sobota, 28 września 2019

Coś pozytywnego


W dyskursie medialnym i społecznym wyraźnie widocznym jest negatywny stosunek do Romów. Oczywiście nie dotyczy to każdej grupy społecznej, jednak patrząc choćby na badania dotyczące niechęci (57%) i chęci (17%) do konkretnych grup narodowych (tu przynajmniej uznaje się Romów na naród a nie „jakąś grupę”, co jest spuścizną późnośredniowiecznego nastawienia do nich reprezentowanego wówczas w wielu państwach obecnej Europy Zachodniej), wyraźnie widać tego typu negatywną tendencję. Oczywiście o wiele chętniej tego typu opinie i wypowiedzi pojawiają się w mediach społecznościowych i w ogóle w internecie, niż podczas indywidulanych rozmów lub wystąpień na żywo skierowanych do większej grupy osób. Przy czym wypowiedzi w mediach społecznościowych i komentarzach zamieszczanych w internecie nie są anonimowe, bo nie o anonimowość w tym przypadku chodzi, ale mediospołecznościowe/internetowe zapośredniczenie przekazu prywatnego, który przefiltrowany przez media społecznościowe staje się przekazem publicznym o charakterze prywatnym (a może bardziej przekazem prywatnym o charakterze publicznym?), czego nie zawsze są świadomi (można chyba tu mówić albo o mechanizmie wyparcia, albo niewiedzy) ci, którzy tego typu wypowiedzi generują. Mówiąc, że wypowiedzi takie się pojawiają, trzeba mieć na myśli to, że to my je tworzymy. My, a nie oni. Bo owo „my” dotyczy Polaków i polskiego społeczeństwa w całości (tu trzeba mówić o odpowiedzialności zbiorowej skoro obarcza się nią wszystkich Romów), a nie wąskiej grupy, która koniecznie chce słowem zaszkodzić Romom. A właściwie „Cyganom”, bo to określenie niemalże zawsze automatycznie staje się elementem pragmatycznego wartościowania, określającego negatywne nastawienie do tej mniejszości (romskiego narodu).

Podejmując ilościowe badania nad negatywnym (wobec Romów) dyskursem medialnym, łatwo wpaść w pułapkę nadmiernych oczekiwań, które mają z założenia doprowadzić do wniosków, że w dyskursie tym (zarówno uwzględniając cały polskojęzyczny dyskurs, albo nawet węziej – cały polskojęzyczny dyskurs na temat Romów) udział wypowiedzi szkalujących, negatywnych, nienawistnych i złych w stosunku do Romów, będzie procentowo analogiczny do badań CBOS określających niechęć wobec tej grupy (zatem aż 57%). Tak jednak nie jest.
Po pierwsze dlatego, że w ogóle podejmowanie tematu Romów (czy to w prasie, czy w mediach audiowizualnych, czy w mediach społecznościowych) jest stosunkowo rzadkie. Co prawda jest ono zawsze wyraźne, jednak nie zawsze negatywnie. Wyrazistość tego przekazu wiąże się ze standardami działania prasy powiązanymi z oczekiwaniami odbiorców. Komunikaty pozytywne (dość przewrotnie: „dziś żaden Rom niczego nie ukradł, nikogo nie oszukał i nic nie chciał od nikogo”) mogłyby się pojawiać przez większość dni w roku (w odróżnieniu od niemożliwości generowania tego typu prawdziwych komunikatów przyjmujących za podmiot „Polaka” lub „polskiego katolika”), jednak nikogo by to nie interesowało, zgodnie z hasłem szkockiego instytutu badań mediów: „More bad news”.
Po drugie natomiast, pomimo łatwego do wygenerowania poczucia, związanego z pierwszą przyczyną, że o Romach ciągle się mówi źle, to jednak liczba negatywnych wypowiedzi w różnorodnych mediach na temat Romów nie osiąga udziału procentowego negatywnego nastawienia do tej grupy w badaniach CBOS. W wielu przypadkach wypowiedzi medialne są obojętne pod względem oceny tej grupy, wiele osób potrafi sformułować pozytywne zdania o nich (nie zawsze wywołujące jeszcze bardziej negatywną reakcję), a i w klasycznym przekazie dziennikarskim Romowie najczęściej nie są opisywani w sposób negatywny. O wiele częściej stają się przykładami ofiar bezdusznego systemu, polityki rządku, lokalnej polityki samorządowej, okoliczności lub uwarunkowań kulturowych. Podobnie jak mowa nienawiści stanowi jedynie (wciąż bardzo wyraźną przez swoją bezkompromisowość i napastliwość) niewielką część wypowiedzi pojawiających się we wszystkich mediach (nawet w granicach co najwyżej 1%), tak też jest i z atakami na Romów w mediach. Oczywiście nawet tak mała liczba przejawów negatywnego nastawiania odbiorców komunikacji medialnej może prowadzić do tragedii, ataków na Romów (werbalnych i fizycznych), zwiększania dyskryminacji i nie można lekceważyć takiego a nie innego stosunku społecznego to tej grupy, szczególnie jeśli przekaz trafia na podatny grunt, kogoś bardzo niezadowolonego lub wręcz „wściekłego”.  Jednak nie jest to kwestia liczby i równomiernego rozkładu w przekazie medialnym tego typu treści, ale właśnie ich kumulacji, intensywności i wyrazistości.
Najczęściej serie negatywnych wypowiedzi są rozpalane przez konkretne sytuacje (nie zdarzające się przy tym aż tak często) i to nie zawsze związane z okołoprzestępczym zachowaniem Romów, ale raczej ze stałymi punktami zapalnymi, których w Polsce jest kilka. W ostatnich latach są nimi Puławy, Maszkowice i Limanowa. W każdym z tych przypadków ważnym elementem niechętnych Romom zachowań i wypowiedzi jest niezadowolenie społeczne i poczucie takiejże niesprawiedliwości, bo Romowie mają na pewno lepiej niż „(prawdziwi) Polacy”, a dominującym przekazem jest to, że Romowie dostają wszystko za darmo, nie chcą pracować, a Polacy po nic nie wyciągają ręki i uczciwie i ciężko pracują na chleb swój powszedni. Uff… Nawet starając się nie przekraczać progu złośliwości nie sposób nie zapytać, kto chętnie zatrudni Roma, kto zamienia się z nimi na mieszkanie (albo życie) i czy większość komentujących Polaków na pewno nie będzie brało chętnie finansowych dodatków zawierających w swojej nazwie „+”: na dziecko, na wychowanie, na emeryturę, na firmę, na krowę, na koguta, na cokolwiek do czego ten plus zdoła się przyczepić, a właściwie do czego większość polskich partii zdoła go przyczepić w ramach festiwali obietnic i kupowania akceptacji społecznej dla swojego programu politycznego.

Ponownie i bezkompromisowo trzeba jednak podkreślić, że nie można lekceważyć (nawet) nielicznych i (jednak) wyraźnych i wpływających na odbiorców przekazów medialnych i pozamedialnych reprezentujących negatywne nastawienie do Romów i powielających stereotypu i wzmacniających uciążliwą codzienną (a czasem i systemową) ich dyskryminację.

Jak już zostało wspomniane o wiele mniej docierające do świadomości społecznej są pozytywne i obojętne pod względem wartościowania komunikaty dotycząc Romów. Jednak są one bardzo interesujące, tym bardziej gdy trafiają się w strumieniowych seriach festiwali nienawiści i niechęci pojawiających się pod materiałami prasowymi i audiowizualnymi zamieszczanymi w internecie pod postacią komentarzy. Interesująca jest także reakcja innych komentujących (najczęściej po prostu wulgarna lub proponująca zabranie Romów do siebie do domu) na takie pojedyncze (nieliczne) pozytywne (lub strofujące nienawistników) wypowiedzi. Wiążą się one z już przywołanymi sytuacjami w Puławach (gdzie być może – taka opinia pojawiła się w mediach internetowych – rozpalenie antyromskiego nastawienia było jedynie narzędziem uzyskania poparcia społecznego przez jednego z byłych radnych), Maszkowicach (gdzie panuje od zawsze bardzo złożona sytuacja społeczna i ekonomiczna koncentrująca się w ostatnim czasie na problemach mieszkaniowych i samowoli budowlanej) oraz Limanowej (także tutaj sytuacja jest skomplikowana, wielowątkowa, w ostatnich latach dotycząca przede wszystkim prób eksmisyjnego rozśrodkowania Romów do innych miejscowości i gmin).

Dobrym przykładem (wybór należałoby nazwać celowym lub po prostu tendencyjnym i pasującym, co jednak nie obniża jego wartości, ponieważ jest to sytuacja i komentarze prawdziwe) jest grupa komentarzy (na dziś 158) pod materiałem zamieszczonym na profilu Youtuba publicystykatvp „Dziś prawdziwych Cyganów nikt nie chce - Sprawa dla reportera” z maja 2017 roku. Już sam materiał jest bardzo interesujący, jednak w ramach „czegoś pozytywnego”, tym razem chodzi wyłącznie o komentarze i to te nieliczne – pozytywne. Co ciekawe, wszystkie komentarze zaczęły się pojawiać dopiero od listopada 2018 roku.

https://www.youtube.com/watch?v=aupucBfZjOI&lc=UgyAJ3PF9oxmFMy7O294AaABAg

Pomijając komentarze negatywne (choć warto je poczytać, bo to prawdziwy festiwal pretensji, obrażania i jest to chyba jeden z „najciekawszych” zbiorów wypowiedzi tego typu wobec Romów), można wśród wpisów znaleźć wypowiedzi o innym nacechowaniu. Swoją drogą można by zapytać, ile osób wśród tych oburzonych Romami przekroczyła wiek (choćby) 15 lat, bo nakręcanie negatywnych sytuacji „dla beki” albo „bo można” nie jest czymś niespotykanym, a ortografia niektórych wpisów wskazuje na dość swobodny do niej stosunek).
W sumie udało się zidentyfikować 28 pozytywnych/broniących komentarze. To daje 17% takich komentarzy. To bardzo dużo biorąc pod uwagę ogólny poziom i ukierunkowanie większości wypowiedzi oraz ogólną „atmosferę” jaka zapanowała „pod” zamieszczonym materiałem filmowym. Mają one różnorodny charakter. Część z nich pojawia się w ramach rozbudowanych mikrodyskusji prowadzonych pomiędzy komentującymi, tłumaczących sytuację Romów, w części znajdują się wypowiedzi dwóch osób deklarujących się jako Romowie, co jednak w jednym przypadku jest dość wątpliwe. Jednak nawet przyjmując, że tylko jeden komentujący jest Romem, to obecność jego wypowiedzi wśród 158 komentarzy i jego osoby wśród powiedzmy w sumie 100 osób wypowiadających się, jest przykładem całkiem porządnego włączenia cyfrowego Romów.
Poniżej zostało przytoczonych kilka komentarzy pozytywnych, każdy pisany przez inną osobę, które pokazują jaki stosunek do negatywnych zachowań werbalnych wobec Romów ma część (prawdopodobnie znaczna, ale mniej chętna do brania udziału w  tego typu beznadziejnych dyskusjach) spośród Polaków.

