piątek, 8 listopada 2019

Jest pani usunięta z targów


Do zdarzenia doszło w październiku. Romska artystka została usunięta z targów „Bałkańska randka w Poznaniu". Sprawa mało przyjemna, nawet nie bardzo zawiła i gdyby nie słowa jakie usłyszała od ochrony, być może nie było by sensu w ogóle się nad tym zastanawiać.
Jednak w tym przypadku cała sprawa w ogóle zaistniała dlatego, że Róża Łakatosz jest Romni. Gdyby nią nie była – do całej sytuacji by nie doszło. Był to zatem przykład dyskryminacji ze względu na pochodzenie etniczne. 

https://poznan.wyborcza.pl/poznan/7,36001,25383964,romska-artystka-wyrzucona-z-targow-poznanskich-w-wypiekami.html#s=BoxWyboImg1

I nie chodzi tu o dokładnie analizowanie sytuacji i sprawdzanie jak dokładnie było. Można chyba zawierzyć  opisowi jaki na swoim koncie na facebooku zamieścił syn Róży Łakatosz, także artysta (filmowy) młodego pokolenia twórców – Delfin Łakatosz.
Przede wszystkim chodzi o to, że był to bolesny przykład codziennej dyskryminacji Romów. Nie jakiejś wielkoskalowej, programowej, czynionej przez zagorzałych zwolenników Romana Dmowskiego, ale takiej niemalże odruchowej, ze strony zwykłych ludzi, która się po prostu niechcąco pojawia.
Romowie bywają ekspresywni, być może Róża Łakatosz swoim nieskrępowanym zachowaniem zwróciła uwagę organizatorów. Jednak ich umysły podążyły jednym skojarzeniem, które ostatecznie wywołało całą burzę wokół tego zdarzenia. A prawdziwą kumulacją i prawdziwym problemem były słowa pracownika ochrony (kierownika?):
należy pani do bandy, która na dworcach wyjada podróżnym z talerzy
No i to właściwie tyle. Po tym mogą być przeprosiny (były – nieprzyjęte), może być wyjaśnianie (było i to nawet względnie sensowne), może być uznawanie, że stereotypy o Romach mają podstawę w rzeczywistości , może być to, tamto owo. Ale już nie cofnie się wypowiedzianych słów. Komunikacja jest nieodwracalna. To jedna z jej cech. Reszta to komentarze.

Można zatem sięgnąć od innego komentarza. Niech będzie nim piramida nienawiści Gordona Allporta.

https://www.koniuk.com/pioacuterem-po-kartce---blog/piramida-nienawisci

I do tego druga jej wersja, zaproponowana przez Agatę Teutsch w tekście „Budowanie wspólnoty i przeciwdziałanie nienawiści. Lekcje dla szkół średnich i gimnazjów”, który znalazł się zbiorze „Przemoc motywowana uprzedzeniami. Przestępstwa z nienawiści” wydanym w 2007 roku przez Towarzystwo Interwencji Kryzysowej z Krakowa.

https://rownosc.info/bibliography/publication/przemoc-motywowana-uprzedzeniami-przestepstwa-z-ni

W którym miejscu tych dwóch rycin znajduje się sytuacja z Ponania? Od lat (kilkuset?) jest stereotypizaja i uprzedzenia wobec Romów. Jest też taki a nie inny język komunikacji. Izolacja i dyskryminacja także. Wszystkie te elementy są widoczne w sytuacji z Poznania. Dalsze kroki to Przemoc i wyznaczania kozła ofiarnego. Jesteśmy blisko.
Jednak pojawia się tu inne pytanie – czy na pewno te kroki muszą dalej zostać poczynione. Czy „naturalną” konsekwencją wejścia na drogę piramidy nienawiści (a tak w stosunku do Romów można mówić o większości lub wszystkich państwach europejskich, nawet jeśli stopień ich zatopienia w piramidzie jest różny), jest wspinanie się na jej szczyt. Zapewne nie, skoro można spokojnie stwierdzić, że od lat (kilkuset) taka jest (z różnorodnymi lokalnymi fluktuacjami) sytuacja Romów w Polsce. Jeśli nie, to świetnie i oby jak najdłużej tak pozostało. Jednak bardzo niepokojącym jest to, że dotarliśmy do granicy, za którą jest wyznaczenie kozła ofiarnego lub przemoc. Tę granicę łatwo jest przekroczyć. Potrzebne sa tylko okoliczności i warunki. Potencjalny nastrój społeczny – już jest.

We współczesnym nam świecie w znacznej mierze za sprawą mediów społecznościowych i szybkości sposobowi działania przekazów medialnych  zapośredniczanych przez natychmiastowy internet sprzężenie zwrotne działa powszechni i błyskawicznie, nie sposób nie odnieść się do głosu osób, które zechciały skomentować artykuł opisujący to wydarzenie.
Z pewnością należy zrozumieć podejście tych, którzy na podstawie własnych (złych) doświadczeń (ukradli mi coś kiedyś, oszukali) nie lubią Romów. Można też na przykład nie lubić krowiego mleko, co więcej można go wręcz nie trawić i być na nie uczulonym. Jednak nie sprawia to, że osoba z nawet najgorszymi doświadczeniami w tym zakresie, będzie zabijała wszystkie krowy albo wylewała każde mleko jakie znajdzie się w jej zasięgu lub powszechnie opowiadała jakie mleko jest złe. Po prostu będzie unikała picia mleka. Co więcej osoba ta zapewne będzie akceptowała, że ktoś może mleko lubić, albo nie chorować po jego spożyciu i nie będzie starał się przekonać wszystkich, że oni posiadają taką samą dolegliwość, tylko jeszcze tego nie wiedzą.
Zresztą fakt, że ktoś ma złe doświadczenia z kimś przynależącym do jakiejś grupy nie uprawnia go (choćby na poziomie logicznym) do uogólnień i przypisywania negatywnych cech każdemu, kto do tej zidentyfikowanej grupy należy. Oczywiście hermeneutyczne mechanizmy ujednolicania grupy obcej działają i nasz umysł chętnie poddaje się takiej ścieżce rozumowania, co zresztą wpływa na konstruowanie i utrwalanie stereotypów. A tych w przypadku Romów jest i dużo i są mocne, zakorzenione i mają się w polskiej świadomości bardzo dobrze. Jednak czy jeśli ktoś został oszukany przez przykładowego, przeciętnego mieszkańca Warszawy (niebieskooki blondyn, mężczyzna, Polak, katolik), to za oszustów będzie uznawał wszystkich niebieskookich blondynów, wszystkich mężczyzn, wszystkich Polaków, wszystkich katolików? Nie, ponieważ uzna to za nielogiczne. Jednak w przypadku Romów…
Kolejna kwestia wytknięta przez komentujących, to zbieżność i bliskość nazwisk bohaterki poznańskiego zdarzenia, a mianowicie Łakatosz, z nazwiskiem „twórcy” przestępczej metody „na wnuczka” Arkadiusza Łakatosza (Hoss). Rzeczywiście Lakatos to typowe nazwisko węgierskie i widocznie przodkowie bohaterki zdarzeń przybyli do Polski z terenów zajmowanych w historii przez Węgrów. Osób o tak spolszczonej jego wersji w Polsce jest niewiele i rzeczywiście może być to rodzina. No i co z tego? Czy znaczy to, że w przypadku pełnoprawnie orzeczonego wyroku w stosunku do kogoś należy także skazać jego żonę, brata, dzieci i resztę rodziny? Czy powinniśmy odpowiadać za grzechy naszych przodków? Na przykład za dziadka w Wermachcie? Czy na pewno taka przechodniość winy jest słuszna? No ale to Romowie, to wobec nich tak można. Na pewno?
I to, że stereotypy na pewno się skądś biorą. Oczywiście, że się skądś biorą. Wystarczy jeden przypadek odpowiednio nagłośnić i rozpropagować. Często powtarzane kłamstwo utrwala się i nabiera cech prawdy. Witamy w świecie fake newsów. I wcale nie zostały one odkryte ostatnio. Nie potrzeba nawet do tego mediów. Wystarczy sięgnąć do historii o Żydach, opowiadanych w Polsce od kilkuset lat. A co z opinią Persów, że Medowie jadali psie mięso? Nie jadali, ale opinia ta była powszechna. Wystarczy czyjaś pomysłowość, czasem odpowiednio przedstawiony i upowszechniony w opowieściach jeden przypadek. Zresztą można by się tu odwołać do wiele lat pokutującej w Europie Zachodniej (choćby w Niemczech) opinii o Polakach. Oczywiście o WSZYSTKICH Polakach: oszuści, złodzieje i na pewno przyjechali tu aby ukraść twój samochód.
Ludzi potrzebują porządkowania świata. Chętnie wierzą w ładnie skonstruowane zdania, upowszechniają porządkujące choć skrajne sądy, wierzą w stereotypu upraszczające rzeczywistość, a opinie, powiedzenie i przysłowia powstałe w jednostkowych sytuacjach, traktują jak reguły rządzące światem. A świat taki nie jest. Tylko czasem bywa czarno-biały. Najczęściej jest przebogato kolorowy i najwięcej w tym jest odcieni szarości.

