środa, 29 kwietnia 2020

Dziwny moment sobie wybrali


Romowie mają swoją historię, choć w zupełnie odmienny sposób, niż etnie funkcjonujące w europejskim obszarze wspólnej tożsamości ją traktują. Wynika to z oralnego charakteru ich kultury i wielowiekowej aliterackości. Przekaz ustny w połączeniu z romskim systemem wartości nie sprzyjał dokładnemu zapamiętywaniu – i przede wszystkim identyfikacji – poszczególnych etapów wędrówki do Europy i szczegółów rozchodzenia się romskiej wspólnoty po jej obszarze. Dla Romów o wiele ważniejsze – i zarazem mieszczące się w ich systemie pojmowania i wartościowania świata – były kwestie wspólnoty (także na poziomie rodziny), systemu porządkowania świata, norm wewnątrzgrupowych i wreszcie – jak najbardziej przyziemnego – przetrwania w mało sprzyjającym, a na pewno nie rozumiejącym ich, środowisku państw europejskich. Szczęśliwie jednak – zgodnie z naszym większościowym podejściem do historii i jej traktowania oraz rozumienia – historia Romów w Europie (szkoda, że nie dotyczy to aż w takim stopniu czasów ich wędrówki pomiędzy Indiami a Europą) jest możliwa do odtworzenia na podstawie istniejących w Europie bardzo różnorodnych dokumentów. Jest to bardzo interesujący przypadek – typowy raczej dla odległych geograficznie i niewielkich etni (jak w przypadku mieszkańców Wyspy Wielkanocnej) lub dziejów dawnych (jak w przypadku początku wyodrębnienia się Słowian) – kiedy historia jakiejś istniejącej do dziś grupy jest opisywana (a w późniejszym czasie i badana) wyłącznie przez zewnętrznych historyków. Ponieważ nie tylko to zwycięzcy piszą historię, ale i każda grupa narodowa, przy okazji jej odtwarzania, interpretacji, reformułowania ma okazję do mitologizacji swoich dziejów i koncentrowaniu się niejednokrotnie w badaniach na poszukiwaniu potwierdzeń dla tych elementów, które budują i wzmacniają jej etos (jak w przypadku Białorusi, dla której Bitwę pod Grunwaldem wygrali Białorusini, a Tadeusz Kościuszko jest rdzennym białoruskim bohaterem narodowym). W przypadku Romów przez setki lat nie było czegoś takiego, co ukazuje nam historię Romów w sposób raczej dość surowy i pozbawiony niektórych elementów. Oczywiście wiąże się to także z nieposiadaniem przez Romów w Europie (i w ogóle) własnego państwa, a także z rodzajem dokumentów i opisów, na podstawie których historia Romów została odtworzona. Zawsze zewnętrzne i opierające się niemal wyłącznie na marginalnych i fragmentarycznych opisach zapisywanie historii jakiejkolwiek grupy jest obarczone brakiem zrozumienia wielu elementów związanych z opisywaną grupą. Dlatego też historycy zajmujący się historią Romów (w Polsce jest to przede wszystkim Lech Mróz), sięgają nie tylko do czasem obszernych opisów tej grupy, ale korzystają z bardzo szerokiego – zgodnego z metodologią badań historycznych – spektrum dodatkowych źródeł szczątkowych informacji, za wartościowe uznając jakiekolwiek (nawet najdrobniejsze i marginalne) wzmianki o tej grupie. W takich sytuacjach wystarczające do badań historycznych i wyciągania konkretnych wniosków jest choćby wskazanie, że jedną z osób, która zapłaciła podatek w jakiejś miejscowości był Cygan. Jednak nawet takie drobiazgowe poszukiwanie wieloaspektowych informacji na temat przedstawicieli tej grupy i włączenie interpretacji takich faktów w szersze badania nad historią Romów, nie zastąpi pełniejszego zrozumienia ich historii, które jest możliwe przy porównywaniu opracowań jakiegokolwiek narodu na temat własnej historii z zewnętrznymi badaniami.
Opisana po naszemu historia Romów zatem istnieje i choć można się w jej ramach spierać o wiele kwestii lub zastanawiać nad interpretacją poszczególnych faktów i zapisów pojawiających się w dokumentach. Nie ma natomiast zasadniczo wątpliwości, co do tego, że Romowie przybyli do Europy pod koniec XIV wieku i że rozprzestrzenili się po jej niemalże całym obszarze do pierwszych lat XVI. Na poziomie szczegółowym – tak jak w przypadku Polski – pojawiają się pewne wątpliwości dotyczące konkretnego roku (to przede wszystkim kwestia interpretacji tego, czy opisywane grupy lub osoby rzeczywiście były Cyganami), jednak nie zmienia to ogólnego zakresu stuleci ich europejskiej ekspansji.

http://romafacts.uni-graz.at/view_pdf.php?t=history&s=h_2_0&l=en

I tu pojawia się konstatacja, że bardzo dziwny czas na docieranie do Europy sobie wybrali. Niemalże jedyny co można pozytywnego o tym czasie historycznym powiedzieć, to  że dobrze że zaczęli napływać kilkadziesiąt lat wcześniej, bo trafiliby w sam środek czasu Czarnej śmierci. No może jeszcze dobrze, że nie dotarli np. sto lat później. Choć kształtowanie się odrębności narodowej i narodowej świadomości w państwach europejskich rozpoczęło się (przypadkowo) równo z nadejściem Romów, to jednak intensyfikację tego procesu przypisuje się dopiero raczej czasom reformacji. I gdyby Cyganie pojawili się wtedy, najprawdopodobniej ich sytuacja byłaby od początku od wiele gorsza, a ponadto byłoby im trudniej rozejść się po całej Europie i dotrzeć do jej państw.
Jednak i tak wybrali bardzo zły moment. Zły przede wszystkim dlatego, że przybyli za późno.
Oczywiście nie był to żaden świadomy wybór przodków współczesnych Romów, którzy w swej wędrówce z Indii do Europy przemieszczali się niesystematycznie, w nieskoordynowany sposób, z różną prędkością. Co więcej, w odróżnieniu od większości ludów, które w pierwszym tysiącleciu naszej ery docierały do Europy celowo, dążąc świadomie w kierunku subkontytnetu, Romowie po prostu przemieszczali się w ucieczce przed wojnami i niemożliwością normalnego życia. Nie dotyczyło to jednak całej etni i wielu z nich zostało po drodze.
Romowie przybyli do Europy na tyle późno, że nie tylko nie znaleźli dla siebie całkiem własnego miejsca, ale i nie było już sposobności, aby włączyli się do kształtującego się narodu któregokolwiek z istniejących państw.
Aby bezproblemowo zdobyć jakiekolwiek wolne miejsce w Europie, należałoby przyjść w czasach epoki żelaza, lub przy korzystnym sposobie tego wejścia do Europy tuż po okresie starożytności, w czasach kiedy ukształtowali się etniczni Słowianie. Ale to dla Romów było ewidentnie za wcześniej – było to bowiem (najprawdopodobniej) jeszcze przed ich wyjściem z Indii. Wszystkie późniejsze wdarcia się i połączenia z miejscowymi grupami miały charakter zbrojnych najazdów. Jednak i one zostały w pewnym momencie zatrzymane. Tu można się odwołać do Awarów, którzy panowali w części Europy środkowej do IX wieku, następnie rozpływając się wśród rodzimy grup etnicznych; do przybycia Bułgarów, którzy od VII wieku mieli już własne państwo, łącząc się z miejscowymi Słowianami z grup Sklawinów i Antów oraz do ostatnich, którzy przyszli i zostali a ich państwo trwa do dziś, czyli do dzikich Madziarów, którzy pod wodzą Arpada w 896 roku na stałe zajęli Kotlinę Panońską, włączając się tym samym w europejski krąg kulturowy. Już nawet Mongołom Czyngis-chana w XIII wieku nie udało się trwale wedrzeć do Europy, choć nękali ją długo, a ludy tureckie przybyły od Europy z oryginalnego kierunku – od strony Azji Mniejszej. Co więcej – zajęcia przez nich Bałkanów na przełomie XIV i XV wieku, a w późniejszym czasie także terenów na północ od nich, nie zostało uznane za trwałe i Imperium Osmańskie po kilkuset latach zostało ostatecznie wyparte z Europy.
Romowie dotarli do Europy niemalże wraz z Turkami i od tego samego kierunku. Jednak ich przybycie nie miało charaktery najazdu. Podobnie jak na poprzednich etapach swojej wędrówki nie mieli wojska, przybywali małymi grupami, bez planu, bez strategii, tylko po to, aby znaleźć dobre miejsce do życia.
I z tym wiąże się także to, że nie poszukiwali ani miejsca na swoje odrębne państwo, ani nie chcieli (i jak historia pokazała nie było takiej możliwości) całkowicie włączyć się i roztopić w obcej sobie etni. Ci spośród wędrujących z Indii Cyganów, którzy zostali po drodze, ani się nie połączyli w  pełni z innymi ludami, ani też nie stworzyli własnego państwa. Zatem być może jednak ten moment był dobry? Może dla tak pokojowego pojawienia się w Europie i tak marginalnego zajęcia niszy kulturowej i przestrzennej był to jednak optymalny moment historyczny Europy? Jak już zostało wspomniane zawsze mogli trafić gorzej (kilkadziesiąt lat wcześniej lub później), a skoro nie szukali miejsca dla własnego państwa i nie chcieli nikogo podbijać i z nikim walczyć, to może jednak ten czas przypadkowo był jednak najlepszy.