„Wasze komentarze to jedna podłość! Polak potrafi!!! Zazdrość i rasizm!”

„Jak czytam te komentarze to po prostu wstydzę się za Polaków…..”

„drodzy ludzie, dlaczego zawsze ten scheis rasizm kocha waszego następnego jak siebie w kółko rassimus nie ma znaczenia, czy biegun cygański czy afrykański jesteśmy po prostu ludźmi Jestem z Berlina i chciałbym pomóc rodzinie finansowo Życzę wam wszystkiego, co najlepsze w sercach za komentarze rasistowskie Bóg może wam wybaczyć”

„Europejczycy mówią,że Polacy kradną i piją. Polacy mówią,że Romowie nie pracują . Romowie mają wszystkich gdzieś, bo to jest naród koczowniczy i zwykły Gadzio nie zrozumie Roma.”

„Ja pierdole wybaczcie ostre słowo czytając wasze komentarze zygac się chce,i to Wy nazywacie siebie Polakami,mając pretensje do Romów,kto Was i gdzie wychował,pierdoleni rasiści,identycznie można Was porównać do Gestapo czy Wermachtu,pewnie jakby Adolf żył przyjąłby Was z otwartymi ramionami byście egzekucję wykonywali,ludzka bydlęca znieczulica w Polskim narodzie.”

Te wypowiedzi – bardzo różnorodne pod chyba kąxdym względem – dobrze charakteryzują podejście większości negatywnie komentujących. Polak Polakowi Polakiem, a Romowi – wilkiem. Wiele negatywnych wypowiedzi motywowana jest zazdrością, zawiścią, część całkowitym niezrozumieniem. Ale naprawdę dobrze, że pojawiają się także komentarze pozytwne, a właściwie negatywne wobec agresywnie komentujących. Naprawdę części użytkowników internetu łatwo jest zapomnieć, że ci „nie nasi” – w tym przypadku Romowie – też są po prostu ludźmi.
Bardzo intersującym jest poniższy komentarz, który opiera się na mniemaniach i niewiedzy, ale przesycony jest jednocześnie silną wiarą w to, że w przeszłości było inaczej.

„Moim zdaniem prawdziwych Romów już nie ma. Kiedyś potrafili zarządzić finansami, byli przykładni i odpowiedzialni. Natomiast teraz podchodzi to pod leniwych Rumunów, którzy żyją na koszt państwa i nie robią ABSOLUTNIE nic! Rozleniwili się przez politykę naszego kraju...... Wykorzystują swoje jakieś niby przywileje. To nie są Romowie z dawnych czasów, bogaci, pomysłowi i pracowici. To są już straceńcy. Zero pracy, zero wszystkiego, Tylko brać i leżec odłogiem cały dzień a wieczorami imprezować i budzić”

W rzeczywistości w przeszłości nie było dokładnie tak. Romowie często żyli w gorszych warunkach i byli ogólnie w gorszej sytuacji. W dalszym ciągu większość spośród nich wciąż jest przedsiębiorcza, pomysłowa, pracowita. Czasem także bogata, choć to już chyba raczej legendy. Tak jak legendą, choć być może zawierającą trochę prawdy, jest stwierdzenie o rozleniwieniu przez politykę kraju. Bo rzeczywiście oferowanie pomocy i finansowanie za nic i bez jakichkolwiek wymagań – rozleniwia. Bez względu na to czy jest to pomoc w ramach strategii Unii Europejskiej, polskiego programu wsparcia (integracji) Romów, czy kolejnego „plusa”.
Jeden z pozytywnie nastawionych do Romów komentujących wyjaśnił całkiem zgrabnie obecną sytuację polskich Romów, upatrując (i błędnie i nie) źródła wszystkich nieszczęść w zakazaniu przez władzę Polski Ludowej wędrowania Romom. Ostatecznie (poza ogromną traumą i gwałtownym wyrwaniem z dotychczasowego trybu życia) Romowie i tak musieli się zmienić. I tak musieli przestać handlować końmi i zająć się na przykłąd handlem samochodami.
Czasy się zmieniają i łatwiej teraz zaparkować pod blokiem samochód niż konia. Łatwiej też krytykować, niż czegoś się dowiedzieć na temat Romów i czasem (kiedy to słuszne) ich bronić.



środa, 18 września 2019

Romowie po wyborach


Mówienie o sytuacji Romów po nadchodzących wyborach jest w pewnym stopniu wróżeniem, bo rzeczywistość niesie ze sobą wciąż coś nowego, a pomysłowość polityków – jak się zawsze okazywało i co można obserwować szczególnie wyraźnie w Polsce ostatnich kilku lat – nie ma granic. W tym przypadku politycy to ci, którzy są, a właściwie mają ogromne szanse być przy władzy po narodowej decyzji, jaka będzie podjęta w październiku. Słabość i rozdrobnienie opozycji, a także marazm w jaki popadła po przegranych w 2015 roku wyborach w połączeniu z ich niepopulistycznym ukierunkowaniem, sprawiają że nawet zachowując w pełni liberalny optymizm, nie należy spodziewać się cudu.


Niepopulistycznego nastawienia opozycji nie zmienią sztucznie generowane i nieskuteczne pomysły na licytacyjne podbijania kwot i zakresu ich udostępniania w kolejnych obszarach obejmowanych protekcjonistycznymi praktykami państwa (a właściwie rządu) opiekuńczego, o profilu charakterystycznym dla państw demokratyczno-socjalnych a właściwie demokratyczno-socjalistycznych. Polscy obywatele nie tylko potrzebują wyraźnej i ciągle o sobie przypominającej polityki rządu i takich działań z jego strony, ale także oczekują ciągłego otrzymywania nowych (przede wszystkim finansowych) dodatków, prezentów i ulg. Pomysłowość i szczodrość obecnej władzy wobec największych grup społecznych i ekonomicznych („klasy” średnia i niższa) zapewnia im to, dlatego też ostateczną konkluzją jest to, że obecna partia rządząca co najmniej utrzyma swój dotychczasowy status parlamentarnej większości, lub też całkowicie zdominuje Sejm i Senat, uzyskując większość pozwalającą nawet na zmianę Konstytucji. Taki zresztą był nieukrywany nigdy cel jej dążeń.
Obecne dążenia i populistyczne decyzje rządu nie są jednak jedynie ukierunkowania na tworzenie państwa o charakterze socjalnym czy też nad wyraz opiekuńczym w stosunku do klas (ekonomicznie i społecznie) niższych i średnich. Większość działań, a także świadomych zaniechań (w pewnych obszarach) obecnego rządu wskazuje na wyraźne wzmacnianie tendencji narodowych, afirmujących rdzenną przynależność do polskiego narodu, nawet jeśli owa rdzenność to zaledwie tyle pokoleń, ile łatwo jest zapamiętać bez jakichkolwiek badań genologicznych. Jednym z narzędzi wzmacniania takiego kształtu powszechnego polskiego myślenia jest wprowadzanie wyraźnego podziału na „nas” i na „nich”, często powiązana z tworzeniem autostereotypu, krzywdzącego w  dłuższej perspektywie czasu świadomość narodową i mogącą (choć niekoniecznie) prowadzić do wewnętrznych i zewnętrznych konfliktów. W takiej sytuacji identyfikacja inności wiąże się z negatywnym nastawieniem do niej, odmawianiem pełni praw nadanych przez państwo, albo nawet pełni człowieczeństwa (a co za tym idzie odmawiania pełni praw człowieka, wynikających z faktu bycia człowiekiem). Zaniechania rządu pozwalają na konkretne i mieszczące się w zakresie pewnego poziomu bezkarności działania i aktywność, umożliwiającą ukierunkowanie gniewu. Dzieje się to dzięki identyfikację innego (wroga), bo staje się nim niemalże każdy, kto nie tylko nie współdzieli w takim stopniu jak „my” polskiej krwi i przodków, ale także jest odmienny pod jakimkolwiek dominującym (zgodnie z wytyczoną powszechną „normą”) względem. Jak chyba dość wyraźnie pokazuje obecna polska rzeczywistość może być to zatem odmienność wyznania, orientacji seksualnej, koloru skóry lub przynależności etnicznej. Nie oznacza to, że w polskiej rzeczywistości dochodzi do oficjalnego, usankcjonowanego i wyraźnie wspieranego przez rząd promowania otwartej wrogości w stosunku do reprezentantów takich grup. Jednak różnice są podkreślane, w niejednej sytuacji zaniechanie wiąże się z pozwoleniem na różnicującą identyfikację tych innych i odmiennych, a zachowania niektórych grup lub jednostek, które powinny zostać napiętnowane ze względu na ich otwarcie dyskryminacyjnych charakter, są albo lekceważone, albo uznawane za zdrowe przejawy normalnych zachowań większościowej reprezentacji Polaków. W konsekwencji, w przypadku jakiegokolwiek załamania się lub nawet naruszenia pozornej stabilności wzmacnianej przez promowany i rozpędzony konsumpcjonizm, bardzo łatwym może być albo przesunięcie potencjalnego niezadowolenia społecznego na którąkolwiek z grup mniejszościowych, bądź to – co jak historia pokazała nie raz jest nad wyraz skuteczne – wskazanie winnych, stających się w ten prosty sposób kozłem ofiarnym.
Jak zatem może być sytuacja Romów po wyborach, przy wzmocnieniu obecnego kierunku społecznego i ekonomicznego, a także – w  jakimś stopniu – ideologicznego?
Z jednej strony działania socjalne, wyraźnie ukierunkowane na rodzinę i tych, którzy w życiu sobie nie radzą lub nie chcą radzić. Z drugiej natomiast wzmocnienie czynnika polsko-narodowego i wyraźne wyróżnienie tych „innych”, których być może trzeba będzie kiedyś w jakiejś postaci złożyć na ołtarzu stabilności i Polski.