W rzeczywistości cała sytuacja jaka zdarzyła się Róży Łakatosz, to zwykły splot niezbyt szczęśliwych zdarzeń. Nie należy przypisywać temu co miało miejsce jakiegoś szczególnego systemowego czy ogromnego wymiaru dyskryminacyjnego. Poza tym, że rzeczywiście był to przejaw dyskryminacji. Niedopuszczalnej i najbardziej uciążliwej, bo zwykłej i codziennej. Do tego taki typowo polski. Pokazało to jak łatwo i jak chętnie my – Polacy (wszyscy) przekraczamy pewną granicę i bez zastanowienia (niestety) jesteśmy w stanie powiedzieć choćby słowa jakie zostały skierowane przez pracownika ochrony (kierownika?) do Róży Łakatosz. Gorzej jeśli też tak myślimy. I nie należy się dziwić, że artystka (ze swą wrażliwością artystyczną), która jest jednocześnie Romni (ze swoją wrażliwością etniczną), poczuła się urażona, zarówno całą sytuacją, jak i słowami jakie usłyszała.



poniedziałek, 28 października 2019

Zrównoważone zdrowie (i nie tylko)


Zrównoważony rozwój może kojarzyć się przede wszystkim z ochroną i sposobem traktowania środowiska naturalnego w perspektywie nierabunkowej gospodarki myślącej strategicznie o kolejnych pokoleniach. Ta konotacja jest prawidłowa, ale jednocześnie nieco myląca i myślenie o zrównoważonym rozwoju powinno podążać ścieżką wielodyscyplinarności i wielodziedzinowości, ponieważ jest to jedno z najbardziej holistycznych podejść do naszej współczesności.
Jest to widoczne w aktualnych 17 celach zrównoważonego rozwoju.
 
https://ec.europa.eu/environment/international_issues/pdf/UNEP%20Env%20Sustainability%20and%20SDGs.pdf

Sposób ich sformułowania jest taki, że bez większego większość z nich dotyczący czynników wpływających na zdrowie. Stanowi to ramę do szerszego podejścia do problematyki zdrowia i wiąże się także z wyrównywaniem szans w tym zakresie dla tych, którzy z jakiegoś powodu pozostają w tyle. Dotyczy to zarówno konkretnych i poszczególnych państw, jak też i grup społecznych, mniejszości narodowych lub etnicznych.  Takie nierówności, na każdym z powyżej wskazanych poziomów, utrzymują się także w Europie.
W tym roku na zlecenie WHO powstał raport wskazujący na konkretne narzędzie i mechanizmy, które należy wprowadzić, aby możliwe było jak najszybsze podnoszenie poziomu zdrowia i zmniejszanie nierówności w tym zakresie.
 
https://apps.who.int/iris/bitstream/handle/10665/326879/9789289054256-eng.pdf?sequence=1&isAllowed=y

Wskazuje on konkretnie na kilka podstawowych problemów, których rozwiązanie, powinno być podstawą skutecznych działań w zakresie zdrowego życia dla wszystkich.
Po pierwsze jest to kwestia dobrej jakości i dostępności usług zdrowotnych. O ile pierwsza cecha – jakość – dotyczy wszystkich, choć nie zawsze na takim samym poziomie, to druga czyli sama dostępność usług zdrowotnych jest skrajnie zróżnicowana i w wielu konkretnych przypadkach stanowi o wiele większy problem. Przybiera postać zróżnicowaną zarówno pod względem uciążliwości, jak i charakteru. Romowie są jedną z grup, która mieści się głęboko i wielowątkowo w kategorii dostępności, a w ich przypadku jakość przekłada się na ogólną i choćby częściową wrażliwość etniczną służby zdrowia. W rzeczywistości nie chodzi o nic więcej, jak potraktowanie ich jak każdego innego mieszkańca Polski. Ani mniej ani więcej. I w tym konkretnym przypadku mieszkańca Polski, którego przodkowie najprawdopodobniej przybyli tu (do nas) np. 700, albo 500 lat temu. I tak, ma to być dodatkowa zachęta, aby potraktować ich jak Polaków. Romskich Polaków. Tymczasem Romowie nie zawsze są ubezpieczeni (sytuacja w Polsce jest po tym względem i tak nienajgorsza), zdarza się, że odmawia się im opieki zdrowotnej (sytuacja z zeszłego roku z Poznania), a lekarze traktują ich „po lekarsku”, co w przypadku tej grupy może dotykać ich elementów kultury lub po prostu ważnych składników tradycji. A to z kolei może prowadzić do nieporozumień i zniechęcenia pacjentów. Dostępność do usług medycznych wiąże się także z zakresem chęci potencjalnych pacjentów do korzystania z leczenia. Odsuwanie myśli o wizycie u lekarza, lekceważenie objawów pogarszającego się stanu zdrowia, wiara (przesadna) w tradycyjne techniki leczenia, sprawiają, że bardzo często Romowie należą do grup o o wiele gorszym ogólnym poziomie zdrowia niż reszta populacji.
Drugim problemem jest bezpieczeństwo dochodów i ochrona socjalna. Nie bez znaczenia bezpieczeństwo dochodów jest na pierwszym miejscu. Oczywiście ochrona socjalna jest bardzo ważna, jednak z założenia korzystanie z niej lokuje jej beneficjenta w określonej grupie mniejszej szansy. Jednak to bezpieczeństwo dochodów powiązane z aktywnością człowieka  a nie jego aktualnym stanem (bezrobotny, bez dochodu, z 4 dzieci – jak w  przypadku ochrony socjalnej)  jest podstawą stabilności ekonomicznej i zapewnia większości społeczeństwa bezpieczeństwo. W tym przypadku ponownie Romowie są na gorszej pozycji. Nawet biorąc pod uwagę Polskę, wielu Romów nie ma szansy na bycie zatrudnionym. Kuriozalnym przypadkiem są Maszkowice, w których większość mieszkańców ma zdobyte kwalifikacje w kilku możliwych zawodach, lecz na prace w nich szanse ma niewielkie. Niechęć do zatrudniania Romów istnieje i jest utrwalona w większościowym podejściu do tej grupy. Także bezpieczeństwo dochodów nie jest niczym pewnym gdyż większość Romów jest zatrudniona na niskich stanowiskach, co nie tylko nie zapewnia wysokiego dochodu, ale i ułatwia ich ewentualne zwalnianie z pracy.
Kolejny punkt, to godne warunki życia. Oczywiście każdy chce tak żyć i każdy powinien mieć taką możliwość, jednak rzeczywistość nie spełnia bezinteresownie naszych życzeń. I nawet gdy wystarczy do tego „ciepła woda w kranie”, to nie jest ona udziałem wszystkich Romów. Problemy mieszkalnictwa i dostępu do usług komunalnych są jednym z kluczowych problemów społeczności romskiej. Z pewnością rozwiązaniem nie są francuskie wydzielone wioski integracyjne (dawniej wioski asymilacyjne), niszczenie (nawet nielegalnych) koczowisk romskich lub przesiedlanie Romów do innej gminy. Godne warunki życia to także pełen dostęp do szkolnictwa i poziomu przedszkolnego. Czasem dla Romów utrudniony proceduralnie, czasem przez brak możliwości, a czasem przez dyskryminację ze strony urzędników, nauczycieli, rówieśników. Godne warunki życia to także omawiane zdrowie i dostęp do usług medycznych. To także dochód rodziny i możliwość bycia zatrudnionym. I choć człowiek to nie tylko homo habilis, to zatrudnienie jest elementem integracji społecznej i ekonomicznej, bardzo potrzebnej Romom w całej Europie. Z drugiej strony bardzo kusząca jest koncepcja bezwarunkowego dochodu podstawowego, jednak w przypadku mniejszości , może on przynieść skutki po części jeszcze nieprzewidziane, a po części niwelujące ich integrację ze społeczeństwem większościowym.
Kapitał społeczny, to kolejny punkt. Jego budowanie musi być przemyślane i w przypadku Romów oraz innych mniejszości, dostosowywane do ich możliwości, z wykorzystaniem kapitału takiego typu, jaki mają już skonstruowany. W przypadku Romów kapitał ten wynika ze znacznego kapitału kulturowego, ma charakter kapitału etnicznego i nie wykracza poza ich społeczność. Stanowi to pewien problem (integracyjny), jednak przy uważnej publicznej polityce etnicznej i tak może zostać pozytywnie wzmocniony i wykorzystany – także w celu lepszego włączenia Romów w korzystanie z pozytywnych skutków zrównoważonego rozwoju.
Ostatnim problemem są warunki pracy i zatrudnienia. To została już częściowo omówione wskazując choćby na wysokość zarobków, która wiąże się z tym zagadnieniem, podobnie zresztą jak trwałość zatrudnienia. Obejmuje to także w przypadku Romów dyskryminację w pracy, która jest uciążliwa przez swoją codzienność i powtarzalność.

Raport WHO nie dotyczy konkretnie i wyłącznie Romów, jednak przedstawia ogólną analizę sytuacji w 53 państwach szeroko rozumianego regionu (Europy). W każdym z nich wskazuje na konkretne wady powiązane z powyższymi pięcioma punktami, analizuje dane dotyczące konkretnych współczynników wpływających na sytuację w ich zakresie, a także wskazuje na rozwiązania mające na celu zmniejszenie nierówności w zakresie zdrowia i pomyślnego życia.
Raport wdaje się być oparty o solidne podstawy merytoryczne i liczne i aktualne dane. Problemem jak zawsze będzie realizacja ( i to skuteczna) poszczególnych sposobów na zrównoważenie zdrowia w regionie. Tym bardziej w przypadku Romów, którzy nie w pełni są uczestnikami narodowego przywileju, nawet jeśli są w pełni obywatelami jakiegoś państwa i się z nim równie w pełni identyfikują. Można mieć jednak nadzieję, że przy jakiejkolwiek realizacji koncepcji zrównoważonego rozwoju w zakresie zdrowia i poziomu życia, sam rozwój i poprawa funkcjonalności całego systemu, wpłynie pozytywnie (choć nie celowo), także na sytuację Romów.




