poniedziałek, 28 września 2020

Papież dla Romów


To najpierw takie teologiczne amatorskie rozważania w okolicy polskiego (i nie tylko) katolicyzmu, choć zapewne odnosi się to również, choć nie wprost i w nieco inny sposób, do prawosławia i w jakimś stopniu do chrześcijańskich kościołów protestanckich.

Ewangelie mówią, że Jezus (i apostołowie) nawoływał do miłości bliźniego, jako najważniejszego przykazania (J 13, 34; Mk 12, 29-31), wskazując także na miłowanie nieprzyjaciół (Mt 5, 38-48). To przykazanie (nowe) miało być ważniejsze niż wszystkie inne i wprowadzać nowe prawo wobec prawa starotestamentowego („oko za oko…”). Oczywiście człowiek jest słaby, grzeszny, upada i stąd tez siła i moc sakramentu spowiedzi, który pozwala nam zrzucić  z siebie ciężar grzechów, żałować, naprawić i się poprawić. W Polsceponad 90% procent to katolicy, choć z danych Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego wynika, że czyny udział w Mszach Świętych i Komunii Świętej dotyczy zaledwie ponad 30 i prawie 20 procent wierzących. Czyli znowu dominuje poziom deklaratywności, a jak trzeba czegoś dopełnić – jest już gorzej.

I niestety tak samo jest z dopełnianiem tej miłości bliźniego i miłowania nieprzyjaciół. I dotyczy to nie tylko stosunku większości Polaków do Romów, ale wszystkich relacji społecznych jakie są widoczne w otaczającym nas świecie. Nie gloryfikując jakichkolwiek czasów wcześniejszych (paaaaanie, przed wojną, to nawet chleby były większe) i nie narzekając na współczesność, trzeba przyznać, że coś się z nami wszystkimi złego dzieje. A może jest to wina mediów społecznościowych i przeładowania nas informacjami i pewnością, że zawsze mamy rację? A może jako cała społeczność ludzka na Ziemi zmierzamy do jakiejś wielkiej zmiany?

Przyczyna, czy ukryty cel tych przemian jest bez znaczenia. Przynajmniej powinna być dla katolików. Bo nawet jeśli nie potrafimy dopełnić nowotestamentowego przykazania o miłości bliźniego, to po jego codziennym łamaniu (bo wolimy komuś zepsuć dzień, niż być miłym i sprawić, że komuś innemu będzie dobrze) powinniśmy po spowiedzi lub rachunku sumienia, żałować, naprawić i się poprawić. Ale to w praktyce tak nie działa. Najbardziej brakuje tego „się poprawić”. Bo o przeprosinach kogoś, to już całkiem możemy zapomnieć.


W 2019 roku Papież Franciszek odbył pielgrzymkę do Rumunii. Na jej zakończenie odwiedził miejsce (miejscowość Blaż (Blaj)), w którym działał bł. bp. Jan Suciu, który zginął z rąk komunistów. Wedle doniesień prasowych, biskup był także przyjacielem mieszkających tam (w dzielnicy Barbu Lăutaru) Romów. Dla papieża była to okazja do tego, aby spotkać się z tamtejszymi Romami.

I Papież Franciszek potrafił im powiedzieć takie rzeczy, które mieszczą się w kategorii miłości bliźniego. Bo każdy człowiek jest potrzebny i jak mawiał jeden z polskich wieszczy w każdym człowieku jest słońce (choć czasem bardzo ukryte). Mówił zatem o tym, że Romowie mają cechy, które mogą ubogacić innych. Za przykład dał docenianą przez nich wartość życia i szerokiej (bardzo) rodziny, a także związanej z tym solidarność i gościnność oraz szacunku do osób starszych. Wychodząc poza powyższe kwestie, które ewidentnie dotyczą wewnętrznego systemu praw romskich, wspomniał także o spontaniczności i radości życia, które co prawda wiążą się już bardziej z operetkową (+ koniecznie ore, ore…) wizją Romów, ale uczynił to po papiesku – wrażliwie.

Poza takim chwaleniem Romów, Papież Franciszek zachował się tak, jak można się było właśnie po TYM Papieżu spodziewać. Poprosił bowiem Romów o wybaczenie:

„Historia mówi nam, że także chrześcijanom, nawet katolikom, nie jest obce tak wielkie zło. Chciałbym prosić za to o przebaczenie.”

„Proszę w imieniu Kościoła o przebaczenie Pana i wasze przebaczenie za to, że na przestrzeni dziejów was dyskryminowaliśmy, znęcaliśmy się lub patrzyliśmy na was źle, oczami Kaina, a nie Abla, i nie potrafiliśmy was uznać, docenić i bronić w waszej wyjątkowości.”

Sumując te wypowiedzi, Papież Franciszek wykazał się ogromnym zrozumieniem romskiej sytuacji i powiedział to, co mogło trafić do romskich serc. Zarówno przywołanie wartości (w sumie rdzeniowych w ich kulturze) dla społeczności romskiej, które w różnym stopniu i w różny sposób są przez nich dochowywane, ale jednak zawsze istnieją, jak i to, co jest nam tak trudno najczęściej wyartykułować, czyli przeprosiny, były bardzo ważnymi składnikami tego spotkania, ale są także istotnymi elementami papieskiego pontyfikatu. Bo takich przeprosin nigdy nie było. Nawet za romski Holokaust (Samudaripen) w czasie drugiej wojny światowej. Prędzej można się spodziewać negowania tej tragedii. Może samo uznanie jego istnienia i coraz częstsze funkcjonowanie informacji o nim w świadomości społeczności większościowej powinno wystarczyć? No może i wystarcza. Ale gdzie przeprosiny za kilkaset lat prześladowań, polowań, niewolnictwa, zakazywania języka, wykorzeniania kultury? Może nie są potrzebne. Wystarczy sama wiadomość i wiedza o nich? Spowiedź ma właściwości oczyszczające. Chyba przeprosiny Papieża Franciszka mogą pełnić podobną funkcję? I jak po spowiedzi, po takich przeprosinach głowy Kościoła Katolickiego powinno być już lepiej, powinien być szczery żale i powinna być poprawa. Ale nie jest. Antycyganizm ma się w Europie dobrze.

Nie były to pierwsze bliższe i większe kontakty Romów z Papieżem. Przykładem na nie może być przyjęcie w 2011 roku przez Papieża Benedykta XVI pielgrzymki 2 tysięcy Romów. Podobnie jak Papież Franciszek, choć nie było wtedy wyraźnych przeprosin, Papież Benedykt XVI mówił rzeczy, które mogły trafić do romskich serc. Odwoływał się do złej historii i bardzo afirmacyjnie wyrażał się o nowej, lepszej współczesności (głownie europejskiej) i możliwościach, jakie oferuje Romom. I choć powiedział Romom „jesteście w Kościele! Jesteście umiłowaną częścią pielgrzymującego Ludu Bożego”, to jednak podszedł do Romów inaczej niż o wiele bardziej społeczny Papież Franciszek.

