwarantuję jedynie coś darmowego: jedzenie, przejazdy, wyprawkę szkolną, szkolenia… Należy przy tym pamiętać o tym, że romskie społeczeństwo jest młodsze od głównonurtowego, co widoczne jest w kształcie piramidy demograficznej, a dzieci i młodzież do 19 roku stanowi ą o ponad 11 punktów procentowych  większą część ich populacji (o połowę więcej), niż ma to miejsce u pozostałych mieszkańców Polski. Bardzo prosty i nieprecyzyjny (a właściwie wręcz błędny) w wyliczeniach wniosek z takiej różnicy wskazuje, że z 500+ korzysta o połowę więcej Romów niż w przypadku reszty społeczeństwa. I to przy zachowaniu proporcji, a nie liczbowych wartości bezwzględnych.
To, co szczególnie mocno należy uświadamiać Romom w związku z 500+, to fakt że jest to finansowanie pomagające rodzicom zapewnić ich dzieciom lepsze warunki funkcjonowania w rzeczywistości. Oczywiście w przypadku romskiej kultury rodzinnej i tak na dzieci zwraca się o wiele większą uwagę (choć być może w innych formach i postaciach) niż w ogóle społeczeństwa, jednak Romowie muszą uzyskiwać konkretny komunikat o celowości tego finansowania.
W raporcie dr Różycka wskazuje na krótkoterminowe efekty jakie pojawiły się wśród Romów w wielu obszarach życia. Jeden z nich był szczególny – po latach niechętnego stosunku do takiego działania Romowie z ul.Kamieńskiego we Wrocławiu w końcu dokonali rejestracji swojego pobytu, co było konieczne do starania się o to świadczenie. Autorka raportu zwraca także uwagę na to, że należy zreformować działania zaplanowane w ramach finansowania z rządowego programu, rezygnując z wielu form pomocy romskim dzieciom w szkole i przeznaczając te środki na inne działania, także do nich skierowane.

Generalnie i niewątpliwie sytuacja części Romów poprawiła się w podobnym zakresie jak w przypadku rodzin nieromskich, pozostających w podobnej sytuacji demograficznej i ekonomicznej. Nie wpływa to jednak zupełnie na większy udział romskich dzieci w systemie szkolnictwa, co jest bardzo ważnym składnikiem kształtowania przyszłych romskich pokoleń. Wykształceni Romowie będą mogli w większym stopniu uczestniczyć w życiu ogółu społeczeństwa. To zaś w efekcie może zmniejszyć poziom ich dyskryminacji i w długotrwałym procesie powolnych przemian kulturowych, nienachalnej integracji i włączenia doprowadzić do akceptowalnej przez wszystkich sytuacji Romów w Polsce.
Z pewnością nie służy temu przynoszące natychmiastowe, aktualne, niewymagające żadnego wysiłku wsparcie w formie wypłat finansowych. W wersji optymistycznej utrwala ono istniejącą sytuację i po raz kolejny potwierdza Romom, że nie warto się starać, bo i tak w końcu kolejna pomoc ich dopadnie. Warto natomiast jest mieć dużo dzieci, co z kulturowego punktu widzenia dla Romów jest czymś oczywistym i akceptowalnym. Taka doraźna pomoc zupełnie nie zwiększa przy tym integracji Romów ze społeczeństwem. Jest im natomiast dużo lepiej. Tu i teraz. Nie o to chodzi jednak w romskich strategiach. Pomoc ma być długoterminowa, przynosić skutki w perspektywie lat. Jednak skutki trwałe. 500+ to działanie doraźne, które jedynie odsuwa problem w bliżej nie określoną przyszłość nic w rzeczywistości nie zmieniając. W wersji pesymistycznej może dojść do sytuacji, w której – na co także zwraca uwagę dr Różycka – zwiększy się liczba związków nieletnich, być może młodocianych samotnych matek, a ich udział w systemie szkolnictwa się zmniejszy.

Trudno ze stuprocentową pewnością przewidzieć, jak zmiany wprowadzane w 2017 roku do systemu 500+ wpłyną na zmianę uzyskiwania tego finansowania przez Romów. Trudno jest także już teraz oceniać ostateczny długoterminowy wpływ tego programu na mniejszość romską. Potrzebne są badania statystyczne, wywiady, dostęp do danych (etnicznych). Tylko w ten sposób będzie można cokolwiek zbadać, zaplanować i stwierdzić czy 500+ jest w rzeczywistości przekleństwem, czy błogosławieństwem dla przyszłości polskich Romów.
Można jednak raczej oczekiwać urzeczywistnienia się wariantu pesymistycznego.



