niedziela, 28 października 2018

Antycyganizm dla opornych


Dla opornych dla opornych… To znaczy dla takich, którzy stawiają świadomy opór, czy też konstrukcja ich rozumu jest taka, że trzeba bardzo powoli i dokładnie tłumaczyć aby cokolwiek pojęli? Czy może jednak tak naprawdę nie dla opornych, tylko „for Dummies”?, bo tylko polska specyfika (i względy marketingowe) sprawiła, że tytuły znanej serii poradników kiedyś używały określenia „dla opornych”, a obecnie „dla bystrzaków”. Jakoś w Polsce nie chce działać mechanizm, który wymaga najpierw do przyznania się, że czegoś nie wiemy i dlatego możemy się czegoś nowego nauczyć. Wolimy usłyszeć (przeczytać), że jesteśmy bystrzy i dlatego poszerzymy naszą wiedzę.

http://www.errc.org/news/a-beginners-guide-to-antigypsyism

W rzeczywistości nie ma takiego poradnika, który uczyłby jak nie być uprzedzonym w stosunku do Romów. Ukształtowanie stosunku do „innych” to wynik splotu wielu okoliczności i doświadczeń, które nie tyle trudno zidentyfikować, ile wyliczyć, bo wpływa na to w praktyce naszego życia „wszystko”. Można zatem powiedzieć, że są to konteksty (historyczne, kulturowe, polityczne, społeczne, sytuacyjne). To, co można zrobić – wymaga to jednak choć niewielkiej otwartości i chęci ze strony „opornego” – to uwrażliwić na niektóre kwestie. W taki sposób opracowane są liczne przewodniki (niestety żaden z nich nie jest wydany po polsku, ani dostosowany do polskiej sytuacji) związane z wrażliwością kulturową (czy też etniczną) opracowywane (główne w państwach anglojęzycznych) na potrzeby służby zdrowia. Jednak nawet jeśli gdziekolwiek istnieją, dotyczą one sytuacji zawodowych, a zasięg ich odziaływania i wiedza o nich nie przekracza najczęściej murów placówek medycznych. Uwrażliwienie całego społeczeństwa wydaje się być tak samo nierealne, jak przekonanie że „inny” nie jest (albo przynajmniej nie musi) być tym złym.
W końcu to nasza naszość jest najbardziej nasza, natura ludzka nie toleruje inności, a kultura (i efekty rozwoju cywilizacyjnego) naprawdę jest źródłem cierpień. Tak? Nie.

https://memy.jeja.pl/177869,rasizm.html

W rzeczywistości, aby nie było antycyganizmu, aby nie był on ostatnią (oby) najbardziej powszechnie tolerowaną w cywilizowanej Europie formą rasizmu nie potrzeba żadnych szczegółowych poradników. Wystarczy sięgnąć do dominującego w Europie paradygmatu religijnego i przeczytać jedno z najważniejszych zdań jakie pojawia się w „Nowym Testamencie” (Mk 12, 29-31). Cała reszta to tylko komentarze. Jednak kreatywność ludzka i umiejętność interpretacyjna nie zna granic. Bezwarunkowe zdanie o miłości bliźniego zderza się ze stwierdzeniami „no ale jednak są jakieś granice” albo „no kto jak kto, ale cyganie nie są moimi bliźnimi”. Generalnie – zgodnie z dominującym podejściem społecznym – na miłość bliźniego trzeba sobie zasłużyć. Odbiega to od podstaw religii chrześcijańskich (i zawężając – religii rzymsko-katolickiej), jednak zgodnie ze społecznym dowodem słuszności – większość nie może się przecież mylić. Tak? Nie.

Odwołując się do przywołanego powyżej nieistniejącego „przewodnika dla opornych” podstawą rzeczą na którą autor zwraca uwagę, jest  kwestia nazywania. W rzeczywistości nie chodzi tu o to, aby całkowicie wyprzeć z języka (polskiego) określenie „Cygan”. W opracowaniach naukowych (które powinny być precyzyjne, możliwie obiektywne i odtwarzające jakąkolwiek prawdę historyczną), trudno mówić o różnych grupach „Romów”, którzy wyszli z północnych Indii kilkaset lat temu. Zresztą uwarunkowań i wątpliwości dotyczące nazywania Romów mają o wiele szerszy charakter i nie dotyczą jedynie historii, ani jedynie opracowań naukowych. Oczywiście w ramach odczarowywania złej rzeczywistości społecznej i językowej w żadnej sferze dyskursu publicznego (także i tego, który przejawia się indywidulaną aktywnością w mediach społecznościowych) nie powinna pojawiać się nazwa „Cygan”. Tak naprawdę – jak zawsze kiedy sfera językowa ma wpłynąć na rzeczywistość społeczną i zmianę sposoby myślenia o kimś – chodzi tu jednak o intencję mówiącego. Tak długo jednak, jak w świadomości przynajmniej części społeczeństwa „Cygan” (w odróżnieniu od „Roma”) będzie kojarzył się w jakikolwiek sposób negatywnie – pozostaje upierać się w ramach anty-antycyganizmu – przy określeniu „Romowie”.
Autor owego nieistniejącego przewodnika zwraca uwagę na szczególne formy antycyganizmu, które w najszerszej świadomości społecznej nie są nimi i taka ich identyfikacja może zaskakiwać. Jednak należy przyznać mu tu rację, choćby dlatego, że taka pozornie przesadzona nadwrażliwość i tak w pełni nie zadziała, a na wiele elementów naszej rzeczywistości po prostu nie zwracamy uwagi, choć powinniśmy. Dla przykładu: dawno temu – podczas realizacji jednego z romskich projektów w ramach EQUOL – do biura projektu zadzwoniła nauczycielka chcąca włączyć się do realizowanych działań, chwaląc się przy tym, że proromskim osiągnięciem jej szkoły jest stworzenie klasy wyłącznie dla romskich dzieci (sic!). Z drugiej strony wiarygodność zasad przytaczanych przez autora wiąże się z czerpaniem ze skutecznych wzorów wypracowanych w USA przez ostatni kilkadziesiąt lat. Bez względu na to jak sytuacja Afroamerykanów (i innych czarnych przebywających w USA) może być oceniana obecnie, to zmiana do jakiej doszło w tym państwie na przestrzeni ostatnich kilkudziesięciu lat jest gigantyczna i pod względem rasizmu – pozytywnie porażająca.
Autor uczula nas zatem na to, aby nie przebierać się za „Cyganów”, aby nie mówić o sobie Cygan, bo dużo podróżuję albo byłem na północy Indii i jestem zafascynowany tamtejszą kulturą. Podążając tym tropem, w Polsce należałoby zrezygnować z cygańskich zespołów pieśni i tańca, sosu cygańskiego, śledzia po cygańsku (to tyko przykłady) i mówić o romskich zespołach, romskim sosie i śledziu po romsku. Szkoda takich nazw? No niby trochę szkoda. Przesadzone? Tak? Nie.
To jednak tylko powierzchniowe (nie powierzchowne) składniki całego kompleksu tego co nazywamy antycyganizmem. Bardzo różni się on od pojawiającego się polskiego rasizmu wobec czarnych lub muzułmanów, natomiast jest w jakimś stopniu podobny do antysemityzmu. W obydwu przypadkach mamy do czynienia z grupami, które od bardzo dawna żyją w polskim społeczeństwie i które stały się jego częścią. Nie ma zatem Polaków i Romów, ale są Polacy, którzy są Romami, albo Romowie, którzy są Polakami. Obydwie grupy (Romowie i Żydzi) zachowały przez setki lat i pomimo prześladowań własne elementy kultury i tradycję. Przez cały ten czas były one niepojęte dla większości Polaków, którzy nie rozumieli przyczyn takiego a nie innego postępowania i zachowań Romów, odbiegającego od powszechnie przyjętego standardu. Stąd przede wszystkim pochodzi większość stereotypów, czy też miejskich (i wiejskich) legend związanych z tą grupą. Tam gdzie brak wiedzy, rodzą się domysły, teorie spiskowe i ostatecznie oskarżenia. Wiedza na temat czegoś lub kogoś zwiększa akceptację, bo tłumaczy niejasne bez niej mechanizmy postępowania, uzasadnia i wyjaśnia szczególne zwyczaje lub takie a nie inne nawyki kulturowe. Tak jednak jest zazwyczaj i jedynie do pewnego poziomu. Z budowanej setki lat w oparciu o niewiedzę i lęk przed obcym/innym niechęci bardzo trudno jest wyjść.
Problemem podstawowym związanym z Romami jest fundamentalny sposób myślenia o nich, nie jako o nieco innych mieszkańcach Europy, ale o zewnętrznym problemie, który pojawia się tu i teraz. Wiąże się to także ze świadomościowym sposobem traktowania wszystkich Romów (mieszkających w Europie od XIV wieku) jako i jak migrantów, którzy właśnie dopiero co przybyli do Europy i stwarzają problemy. Z tego powstają takie hasła jak „romski problem” czy choćby „kwestia romska” kojarząca się niewątpliwie z niemalże skuteczną próbą rozwiązania przez Niemców podczas II wojny światowej „kwestii żydowskiej”. I choć skutki współczesnej sytuacji i obecnego traktowania Romów nie są takie jak podczas II wojny światowej, to setki lat obecności Romów w Europie, to jednocześnie setki lat jednostkowych prześladowań, jednostkowych oskarżeń, ciągłej dyskryminacji i spychania na margines życia i społeczeńtwa. A obecnie? Nie jest to rzeczywistość wszystkich Romów, ale jest to rzeczywistość, w której  Romowie są akceptowani podczas kolorowych festiwali i w wyobrażonym świecie romantycznego i swobodnego wędrowania, jednak w codzienności XXI wieku, w pracy, szkole, na ulicy, w warunkach mieszkaniowych, w naszym codziennym stosunku do nich, w fizycznych murach budowanych nawet w Polsce  aby się od nich odgrodzić – już jednak nie. Gdzie wśród nas – prawdziwych demokratycznych, chrześcijańskich Europejczyków – zrozumienie dla drugiego człowieka, dla skutków tego co nasi przodkowie (nie wszyscy i nie każdy) robili tym „innym”, gdzie zrozumienie, że są oni w znacznym stopniu ukształtowani przez pozostawanie na marginesie naszego nurtu społecznego, gospodarczego i kulturowego przez kilkaset lat?
Istniejący antycyganizam potwierdza się w codzienności, w drobiazgach, w całym systemie funkcjonowania państwa i społeczeństw Europy, niemalże bez udziału jednostek. Oczywiście najbardziej intensywny jest tam, gdzie żyje jakaś grupa Romów, która pozostaje w jakiejś postaci konfliktu z sąsiadami. Często konfliktu wynikającego z tego, że są inni, że różniąc się od średniej dostają pieniądze z pomocy społecznej, że nie są prawdziwymi Polakami i jako tacy nie zasługują na… na nic. Wystarczy pomyśleć o nie bardzo drastycznej, ale podsycanej nieustannie sytuacji w Puławach.
Czy pozostawanie Romów na marginesie życia społeczeństw Europy jest ich wyborem? Czy z własnego wyboru nie chcą mieć pracy? To najczęstsza retoryka – bo oni nie chcą pracować. A kto przełamie kilkusetletnie stereotypy i zatrudni Roma? Kto zmieni to, co jest utrwalone w naszych głównonurtowych głowach? Czy jednostkowe przypadki źle pracujących Polaków (albo mężczyzn, albo kobiet, albo 28-latków, albo 35-latków, albo…) będą przytaczane i powtarzane w internecie jako przykłady tego, że nie ma sensu zatrudniać Polaka (albo mężczyzny, albo kobiety, albo 28-latka, albo 35-latka, albo…)? Nie. A jeśli do takiej sytuacji dojdzie w przypadku Roma? Antyreklama (powtarzana i upowszechniana) zapewniona. Bo my wierzymy, że jakakolwiek zła, niekomfortowa, sprzeczna z prawem sytuacja, której sprawca będzie Rom, nie wynika z osoby lub sytuacji, ale konkretnie, centralnie i ze stuprocentową pewnością z tego że właśnie jest Romem. „Bo przecież babcia mi mówiła że z nimi tak jest, a jej mówiła jej babcia, a jej…”.