piątek, 18 października 2019

Raportowanie przez służby Komisji


Pomimo tego, że dokumenty robocze służb Komisji towarzyszące corocznym Sprawozdaniom z wdrażania krajowych strategii integracji Romów najczęściej mają wyższą wartość źródłową, to w tym roku owa wartościowość jest w dużym stopniu dyskusyjna. Ich znaczenie wiąże się z tym, że najczęściej są pełnym zbiorem przygotowanych dla odbiorców danych źródłowych, na podstawie których opracowywane są najważniejsze punkty komunikatów. Corocznie ich struktura jest jednak różnorodna i każdego roku powołują się na inne grupy danych. Zawierają także najczęściej obszerne (lub nie) analityczne wstępy i część danych jest prezentowana w ujęciu analitycznym.
Zasadniczo można stwierdzić, że przy tegorocznym – bardzo obszernym (w sumie ponad 300 stron) i do tego dwutomowym – dokumencie jest podobnie bogato. I właściwie jest, jednak dane które są przytaczane nie są ani bardzo nowe, ani bardzo aktualne. Oczywiście można by stwierdzić, że i tak sytuacja jest komfortowa, bo badania z ostatnich 2, albo co najwyżej 4 lat, trudno uznać za starocie. Jednak dynamicznie zmieniająca się (na poziomie społecznym i politycznym) sytuacja w państwach Europy oraz możliwości jakimi dysponuje aparat biurokratyczny (i organizacyjny) Unii Europejskiej daje możliwości szybszego reagowania i podejmowania badań choćby tylko w sytuacjach romologicznie (etnicznie) wyraźnych. Przykładem tego typu potencjalnie możliwych aktualnych sytuacji dotyczących Romów jest choćby nadchodzący Brexit i ocena – z punktu widzenia Unii Europejskiej – możliwych długoterminowych scenariuszy sytuacji Romów w Wielkiej Brytanii lub choćby badanie ich subiektywnych obaw. Podobnie wrażliwą etnicznie sytuacją jest kontynuacja w Polsce rządów „Prawa i Sprawiedliwości”, które skutkują stabilną sytuacją Romów, jednak nie sposób jej nie określić jako stabilnego marazmu. Oczywiście obydwie te kwestie są badane, jednak nie stanowią szczególnie istotnych punktów aktywności Komisji Europejskiej w obszarze realizacji ogólnounijnjej strategii wobec Romów. Z pewnością w przypadku Polski bardzo przydatnym byłoby przeprowadzenie pilotowanego przez agencje Unii Europejskiej badania, analizującego podobne czynniki jak w przypadku badań realizowanych przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej European Union Minorities and Discrimination Survey. Mogłoby to (podobnie jak większa uwaga przykładana do sytuacji Romów i Travellersów w Wielkie Brytanii) zabezpieczyć przed przyszłymi  niespodziankami. Szczególnie mając na uwadze to, jaką niespodzianką było dla Unii Europejskiej to, że po rozszerzeniu 2004/2007 Romowie nagle stali się największą i najbardziej niebezpieczną dla spójności ekonomicznej i społecznej mniejszością na jej obszarze.

https://eur-lex.europa.eu/resource.html?uri=cellar:96a20b39-d094-11e9-b4bf-01aa75ed71a1.0001.02/DOC_1&format=PDF

https://eur-lex.europa.eu/resource.html?uri=cellar:96a20b39-d094-11e9-b4bf-01aa75ed71a1.0001.02/DOC_2&format=PDF

Dokument roboczy służb Komisji niewątpliwie jest wartościowy, dobrze organizuje dane i uwypukla to, co jest szczególnie interesujące z punktu widzenia przyszłej reformy polityki Unii Europejskiej wobec Romów, która znajdzie odzwierciedlenie w nowej strategii. Jednak z takim podejściem – ukierunkowanym na przyszłą nierewolucyjną zmianę – związana jest swoista zachowawczość i inercyjność, za sprawą której wytyczony już dwa lata temu kierunek zmian nie poddaje się jakimkolwiek znaczącym modyfikacjom. Oczywiście to bardzo dobrze, że planowanie w tym zakresie jest realizowane  aż z takim wyprzedzeniem, jednak sprawia to, że w całej przyszłej strategii mogą umknąć (na pewno umkną) istotne szczegóły.
Pierwszy tom dokumentu jest krótki i koncentruje się bardziej na analizach i konkretnych zagadnieniach, analizując szczególnie interesujące zagadnienia ukierunkowania romskiej polityki na cała społeczeństwo lub bezpośrednio na Romów. Sytuacja w poszczególnych państwach jest różnorodna. Niektóre państwa kierują działania wyłącznie do Romów (Polska, Szwecja Estonia), inne wyłącznie do ogółu społeczeństwa (Francja, Luksemburg). W przypadku pozostałych państw pojawiają się wszystkie możliwe warianty proporcji pomiędzy tymi działaniami. Optymalna mogłaby się wydawać równowaga pomiędzy tymi dwoma składnikami i nie pomijanie tego drugiego. Jednak charakterystyczne dla subsydiarnej polityki romskiej jest lokalne (krajowe) ustalania sposobów jej realizacji i każde państwo uwzględnia przede wszystkim właśnie lokalną sytuację i realizuje unijną strategię zgodnie z własną krajową sytuacją. Teoretycznie jednak ukierunkowanie działań na ogół społeczeństwa powinno występować w państwach o wyższym poziomie niechęci do Romów (w Polsce wg badań CBOS jest to 57%) i/lub o bardzo dobrej społecznie i ekonomicznie sytuacji Romów. Natomiast przewaga działań i środków kierowanych do Romów powinna towarzyszyć albo stabilnej sytuacji w zakresie dyskryminacji, albo szczególnie trudnej sytuacji ekonomicznej i społecznej mniejszości. W niektórych przypadkach (na podstawie różnoźródłowych danych dotyczących poszczególnych państw) proporcje te wydają się odpowiadać sytuacji jak w nich panuje, jednak w wielu państwach proporcje bywają zaskakujące.


Drugi tom dokumentu jest o wiele obszerniejszy i zawiera zestawienia danych oraz informacji dla wszystkich państw członkowskich, zebranych zarówno z badań Agencji Praw Podstawowych, jak też i innych źródeł – w tym informacji z krajowych punktów kontaktowych ds. integracji Romów oraz od lokalnych organizacji pozarządowych. Jednak najbardziej interesujące w tym tomie są dane dotyczące państw rozszerzeniowych Unii Europejskiej: Albanii, Bośni i Hercegowiny, Kosowa, Czarnogóry, Macedonii Północnej, Serbii oraz Turcji. W tym przypadku niejedyną podstawę stanowi dokument „Breaking the cycle of Roma exclusion in the Western Balkans” Banku Światowego. Bardzo zróżnicowana i szczególna w każdym z tych państw sytuacja Romów została przenalizowana (w miarę możliwości) według schematu przypisanego państwom członkowskich i klucza czterech głównych obszarów określonych w romskiej strategii. Dodatkowo jednak szczególnie intensywnie badano oficjalną politykę rządową wobec Romów i zmianę jaka zaszła w sytuacji państwa, mniejszości i Romów od 2011 roku (o ile dane te były dostępne). Liderem zmian ekonomicznych i społecznych okazała się Bośnia i Hercegowina, natomiast pogorszenie w tym zakresie pojawiło się w Albanii i Czarnogórze. W Czarnogórze jest także najgorsza sytuacja w związku ze wskaźnikiem kończenia przez Romów edukacji obowiązkowej (zaledwie 35%), natomiast w przypadku Macedonii Północnej jest najlepiej bo aż 70%. Bezrobocie jest najwyższe w Albanii, natomiast najniższe w Macedonii Północnej. Także w tym państwie jest jeden z najwyższych wskaźników ubezpieczenia zdrowotnego w połączeniu z najmniejszą różnicą pomiędzy Romami i ogółem społeczeństwa. Najgorsza (wręcz tragiczna) sytuacja panuje w Kosowie (przy małej różnicy z resztą społeczeństwa) oraz nieco lepsza w Albanii (niecałe 30%). Wskaźniki dotyczące mieszkalnictwa Romów w tej grupie państw są bardzo złe. Aż od 30% (Albania) do 43% (Czarnogóra) żyje w slumsach lub na koczowiskach.
Powyższe państwa są w trudnej sytuacji ekonomicznej, politycznej, społecznej i etnicznej. Ich ambicje dążenia do członkostwa w Unii Europejskiej są popierane przez Unię Europejską, jednak pomimo wprowadzania reform (Albania) i prób stabilizacji sytuacji i rozwoju (Macedonia Północna) nie zawsze jest to łatwe do osiągnięcia. Jakakolwiek destabilizacja sytuacji w tym regionie (Turcja, Kosowo) wpływa na ważne źródło dochodu narodowego, jakim dla wszystkich tych państw jest turystyka i utrudnia realizację zarówno kolejnych reform, jak i ustabilizowanie sytuacji etnicznej. A to jest konieczne (poza nawet najbardziej demokratyczno-europejską polityką) do przyjęcia tych państw do Unii Europejskiej.

W zakresie dyskryminacji i antycyganizmu niemalże każde państwo podejmuje jakiekolwiek działania. Trudno jest bez szczegółowej analizy i wyłącznie na podstawie ogólnych wyników badań oraz deklaracji państw członkowskich ocenić, które z nich są najbardziej skuteczne. Ze względu na zróżnicowania społeczne i ideowe (oraz ideologiczne) państw Europy, nie ma także szansy na skuteczne przenoszenie sprawdzonych i skutecznych form działania w tym zakresie pomiędzy poszczególnymi krajami.
Wśród przykładów kwestii, które należy uporządkować lub nawet zmienić, warto wskazać to, że w Turcji i Kosowie mowa nienawiści wobec Romów nie jest uznawana za przestępstwo, w Serbii, Czarnogórze, Kosowie i Macedonii Północnej nie identyfikuje się w ogóle kategorii antycyganizmu (nawet jeśli występuje), a w Albanii niemalże cały medialny dyskursu dotyczący Romów przedstawia ich w negatywnym świetle.
Zbliżone (choć na innym poziomie) problemy z walką z antycyganizmem mają także państwa członkowskie Unii Europejskiej. Przykładowo w Wielkiej Brytanii jest on wyłączany z ogólnego dyskursu na temat rasizmu, w większości państw nie przeznacza się żadnych konkretnych środków, ani nie tworzy się jakichkolwiek mechanizmów mogących walczyć z nim.
W Polsce podobniej jak i w innych państwach antycyganizam nie jest formalnie identyfikowany w systemie prawnym, jednak w przypadku konkretnych wydarzeń jest piętnowany i zauważany. W tym przypadku zapis w dokumencie służb Komisji jest ewidentnie mylący.