Moment historyczny w jakim Romowie dotarli do Europy ukształtował ich późniejsze losy i ostatecznie zdecydował o tym, jaka jest ich sytuacja obecnie. XX wiek i przebudzenie (właściwie było to nie przebudzenie, ale dopasowanie paradygmatu do wzorów świata okcedentalnego) świadomości i pamięci historycznej Romów sprawiło, że obecnie historię Romów piszą i badają sami Romowie. Nie dotyczy to jedynie budującej ich modernistyczną tożsamość pamięci o zagładzie podczas II wojny światowej, ale i historii najdawniejszej. Najdoskonalszym przykładem tego jest Marcel Courtiade, który w swoich badaniach dąży między innymi do dokładnego odtworzenia procesu wyjścia Romów z Indii.



sobota, 18 kwietnia 2020

Факултета


Planowany zamysł był taki: już wkrótce wakacje, Bułgaria już dawno przez Polaków re-odkryta, to może znajdzie się coś pozytywnego o Romach w Bułgarii. Nie tych z miast (a właściwie ze stolicy), ale tych z mniejszych miejscowości, może i górskich i tam gdzie Bułgaria doliną łagodnie przechodzi w Macedonię Północną.
Jednak rzeczywistość miała inne plany. Zatem pojawiły się epidemiologiczne ograniczenia, a sytuacja Romów w miastach (także bułgarskich) i to w przypadku gdy mieszkają w „osobnych dzielnicach” nie jest dobra. I całkiem przy okazji – wakacji w tym roku nie będzie (a jak jednak będą, to zupełnie inne).
Jakby tych powyższych eufemizmów było mało, to jeszcze złośliwy internet nie chciał podpowiadać niczego pozytywnego o bułgarskich Romach. Ciągle tylko „ta dzielnic ta dzielnica”, „Fakulteta, Fakulteta”. No to niech będzie ona i na początek i to prawie na żywo – spacer przez Street View po jedna z dzielnic stolicy Bułgarii.

https://www.google.com/maps/@42.6922009,23.2690136,3a,75y,57.41h,77.55t/data=!3m6!1e1!3m4!1so9TuCPFXFQJYBCWZURbfVg!2e0!7i13312!8i6656

Gdy patrzy się na takie miejsca jak koszycki Lunik IX, jak sofijska Fakulteta, to nasze rodzime problemy z Gdańska, Poznania, czy choćby z Wrocławia wydają się jakieś takie „małe” I chodzi tu zarówno o skalę ilościową, jak i skalę intensywności warunków w jakich romscy migranci żyją. No właśnie. Dla nas to migranci (akurat z Rumunii), a w Lumik IX i Fakulteta mieszkają przede wszystkim miejscowi Romowie (słowaccy i bułgarscy).
Oczywiście obecnie sytuacja wszystkich ludzi na naszym globie jest za sprawą pandemii specyficzna, jednak o wiele trudniej jest utrzymać nie tylko zasady kwarantanny (np. model polski) lub choćby zdroworozsądkowe zasady ogólnego bezpieczeństwa epidemiologicznego (np. model szwedzki), gdy dostęp do bieżącej wody pozostaje marzeniem, a ogólna czystość i higiena jest utrzymywana no… powiedzmy ogólnie. I to nie z powodu skłonności do trwania w brudzie, ale z tego powodu, że po prostu nie ma jak ją utrzymać. European Roma Rights Centre już w połowie marca wezwało europejskich przywódców do instytucjonalnej troski o wszystkie marginalizowane społeczności (w tym także romskie) w zakresie dostępu do czystej wody.

http://www.errc.org/press-releases/europe-must-ensure-marginalised-communities-have-access-to-water-during-pandemic
I miło by było, gdyby można było powiedzieć, że już dość o sytuacji spowodowanej przez wirusowego celebrytę wszystkich mediów, jednak nie tak łatwo uciec przed tym tematem w kontekście Bułgarii, szczególnie jeśli potrzebne są najświeższe informacje. A te w przypadku romskich koczowisk i gett, wiążą się ściśle z troską władz o to, aby tego typu miejsca nie stały się ogniskiem wzmożonych zachorowań i zagrożeniem dla szerszej populacji. I choć praktyka ze Słowacji zupełnie nie zachwyca w zakresie praw człowiek i obywatela, to jednak cytując w odległej pamięciowo parafrazie jednego z szefów europejskich służb specjalnych – jeśli obywatele chcą bezpieczeństwa, to muszą się godzić na pewien niewielki (lub wielki) stopień inwigilacji. I choć słowa te dotyczyły walki z terroryzmem, to niezadbanie i niezabezpieczenie miejsc o znacznej gęstości zaludnienia i słabych możliwościach sanitarnych może grozić wzmożeniem zachorowalności. A że spośród państw Unii Europejskiej, to przede wszystkim (choć nie wyłącznie) państwa byłego bloku wschodniego (w tym Bułgaria i przy okazji także Polska) nie podpisały deklaracji w sprawie obrony praworządności i demokracji w trakcie pandemii, to łatwiej można stosować mocniejsze (na razie nie wiadomo czy skuteczniejsze) metody panowania nad rozprzestrzenianiem się zagrożenia. Dlatego też w bułgarskim (nadmorskim) Burgas drony z kontrolą termowizyjną patrolują miejsca zamieszkane przez Romów. Może są to po prostu dobre i skuteczne środki monitoringu lokalnej sytuacji, ale skóra cierpnie w obliczu zwiększonego poziomu kontroli i inwigilacji. Tym bardziej, że są stosowane wobec konkretnej grupy etnicznej. Zresztą jeszcze w marcu w romskich dzielnicach takich bułgarskich miast jak Sliven, Nova Zagora, Kazanłyk wprowadzono specjalne punkty kontrolne, a w kwietniu otoczono je dodatkowym kordonem, stawiając na części ulic dojazdowych blokady. Od 16 kwietnia także ruch w sofijskiej dzielnicy Fakulteta został ograniczony i każdy jest poddawany kontroli przez służby miejskiej. Nie ma wątpliwości, że bułgarski rząd podszedł bardzo poważnie do kwestii pandemicznej kontroli potencjalnie wrażliwych lokalizacji. W szczególności i jedynie tych zamieszkanych przez Romów. Oczywiście blokuje to możliwość swobodnego poruszania się Romów do pracy (brak oficjalnego zatrudnienia, a co za tym idzie zaświadczenia od pracodawcy uniemożliwia dostanie się do pracy). Strach Romów nie dotyczy wyłączeni problemów z pracę i zarobkiem, ale również tego, że zostaną odizolowani w swojej dzielnicy i pozbawieni pomocy medycznej. Mają także poczucie dyskryminacji. Natomiast rząd tłumaczy i usprawiedliwia się, że są to jedynie środki zapobiegawcze, które po prostu dotycząc miejsc szczególnie zagrożonych.
Trudno jest jednoznacznie rozwiązać taki problem i ocenić, czy jest to już stygmatyzacja, czy też rzeczywiście po prostu próba działania tam, gdzie zagrożenia jest największe. W uproszczeniu zasady spójności terytorialnej Unii Europejskiej mówią o wspierających działaniach na określonym terenie o niskim poziomie dochodu, złych warunkach mieszkaniowych i socjalnych w stosunku do wszystkich mieszkańców. Bardzo często taka pomoc docierała wyłącznie do Romów, ponieważ to właśnie Romowie zamieszkiwali takie obszary, generując słabe wyniki dla tak przyjętych wskaźników. Posługując się tym kluczem można by uznać, że także władze Bułgarii troszczą się o szczególnie narażone na problemu epidemiologiczne miejsca. A że akurat są zamieszkane tylko przez Romów… W rzeczywistości trudno to ocenić, tym bardziej że Bułgaria nie była i nie jest centrum ani bałkańskiej, ani europejskiej demokracji, przez ostatnie lata zdarzały się wielokrotnie różnorodne ataki na Romów, dyskryminacja Romów ma się bardzo dobrze i są oni traktowani jak obywatel drugiej kategorii. Ponadto przy okazji pandemii bułgarscy skrajnie nacjonalistyczno-prawicowi politycy wzbudzają antyromskie nastroje. Granica naprawdę jest bardzo cienka i niewiele brakuje, aby ją przekroczyć. Można jednak wierzyć, że głównym celem działań bułgarskiego rządu jest przede wszystkim troska o obywateli. Pytanie jednak, czy na pewno wszystkich.
Trudno nawet przypuszczać, jak wyglądałaby analogiczna sytuacja w Polsce, jak zachowałby się polski rząd i jaki byłby stosunek (nie tylko okołopandemiczny) większościowego społeczeństwa do Romów gdyby – tak jak w Bułgarii – byłoby ich 4,4-10% populacji. W rzeczywistości Romów w Polsce jest naprawdę mało i stanowią poniżej dziesiątych część jednego procenta całej populacji Polaków. Jak by było, gdyby (choćby) w Poznaniu, Gdańsku, Wrocławiu były całe romskie dzielnice?

A miało być o nadchodzących wakacjach, słonecznej Bułgarii i jakiejś romskiej wiosce gdzieś na południu tego państwa, w której Romowie całkiem dobrze – choć może i biednie – sobie żyją…



środa, 8 kwietnia 2020

Romowie w czasach zarazy


Trudno uciec przed niektórymi tematami choć dziś jest przede wszystkim Międzynarodowy Dzień Romów, zatem cieszmy i radujmy się w nim. A wszyscy Romowie niech okażą bliskość i miłość swoim członkom rodziny i niech ich nie odwiedzają.

https://www.facebook.com/747333345302697/photos/pcb.2773230352712976/2773233286046016/?type=3&theater 
 I tyle obchodów święta.