Jakoś tak w naszej rzeczywistości antycyganizm ma się dobrze. No niby jest piętnowany, ale i gładko akceptowany. „Bo to przecież Cyganie, a wiadomo jacy oni są”. Tak. Wiadomo. To tacy samy ludzie jak inni mieszkańcy Polski. Robią to co potrafią. Chcą żyć i dobrze przeżyć swoje życie. Mają rodziny, pracę, ambicje i możliwości społeczne na miarę tego jak traktuje ich reszta społeczeństwa.
Nie sposób nie zacytować tego, co już na tym blogu zostało przywołane. Bardzo mądre i prawdziwe słowa polskiej Romni z Puław:
Ludzie, opamiętajcie się. Jesteśmy takimi samymi obywatelami tego świata i mamy prawo być szanowani przez was. Nie jesteśmy gorsi, nie jesteśmy lepsi. Jesteśmy ludźmi takimi ja wy, ale jeżeli chcecie od nas akceptacji, chcecie, żebyśmy żyli i funkcjonowali tak jak wy, dajcie nam na to szansę.


czwartek, 18 października 2018

Hucznie i na bogato


I tak właśnie ma być. Hucznie i na bogato. Bo można. Bo tak trzeba. Bo „kocham życie aż do łez. Pokochać życie to nie grzech”. Zatem Bogdan Trojanek i Królewska Fundacja Romów.

http://www.krolewskafundacja.org.pl



Z tego, że ma być hucznie i na bogato, wynika właściwie wszystko. Przede wszystkim optymizm dotyczący tego, że wszystko da się zrobić, że można wiele zrealizować, że na pewno się uda. I to akurat coś bardzo pozytywnego. Jednak czy na pewno da się tak cokolwiek realizować w sformalizowanych strukturach państwa? Bo one są potrzebne do tego, aby jakąkolwiek działalność dla Romów sfinansować.

https://www.facebook.com/KrolewskaFundacjaRomow


Bogdan Trojanek jest postacią nietuzinkową, aktywną, ekspresyjną i choć wiele jego pomysłów jest zbyt radykalnych dla systemu państwa (a czasem i dla Romów), w którym przyszło mu żyć, to warto im się przyglądać, bo w jakimś stopniu przekazuje w ten sposób romski punkt widzenia, nawet jeśli jest on przynajmniej po części dopasowany do sformalizowanego systemu administracyjnego i prawnego państwa. Co prawda trudno zgodzić się w pełni z tym co pisze na stronie fundacji: „reprezentuję wszystkich Romów”. Romowie są zbyt zróżnicowani, a wewnętrzne interesy poszczególnych ich grup nie zawsze są takie same. Zresztą problem reprezentacji (wszystkich albo przynajmniej wielu) Romów jest problemem zarówno politycznym, jak i kulturowym i odzwierciedla się na wielu płaszczyznach. Jednak biorąc naprawdę mądre i wiarygodne deklaracje pod jakimi podpisuje się Bogdan Trojanek (np. „To ja mam służyć Romom, a nie oni mi”) na stronie internetowej, można słowa o reprezentacji potraktować jako swoistą (nieretoryczną) deklarację wsparcia a nie roszczenia iście królewskie. Przy tym wszystkim trzeba też pamiętać o tym, że Bogdan Trojanek, podobnie jak Don Vasyl, zrobił bardzo dużo dobrego dla Romów poprzez swoją muzykę i jej upowszechnianie. No chyba, że przyjmiemy że propagowanie nieprawdziwego, bo jedynie kolorowo-romantyczno-sentymentalnego wizerunku Romów w społeczeństwie większościowym nie czyni dobra, ale utrwala szkodliwy, bo stereotypowy wizerunek tej grupy.

https://www.youtube.com/watch?v=D1ZrBaD3J-w

W sierpniu i wrześniu 2018 roku Bogdan Trojanek, reprezentując Królewską Fundację Romów i afiliując się swoim członkostwem w Komisji Wspólnej Rządu, Mniejszości Narodowych i Etnicznych, zaproponował w liście otwartym (skoro został opublikowany na facebooku, to stał się listem otwartym, podobnie jak i reszta korespondencji związanej z tą sprawą) do Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej zmiany w strukturze zasad przyznawania środków PO WER 2014-2020 Działanie 2.7 „Zwiększanie szans na zatrudnienie osób szczególnie zagrożonych wykluczeniem społecznym” skierowanych do Romów w ramach typu projektów „Kompleksowe działania na rzecz poprawy wykształcenia i zatrudnienia członków społeczności romskiej, a także działania na rzecz likwidacji barier, które utrudniają zatrudnienie Romów i integrację ze społecznością większościową” uffff….. W polskiej obsłudze środków strukturalnych wiele się zmieniło na przestrzeni ostatnich kilkunastu lat, jednak z pewnością ani filolog ani pragmatyk nie czuwają nad nazewnictwem.