To jedynie mała część informacji zawarta w omawianym dokumencie. Z pewnością w całości stanowi bardzo wygodny i uporządkowany zbiór cennych informacji. Pozwala także wnioskować o kształcie przyszłej unijnej strategii wobec Romów 2020+. Pomimo tego, że nieco rozczarowuje pod względem aktualności danych (o państwa Unii Europejskiej i kandydatach do członkostwa), pozostaje o wiele ważniejszym i bardziej pragmatycznym, niż samo Sprawozdaniom z wdrażania krajowych strategii integracji Romów – 2019.




wtorek, 8 października 2019

Tegoroczne podsumowanie


5 września tego roku został przyjęty „Komunikat Komisji do Parlamentu Europejskiego i Rady Sprawozdanie z wdrażania krajowych strategii integracji Romów - 2019 r.”

https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?qid=1570525003371&uri=CELEX:52019DC0406

W tegorocznym sprawozdaniu „skupiono się na wdrażaniu środków na rzecz integracji Romów na szczeblu krajowym”. Obszar jak zawsze najtrudniejszy, najbardziej wrażliwy i w rzeczywistości – jak najbardziej praktyczny, a nie jedynie deklaratywno-strategiczny. W szczególności biorąc pod uwagę, że poza (po prostu) poziomem krajowy, dotyczy ponadto nie tylko działania władz samorządowych i lokalnych, ale również zaangażowania romskich (i nie tylko) organizacji pozarządowych oraz konkretnych lokalnych sytuacji i takich też rozwiązań problemów.
Sam raport jest krótki i niestety nie dostarcza szczególnie licznych nowych danych liczbowych na temat Romów, opierając się przede wszystkim na badaniach prowadzonych przed 2018 rokiem. Jest właściwie selektywnym tematycznym wyciągiem wskazującym na działania poszczególnych państw członkowskich w poszczególnych konkretnych głównych tematach związanych z Romami, ale nawet rekomendacje i wnioski w  nim zawarte nie wnoszą niczego szczególnie odkrywczego. Być może po zeszłorocznym raporcie mocno ukierunkowanym na nadchodzącą po roku 2020 zmianę, wszyscy już tylko czekają aż ona nadejdzie, zatem nie ma sensu podejmować żadnych szczególnych badań i znajdywać nowych kierunków proromskiej aktywności. Zatem nuda i nic odkrywczego.
Polska niemalże nie występuje w sprawozdaniu, wpisując się zaledwie w kilka form działania, które realizują założenia ogólnounijnej strategii i zalecenia Rady w sprawie skutecznych środków integracji Romów.
Dwa z nich wiążą się z edukacją. Pierwsze dotyczy poszerzania zakresy obowiązkowej (i bezpłatnej) edukacji przedszkolnej, a także rozwoju przedszkoli i szkoleń dla nauczycieli wychowania przedszkolnego. Temat niewątpliwie i ważny i wrażliwy – nie tylko dla Romów. Pomimo braku sukcesów w próbie wywołania eksplozji demograficznej programem 500+, miejsc w przedszkolach jest zbyt mało, a nie każdy godzi się na sugerowany model wychowywania co najmniej 3 lub 4 dzieci w domu, przy dobrze zarabiającej głowie rodziny. Ponadto w przypadku Romów opieka przedszkolna jest bardzo ważnym elementem wyrównywania szans, choćby przez przygotowanie romskich maluchów do pełnego uczestnictwa w edukacji szkolnej, między innymi poprzez podniesienie ich sprawności komunikacyjnej w języku polskim. Drugie zagadnienie jest jeszcze trudniejsze i dotyczy zapobiegania wczesnemu kończeniu nauki przez Romów (dziewczęta romskie). Wsparciem do tego ma być  opieka dydaktyczna, stypendia, mentoring, mediacje, kształcenie wyrównawcze i podnoszenie aktywności asystentów edukacyjnych. Bardzo trudno jednak przełamać tradycyjne romskie podejście, często skutkujące obarczaniem dziewcząt w wieku szkolnym licznymi i niesymbolicznymi obowiązkami domowymi. Nie bez znaczenia w tym przypadku jest także wczesna (kulturowa) gotowość młodych Romni do zamążpójścia.
Kolejne dwa zagadnienia dotyczą systemu opieki zdrowotnej. Pomimo nieuczestniczenia Polski w programie ROMED podejmowane są działania zbliżonego do jego założeń. Jest to realizowane poprzez zatrudnienie romskich mediatorów ds. zdrowia w celu promowania dostępu Romów do opieki zdrowotnej. Drugą kwestią są kampanie szczepień skierowane do Romów (dziewczęta, kobiety) oraz osób mieszkających na obszarach zmarginalizowanych. Potencjalnie obydwa działania mogą przynieść bardzo słuszne efekty. Problemem jednak będzie choćby sprawdzenie ich skuteczności. Nie ma dokładnych i aktualnych (a także przede wszystkim – dostępnych) danych mówiących o sytuacji polskich Romów w tym zakresie. Nieprzerwanie reformująca się publiczna służba zdrowia wprowadza w przypadku konieczności korzystania z niej w zakłopotanie nie tylko Romów, ale chyba wszystkich Polaków, co wcale nie wróży dobrze uzyskaniu sensownych wyników działań mediatorów ds. zdrowia. Natomiast problem szczepień powraca co jakiś czas na forum krajowym i tylko szczególnemu zbiegowi okoliczności Polska zawdzięcza odrzucenie zeszłorocznego projektu ustawy o dobrowolności szczepień.
Z punktu widzenia europejskiej polityki etnicznej wobec Romów coraz ważniejszym elementem jest zwalczanie dyskryminacji i antycyganizmu. Polska znalazła się w grupie państw podejmujących działania w tym obszarze. Jednak są to: „coroczne obchody Dnia Pamięci o Zagładzie Romów w obozie koncentracyjnym Auschwitz-Birkenau”. Czy na pewno jest to aktywność mieszcząca się w  tej kategorii? Może nie dynamicznie i nachalnie, ale tak. Przypominanie, że (cytując prasę) Polacy ucierpieli najbardziej obok Żydów i Romów, jest ważnym elementem oswajania obcego i może w pewnym chociaż stopniu pozytywnie wpływać na stosunek społeczeństwa do Romów. Jednocześnie jednak Polska została (wraz z Cyprem, Francją, Grecją i Rumunią) wskazana jako państwo, które nie przeznacza żadnych środków na rzecz walki z dyskryminacją. Szkoda. Bardzo szkoda. Ale chyba nie ma w Polsce ani pomysłu, ani woli na to, aby w systemowy i skuteczny sposób zmniejszać codzienną dyskryminację wobec tej grupy.

Jak zawsze kluczowe znaczenie dla rozumienia i oceny samego komunikatu oraz sytuacji Romów w państwach Unii Europejskiej i wspólnego (a także rozdzielnie – krajowego), zinstytucjonalizowanego podejścia do polityki etnicznej w stosunku do tej grupy ma dokument roboczy służb Komisji. W  „Commission Staff Working Document Roma inclusion measures reported under the EU Framework for NRIS Accompanying the document Communication from the Commission to the European Parliament and the Council Report on the implementation of national Roma integration strategies – 2019 {COM(2019) 406 final} Brussels, 5.9.2019 SWD(2019) 320 final” znajduje się nieco nowych danych liczbowych na temat Romów.

https://eur-lex.europa.eu/legal-content/EN/TXT/?qid=1570525003371&uri=CELEX:52019SC0320

Tym razem dokument ten został podzielony na dwie części. Pierwsza zawiera szczegółową analizę porównawczą sytuacji Romów w Europie, opierającą się na danych dostarczonych przez Krajowe Punkty Kontaktowe ds. Romów (NRCP) w 2017 roku oraz częściowo badania przeprowadzane w latach 2015-2016 przez Agencję Praw Podstawowych Unii Europejskiej (EU-MIDIS II: Second European Union Minorities and Discrimination Survey).

https://fra.europa.eu/en/publications-and-resources/data-and-maps/survey-data-explorer-second-eu-minorities-discrimination-survey

Obydwie części dokumentu roboczego służb Komisji mają w sumie ponad 300 stron i warto poświęcić im przy innej okazji więcej czasu oraz odrębnie rozważyć przedstawiane tam dane.
W przypadku Polski szczególną uwagę zwraca informacja dotycząca gromadzenia danych etnicznych: „Polska ma stosunkowo dobre dane z badań społeczno-ekonomicznych na temat Romów”. Dalej wskazany jest Główny Urząd Statystyczny oraz fakultatywnie podawane informacje, jakie trafiły do spisów powszechnych w 2002 i 2011. Do tego przywołane są corocznie zbierane informacje do Systemu Informacji Edukacyjnej na temat liczby uczniów romskich otrzymujących dodatkowe wsparcie edukacyjne. I to wszystko, no może poza stwierdzeniem „nie dotyczy” w rubryce słabości/braki/rekomendacje.
Czyli z danymi jest dobrze. Czy na pewno? Uśrednione i deklaratywne dane ze spisu powszechnego sprzed 8 lat i liczbowe dane dotyczące wsparcia romskich uczniów to chyba jednak zbyt mało do czegokolwiek. Na pewno do stałego monitorowania sytuacji Romów pod jakimkolwiek względem wskazanym w założeniach ogólnounijnej strategii (zatrudnienie, mieszkalnictwo, zdrowie, praca, dyskryminacja). Zresztą patrząc ogólnie na część dokumentu dotycząca Polski, wydaje się że jedyne problemy i zarazem (ograniczone) działania dotyczą zagadnień edukacyjnych. Biorąc pod uwagę, że Polska od lat nie mieści się w szczegółowych badaniach sytuacji Romów przeprowadzanych przez Agencję Praw Podstawowych, w rzeczywistości jakkolwiek aktualnych danych na temat Romów w Polsce po prostu nie ma.