Jeśli mówi się o tym, że Polska, Europa, Świat nie były przygotowane na pandemię, to jak należy myśleć o przygotowaniu przez społeczeństwa większościowe swoich romskich obywateli? Jak radzić sobie mają z przestrzeganiem zasad i utrzymaniem niezachorowalności ci, którzy nie mają dostępu do bieżącej wody, pozostają poza systemem ubezpieczeń zdrowotnych i żyją na koczowiskach, albo w warunkach odbiegających od jakichkolwiek standardów, a lekarzy i systemu opieki zdrowotnej boją się, jako czegoś całkowicie niezrozumiałego i reprezentującego represyjny administracyjny system państwowy? Taka sytuacja dotyczy Romów we wszystkich państwach Europy, choć oczywiście w różnym stopniu. Pomimo tego, że w Polsce sytuacja i warunki mieszkaniowe polskich Romów nie są idealne (pomyślmy choćby o Maszkowicach), to jednak nie jest aż tak źle jak w państwach bałkańskich i nie dotyczy to wyłącznie Bałkanów Zachodnich.

Pomimo tego, także w Polsce pojawiła się troska o Romów. Przede wszystkim o tych, którzy żyją w nieakceptowalnych warunkach opisanych powyżej, czyli o rumuńskich Romów zamieszkujących od trzech pokoleń w Polsce.

https://www.rpo.gov.pl/pl/content/koronawirus-rpo-pyta-o-sytuacje-imigrantow-romskich-mieszkajacych-we-wroclawiu-gdansku-i-poznaniu?fbclid=IwAR2lQtz0qnAzdf9VVKlbGKqd6_jrOTKpRBYrLjftGsx4dXRtpfyluv_3QMY

I nie chodzi tu wyłącznie o sanitarną pandemiczną sytuację zdrowotną, ale także o takie podstawy jak poinformowanie Romów o sytuacji (tak, najlepiej werbalne) i wyjaśnienie najprostszych zasad, jakimi należy się kierować. Ponadto dzieci rumuńskich Romów z Wrocławia, Gdańska i Poznania uczą się w szkołach. I jak jest obecnie realizowany wobec nich obowiązek szkolny? Ponoć 8% uczniów w Polsce nie ma możliwości nauki zdalnej. Zapewne niestety dzieci rumuńskich Romów w Polsce należą do tej grupy.

Być może w ramach odzewu na pytanie RPO, a być może w ramach zarządzania kryzysowego we Wrocławiu została przeprowadzona akcja przesiedlenia Romów. Ale spokojnie! Akcja pozytywna i w ramach realnej pomocy.

https://www.facebook.com/nomada.wroclaw/posts/2792738910780798

Rumuńscy Romowie zamieszkujący przeznaczony do rozbiórki pustostan zostali przeniesieni do bezpiecznych lokalizacji, zapewnionych przez Gminę Wrocław.

Z Polski to tyle. I dobrze, że żadne większe okołoromskie rzeczy się nie dzieją, no może poza jednym drobiazgiem, z którego nie na pewno powinniśmy być dumni, jednak nie wiąże się to z pandemią, ale z inną patologią dotyczącą sfery języka, mowy nienawiści i tego na co sobie i innym pozwalamy. Cytując tytuł notatki prasowej: „Nie będzie śledztwa w sprawie internetowego hejtu pod adresem Viki Gabor”.

https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,25845031,cyganka-nie-poniza.html?fbclid=IwAR01xxL3EQL8LoKMjgk5qXiN4IKCyfY1pfhxeTvS_3xMHH0e9NW6U6mK1Lw

Czyli jak zwykle. Nie ma podstaw, między innymi dlatego, bo nazwa „Cygan” nie obraża. No cóż. Nie o samą nazwę chodzi. Trzeba by chyba jeszcze sprawdzić jakie są intencje, ale kto by się takie drobiazgi zagłębiał. Kontekst jest bez znaczenia. Tak naprawdę nie jest, ale w Polsce 2020 roku – jest.

Powracając jednak do czasu zarazy – można przytoczyć wiele przykładów różnych sytuacji i działań oraz zachowań w poszczególnych państwach Europy, dotyczących Romów. Niektóre pozytywne, niektóre negatywne, niektóre po prostu smutne. Jednak w jakiś sposób najbardziej elektryzujące są doniesienia ze Słowacji.


https://www.euractiv.pl/section/praca-i-polityka-spoleczna/news/slowacja-ruszyly-testy-na-koronawirus-romowie-mniejszosc-romska/

I jeśli się nad samym tytułem artykułu zastanowić – biorąc pod uwagę wpływ testów na ograniczanie rozwoju pandemii i możliwości separowania części społeczeństwa oraz ewentualnie wcześniejszej hospitalizacji – to bardzo dobrze. Jednak jeśli popatrzy się a to z innego punktu widzenia (w Polsce nie można testu zrobić komercyjnie bo korzystaliby z nich „bogaci i oszołomy”, co wprowadzałoby nierówność), to trzeba brać pod uwagę to, dlaczego akurat Romowie zostali wybrani jako grupa etniczna do masowych testów. Czyżby wynikało to z atawistycznego lęku przed innymi i obcymi? Czyżby było to w jakiś sposób podobne do tego, co można było kilka lat temu usłyszeć w Polsce, że ci migranci z Afryki to jakieś choroby przynoszą? Ale przecież Romowie to nie nowi migranci. Są w Europie długo. Więc co? Grupa szczególnego zagrożenia? Przez warunki (nie zawsze doskonałe) w jakich żyją? Czy przez skojarzenia i stereotypy, że na pewno są brudni i na pewno jakąś zarazę rozniosą? No różne mogą być pomysły na wyjaśnienie, choć słowacki rząd składnia się do tłumaczenia, że to chodzi tylko o problem warunków sanitarnych i intensywnego nagromadzenia mieszkańców. I akcję z jednym z Romów, który w osadzie w Gelnicy, który schronił się tam w ramach własnej kwarantanny. Ostatecznie i w sumie dla Romów to dobrze – zostaną przebadani, a przy okazji sprawdzi się ich ogólny stan zdrowia. Jednak jak zawsze – chodzi o oprawę całości. Bo trzeba pamiętać, że to Słowacy a nie rubaszni Czesi. Zresztą i ci ostatni potrafili nieźle dołożyć mniejszości romskiej. Zatem jak testy w romskich osadach przeprowadzili Słowacy? Wysłali umundurowanych lekarzy. No pozostaje mieć nadzieję, że jednak nie jest to dodatkowa stygmatyzacja  Romów, a tylko pomoc sanitarna. Jednak czy na pewno tak to odczytają inni słowaccy obywatele?

Tak czy inaczej na razie sprawa nie cichnie.

http://www.romea.cz/en/news/world/slovak-govt-plenipotentiary-for-roma-we-don-apos-t-want-closed-settlements-testing-residents-for-covid-19-will-prevent-2?fbclid=IwAR2bOpCed3zu9uKQbG7r8MxI0J8l7yLwqmxmO4XOHzGMiNZpbSMQ3SWimEU

https://presov.korzar.sme.sk/c/22376723/v-osade-v-jarovniciach-bolo-vsetkych-49-vzoriek-negativnych.html

Nie wszędzie jednak sprawy toczą się tak spokojnie i bez (jak na razie ofiar). Przykładem jest Macedonia Północna i dramatyczne doniesienie ze Skopje. Trzeba pamiętać, że w Skopje jest cała romska dzielnica (Šuto Orizari), w której urzędowym językiem jest język romski.

http://www.errc.org/news/9-month-pregnant-romani-woman-dies-after-waiting-six-hours-for-covid-19-test-results-to-get-emergency-care?fbclid=IwAR0IXWoY4egeiUf9iWeBnfWcGT9myl3y1THdTzjgKuiABajS15027JI88UA

Sytuacja z Włoch zwraca uwagę na kolejny problem, poza samą sferą medyczną i warunkami w jakich mieszkają Romowie. To kwestia zatrudnienia, przychodów domowych i teraźniejszego oraz przyszłego radzenia sobie z utrzymaniem rodziny. Oczywiście, że aktualnym problemem jest skala zakażeń. Jednak przyszłym będą problemy firm (i państw), które „się zatrzymały”. Problemy, które wpływają na pracowników lub niestety także od chwili – już byłych pracowników. Romowie często i w większości wykonują prace pomocnicze i dorywcze. Wynika to i z kwalifikacji i z tego, że na inne stanowiska Romów nie chcą przedsiębiorcy zatrudniać. Ich zatrudnienie w obliczu przyszłego i pewnego kryzysu jest o wiele bardziej wątpliwe niż innych pracowników. Nie mają do tego ani oszczędności, ani pewnej sytuacji mieszkaniowej. W sumie bardzo prosto podsumowując – ani oni, ani ich rodziny mogą wkrótce nie mieć za co żyć.

https://www.aljazeera.com/indepth/features/safe-homes-jobs-italy-roma-fear-coronavirus-impact-200325163604384.html?fbclid=IwAR1wnLHQNhvgCcAZchOetvBvz6XCYMVbAg3UVlsS5EAH_2G-nIyXA9eSbTY 

Hiszpański przykład pokazuje natomiast, co łatwo rozpętać a trudniej zatrzymać. Oby – we wspomnianej wcześniej sytuacji na Słowacji – nie pojawiły się takie skutki.

http://progressivespain.com/2020/03/19/spains-gypsy-community-target-of-coronavirus-racism/?fbclid=IwAR1fgPSNAXNxhWp5gUyGW4go1uxGCvF4C0NugQLZYs40f_vviXAO3LRBlB0

Są też jednak i jak najbardziej pozytywne przykłady. Jak choćby z Serbii.

https://www.facebook.com/1317712231646297/photos/a.1321602331257287/2881933435224161/?type=3&theater 

Albo dobra praktyka – „pa Rromanes”. W sumie mogłoby być też po polsku, bo po prostu fajne. I docierające.

https://www.youtube.com/watch?v=Mt8abjQzDQU&fbclid=IwAR35OJZVSPgBmJ07G4mZ2WjeFClqxxdY_vyKkBXPdBT_ozk-4-DDCQRb8O4 

Przykłady pozytywnych i negatywnych związanych z Romami w nienormalnej sytuacji w jakiej znalazł się Świat i Europa i Polska i po prostu My można mnożyć. Nie sposób ich wszystkich streścić, ocenić i przeczytać. Jednak co z naszymi polskimi Romami?