Zmiany proponowane przez Bogdana Trojanka są bardzo konkretne i w przypadku ich wprowadzenia z pewnością cel jaki mu przyświecał byłby osiągnięty. Najpierw jednak niewielkie odniesienie do listy projektów wybranych do dofinansowania w konkursie z PO WER dotyczącym wspierania Romów. To co najważniejsze, to kto jest beneficjentem, czyli kto będzie projekt dla Romów realizował. Wśród 11 instytucji jest Radomskie Stowarzyszenie Romów "Romano Waśt" (Pomocna Dłoń) z Radomia, jest znana z aktywności dotyczącej Romów Fundacja Integracji Społecznej Prom z Wrocławia… Poza tym są (na przykład) takie instytucje, organizacje i firmy jak Wyższa Szkoła Ubezpieczeń, Centrum Wspierania Biznesu, Doradztwo Społeczne i Gospodarcze, Szkolny Związek Sportowy, Mediator Group, Emic Lab. I gdzie tu Romowie? Gdzie „nic o nas bez nas”? Co prawda może się wydawać, że Centrum Wspierania Biznesu lepiej zajmie się wsparciem Romów chcących się edukować, podnosić kwalifikacje i pracować, niż jakieś naprawdę niewielkie stowarzyszenie romskie, jednak specyfika kulturowa (związana choćby z możliwością dotarcia do Romów z rekrutacją i zachętą do udziału w projekcie) jest kluczowa. Nie znaczy to, że nieromscy beneficjenci źle zrealizują projekt. Ponadto – w ramach zasad ustalanych po realizacji dawnego komponentu romskiego  PO KL – z pewnością partnerami tych nieromskich organizacji i instytucji są zrzeszeni w jakimś NGO Romowie, jednak to nie te organizacje są głównym beneficjentem projektów, a finansowanie nie wspiera wyłącznie Romów lub romskich organizacji. Nie mają one ani wystarczającego ani zaplecza, ani kapitału – tak osobowego, jak i finansowego. Według Bogdana Trojanka, jedynie trzy polskie romskie organizacje z Krakowa, Radomia i Szczecinka posiadają wystarczające możliwości i zaplecze do tego aby zgodnie z zasadami PO WER środki pozyskać.

Celem wszystkich postulatów zawartych we wspomnianym liście jest zwiększenie udziału organizacji romskich w możliwości skutecznego aplikowania o środki z funduszy strukturalnych przeznaczonych na edukację, zatrudnienie i w efekcie integrację Romów. Propozycje zmian obejmują kwestie organizacyjno-finansowe. Konkretnie i kolejno dotyczą: zmiany trybu aplikowania z konkursowego na pozakonkursowy, zniesienia zakazu cross-financingu, podniesienie poziomu wkładu własnego w środkach trwałych, podnieść poziom dofinansowania projektu do 100%, znieść obowiązek wkładu własnego pod postacią wydatków kwalifikowanych, określić minimalną wartość projektu na 20.000 zł. Podsumowując – każdy by tak chciał. Bo to bardzo wygodne i atrakcyjne finansowanie by było. Bogdan Trojanek wskazał na główne problemy i niewygody, związane z aplikowaniem o środki finansowe i to nie tylko z funduszy strukturalnych. Czy mogłoby to podnieść poziom uromowienia grupy jednostek aplikujących o środki z PO WER działanie 2.7? Mogłoby. Jednak wiązałoby się także z oporem społecznym i poczuciem nierównego traktowania. Ponadto wygląda to na cofnięcie się w czasie do lat 90. i przypominają się projekty realizowane ze środków PHARE, cpf, a także EQUOL. Ale to było kiedyś, a jeśli chodzi o ocenę tamtego okresu i ówczesnego finansowania, to było naprawdę na bogato.

Pozostawiając rozważania o powrocie do przyszłości, czy wprowadzenie takich postulatów jest w ogóle możliwe? Na to pytanie, bez głębszego zastanowienia można łatwo odpowiedzieć. Nie. Zresztą odpowiedź ministerstwa właściwie nie pozostawia złudzeń. Zmiany (po uważnym wsłuchaniu się w opinie, a przede wszystkim po ocenie realizacji dotychczasowych projektów i administracyjno-biurokratycznych rozważaniach dotyczących tego co lepsze-dobre-wygodniejsze-sprawniejsze), będą możliwe dopiero przy przeglądzie śródokresowym w 2019 roku. Nie należy się przy tym spodziewać, że będą one mogły uwzględnić śmiałe postulaty prezesa Królewskiej Fundacji Romów.

Gdyby nasza administracja i system biurokratyczny były bardziej anarchistyczne (choć uporządkowane) i mniej dyktatorskie niż są, a sprawa Romów jako  kwestia społeczna byłaby dla nas warta pewnych szczególnych rozwiązań, można by ewentualnie wprowadzić dodatkowe warunki i spełnić choćby część postulatów Bogdana Trojanka. Warunkami musiałoby być to, aby beneficjentem była organizacja romska i aby do realizacji i obsługi projektu większość osób była pochodzenia romskiego.

Jednak nawet i w takiej sytuacji problemem pozostanie to, że skoro takim organizacjom brak zaplecza, brak kapitału ludzkiego, to czy na pewno łagodniejsze zapisy pozwolą tak aplikacyjnie ubogim stowarzyszeniom i fundacjom na realizację projektów i założeń PO WER? Nie można mieć wątpliwości, że w systemie oceny wydatkowania funduszy strukturalnych w dalszym ciągu najważniejsze pozostają wskaźniki i ich osiągnięcie na jak najwyższym poziomie. I nikt nie zdecyduje się na to aby jakimikolwiek zmianami zaryzykować klęską w tym zakresie. Co prawda Bogdan Trojanek wskazując na słabość w obszarze zasobów ludzkich (głównie chodzi o młodych Romów), proponuje (służąc chętnie swoją pomocą organizacyjną i gotowym projektem) realizację projektu (natychmiastowego, finansowanego w całości ze środków UE w trybie pozakonkursowym) adaptacji społeczno-zawodowej Romów, który budowałby młodą, ale specjalistyczną kadrę w tej grupie, jednak propozycja ta nie ma żadnych szans na realizację. Bo jest wizją zbyt śmiałą, zbyt rewolucyjną dla administracji rządowej, bo „się nie da”, bo dla systemu biurokratycznego nie jest tak naprawdę potrzebna. I dlatego też, że nikt nie uwierzy, że wizja nawet najsłynniejszego Trojanka będzie bardziej efektywna niż założenia unijnej strategii na rzecz integracji Romów.


Wydaje się, że jeśli chodzi o celowe wspieranie finansowe Romów, Bogdan Trojanek stoi na innym stanowisku niż Roman Kwiatkowski. O ile ten drugi postrzega w nich przede wszystkim przyczynę do zazdrości i dodatkowej niechęci wobec Romów, to prezes Królewskiej Fundacji Romów jest pełen optymizmu, który wiąże się z jego wiara w możliwość osiągania szybkich i widocznych rezultatów. Bo jeśli zostaną przeznaczone środki na romską edukację, podnoszeni kwalifikacji i zatrudnienie i w wyniku ich wykorzystania Romowie się wyedukują, podniosą kwalifikacje i znajdą zatrudnienie, to nie tylko dadzą dobry przykład i pokażą że Romowie i się uczą i pracują, a dodatkowo i w efekcie w większym stopniu zintegrują się ze społecznością większościową, ale i akceptacja ogólnospołeczna Romów wzrośnie. I to jest właśnie ten bogaty i huczny optymizm. Czy realistyczny? Niestety nie, bo rzeczywistość jest raczej skromna i raczej uboga.






poniedziałek, 8 października 2018

Komisja w Puławach


19 września 2018 roku w Urzędzie Miasta Puławy w Puławach odbyło się 78. (wyjazdowe) posiedzenie sejmowej Komisji Mniejszości Narodowych i Etnicznych (MNE). Dotyczyło ono rozpatrzenia Informacji Ministra Spraw Wewnętrznych i Administracji na temat realizacji Programu integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020 w województwie lubelskim, ze szczególnym uwzględnieniem miasta Puławy. Dodatkowo komisja dzień wcześniej podczas wizyty w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim w Lublinie rozpatrywała Informację Ministra Edukacji Narodowej na temat stanu edukacji mniejszości narodowych i etnicznych z terenu województwa lubelskiego. Z zasady posiedzenia wyjazdowa są rzadkością. W 2018 roku było ono jedyne spośród 13 zaplanowanych posiedzeń. Dodatkowo komisja wizytowała 2 sierpnia 2018 roku w Oświęcimiu uroczystości związane z Dniem Pamięci o Zagładzie Romów i Sinti.
Cóż się takiego stało w Puławach, że Komisja wybrała się do tego miasta aby na otwartym publicznym posiedzeniu rozpatrywać kwestie związane z realizacją programu wsparcia Romów? Otóż wszystko sprowadza się do tego, że społeczność nieromska ma poczucie ogromnej niesprawiedliwości społecznej w stosunku do tego jak według nich traktowani są w Puławach Romowie, których w sumie jest 240. W jakimś stopniu poczucie to jest podtrzymywane przez jednego z bezkompromisowych radnych (być może wkrótce burmistrza) – Pawła Maja. Jego walka z nierównym (zbyt dobrym) traktowaniem Romów sięga przynajmniej 2014 roku.