Ogólnie można przyznać, że komunikat Komisji nie rozczarowuje w takim stopniu jak miało to miejsce w przypadku zeszłorocznego raportu, ukierunkowanego wyłącznie na radośnie nadciągającą zmianę strategii po 2020 roku, jest jednak dokumentem „małym” pod każdym względem i ratuje go częściowo na poziomie dostarczania informacji (ale już nie wniosków lub pogłębionych analitycznie opracowanych danych) jedynie uzupełniający dokument roboczy służb Komisji.
Wciąż widoczne jest zbyt małe (jeśli chodzi o efektywność) zaangażowanie (choć różne w przypadku różnych strategii krajowych) państw członkowskich w działania ukierunkowane na zmianę świadomości i stosunku do Romów w społeczeństwie większościowym, a w obszarach zwalczania dyskryminacji i antycyganizmu większość środków jest ukierunkowana na Romów. Jednak w tym zakresie to działania skierowane do nie-Romów mają największe szanse na trwałą zmianę sytuacji tej grupy etnicznej. Od zmniejszenia dyskryminacji w bardzo znacznym stopniu zależą pozostałe czynniki – także te typowo ekonomiczne oraz społeczne i to z niej wynika wiele problemów Romów (choćby z przyjęciem do pracy). Jednak polityka etniczna wobec tej grupy nie jest kluczowa dla żadnego państwa europejskiego i nie ma tu znaczenie ani skala problemów związanych z tą grupą, ani to jak wielu Romów mieszka w danym państwie.




sobota, 28 września 2019

Coś pozytywnego


W dyskursie medialnym i społecznym wyraźnie widocznym jest negatywny stosunek do Romów. Oczywiście nie dotyczy to każdej grupy społecznej, jednak patrząc choćby na badania dotyczące niechęci (57%) i chęci (17%) do konkretnych grup narodowych (tu przynajmniej uznaje się Romów na naród a nie „jakąś grupę”, co jest spuścizną późnośredniowiecznego nastawienia do nich reprezentowanego wówczas w wielu państwach obecnej Europy Zachodniej), wyraźnie widać tego typu negatywną tendencję. Oczywiście o wiele chętniej tego typu opinie i wypowiedzi pojawiają się w mediach społecznościowych i w ogóle w internecie, niż podczas indywidulanych rozmów lub wystąpień na żywo skierowanych do większej grupy osób. Przy czym wypowiedzi w mediach społecznościowych i komentarzach zamieszczanych w internecie nie są anonimowe, bo nie o anonimowość w tym przypadku chodzi, ale mediospołecznościowe/internetowe zapośredniczenie przekazu prywatnego, który przefiltrowany przez media społecznościowe staje się przekazem publicznym o charakterze prywatnym (a może bardziej przekazem prywatnym o charakterze publicznym?), czego nie zawsze są świadomi (można chyba tu mówić albo o mechanizmie wyparcia, albo niewiedzy) ci, którzy tego typu wypowiedzi generują. Mówiąc, że wypowiedzi takie się pojawiają, trzeba mieć na myśli to, że to my je tworzymy. My, a nie oni. Bo owo „my” dotyczy Polaków i polskiego społeczeństwa w całości (tu trzeba mówić o odpowiedzialności zbiorowej skoro obarcza się nią wszystkich Romów), a nie wąskiej grupy, która koniecznie chce słowem zaszkodzić Romom. A właściwie „Cyganom”, bo to określenie niemalże zawsze automatycznie staje się elementem pragmatycznego wartościowania, określającego negatywne nastawienie do tej mniejszości (romskiego narodu).

Podejmując ilościowe badania nad negatywnym (wobec Romów) dyskursem medialnym, łatwo wpaść w pułapkę nadmiernych oczekiwań, które mają z założenia doprowadzić do wniosków, że w dyskursie tym (zarówno uwzględniając cały polskojęzyczny dyskurs, albo nawet węziej – cały polskojęzyczny dyskurs na temat Romów) udział wypowiedzi szkalujących, negatywnych, nienawistnych i złych w stosunku do Romów, będzie procentowo analogiczny do badań CBOS określających niechęć wobec tej grupy (zatem aż 57%). Tak jednak nie jest.
Po pierwsze dlatego, że w ogóle podejmowanie tematu Romów (czy to w prasie, czy w mediach audiowizualnych, czy w mediach społecznościowych) jest stosunkowo rzadkie. Co prawda jest ono zawsze wyraźne, jednak nie zawsze negatywnie. Wyrazistość tego przekazu wiąże się ze standardami działania prasy powiązanymi z oczekiwaniami odbiorców. Komunikaty pozytywne (dość przewrotnie: „dziś żaden Rom niczego nie ukradł, nikogo nie oszukał i nic nie chciał od nikogo”) mogłyby się pojawiać przez większość dni w roku (w odróżnieniu od niemożliwości generowania tego typu prawdziwych komunikatów przyjmujących za podmiot „Polaka” lub „polskiego katolika”), jednak nikogo by to nie interesowało, zgodnie z hasłem szkockiego instytutu badań mediów: „More bad news”.
Po drugie natomiast, pomimo łatwego do wygenerowania poczucia, związanego z pierwszą przyczyną, że o Romach ciągle się mówi źle, to jednak liczba negatywnych wypowiedzi w różnorodnych mediach na temat Romów nie osiąga udziału procentowego negatywnego nastawienia do tej grupy w badaniach CBOS. W wielu przypadkach wypowiedzi medialne są obojętne pod względem oceny tej grupy, wiele osób potrafi sformułować pozytywne zdania o nich (nie zawsze wywołujące jeszcze bardziej negatywną reakcję), a i w klasycznym przekazie dziennikarskim Romowie najczęściej nie są opisywani w sposób negatywny. O wiele częściej stają się przykładami ofiar bezdusznego systemu, polityki rządku, lokalnej polityki samorządowej, okoliczności lub uwarunkowań kulturowych. Podobnie jak mowa nienawiści stanowi jedynie (wciąż bardzo wyraźną przez swoją bezkompromisowość i napastliwość) niewielką część wypowiedzi pojawiających się we wszystkich mediach (nawet w granicach co najwyżej 1%), tak też jest i z atakami na Romów w mediach. Oczywiście nawet tak mała liczba przejawów negatywnego nastawiania odbiorców komunikacji medialnej może prowadzić do tragedii, ataków na Romów (werbalnych i fizycznych), zwiększania dyskryminacji i nie można lekceważyć takiego a nie innego stosunku społecznego to tej grupy, szczególnie jeśli przekaz trafia na podatny grunt, kogoś bardzo niezadowolonego lub wręcz „wściekłego”.  Jednak nie jest to kwestia liczby i równomiernego rozkładu w przekazie medialnym tego typu treści, ale właśnie ich kumulacji, intensywności i wyrazistości.
Najczęściej serie negatywnych wypowiedzi są rozpalane przez konkretne sytuacje (nie zdarzające się przy tym aż tak często) i to nie zawsze związane z okołoprzestępczym zachowaniem Romów, ale raczej ze stałymi punktami zapalnymi, których w Polsce jest kilka. W ostatnich latach są nimi Puławy, Maszkowice i Limanowa. W każdym z tych przypadków ważnym elementem niechętnych Romom zachowań i wypowiedzi jest niezadowolenie społeczne i poczucie takiejże niesprawiedliwości, bo Romowie mają na pewno lepiej niż „(prawdziwi) Polacy”, a dominującym przekazem jest to, że Romowie dostają wszystko za darmo, nie chcą pracować, a Polacy po nic nie wyciągają ręki i uczciwie i ciężko pracują na chleb swój powszedni. Uff… Nawet starając się nie przekraczać progu złośliwości nie sposób nie zapytać, kto chętnie zatrudni Roma, kto zamienia się z nimi na mieszkanie (albo życie) i czy większość komentujących Polaków na pewno nie będzie brało chętnie finansowych dodatków zawierających w swojej nazwie „+”: na dziecko, na wychowanie, na emeryturę, na firmę, na krowę, na koguta, na cokolwiek do czego ten plus zdoła się przyczepić, a właściwie do czego większość polskich partii zdoła go przyczepić w ramach festiwali obietnic i kupowania akceptacji społecznej dla swojego programu politycznego.

Ponownie i bezkompromisowo trzeba jednak podkreślić, że nie można lekceważyć (nawet) nielicznych i (jednak) wyraźnych i wpływających na odbiorców przekazów medialnych i pozamedialnych reprezentujących negatywne nastawienie do Romów i powielających stereotypu i wzmacniających uciążliwą codzienną (a czasem i systemową) ich dyskryminację.

Jak już zostało wspomniane o wiele mniej docierające do świadomości społecznej są pozytywne i obojętne pod względem wartościowania komunikaty dotycząc Romów. Jednak są one bardzo interesujące, tym bardziej gdy trafiają się w strumieniowych seriach festiwali nienawiści i niechęci pojawiających się pod materiałami prasowymi i audiowizualnymi zamieszczanymi w internecie pod postacią komentarzy. Interesująca jest także reakcja innych komentujących (najczęściej po prostu wulgarna lub proponująca zabranie Romów do siebie do domu) na takie pojedyncze (nieliczne) pozytywne (lub strofujące nienawistników) wypowiedzi. Wiążą się one z już przywołanymi sytuacjami w Puławach (gdzie być może – taka opinia pojawiła się w mediach internetowych – rozpalenie antyromskiego nastawienia było jedynie narzędziem uzyskania poparcia społecznego przez jednego z byłych radnych), Maszkowicach (gdzie panuje od zawsze bardzo złożona sytuacja społeczna i ekonomiczna koncentrująca się w ostatnim czasie na problemach mieszkaniowych i samowoli budowlanej) oraz Limanowej (także tutaj sytuacja jest skomplikowana, wielowątkowa, w ostatnich latach dotycząca przede wszystkim prób eksmisyjnego rozśrodkowania Romów do innych miejscowości i gmin).