Podobnie jak w Europie, także w Polsce  Romowie w większości (absolutnie nie dotyczy to wszystkich Romów i trzeba pamiętać, że są oni zróżnicowani zarówno pod względem ekonomicznym, społecznym, kulturowym) pozostają w gorszej sytuacji ekonomicznej (i społecznej) niż przedstawiciele społeczeństwa większościowego. Są także bardziej narażeni na ubóstwo, a ze względu na swoją przynależność etniczną często mają problemy z zatrudnieniem, co wiąże się także z ich gorszym wykształceniem. Generalnie cała – powtarzana i opisywana wielokrotnie – charakterystyka ich sytuacji społeczno-ekonomicznej jest to wiele gorsza niż reszty społeczeństwa. W efekcie należą do klasy ekonomicznie co najmniej niższej i częściowo średniej. Z tego wprost wynika, że przynależą do grupy głównych beneficjentów socjalnych działań finansowych i wspierających podejmowanych przez obecny rząd. I tak w rzeczywistości jest. Nie są z tego wykluczani, choć w oczywisty sposób dotyczy to Romów posiadających polskie obywatelstwo, a nie tych, którzy do Polski przybyli w ramach migracji przez ostatnie 30 lat. Tym, co dodatkowo wzmacnia (niechcąco) ukierunkowanie polityki rządu na wspieranie Romów jest ważny składnik ich tożsamości kulturowej, którym jest rodzina. W tym przypadku – wielodzietna, co ponadto wiąże się często z zajmowaniem się przez Romni domem i porzucenie jakichkolwiek prób podjęcia przez nie pracy. W ten sposób Romowie stają się nie tylko celem wsparcia związanego z wychowywanymi dziećmi do osiągnięcia przez nie 18 roku życia, ale także i wsparcia o charakterze emerytalnym za wychowanie przynajmniej czwórki dzieci i niewypracowanie podstawowej standardowej emerytury. To jedynie dwa najwyraźniejsze przykłady pozytywnego wpływy polityki obecnego rządu na sytuację ekonomiczną Romów, natomiast można spodziewać się, że także wiele innych – skierowanych do wszystkich mieszkańców Polski – działań (także przyszłych) dotyczących sfery jakości życia i wzbudzania konsumpcji, doraźnie oddziałuje na tę mniejszość. Co więcej, można rozważać, czy dostrzegany negatywny wpływ na aktywność zawodową kobiet związany z programem 500+ wpływa równie intensywnie na Romni, które – często pomimo licznych kursów kwalifikacyjnych i zawodowych – i tak w wielu przypadkach nie pracowały, czy to ze względu na zajmowanie się domem, czy też ze względu na problemy z zatrudnieniem, wynikające bezpośrednio z ich przynależności etnicznej.

Jak jednak wygląda kwestia wpływu na sytuację Romów ze względu na wzmacnianie czynnika polsko-narodowego? W rzeczywistości wydaje się, że nijak. W ciągu ostatnich kilku lat nie doszło do żadnych większych, czy też szczególnie drastycznych działań ze strony grup zbyt dosłownie biorących do serca hasło „Polska dla PRAWDZIWYCH Polaków” w stosunku do polskich Romów. Tego typu działania – o ile w ogóle się pojawiały – były skierowane przeciwko Romom z Rumunii i nie miały tak drastycznego charakteru i przebiegu jak choćby wydarzenia z Kijowa z kwietnia 2018 roku. Nawet w najnowszej „Informacji o działalności Rzecznika Praw Obywatelskich orazo stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w roku 2018” Romowie zostali przywołani jedynie dwukrotnie i to w kontekście działań lokalnej administracji dotyczącej złego stanu budynków i samowoli budowlanej w romskiej osadzie w Maszkowicach oraz w kontekście wykorzystania środków z polskiego programu integracji Romów na ich wysiedlanie z Limanowej. Obydwie te sprawy są stare i ciągną się od dłuższego czasu, zwracając uwagę i wywołując aktywność RPO. Nie doszło do żadnych wydarzeń ani działań w  stosunku do Romów, które można by porównywać choćby w najmniejszym stopniu do tego, co robiła na Węgrzech prawicowa partia Jobbik. Niezbadanym ilościowo pozostaje natomiast w Polsce codzienna, pozornie drobna dyskryminacja, której uciążliwość dla zwykłego funkcjonowania jest ogromna. Wraz z tak a nie inaczej ukierunkowaną rządową polityką zaniechania, wzrasta wśród niektórych grup społecznych swoiste przyzwolenie na to, aby tego typu zachowania się pojawiały. Występują one zawsze – bez względu na politykę rządu, jednak są okoliczności, które wspomagają myślenie, że wszyscy którzy nie są całkiem z nami i nie są nami muszą ulec pod naciskiem narodu tytularnego i uznać jego racje oraz podporządkować się zachowaniom jego przedstawicieli. Szczególne znaczenie ma w tym przypadku rządowy dokument „Polityka migracyjna Polski” z czerwca 2019 roku, bardzo wyraźnie wskazujący na kierunek w jakim ma podążać Polska myśl o innych. Co prawda nie koncentruje się ona na Romach, lecz w znacznym stopniu na Muzułmanach i migrantach (przede wszystkim międzykulturowych), jednak Romowie – nawet przebywający od kilkudziesięciu pokoleń w Polsce) bywają traktowani jak migranci, a ich specyfika kulturowa pozostaje niezmiennie niezrozumiała dla większości Polaków.

Przyszła sytuacja Romów w Polsce może się w sumie wydawać całkiem dobra. Wsparcie rodziny, brak programowych działań dyskryminacyjnych skierowanych przeciwko tej mniejszości i jedynie uciążliwa, lecz nie niszcząca ich relacji z resztą społeczeństwa codzienna dyskryminacja (także instytucjonalna), do której i tak dochodzi z różną intensywnością w wielu państwach. Czyli prawie ideał.
Być może. Ale tylko jeśli nic się nie zmieni i nic nie zakłóci tego stanu dość chwiejnej równowagi. Co jednak, gdy dojdzie do jakiegokolwiek zachwiania rynku albo sytuacji politycznej? Kto będzie wtedy winien? Kto okaże się tym innym, przez którego polski sen o potędze się nie ziści? Romowie zapewne nie. Oni – prawie jak zawsze – odczują to przy okazji. I będą być może wcale nie głównym kozłem ofiarnym, tylko takim dodatkowym.



niedziela, 8 września 2019

Romskie jednorożce


Budowanie mitów założycielskich i tworzenie wspólnej i spójnej mitologii historycznej jest zawsze bardzo ważne dla każdego narodu i etnii. Najczęściej potrzebne jest to gdy grupa tworzy lub po latach odbudowuje swoją państwowość lub – jak w przypadku Ukrainy – stara się zintegrować zróżnicowaną pod różnymi względami wspólnotę w jeden organizm państwowy lub narodowy. Te wspólne mity pozostają mitami, nie zawsze są w pełni wiarygodne, często są odbierane przez najbliższych sąsiadów negatywnie, ze względu na różną interpretację faktów historycznych i odmienny stosunek do ważnych dla narodu postaci z przeszłości.
Mity takie są także ważne dla narodów pozostających w szczególnej sytuacji pod względem posiadania własnego terytorium i tych, których historia nie jest w pełni zapamiętana i musi być odtwarzana. Obydwa te warunki spełniają Romowie. Nie są oni – wbrew tezom pojawiającym się w dyskursie naukowym i podtrzymywanym w dyskursie dyskryminacyjnym – narodem bez przeszłości, lecz narodem, który nie miał możliwości zapamiętać swojej historii w sposób typowy dla społeczności europejskich. Wiąże się to zarówno z ich długotrwałą wędrówką z Indii do Europy, jak i z rdzeniowego kształtu ich kultury. Zarówno ze względu na jej aliterackość, jak i długotrwałe pozostawanie na marginesie głównego nurtu życia każdego państwo i każdej grupy narodowej z jaką mieli okazję spotkać się zarówno na drodze wędrówki do Europy, jak i podczas kilku wieków pobytu na jej obszarze.
Modernistyczna tożsamość romska – lepiej dopasowana do oczekiwań współczesnego pozaromskiego świata – nie koliduje z tożsamością tradycyjną i kulturowymi czynnikami integrującymi, a jedynie je uzupełnia i unowocześnia. Bardzo ważną rolę budowania nowej wspólnej tożsamości Romów ma obecnie zrekonstruowana wspólna pamięć o romskiej zagładzie podczas II wojnie światowej (Samudaripen), kiedy zginęła większa część ich europejskiej populacji. Nie tak dawno rolę taką pełniło potwierdzanie i utrwalanie w świadomości zarówno Romów, jak też i społeczeństw głównonurtowych indyjskiego pochodzenia Romów i podtrzymywanie jakiegokolwiek związku pomiędzy Indiami a Romami.
Jak już jednak zostało wspomniane, niektóre mity narodowe i etniczne nie mają zbyt mocnych podstaw historycznych. Czasem takie określenie jest zbyt delikatne i bywa, że z jakąkolwiek prawdą historyczną niektóre budowane mity nie mają żadnych związku. W takich sytuacjach ich funkcja nie zmienia się, jednak mogą wywoływać negatywne reakcje, jeśli przekraczają pewien trudny do konkretnego wyznaczenia poziom oderwania od rzeczywistości.

https://www.harappa.com/content/harappan-unicorn-eurasian-and-south-asian-perspectives

Postacią, która – poza licznymi i rzetelnymi pracami naukowymi z zakresu lingwistyki i etno-socjologii – stworzyła romskie mity o mało wiarygodnym naukowo charakterze, był Vania de-Gila (Jan Kochanowski), romski naukowiec polskiego pochodzenia, wykładający na wielu francuskich uniwersytetach i prowadzący swoje badania między innymi w Indiach. W swojej książce – wydanej w 2011 roku po polsku przez Związek Romów Polskich „Mówimy po romsku. Historia, kultura i język narodu romskiego” między innymi twierdził on, że Rama z eposu „Ramayana” miał być ojcem Remusa i Romulusa, co prowadzi do prostych wniosków zadających kłam „Eneidzie” i wskazujących na to, że jednak Romowie mają wiele wspólnego z cywilizacją rzymską i Romą.

http://www.romowie.com/old/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=61

Gdyby potraktować to jako naukową tezę, to pomimo wywołanego tym (i innymi także) pomysłem Jana Kochanowskiego zdziwienia, należałoby poszukiwać dowodów na jego potwierdzenie oraz dowodów na jego obalenie. Postawiona teza, oparta na jakichkolwiek naukowych podstawach nie może bowiem zostać odrzucona wyłącznie dlatego, że komukolwiek się wydaje, że nie może być prawdą. Pozostawiając jednak kwestię wiarygodności takiego pochodzenia Remusa i Romulusa, po takim wprowadzeniu można się głębiej zastanowić nad romskimi jednorożcami.