 

Słowa Papieża, głowy Kościoła Katolickiego powinny mieć ogromną moc dla każdego katolika. Jakoś od 2019 roku nie zmieniło się wyraźnie nic na lepsze w traktowaniu Romów w Polsce, kraju w którym ponad 90% mieszkańców to katolicy. Teoria teorią, a w praktyce jakoś to wszystko słabo wychodzi.

Na koniec jeszcze jeden cytat (skrócony) z Papieża Franciszka z wizyty u romskiej społeczności w Rumunii: „w historii ludzkości zawsze istnieją figury Kaina i Abla – jest wyciągnięta ręka i ręka, która bije. Istnieje cywilizacja miłości i cywilizacja nienawiści. Każdego dnia trzeba wybierać między Ablem a Kainem.”.

To zawsze jest nasz wybór.

 

 

 

piątek, 18 września 2020

Romska strategia na finiszu

Niewątpliwie przyjęcie w 2011 roku przez Unię Europejską ogólnoeuropejskiej strategii na rzecz Romów (Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego, Rady, Europejskiego Komitetu Ekonomiczno-Społecznego i Komitetu Regionów Unijne ramy dotyczące krajowych strategii integracji Romów do 2020 r. /* KOM(2011) 173 wersja ostateczna */) było wydarzeniem bezprecedensowym. Po raz pierwszy w historii jednoczącej się – od Traktatów Rzymskich – Europy, Unia Europejska odeszła nieco od kwestii ekonomicznych na rzecz społecznej ochrony jednej konkretnej mniejszości. Nieco, ponieważ jedną z bardzo wyraźnie zaznaczających się motywacji zainteresowania się samego systemu Romami, była zawsze pożądana przez europejski paradygmat, produktywność wszystkich (lub prawie wszystkich) obywateli. Romowie natomiast, żyjąc w większości na marginesie życia społecznego, gospodarczego i kulturowego państw europejskich, mogli być najpoważniejszym zagrożeniem dla spójności społeczno-ekonomicznej Wspólnoty. Tym bardziej, że pełne przystąpienie ostatnich dwóch państw (Rumunii i Bułgarii) największego rozszerzenia Unii Europejskiej, uwypukliło jej nieprzygotowanie na etniczny (a konkretnie romski) aspekt tego procesu. Romowie bowiem stali się najliczniejszą i zarazem najbardziej zróżnicowaną, a także  pozostającą w najgorszej sytuacji (oczywiście uśredniając dane) grupą na jej obszarze. Oczywiście byłą to okazja do wyraźniejszego i bardziej powszechnego dostrzeżenia problemy tej społeczności.

Tak, czy inaczej przyjęcie romskiej strategii przez Unię Europejską dawało ogromną nadzieję.

Od samego początku strategia w mniejszym, czy większym stopniu była krytykowana i to zarówno przez inne organizacje zajmujące się tą tematyką, jak i NGO, a także rządy państw członkowskich. Zresztą krytyka ta nie ustawała do połowy jej realizacji, zmieniając się od około 2017 roku w konstruktywne orędownictwo na rzecz jej innego (w wielu aspektach) ukierunkowania i reformy w kolejnym okresie programowym, czyli po 2020 roku. Rzeczywiście nie była doskonała, ale spełniała swoje założenia i w sumie krytyka od początku była ukierunkowana na jej poprawę, a nie całkowitą likwidację. Miało to sens o tyle, że nie były to pierwsze doświadczenia Unii Europejskiej w zakresie wspierania Romów i zajmowania się tą grupą, jednak miały one o wiele węższy zakres i odmienny charakter. Ponadto strategia nie powstała z niczego, i te wcześniejsze doświadczenia nie były jedyną podstawą. Komisja Europejska brała pod uwagę obszerne konsultacje (np. z NGO), dyskusje (i powstałe w ich wyniku dokumenty) prowadzone w ramach poszczególnych instytucji unijnych, eksperckie analizy skutków, a także dotychczasowe doświadczenia państw członkowskich, które już wcześniej realizowały strategie krajowe (w tym polskie rozwiązania, wprowadzane od 2001 roku).

Zresztą unijna strategia także nie ruszyła w pełni od razu, bo w sumie do końca 2013 roku można było ją uznać za wciąż startującą, co wynikało w pewnym stopniu z takich spokojnych na starcie założeń, opieszałości państw członkowskich i powolnego zbierania praktycznych doświadczeń.

 

Poza znacznym nagromadzeniem publikowanych opinii i sprawozdań tuż przed i na samym początku funkcjonowania strategii, system unijny zadbał także o ocenę strategii i corocznie, zebrawszy krajowe sprawozdania, opracowywał oceny pod postacią komunikatów Komisji, uzupełnianych mniej ogólno-strategicznymi, natomiast o wiele bardziej szczegółowymi dokumentami roboczymi służb Komisji.



W międzyczasie pojawiała się także pewna niewielka liczba dokumentów unijnych odnoszących się do szczegółowych kwestii związanych ze strategią lub bardziej koncentrujących się na konkretnych kwestiach związanych z Romami w państwach Unii Europejskiej. Na szczególną uwagę ze względu na wagę tematu zasługuje Rezolucja Parlamentu Europejskiego z dnia 25 października 2017 r. w sprawie aspektów praw podstawowych w integracji Romów w UE: walka z antycyganizmem. Inne stosunkowo często, choć czasem marginalnie poruszane tematy dotyczyły szczególnej roli romski kobiet (Romnia) lub sposobu wykorzystania i roli funduszy społecznych we wspieraniu Romów.

Szczególna rola przypadła dokumentom z 2017 roku, ponieważ przeprowadzono wówczas ocenę śródokresową, a dodatkowo zrealizowano także ogólnoeuropejskie konsultacje społeczne na temat romskiej strategii.

Analizując powyższe dokumenty unijne, a w szczególności coroczne sprawozdania z wdrażania romskiej strategii odnosi się wrażenie, że rok 2017 (i po części 2018) był także przełomowy w tym, że na podstawie uzyskanych wtedy wyników badań i informacji, zaczęto planować strategię po 2020+. Trochę chyba za wcześniej, ale skoro kolejne sprawozdania i jakiekolwiek dokumenty unijne odnoszące się do tego, co będzie ze strategią, były coraz później publikowane i nie wnosiły nic nowego, powołując się jedynie na dokumenty, zalecenie, koncepcje i pomysły właśnie z tego roku, to chyba doszło do jakiegoś zawieszenia strategicznego perspektywicznego myślenia a rok 2017 (i 2018) stały się kotwicą i punktem odniesienia.

Nie znaczy to, że nie pojawiły się nowe, dobre (nie zawsze) opracowania dotyczące tego, jak powinna wyglądać przyszła strategia, do czego powinna się odnosić i na co kłaść szczególny nacisk.


Należy tu bardzo docenić zbiór raportów i opinii zgromadzonych na stronie Komisji Europejskiej w dziale Roma and the EU/Preparing a post-2020 initiative on Roma equality and inclusion, jednak nie wnoszą one aż tak rewolucyjnych pomysłów, wobec tego co zostało wypracowane w wyniku oceny śródokresowej, i choć uwzględniają kluczowe zakresu problemowe, o wiele ważniejsze niż ich treść będzie to w jaki sposób zostaną ukształtowane programowe dokumenty dotyczące romskiej strategii 2020+.