Dobrym przykładem (wybór należałoby nazwać celowym lub po prostu tendencyjnym i pasującym, co jednak nie obniża jego wartości, ponieważ jest to sytuacja i komentarze prawdziwe) jest grupa komentarzy (na dziś 158) pod materiałem zamieszczonym na profilu Youtuba publicystykatvp „Dziś prawdziwych Cyganów nikt nie chce - Sprawa dla reportera” z maja 2017 roku. Już sam materiał jest bardzo interesujący, jednak w ramach „czegoś pozytywnego”, tym razem chodzi wyłącznie o komentarze i to te nieliczne – pozytywne. Co ciekawe, wszystkie komentarze zaczęły się pojawiać dopiero od listopada 2018 roku.

https://www.youtube.com/watch?v=aupucBfZjOI&lc=UgyAJ3PF9oxmFMy7O294AaABAg

Pomijając komentarze negatywne (choć warto je poczytać, bo to prawdziwy festiwal pretensji, obrażania i jest to chyba jeden z „najciekawszych” zbiorów wypowiedzi tego typu wobec Romów), można wśród wpisów znaleźć wypowiedzi o innym nacechowaniu. Swoją drogą można by zapytać, ile osób wśród tych oburzonych Romami przekroczyła wiek (choćby) 15 lat, bo nakręcanie negatywnych sytuacji „dla beki” albo „bo można” nie jest czymś niespotykanym, a ortografia niektórych wpisów wskazuje na dość swobodny do niej stosunek).
W sumie udało się zidentyfikować 28 pozytywnych/broniących komentarze. To daje 17% takich komentarzy. To bardzo dużo biorąc pod uwagę ogólny poziom i ukierunkowanie większości wypowiedzi oraz ogólną „atmosferę” jaka zapanowała „pod” zamieszczonym materiałem filmowym. Mają one różnorodny charakter. Część z nich pojawia się w ramach rozbudowanych mikrodyskusji prowadzonych pomiędzy komentującymi, tłumaczących sytuację Romów, w części znajdują się wypowiedzi dwóch osób deklarujących się jako Romowie, co jednak w jednym przypadku jest dość wątpliwe. Jednak nawet przyjmując, że tylko jeden komentujący jest Romem, to obecność jego wypowiedzi wśród 158 komentarzy i jego osoby wśród powiedzmy w sumie 100 osób wypowiadających się, jest przykładem całkiem porządnego włączenia cyfrowego Romów.
Poniżej zostało przytoczonych kilka komentarzy pozytywnych, każdy pisany przez inną osobę, które pokazują jaki stosunek do negatywnych zachowań werbalnych wobec Romów ma część (prawdopodobnie znaczna, ale mniej chętna do brania udziału w  tego typu beznadziejnych dyskusjach) spośród Polaków.

„Wasze komentarze to jedna podłość! Polak potrafi!!! Zazdrość i rasizm!”

„Jak czytam te komentarze to po prostu wstydzę się za Polaków…..”

„drodzy ludzie, dlaczego zawsze ten scheis rasizm kocha waszego następnego jak siebie w kółko rassimus nie ma znaczenia, czy biegun cygański czy afrykański jesteśmy po prostu ludźmi Jestem z Berlina i chciałbym pomóc rodzinie finansowo Życzę wam wszystkiego, co najlepsze w sercach za komentarze rasistowskie Bóg może wam wybaczyć”

„Europejczycy mówią,że Polacy kradną i piją. Polacy mówią,że Romowie nie pracują . Romowie mają wszystkich gdzieś, bo to jest naród koczowniczy i zwykły Gadzio nie zrozumie Roma.”

„Ja pierdole wybaczcie ostre słowo czytając wasze komentarze zygac się chce,i to Wy nazywacie siebie Polakami,mając pretensje do Romów,kto Was i gdzie wychował,pierdoleni rasiści,identycznie można Was porównać do Gestapo czy Wermachtu,pewnie jakby Adolf żył przyjąłby Was z otwartymi ramionami byście egzekucję wykonywali,ludzka bydlęca znieczulica w Polskim narodzie.”

Te wypowiedzi – bardzo różnorodne pod chyba kąxdym względem – dobrze charakteryzują podejście większości negatywnie komentujących. Polak Polakowi Polakiem, a Romowi – wilkiem. Wiele negatywnych wypowiedzi motywowana jest zazdrością, zawiścią, część całkowitym niezrozumieniem. Ale naprawdę dobrze, że pojawiają się także komentarze pozytwne, a właściwie negatywne wobec agresywnie komentujących. Naprawdę części użytkowników internetu łatwo jest zapomnieć, że ci „nie nasi” – w tym przypadku Romowie – też są po prostu ludźmi.
Bardzo intersującym jest poniższy komentarz, który opiera się na mniemaniach i niewiedzy, ale przesycony jest jednocześnie silną wiarą w to, że w przeszłości było inaczej.

„Moim zdaniem prawdziwych Romów już nie ma. Kiedyś potrafili zarządzić finansami, byli przykładni i odpowiedzialni. Natomiast teraz podchodzi to pod leniwych Rumunów, którzy żyją na koszt państwa i nie robią ABSOLUTNIE nic! Rozleniwili się przez politykę naszego kraju...... Wykorzystują swoje jakieś niby przywileje. To nie są Romowie z dawnych czasów, bogaci, pomysłowi i pracowici. To są już straceńcy. Zero pracy, zero wszystkiego, Tylko brać i leżec odłogiem cały dzień a wieczorami imprezować i budzić”

W rzeczywistości w przeszłości nie było dokładnie tak. Romowie często żyli w gorszych warunkach i byli ogólnie w gorszej sytuacji. W dalszym ciągu większość spośród nich wciąż jest przedsiębiorcza, pomysłowa, pracowita. Czasem także bogata, choć to już chyba raczej legendy. Tak jak legendą, choć być może zawierającą trochę prawdy, jest stwierdzenie o rozleniwieniu przez politykę kraju. Bo rzeczywiście oferowanie pomocy i finansowanie za nic i bez jakichkolwiek wymagań – rozleniwia. Bez względu na to czy jest to pomoc w ramach strategii Unii Europejskiej, polskiego programu wsparcia (integracji) Romów, czy kolejnego „plusa”.
Jeden z pozytywnie nastawionych do Romów komentujących wyjaśnił całkiem zgrabnie obecną sytuację polskich Romów, upatrując (i błędnie i nie) źródła wszystkich nieszczęść w zakazaniu przez władzę Polski Ludowej wędrowania Romom. Ostatecznie (poza ogromną traumą i gwałtownym wyrwaniem z dotychczasowego trybu życia) Romowie i tak musieli się zmienić. I tak musieli przestać handlować końmi i zająć się na przykłąd handlem samochodami.
Czasy się zmieniają i łatwiej teraz zaparkować pod blokiem samochód niż konia. Łatwiej też krytykować, niż czegoś się dowiedzieć na temat Romów i czasem (kiedy to słuszne) ich bronić.



środa, 18 września 2019

Romowie po wyborach


Mówienie o sytuacji Romów po nadchodzących wyborach jest w pewnym stopniu wróżeniem, bo rzeczywistość niesie ze sobą wciąż coś nowego, a pomysłowość polityków – jak się zawsze okazywało i co można obserwować szczególnie wyraźnie w Polsce ostatnich kilku lat – nie ma granic. W tym przypadku politycy to ci, którzy są, a właściwie mają ogromne szanse być przy władzy po narodowej decyzji, jaka będzie podjęta w październiku. Słabość i rozdrobnienie opozycji, a także marazm w jaki popadła po przegranych w 2015 roku wyborach w połączeniu z ich niepopulistycznym ukierunkowaniem, sprawiają że nawet zachowując w pełni liberalny optymizm, nie należy spodziewać się cudu.