http://romowie.blogspot.com/2015/02/tym-razem-puawy-na-poczatku-tego-roku.html

Sięgając do encyklopedii PWN, sprawiedliwość społeczna wiąże się z takimi postulatami jak: wyeliminowanie ze stosunków między ludźmi krzywdy, wyzysku, ucisku i przemocy, dyskryminacji rasowej, płciowej, religijnej lub politycznej, zniesienie niezasłużonego uprzywilejowania społecznego, zapewnienie wszystkim równości szans i równouprawnienia, uniemożliwienie życia kosztem innych. Nurty lewicowe wiążą to pojęcie z zasadą równości społecznej. I w taki właśnie sposób rozumieją ją (jednostronnie) mieszkańcy Puław. Chodzi im przede wszystkim o to, aby Romowie nie otrzymywali od rządu lub jakichkolwiek instytucji większej pomocy – przede wszystkim materialnej – niż nieromscy mieszkańcy miasta. W tym przypadku nie dotyczy to jednak wyłącznie niefinansowego wsparcia realizowanego w ramach rządowego programu integracji Romów, ale także pomocy jaką otrzymują oni z ośrodków pomocy społecznej. Stanowisko zaskakująco zbieżne z opinią prezesa StowarzyszeniaRomów w Polsce - Romana Kwiatkowskiego. Puławy stanowią doskonały przykład tego, co przed czym przestrzega – że dodatkowe środki przeznaczane na pomoc Romom budują zazdrość (niech będzie, że poczucie niesprawiedliwości społecznej) części nieromskiego społeczeństwa .
Czy jednak sprawiedliwość społeczna powinna polegać na tym że każdy ma tyle samo? Albo że każdy dostaje tyle samo? Św. Paweł mówił „kto nie chce pracować niech też nie je”. Wielka Rewolucja Październikowa posługiwała się zdeformowaną wersją tego hasło: „kto nie pracuje niech też nie je”. Czy każdemu należy dać według potrzeb? Czy może według zasług? A od każdego należy wymagać według możliwości, czy też może według oczekiwań? Pytania zdawałoby się niemalże filozoficzne, jednak w rzeczywistości mają one bardzo praktyczny wymiar. Odpowiedzi na nie umożliwiają uzyskanie odpowiedzi na to, jaki ustrój panuje w danym państwie, czy jest to państwo opiekuńcze, jaki jest stosunek państwa i społeczeństwa do mniejszości, do osób nieradzących sobie w życiu i do tych, którzy osiągnęli jakiś sukces.

Powracając jednak do posiedzenia komisji sejmowej, pełen zapis spotkania można znaleźć na jej stronie internetowej i naprawdę warto z tego pełnego zapisu skorzystać. Można oczywiście ograniczyć się do obejrzenia wybiórczo zmontowanego materiału wideo autorstwa Darka Nadolskiego, który w 2015 roku opublikował materiał „Puławy – boimy się tu żyć”, i nie są to jedyne jego nagrania dotyczące Romów w Puławach. Reprezentuje on bardzo otwartą formę dziennikarstwa – trochę reportażową trochę (albo jednak więcej niż trochę) jednak zawierającą konkretne tezy. I trudno powiedzieć, aby były t tezy przyjazne Romom.

https://www.youtube.com/watch?v=W6yLJQBVLNk

Trzeba jednak przyznać, że ten konkretny materiał pokazuje większość najbardziej istotnych fragmentów spotkania z komisją. Spotkania, w którym wzięli udział zarówno radni, liczni przedstawiciele instytucji samorządowych i rządowych, mieszkańcy Puław, jak też i Romowie.
Nie chodzi tu o to aby streszczać całość materiału wideo i dostępnej transkrypcji spotkania. Warto jednak zwrócić uwagę na kilak rzeczy. Przede wszystkim wielkie uznanie dla przewodniczącej komisji – Danuty Pietraszewskiej, za świetne panowanie nad dyskusją (co prawda niepokazana w materiale wideo część spotkania zamieniła się w dość dynamiczną walkę słowną sięgającą do pytań o przynależność partyjną, jednak udało się tę sytuację dość szybko uspokoić). To jednak temat poboczny. Ważne jest to co zostało powiedziane na temat Romów, co oni mówili i jak jest sytuacja w Puławach na ulicy Romów 11. Z pewnością instytucją chcącą pomagać Romom jest Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej. Jak każdy z takich ośrodków pomagając komukolwiek musi dobrze znać sytuację potrzebujących. Włączając w to i wywiad środowiskowy i wizyty w miejscu zamieszkania. Podczas spotkania, to właśnie dyrektorka MOPSu, przytaczając konkretne fakty broniła Romów, choćby przed zarzutami, że nie płaca za mieszkania. W rzeczywistości nie płacili, ale od dłuższego czasu już płacą, zmniejszając sukcesywnie zadłużenie. Niewątpliwie przyczynił się do tego program 500+, który dla wielu romskich rodzin stał siębardzo ważnym składnikiem budżetu. Podczas spotkania bardzo konkretne i bezkompromisowe stanowisko przedstawił wspomniany radny – Paweł Maj, który prawdopodobnie bardzo dobrze wypełnia swoje obowiązki i jest dobrym radnym. Jednak nie chce albo nie potrafi zrozumieć całościowej sytuacji Romów w Europie, w Polsce i w Pławach i dla niego jakiekolwiek programy pomocy Romom nie mają sensu i oczekuje od nich przede wszystkim całkowitej asymilacji i poddania się dyktaturze większości. Odrzuca także całkowicie (podobnie jak zapewne większość mieszańców Puław i szerzej - Polaków) myśl o tym, że nie jest łatwo dostać prace będąc Romem, nawet posiadając względnie wysokie lub choćby liczne kwalifikacje. I o tym z kolei mówiły na tym spotkaniu Romni. To w sumie najbardziej interesująca część zarówno materiału wideo, jak i pełnego tekstowego sprawozdania. Rzadko można spotkać przedstawione tak konkretnie i w sumie spokojnie argumenty oraz przykłady z romskiego życia. Syn jednej z ich umówił się telefonicznie na pracę, jednak gdy pojechał na miejsce i okazało się, że jest Romem, pracy już nie było. Jednak najmądrzejszą wypowiedzią było to co ze łzami płynącymi po twarzy powiedziała jedna z romskich mieszkanek Puław:
Ludzie, opamiętajcie się. Jesteśmy takimi samymi obywatelami tego świata i mamy prawo być szanowani przez was. Nie jesteśmy gorsi, nie jesteśmy lepsi. Jesteśmy ludźmi takimi ja wy, ale jeżeli chcecie od nas akceptacji, chcecie, żebyśmy żyli i funkcjonowali tak jak wy, dajcie nam na to szansę. Ludzie kochani, mieszacie nas z błotem, robicie z nas szumowiny, robicie z naszych rodzin rodziny patologiczne, gdzie tutaj nigdzie nie zostało to stwierdzone ani nigdzie nie zostało to udokumentowane, ani udowodnione. Dlaczego uciekacie się do takich sposobów? Jeżeli chcecie, żebyśmy pracowali, żebyśmy zarabiali, żebyśmy nie żyli na garnuszku ośrodka pomocy społecznej, dajcie nam szansę żyć godnie. Do kogo mamy iść po zatrudnienie? 

Nikt uczciwie nie może twierdzić, że Romowie są święci, że wszyscy Romowie starają się o pracę, że wszyscy chcą się integrować. Jednak bez otwartości społeczeństwa większościowego nie ma na to żadnej szansy. Pracę trzeba dać, aby ktoś (w tym przypadku Romowie) mógł ją dostać i wykonywać. Bez przezwyciężenia utrwalonych w społeczeństwa stereotypów nie ma żadnej szansy na to sytuacja się zmieniła. I nie dotyczy to wyłącznie zatrudnienia. Jak powiedziała dyrektorka MOPSu, romska świetlica to otwarta dla wszystkich Placówka Wsparcia Dziennego „Aktywatorium”. I w niej – choć były takie próby – nie da się połączyć zajęć dla romskich i nieromskich dzieci. Nie da się, bo przeszkadza temu utrwalona niechęć pomiędzy obydwiema grupami.