Zasadniczo aktualna wciąż strategia w jakimś stopniu poprawiła/zmieniła sytuację Romów w Europie. Dostępne w jej ramach środki finansowe, pozwoliły zainwestować w romski kapitał kulturowy, społeczny i po prostu ludzki, co poza jednak nielicznymi twardymi inwestycjami, zmieniło z pewnością najbardziej sytuację edukacyjną wielu europejskich Romów. Zgodnie z róznorodnymi danymi FRA, w zależności od państwa, choć ogólny trend jest wyraźnie widoczny, nie udało się wprowadzić znaczących i trwałych zmian w obszarze mieszkalnictwa, opieki zdrowotnej i zatrudnienia. Pierwszy z tych trzech obszarów jest kosztowny i należy go realizować bardzo ostrożnie, aby nie zwiększyć niechęci do Romów w społeczeństwie większościowym, poziom opieki zdrowotnej jest uzależniony nie tylko od zaplecza technicznego, ale i od podejścia służby zdrowia do pacjentów. W przypadku zatrudnienia natomiast krzyżuje się bardzo wiele czynników, spośród których część nie ma szansy podlegać romskiej strategii, a pozostałe są trudne do przezwyciężenia.

Powyższe kwestie wiążą się z tym, co stanowiło główne problemy strategii. A były nimi jej realizacja na poziomie krajowym, lokalnym i jednostkowym. To na tym ostatnim najbardziej przejawia się jeden z największych problemów, który potrafi zrujnować jakikolwiek postęp i najbardziej efektywne plany. Jest nim bowiem stosunek społeczeństwa większościowego do Romów, stereotypy i po prostu antycyganizm.

Społeczeństwo większościowe nie chce się zmieniać. I nie chodzi tu o dopasowanie się do kultury mniejszości. Nie chce nawet zmieniać swojego do niej stosunku. Bo nie. Bo po co. Bo oni muszą zasłużyć. Bo jesteśmy większością. Dlatego antycyganizm w Europie ma się bardzo dobrze. Dobrze, że jest jednym z tych zagadnień, na które zwraca się znaczącą uwagę zarówno w dokumentach poprzedzających kształtowanie romskiej strategii 2020+, jak i w ogólnym podejściu do strategii romskiej od śródokresowej oceny. Czy jednak najlepsze zapisy strategiczne zdołają przebić się od teorii do praktyki i zmienią cokolwiek? Oby, choć wątpliwości co do tego są ogromne. W końcu od początku jej funkcjonowania problem dyskryminacji Romów był wyraźnie wskazany w obowiązującej do końca tego roku strategii. I co? I nic. Jest coraz gorzej.

Dotychczasowe działania w tym zakresie w różnych państwach członkowskich były zasadniczo nieefektywne i tak naprawdę nikt nie wymyślił skutecznej metody na walkę lub choćby osłabienie antycyganizmu. Żadna metoda nie zadziałała. Państwa członkowskie bardzo często nie widzą problemu w tym zakresie lub go po prostu lekceważą. Bez konkretnych wskazówek, rygorystycznych kryteriów, wyraźnych nakazów, w wielu państwach nic się nie zmieni. A takich rzeczy w nowej strategii nie będzie. Bo nie taka jest jej rola.

 

Czy zatem nowa strategia jest potrzebna? Niewątpliwie jest. Wskazuje na aktualność problemu, wytycza ogólny kierunek, oferuje możliwości finansowe i można dla niej znaleźć wiele innych proromskich uzasadnień.

Ale to, jak zostanie w praktyce i lokalnie i jednostkowo zrealizowana (i nie chodzi tu o jak najbardziej chwalebne/pozytywne zapisy w raportach i sprawozdaniach), to już zupełnie inna sprawa.

Oby znowu nie okazało się, że do znudzenia będzie powtarzane to, co było przy okazji romskiej strategii do 2020 roku: wiele zostało zrobione, ale sytuacja społeczności romskiej się nie zmieniła.

 

 

 

wtorek, 8 września 2020

Lumijakere Rroma


Czasem trafi się na źródło – w tym przypadku internetowe – które (o ile ktoś zechce je poznawać dobrze i do końca, korzystając ze wszystkiego, co oferuje), potrafi wchłonąć odbiorcę na bardzo długi czas. Wynika to zarówno z oryginalnych treści jakie są zamieszczane na tej konkretnej stronie internetowej, jak i z wtopionych w jej strukturę, wyglądających jak wyłącznie wewnątrzwitrynowe zakładki, linków i odesłań do innych źródeł. Jednak wszystkie, pomimo  innych adresów internetowych, wyglądają jakby rzeczywiście jedynie zakładkami były i całość jest spójna graficznie, strukturalnie i tematycznie.

Lumijakere Rroma to rozbudowana strona z licznymi, choć specyficznymi zakładkami i mnogością linków I odniesień. Jednak jej struktura nie jest typowa dla zwykłej strony internetowej i ma charakter charakterystyczny dla blogów. Na stronie głównej wyświetlają się dwa mocno linkujące, najnowsze posty, a poniżej można się przeklikać dalaj, poprzez tradycyjnie blogowy „older posts”.

 

Przed zagłębieniem się w treści tej witryny, dobrze by było sprawdzić, kto ją prowadzi, bo niewątpliwie jest to jeden z elementów weryfikacji wiarygodności, a poza tym dobrze jest wiedzieć, czy w treściach będzie reprezentowany na przykład amerykański punkt widzenia (bardzo odmienny od europejskiego). Na stronie niestety nie ma żadnego typowego dla różnorodnych organizacji działu „O nas”, który zazwyczaj pozwala się pochwalić kim to my jesteśmy i co to już zrobiliśmy. Są same konkretne treści, jednak nic o twórcach/autorach. W zakładce kontaktu, poza odniesieniami do mediów społecznościowych i adresem mailowym, znajduje się jedynie hasło „We do have one country and it’s the whole world”. Brzmi dobrze i potwierdza to, co Romowie już nie raz mówili – że nie chcą własnego państwa i są obywatelami świata – ale jednak wciąż brak jakichkolwiek informacji nie tylko o autorach, ale o tym jaki jest cel witryny. Można jednak jeszcze sprawdzić profil na facebooku.

Jednak i tu – brak informacji. Jedynie w dziale „Informacje” znalazło się krótkie wyjaśnieni, które musi wystarczyć. Nieco je parafrazując, można powiedzieć, że World Rroma został stworzony dla całego romskiego dziedzictwa i wszystkich Romów z całego świata. Do dzielenia się opowieściami, informacjami, kulturą, historią i językiem. Powodem jest to, że większość Romów wzajemnie nie zna się dobrze.