Metody ograniczania pandemii wymuszają ograniczenie kontaktów społecznych i znaczny poziom izolacji, także w przypadku rodzin niezamieszkujących w jednym gospodarstwie domowym. I co tu zrobić z taką sytuacją w przypadku polskich Romów? Zasadniczo dla Romów rodzina jest podstawą wewnątrzgrupowych więzi kulturowych, zatem i całego jego społecznego jestestwa i romskiej tożsamości. Spotkania rodzinne (huczne lub nie, ale chętnie w obszernym gronie) oczywiście są także podstawą. Jednak na podstawie jednostkowego, choć wiarygodnego w swej spostrzegawczości i ocenie, przekazu z Nowej Huty wygląda na to, że Romowie w Polsce trzymają się dzielnie. Ponieważ romska młodzież raczej nie jest wykluczona cyfrowo, to łatwo większość spotkań (także rodzinnych) została przeniesiona do internetu. Zatem Romowie trzymają się. To wiąże się także z tym, że dla większości Romów (naprawdę bardzo niewielu w Polsce związało się z zawodami okołomedycznymi, co wynika z różnorodnych a jednak zawsze gdzieś w pamięci pozagenetycznej funkcjonujących zasadach Romanipen) choroby pozostają rzeczą tajemniczą, jednak taką, w której istnienie się wierzy. Przez to – pomijając wciąż żywy w tradycji romskiej aspekt samoleczenia i ufania własnym specjalistkom i specjalistom od często ziołoleczniczego odczyniania choroby – Romowie chorób obawiają się bardzo. Wyobraźnia działa. Jeśli do tego skutkiem zachorowania jest konieczność kontaktu z lekarzami i systemem opieki zdrowotnej, a przy okazji pandemii system medyczny jest jeszcze mniej uważny pod względem etnicznym (nie ma na to ani czasu, ani sił i środków), to chęć do kontaktu z obcym Romom systemem medycznym jest już zupełnie żadna. Zatem trzeba dbać o kwarantannę społeczną, stosować się do zaleceń, pomagać najstarszym i przetrwać. Przetrwać nie pierwszy raz w represyjnej (wirusowo tym razem) sytuacji. Z tego co wiadomo (niepotwierdzone, ale nadzieja się budzi), żaden polski Rom nie trafił na medyczną kwarantannę i nie ma poważnych objawów. To dobrze.


Wiele spośród powyżej opisanych problemów większość dotyczy także oczywiście społeczeństwa większościowego. Romowie jednak w większości pozostają w o wiele gorszej sytuacji, którą dodatkowo obnażyła pandemiczna sytuacja w Europie. Mamy ciekawe czasy. I związane z tym (ponoć) chińskie przysłowie na pewno jest przekleństwem a nie błogosławieństwem. Już trzeba myśleć o tym, co będzie „po”. Jak będą wyglądały relacje społeczne? Jak szybko i w jaki sposób poradzimy sobie nie tylko ze zdrowotnymi i, co oczywiste, ekonomicznymi skutkami zamknięcia, ale z tym co dzieje się i będzie się działo na płaszczyźnie społecznej i psychologicznej. Jacy będziemy?

 

Można by powiedzieć „I Have a Dream” za jednym z Wielkich Działaczy Społecznych XX wieku. Ten sen czy marzenie dotyczy mowy nienawiści. Bez jej odrzucenia, bez jej zamiany na coś wręcz przeciwnego nie można sobie wyobrazić dochodzenia cywilizacji do stanu normalności. Zatem nie „haete speech”, tylko „care speech”. Będziemy umieli? Czy może jednak nie?



sobota, 28 marca 2020

Mówimy w internecie


Tak się jakoś świat poukładał, że w ostatnim czasie niewątpliwie więcej osób korzysta z komunikacji elektronicznej przez internę i czyni to o wiele częściej niż dotąd. W znacznej części przypadków chodzi tu o prace zdalną, jednak aktywność ta dotyczy także różnych rozrywek, czytania tego co piszą inni i czasem także pisania.
Tym bardziej ważne wydaje się intensywniejsze zwracanie uwagi na to, przy pomocy czego przede wszystkim porozumiewamy się przez internet. Czyli o słowo i język jakim się posługujemy. Oczywiście żyjemy w kulturze obrazkowej (także obrazków ruchomych), jednak większość komunikacji elektronicznej to komunikacja językowa. Większości użytkowników łatwiej jest cokolwiek napisać, niż stworzyć grafikę lub oraz ruchomy (czyli film). O popularności i używalności słów w intrenecie bardzo dobrze świadczy YouTube. Może nie sam portal, czy nawet jego formuła, ale nagromadzenie licznych komentarzy, jakie pojawiają się pod zamieszczanymi na nim filmami. Przykład YouTuba jest ponadto bardzo interesujący, że to właśnie komentarze na tym portalu (spośród wszystkich najbardziej popularnych mediów społecznościowych) bywają najbardziej bezlitosne, bezkompromisowe, chamskie i najłatwiej wpadają w kategorię mowy nienawiści.
Co prawda coraz częściej – chyba za sprawą kopiowania zachowań polskich polityków – mówi się wszystko co tylko się chce, obrażając i szkalując innych, a potem wyjaśnia się, że to była jedynie opinia i nikt nie miał zamiaru nikogo obrażać (a każdy kto uważa inaczej zostanie oskarżony o zniesławienie), zatem wszystko jest w porządku. W rzeczywistości to jednak tak nie działa. Jak się coś powie, to nie da się tego cofnąć. W świecie rzeczywistym nie ma komputerowej funkcji „undo” (cofnij zmiany). Co więcej, w takich wypowiedziach mogą zostać użyte nawet groźby karalne. Jednak jeśli nie namawiają one innych do przemocy, to i one mogą zostać potraktowane jako jedynie „nieszkodliwe” gdybanie. To nie jest ani logiczne, ani normalne. To obłudna gra i chyba wszyscy łatwo dostrzegają jak fałszywe są te zapewnienia o tym, że nie chciało się nikogo obrazić. Bo jak to jest? Jest jakaś jednostka chorobowa zbliżona do zespołu Gillesa de la Tourette'a, przy której kompulsywnie trzeba siąść do mediów społecznościowych i kogoś sobie przez chwilę ponienawidzić? Jednak dla jednych jest to jawne oszustwo i kpienie z prawa, a dla innych spryt, za który należy się szacunek.
Kilka lat temu szwajcarski sąd federalny uznał za współwinnego obywatela, który zalajkował nienawistny post (zawierający mowę nienawiści) na facebooku. 

http://www.businessinsider.com/afp-man-guilty-of-libel-over-facebook-likes-swiss-court-2017-5

Biorąc pod uwagę jak wielką dowolność odczuwa wielu użytkowników internetu w mówieniu tego co im przyjdzie do głowy i wylewania swoich frustracji pod postacią mowy nienawiści do kogoś/kogokolwiek/jakiejś grupy, to działanie szwajcarskiego sądu jest nie tylko racjonalne, ale i sensowne. W końcu w przestrzeni pozakomputerowo-internetowej jednak o wiele bardziej ludzie panują nad językiem, bo to przestrzeń publiczna. Jednak jak tym razem stwierdził polski Sąd Najwyższy w sprawie IV KK 296/17 „treści publikowane w internecie, choć fizycznie rzeczywiście znajdują się na dyskach twardych, to jednak tworzą >>pewną przestrzeń<<, a jeśli są dostępne na stronie internetowej, na którą każdy bez ograniczeń może wejść, to tym samym przestrzeń taką należy uznać za miejsce publiczne”. Czyli miejsce publiczne, a co za tym idzie i przestrzeń i przekaz jest publiczny.
Zasadniczo mowa nienawiści ma się dobrze, pojawi się często i w obecnej rzeczywistości społecznej wcale nie dotyczy tylko dyskryminowanych grup mniejszościowych. Bo można sobie nienawidzić kogoś za cokolwiek (choćby za to, że ktoś jest z Leżajska). I nawet przez chwilę, a potem już nie. Jednak w  przypadku każdej grupy mniejszościowej (w tym oczywiście Romów) taka mowa nienawiści będzie zawsze wiązała się z ich pochodzeniem etnicznym. A to jest o wiele gorsze.
Może i dziwnie brzmi takie wartościowanie dyskryminacji i stopniowanie mocy nienawiści i jej wyrazu pod postacią mowy nienawiści, jednak jakakolwiek dyskryminacja w stosunku do grup odmiennych zawsze będzie się wiązała z ich przynależnością do mniejszości. A ponieważ z natury (i każdej definicji) mniejszości wynika, że jest to grupa niewielka, a przynajmniej mniejsza niż reszta społeczeństwa to wygląda jakby większy i silniejszy pastwił się nad słabszym. A tak nie można. Ponadto ogromne znaczenie dla takiego podejścia ma także historia Europy i w sumie świata. Nie raz bowiem zdarzało się, że niechęć i nienawiść do jakiejś grupy lub nawet jej niewielkiej części prowadziła do rozszerzenia takiego nastawienia na całą grupę, umocnienia negatywnego stosunku do niej większości i ostatecznie do ludobójstwa. Dlatego zakaz mowy nienawiści nie jest już dawno jakimkolwiek składnikiem nieistniejącej już poprawności politycznej, ale zwykłym mechanizmem zapobiegawczym. Nawet nie będąc ofiarą ludobójstwa, ale wierząc w rdzennie europejskie idee humanizmu, demokracji, równości ludzi (tylko dlatego, że każdy z nich jest człowiekiem) nikt chyba nie chce żyć w czasach kiedy do czegoś takiego dochodzi. Tak jak nie chce brać w tym udziału, choćby poprzez bierną przynależność do społeczeństwa, które ludobójstwa dokonało. Być może jest to zbytnia wiara w cywilizację i postęp społeczny, jednak albo wierzy się w wartości systemowe w jakich się funkcjonuje i oczekuje się ich spełniania wobec siebie, dopełniając ich także wobec innych, albo nie. A jeśli nie, to jest to albo anarchia, albo tyrania, albo dyktatura, albo każda inna forma władzy nad ludźmi, która odrzuca europejską spuściznę wartości każdego człowieka i jego życia.
W 2019 roku Roman Kwiatkowski, za pośrednictwem stromy Stowarzyszenia Romów w Polsce wyda oświadczenie dotyczące wzmożenia działań prokuratury i policji przeciwko mowie nienawiści w domenie publicznej, w tym w Internecie. Kończy się ono zdaniem: „Stowarzyszenie liczy na generalną zmianę w podejściu przez Prokuraturę do zgłaszanych zawiadomień o możliwości popełnienia przestępstwa z mowy nienawiści, także zawiadomień dotyczących naszej mniejszości.”