Kto nie chce pracować, niech nie je?



piątek, 28 września 2018

Wrażliwość etniczna


Na początek wypada chyba podziękować redakcji i dziennikarzom Onetu, ESKA info oraz Super Expressu. Za co? Za wrażliwość etniczną. Tak to bowiem należy nazwać.
Jednak przed wyjaśnieniami najpierw trzeba przypomnieć o pewnym oczekiwaniu, które ze strony Romów pojawia się od dawna i które dotyczy mediów. Najczęstszym wyrazicielem tego oczekiwania bywa prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Romów w Polsce - Roman Kwiatkowski, który przedstawił swoje stanowisko (reprezentując przy tym znaczną grupę polskich Romów) w piśmie z listopada 2016 roku skierowanym do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego - Zbigniewa Ziobro. Rzecz dotyczy informowaniu przez media (prasa, radio, telewizja, internet) o przynależności do narodowości romskiej sprawców czynów zabronionych. 

http://www.stowarzyszenie.romowie.net/strona.php?grupa=539

Jeśli komukolwiek zechciałoby się zagłębić w przytaczane i cytowane zapisu aktów prawnych przedstawionych w tym piśmie, to bez problemu można dostrzec, że w rzeczywistości nie dotyczą one (przynajmniej w części przypadków) wyłącznie wskazywania na przynależność etniczną w związku z przestępstwami, ale generalnie podawania takiej informacji w związku z pozainformacyjnym celem. Takim celem może być budowanie negatywnego nastawienia do te grupy. Idąc dalej tym tropem, można by uznać, że nawet jeśli chodzi wyłącznie o wzbudzenie (lub podbicie) sensacji ze względu na przynależność etniczną osób, o których mowa w materiale medialnym, to także należałoby to uznać za… No właśnie już nie za sprzeczne z prawem. Może jakakolwiek ostrożność, czy też wrażliwość (właśnie etniczna) powinna wynikać z kodeksów etyki dziennikarskiej? A może nie z kodeksów, a raczej z zasad funkcjonujących gdzieś w dziennikarskiej duszy? Takie wbudowanie podejścia jakie np. ma generacja Y i Z w stosunku d przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle? Oni po prostu tego nie robią. Pokolenie X nie ma z tym żadnego problemu.
Zatem może to powinna być jakaś wrażliwość dziennikarska, która nie musi się uruchamiać w przypadku kiedy chodzi o przynależność etniczną sprawców przestępstw (to powinno być wręcz automatyczne i o to powinna dbać przede wszystkim sama redakcja), ale o sytuacje kiedy taka informacja jest po prostu zbędna, albo może wywołać niezamierzony, ale jednak negatywny skutek. Oczywiście należy zrozumieć, że dziennikarz chce napisać jak najwięcej, tym bardziej jeśli żadna ze stron (a choćby i policja) nie chce i nie może przekazać zbyt wielu danych. Wtedy naprawdę każda informacja jest na wagę złota. No może jednak nie na wagę złota.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zuromin-14-latka-w-ciazy-w-szpitalu-badanie-wykazalo-obumarcie-plodu/qbd9518

20 (i 21) września na portalach informacyjnych pojawiło się doniesienie o wszczęciu policyjnego postępowania wyjaśniającego w sprawie związanej z 14-latką, która po chwili wizyty u ginekologa w Mławie trafiła do szpitala w Żurominie, gdzie okazało się, że była w ciąży i że doszło do „obumarcia płodu”. Postępowanie wyjaśniające jest związane z wiekiem nastolatki i podejrzeniem o popełnienie przestępstwa obcowania z osobą małoletnią poniżej 15-go roku życia. Taka informacja pojawiła się na portalu Onet, ESKA info oraz Super Express. Onet jako źródło informacji podał stronę gazeta.pl.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23946867,zuromin-do-szpitala-zglosila-sie-14-latka-w-ciazy-prokuratura.html#s=BoxNewsLink&a=167&c=125

I tu pewne zaskoczenie. Na portalu gazeta.pl, fakt24, wp.pl, RadioZet, wprost, O2, KurierŻurominski.pl , informacje te zostały uzupełnione o fakt, że dziewczynka była pochodzenia romskiego.
I teraz podstawowe pytania – czy ta informacja jest konieczne/potrzebna, co wnosi nowego do sprawy. Tym bardziej, że w każdym z przypadków pojawienia się w artykule identyfikacji etnicznej dopisywano zdanie „W kulturze tej dziewczynka 14-letnia jest już kobietą.”.
W większości przypadków reakcja czytelników jest zapewne zbliżona do tego, co wyraził jeden z internautów: „Brzmi to jak wybielanie czynu. Według polskiego prawa to pedofilia. Jak ktokolwiek tego nie rozumie i nie szanuje wsadzić do ciupy.”. Takie zdania i opinie nie budują dobrego klimatu wokół społeczności romskiej. I wczesne (zbyt) uznawanie nastolatek za kobiety gotowe do dorosłego życia jest i będzie w naszej kulturze kontrowersyjne, bo mamy jasno wyznaczone dwa progi dojrzałości – 18 i 21 lat i to nie podlega żadnej dyskusji. Jednak wśród Romów sprawa ta wcale nie jest tak oczywista, choć wiąże się z tym wiele problemów. Zatem czy informując czytelników chodziło o usprawiedliwienie tego, że 14-latka jest w ciąży czy też wręcz przeciwnie – o pogorszenie opinii na temat Romów? Właściwie nawet nie wiadomo, czy sprawca także nie miał np. 14 lat…

http://kurierzurominski.pl/538578,14-LATKA-W-CIAZY-SZPITAL-ZAWIADAMIA-PROKURATURE.html

W jakimś stopniu podanie przynależności etnicznej nastolatki mogłaby być uzasadniona w przypadku tekstu, jaki pojawił się na portalu KurierŻurominski.pl, który odnosząc się do sytuacji lokalnej podkreślił, że w 2018 takich przypadków było już 11. Jednak tylko jeden z nich – opisany w artykule dotyczył obywateli romskiego pochodzenia. Zatem czy na pewno ta informacja była tu uzasadniona? Chyba jedynie aby pokazać, że u Romów był to jednostkowy przypadek a 10-krotnie więcej takich sytuacji (włączając w to molestowanie seksualne) wiązało się z przedstawicielami społeczeństwa większościowego, a nie Romów.
A może jednak w każdym z tych przypadków chodziło o usprawiedliwienie? Policja często w stosunku do Romów bierze pod uwagę specyfikę ich kultury. Jednak w tym obszarze tradycja romska jest sprzeczna z polskim prawem, co każdorazowo stwarza problemy i wymusza na organach ścigania podejmowanie czynności wyjaśniających. Istnieje mechanizm pozaustawowego kontratypu zwyczajowego (obrona przez kulturę - cultural defence), który pozwala na nieco inne prowadzenie tego typu spraw. Pomimo tego konsekwencje uznawania małoletniej za dostatecznie dorosłą na kontakty seksualne jest sprzeczne z polskimi prawem.

Onet, pomimo tego, że podawał informację za gazeta.pl, pominął fakt, że nastolatka była Romni. To chyba dobrze. Chcijmy wierzyć, że wynika to albo z wewnętrznej polityki firmy, albo z etnicznej wrażliwości dziennikarza, który przygotowywał tekst. Wyprzyjmy możliwość, że dziennikarz niedokładnie przeczytał tekst w portalu gazeta.pl, albo że było za mało miejsca na stronie aby dopisać tę informację. Taką samą (wrażliwą) przyczynę warto także przyjąć w przypadku portalu , ESKA info oraz Super Expressu.
Zatem na koniec jeszcze raz:  dzięki za wrażliwość etniczną.



wtorek, 18 września 2018

Międzynarodowa grupa praw mniejszości


Minority Rights Group International (na razie chyba brak oficjalnego tłumaczenia nazwy tej organizacji na język polski) jest organizacją pozarządową, powstałą w 1960 roku, zrzeszającą organizacje (130) z 60 państw świata, której zakres aktywności koncentruje się na prawach mniejszości oraz (i w  szczególności) prawach grup rdzennych.

https://minorityrights.org


Do grup rdzennych należą  między innymi ludy nazywane kiedyś Indianami, Eskimosami, Aborygenami, a Romowie stanowią wręcz ich przeciwieństwo (będąc przybyszami z zewnątrz). Pomimo tego, można przyjąć, że tak jak odpowiednio poszczególne z wymienionych grup były (i dalej są) swoistym sprawdzianem humanitaryzmu, humanizmu, demokracji i pokory białego człowieka dla mieszkańców i systemu USA, Kanady i Australii, tak Romowie są analogicznym sprawdzianem dla Europy. Można to tak potraktować, także dla tego, że Romowie przybyli do Europy na tyle dawno aby być tu na pewno u siebie, a zarazem na tyle niedawno, aby Europa była już „domknięta” etnicznie, przez co potomkowie Cyganów stali się wiecznymi obcymi. Poza tym wiele cech ich społeczności odpowiada cechom pierwotnych społeczności rdzennych, a i reakcja na ich inność i stosunek większościowy do nich jest pełen – uzasadnialnej (???) głownie kolorem skóry – wyższości.