To chyba – w połączeniu z mottem o całym świecie jako domenie Romów – dobre i pełne wyjaśnienie. Brak opowieści „O nas”, widoczny na stronie, brak identyfikacji z jakimkolwiek państwem, przytaczanie informacji z całego świata, bez względu na kontynent, czy region, wpisują się w tę krótką, ale esencjonalną deklarację. W takim pozornym drobiazgu, będącym jednocześnie określeniem paradygmatu witryny, przejawia się w pełni romski punkt widzenia. Sprytne. I interesujące.

 

Skoro nie jest znane źródło autorstwa, to w takim razie co z treściami?

I tu – przy okazji sprawdzania poszczególnych zakładek, okazuje się być bardzo interesująco. Główne obejmują: Romska historia; Zestawienie informacji o romskiej historii; Romski Holokaust; Nauka Rromani; Romska galeria; doc, filmy; filmy; Raporty; Kontakt. Zestaw wydaje się być dość nieuporządkowany, jednak obejmuje wiele ważnych tematów związanych z romską współczesną tożsamością.  Jest historia – jako coś bezwzględnie oczywistego. Brak wiedzy o pochodzeniu Romów i nich samych bywa w pewnym stopniu przyczyną negatywnego stosunku do nich i posługiwania się i multiplikowania utrwalonych w większościowej świadomości stereotypów. To, ze obecnie wszystko jest w internecie, nie znaczy, że ludzie korzystają z takich informacji. Nawet w Polsce (a my jesteśmy taaaaacy mądrzy i wszystkowiedzący i nawszystkimsięznający), zdarza się że ktoś stwierdza, że Romowie pochodzą z Rumunii. Tak dla zbędnego przypomnienia – ich przodkowie przywędrowali z północno-zachodnich Indii. Romska historia przydaje się także do tego, aby zobaczyć w jaki sposób rozchodzili się po Europie, a to z kolei – pozwala zrozumieć jak różnorodne grupy są w każdym państwie. Różnorodne i historycznie i obyczajowo, językowo, kulturowo. Polska jest jednym z wyraźnych tego przykładów i choć tradycyjnie wyróżniamy 4 główne grupy, to można ich wyróżnić 7+1. Ta dodatkowa grupa to najnowsze (około 30-letnia) migracja przede wszystkim z Rumunii. Akurat ta wiedza powinna być przydatna projektantom i realizatorom (centralnym i lokalnym) polityk, strategii i programów oraz projektów romskich. Różnorodność kulturowa jest wrażliwa i ma znaczenie. Jest także historia prawie najnowsza i romski Holokaust. W tym przypadku nie ma większego znaczenia, czy będzie nazywany Samudaripen (za: Marcel Courthiade), czy Porrajmos (za: Ian Hancock), choć różnica w nazwach ma znaczenie (tak naprawdę ogromne). Ważne jest, że zapomniana i na szczęście już przypomniana tragedia romskiego narodu jest tu podkreślona. Jest to także o tyle ważne, że koncentracja na tragicznych losach Romów podczas II wojny światowej i pamięć o nich jest jednym z ważnych składników modernistycznej, dopasowanej do świata większościowego, tożsamości romskiej. Kolejna zakładka to nauka języka romskiego. I to jest temat i trudny i jednocześnie bardzo i ciągle na czasie. W tym zakresie bowiem doszło u Romów (niekoniecznie u wszystkich, ale w oficjalnym i powszechnym dyskursie kontaktów z nie-Romami do znacznych zmian). Otóż język romski (w swych co najmniej za Angusem Fraserem 150 europejskich odmianach) był jednym z elementów twardej Romskości, niedostępnej dla nie-Romów. W jakimś stopniu dalej takim pozostaje, jednak w ramach otwierania się na społeczeństwo większościowe pojawiło się w Europie wiele kursów i możliwości nauki, którejś z odmian tego języka. To taki gest dobrej woli i o tym, jakiego poświęcenia ze strony Romów wymagał niech świadczy to, że Romowie dochowujący swej Romskości (Rromanipen) w domu będą ze sobą rozmawiali właśnie po romsku. Ponadto przez wieki język romski był wyłącznie romski. Należał do Romów i do nikogo innego, jako stały składnik ich kultury. Był przy tym tajny i niezrozumiały dla kogokolwiek spoza kręgu Romów. W jakimś stopniu to pozostało. Bardzo trudno jest dalej służbom państwowym (Policja, Prokuratura) znaleźć w Polsce tłumacza jeżyka polskiego. Jeśli jest taka potrzeba, to najczęściej muszą korzystać z usług osób zagranicznych. Tak czy inaczej możliwości nauki języka romskiego już istnieją. Kolejne działy z filmami i innymi materiałami są składnikiem celu istnienia i działania World Rroma – aby Romowie z całego świata mieli okazję się poznać. A przy okazji, aby poznali to także nie-Romowie. Może w końcu coś zrozumieją/zrozumiemy i choć trochę zwiększy się ogólna społeczna, światowa akceptacja dla Romów i ich kultury.

Każda z tych pozornych zakładek to tak naprawdę inna, odrębna strona internetowe i choć jest to powtórzenie, bo już było napisane, to wart i trzeba to podkreślić, bo każda z tych pod-stron zawiera kolejny zestaw (już wewnętrznych) zakładek. Ilości informacji jest ogromna.

Co prawda pozostaje wciąż dominujące poczucie nieuporządkowania, wynikające z ogromu dostępnych tu informacji. Jednak odszukanie porządku wyższego rzędu w tym pozornym i jednak realnym chaosie, wymaga trochę czasu. Jakby samych zakładek było mało, dwie oczne kolumny strony głównej Lumijakere Rroma, to także zbiory uporządkowanych informacji, linków, odniesień, odesłań do plików. Są tu odwołania do najbardziej popularnych postów, wybrane ważne linki, odesłanie do zakładki/strony/bloga (niewyszczególnionej na górze strony) o najbardziej znanych Romach w świecie, a także skróty do muzyki romskiej w Europie, materiałów edukacyjnych i np. newsów dotyczących Romów.

 

Patrząc jak najbardziej ogólnie i na pierwszy rzut oka strona ta przywołuje informacje związane z Romami z takich państw jak: Albania, Francja, Niemcy, Serbia, Szwecja, Węgry, Rumunia, Brazylia, USA, Słowacja, Macedonia, Francja, Wielka Brytania, Włochy.  I tak naprawdę jeśli zagłębiać się w treści przekazywane przez nią, to znajdzie się także informacje o Polsce. Nie ma też co liczyć na to, że wszystko będzie po angielsku. Wiele informacji jest zapisanych w Rromani. Albo w którymś z innych języków, którymś gdzieś w świecie Romowie władają.

 

Niewątpliwie dla każdego zainteresowanego Romami i ich kulturą, historią i społeczną (i nie tylko) codziennością, ta strona (i powiązane z nią podstrony) powinny być dobrym źródłem informacji, bo tak naprawdę to, co zostało tu opisane, to tylko drobny kawałek tego, co jest dostępne dzięki World Rroma. I nie tylko dla Romów.

Zatem miłej podróży. Będzie długa. I oby była owocna.