http://stowarzyszenie.romowie.net/-661.html

I o cóż w tym chodzi? Najprościej o to, że przypadki mowy nienawiści są lekceważone zarówno przez prokuraturę, jak i policję, choć „Prokurator Generalny zaleca podejmowanie czynności z urzędu”. Warto zwrócić od razu uwagę na początek i koniec oświadczenia wydanego przez prezesa jednej z dwóch największych polskich organizacji pozarządowych zrzeszających Romów. Po pierwsze jest to sformułowanie „w domenie publicznej, w tym w Internecie”. Jest to potwierdzenie, przywołanego już wcześniej twierdzenia, że interet (oczywiście nie cały) jest przestrzenią publiczną, a nie prywatną i to, co w niej się pojawia powinno być jako wypowiedzi publiczne traktowane. Po drugie „także zawiadomień dotyczących naszej mniejszości”, czyli mniejszości romskiej. Wskazuje to na szerszą niż tylko romska perspektywę i systemowe pojmowanie działań jakie podejmują albo powinny podejmować odpowiednie służby. To także swoisty wyraz wrażliwości poza-własno-mniejszościowej i rozumienie, że mowa nienawiści dotyczy nie tylko Romów, a jak długo będzie ona obecna w przestrzeni publicznej wobec jakiejkolwiek grupy, to będzie jednoznaczna ze społeczna zgodą na to, aby bywała skierowana tak że wobec innych mniejszości. W treści oświadczenia Roman Kwiatkowski powołuje się na kilkadziesiąt zgłoszeń do prokuratury dokonanych przez Stowarzyszenie na przestrzeni kilku lat, które zawsze kończyły się odmową wszczęcia postępowania. Każdorazowym uzasadnieniem był „brak znamion czynu zabronionego”, co według autora oświadczenia stoi w sprzeczności z wydanymi przez Prokuratora Generalnego w 2014 roku wytycznymi „w zakresie prowadzenia postępowań o przestępstwa z nienawiści” (dokument ten zmieniono w 2015 roku, jednak zmiana była proceduralna i nie zmieniała ogólnego sensu tego dokumentu). Jednocześnie Roman Kwiatkowski powołuje się na kolejne wytyczne dotyczące przestępstw dokonywanych z wykorzystaniem Internetu (w rzeczywistości chodzi o listę zasad do których należy się stosować w sprawach związanych z przestępstwami z nienawiści dokonywanymi z wykorzystaniem internetu) i przytacza je w celu wyraźnego wypunktowania poszczególnych elementów procedury.
Na dokumenty te powołuj się także Rzecznik Praw Obywatelskich w liście skierowanm do Prokuratora Generalnego Zbigniewa Ziobro (30 przykładów spraw "mowy nienawiści", w których działania prokuratury budzą wątpliwości). Ponadto przywołuje tam także orzecznictwo Trybunału Praw Człowieka i podkreśla, że wśród obowiązków, jakie ciążą na organach ścigania, znajduje się także ustalenie motywów sprawcy. Nie mniej ważna jest określenie, jaką rolę w jego działaniu odgrywały uprzedzenia w stosunku do konkretnej grupy społecznej (mniejszościowej).
Podstawą przywołanych wytycznych jest jednak z pewnością dostrzeganie w mowie nienawiści znamion czynu zabronionego i podejmowanie czynności z urzędu, a nie jedynie na wniosek obywateli. I właśnie do działania zgodnego z takim podejściem wzywa w swoim oświadczeniu Roman Kwiatkowski. Ważnym skutkiem wynikającym ze  skutecznego ścigania przypadków mowy nienawiści i karaniem jej sprawców jest wzmocnienie potępienie takich zachowań w społeczeństwie, co jest jedną z najważniejszych kwestii w Polsce. Niestety polską debatę publiczną (w szczególności polityczną) trudno uznać za wzorcową, co niestety mocno wpływa na zwiększenie społecznej akceptacji dla tego typu aktów przemocy językowej.

A na koniec kilka przykładów komentarzy pod informacją prasową na temat ratownika zaatakowanego nożem przez pacjenta z podejrzeniem koronawirusa. Oczywiście należy zrozumieć internautów. Bo emocje, bo strach. Ale czy na pewno? A przemoc słowna pozostaje przemocą. I część z nich bardzo przypomina niektóre wypowiedzi na temat Romów.

 
 





środa, 18 marca 2020

Romowie w służbie epidemiologii


Poszukiwanie winnych czegokolwiek co zdarza się w rzeczywistości, to nie tylko domena policji i służb specjalnych. Nasz konstrukcja psychologiczna sprawia, że bardzo chętnie i łatwo zawsze staramy się znaleźć coś lub kogoś winnego naszych życiowych i codziennych niepowodzeń oraz niekomfortowych sytuacji w jakich zdarza się nam znaleźć. W ten sposób odsuwamy od siebie winę, a znalezienie kogoś lub czegoś odpowiedzialnego sprawia, że czujemy się nieco lepiej.
Na poziomie społecznym mechanizm ten wygląda nieco inaczej i znajdywanie winnego, czyli kozła ofiarnego, poprawia co prawda społeczne samopoczucie, jednak nie chodzi o przeniesienie winy, a o znalezienie tego kto sprowadził nieszczęścia na społeczeństwo. To wspomaga przetrwanie społeczeństwa i tworzy nową rzeczywistość. Wyładowanie negatywnych emocji daje ujście agresji, prowadzi do oczyszczenia się społeczeństwa i sprawia że się ono zmienia. To bardzo pierwotny instynkt stadny i funkcjonował w większości społeczeństw pierwotnych, które zawsze znajdywały głębokie uzasadnienie dla wszelkiego rodzaju mordów rytualnych i związanej z kozłem ofiarnym przemocy. Oczywiście wszystko zmieniało się gdy przyszło chrześcijaństwo, które nie tylko jest religią miłości, ale w swojej dogmatyce inaczej traktuje baranka ofiarnego, niż miało to miejsce w prostszych i inaczej skonstruowanych systemach władzy, organizacji społecznej i religii.
W historii kozłem ofiarnym mógł być każdy. Oczywiście sprzyjało temu wiele warunków. Wystarczyło być innym, obcym, niezrozumiałym, wykształconym, mieć inny kolor skóry, zwyczaje, religię, ubiór, przyzwyczajenia lub zachowanie. Zbiór tych wspomagaczy jest bardzo szeroki i jednocześnie całkiem nieograniczony. Wystarczy czasem byle pretekst. Oczywiście w historii Europy najczęstszymi i najbardziej powszechnymi kozłami ofiarnymi były konkretne grupy przybyszów. Chrześcijaństwo co prawda ideologicznie zmieniło podejście do kozła ofiarnego, jednak praktyka społeczna nie nadążała za religijną podstawą. Dlatego też o sprowadzenie Czarnej śmierci w XIV-wiecznej Europie oskarżano nie tylko układ gwiazd i planet, ale także Żydów i Romów. Religijne zachowania Żydów były dla większości niezrozumiałe, a że przy okazji ich śmierci ginęły także księgi z zapisanymi długami sprawców, było tylko wartością dodaną. W przypadku Romów była to kwestia tego, że wyraźnie odróżniali się od reszty średniowiecznego społeczeństwa, a ponadto byli ludem tajemnym, który przecież parał się magią. To co pozwalało im zarabiać i przetrwać w społeczeństwie stawało się przyczyną ataków na nich. Można natomiast przypuszczać, że Romowie być może chorowali nieco rzadziej. To oczywiście jedynie poszlaka, jednak mająca swoje kulturowe uzasadnienie. Wyraźny podział romskiego świata na czyste i nieczyste (prawdopodobnie wyniesiony jeszcze z Indii) skutkował szczególnym podejściem do czystości fizycznej, czystości ubrań i drobnych codziennych zachowań, które z pewnością odbiegały od powszechnej mało higienicznej codzienności mieszkańców ówczesnej Europy. A to mogło zmniejszać szanse na zachorowanie. Niestety danych porównawczych dotyczących zachorowań Romów nie ma.
Zbiorowa zemsta na zbiorowych kozłach ofiarnych jest już historia. Cywilizacja i rozum zwyciężyły. Teraz aby wybijać całe narody potrzeba nie wskazania winy, ale jakiejś ideologii i nikt już poważnie nie bierze pod uwagę obarczania jakiejkolwiek konkretnej grupy winą za społeczne nieszczęścia i katastrofy. Jednak to, że wszyscy (albo prawie wszyscy) dostrzegą absurd takich prób, nie znaczy to, że nie są one podejmowane. W przypadku Romów czymś takim bywa powtarzające się lokalnie wskazywanie ich jako winnych temu, że Polacy dostają za mało pieniędzy z pomocy społecznej lub od rządu, bo za dużo jest przeznaczane dla tej mniejszości. Nie skutkuje to jednak na szczęście żadnymi zorganizowanymi działaniami, choć w internetach zachęty do takich działań bywają liczne.
W ostatnim czasie wystarczyło być Chińczykiem (lub Azjatą) na lotnisku, aby wszyscy biegli w drugi koniec hali odlotów. To co prawda raczej forma ostracyzmu, niż ukierunkowana rytualna przemoc, jednak obarczanie winą i odpowiedzialnością się z tym wiąże. Obecnie sytuacja się odwraca i to raczej Europejczyk w Chinach jest skazany na podobne traktowanie. Internetowa mowa nienawiści i wskazywanie kozła ofiarnego zdarzyło się także w ostatnim czasie w stolicy Podkarpacia. Tym razem winni byli wszyscy mieszkańcy Leżajska, co znalazło wyraz w internetowym zagrzewaniu się do przemocy: Przed chwilą widziałem samochód z rejestracją RLE w Rzeszowie! Chciałem mu rozwalić lusterko kopniakiem albo chociaż napluć na szybę ale odjechał; Należy odizolować miasto, obstawić wojskiem i policją a do chcących się dostać do miasta strzelać; Widzicie jakimi jesteście idiotami w tym Leżajsku?. Nie bez „winy” okazali się także potencjalni uchodźcy, którzy w rzeczywistości o ile już do Polski trafili, to raczej starali się z niej wyjechać: Kwestia czasu kiedy uchodźcy z Włoch i Niemiec sprowadzą do nas ten syf. Dobrze, że przynajmniej polski episkopat wyraźnie powiedział, że Pandemia nie jest karą zesłaną przez Boga.