Niepopulistycznego nastawienia opozycji nie zmienią sztucznie generowane i nieskuteczne pomysły na licytacyjne podbijania kwot i zakresu ich udostępniania w kolejnych obszarach obejmowanych protekcjonistycznymi praktykami państwa (a właściwie rządu) opiekuńczego, o profilu charakterystycznym dla państw demokratyczno-socjalnych a właściwie demokratyczno-socjalistycznych. Polscy obywatele nie tylko potrzebują wyraźnej i ciągle o sobie przypominającej polityki rządu i takich działań z jego strony, ale także oczekują ciągłego otrzymywania nowych (przede wszystkim finansowych) dodatków, prezentów i ulg. Pomysłowość i szczodrość obecnej władzy wobec największych grup społecznych i ekonomicznych („klasy” średnia i niższa) zapewnia im to, dlatego też ostateczną konkluzją jest to, że obecna partia rządząca co najmniej utrzyma swój dotychczasowy status parlamentarnej większości, lub też całkowicie zdominuje Sejm i Senat, uzyskując większość pozwalającą nawet na zmianę Konstytucji. Taki zresztą był nieukrywany nigdy cel jej dążeń.
Obecne dążenia i populistyczne decyzje rządu nie są jednak jedynie ukierunkowania na tworzenie państwa o charakterze socjalnym czy też nad wyraz opiekuńczym w stosunku do klas (ekonomicznie i społecznie) niższych i średnich. Większość działań, a także świadomych zaniechań (w pewnych obszarach) obecnego rządu wskazuje na wyraźne wzmacnianie tendencji narodowych, afirmujących rdzenną przynależność do polskiego narodu, nawet jeśli owa rdzenność to zaledwie tyle pokoleń, ile łatwo jest zapamiętać bez jakichkolwiek badań genologicznych. Jednym z narzędzi wzmacniania takiego kształtu powszechnego polskiego myślenia jest wprowadzanie wyraźnego podziału na „nas” i na „nich”, często powiązana z tworzeniem autostereotypu, krzywdzącego w  dłuższej perspektywie czasu świadomość narodową i mogącą (choć niekoniecznie) prowadzić do wewnętrznych i zewnętrznych konfliktów. W takiej sytuacji identyfikacja inności wiąże się z negatywnym nastawieniem do niej, odmawianiem pełni praw nadanych przez państwo, albo nawet pełni człowieczeństwa (a co za tym idzie odmawiania pełni praw człowieka, wynikających z faktu bycia człowiekiem). Zaniechania rządu pozwalają na konkretne i mieszczące się w zakresie pewnego poziomu bezkarności działania i aktywność, umożliwiającą ukierunkowanie gniewu. Dzieje się to dzięki identyfikację innego (wroga), bo staje się nim niemalże każdy, kto nie tylko nie współdzieli w takim stopniu jak „my” polskiej krwi i przodków, ale także jest odmienny pod jakimkolwiek dominującym (zgodnie z wytyczoną powszechną „normą”) względem. Jak chyba dość wyraźnie pokazuje obecna polska rzeczywistość może być to zatem odmienność wyznania, orientacji seksualnej, koloru skóry lub przynależności etnicznej. Nie oznacza to, że w polskiej rzeczywistości dochodzi do oficjalnego, usankcjonowanego i wyraźnie wspieranego przez rząd promowania otwartej wrogości w stosunku do reprezentantów takich grup. Jednak różnice są podkreślane, w niejednej sytuacji zaniechanie wiąże się z pozwoleniem na różnicującą identyfikację tych innych i odmiennych, a zachowania niektórych grup lub jednostek, które powinny zostać napiętnowane ze względu na ich otwarcie dyskryminacyjnych charakter, są albo lekceważone, albo uznawane za zdrowe przejawy normalnych zachowań większościowej reprezentacji Polaków. W konsekwencji, w przypadku jakiegokolwiek załamania się lub nawet naruszenia pozornej stabilności wzmacnianej przez promowany i rozpędzony konsumpcjonizm, bardzo łatwym może być albo przesunięcie potencjalnego niezadowolenia społecznego na którąkolwiek z grup mniejszościowych, bądź to – co jak historia pokazała nie raz jest nad wyraz skuteczne – wskazanie winnych, stających się w ten prosty sposób kozłem ofiarnym.
Jak zatem może być sytuacja Romów po wyborach, przy wzmocnieniu obecnego kierunku społecznego i ekonomicznego, a także – w  jakimś stopniu – ideologicznego?
Z jednej strony działania socjalne, wyraźnie ukierunkowane na rodzinę i tych, którzy w życiu sobie nie radzą lub nie chcą radzić. Z drugiej natomiast wzmocnienie czynnika polsko-narodowego i wyraźne wyróżnienie tych „innych”, których być może trzeba będzie kiedyś w jakiejś postaci złożyć na ołtarzu stabilności i Polski.

Podobnie jak w Europie, także w Polsce  Romowie w większości (absolutnie nie dotyczy to wszystkich Romów i trzeba pamiętać, że są oni zróżnicowani zarówno pod względem ekonomicznym, społecznym, kulturowym) pozostają w gorszej sytuacji ekonomicznej (i społecznej) niż przedstawiciele społeczeństwa większościowego. Są także bardziej narażeni na ubóstwo, a ze względu na swoją przynależność etniczną często mają problemy z zatrudnieniem, co wiąże się także z ich gorszym wykształceniem. Generalnie cała – powtarzana i opisywana wielokrotnie – charakterystyka ich sytuacji społeczno-ekonomicznej jest to wiele gorsza niż reszty społeczeństwa. W efekcie należą do klasy ekonomicznie co najmniej niższej i częściowo średniej. Z tego wprost wynika, że przynależą do grupy głównych beneficjentów socjalnych działań finansowych i wspierających podejmowanych przez obecny rząd. I tak w rzeczywistości jest. Nie są z tego wykluczani, choć w oczywisty sposób dotyczy to Romów posiadających polskie obywatelstwo, a nie tych, którzy do Polski przybyli w ramach migracji przez ostatnie 30 lat. Tym, co dodatkowo wzmacnia (niechcąco) ukierunkowanie polityki rządu na wspieranie Romów jest ważny składnik ich tożsamości kulturowej, którym jest rodzina. W tym przypadku – wielodzietna, co ponadto wiąże się często z zajmowaniem się przez Romni domem i porzucenie jakichkolwiek prób podjęcia przez nie pracy. W ten sposób Romowie stają się nie tylko celem wsparcia związanego z wychowywanymi dziećmi do osiągnięcia przez nie 18 roku życia, ale także i wsparcia o charakterze emerytalnym za wychowanie przynajmniej czwórki dzieci i niewypracowanie podstawowej standardowej emerytury. To jedynie dwa najwyraźniejsze przykłady pozytywnego wpływy polityki obecnego rządu na sytuację ekonomiczną Romów, natomiast można spodziewać się, że także wiele innych – skierowanych do wszystkich mieszkańców Polski – działań (także przyszłych) dotyczących sfery jakości życia i wzbudzania konsumpcji, doraźnie oddziałuje na tę mniejszość. Co więcej, można rozważać, czy dostrzegany negatywny wpływ na aktywność zawodową kobiet związany z programem 500+ wpływa równie intensywnie na Romni, które – często pomimo licznych kursów kwalifikacyjnych i zawodowych – i tak w wielu przypadkach nie pracowały, czy to ze względu na zajmowanie się domem, czy też ze względu na problemy z zatrudnieniem, wynikające bezpośrednio z ich przynależności etnicznej.

Jak jednak wygląda kwestia wpływu na sytuację Romów ze względu na wzmacnianie czynnika polsko-narodowego? W rzeczywistości wydaje się, że nijak. W ciągu ostatnich kilku lat nie doszło do żadnych większych, czy też szczególnie drastycznych działań ze strony grup zbyt dosłownie biorących do serca hasło „Polska dla PRAWDZIWYCH Polaków” w stosunku do polskich Romów. Tego typu działania – o ile w ogóle się pojawiały – były skierowane przeciwko Romom z Rumunii i nie miały tak drastycznego charakteru i przebiegu jak choćby wydarzenia z Kijowa z kwietnia 2018 roku. Nawet w najnowszej „Informacji o działalności Rzecznika Praw Obywatelskich orazo stanie przestrzegania wolności i praw człowieka i obywatela w roku 2018” Romowie zostali przywołani jedynie dwukrotnie i to w kontekście działań lokalnej administracji dotyczącej złego stanu budynków i samowoli budowlanej w romskiej osadzie w Maszkowicach oraz w kontekście wykorzystania środków z polskiego programu integracji Romów na ich wysiedlanie z Limanowej. Obydwie te sprawy są stare i ciągną się od dłuższego czasu, zwracając uwagę i wywołując aktywność RPO. Nie doszło do żadnych wydarzeń ani działań w  stosunku do Romów, które można by porównywać choćby w najmniejszym stopniu do tego, co robiła na Węgrzech prawicowa partia Jobbik. Niezbadanym ilościowo pozostaje natomiast w Polsce codzienna, pozornie drobna dyskryminacja, której uciążliwość dla zwykłego funkcjonowania jest ogromna. Wraz z tak a nie inaczej ukierunkowaną rządową polityką zaniechania, wzrasta wśród niektórych grup społecznych swoiste przyzwolenie na to, aby tego typu zachowania się pojawiały. Występują one zawsze – bez względu na politykę rządu, jednak są okoliczności, które wspomagają myślenie, że wszyscy którzy nie są całkiem z nami i nie są nami muszą ulec pod naciskiem narodu tytularnego i uznać jego racje oraz podporządkować się zachowaniom jego przedstawicieli. Szczególne znaczenie ma w tym przypadku rządowy dokument „Polityka migracyjna Polski” z czerwca 2019 roku, bardzo wyraźnie wskazujący na kierunek w jakim ma podążać Polska myśl o innych. Co prawda nie koncentruje się ona na Romach, lecz w znacznym stopniu na Muzułmanach i migrantach (przede wszystkim międzykulturowych), jednak Romowie – nawet przebywający od kilkudziesięciu pokoleń w Polsce) bywają traktowani jak migranci, a ich specyfika kulturowa pozostaje niezmiennie niezrozumiała dla większości Polaków.

Przyszła sytuacja Romów w Polsce może się w sumie wydawać całkiem dobra. Wsparcie rodziny, brak programowych działań dyskryminacyjnych skierowanych przeciwko tej mniejszości i jedynie uciążliwa, lecz nie niszcząca ich relacji z resztą społeczeństwa codzienna dyskryminacja (także instytucjonalna), do której i tak dochodzi z różną intensywnością w wielu państwach. Czyli prawie ideał.
Być może. Ale tylko jeśli nic się nie zmieni i nic nie zakłóci tego stanu dość chwiejnej równowagi. Co jednak, gdy dojdzie do jakiegokolwiek zachwiania rynku albo sytuacji politycznej? Kto będzie wtedy winien? Kto okaże się tym innym, przez którego polski sen o potędze się nie ziści? Romowie zapewne nie. Oni – prawie jak zawsze – odczują to przy okazji. I będą być może wcale nie głównym kozłem ofiarnym, tylko takim dodatkowym.