Pozostawiając jednak na marginesie rozważania dotyczące analogii pomiędzy Romami a grupami rdzennymi, Minority Rights Group International prowadzi różnorodne kampanie dotyczące swojego targetu. Zgodnie z tym jak sami o sobie piszą, do ich głównej aktywności należy rzecznictwo na forum międzynarodowym (w tym w ONZ), publikowanie docenianych (przez naukowców i opiniotwórcze środowiska) w świecie raportów, produkcja filmów dokumentalnych, wsparcie procedur i procesów prawnych (pionierskich w zakresie ochrony praw mniejszości), a także realizacja i finansowanie projektów wykorzystujących nowatorskie i otwarte metody docierania do społeczeństw większościowych.
Organizacja ta uważa, że włączenie społeczne mniejszości służy całemu społeczeństwu, a skutkami wykluczenia są konflikty, mogące prowadzić nawet do ludobójstwa. Trudno nie zgodzić się z takim credo i nie docenić szerokiego zakresu działania tej organizacji. Tym bardziej, że MRG stara się walczyć z każdą formą dyskryminacji i stara się zachować prawa w każdym zakresie: – jak to sami o sobie piszą – prawo do ziemi, na której ludzie żyją, do języków, którymi mówią, do równych szans w edukacji i zatrudnieniu oraz do pełnego uczestnictwa w życiu publicznym.

Co jakiś czas (najczęściej co roku, choć nie zawsze się to udaje), MRG publikuje zbiorczy (i zarazem kejsowy) raport dotyczący sytuacji w zakresie mniejszości i ludów rdzennych. W 2018 roku taki raport ukazał się pod tytułem:  “Minority and Indigenous Trends 2018. Focus on migration and displacement”.

https://minorityrights.org/2018/09/12/exclusion-at-the-heart-of-todays-migration-and-displacement-new-key-trends-survey/

Zatem w zakresie tematu dyskryminowanych mniejszości wciąż aktualnym zagadnienie jest migracja i wysiedlenia. O ile międzykulturowa migracja pozostają w XXI wieku tematem głównym (i wcale nie zapoczątkowanym 9.11), to wysiedlenia z europejskiego punktu widzenia wydaj się być raczej charakterystyczne dla XX wieku. jednak tak nie jest i skutki tego Europa odczuwa w sposób wyraźny – choćby pod postacią ich długoterminowego skutku – tzw. kryzysu migracyjnego w Europie.

Ponieważ raport ma charakter kejsowy i na podstawie wyraźnych i konkretnych sytuacji stara się pokazać światu (poprzez zainteresowane nim środowiska opiniotwórcze), szerszą perspektywę problemów mniejszości poprzez jednostkowe (choć dotyczące całych grup) przypadki związane z konkretnymi mniejszościami.
Dlatego też Polska pojawia się w raporcie w kontekście migrantów z Czarnej Afryki (część poza saharyjską Afryką północną) i ich – pomimo kilkudziesięcioletniej historii pobytu tej grupy w Polsce) – problemów w zakresie zatrudnienia i edukacji. 

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

Warto tu jednak zaznaczyć, że na stronie internetowej –  tego typu profile posiada na niej większość państw świata – w przypadku Polski opisana jest mniejszość niemiecka oraz Romowie. Bardzo ważne jest, to że dane o Polsce są aktualne. Oczywiście nie można wierzyć podpisowi z datą aktualizacji (June 2018), ale na stronie pojawia się odniesienie do (niepolskich) dokumentów z 2017 roku. Niepokojące jest natomiast wskazanie (poparte wskaźnikiem procentowym) wysokiego stopnia umieszczania uczniów romskiej narodowości w szkołach specjalnych. W Polsce – w odróżnieniu od państw leżących na południe od niej (aż po Bałkany) – stosunkowo łatwo udało się porzucić myśl o szkołach i klasach „nur für Gypsy”, a i wskazana w informacji praktyka wydaje się być w Polce rzadkością. Wynika to między innymi z tego (co zresztą zostało wskazane jako problem przez MRG), że w Polsce dostrzeżono problem niedouczenia (głównie języka polskiego) romskich dzieci wieku przedszkolnego i wykonano (często w  ramach świetlic romskich) jakiekolwiek działania mogące zmienić tę sytuację. Oczywiście to kropla w morzu potrzeb, jednak istotna w tym przypadku jest przede wszystkim zdroworozsądkowa diagnoza.
W raporcie z 2018 roku temat Romów został poruszony w kontekście Włoch. Właściwie od 2008 roku Włochy w związku z Romami wciąż zaskakują i nie znikają z okołoromskich (i nie tylko) serwisów informacyjnych. 

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

Z tego przykładowego, bo dotyczącego Włoch, raportu o Romach, można wywnioskować to, co wynika z wielu opracowań i co niestety coraz częściej jest potwierdzane w rzeczywistości społecznej (bez względu na to jak przerażająco to brzmi).  
Romowie jako grupa są najbardziej dyskryminowaną grupą etniczną w Europie, a ponadto ich dyskryminacja znajduje największą akceptację lub co najmniej wzbudza najmniejszy sprzeciw w społeczeństwach większościowych.

Jednak główny temat poruszony w raporcie wiąże się z wysiedlaniem Romów. Z problemem tym można się zetknąć niemalże w całej Europie. Nawet łącznie z Polską – np. sprawa z Jelitkowa albo problem przeprowadzki Romów do innych gmin -  lub z Ukrainą, choć w każdym państwie problem ten przybiera swoją indywidualną i wyjątkową formę.

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

We Włoszech wiele romskich obozów ma charakter oficjalny i ich sytuacja jest zależna formalnie od decyzji władz. Włączając to ich bezkompromisową likwidację. Ponadto 40% Romów żyje w dalszym ciągu w nielegalnych obozach. Oczywiście problem dotyczy przede wszystkim Romów przybyłych do Włoch w ciągu ostatnich 11 lat z Europy południowej.

Po raz kolejny w tym przypadku potwierdził się brak przygotowania Unii Europejskiej do rozszerzenia na wschód (2004-2007) w zakresie poszerzenia etnicznego. Jednak na tego typu otwarcie się na swobodę przepływu Romów posiadających obywatelstwo Unii Europejskiej) chyba nic nikogo nigdy nie mogłoby przygotować.



sobota, 8 września 2018

Dotarcie do niekatywnych


Nie trzeba głębokich badań opinii publicznej aby – choćby w oparciu o to, co w ostatnich miesiącach działo się na Ukrainie i jakie oficjalne wypowiedzi pojawiały się we Włoszech – wiedzieć, że Romowie nie są ulubionym narodem większości większościowych mieszkańców państw europejskich. Zresztą wystarczy sprawdzić wypowiedzi publiczne użytkowników internetu pojawiające się pod informacjami dotyczącymi tej mniejszości, jakie w związku z różnymi kwestiami są publikowane na wielu portalach. Jednak szczegółowe badania opinii publicznej dobrze obrazują (jak choćby poniższa infografika), ogólną sytuację w Europie.

https://www.rferl.org/a/how-europeans-view-roma/29325886.html

Przy całym takim, a nie innym kształcie stosunku do Romów nie ma znaczenia, że opinia na całej grupy kształtowana jest w wyniku kontaktów z częścią ich populacji utrwalając i upowszechniając stereotypy. Kontakty są przypadkowe i dotyczą najczęściej tej ich grupy, która żyje w ubóstwie, która nie podejmuje pracy i która nie radzi sobie w życiu na poziomie i w sposób, który mógłby być akceptowany przez większość mieszkańców państwa. Efekt jest taki, że niechęć do Romów jest ostatnią z akceptowanych form rasizmu w Europie.
Zarzuty pojawiające się w publicznej przestrzeni internetu dotyczą kilku kwestii. Wystarczy sięgnąć do przypadkowego (pierwsza strona wyszukiwania w Google) i już starego zbioru takich wypowiedzi, który znajduje się pod informacją dotyczącą jednego z projektów aktywizacji Romów.