https://www.harappa.com/content/iconography-indus-unicorn-origins-and-legacy

Być może jest to budowanie kolejnego mitu, który w pośredni sposób wiąże się z Romami i ich najdawniejszą historią, jednak jest to proste postawienie pewnej tezy, którą może być bardzo trudno zweryfikować i która w sumie nie ma większego wpływu na naszą współczesność.
Pomimo tego, że wizerunek jednorożca pojawia się w wielu kulturach, to najstarsze ich podobizny pojawiają się na zachowanych i wykopanych przez archeologów pieczęciach pochodzących z cywilizacji dolnego Indusu (Kultury harappańskiej). Była to cywilizacja miejska i od jej odkrycia uznawano ją za jedną z najstarszych cywilizacji świata, ustępującą czasem swojego powstania jedynie cywilizacji sumeryjskiej i egipskiej. Lata jej rozkwitu wyznaczano na okres 2600-1700 p.n.e., wytyczając jej początek na 3500 rok p.n.e.

https://layah.org/aktualnosci/cywilizacja-doliny-indus-starsza-niz-egipska-sumeryjska

Obecne badania w oparciu o datowanie metodą aktywnego izotopu węgla C-14, wykazały jednak, że cywilizacja ta powstała nieco wcześniej i że w rzeczywistości istniała już od 5750 roku p.n.e. Zatem jest to niewątpliwie najstarsze źródło wizerunków jednorożców, skoro pochodzi z najstarszej znanej cywilizacji na Ziemi. Naukowcy zidentyfikowali nawet zwierzę, które mogło być pierwowzorem tych wizerunków jednorożca. Był nim olbrzymi nosorożec wysoki, smuklejszy i wyższy od współczesnych nosorożców, który wyginął pod koniec plejstocenu, zatem człowiek rozumny miał okazję się z nim zetknąć – przede wszystkim na terenie Azji Centralnej. Być może pamięć o nim przetrwała w ludzkiej świadomości, co skutkowało powstaniem harappańskich pieczęci.
Powracając zatem do cywilizacji dolnego Indusu – jak już zostało powiedziane – była to cywilizacja miejska. I to niemalże od samego początku. Ponadto jej miasta były bardzo precyzyjnie zaplanowane i zorganizowane na wysokim poziomie, z systemem dostarczania wody i odprowadzania nieczystości. Według badań archeologicznych cywilizacja ta nie doświadczyła żadnych znaczących dla jej trwania najazdów, ani wojen, nie rozwijała także wojennego rzemiosła. Miasta trwały, rozwijając się i zapewniając stabilność swoim mieszkańcom przez kilka tysięcy lat. Nawet przybycie Ariów około 1900 roku p.n.e. nie pozostawiło archeologicznych śladów wojny i być może przybycie ich na teren doliny dolnego Indusu miało charakter migracji asymiliacyjnej. Pomimo tego, w tym samym czasie cywilizacja ta zaczęła zanikać. Wśród wielu możliwych przyczyn najczęściej mówi się o przyczynach klimatycznych, które negatywnie wpłynęły na dobre dotąd warunki rolnicze tego obszaru. Być może było to przesunięcie się monsunu, być może było to wyschnięcie ważnej rzeki tego regionu – Saraswati, która w tamtym czasie wpadała do Morza Arabskiego w miejscu obecnego solniska Wielki Rann. Z tym mogło się wiązać pogorszenia warunków życia w miastach i wzrastające przeludnienie. Bez względu na konkretną przyczynę miasta zaczęły pustoszeć, ich mieszkańcy uciekali do małych rolniczych osad w okolicy, część prawdopodobnie wyemigrowała dalej, w stronę Gangesu i ostatecznie rok 1700 p.n.e. uznaje się za koniec tej cywilizacji.
A gdzie tu w tym wszystkim Romowie? Cywilizacja harappańska istniała na obszarze, który częściowo pokrywa się z domniemaną i prawdopodobną indyjską kolebką Romów. Oczywiście pomiędzy upadkiem tej cywilizacji, a wyjściem Romów z Indii minęło ponad 2000 lat. Jednak czy Cyganie wychodzący z Indii mogli być potomkami ludów tworzących tę rozwiniętą miejską cywilizację? Mogli. I w jakimś stopniu tę możliwość potwierdzają badania DNA.
Otóż najprawdopodobniej cywilizację dolnego Indusu tworzyły ludy drawidyjskie. Obecnie zamieszkują one przede wszystkim południowe Indie, co jest skutkiem przybycia Ariów i stopniowego spychania tej grupy etnicznej właśnie ku południowi. Biorąc pod uwagę to, że zgodnie z badaniami romskiego DNA występuje u nich i to jako dominująca haplogrupa H1a, przy braku typowej dla ludów indoeuropejskich haplogrupy R1, mają oni korzenie właśnie wśród ludów drawidyjskich. Doprowadziło to nawet do poszukiwania kolebki Romów nie na pograniczu pakistańsko-indyjskim, lecz na południu Indii.

Mogło jednak być też inaczej i Romowie wcale nie musieli migrować z południa Indii. Być może potomkowie twórców cywilizacji harappańskiej zamieszkiwali w rejonie, w którym kiedyś ona istniała. Być może nie zostali zepchnięcie wraz z innymi ludami drawidyjskimi na południe Indii. Być może pomimo upływu czasu pozostawali ze sobą w związku o charakterze plemiennym aż do VI wieku n.e. Być może wtedy ruszyli na wędrówkę w stronę Europy. Być może współcześnie Romowie są w prostej, choć wcale nie w pełni czystej linii, potomkami najstarszej cywilizacji świata, która przez kilka tysięcy lat była rozwiniętą na wysokim poziomie cywilizacją miejską. Być może współcześni Romowie mają zapisaną w bardzo długotrwałej pamięci grupowej niechęć do uczestniczenia w cywilizacji miejskiej i jej rozwijaniu. Być może tkwi w ich najgłębszej nieuświadomionej pamięci historycznej wiedza o tym, że to już było, że to już mieliśmy, że z tego zrezygnowaliśmy. Bo znudziło się to nam ponad 3000 lat temu, po 3000 tysiącach lat takiego rozwiniętego, cywilizowanego, miejskiego życia. I wiemy, że nie ono jest najważniejsze.

Tak powstają mity. Może nie założycielskie, może wcale nie aż tak potrzebne. Ale być może właśnie tak było. Jeśli tak, to jednorożce zawdzięczamy przodkom współczesnych Romów.



środa, 28 sierpnia 2019

Na zdrowie


Temat zdrowia Romów jest poruszany w różnych aspektach. Kwestia ta stanowi ważny element unijnej strategii ramowej, znajduje odzwierciedlenie w krajowych programach działania, zajmuje się tym tematem WHO oraz praktycznie (w różnym stopniu) każda organizacja mająca w swoich celach wspieranie Romów.

Nikt chyba nie ma wątpliwości, że zdrowie jest jedną z najważniejszych kwestii związanych z ludzkim życiem, leczenie bywa trudne, czasochłonne, często kosztowne, a służba zdrowia działa jak działa… I to nie tylko w Polsce. Nie ma także wątpliwości – na podstawie różnorodnych dokumentów i badań wielu instytucji i ośrodków badawczych – że ze zdrowiem Romów nie jest dobrze, a przynajmniej jest gorzej niż ze zdrowiem całego społeczeństwa Polski i Europy.


Temat zdrowia Romów daje się ująć w dwóch głównych aspektach – pierwszym jest dostęp do usług medycznych, a drugim ogólny stan zdrowia Romów.
W zakresie dostępu do usług medycznych i opieki zdrowotnej mieści się cały szereg zjawisk (przyczyn) związanych z utrudnionym dostępem Romów do tej sfery ich funkcjonowania w społeczeństwie. Nie tylko polskim (albo nawet nie aż tak bardzo polskim, poza pojedynczymi przypadkami jakie zdarzają się w naszej rzeczywistości) problemem jest podejście pracowników służby zdrowia do Romów. Ma on dwa wymiary. Pierwszym jest możliwa niechęć do tej grupy etnicznej, ukształtowana w ramach utrwalonych w świadomości społecznej stereotypów, niechęci do migrantów i innych oraz ogólny antycyganizm. Drugim natomiast jest brak wiedzy (wrażliwości) kulturowej dotyczącej Romów. Nie wiążą się z tym jakiekolwiek złe intencje (a nawet przeciwnie), jednak bez wiedzy o szczególnych różnicach kulturowych kontakt Romów ze służbą zdrowia niesie ze sobą wiele zniechęcających Romów pułapek. O ile z pierwszą z tych dwóch kwestii nie można sobie poradzić, poza przeprowadzaniem ogólnej, powolnej zmiany społecznej oswajającej temat Romów, jako utrwalonych w historii członków każdego europejskiego społeczeństwa, to w przypadku drugiego praktyka międzynarodowa (brytyjska i amerykańska) pozwala na proste i być może także efektywne rozwiązania. Większość pracowników środowisk medycznych edukuje się przez cały czas swojej aktywności zawodowej. Dotyczy to nie tylko podnoszenia kwalifikacji ściśle i bezpośrednio związanych z wiedzą (i umiejętnościami) typowo medyczną, ale także – choć w mniejszym zakresie – także kontaktów z pacjentami. Opracowywane i dystrybuowane w języku angielskim przewodniki kontaktów międzykulturowych (i ich specyfiką) najczęściej dotyczą także Romów. Są bardzo często nad wyraz konkretnymi spisami zasad, wygodnymi w użyciu i nie wymagającymi czytania wielu publikacji i zagłębiania się z temat. W języku polskim powstał tego typu podręcznik (połączony ze szkoleniem) dla policjantów, jednak wciąż brakuje tego typu opracowania dla służb medycznych. Jego stworzenie byłoby jednocześnie i proste i trudne. Proste, bo tego typu publikację mogłoby opracować większość polskich romologów, a konsultacja tekstu z Romami byłaby łatwa. Trudne, bo musiałoby uwzględniać specyfikę polskich grup romskich (czterech, albo i siedmiu), różniących się w wielu kwestiach, w tym także w sile i zakresie specyficznych zachowań i norm kulturowych. Oczywiście część z nich jest wspólna, jednak nie wystarczyłoby z pewnością przetłumaczenie któregoś z istniejących przewodników anglojęzycznych, choć na poziomie struktury lub sposobu opracowania zagadnienia mogłyby być wystarczające.
Jednak nie tylko sama służba zdrowia świadomie lub nie utrudnia Romom chętne korzystanie z profilaktyki i leczenia. Innymi problemami są: kwestia posiadanie ubezpieczenia zdrowotnego, koszty prywatnej opieki medycznej, niechęć do kontaktów z (jednak) rozbudowanym systemem (medycznej) administracji publicznej, lęk przed narażeniem się na międzykulturowe niezrozumienie. Wszystkie te kwestie są ze sobą w mniejszym lub większym stopniu powiązane i dotyczą nie tylko świadomości i wiedzy pracowników służby zdrowia, ale także i Romów. Niewątpliwie w tym zakresie należy docenić bardzo ważną role asystentów romskich (skutecznych nie tylko w zagadnieniach związanych z edukacją Romów), którzy mogą – przynajmniej częściowo – pomóc w rozwiązaniu tych kwestii. Zresztą jest to jeden z celów ich istnienia i funkcjonowania – nie tylko w Polsce, ale i na przykład w ramach programu ROMED (mediatorzy) – w innych państwach europejskich.
Ze świadomości Romów wynika kolejny problem, a mianowicie chęć korzystania Romów z systemu opieki zdrowotnej i konwencjonalnego leczenia, a także stosunek do wcale nie prostej koncepcji zdrowia i choroby. Nawet biorąc pod uwagę większościową część polskiego społeczeństwa łatwo dostrzec chęć podążania ścieżkami niekonwencjonalnymi, wiarę w cudowność prostych (i oczywiście ukrywanych przez lekarzy) terapii. Najbardziej wyraźną oznaką tego są wszelkie (silne w Polsce) ruchy antyszczepionkowe. Nie można zatem dziwić się, że średnio mniej wykształcenia i bardziej zakorzenienie w tradycji (także leczenia naturalnego) Romowie odwlekają wizyty u lekarzy, a często zdrowie pojmują jako możliwość jakiegokolwiek względnie sprawnego funkcjonowania. Nie tylko lekceważą wiele objawów chorób, ale także maja niższy poziom świadomości zdrowotnej, a korzystanie z tradycyjnych, przechowywanych w pamięci rodzinnej sposobów leczenia wielu objawów pozwala niestety na rozwój chorób do etapu nieuleczalności. Jeśli do sytuacji ukształtowanej pod presją tych czynników dołączy się jeszcze złe (także pod względem dostępu do usług komunalnych) warunki mieszkaniowe większości europejskich Romów, to trudno dziwić się, że sytuacja zdrowotna Romów, jak już zostało wspomniane, jest gorsza niż średnia krajowa i europejska.