https://www.sciencemag.org/news/2014/02/black-death-left-mark-human-genome

Jaki jednak wkład – poza fizycznymi przejawami czystości rytualnej – mają Romowie do badań nad epidemiami? Nie chodzi w tym przypadku o żadnego romskiego naukowca, ani o walkę z koronawirusem. Kilka lat temu przeprowadzono natomiast ważne dla rozwoju epidemiologii badania, które wiązały się ze wspomnianą już średniowieczną czarną śmiercią, zmianami w kodzie genetycznym i odpornością organizmu ludzkiego. A gdzie tu Romowie? Romowie w tym przypadku byli idealną grupą kontrolną. Średniowieczna dżuma dotknęła przede wszystkim Europę. W Azji praktycznie je nie było. Dlatego też badacze analizowali DNA trzech populacji: Rumunów, rumuńskich Romów i mieszkańców północno-zachodnich Indii, skąd po V wieku wyszli przodkowie współczesnych (w tym rumuńskich) Romów. Ważnym elementem badań było to, że Romowie w bardzo małym stopniu mieszali się z mieszkańcami terenów na które przybywali, żyjąc w izolacji od nich. Dzięki temu badania można było przeprowadzić na dwóch sąsiadujących ze sobą (fizyczni i geograficznie) grupach o różnym kodzie genetycznym, które ponadto nie wymieniały pomiędzy sobą genów. Sama struktura koncepcyjna badania była prosta – należało szukać tych samych cech kodu genetycznego, które występowały u obydwu europejskich grup, a nie występowały u kontrolnej grupy z Indii. Naukowe podstawy pozwalające na wyróżnienie konkretnych cech, które wskazały na zmiany kodu wynikające z przejścia przez populację średniowiecznej epidemii, pozostają poza zakresem rozumienia laików, jednak można się z nimi zapoznać w oryginalnym tekście artykułu naukowego opisującego badanie. W uproszczeniu ogólne wnioski wskazały na to, że rzeczywiście zmiany w kodzie genetycznym się pojawiły i że dotyczyły między innymi wzmocnienia specyficznych elementów odporności w europejskiej populacji. Taki wynik badań wpływa i ma znaczenie na badanie odporności w przypadku innych chorób (np. HIV/AIDS).

W średniowieczu Romowie podczas plagi nie pomogli ówczesnej Europie poprzez upowszechnienie swojego podejścia do czystości fizycznej. Zresztą sami wówczas snie wiedzieli, że ich rytualne zachowanie mogło działać zapobiegawczo. Dopiero XIX wiek przyniósł zrozumienie jakie czynniki są odpowiedzialne za epidemii jak się one przenoszą. Jednak specyficzna historia tego narodu i ich wędrowna przeszłość wspomogła genetyczne badania epidemiologiczne.



niedziela, 8 marca 2020

EFS+ i Romowie


Rok 2020 jest ostatnim rokiem działania zarówno polskiej strategii rządowej dla Romów, jak i strategii Unii Europejskiej. Oczywiście programowo są ze sobą powiązane i nie ma pomiędzy nimi na poziomie założeń sprzeczności. Sama realizacja i urzeczywistnianie szczytnych założeń obydwu tych wskazówek do działań bywa różna, jednak nie zależy to wyłącznie od tego co zostało przyjęta i potwierdzone na poziomie tworzenia polityki, ale raczej od pomysłowości i zaangażowania tych, którzy całkiem lokalnie i samorządowo tworzą konkretne sposoby wspierania społeczności romskich. Oczywiście ciężar odpowiedzialności spoczywa w tym zakresie także na Romach i reprezentujących ich organizacjach pozarządowych.
Zarówno nowa polska strategia, jak i nowa unijna strategia są już przygotowywane i biorąc pod uwagę polskie i europejskie doświadczenia w dotychczasowej ich realizacji, jest szansa na to, że obydwie będą sensowne. Ponoć nawet (choć każdy niewierny nie tylko Tomasz uwierzy jak zobaczy) w polskiej strategii zaplanowano środki nie mniejsze niż te, które – przy stanowczym, ale spóźnionym proteście niektórych polskich środowisk – były przyznane na lata 2014-2020. Ze strategią unijną sprawa jest nieco bardziej skomplikowana, bo w niej konkretnie przypisanych środków jako takich niby nie ma, ale poprzez odniesienia, wskazania, strategie okołospołeczne i wszelkie unijno-administracyjne powiązania i tak znaczne środki dla Romów są przeznaczane.

Przy konstrukcji tych strategii i planów finansowania ich realizacji trzeba niewątpliwie pamiętać, że choć w romskim dyskursie w Polsce i Europie coraz większe znaczenie ma walka z dyskryminacją i antycyganizmem, mocno skoncentrowana na relacjach społeczeństwa dominującego z europejskimi Romami, to jednak romscy obywatele państwa członkowskich częściej żyją w gorszych warunkach niż większość społeczeństwa. To przypomina o spójności społecznej, ekonomicznej i terytorialnej, której elementem jest nie tylko wyrównywanie szans, ale  po prostu najzwyklejsza poprawa sytuacji życiowej. I nie, nie da się jej poprawić po prostu poprzez zatrudnienie Romów i nie, nie dlatego że nie chce im się pracować, ale dlatego że większość pracodawców nie chce ich zatrudniać w związku z ich przynależnością etniczną i utrwalonymi stereotypami. Dlatego też ważne są fundusze, które nie są wyłącznie skierowane na walkę z dyskryminacją, ale łączą w sobie wiele elementów, lub nawet bezpośrednio dotyczą wyłącznie sytuacji materialnej Romów. Taką rolę najlepiej wypełniały fundusze strukturalne.




Kiedyś (w poprzedniej perspektywie finansowej) funkcjonowała „komponent romski” PO KL i choć dwie niezależne oceny nie uznały go za bezwzględny sukces, to w pewnym stopniu i tak spełnił swoje zadanie. Kolejnym krokiem (w następnym okresie programowania) było mniej ukierunkowane bezpośrednio na Romów POWER 2.7, które w ramach „Zwiększenia możliwości  zatrudnienia  osób  w  szczególnym  stopniu  zagrożonych wykluczeniem społecznym”, uwzględniało „Integrację i przeciwdziałanie dyskryminacji  osób zagrożonych wykluczeniem społecznym (m.in. Romów, osób pozbawionych wolności, osób niepełnosprawnych)”. Nie ma tu znaczenia, że Romowie trafili do jednej grupy z osobami pozbawionymi wolności i osobami z niepełnosprawnością, ponieważ istotny był sam fakt możliwości (nieco mniej ukierunkowanego niż wcześniej) wykorzystania instrumentów finansowych na rzecz zmniejszenia dysproporcji społecznych i ekonomicznych tej mniejszości. Na ostateczną ocenę efektywności tego działania wobec Romów trzeba jeszcze poczekać, ale już należy koncentrować się na przyszłym Europejskim Funduszu Społecznym Plus (EFS+), który ma być lepszy, sprawniejszy i jednak być może przy okazji (w ramach niewielkiego procenta działań i funduszy) bardziej wprost jednoznacznie skierowany do Romów. 


https://www.euromanet.eu


Organizacją (a właściwie siecią współpracy międzynarodowej), która od początku swojego istnienia (2007 rok) koncentruje się w swojej aktywności na wspieraniu efektywnego korzystania przez Romów z funduszy strukturalnych Unii Europejskiej jest EURoma. Oczywiście nadrzędne cele nie dotyczą bezpośrednio samych funduszy i wiążą się z promowaniem włączenia społecznego, równymi szansami i zwalczaniem dyskryminacji społeczności romskiej. Pomimo swojego hiszpańskiego pochodzenia i takiego formalnego osadzenia, EURoma działa na płaszczyźnie ogólnoeuropejskiej, a jej współpraca z instytucjami Unii Europejskiej skutkuje choćby jej wpływem na kształt przyszłej romskiej strategii. Publikowane przez nią opracowania są bardzo pragmatyczne i mają ścisły związek z europejską i romską rzeczywistością, czego świetnym przykładem jest choćby „Promoting the use of ESI Funds for Roma inclusion”.