https://www.jelonka.com/cyganie-uczcie-sie-i-pracujcie-24007

Jest to jedynie przykład i tego wypowiedzi w internecie jest bardzo dużo, jednak zarzuty się powtarzają:
- kradną
- są agresywni
- nie chcą pracować
- nie chcą się uczyć
- dostają pieniądze na wszystko za nic.
Z każdą z tych kwestii można by dyskutować, szukać usprawiedliwień, wyjaśniać. Jak zawsze i zgodnie z zasadami arystotelesowskiej logiki każdej tezie (i wyjaśnieniu) można przeciwstawić tezę (i wyjaśnienie) o porównywalnej sile argumentacji. To, na co warto zwrócić uwagę (przynajmniej w zakresie pracy i nauki), to element mieszczący się w kategorii kulturowej (norm kulturowych), a związany z życiowymi doświadczeniami i systemem wychowania. Ta kwestia dotyczy każdego i wielu dziedzin życia. Jeśli w jakiejś rodzinie wszyscy (niedyskryminacyjnie zaweźmy – mężczyźni) pracują jako mechanicy samochodowi, to taki wzór pracy i życia zostanie przekazy kolejnemu pokoleniu. Taki model. Jeśli w jakimś regionie Polski podstawowa wersja pierogów to pierogi ruskie to mówiąc tam „pierogi”, większości nie skojarzą się one z pierogami nadziewanymi mięsem lub kaszą gryczaną. Taki model. Jeśli w rodzinie romskiej nikt nie ma wykształcenia wyższego niż podstawowe, jeśli w rodzinie romskiej wszyscy dorośli podejmują jedynie prace dorywcze i korzystają intensywnie ze wsparcia socjalnego, to… Taki model.
Brak pozytywnych wzorców, brak docierającej informacji, brak zachęty (popartej akceptowalnymi przez odbiorców argumentami), sprawiają że nasze (i romskie) wzorce domowe, rodzinne, sąsiedzkie, środowiskowe, grupowe, nie ulegają zmianie. Potrzebujemy nie tylko lustra aby zobaczyć jacy na tle innych jesteśmy, ale i poznania tych innych, poznania możliwości, wiedzy (uzasadnionej) że można inaczej i że jest to dobre, bo przynosi dobre (pod jakimś względem) rezultaty i dodatkowo nie niszczy tego co jest dla nas ważne. Nie jest łatwo dotrzeć z tymi wszystkimi zachęcającymi elementami do społeczności romskiej, która wciąż pozostaje (choć zmienia się to jak na normy kulturowe bardzo dynamicznie) zamknięta, która rządzi się własnym systemem wartości. Systemem wartości innym, ale z pewnością nie gorszym (a w wielu konkretnych przykładach lepszym). Jesteśmy na zbyt wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego aby tego nie uznać, aby pozwolić sobie na błąd internalizacji, albo na twierdzenie że nasza cywilizcja jest najlepsza, albo aby utrwalać mit szczęśliwego dzikusa.

Do Romów (przynajmniej w Polsce) z tego typu kagankiem świadomości starają się docierać przede wszystkim organizacje pozarządowe, często przy wsparciu finansowania krajowego lub międzynarodowego (w tym unijnego). Modelowe rozwiązania w przypadku Romów nie są jednak na poziomie efektywności modelowe i nie przynoszą najczęściej oczekiwanych skutków. Jedną z przyczyn jest choćby utrwalona niechęć do Romów i obawa przed ich zatrudnianiem, nawet jeśli posiadają kwalifikacje do jakiejś pracy. W końcu w internecie można przeczytać wiele (i wszystkie prawdziwe!) historii o tym jak źle się skończyło zatrudnienie Roma. Skutkuje to tym, że większość bezrobotnych Romów z niesławnych Maszkowic ma ukończone po kilka zawodowych kursów kwalifikacyjnych.
Interesujący w tym zakresie (dotarcia do nieaktywnych Romów i pomocy w zdobyciu pracy) jest model, który zasadniczo nie funkcjonuje w Polsce, a w jakimś stopniu sprawdził się w Szwecji. Dotyczy on mianowicie zakresu działania Public Employment Services (PES), czyli Publicznych Służb Zatrudnienia, reprezentowanych w Polsce przez urzędy pracy (w rzeczywistości skład się on z wojewódzkich i powiatowych urzędów pracy oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej).

http://ec.europa.eu/social/BlobServlet?docId=19219&langId=en
                     
W Polsce głównymi odbiorcami (klientami) działań PES są osoby wykazujące jakąkolwiek chęć do jej znalezienia, rejestrują się i w jakikolwiek sposób są w tym zakresie aktywne. Nie oznacza to, że PES nie stara się dotrzeć do osób zupełnie biernych w tym zakresie, jednak jest to działanie marginalne i zasadniczo nieskierowane skutecznie do Romów.

http://documents.worldbank.org/curated/en/569921525761576733/pdf/125989-WP-PUBLIC-POLISH-P148022-ActivationNotePolishversion.pdf

Przykładem modelu w jakimś stopniu skutecznego, a z pewnością kompleksowego i przyjmującego za grupę docelową właśnie Romów, jest szwedzki „Bridge-building” („Brobyggare”), realizowany początkowo w latach 2012-2015 i kontynuowany do tej pory w ramach krajowej strategii na rzecz Romów.

http://www.statskontoret.se/In-English/publications/2016---summaries-of-publications/evaluation-of-the-bridge-building-investment-in-the-strategy-for-roma-inclusion-20163/

W ramach tego projektu szwedzkie Publiczne Służby Zatrudnienia aktywnie wyszły do Romów, wykorzystując do swoich działań i zatrudniając mediatorów (asystentów romskich), których aktywność w Polsce jest głównie związana z edukacją. Ważnym (choć nie jedynym) składnikiem całego projektu było wprowadzenie zawodowych stałych punktów konsultacyjnych dla Romów zamieszkujących w określonej lokalizacji i aktywne informowanie ich o takiej możliwości. Inne działania (np. szkolenia zawodowe) nie odbiegały zasadniczo od tych, jakie były i jeszcze są realizowane w Polsce. Różnica polegała przede wszystkim na tym, że wszystkie grupy działań są realizowane w ramach aktywności PES i że jest to aktywne wyjście do społeczności romskiej, z realizacją usług prozatrudnieniowych nie w urzędzie, ale w romskim środowisku. Zresztą nie jest to jedyny przykład takiego podejścia. Podobne dotarcie (z uwzględnieniem specyfiki kulturowej klientów) realizowano w Rumunii, Bułgarii, Wielkiej Brytanii i na Litwie.

Pomimo tego, że (jak widać na infografice) niechęć do Romów deklaruje 42% mieszkańców Szwecji (niewiele mniej niż w Polsce), to jednak program ten – uważnie opracowany, uwzględniający specyfikę kulturowych nawyków Romów, aktywnie wychodzący do nich w oderwaniu od wymaganych w Polsce wizyt w urzędach, którym Romowie nie ufają i których działania nie rozumieją – jest kontynuowany i z punktu widzenia realizacji kompleksowej szwedzkiej strategii na rzecz Romów, pozytywnie oceniany.
Niewątpliwie jednak jednym z najważniejszych elementów zatrudnienia Romów są nie ciągłe próby podnoszenia ich kwalifikacji, ale personalne dotarcie do nich. Pokazanie, że praca poza ich wspólnotą ma sens, że przynosi pozytywne skutki nie tylko finansowe, że zwiększa akceptację społeczną. Do tego jednak potrzeba zmiany w społeczeństwie większościowym, a te wydają się niemożliwe do osiągnięcia.



wtorek, 28 sierpnia 2018

Wirtualna Biblioteka Romska


To naprawdę świetny pomysł aby stworzyć taką bibliotekę. Nie tylko zawierającą teksty w języku romani, ale także publikacje w innych językach, jednak wszystkie dotyczące Romów i wszystkie dostępne w wersjach elektronicznych przez internet. To świetny pomysł. Jednak…

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/

Biblioteka jest elementem większego projektu. Jest zbiorem zasobów powstałych w jego ramach i w toku jego realizacji.

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/images/RomIdent%20public%20report.pdf

Współtwórcami, partnerami i współwykonawcami projektu ( i wirtualnej biblioteki), są trzy uniwersytety: w Aarhus, w Manchesterze i w Grazu.


Dwa ostatnie realizowały projekt w związku ze swoją działalnością badawczą (głównie językoznawczą) dotyczącą Romów, której efekty są bardzo dobrze opracowane na ich stronach internetowych (Graz, Manchester), będących źródłem naprawdę cennych informacji.