środa, 8 listopada 2017

Irlandzka strategia po nowemu


Irlandzka krajowa strategia na rzecz integracji Romów przyjęta w ramach zobowiązań państw członkowskich Unii Europejskiej do realizacji ramowej strategii Unii Europejskiej została zaplanowana do 2016 roku. W 2017 roku przyjęto kolejną strategię, tym razem w wymiarze czasowym do 2021 roku. Można by stwierdzić, że doszło w Irlandii do podobnej sytuacji jak w przypadku zakończenia i rozpoczęcia polskich krajowych programów, kiedy to w 2014 dotychczasowy program się zakończył, a nowy nie został jeszcze zatwierdzony, blokując możliwość krajowego finansowania proromskiej aktywności.
Jednak w przypadku Irlandii 2017 rok wiąże się z bardzo pozytywnym wydarzeniem – z uznaniem przez państwo irlandzkich Travellers za etniczną grupę w ramach narodu irlandzkiego.

Reforma dotychczasowej strategii pozwoliła na pewien perspektywiczny (o ile nie przypadkowy) zabieg, który w przyszłości (już w sumie niedalekiej) na łatwe i płynne przejście do kolejnej strategii. Większość państw Unii Europejskiej przyjmując swoje narodowe romskie strategie (a także programy działań „na rzecz” – jak w przypadku Polski) i plany ich reformy, przyjęła perspektywę ich zakończenia do 2020 roku. Zatem od 2021 musi zostać uruchomiony  bądź nowy program, bądź powinna „obowiązywać” nowa krajowa strategia. Tymczasem perspektywa czasowa zarówno ogólnej strategii rozwojowej Unii Europejskiej (Europa 2020), jak i ramowej strategii romskiej, sięgają do 2020 roku. Potrzebny będzie czas na to aby podsumować lata działań, dokonać przeglądu zysków i strat i należy się spodziewać, że dopiero (i oby już wtedy) w 2021 roku Unia Europejska przyjmie nowe strategie post2020. Na ich podstawie, w ich kontekście i w oparciu o wnioski z nich wypływające będzie można dopiero konstruować krajowe rozwiązania. Rzecz bardzo prosta – Polska zapewne ponownie będzie czekała z przygotowaniem krajowej strategii/programu dotyczącego Romów (podobnie jak część państw członkowskich), natomiast Irlandia będzie miała możliwość bezproblemowego ukończenia działań zaplanowanych o 2021 roku i spokojnego, zgodnego z nowymi wytycznymi, ukształtowania przyszłych działań.
To, co charakterystyczne dla nowych krajowych planów działań i co pojawiło się zarówno w polskim przypadku, jak iw  irlandzkim, to zmiana określającej strategię, wynikające z modyfikacji ogólnoeuropejskiego instytucjonalnego podejścia do Romów i skutkująca także nieco innym praktycznym podejściem do tej grupy. O ile w polskim przypadku była to zmian z „na rzecz Romów” na „integracji Romów”, o tyle w Irlandii można mówić o pójściu krok dalej. „Ireland’s National Traveller / Roma Integration Strategy” została zastąpiona przez „National Traveller and Roma Inclusion Strategy 2017 – 2021”. Zatem w tym przypadku wyraźnie widoczne jest wpisane w nazwę przejście od integracji do włączenia. Różnica niewątpliwie znacząca, co jednak w przypadku Irlandii i wyraźnie wskazanych i odróżnionych od Romów (pomimo wytyczonego przez Komisję Europejską szerokiego zakresu tego pojęcia) Travellers, jest w znacznym stopniu zrozumiałe. Wynika to z tego, że pomimo podobnej (złej) sytuacji społecznej i ekonomicznej, a także zbliżonego do Romów trybu życia (w kilkunastu procentach przypadków – mobilnego), nie są oni genetycznie z Romami związani. Natomiast ze względu na cel wyznaczony strategii, taka nazwa o wiele lepiej odzwierciedla oczekiwania zarówno większości społeczeństwa, jak i obydwu grup, których dotyczy.

http://www.paveepoint.ie/wp-content/uploads/2015/04/National-Traveller-and-Roma-Inclusion-Strategy-2017-2021.pdf?utm_source=WHO%2FEurope+mailing+list&utm_campaign=b5f24dc0b4-EMAIL_CAMPAIGN_2017_10_23&utm_medium=email&utm_term=0_60241f4736-b5f24dc0b4-107790897