niedziela, 8 września 2019

Romskie jednorożce


Budowanie mitów założycielskich i tworzenie wspólnej i spójnej mitologii historycznej jest zawsze bardzo ważne dla każdego narodu i etnii. Najczęściej potrzebne jest to gdy grupa tworzy lub po latach odbudowuje swoją państwowość lub – jak w przypadku Ukrainy – stara się zintegrować zróżnicowaną pod różnymi względami wspólnotę w jeden organizm państwowy lub narodowy. Te wspólne mity pozostają mitami, nie zawsze są w pełni wiarygodne, często są odbierane przez najbliższych sąsiadów negatywnie, ze względu na różną interpretację faktów historycznych i odmienny stosunek do ważnych dla narodu postaci z przeszłości.
Mity takie są także ważne dla narodów pozostających w szczególnej sytuacji pod względem posiadania własnego terytorium i tych, których historia nie jest w pełni zapamiętana i musi być odtwarzana. Obydwa te warunki spełniają Romowie. Nie są oni – wbrew tezom pojawiającym się w dyskursie naukowym i podtrzymywanym w dyskursie dyskryminacyjnym – narodem bez przeszłości, lecz narodem, który nie miał możliwości zapamiętać swojej historii w sposób typowy dla społeczności europejskich. Wiąże się to zarówno z ich długotrwałą wędrówką z Indii do Europy, jak i z rdzeniowego kształtu ich kultury. Zarówno ze względu na jej aliterackość, jak i długotrwałe pozostawanie na marginesie głównego nurtu życia każdego państwo i każdej grupy narodowej z jaką mieli okazję spotkać się zarówno na drodze wędrówki do Europy, jak i podczas kilku wieków pobytu na jej obszarze.
Modernistyczna tożsamość romska – lepiej dopasowana do oczekiwań współczesnego pozaromskiego świata – nie koliduje z tożsamością tradycyjną i kulturowymi czynnikami integrującymi, a jedynie je uzupełnia i unowocześnia. Bardzo ważną rolę budowania nowej wspólnej tożsamości Romów ma obecnie zrekonstruowana wspólna pamięć o romskiej zagładzie podczas II wojnie światowej (Samudaripen), kiedy zginęła większa część ich europejskiej populacji. Nie tak dawno rolę taką pełniło potwierdzanie i utrwalanie w świadomości zarówno Romów, jak też i społeczeństw głównonurtowych indyjskiego pochodzenia Romów i podtrzymywanie jakiegokolwiek związku pomiędzy Indiami a Romami.
Jak już jednak zostało wspomniane, niektóre mity narodowe i etniczne nie mają zbyt mocnych podstaw historycznych. Czasem takie określenie jest zbyt delikatne i bywa, że z jakąkolwiek prawdą historyczną niektóre budowane mity nie mają żadnych związku. W takich sytuacjach ich funkcja nie zmienia się, jednak mogą wywoływać negatywne reakcje, jeśli przekraczają pewien trudny do konkretnego wyznaczenia poziom oderwania od rzeczywistości.

https://www.harappa.com/content/harappan-unicorn-eurasian-and-south-asian-perspectives

Postacią, która – poza licznymi i rzetelnymi pracami naukowymi z zakresu lingwistyki i etno-socjologii – stworzyła romskie mity o mało wiarygodnym naukowo charakterze, był Vania de-Gila (Jan Kochanowski), romski naukowiec polskiego pochodzenia, wykładający na wielu francuskich uniwersytetach i prowadzący swoje badania między innymi w Indiach. W swojej książce – wydanej w 2011 roku po polsku przez Związek Romów Polskich „Mówimy po romsku. Historia, kultura i język narodu romskiego” między innymi twierdził on, że Rama z eposu „Ramayana” miał być ojcem Remusa i Romulusa, co prowadzi do prostych wniosków zadających kłam „Eneidzie” i wskazujących na to, że jednak Romowie mają wiele wspólnego z cywilizacją rzymską i Romą.

http://www.romowie.com/old/modules.php?name=Content&pa=showpage&pid=61

Gdyby potraktować to jako naukową tezę, to pomimo wywołanego tym (i innymi także) pomysłem Jana Kochanowskiego zdziwienia, należałoby poszukiwać dowodów na jego potwierdzenie oraz dowodów na jego obalenie. Postawiona teza, oparta na jakichkolwiek naukowych podstawach nie może bowiem zostać odrzucona wyłącznie dlatego, że komukolwiek się wydaje, że nie może być prawdą. Pozostawiając jednak kwestię wiarygodności takiego pochodzenia Remusa i Romulusa, po takim wprowadzeniu można się głębiej zastanowić nad romskimi jednorożcami.

https://www.harappa.com/content/iconography-indus-unicorn-origins-and-legacy

Być może jest to budowanie kolejnego mitu, który w pośredni sposób wiąże się z Romami i ich najdawniejszą historią, jednak jest to proste postawienie pewnej tezy, którą może być bardzo trudno zweryfikować i która w sumie nie ma większego wpływu na naszą współczesność.
Pomimo tego, że wizerunek jednorożca pojawia się w wielu kulturach, to najstarsze ich podobizny pojawiają się na zachowanych i wykopanych przez archeologów pieczęciach pochodzących z cywilizacji dolnego Indusu (Kultury harappańskiej). Była to cywilizacja miejska i od jej odkrycia uznawano ją za jedną z najstarszych cywilizacji świata, ustępującą czasem swojego powstania jedynie cywilizacji sumeryjskiej i egipskiej. Lata jej rozkwitu wyznaczano na okres 2600-1700 p.n.e., wytyczając jej początek na 3500 rok p.n.e.

https://layah.org/aktualnosci/cywilizacja-doliny-indus-starsza-niz-egipska-sumeryjska

Obecne badania w oparciu o datowanie metodą aktywnego izotopu węgla C-14, wykazały jednak, że cywilizacja ta powstała nieco wcześniej i że w rzeczywistości istniała już od 5750 roku p.n.e. Zatem jest to niewątpliwie najstarsze źródło wizerunków jednorożców, skoro pochodzi z najstarszej znanej cywilizacji na Ziemi. Naukowcy zidentyfikowali nawet zwierzę, które mogło być pierwowzorem tych wizerunków jednorożca. Był nim olbrzymi nosorożec wysoki, smuklejszy i wyższy od współczesnych nosorożców, który wyginął pod koniec plejstocenu, zatem człowiek rozumny miał okazję się z nim zetknąć – przede wszystkim na terenie Azji Centralnej. Być może pamięć o nim przetrwała w ludzkiej świadomości, co skutkowało powstaniem harappańskich pieczęci.
Powracając zatem do cywilizacji dolnego Indusu – jak już zostało powiedziane – była to cywilizacja miejska. I to niemalże od samego początku. Ponadto jej miasta były bardzo precyzyjnie zaplanowane i zorganizowane na wysokim poziomie, z systemem dostarczania wody i odprowadzania nieczystości. Według badań archeologicznych cywilizacja ta nie doświadczyła żadnych znaczących dla jej trwania najazdów, ani wojen, nie rozwijała także wojennego rzemiosła. Miasta trwały, rozwijając się i zapewniając stabilność swoim mieszkańcom przez kilka tysięcy lat. Nawet przybycie Ariów około 1900 roku p.n.e. nie pozostawiło archeologicznych śladów wojny i być może przybycie ich na teren doliny dolnego Indusu miało charakter migracji asymiliacyjnej. Pomimo tego, w tym samym czasie cywilizacja ta zaczęła zanikać. Wśród wielu możliwych przyczyn najczęściej mówi się o przyczynach klimatycznych, które negatywnie wpłynęły na dobre dotąd warunki rolnicze tego obszaru. Być może było to przesunięcie się monsunu, być może było to wyschnięcie ważnej rzeki tego regionu – Saraswati, która w tamtym czasie wpadała do Morza Arabskiego w miejscu obecnego solniska Wielki Rann. Z tym mogło się wiązać pogorszenia warunków życia w miastach i wzrastające przeludnienie. Bez względu na konkretną przyczynę miasta zaczęły pustoszeć, ich mieszkańcy uciekali do małych rolniczych osad w okolicy, część prawdopodobnie wyemigrowała dalej, w stronę Gangesu i ostatecznie rok 1700 p.n.e. uznaje się za koniec tej cywilizacji.
A gdzie tu w tym wszystkim Romowie? Cywilizacja harappańska istniała na obszarze, który częściowo pokrywa się z domniemaną i prawdopodobną indyjską kolebką Romów. Oczywiście pomiędzy upadkiem tej cywilizacji, a wyjściem Romów z Indii minęło ponad 2000 lat. Jednak czy Cyganie wychodzący z Indii mogli być potomkami ludów tworzących tę rozwiniętą miejską cywilizację? Mogli. I w jakimś stopniu tę możliwość potwierdzają badania DNA.
Otóż najprawdopodobniej cywilizację dolnego Indusu tworzyły ludy drawidyjskie. Obecnie zamieszkują one przede wszystkim południowe Indie, co jest skutkiem przybycia Ariów i stopniowego spychania tej grupy etnicznej właśnie ku południowi. Biorąc pod uwagę to, że zgodnie z badaniami romskiego DNA występuje u nich i to jako dominująca haplogrupa H1a, przy braku typowej dla ludów indoeuropejskich haplogrupy R1, mają oni korzenie właśnie wśród ludów drawidyjskich. Doprowadziło to nawet do poszukiwania kolebki Romów nie na pograniczu pakistańsko-indyjskim, lecz na południu Indii.

Mogło jednak być też inaczej i Romowie wcale nie musieli migrować z południa Indii. Być może potomkowie twórców cywilizacji harappańskiej zamieszkiwali w rejonie, w którym kiedyś ona istniała. Być może nie zostali zepchnięcie wraz z innymi ludami drawidyjskimi na południe Indii. Być może pomimo upływu czasu pozostawali ze sobą w związku o charakterze plemiennym aż do VI wieku n.e. Być może wtedy ruszyli na wędrówkę w stronę Europy. Być może współcześnie Romowie są w prostej, choć wcale nie w pełni czystej linii, potomkami najstarszej cywilizacji świata, która przez kilka tysięcy lat była rozwiniętą na wysokim poziomie cywilizacją miejską. Być może współcześni Romowie mają zapisaną w bardzo długotrwałej pamięci grupowej niechęć do uczestniczenia w cywilizacji miejskiej i jej rozwijaniu. Być może tkwi w ich najgłębszej nieuświadomionej pamięci historycznej wiedza o tym, że to już było, że to już mieliśmy, że z tego zrezygnowaliśmy. Bo znudziło się to nam ponad 3000 lat temu, po 3000 tysiącach lat takiego rozwiniętego, cywilizowanego, miejskiego życia. I wiemy, że nie ono jest najważniejsze.

Tak powstają mity. Może nie założycielskie, może wcale nie aż tak potrzebne. Ale być może właśnie tak było. Jeśli tak, to jednorożce zawdzięczamy przodkom współczesnych Romów.