Zasadniczo projekt był realizowany w latach 2010-2013 i jego pełna nazwa brzmiała The Role of Language in the Transnational Formation of Romani Identity. Jego ogólnym celem było zbadanie, w jaki sposób język romski wpływa na tworzenie nowych form tożsamości romskiej. Te nowe formy tożsamości mają innych charakter niż utrwalone historycznie, bo wiążą się z aspektem instytucjonalnym i z nowymi formami jej manifestacji. Rzeczywiście w przeszłości język jako stały element wspólnotowej i rodzinnej kultury romskiej był jednym z najważniejszych elementów tożsamości, choć na przykład w Hiszpanii tamtejszym Cyganom udało się zachować swoją kulturę i odrębność, choć doszło do wymuszonego niemal całkowitego zaniku używania własnego języka. Jednak świadczy to nie o małym znaczeniu języka dla podtrzymania tożsamości, a o sile i znaczeniu innych elementów kulturowych, gotowych przejąć jego rolę. Nowa tożsamość ma bardzo ważny aspekt instytucjonalny, w ramach dopasowywania się Romów do zmieniającej się rzeczywistości. O ile im samym, we własnych wspólnotach wystarczyłby język oraz inne elementy kulturowe, to kontakty z nieromskim światem wymuszają pojawienie się tożsamości w aspekcie instytucjonalnym, jako tej, która przez ten świat będzie dostrzegana i uznawana. Podobnie jest z jej nowymi formami, które dodatkowo wspierają tożsamość Romów coraz częściej i coraz bardziej uwikłanych w życie poza zamkniętym romskim światem i wspólnotą.
Nie oznacza to jednak umniejszania znaczenia języka romskiego. Założenia projektu brały pod uwagę to, że dla romskich (nowoczesnych) liderów (aktywistów) język stał się swoistą osią, wokół której budowano wspólnotową lojalność. Co więcej, ich działania zmierzały do kodyfikacji, zapisu, upowszechniania nauki, uznania przez polityków i rządy oraz ochrony języka, a on sam miał stać się elementem narzędzi komunikacji w aktywizmie politycznym i kulturalnym.
Badacze w ramach projektu zadali pięć grup interesujących pytań, na które w mniejszym lub większym stopniu udało się im znaleźć odpowiedzi zawarte w krótkim sprawozdaniu z jego realizacji. Pierwsze dotyczyło konkretnej roli jaką język romski odgrywa w budowaniu zmodernizowanej tożsamości romskiej i jaki aspekt jego istnienia i funkcjonowania jest dla niej najistotniejszy. Biorąc pod uwagę przypadek hiszpańskich Romów, to bardzo interesujący aspekt badania znaczenia języka dla zachowania i kształtowania tożsamości. Kolejne odnosiło się do postaw i warunków społecznych jako czynników, które mogą wspierać budowanie tożsamości lub rozwijać jednolitość. W tym przypadku trzeba brać pod uwagę różnorodność poszczególnych grup romskich, a także olbrzymiej różnorodności językowej pomiędzy nimi. Fraser pisał bodaj o 150 wyodrębnionych romskich grupach językowych. Romowie pomimo starań o zachowanie odrębności językowej nie mieli nigdy problemu (a także możliwości przeciwstawieniu się temu) z zaakceptowaniem ewolucji własnego języka i łatwo adaptowali przydatne słowa używane przez ludność regionów, w których zamieszkiwali, co jest jednym z bardzo ważnych i stałych elementów różnicowania się języka romani. Trzecie pytanie odnosiło się do roli nowych technologii w wykorzystaniu i kształtowaniu języka. To pytanie można by zadać w stosunku do każdego języka, choć w każdym przypadku wyniki badań byłyby różne. Nowe technologie (przede wszystkim używanie języka pisanego w internecie - w znacznej mierze w mediach społecznościowych), wpływają nie tylko na samą strukturę języka i sposób formułowania wypowiedzi, ale mają szersze skutki społeczne, wynikające z tego jak jest kształtowany dyskurs realizowany w konkretnym języku. Czwarte pytanie jest rozbudowane i zawiera pytania szczegółowe. Jednak jego ogólny wydźwięk wiąże się z określeniem znaczenia inicjatyw (proromskich i projęzykowych) ogólnoeuropejskich i reakcją na nie – zarówno ze strony Romów, jak i instytucji oraz organizacji poziomu lokalnego (władze, NGO). W tym zakresie uda się zawsze wykazać osiąganie sukcesów (widoczne jest to w sprawozdaniach z różnych projektów i działań dotyczących tego obszaru), jednak realia społeczne najczęściej są inne. Ostatnie pytanie jest pytaniem ogólnym i odnosi się do sfery szerszych wniosków. Przyjmuje ono (chyba niezasadnie, bo przecież nic co romskie nie jest modelowe) modelowy charakter romskiej sytuacji i przemian tożsamości w pluralistycznym i transnarodowym kontekście i odpowiedź na nie ma skutkować lepszym zrozumieniem kształtowania innych tego typu tożsamości (transnarodowych i diasporycznych) w erze globalizacji.
Poza opisem projektu i odesłaniem do sprawozdania, na stronie Romani Virtual Library – są tu także oczywiście konieczne i mało ważne didaskalia, czyli krótkie informacje dotyczące partnerów, sponsorów, osób zaangażowanych w projekt – znajduje się także dział publikacji (niestety niezawierający żadnych publikacji) oraz zakładka  z ogólnymi informacjami o zapisie języka romani (writing romani). Autorzy projektu przypomnieli, że do XIX wieku nie było żadnych zasad zapisu tego języka, że w latach 60. i 70. XX wieku podjęto pojedyncze próby ustalenia zasad pisowni (Finlandia, Czechosłowacja, Jugosławia i Węgry) i ze u końca XX wieku doszło do szerszego ożywienia w tym zakresie, dzięki dostępowi Romów do produkcji i dystrybucji własnych tekstów – początkowo w formie drukowanej, a następnie także w internecie. Biorąc pod uwagę różnorodność wymowy oraz specyfikę krajową i regionalną poszczególnych odmian języka romskiego doprowadziło to do wzrostu różnorodności sposobów ich zapisu. Dlatego też nie ma już chyba szansy na to aby udało się wprowadzić jednolity sposób transkrypcji. Przeszkadza to przede wszystkim międzynarodowym aktywistom romskim dążącym do tego typu ujednolicenia i standaryzacji. Z jednej strony ułatwiłyby one komunikację, a z drugiej mogłyby się stać elementem budowania bardzo szerokiej i nowoczesnej romskiej  tożsamości – już całkiem nowocześnie ponadnarodowej.

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/library.html

Najważniejszym elementem strony Wirtualnej Biblioteki Romskiej jest naturalnie sama biblioteka, na której zasoby powołują się badacze w swoim sprawozdaniu. I tu niestety pojawi się pewne rozczarowanie. Zasadniczo publikacje w niej „zawarte” dzielą się na trzy grupy – materiały instytucjonalne (Rada Europy, Unia Europejska), opracowania związane z projektem i przygotowane na jego potrzeby lub w ramach innej działalności naukowej dotyczącej Romów partnerów projektu (one powinny chyba znaleźć się w zakładce publikacje) oraz publikacje książkowe (najczęściej edukacyjne, często w języku romskim). Dokumenty z pierwszej grupy można pobrać także ze stron instytucji, a znajdujące się w katalogu linki częściowo są nieaktualne. Publikacje z drugiej grupy są interesującym choć niespójnym zbiorem publikacji naukowych. Niestety w przypadku trzeciej grupy jedyną rzeczą jaką do jakiej można mieć dostęp, to – w przypadku każdej z nich – pojedyncza, zdawałoby się przypadkowa strona zeskanowana i zamieszczona pod linkującą metryczką książki. Sens zamieszczania takich pojedynczych skanów jest bardzo wątpliwy i właściwie niewiele wnosi. Tym bardziej, że na podstawie niepełnych metryczek dotyczących tych publikacji (np. bez roku i miejsca wydania), nie można nawet przeprowadzić najbardziej podstawowych badań bibliometrycznych. No ale jednak sztuka jest sztuka (w wojsku i w projektach), a biblioteka wirtualna jest dzięki temu jeszcze bardziej wirtualna. O wiele większy sens ma niewirtualny (zatem dostępny wyłącznie na miejscu) zbiór zgormadzony w Centrum DokumentacjiRomskiej Legnickiej Biblioteki Publicznej.

Powracając do kończącego pierwszy akapit „jednak…”, choć już sposób gromadzenia zasobów pozostawia wiele do życzenia. Właściwie wyszło jak zawsze. I nie jest to tylko polska skaza. Skończył się projekt (w 2013 roku) i finansowanie, sprawozdanie przygotowano. To właściwie gromadzić dalej materiałów i publikacji nie ma sensu. I jak się okazuje nie jest to tylko polski problem (jak w przypadku radomskiego „Kwartalnika romskiego” i „Cygańskiej wyspy”). Jeszcze w 2014 roku Yaron Matras dołożył swoje trzy teksty, ale na tym się skończyło. Nie ma tam nic nowszego. Dobrze, że choć strona i zawarte na niej materiały są i działają, że jest dostęp do przynajmniej części materiałów „zgromadzonych” w bibliotece.