https://www.euromanet.eu/publications/euroma-pub/promoting-the-use-of-esi-funds-for-roma-inclusion-a-glance-at-euromas-eight-years-of-work-and-how-roma-inclusion-is-considered-in-the-2014-2020-programming-period/


Jak widać z tego EFS (a także EFS+) nie są jedynymi funduszami strukturalnymi, których wykorzystanie na rzecz Romów promuje EURoma. Jednak w tym konkretnym przypadku chodzi o stanowisko tej organizacji w sprawie umiejscowienia tematyki Romów w strategicznych dokumentach przygotowujących wprowadzenie „2021-2027 ESF+”.


https://www.euromanet.eu/wp-content/uploads/2019/12/EUROMA-Position-Paper_ESF-Roma-inclusion-and-equality.pdf


W rzeczywistości postulaty EURoma bardzo ściśle wiążą się z kierunkiem w jakim podąża ogólna myśl związana z realizacją EFS. Ważnym ich elementem jest natomiast wprowadzenie (zrealizowane na poziomie projektowania dokumentów Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego) bezpośredniego odniesienia do Romów, nawet jeśli przyjmuje ono formę jedynie ich marginalnego wskazania, jak choćby w dokumentach na lata 2014-2020: „integracji społeczno-gospodarczej zmarginalizowanych społeczności, takich jak Romowie”. Dzięki temu EURoma staje się swoistym kontrolorem społecznym (albo przynajmniej prawie pozarządowym), pilnie śledzącym stan prac Komisji Europejskiej i Parlamentu Europejskiego w zakresie konstruowania zgodnych z prospójnościowymi i prospołecznymi  założeniami programowych dokumentów politycznych, które mają płynnie współdziałać z wynikającymi z nich instrumentami finansowymi. To, że zainteresowanie EURoma dotyczy wyłącznie Romów, niewiele zmienia, ponieważ skrupulatnemu przeglądowi poddawane są obecnie wszystkie składniki prac i przyszłych dokumentów dotyczących EFS+. Znajduje to odzwierciedlenie w części punktów będących postulatami EURoma wobec podstawy politycznej działań jakie w ramach funduszu społecznego mają być realizowane w latach 2021-2017.

Wśród nich znalazło się kilka, bezpośrednio i wprost odnoszących się do Romów. Inne czynią to nieco bardziej pośrednio, wpływając tym samym także na inne grupy beneficjentów aktywności EFS+. Przede wszystkim jest to wyraźne powiązanie integracji Romów z głównym nurtem polityki w zakresie EFS+, co niewątpliwie podnosiłoby ich widoczność dokumentach i potencjalnie także poszczególnych działaniach, a ponadto byłoby elementem bezbolesnego wprowadzania instytucjonalnej wrażliwości etnicznej. Kolejny punkt dotyczy podkreślania istnienia i potrzeb grupy unijnych mobilnych romskich obywateli (EU Mobile Roma Citizens (sic!)). Dotyczy to wszystkich Romów migrujących i nieprzebywających na terenie swojego (z obywatelstwa) państwa członkowskiego. Istnieje oczywiście niebezpieczeństwo, że państwa członkowskie – w ramach wolności interpretacji i zasady subsydiarności – ukierunkują działania w ramach EFS+ wyłącznie na swoich obywateli. Tak też jest w Polsce, choćby w przypadku rumuńskich Romów zamieszkujących we Wrocławiu (choć nie tylko), którzy z EFS (i polskiej strategii) są wyłączeni. Ważnym postulatem EURoma jest także zwiększenie środków na zwalczanie dyskryminacji. W tym przypadku miałaby ona ściśle się wiązać z integracją społeczną i ekonomiczną. Pomysł nie nowy i nie do końca się sprawdzający (jak pokazała dotychczasowa praktyka), jednak do EFS+ trudno wprowadzić go w innej postaci, ze względu na podstawy działania Funduszu Społecznego. Kolejna kwestia dotyczy zwiększenia zasobów na włączenie społeczne i walkę z ubóstwem. Ten punkt nie dotyczy tylko mniejszości romskiej w Europie, choć stanowią oni znaczną cześć zdefiniowanej przez ten postulat grupy. Ostatnie zagadnienie z tej grupy dotyczy wyznaczenia konkretnych zasobów na rzecz aktywizacji i finansowania zawodowego niepracującej i nieuczącej się młodzieży w wieku 15-29 lat. Ponownie nie jest to punkt dotyczący wyłącznie Romów, jednak w znaczącym stopniu wielu z ich spełnia wskazany w nim warunek. Pozostałe postulaty mają nieco innych charter, odnoszą się do kwestii programowych, ogólnych i nie są tak praktyczne jak powyższe.



Europejski Fundusz Społeczny (także wersji plus) jest ważnym składnikiem budowania unijnej spójności, wyrównywania (zawsze w górę) szans i poziomu organizacji europejskiej rzeczywistości społecznej i ekonomicznej. Dobrze, że ten element polityki Unii Europejskiej nie ulega znacznemu osłabieniu, ponieważ bez względu na ostateczną skuteczność działań realizowanych pod szyldem funduszy strukturalnych, i tak przynosi on pozytywne skutki społeczne i ekonomiczne. W tym mieszczą się także skutki dla europejskich Romów, którzy dzięki wyraźnemu ukierunkowywaniu na nich części aktywności (i funduszy) w ramach EFS, mają jakąkolwiek szansę w nich uczestniczyć. To z kolei pozwala zwiększyć możliwości powolnego włączania ich w główny nurt życia społeczno-ekonomicznego Europy, co pośrednio i na poziomie wymiernych efektów jest ściśle związane z budowaniem spójności w tym zakresie.








piątek, 28 lutego 2020

Romski doktorat


Bez dłuższych wstępów i od razu koncentrując się na tym co najistotniejsze – kolejna polska Romni obroniła doktorat.

We wtorek, 25 lutego tego roku na Uniwersytecie Wrocławskim (Instytut Filologii Polskiej) rozprawę doktorską „Wizerunek kobiet romskich w literaturze polskiej i romskiej w latach 1956-2016. Studium porównawcze” napisaną pod przewodnictwem naukowym prof. Justyny Bajdy i recenzowaną przez prof. Piotra Borka i prof. Marcina Szewczyka obroniła mgr Justyna Matkowska.


Wysoka naukowa jakość rozprawy została potwierdzona przez obydwu recenzentów, a spełnianie wymogów dotyczących rozpraw doktorskich określonych w art. 13 ust 1 ustawy z dnia 14 marca 2003 r. o stopniach i tytule naukowym oraz o stopniach i tytule w zakresie sztuki zostało docenione przez komisję doktorską, która jednogłośnie pozytywnie przyjęła rozprawę.
Grono, które pojawiło się na obronie było niewielkie (kilkanaście osób), jednak znalazły się wśród nich osoby najważniejsze – rodzina i bliscy znajomi.