 

 

 

piątek, 28 sierpnia 2020

Koniec sosu!


News zdawałoby się niewielki, ale jednak informacja na tyle ważna i na tyle jednocześnie wynikająca z rzeczywistości i na nią wpływająca, że bez komentarza nie można jej zamieścić. Co prawda ten zakres tematyczny był już poruszany i to nie raz, odnosząc się między innymi i do kulinariów  i do prawidłowości nazywania.

Konkretnie chodzi o decyzję z połowy sierpnia tego roku firmy Unilever (marki Knorr), zmieniającej nazwę „Sos cygański” na „Sos paprykowy po węgiersku”.

Dodatkowego smaku (nomen – omen) całej sytuacji dodaje w polskim dyskursie medialnym reakcja tych, którzy zapewne (bezwzględnie słusznie!) oburzali się na „polskie obozy zagłady” i ci, którzy raczej by nie chcieli, aby w jakiejś restauracji gdzieś na świecie pojawiał się np. „sos Polaczka”. Jak zawsze w naszej polskiej rzeczywistości wszyscy są specjalistami od wszystkiego i nagle potrafią zagłębiać się w meandry pragmatyki językowej, psycholingwistyki i różnorodnych aspektów dyskryminacji. Natomiast ich empatia i zrozumienie innych ludzi sięga… szczytu Giewontu (jednak tylko do wysokości na której można powiesić na stojącym na nim symbolu religijnym banner wyborczy).

Bo przecież to tylko nazwa, to tylko słowa, to przecież chora poprawność polityczna i nie ma to wpływu na naszą rzeczywistość, w której Romowie są przecież równoprawnymi członkami każdej z europejskich społeczności. Nie są.

A może taki mały test? Jaka by była sprzedaż najpopularniejszych w Polsce marek samochodów (i kto by chciał nimi jeździć), gdyby ich modele nazywały się inaczej? Na przykład: Skoda Kaligula, Toyota Karaluch, Dacia Błoto, Opel Brzydula, Volkswagen Biedny, Fiat Popsuty. A gdyby w hotelu recepcjonista mówiłby o pokoju z 2 wyrami, a w restauracji kelner pytałby co chcemy zeżreć? Dlaczego czujemy się obrażeni lub poruszeni gdy ktoś nazywa nas kretynem, idiotą, nieudacznikiem? Lista jest długa.

Czy przykładowo kampania „Słowa ranią na całe życie” była z założenia bezsensowna i oparta nie na głębokich analizach psychologicznych i lingwistycznych oraz na problemach pochodzących z codziennej rzeczywistości, tylko na jakimś widzimisię?

To może coś z demotywatorów? Bo tam przecież jest tyle mądrości. Różnej.

  

Jeśli bez problemu przyjmujemy, że istnieją osoby z niepełnosprawnością (nie osoby niepełnosprawne, nie inwalidzi, nie kalecy), to czy tak trudno jest zaakceptować to, że określenie Cyganie powinno być używane jedynie w uzasadnionym dyskursie naukowym (przede wszystkim historycznym), a prawidłową nazwą, nienacechowaną negatywnie jest nazwa Romowie. Tak trudno to zrozumieć, albo po prostu zaakceptować?

Słowa to siła. Bez nich nie istniałaby propaganda. Nie działały by debaty. Obietnice przedwyborcze nie miałyby swojej mocy.


Powracając jednak do sedna sprawy, czyli decyzji marki Knorr. Po 7 latach od odmowy zmiany nazwy (chciało tego romskie stowarzyszenie z Hanoveru) ostatecznie firma uznała, że nazwa „Sos cygański” niesie negatywne (rasistowskie) skojarzenia i może być obraźliwa dla niektórych osób należących do szeroko rozumianej grupy Romów. Co szczególnie interesujące, na tę decyzję zareagowała pozytywnie jedna z organizacji niemieckich zrzeszająca hotelarzy i restauratorów, oczekując podobnych zmian w restauracyjnych menu. Zmiana wprowadzona przez firmę Unilever wywołała reakcję właścicieli niemieckich marek Kühne, Rewe, Penny, Werder i Homann, którzy także zapowiedzieli zmianę nazwy „Sosu cygańskiego”. Sama nazwa funkcjonowała od 1903 roku, kiedy to w „Guide culinaire” jedne z francuskich mistrzów kuchni – Auguste Escoffiersa – tak nazwał jeden z ostrych sosów.

Romani Rose, przewodniczący Centralnej Rady Niemieckich Sinti i Romów zareagował na tę informację bardzo pozytywnie, doceniając fakt, że sektor biznesu zareagował w końcu na powtarzające się prośby i zgłoszenia ze strony zainteresowanych. Tym bardziej, że według danych Centralnej Rady wzrasta w Europie dyskryminacja Romów. Stwierdził także, że o wiele większym problemem, niż sama nazwa handlowa produktu (podobnie jak choćby sznycel cygański) jest kwestia kontekstu w jakim używa się nazwy Cyganie w codziennym dyskursie. Jako szczególny przykład podał używanie nazwy Cyganie albo Żydzi podczas meczy piłkarskich jako jawne obelgi. Inny przedstawiciel Centralnej Rady twierdzi, że nie chodzi tu o samo słowo, ale o „krytyczne i refleksyjne używanie języka”.

Oczywiście nie wszyscy w Niemczech są zachwyceni decyzją marki Knorr (która przede wszystkim dba o swój wizerunek) i cała sprawa odbiła się szerokim echem w niemieckojęzycznym internecie.

Przykładem może być choćby jedna z wypowiedzi: „Knorr reaguje na skargi wielu ludzi. A co mówi Knorr jeszcze większej liczbie osób, które sprzeciwiają się zmianie nazwy? Żenujące poddanie się mniejszości”. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że nazwa bezpośrednio dotyczy właśnie tych, którzy protestują. Poza tym inna nazwa niż cygański nikogo nie obraża, a dotychczasowa mogła to robić. A od nazwy Zigeuner pochodziła litera „Z”, która na ubraniach mieli naszytą Romowie w niemieckich obozach koncentracyjnych podczas II wojny światowej.

 

Jak już zostało wspomniane na początku zmiana nazwy sosu wywołała także reakcję w Polsce. Często byłą ona spokojna i zrównoważona, a sami Romowie (Roman Kwiatkowski) nie mają problemu z nazwą „Sos cygański”. Jednak cała sytuacja stawała się podstawą do często dość absurdalnych i dziennikarskich i czytelniczych wypowiedzi.

Pierwszy przykład to tytuł „Sos cygański” okazał się…rasistowski, już go nie będzie”. To doprawdy świetne dziennikarstwo, kiedy nazwy nie odróżnia się od przedmiotu i w samym tytule komunikuje się nieprawdę. Bo to nie sos okazał się rasistowski, ale jego nazwa, a co więcej będzie dalej, ale pod zmienioną nazwą.

Kolejny to: „Walka z rasizmem przybiera coraz dziwniejsze formy”. No cóż. Niektórych może to dziwić. Na szczęście jest w świecie bardzo wiele osób, dla których czyś dziwnym i niepojętym jest jakakolwiek forma rasizmu.