Znacząca – bo sięgająca nie tylko samego rozróżnienia, ale wyraźnego wpisania w tytuł strategii nazwy tej grupy – koncentracja na Travellers nie jest w przypadku Irlandii chęcią przesunięcia problemu z obcych etnicznie Romów na rodzimą i o wiele bardziej irlandzką grupę wędrowców. Takie podejście wynika z tego, że Romów w Irlandii jest stosunkowo mało – zaledwie 3 do maksimum 5 tysięcy osób. Natomiast Travellers jest około 30 tysięcy i to oni są o wiele bardziej „widoczni” i w sumie bardziej „uciążliwi” dla systemu, niż garstka etnicznych Romów.
Z tego powodu Irlandia konsekwentnie dążyła do  formalnego włączenia tej grupy w zakres definicji Romów. Było zgodne z założeniami wynikającymi pośrednio ze strategii E2020 i z podejścia Komisji Europejskiej zainteresowanej deetnicyzacją zagadnień romskich i ich powiązaniem z mierzalnymi wskaźnikami statystycznymi w zakresie kwestii społecznych i gospodarczych.

https://www.esri.ie/pubs/RS56.pdf

Travellers, a właściwie sytuacja w jakiej się znajdują, stanowi poważną przeszkodę, lub nawet społeczne i ekonomiczne zagrożenia dla wzrostu i rozwoju gospodarczego, co w powiązaniu z czynnikiem terytorialnym, znajduje odzwierciedlenie w sytuacji lokalnej.

https://www.esri.ie/pubs/RS56.pdf

Nowa irlandzka strategia była przygotowywana przez dwa lata, przy jej opracowywaniu rzeczywiście (co nie jest zawsze oczywiste mimo deklaracji) brali udział przedstawiciele grup, których dotyczy, a po drodze – w 2016 roku – ogłoszono otwarte konsultacje społeczne mające za zadanie w jeszcze większym stopniu urealnić możliwość rozwiązania problemu społecznego i gospodarczego. Prace przygotowawcze podzielono na trzy precyzyjnie zaplanowane fazy, a ostateczny kształt strategii został ściśle powiązany z „National Strategy for Women and Girls (2017 – 2020)” oraz „The Second National Strategy on Domestic, Sexual and Gender-based Violence (2016 – 2021)”.

http://www.paveepoint.ie/wp-content/uploads/2015/04/National-Traveller-and-Roma-Inclusion-Strategy-2017-2021.pdf?utm_source=WHO%2FEurope+mailing+list&utm_campaign=b5f24dc0b4-EMAIL_CAMPAIGN_2017_10_23&utm_medium=email&utm_term=0_60241f4736-b5f24dc0b4-107790897

Całość strategii – pozostając w zgodzie z ogólnounijnymi założeniami dotyczącymi Romów i uwzględniając wnioski dotyczące Irlandii formułowane przez Komisję Europejską w kolejnych corocznych komunikatach – została podzielona na 10 tematów strategicznych. Wykraczają one w swoim zakresie poza założenia przyjęte przez Unię Europejską w strategii ramowej, jednak uwzględniają wskazane w niej podstawy i obszary:
Cultural Identity
Education
Employment and The Traveller Economy
Children and Youth
Health
Gender Equality
Anti-Discrimination and Equality
Accommodation
Traveller and Roma Communities
Public Services
W przypadku każdego z nich zidentyfikowano po kilka konkretnych celów, którym odpowiada kilka równie konkretnych działań. Najbardziej obszernie zostały opisane tymi punktami Children and Youth oraz Traveller and Roma Communities. W sumie strategia przyjmuje listę 149 działań. Zgodnie z założeniami, podczas przyszłej oceny realizacji strategii, przy każdym z nich będzie określany stopień osiągania celu.

Patrząc na ogólny i szczegółowy kształt strategii oraz sposób jej przygotowania, wydaje się być ona bardzo precyzyjna, bardzo przewidująca, bardzo dokładna i bardzo ściśle związana z irlandzkimi realiami rzeczywistości społecznej. Cele i działania zaplanowane w jej ramach wydają się być ściśle związane z oczekiwaniami Romów i Travellers, a także potrzebami społeczeństwa większościowego. Czy i w jakim stopniu je zrealizuje okaże się w perspektywie kilku najbliższych lat.
Interesująca może być ocena tej strategii, jaką z pewnością Komisja Europejska przedstawi, przy okazji przyszłorocznego komunikatu oceniającego realizację krajowych romskich strategii w 2017 roku.