W 2018 roku European Public Health Alliance (Europejski sojusz na rzecz zdrowia publicznego) przeprowadził bardzo obszerną, wielojęzyczną i wieloźródłową analizę  dotyczącą oczekiwanej długości życia Romów. We wszystkich krajach europejskich współczynnik ten jest w przypadku Romów niższy niż reszty społeczeństwa (od 8 do 14 lat, a w niektórych przypadkach nawet do 20 lat) i jest jednym z kluczowych i wymiernych wyznaczników poziomu zdrowia każdej populacji. Pod uwagę były brane trzy grupy czynników: różnica w oczekiwanej długości życia między Romami i nie-Romami, śmiertelność niemowląt i dzieci, czynniki określające oczekiwaną długość życia.
Trzy podstawowe choć bardzo ogólne konkluzje stanowiły podstawę opracowanego i opublikowanego w grudniu 2018 roku raportu: Romowie w porównaniu do większości populacji cierpią z powodu gorszego zdrowia i niezdrowych warunków życia; potrzebne są bardziej precyzyjne dane, które pozwolą zidentyfikować przyczyny i opracować metody poprawy sytuacji; zły stan zdrowia Romów jest ściśle związany ze społecznymi uwarunkowaniami zdrowia.

https://epha.org/wp-content/uploads/2019/02/closing-the-life-expectancy-gap-of-roma-in-europe-study.pdf

W niektórych państwach członkowskich Unii Europejskiej (np. Bułgaria) śmiertelność wśród romskich niemowląt jest dwukrotnie wyższy niż w przypadku reszty społeczeństwa (w Hiszpanii – trzy razy wyższy, w Bośni i Hercegowinie cztery razy wyższy) i sześciokrotnie mniej spośród nich dożywa do wieku dziecięcego. Romowie są o wiele rzadziej objęcie ubezpieczeniem zdrowotnym, z opieki medycznej korzystają kompulsywnie – jedynie w przypadku konkretnych zdarzeń, rzadziej są szczepieni, gorzej się odżywiają, częściej zapadają na różnorodne infekcje. Wskaźnik długowieczności (osoby powyżej 75 roku życia) jest wśród Romów o połowę niższy (25,7% wobec 51%).


Jak już zostało powiedziane, wiele grupa czynników pozazdrowotnych także wpływa na poziom zdrowia Romów. Najważniejszym spośród nich, bo zarówno będącym skutkiem, jak i przyczyną całej grupy negatywnych zjawisk jest ubóstwo. Według aktualnych badań, aż 80% Romów żyje z dochodem poniżej progu zagrożenia ubóstwem. Dane z całej Unii Europejskiej dla całego społeczeństwa mówią natomiast o 17%. Najgorsza sytuacja panuje w Hiszpanii, Grecji i Chorwacji, gdyż w państwach tych współczynnik ten dla Romów przekracza 90%. Ściśle wiąże się z tym sytuacja mieszkaniowa i warunki sanitarne. Przykładowo w Rumunii 79% Romów mieszka w domach bez toalety i łazienki.


Sposobów na rozwiązanie trudnej sytuacji Romów w zakresie zdrowia (dostępu do i chęci korzystania z systemu opieki zdrowotnej) jest wiele. Praktycznie każde państwo europejskie znajduje własną ścieżkę, opracowuje własny program i ma oryginalna koncepcję rozwiązania tego problemu. Niektóre wydają się być nawet choćby częściowo skuteczne. Biorąc pod uwagę zakres i ukierunkowanie większości tego typu działań i pomysłów, kolejność zadbania o zdrowie wśród Romów na pierwszym miejscu stawia dzieci, tuż za nimi kobiety, a na końcu mężczyzn. Niewątpliwie ważnym czynnikiem, który może wspomóc realizację docelowej poprawy poziomu zdrowia wśród Romów jest zatem jak najpowszechniejsze korzystanie przez nich ze sformalizowanej (i często ukierunkowanej na romskie dzieci) opieki przedszkolnej, mogącej kształtować wczesne postawy prozdrowotne i jednocześnie zapewniającej lub wspomagającej dostęp do podstawowej opieki medycznej.
Podstawą poprawy poziomu zdrowotnego Romów jest oczywiście ich pełniejsze włączenie w głównonurtowe życie społeczne (w tym w zatrudnienie i edukację), natomiast na nieco bardziej konkretnym (choć wciąż ogólnym) poziomie konieczne jest nie tylko wspieranie Romów przez asystentów romskich wspomagających możliwość korzystania z usług medycznych, ale przede wszystkim edukacja. I to edukacja, która z jednej strony musi być skierowana do Romów, podnosząc ich świadomość zdrowotną, ale także edukacja skierowana do pracowników służby zdrowia, wyjaśniająca ważne i stawiające konkretne bariery różnice kulturowe, uwrażliwiająca ich etnicznie w celu skutecznego, chętnego i jak najmniej stresogennego korzystania przez Romów z usług medycznych. W tle takiego edukacyjnego kierunku pojawia się także kwestia ciągłej i nastawionej na zmianę (rozwój) edukacji całego społeczeństwa, która powinna skutkować zmniejszeniem poziomu codziennej dyskryminacji Romów.



niedziela, 18 sierpnia 2019

Iliryjscy Romowie


Rozważając sytuację Romów w Albanii trzeba brać pod uwagę – nie jako kwestię wiodącą, ale w jakimś stopniu wpływającą na albańską rzeczywistość i aspiracje – to, że państwo to ma bardzo mocna podstawę historycznie etniczną. Albańczycy utożsamiają się z Iliryjczykami (których są odległymi potomkami), czyli ludem indoeuropejskim, który zamieszkiwał tereny wschodniego wybrzeża Adriatyku już w czasach wczesnorzymskich. Samo w sobie nie jest to bardziej groźne, niż polskie legendy o przodkach – Sarmatach, jednak w tym przypadku Albańczycy odwołują się do terenów zamieszkałych (ponoć) przez Iliryjczyków w tamtym czasie, jako do ziem przynależących do Wielkiej Albanii, choć pierwsze ich państwo powstało dopiero w XII wieku (i to mniej więcej w obecnych granicach). Ten mit ma charakter polityczny i został ożywiony po I wojnie światowej, funkcjonując do dziś.

https://syshqiponje.wordpress.com/2015/04/19/kuq-e-zi-soccer-the-flag-and-greater-albania/

Czy pozostaje to tylko niegroźnym (jak polskie Międzymorze) marzeniem o chwale i wielkości, czy też realnym planem politycznym można oceniać w świetle powstania niezależnego Kosowa. Od II wojny światowej systematycznie (i programowo) zwiększała się liczba Albańczyków na tym terenie, co umożliwiło ostatecznie jego oddzieleni do Serbii. Obecnie premier Albanii powtarza, że przyłączenie go do Albanii jest tylko kwestią czasu.
W tym kontekście, choć już raczej należy traktować to należy jako ciekawostkę bez politycznego znaczenia, Wołosi są uznawani za potomków Iliryjczyków. A ponieważ jednymi z przodków polskich górali byli właśnie Wołosi, zasięg etnicznej Wielkiej Albanii można by jeszcze bardziej rozszerzać…