Przepysznym tytułem jest „Koniec „sosu cygańskiego” u Knorra! Od polit-poprawności niektórzy szybko idiocieją”. Dobrze pokazuje on siłę słowa. Bo jest tu i typowo nowomowny po stalinowsku skrót (polit-poprawność) i jest mówienie o kimś (dobrze znający się na swojej pracy i świetnie zarabiający menadżerowie Unilever?) że jest idiotą. Co więcej w tekście artykuliku piszący konsekwentnie (albo manipulując, albo z powodu swojej niewiedzy) nie odróżnia nazwy Romowie od Cyganie.

W komentarzach czytelników bywa różnie. Często są prześmiewcze, czasem pokazują całkowite zrozumienie, jednak bywają też okazją do utrwalania stereotypowego zwyczaju słownego nękania Romów. Większość z nich pokazuje jednak, że edukacja na temat Romów i problemów dyskryminacji w ogóle jest po prostu potrzebna.

lucjank510722   22 sierpnia 2013,  21:20
Cyganie, za wszelką cenę sami chcą być obrazą dla współczesności.

xX0x0Xx • 9 days ago
Chyba nie ma narodu na świecie, który by miał dobre zdanie o romach, po co zmieniać nazwę.

Jjk 1 tyg. temu
Protestują bo skład faktyczny jest taki jak na opakowaniu. Byłoby ok gdyby zamiast soli i cukru i przypraw był piach i włosy kota.

W dyskusję zaangażowali się nawet polscy publicyści, co mniejsi politycy i przedstawiciele polskich partii politycznych. Jednak poziom tej wieloplatformowej wymiany zdań i – biorąc pod uwagę oczekiwania (???) społeczeństwa wobec nich – jest tak niski, że nie ma sensu jej tu przywoływać. Chyba już lepiej wejść na wykop.pl, który jak zwykle nie zawodzi i w temacie zmiany nazwy sosu Knorra jest szczerze brutalno-prześmiewczy. Ale on właśnie taki ma być i w większości tematów mało kto mówi/pisze/obrazkuje tam na poważanie.

A wszystko wzięło się stąd że jedna z firm, dobrowolnie, dbając o klientów i o swój zysk, ryzykując (jak zawsze przy zmianie nazwy), zmienia nazwę jednego z produktów. Co więcej stara nazwa wiązała się z określeniem, które dla 10 mln Europejczyków mogła być obraźliwa, wiązała się ze stereotypami i utrwalała istniejącą nierówność społeczną. Czy naprawdę tak trudno to po prostu przyjąć? Przecież smak zostanie taki sam. A może komuś przez to będzie w życiu łatwiej. Bo nazywanie ma znaczenie.

 

 

 

wtorek, 18 sierpnia 2020

Tajemnicza Azja Centralna


Potomkowie Cyganów/Romów – chwilowo kwestię nazwy można pozostawić na marginesie, choć w tym przypadku jest szczególnie intersującym czynnikiem i będzie się dalej intensywnie przewijać – podczas ich wędrówki z północy Indii do Europy (bo ją właśnie należy uznać za główny choć niezamierzony intencjonalnie cel ich wędrówki) rozeszli się po całym obszarze po bokach linii prostej łączącej miejsce ich wyruszenia z subkontynentem europejskim. Trafili zatem do Afryki Północnej, i do Azji Centralnej, a także pozostawali po drodze. W każdym z tych miejsc przyjmowali lub były im nadawane różne nazwy i pomimo supremacji cywilizacji zachodniej białego człowieka w świecie, w wielu miejscach nazwa Romowie zupełnie nie jest – także przez samych potomków ludów cygańskich – uznawana, ani z nimi identyfikowana. Są zatem Domi, Luri, Lom, Dom, Luli, Bosza, Qarabtu, Hanager, Halebii i wiele innych grup i nazw pokrywających się w przypadku większości z nich.

Wśród tych ludów i grup pojawiają się dwa bardzo interesujące wątki związane z Azją Centralną, choć należy ją w tym przypadku rozumieć szeroko, uwzględniając jej rozciągłość od terenów na wschód od Morza Kaspijskiego, aż po daleką Syberię, czyli sięgając w rzeczywistości Azji Północno-Wschodniej. Dla nas – mieszkańców środkowej Europy – poczucie jej granic na wschodzie jest dość mgliste, podobnie jak terenów na wschód od Uralu. Przykładem tego jest to, że najczęściej o tym, co jest pomiędzy Bugiem a Uralem, potrafimy powiedzieć bardzo niewiele, poza tym, że jest tam Mińsk i Moskwa, choć obszar ten jest większy niż cała Europa Zachodnia.

Pierwszy interesujący wątek obejmuje właśnie Syberię. Te kwestię opisuje profesor Lech Mróz i dotyczy ona tego skąd na Syberii wzięli się Romowie?

Nie chodzi przy tym koniecznie o Romów współczesnych zamieszkujących te tereny, choć mogą być (i są) ich ich potomkami. Otóż wydawałoby się, że – zgodnie ze wspomnianym kluczem wędrówki Cyganów w kierunku Europy i pobocznego rozsiewania części wędrującej grupy po szerokiej okolicy – powinni dotrzeć tam oderwawszy się od reszty i wędrując na północ pomiędzy masywem Pamiru i Tien Shan a Morzem Kaspijskim. Jednak jak się okazało na podstawie źródeł, do których dotarł profesor Mróz – już na początku XVIII wieku opisywano w Tobolsku Cyganów wędrujących… z Polski do Chin. Pozostawiając (niestety) na odległym marginesie rozważania dotyczące Cyganów w Chinach i tego czy i jak przetrwali Wielką Proletariacką Rewolucję Kulturalną Mao Zedonga, jest to i tak zaskakujący wątek. Profesor Mróz powołuje się na liczną (wręcz masową) wędrówkę post-średniowiecznych Romów z państw zachodnich w XVI wieku ku wschodowi, wynikającą z coraz gorszego ich traktowania i wzmacniania prześladowań w większości państw Europy. To z tej grupy wyłoniła się obecnie najliczniejsza w Polsce – Polska Roma – a ci którzy poszli dalej, na tereny obecnej Ukrainy i Rosji, stali się jej bliską wschodnią odrębną  grupą – Xaladytka Roma (Ruska Roma). Któż jednak mógł się spodziewać (z perspektywy europejskiej), że ówcześni Cyganie, nie zatrzymali się przed Uralem, ale ruszyli dalej. Widocznie Chiny w jakiś sposób dotarły do ich zbiorowej świadomości i w XVII i XVIII wieku, stały się ich celem. Ostatecznie w XX wieku na terenie Syberii zamieszkiwali potomkowie Cyganów, którzy z własnej woli wędrowali ku Chinom i jakoś się zatrzymali na jakiś czas, a także potomkowie zesłańców cygańskich, zarówno wysłani tam jeszcze za Caratu, jak i zapewne przez władzę radziecką. Świadczy o tym różnorodność romskich grup identyfikowanych przez samych Cyganów jako swoich przodków i to przodków przybyłych z kierunku zachodniego. Według Mroza na podstawie innych źródeł byli to: Lowarzy, Kelderasze, Moldowaja, Grekuria, Sinti, Krymscy Cyganie i Sibirska Roma. Szczególnie ta ostatnia nazwa jest interesująca, bo pozwala myśleć o jej członkach, jako tych, którzy właśnie zatrzymali się wędrując w stronę Chin, a jakoś Syberia urzekła ich na tyle (lub zostali tam zatrzymani i powstrzymani w swej wędrówce), że aż przyjęli lokalną nazwę identyfikującą ich z tym miejscem.