Justyna Matkowska przeanalizowała polskojęzyczną literaturę romską i nieromską z lat 1956-2016 mówiącą o Romnia i przedstawiającą ich wizerunek.
Merytorycznie praca jest bardzo spójna, jej konstrukcja logiczna, spostrzeżenia i wnioski trafne i uzasadnione. Na poziomie panowania nad słowem i pisanym językiem polskim oraz wyrażania myśli naukowej należy ją oceniać wysoko. W niewymiernej i niesparametryzowanej ocenie można by powiedzieć, że całość czyta się bardzo dobrze, a same treści mogą wzbudzać zainteresowanie także u osób dobrze znających temat.
Autorka potrafiła nie tylko na poziomie jednostkowym (i przyczynkarskim) analizować warsztatowo pojedyncze utwory literackie lub ich fragmenty. Jej zdolność badawcza obejmuje umiejętne osadzanie tych mikroanaliz i mikrointerpretacji w szerszym kontekście kulturowym i po części (koniecznym w  przypadku omawiania twórczości Romów i o Romach) społecznym. Na poziomie kulturowym jest to nie tylko osadzenie w powszechnie dostępnej naukowej rzeczywistości poznawczej, ale także w kulturowej rzeczywistości romskiej, z wyraźnym podkreślaniem odniesień do romanipen i rdzeniowych wzorów kulturowych.
Praca ta bezsprzecznie mieści się w dyscyplinie bada literaturoznawczych, jednak śmiało, choć miejscami i intensywnie, sięga do zakresu badań językoznawczych, antropologicznych, kulturowych, ogólnospołecznych, a także historycznych. Nie da się jednak badać dorobku twórczości literackiej o Romach i pisanej przez Romów, bez tak szerokich odniesień, ponieważ takie badania byłoby zbyt ograniczone, akademicko nieudolne i nieniosące niewątpliwie znajdującej się w tej rozprawie wartości dodanej. Rozprawa ta pierwszy w polskiej nauce tak mocno wiąże przekaz literacki i jego uzasadnienie oraz jego interpretację z romanipen i rozumieniem romskiego punktu widzenia, dając całkowicie nowy obraz znanych często dzieł, jednak jak dotąd nigdy nie analizowanych w takiej skali, ani w ramach takiego klucza i układu odniesienia.
W rzeczywistości to romanipen jest w tej pracy głównym narzędziem badawczym wykorzystanym do analizy porównawczej literatury. Miejscami sprawia nawet (mylne) wrażenie, jakby to on była metodologią badawczą. W sumie rozprawa jest przez to literacką analiza oddziaływania romanipen na literaturę. Przez to nie tylko zostaje osiągnięty cel rozprawy, a teza zweryfikowana, ale praca ma unikalny charakter.
Na uwagę zasługuje przyjęty w tytule zakres dat 1956-2016. Wiąże się on zarówno z publikowanym w tym czasie literackim materiałem badanym w rozprawie, a nie analizowanym wcześniej w takim ujęciu kulturowym jakie jest w rozprawie reprezentowane, jak i z szansą na jakąkolwiek polską literaturę romską, która wcześniej (przed wydaniem pierwszego tomiku poezji Bronisławy Wajs właśnie w 1956 roku) po prostu nie istniała.
Cel pracy został jasno sformułowany i mówi o „wydobyciu perspektywy postrzegania wizerunku kobiet romskich w różnych sytuacjach kulturowych (kultury romskiej i polskiej)” lub inaczej to formułując omawia „w jaki sposób uwikłane w kulturowe wzory postrzeganie Romnia oddziaływało na wyobraźnię artystyczną Polaków i Romów oraz dyskurs literacki”, uzupełniając go o wyjaśnienia dotyczące wyraźnej dominanty kontekstu kultury romskiej „w uzasadnionych przypadkach także z odniesieniami do kultury polskiej”. Osiągnięcie tego celu opiera się na „zestawieniu odnalezionych w literaturze wizerunków  kobiet  romskich  i  ustaleniu  procesu  kształtowania  się  ich  reprezentacji w twórczości romskiej i polskiej”. Związana z tym teza mówiła natomiast o „roli literatury w utrwalaniu stereotypowych, mityzowanych i idealizowanych wyobrażeń, a także stopniu trwałości bądź zmienności porównywanych wizerunków przedstawicielek kultury romskiej w tekstach literackich”.
Z celem pracy bezpośrednio wiąże się jej wartość dodana i to co można określić jako novum doktorskie. Jest nim przeprowadzenie analizy przede wszystkim z punktu widzenia kultury romskiej i to w takim stopniu, że można by wręcz mówić o tej pracy, jako o poszukiwaniu literackich tropów eksplikacji romanipen w polskiej i romskiej poezji i prozie odnoszących się do Romnia. Rozprawa, niejako przy okazji, staje się cennym i bardzo uporządkowanym źródłem informacji na temat tego systemu wewnętrznej kontroli i regulacji społecznej. Romanipen to jeden z najbardziej pragmatycznych (o ile nie najbardziej pragmatyczny) i  w rzeczywistości – w lévi-straussowskim ujęciu antropologiczno-strukturalnym – najmniej represyjnych systemów regulacyjnych. Co więcej – pomimo swej trwałości – w ramach skuteczności i związku z realiami życia, dopasowuje się do zewnętrznych warunków świata w jakim  żyją Romowie. Jest precyzyjnie ukierunkowany na przetrwanie grupy i podporządkowanie temu jednostek wchodzących w jej skład, chroni je jednak na równi z ogółem, nawet jeśli jest uciążliwy (w szczególności dla kobiet). Wszystko te cechy są widoczne w poszczególnych fragmentach rozprawy. Justyna Matkowska każdorazowo – nawet jeśli nie czyni tego literalnie – odwołuje się do zasad wynikających z romanipen, a on sam staje się osią rozważań literackich, podstawą oceny i wartościowania wizerunku Romnia oraz punktem odniesienia jednostkowych analiz. Autorka wyraźnie podkreśla zakres swoich analiz, zaznaczając, że teksty nie będą poddawane analizie krytycznoliterackiej.
Pierwszy (z dwóch rozdziałów), to bardzo spójne i zarazem wielowątkowe opracowanie odnoszące się do miejsca romskich kobiet w świecie Romów, do zawiłości skądinąd prostego romanipen i jego znaczenia dla życiowych ról Romnia. W koejnych częściach pierwszego rozdziału Justyna Matkowska, omawiając poszczególne zagadnienie określone w ich tytułach, przywołuje wiele bardzo istotnych etnicznie i kulturowo treści. Z jednej strony wpływają one na sytuację i literacki wizerunek romskich kobiet, z drugiej natomiast są zagadnieniami niefunkcjonującymi w powszechnej świadomości społecznej, a zdarza się, że i różnodziedzinowi badacze tematyki romskiej o nich zapominają. Wśród wielu podstawowych elementów, kluczowe w tym przypadku wydaje się być osadzenie rzeczywistości romskiej w romanipen i charakterystyka sposobu lokowania tego składnika romskiej rzeczywistości kulturowej dokonana przez autorkę: „treść  kodu  kulturowego  to przede wszystkim połączenie braterstwa i pochodzenia, wartości moralnych, wizji świata i sposobu życia wyrażających się w zasadniczym dla budowania wspólnoty elemencie, jakim jest język”.
W części analitycznej (drugi rozdział) Justyna Matkowska nie skorzystała z gotowego i wprowadzonego jeszcze przez Ficowskiego uproszczonego podziału wizerunku Romów w trzech głównych typologiach (przestępcza, operetkowa i demoniczna). Opracowała natomiast własny klucz kategoryzacyjny, w jakimś stopniu odwołujący się do powyższych typologii, jednak bardziej jednoznaczny i korzystający aż z sześciu pól semantycznych. Z tego podziału wyłania się wizerunek romskich kobiet, które w powiązaniu z poszczególnymi kategoriami okazują się być: sprawcze, kontrolujące, tradycyjne, postępowe, wielowykluczone, tajemnicze, pracujące. Wszystkie te elementy znajdują się w wykorzystanej do analizy literaturze, a ponadto wszystkie znajdują odzwierciedlenie w zagadnieniach kulturowych opisanych w pierwszym rozdziale, będąc przy tym składnikami romanipen.
Możliwą pułapką, której autorka uniknęła, jest nadmierna koncentracja na osobie Bronisławy Wajs. Z jednej strony odniesienia do jej tekstów pojawiają się w poszczególnych podrozdziałach, a z drugiej poświęcona jest jej odrębna cześć drugiego rozdziału. Jest to jednak wykonane w sposób bardzo zrównoważony, podrozdział ma charakter odrębnej analizy wizerunkowej, niemalże czyniąc z największej romskiej poetki odrębną kategorię badawczą, co prowadziło do poszukiwania i analizowania papuszowych tropów w literaturze stworzonej przez innych autorów. Jakiekolwiek odwołania do jej biografii są opisane w ścisłym związku z twórczością i z widocznym w niej wizerunkiem romskich kobiet, analizowanym pod kątem kulturowej romskości.
W rozprawie znajduje się wiele istotnych z punktu widzenia kultury i tożsamości Romów wniosków i stwierdzeń, które świadczą o wyjątkowym i analitycznym podejściu autorki do romskiej kultury. Jest nim choćby zdanie „Niewinność i czystość rytualna są dla kobiety ekwiwalentami tożsamości kulturowej”, co wynika wprost z pełnego rozumienia romanipen, a jednocześnie może i powinno stanowić podstawę do skoncentrowanego na znaczeniu tego zdania badaniu o charakterze kulturowym, być może antropologicznym, czy nawet społecznym i co jednocześnie jest w rozprawie ważnym elementem analizy literatury. Bardzo interesujące są także wnioski wynikające  z analizy wizerunku romskiej kobiety jako Wędrowczyni. Dla nie-Romów mieści się on w kategorii powszechnego postrzegania romskich kobiet, wizerunku mitycznego i zarazem tajemniczego. Justyna Matkowska wskazuje jednak na jego inną rolę – bardzo ważną dla Romów: „kreowany przede wszystkim na potrzeby Romów jako wspólnoty kulturowej, ich pamięci zbiorowej i w celu zachowania tożsamości przyszłych pokoleń. Był niepotrzebny, dopóki codzienne życie w drodze było powszechnym doświadczeniem społeczności”. W innym miejscu natomiast autorka pisze: „Kobiecość, a jednocześnie romskość łączą się z tajemniczością i przenikliwością”. To wydaje się być dość oczywistą konkluzją, jednak Justyna Matkowska nie odnosi tego wyłącznie do przedstawicieli społeczeństwa większościowego, ale dość zaskakująco takie postrzeganie romskich kobiet przypisuje także Romom.
Na koniec trzeba przytoczyć dwie konkluzje, które pojawiły się w rozprawie. Pierwsza odnosi się do twórczości nie-Romów: „Narracja tych utworów była najczęściej niezgodna z tym, w jaki sposób Romowie   postrzegają   samych   siebie.   Sztuka   stała   się   narzędziem   promowania i  utrwalania,  a  także  ukazywania  zdominowanego  przez  siłę  stereotypów wizerunku przedstawicieli społeczności romskiej.”, druga natomiast do twórczości romskiej: „Ponadto poprzez sztukę artyści romscy podejmują walkę ze stereotypami, uprzedzeniami i antycyganizmem.”.
W rozprawie jest wiele ważnych wniosków, a na szczególną uwagę zasługuje choćby to, że wizerunek romskiej kobiety przedstawiany w nie-romskiej literaturze odbiega od jej ideału obowiązującego w romskiej wspólnocie, albo to że Romowie w swojej twórczości prawie w ogóle nie korzystają z polskiego bogatego dorobku literackiego.
Rozprawę kończy prowokacyjne pytanie, inspirujące do szerszych badań łączących analizę literatury z badaniami społecznymi: „Czy tradycyjny świat cygańskiego tabu, honoru, patriarchatu i konserwatywnych wartości przetrwa już tylko w (literackim) micie?”.

Podsumowując, rozprawa dr Justy Matkowskiej nie tylko jest sukcesem kolejnej młodej romskiej badawczyni (i promotorki - prof. Justyny Bajdy), ale także ważnym wkładem w polskie badania romologiczne. Teraz należy oczekiwać, na jej książkowe – nieco przeredagowane – wydanie.