W ramach cywilizowania (wybaczcie Iliryjczycy) Albanii i zbliżania jej do systemu europejskich wartości rząd bardzo poważnie podchodzi do sytuacji i kwestii Romów. Jednak przed pochwałami należy przypomnieć, że jedną sprawą jest przyjmowanie doskonałych programów wsparcia i integracji, a nawet jak najbardziej pozytywne ich raportowanie, a czymś innym pozostaje codzienność i realna realizacja działań na poziomie lokalnym, a także ich długoterminowa skuteczność. Aby nie szukać daleko wystarczy spojrzeć na sytuację polskich Romów i efektywność polskiej strategii (bez względu na to jak zostanie oceniona w raporcie ewaluacyjnym).
Albania wraz z Czechami, Słowacją, Węgrami, Hiszpanią, Bułgarią, Rumunią, Chorwacją, Bośnią i Hercegowiną, Macedonią, Czarnogórą oraz Serbią brała udział w Decade of Roma Inclusion 2005–2015,  o której (nie)skuteczności można by wiele mówić.
Jednak do prawdziwie ważnego wydarzenia doszło w 2017 roku, kiedy to albański Parlament przyjął ustawę w sprawie „Ochrony mniejszości narodowych w Republice Albanii”. W jej wyniku albańscy Romowie zostali oficjalnie uznani za mniejszość narodową (jedną z dziewięciu w tym państwie). Wcześniej byli traktowani jako mniejszość etniczno-językowa i zmiana ta w albańskim systemie prawnym ma znaczenie, odmiennie niż w polskim systemie, w którym w rzeczywistości różnica (w dalszym ciągu jednak istotna) pomiędzy mniejszością narodową a etniczną jest niewielka. Z formalnego punktu widzenia Romom zagwarantowano w ten sposób prawo do równego i równoprawnego uczestnictwa w życiu publicznym, kulturalnym, społecznym i gospodarczym, zachowania swojej tożsamości kulturowej, nauki własnego języka, wolności wypowiedzi, myśli i informacji. Ważnym pakietu tych nowych praw był także zakaz dyskryminacji z przyczyn kulturowych, etnicznych lub językowych. Nie mniej istotnym skutkiem przyjęcie tej ustawy  jest także włączenie przedstawicieli Romów do prac rządu w ramach Komitetu ds. Mniejszości Narodowych, odpowiedzialnego za konsultację i ukierunkowywania polityki rządu w sprawach mniejszości.


Pojedyncze informacje liczbowe dotyczące Romów w Albanii pochodzą jeszcze z czasów funkcjonowania Decade of Roma Inclusion 2005–2015, choć do 2010 roku właściwie brak było jakichkolwiek danych. Według różnych źródeł liczebność Romów w Albanii określa się na 0,25-0,42% całej populacji. To niewiele, jednak i tak proporcjonalnie w stosunku do wszystkich mieszkańców tego państwa jest to o wiele więcej niż w Polsce. Romowie są podzieleni w Albanii na 6 głównych grup wyróżnianych kulturowo i językowo. Dwie największe to Erli (49,8%) i Meckar (33,5%). Poza jedną z tych grup mówią głównie po albańsku, używając także własnego języka, a dodatkowym bardzo często jest język grecki. Połowa albańskich Romów jest analfabetami. W około 88% procent przypadków rodziny romskie pozostają czysto romskie i nie ma w nich osób z innych grup etnicznych i narodowości. 15% Romów żyje w warunkach, które trudno określić inaczej niż koczowiska. Najważniejszym (najczęściej posiadanym) sprzętem AGD okazał się telewizor (83% rodzin), na drugim miejscy była lodówka (52% rodzin). Najrzadziej natomiast (4%) pojawiał się komputer.
Na koniec Dekady dokonano podsumowania w głównych obszarach wrażliwych ze względu na wykluczenie Romów. Zasadniczo dane ogólne nie odbiegały od bolączek większości społeczności romskich, choć bywało, że miały większą skalę niż w innych państwach bałkańskich i co było podkreślane w ocenie – wskaźniki pogorszyły się przez kilka lat poprzedzających 2015 rok. W zakresie edukacji niewielu Romów kończyło pierwszy lub drugi stopień edukacji, a dane dotyczące trzeciego stopnia (studia) są wręcz śladowe. Wzmocnieniu uległa także szkolna segregacja. Wzrosło natomiast w tym czasie nieformalne (szara strefa) zatrudnienie romskich kobiet. Pogorszyła się sytuacja Romów w zakresie mieszkalnictwa, choć wyłączony został z tego dostęp do czystej wody, będący problemem wielu społeczności romskich w całej Europie środkowej i południowej. W zakresie ochrony zdrowia Dekada nie pozyskała danych porównawczych mogąc być podstawą do oceny zmiany i jedynie w zakresie upowszechnienia ubezpieczenia zdrowotnego nieznacznie wzrosła ich liczba wśród tej mniejszości. Pomimo tego, że ogólna sytuacja w zakresie ubóstwa Romów nieco się poprawiła, to jedna w dalszym ciągu Romowie mieli dochód mniejszy o 40% od reszty albańskiej populacji, a o 22% Romów więcej niż w społeczności albańskiej żyło w skrajnym ubóstwie. Ponadto – i tu nie ma co liczyć na zmianę w tym zakresie, bez względu na to jak pięknie będzie się mówiło o równości i współżyciu różnych grup etnicznych w Albanii – 40% Romów odczuwało dyskryminację.

http://documents.worldbank.org/curated/en/372571554413509160/pdf/Regional-Roma-Survey-Briefs.pdf

Najnowsze wyniki badań Banku Światowego nie odbiegają znacząco od danych, jakie pojawiły się na koniec Dekady i to w  żadnym z wrażliwych obszarów.

W 2016 roku w Albanii został przyjęty narodowy plan integracji Romów (i Egipcjan – grup żyjących w sposób podobny do Romów, jednak nie identyfikująca się z nimi, pomimo prawdopodobnego wspólnego pochodzenia) na lata 2016-2020.

https://www.rcc.int/romaintegration2020/download/docs/National%20Roma%20Integration%20Strategy%20AL%202016-2020.pdf/b98927eec4630f720e5cb27f469a92ac.pdf

W pewnym stopniu jest on powiązany ze strategią Unii Europejskiej na rzecz Romów i teoretycznie odpowiada potrzebom romskiej populacji w Albanii, w swych zamierzeniach włączając w jego realizację romskie organizacje. Strategia została skonstruowana w bardzo odpowiedzialny i zaawansowany społecznie sposób. Uwzględnia zarówno wszystkie obszary wrażliwe, jak i przyjmuje potencjalnie skuteczne metody realizacji wsparcia dla Romów oraz badania zmiany i postępów. Wzmacnia także ogólną ochronę socjalną wobec Romów i angażuje (w ramach wymiaru horyzontalnego), wiele albańskich instytucji rządowych.
Coroczne sprawozdania z realizacji romskiej strategii w Albanii są bardzo rozbudowane, precyzyjne i zawierają konkretne informacje, rekomendacje oraz podkreślają zarówno sukcesy, jak i porażki. To bardzo dobrze wróży nie tyle skuteczności albańskich działań, ile ich trwałości i wiarygodności. W ten sposób Albania wyprzedziła Polskę, która nie publikuje corocznych raportów (zapewne są zbędne) i koncentruje się raczej na wykazaniu (za wszelką cenę) sukcesów niż realizacji prawdziwej pomocy Romom. Nie ma jednak pewności, że Albanii wystarczy cierpliwości do wieloletnich działań z Romami (kolejnych strategii 2020+), jednak pozostaje mieć taką nadzieję.

Pomimo tego, że w opinii Amnesty International Albania była wobec społeczeństwa jednym z najbardziej represyjnych państw świata, to zarówno samo państwo, jak i Albańczycy wciąż się zmieniają. Państwo to należy do NATO i kandyduje do Unii Europejskiej, a turystyka staje się coraz ważniejszym składnikiem dochodu narodowego. Wpływa to także na sytuację Romów, która jednak w dalszym ciągu pozostaje trudna – jak w przypadku większości państw bałkańskich i każdego państwa etnicznego lub narodowego. Biorąc pod uwagę aspiracje albańskiego i ogólny kierunek zmian wytyczonych przez proromskie strategie i podejmowane działania można żywic pewną nadzieję (oby nie złudną, co niestety podpowiada praktyka społeczna), że być może sytuacja Romów w Albanii realnie się poprawi i to najszybciej spośród wszystkich państw bałkańskich.



czwartek, 8 sierpnia 2019

Romni w badaniach FRA


O romskich kobietach (Romni) zawsze trzeba pisać dużo. Trzeba je wspierać. Trzeba o nich mówić. Trzeba wskazywać na to jaki wysiłek wciąż podejmują. To one są dyskryminowanymi wśród dyskryminowanych (zatem piętrowo i przez to intensywniej). To one są głównym czynnikiem potencjalnych (ewolucyjnych, ale jednak) zmian w środowisku romskim. To one – choć obarczone obowiązkami codziennej organizacji domowego ogniska – patrzą o wiele dalej w przyszłość niż Romowie (mężczyźni), tradycyjnie i patriarchalnie skupienia na zapewnieniu bytu rodzinie.
Bez względu na to,  jak dumni możemy być z europejskiego międzypłciowego równouprawnienia, nie można zapominać, że nie jest ono dane od zawsze i ściśle wiąże się z rozwojem cywilizacyjnym Europy. Trzeba także pamiętać, że coś tak pozornie oczywistego jak prawa wyborcze kobiet jeszcze w 1989 roku nie dotyczyło jednego ze szwajcarskich kantonów, a i obecnie – także w Polsce – aktywnie działają partie, których liderzy twierdzą, że prawo takie jest kobietom zbędne.
Nie sposób zatem nie zgodzić się z opinią Unii Europejskiej, że wszystkie kobiety są dotknięte nierównościami w różnych obszarach. Natomiast Romni stają przed dodatkowymi wyzwaniami, ponieważ skrajne ubóstwo, wykluczenie i dyskryminacja jeszcze bardziej wzmacniają ich gorszą sytuację. Uogólniając – w najbardziej kluczowych i wymiernych pod względem możliwości pomiaru obszarach (edukacja, zatrudnienie, opieka zdrowotna) – są one w o wiele gorszej sytuacji zarówno w stosunku do Romów i kobiet w populacji ogólnej. Dodatkowo często żyjąc w trudnych warunkach materialnych i mieszkaniowych, są jeszcze bardziej pokrzywdzone i zagrożone wykluczeniem i marginalizacją. W szczególnie trudnej sytuacji są te romskie kobiety, które wychodzą za mąż i zakładają rodziny w bardzo młodym wieku oraz te, które są ofiarami przemocy domowej.
Zarówno działania strategiczne Unii Europejskiej, jak i państw członkowskich zmierzają do zmiany nie tylko w zakresie ogólnej (lub szczególnej) sytuacji Romów, ale także koncentrują się (w bardzo różnym stopniu) na zmniejszeniu nierówności pomiędzy płciami wśród obywateli pochodzenia romskiego. Jednak tak jak w tym zakresie w dalszym ciągu istnieje różnica w sytuacji, prawach i codzienności pomiędzy płciami w całym społeczeństwie europejskim, tak też jest i w o wiele bardziej tradycyjnych i patriarchalnych społecznościach romskich