Drugi interesujący wątek dotyczy zupełnie innej grupy potomków wędrowców z Indii (choć to nie jest aż tak jasne i oczywiste), przybyłych na obszar Azji Centralnej (i Rosji) z innego kierunku, posługującej się inną nazwą i zupełnie inaczej osadzającej się w rzeczywistości tak azjatyckiej, jak i radzieckiej i rosyjskiej. Tym razem źródłem opisu tej grupy jest dwójka nie mniej wybitnych romologów jak profesor Mróz: Elena Marushiakova i Veselin Popov.

Oczywiście warto dotrzeć do o wiele szerszego opracowania na ten temat, przygotowanego przez tę samą dwójkę naukowców, jednak nie zawsze łatwo jest zdobyć każdą książkę.

Powyższe publikacje – podobnie jak w przypadku tekstu profesora Mroza – nie dotyczą jedynie przywołanych tu zagadnień, jednak ten jeden aspekt i jedna grupa są szczególnie interesujące. Chodzi tu bowiem o potomków (prawdopodobnie) cygańskich wędrowców z Indii, którzy osiedlili się po drodze na terenach pomiędzy Uralem a Himalajami.

Przede wszystkim to w ich przypadku pojawia się problem z nazwą. Bez względu na życzeniowość ponadnarodowych organizacji (romskich i nie), nazwa Romowie nie dotyczy ich, ponieważ ani nie jest lokalnie używana, ani akceptowana. Jedynie z zachodniego punktu widzenia można tak o nich mówić, jako o centralnoazjatyckich Romach. Natomiast na miejscu zbiorowo są oni określani jako Lyuli (przy różnych formach zapisu tego terminu). Nie zawsze jednak każda z tych grup ma rzeczywiste genetyczne i językowe korzenie wspólne z europejskimi Romami, zatem nawet zbiorowa nazwa Cyganie, nie jest w ich ogólnym przypadku sensowna. Autorzy – nie rozstrzygając ostatecznie i z całkowitą pewnością, które z tych grup są potomkami wędrowców z Indii (tu jak zawsze, choć w różnym stopniu, mogłyby pomóc badania genetyczne) – wyróżniają aż trzy grupy specyficznych (okołocygańskich) mieszkańców tego obszaru, z których pierwszą nazywają „Central Asian ‘Gypsies’”, wyróżniając wśród nich: Lyuli, Jughi, Multoni, Ghurbat, Ghorbat. Aby nie komplikować, nie ma sensu wspominać o pozostałych, którzy z pewnością nie mają nic (poza czasem trybem życia i sytuacją ekonomiczną w jakiej funkcjonują) z europejskimi Romami.

Bardzo interesująca jest nazwa jaką Lyuli nadają sami sobie. Używają bowiem pochodzącego z języka arabskiego terminu Mugat, który oznacza czcicieli ognia, a który arabscy najeźdźcy w VII i VIII wieku nadawali zaratusztrianom podczas podboju Persji. To bardzo interesujący wątek, tym bardziej, że Lyuli od wieków są muzułmanami. Od dawna zamieszkują przede wszystkim (choć nie wyłącznie) Tadżykistan i Uzbekistan, a ich rodzimym jeżykiem jest tadżycki, ale porozumiewają się także w innych lokalnych językach oraz rosyjskim. Ponadto najchętniej deklarują się jako Tadżykowie, choć czasem łącznie dodają do tego wspomnianą formę Mugat. W większości natomiast niechętnie mówią o sobie jako o Cyganach, która to nazwa funkcjonowała porządkująco i instytucjonalnie podczas panowania ZSRR na tych terenach. W tym czasie w stosunku do nich prowadzono swoistą politykę włączeniową, jednak u końca XX wieku ich sytuacja ekonomiczna była bardzo zła, pozostawali wykluczeni z lokalnej społeczności, a ich poziom wykształcenia był bardzo niski. Po upadku ZSRR w 1991 roku uchylony (zmieniony) został przepis kryminalizujący żebractwo (społeczne pasożytnictwo), co wpłynęło na zmianę sytuacji Lyuli. Przede wszystkim zaczęli masowo migrować do dużych rosyjskich miast na zachodzie Federacji Rosyjskiej, przez co zaczęli się często pojawiać choćby w Moskwie i Petersburgu, ale także i Archangielsku, Murmańsku i Władywostoku oraz w Kijowie na Ukrainie.

Pomimo zdarzających się  deportacji, udało im się wtopić w krajobraz społeczny Rosji, a z czasem nawet pewna ich część rozpoczęła regularną pracę i włączyła się w oficjalny system ekonomiczny. Pomimo tego w większości żyją w opuszczonych domach albo koczowiskach, znanych także z europejskich (w tym polskich)  miast. W dalszym ciągu są słabo wykształceni, a ich dostęp do usług medycznych jest wręcz znikomy. Ponadto nie identyfikują się z nimi (z wzajemnością) starzy rosyjscy Romowie, pozostają więc na marginesie zarówno głównego nurtu, jak i innych wykluczonych.

Zadziwiająco ich obecna sytuacja i historii najnowsza przypomina sytuację rumuńskich Romów w Polsce i Europie Zachodniej. Podobniej jak oni zaczęli przybywać do dużych miast na początku lat 90. XX wieku, zajmowali się od początku żebractwem, niezintegrowali się z potencjalnie pokrewnymi im lokalnymi grupami cygańskimi i mówiąc o sobie wskazywali nie swoją cygańskość, ale kraj pochodzenia i taką autoidentyfikację. To przez to w Polsce na długi czas określenie Rumun stało się synonimem żebraka, a nasz wizerunek całej Rumunii nie odpowiada rzeczywistości, ale kojarzy się raczej z powszechną biedą, ubóstwem, złymi warunkami życia i brakiem cywilizacji.

 

Azja Centralna, Azja Północno-Wschodnia. Tereny ogromne, różnorodne, kiedyś nazywane kolebką dusz i narodów, bo stamtąd przychodziły do Europy kolejne ludy. Dla nas tereny odległe i mało znane (nawet jeśli poleci się samolotem na wycieczkę do Duszanbe). Jednak nie różnią się one społecznie aż tak bardzo od Europy, choć oczywiście Europa jest bogatsza, a różnice kulturowe są ogromne. Natomiast ścieżki potomków pra-Cyganów, którzy wywędrowali z Indii, nie są ani proste, ani oczywiste. Gdyby nanieść na mapę Azji i Europy kierunki i linie wędrówek każdego z cygańskich ludów, powstałaby prawdziwa plątanina węzłów, kierunków i ścieżek, a ponowne spotkanie tych grup po tysiącach lat, wcale nie skutkuje wzajemnym rozpoznaniem i solidarnością.