https://fra.europa.eu/en/publication/2019/eumidis-ii-roma-women

Biorąc pod uwagę taką sytuację nie można się dziwić, że FRA (European Union Agency for Fundamental Rights) przeprowadzając badania („Drugie badanie mniejszości i dyskryminacji w Unii Europejskiej - kobiety romskie w dziewięciu państwach członkowskich UE” – opublikowane w kwietniu 2019 roku) w dziewięciu państwach członkowskich Unii Europejskiej (Bułgaria, Czechy, Grecja, Hiszpania, Chorwacja, Węgry, Portugalia, Rumunia, Słowacja) skoncentrowało się na sytuacji kobiet (przeprowadzono prawie osiem tysięcy wywiadów z Romni), analizując ich sytuację w edukacji, zatrudnieniu i zdrowiu, a także stopień, w jakim doświadczają dyskryminacji motywowanej nienawiścią, prześladowania i przemocy fizycznej. Badanie bierze pod uwagę wiele różnorodnych czynników społecznych, jednak na poziomie ogólnym dotyczą one obszarów wskazanych powyżej.
Wnioski (ogólne i szczegółowe) odnoszą się do potrzeby dalszego kształtowania (być może będą one wprowadzone w nowej unijnej romskiej strategii po 2020 roku w ramach „świadomość wymiaru płci”, jednak trzeba pamiętać, że jej charakter jest bardzo ogólny i bez konkretyzacji na poziomie państw członkowskich pozostanie one jedynie ogólnoeuropejskim drogowskazem) narzędzi i środków integracji Romów uwzględniających płeć, zaprojektowanych i wdrażanych wspólnie z romskimi kobietami lub przynajmniej ze świadomym uwzględnieniem ich sytuacji i potrzeb. Ważną kwestią, która wynika z tego badania jest konieczność utrzymania równowagi pomiędzy pomocą społeczną i socjalną, a zagwarantowaniem możliwości aktywności zawodowej. To ponownie jest odwołanie do poziomu co najmniej krajowego (ale także i samorządowo-lokalnego). W przypadku Polski odnosi się to pośrednio także do dofinansowania w ramach MAMA 4 plus oraz Rodzina 500 plus, które w oczywisty sposób wspomagają decyzję o zaangażowaniu się w wychowywanie dzieci, jednak jednocześnie są czynnikami wykluczającymi kobiety z rynku pracy. Dla wielu polskich Romni są składnikami utrwalania ich biernej zawodowo sytuacji i w znacznym stopniu rujnują wygenerowaną przez ostatnie latach chęć udziału w projektach ukierunkowujących i pobudzających je zawodowo.


Wśród innych wniosków z badania bardzo ważnym jest także kwestia dostępu do wczesnej edukacji i opieki nad dzieckiem (poziom przedszkolny), które mogłyby zapewnić kobietom romskim czas na naukę, zdobycie kwalifikacji i umiejętności, a w konsekwencji także poszukiwanie pracy. Z tym wiąże się bardzo ważna kwestia wczesnych (wiekowo) małżeństw romskich dziewcząt


Tu ogromne znaczenia mają czynniki ograniczeń kulturowych i tradycyjnej roli kobiety. Zależy to co prawda od konkretnej społeczności romskiej, czasem rodziny, jednak uśredniając w tym zakresie sytuacja Romni jest o wiele trudniejsza niż kobiet ze społeczeństwa głównonurtowego. Sytuacja wczesnego przerywania nauki dotyczy także mężczyzn, którzy ze względu na potrzebę zapewnienia dochodu rodzinie rozpoczynają pracę niewymagająca kwalifikacji w młodym wieku, co odbiera im możliwość rozwoju osobistego i zdobywania nowych umiejętności.


Nieustająco powtarza się także wniosek dotyczący wzmocnienia głosu kobiet romskich w życiu publicznym i we własnych społecznościach. Warunek często trudny do realizacji. Nie każda Romni ma tak komfortową sytuację, że może zajść tak wysoko w tym zakresie jak Lívia Járóka z Węgier, która od lat jest bardzo aktywną europosłanką i w swoich parlamentarnych pracach koncentruje się na sytuacji romskich kobiet w Europie. Jednak – jak zostało wspomniane na początku – to romski kobiety są bardziej aktywne i rzeczywiście to one częściej działają w organizacjach pozarządowych. Co do ich roli decyzyjnej (lub choćby siły głosu) w tradycyjnych społecznościach romskich – bywa różnie. Jednak zawsze potrzebują wsparcia mężczyzn i to mężczyźni ostatecznie decydują.


Niezrzucając niesłusznie odpowiedzialności na Romów trzeba uznać, że wciąż w niewystarczającym stopniu korzystają oni z możliwości oferowanych przez wykwalifikowanych pośredników (asystenci romscy, mediatorzy, program ROMED Rady Europy) w kwestiach związanych z edukacją i korzystaniem z opieki zdrowotnej, czyli w obszarach, w których ta pośrednicząca pomoc ma potwierdzoną skuteczność. Autorzy raportu dostrzegają rozwiązanie tej luki albo w bardziej precyzyjnym finansowaniu tych inicjatyw, albo w przeformułowaniu sposobów działania w tym zakresie.


Ostatnim choć nie najmniejszym problemem jest kwestia antycyganizmu. Jest on określany jako „budząca grozę bariera integracji społecznej zarówno kobiet, jak i mężczyzn” i nie sposób nie zgodzić się z tym stwierdzeniem. Wpływa nie tylko na codzienną (najbardziej uciążliwą) dyskryminację, ale także na każdy wrażliwy element życia. Jest przy tym bardzo bolesny dla społeczności romskiej, bowiem wykraczając poza kwestie zatrudnienia, opieki zdrowotnej czy choćby warunków mieszkaniowych i dostępu do usług komunalnych, dotyczy także sfery edukacji, szkoły i po prostu dzieci.

W wyniku badań FRA powstał kolejny raport, który może być podstawą (jako diagnoza) do świadomego zaprojektowania przyszłych programów, projektów, działań, mogących poprawić sytuację Romni i w konsekwencji całej społeczności romskiej, wpływając pozytywnie na europejską codzienność poprzez podniesienie poziomu spójności społecznej i gospodarczej. Wyniki i wnioski z niego nie odbiegają zbytnio od tego co było dostrzegane i opisywane na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat. Aby zostały efektywnie wykorzystane potrzeba wielu warunków praktycznych i instytucjonalnych. Jednak najważniejszym z nich jest powstrzymanie antycyganizmu, co wiąże się z najtrudniejszą kwestią – zmianą świadomości społeczeństwa większościowego.



niedziela, 28 lipca 2019

Polski program romski będzie oceniony


Zbliża się 2020 rok, w którym zgodnie z cyklem organizacyjno-funduszowym Unii Europejskiej zakończy się pierwszy cykl unijnej Strategii Romskiej. Zostanie ona – w oparciu o dotychczasowe doświadczenia i realizację krajowych strategii państw członkowskich i zmieniającą się sytuację społeczną, gospodarczą oraz w pewnym stopniu także polityczną – zmodyfikowana. Kierunek zaplanowanych zmian zasadniczo wydaje się słuszny, uwzględnia postulaty wyrażane w ciągu ostatnich lat w raportach pod postacią czasem druzgocącej krytyki, choć pewnemu rozproszeniu i zadaniowemu ukierunkowaniu ulegną jej poszczególne punkty. Jej ogólne cele pozostaną bez zmian, choć niektóre zostaną wzmocnione i zapewne w nieco inny sposób (z naciskiem na inne elementy) sformułowane (tak będzie choćby z kwestią odgłównonurtowej dyskryminacji). W dalszym ciągu (i nawet mocniej) będzie starała się ona włączyć Romów do głównego nurtu życia społeczeństwa europejskiego, jednak nie można – przy jakiejkolwiek próbie oceny – zapominać, że jest to strategia ramowa, cele są długoterminowe i ogólnoeuropejskie, realizując przy tym paradygmatyczne założenia funkcjonowania całej Unii Europejskiej. Ponadto – i to ma znaczenia kluczowe – jej efektywność zależy bodaj w największym stopniu od tego, jak zostaną sformułowane i jak będą realizowane (także w wymiarze finansowym) krajowe programy, będące jej praktycznym wyrazem w poszczególnych państwach członkowskich.
U początku funkcjonowania unijnej strategii po 2011 roku poszczególne państwa członkowskie podążyły dwiema ścieżkami. Albo od początku (często w oparciu o jednostkowe, lokalne i pilotażowe działania krajowe) tworzyły strategie krajowe, albo też przeformułowywały lub reinterpretowały zgrabnymi dodatkowymi opisami w dokumentach (tak było w przypadku Polski) swoje dotychczasowe ogólnokrajowe programy romskie. W pierwszym przypadku wyznaczano koniec tych działań na 2020 rok – ujednolicając datę z czasowymi założeniami strategii unijnej. W drugim – przy okazji przedłużania (w Polsce) lub reformy krajowej strategii także starano się aby data 2020 był datę końcową. Miało to oczywiście na celu dopasowanie do założeń unijnych i w domyśle – możliwość uruchomienia kolejnych edycji programów zgodnie z unijną intencją, uwzględniając przy tym przyszłe nowe założenia strategiczne.

„Program integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020” u swego uruchamiającego początku wydawał się być przeklęty (przez jakąś wiedzącą mądrą starą Cygankę) i w rzeczywistości (poza niewielkim i celowym wsparciem w roku jego startu – małe granty w dziedzinie edukacji) został uruchomiony w pełnym wymiarze dopiero w 2015 roku. Bardzo mu to nie zaszkodziło, choć 2014 rok nie był dobrym czasem dla wielu romskich organizacji, dla których był podstawą funkcjonowania. Pozytywnym zjawiskiem było to, że ówczesny rząd (nie wiedzieć czemu, bo Romowie się o to nie starali) znacznie podwyższył alokację środków na realizację programu, co w przeliczeniu na jednego Roma na jeden rok działania programu dało nieco ponad 400 zł. Jednostkowo kwota niewielka (rocznie to 15 razy mniej niż jest przeznaczane w ramach „Rodzina 500+” na jedno romskie dziecko), jednak kwota całkowita na 7 lat była znaczna. I to w późniejszym czasie zostało wypunktowane przez „Gazetę Polską” w artykule „Cygański biznes Kopacz i Tuska”. Był to oczywiście element walki politycznej, jednak tak naprawdę szkodził przede wszystkim Romom. Jednak już wcześniej pojawiły się bolesne rysy na całym programie i sposobach jego realizacji. Największym problemem było to, w jaki sposób Limanowa chciała pomóc swoim Romom. A chciała efektywnie – wysiedlając ich do innych gmin, a nawet powiatów. Niewątpliwie sprawa była huczna i wzbudziła reakcje mieszkańców, władz samorządowych, Romów, a także Najwyższej Izby Kontroli, która przeprowadziła badanie „Realizacji przez gminy z województwa małopolskiego zadań w ramach Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014–2020”. Negatywne uwagi dotyczyły zarówno władz samorządowych, zaangażowania Romów, jak i samego kształtu programu. Na pewnym ogólnym poziomie nie różniły się jednak od krytyki jaka od lat i nie tylko w polskim przypadku wiąże się z rzetelną oceną jakichkolwiek działań skierowanych do Romów i próbą ich włączenia do głównonurtowego społeczeństwa Europy.

To tyle jeśli chodzi o zgrubną i niedokładną historię początków i realizacji polskiej rządowej pomocy Romom. Jest rok 2019 i nadszedł czas na rozpoczęcie oceny całego programu na lata 2014-2020. Dlatego też 26 czerwca tego roku pojawiło się ogłoszenie o otwartym konkursie na realizację zadania publicznego „Przeprowadzenie badania ewaluacyjnego Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014 – 2020”.

https://www.gov.pl/web/mswia/otwarty-konkurs-ofert-na-realizacje-w-2019-r-zadania-publicznego-pn-przeprowadzenie-badania-ewaluacyjnego-programu-integracji-spolecznosci-romskiej-w-polsce-na-lata-2014-2020

Celem ewaluacji jest zidentyfikowanie słabych i mocnych stron działań podejmowanych w ramach Programu integracji oraz ocena wpływu podjętych działań na podniesienie poziomu integracji obywatelskiej społeczności romskiej w Polsce. Ewaluacja ma służyć modyfikacji założeń programu (dokumentów programowych) oraz być wsparciem dla stworzenia przyszłej wersji programu.
Czas na przygotowanie wniosku został wyznaczony na 30 dni, realizacja projektu – do końca tego roku, kwota całości dotacji – 200 tysięcy złotych.
Ponadto w tekście ogłoszenia pojawiły się dodatkowe warunki terminowe. W 10 dni od podpisania umowy ma zostać przedstawiony wstępny raport metodologiczny, a po kolejnych 10 dniach – jego ostateczna wersja. Ponadto wstępna wersja raportu końcowego ma być gotowa do końca października tego roku.
Patrząc na te wymogi realizacji można zastanawiać się, czy jest to możliwe? Nigdy nie zdarzyło się, aby rzetelne ewaluacje mogły być realizowane szybko. W tym przypadku wydaje się być ona zaplanowana bardzo szybko. NIK we wspomnianej kontroli z 2016 roku badał zaledwie 7 gmin, a raport końcowy został opublikowany dopiero pod koniec czerwca 2017 roku. W przypadku tego zadania publicznego mającego badać cały Program w całej Polsce, licząc że jakaś organizacja rozpoczęła intensywne prace już w momencie ogłoszenia konkursu i że będzie to realizowała do końca roku, na wszystkie prace zostało zaplanowane 6 miesięcy. A jak wyglądają realia? W terminie 14-30 dni oferty zostaną ocenione merytorycznie. Po 30 dniach do daty terminu składania ofert zostanie powołana komisja konkursowa. Po 14 dniach komisja wybiera najkorzystniejszą ofertę. Decyzję o przyjęciu/odrzuceniu oferty Minister podejmuje w kolejne 14 dni. Do tego 3 dni proceduralne i dla publikacji w BiP. W sumie koniec procedur wypada około 28 września. Do tego podpisanie umowy na realizację i już 1 października można ruszać z działaniami. Tymi, które na koniec tego samego miesiąca mają skutkować wstępnym raportem końcowym. I dla których realizacji trzeba przedstawić do 20 października ostateczny raport metodologiczny, na podstawie którego badania powinny być realizowane. Jakoś tak wychodzi 10 dni na – zgodną z przyjętą i zatwierdzoną metodologią – realizację części przynajmniej badań, skoro do końca października ma powstać wersja wstępna raportu końcowego. Zapewne wystarczą jego „ramy” niewypełnione danymi, a to można zrobić na bazie przyjętej metodologii. Można także wykorzystać jedyne dostępne (w sumie dlaczego jest tylko jedno?) „Sprawozdanie z realizacji Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020 w 2015 r.”, sprawozdania (i opracowania) z realizacji „Programu na rzecz społeczności romskiej w Polsce na lata 2004-2013”, raport NIK i sprawozdawcze komunikaty Komisji dotyczące unijnej strategii. To jednak w całości daje jedynie podstawę ogólnego kształtu ewaluacji, ale nie dostarcza konkretnych danych, mających ją wypełnić.
Czyli że się nie da? Da się. Wszystko się da. Musi być wyznaczony cel i niejedne organizacja podejmie się takiego zadania. Jest w końcu na to 200 tysięcy, a wiele organizacji ma wysoki potencjał organizacyjny. I co w tym przypadku bardzo ważne – znaczny potencjał badawczy i organizacyjny. To jednak w rzeczywistości nie jest aż tak proste. Ma na to wpływ to, jak zostały (zresztą chyba słusznie i nie ma się co tego czepiać) zostały sformułowane warunki dostępu do tego konkursu. Aplikująca organizacja musi bowiem w swoim dorobku z ostatnich lat mieć dwa ewaluacyjne badania społeczne. Do tego posiadać ekspertów z zakresu badań społecznych, jakościowych i ilościowych oraz eksperta z romologiczno-cyganologicznego. Da się? Tak. Mogłyby to zrealizować choćby któraś z dwóch największych organizacji romskich, czterech uczelni lub jakaś całkowicie zewnętrzna ale szybka i doświadczona organizacja konsultingowo-ewaluacyjna.
Co jednak trzeba zbadać? Sporo, choć wyznaczony plan jest planem minimalnym. Trzeba przeprowadzić wywiady pogłębione z wybranymi pracownikami centralnej i terenowej administracji rządowej, jednostek samorządu terytorialnego, organizacji pozarządowych, romskich organizacji pozarządowych, Romami biorącymi udział w poszczególnych projektach. Do tego jeszcze dochodzi badanie ankietowe realizatorów i beneficjentów ostatecznych. W sumie to wszystko jedynie z 5 województw (małopolskie, śląskie, dolnośląskie, lubelskie i zachodniopomorskie). Można oczywiście więcej. Ale nie trzeba. I znowu. Da się? Tak. Choć może być to jednak dużo trudniejsze niż wyglądało jeszcze akapit wcześniej. Bo choćby pod uwagę taki jedne dość standardowy problem – czy Romowie (beneficjenci ostateczni, a nie wyłącznie ci z organizacji romskich) odpowiedzą na pytania ankietowe? Zapewne tak, o ile przyjdzie do nich ktoś kogo znają, ktoś polecony, albo zaprzyjaźniony. Zatem ideałem byłoby gdyby zadanie publiczne realizowała któraś z romskich organizacji. Jednak czy na pewno? Bo niby która ma szansę dotrzeć do Romów w całej Polsce, a właściwie z tych konkretnych wymienionych województw? Ta z małopolskiego czy ta z zachodniopomorskiego? Romowie nie są jednolici w Polsce. Różnią się wieloma kwestiami, łącznie z sympatią i także antypatią w stosunku do konkretnych organizacji. Żadna z nich nie reprezentuje wszystkich Romów. Optymalnie chyba byłoby gdyby jednak zadania publiczne realizowała nieromska organizacja, na poziomie cyganologicznego eksperta reprezentowana (firmowana) przez kogoś, do kogo Romowie nie mają negatywnego nastawienia, a kto jednocześnie współpracuje z jak największą ich liczbą. I wtedy da się. Choć w dalszym stopniu nieco przerażająca pozostaje krótka perspektywa czasowa wyznaczona na badania terenowe (wszędzie trzeba pojechać), po których trzeba się zająć kodowaniem i opracowywaniem danych oraz ich analizą i interpretacją.
Jest tak jak to zazwyczaj bywa z zadaniami publicznymi. Czas i finansowanie przeznaczone na nie są o wiele mniejsze niże te, których by potrzebowała jakakolwiek instytucjonalna reprezentacja rządowa na realizację tego samego celu. NGO i zadania publiczne stały się już dawno tańszym sposobem na wykonanie zadań rządowych, na które jest za mało środków i czasu.
Jednak przecież warunki zadania przygotowywali specjaliści znający sytuację i specyfikę romskiej mniejszości z Wydziału Mniejszości Narodowych i Etnicznych Departamentu Wyznań Religijnych oraz Mniejszości Narodowych i Etnicznych MSWiA, zatem nie tworzyliby przecież niemożliwego do realizacji zadania. Chyba nie. Kto ich tam wie, jakie instytucjonalne, proceduralne i administracyjne uwarunkowania wpływają na ich pracę. No najwyżej ewaluacja będzie niereprezentatywna, niepełna, nic nie poprawi itd., itp. Ale jeśli będzie zgodna z warunkami realizacji zadania, to będzie wszystko dobrze.
No nie wszystko. I skutki mogą być różne. Ocena tego programu, a właściwie jego realizacji i znacznej dominacji samorządu jest negatywnie oceniana przez większość Romów. Czy zostanie to potwierdzone w ocenie? Nie wiadomo. A jeśli tak, to może skutkować nie tyle próbą przeformułowania i usprawnienia programu (ech te rekomendacje poewaluacyjne), ile ograniczeniem środków, które nie są efektywnie wydatkowane. Ograniczenie „zbędnego” wydawania pieniędzy publicznych na mniejszość romską może być łatwo uzasadnialne. Wystarczy przyjąć odpowiednią retorykę.

Szkoda, że to zadanie publiczne nie zostało ogłoszone w grudniu. Tak aby na jego realizację był prawie rok budżetowy. Nawet z takimi samymi środkami. Szkoda też, że nie zostały ogłoszone dwa zadania publiczne na dwie niezależne oceny. Nie musiałyby nawet mieć w pełni takich samych założeń merytorycznych. To z pewnością podniosłoby efektywność oceny.
Jakie będę wyniki konkursu, kto wygra, jak będzie wyglądał raport końcowy i jego skutki dla polskich Romów i polskiego programu – czas pokaże. Oby ocena była wiarygodna. Oby rekomendacje i ich skutek wzmocniły i uzdrowiły wsparcie dla Romów. Oby.