 

 

 

sobota, 8 sierpnia 2020

Translation Romani


Internet najczęściej przekonuje nas po raz kolejny i wciąż do tego, że jest w nim niewiele wartościowych rzeczy. No chyba, że wartościowe mają być kolejne zdjęcia słodkich kotków, albo nagrania z czelendży, w jakie najwspanialsi ze wszystkich rodziców wikłają swoje i nic nie rozumiejące z całej sytuacji dzieci (te najmłodsze). Takie mówienie o internecie to oczywiście nadużycie i w jakimś stopniu niewielka prowokacja, bo jest on użyteczny, a choćby jego naukowa część, choć odwiedzana o wiele rzadziej, niż ta która przekonuje, że naukowcy ukrywają te fakty, ma się bardzo dobrze. Nie ma jednak wątpliwości, że internet jest także śmietnikiem naszych pragnień, lęków, nudy i byle czego.

Tym większa radość, kiedy czasem można trafić na prawdziwe perełki – no może to jednak trochę przesada – ale na strony, które po prostu mają sens. Niestety bywają one często porzucane (prowadzenie sensownej strony jest wymagające), jednak dobrze jeśli nawet nieaktualizowane nie znikają, przydając się czasem i stanowiąc dobre źródło informacji. Tak było ze stroną „Cygańska wyspa”, której obecnie już nie ma, ale jeszcze kilka lat temu – pomimo zakończenia projektu w ramach którego powstała – sprawnie działała i można było korzystać z jej zasobów.

Przykładem takiej witryny jest zdumiewająca w swoim pomyśle, ale ewidentnie powstała z pasji i zaangażowania, strona łącząca problematykę romską i tłumaczenia.

Doprawdy pomysł zaskakujący, jednak wykonany i prowadzony bardzo sensownie. No właśnie – prowadzony. I chodzi tu o czas przeszły. Wszystko wskazuje na to, że ostatnie aktualizacje były robione w 2013 roku. Być może jest to ocena niesłuszna, ale… Tak czy inaczej, warto na stronę wejść i szybko ją eksplorować, jak długo jeszcze istnieje.

Jak przystało na stronę, która w połowie koncentruje się na tłumaczeniach (dosłownie widoczne jest to choćby na stronie głównej, gdzie jedna z dwóch kolumn jest poświęcona Romom, a druga – tłumaczeniom), przygotowana została aż w dziewięciu językach: angielskim, portugalskim, francuskim, hiszpańskim, niemieckim, węgierskim, włoski, tureckim, czeskim i romskim (w którymś z licznych jego odmian). Autorką strony jest Dr. DebbieFolaron z montrealskiego Uniwersytetu Concordia, zajmująca się w pracy naukowej wieloma interesującymi zagadnieniami tłumaczeniowymi, ich odniesieniami do kultury i także, choć nieco na marginesie, powiązaniem tłumaczeń z tematyką romską.

Na stronie można znaleźć krótkie, ale opatrzone spisem źródeł bibliograficznych opracowania na temat Romów i ich kultury, a także zagadnień związanych z językiem Rromani. Podobny zasób tekstów jest przeznaczony także na problematykę tłumaczeniową. Ta oczywiście nie jest tak interesująca i trudno nietłumaczeniowcowi ją oceniać, ale jeśli jest na podobnym poziomie sensowności jak to, co jest opracowane na temat Romów – dobrze, że jest.

W dziale Community jest kilka podkatalogów. W Essays gromadzone były omówienia i odniesienia do artykułów na temat Romów, Resources to podzielony na kilka kategorii zbiór linków do innych stron o Romach, często bardzo interesujących, choć niestety obecnie równie często neaktywnych. W Interview Spotlight znajdują się (cztery) wywiady z tłumaczami języka romskiego. Reviews to zbiór linków do sześciu krótkich recenzji (lub odesłań do nich) różnorodnej twórczości  związanej z Romami. Jest jeszcze dział Bibliography ze zbyt krótką listą lektur, a na stronie głównej także link do Debbie's Blog z kilkoma krótkimi wpisami autorki strony (wszystkie z 2012 roku).

Dość interesująco wypada zakładka TR Database, zawierająca spis 136 publikacji (szkoda, że tak niewiele) będących tłumaczeniami opracowań pisarzy romskich z całego świata i książek omawiających różne zagadnienia związane z tłumaczeniem z i na język romski. Od razu na początku listy pojawia się wątek polski za sprawą Adama Bartosza i jego „Amen Roma/Jame Roma – my Romowie”.

W dziale Community jest jeszcze jedna zakładka. Może nie do końca przekonująca, ale jest: Voices from the Field. To spis tłumaczy języka romskiego. Można się tam zgłosić i dołączyć do grona 44 tłumaczy z całego świata, choć świat poza Europą reprezentuje jedynie Argentyna, Brazylia, Australia i USA. Nie ma na tej liście żadnego tłumacza z Polski. Autorka strony zachęca i tłumaczy, że oficjalne tłumaczenia przydają się w medycynie, opiece zdrowotnej, usługach socjalnych, edukacji, imigracji i usługach prawnych. Żaden Rom w Polsce nie podejmie się oficjalnej współpracy w takim zakresie. A przynajmniej z pewnością nie w kategorii usług prawnych.

Na niektórych podstronach tej witryny pojawi się prowokujący do kolejnych kliknięć w jego prawy róg prostokąt zawierający losowe słowa i frazy podawane (niestety bez wymowy) w 4 odmianach języka romskiego: Kalderaszy, Lowarów, Xoraxan i Gurbeti. Do tego pojawia się także tłumaczenie na każdy z dziewięciu języków, w jakim strona jest przygotowana. A kliknięcie we wspomniany prawy górny róg wywołuje przejście do kolejnego przypadkowego słowa/frazy.

Inny moduł – z dołu strony głównej – pozwala powiększyć mapę świat i sprawdzić jak Romowie nazywają poszczególne państwa. Zadziwiająco wiele nazw jest bardzo zbliżonych do polskich odpowiedników. A może to tylko takie subiektywne wrażenie przez internalizację i mentalne zawłaszczanie? No tak, czy inaczej na „Poland” Romowie mówią „Polska”.

Tak jak już zostało wcześniej napisane – trzeba się śpieszyć z odwiedzinami tej strony, bo może zniknąć zbyt szybko. A jest na niej co czytać i co eksplorować. Zrobiona rzetelnie i ewidentnie z pasji. Nieustającej zapewne, ale brak czasu można zrozumieć. Choć szkoda, bo warto byłoby ją rozwijać. Pasujące do niej treści zawsze by się znalazły. Tym bardziej, że sam zamysł witryny wygląda na „duży” i rozwojowy. No tylko tego rozwoju zabrakło.