poniedziałek, 28 marca 2016

Middle East Gypsies

Ludy Domi (Domari) bez pogłębionych badań trudno jednoznacznie i ostatecznie uznać za Cyganów. Aby to choćby po części uzasadnić, należałoby opracować interdyscyplinarną metodę badawczą, uwzględniającą poza etnograficznymi obserwacjami behawioryzmu i lingwistycznymi analizami językoznawczymi, także badania genetyczne. Być może również inne dziedziny nauki mogłyby pomóc w tym zakresie.
Oczywiście jeśli przyjmiemy, że każdy lud migrujący z Indii w określonym (jakoś) czasie w kierunku zachodnim nazwiemy Cyganami, to oczywiście Domi także nimi są. Wszystko wskazuje na to, że ta grupa Cyganów, która dotarła do Europy i obecnie ich potomkowie oczekują aby nazywać ich Romami, była jedynym ze składników wielu fal wypływających wówczas z Indii.

Interesującym i podstawowym źródłem informacji na temat tych grup jest oczywiście i przede wszystkim Dom Research Center.

http://www.domresearchcenter.com

Jednak w ostatnim (jak się wydaje???) czasie pojawiło się inne źródło. Jest nim Middle East Gypsies.

http://www.middleeastgypsies.com

Tym razem jednak jest to źródło o zupełnie innym charakterze.
Wszystko wskazuje na to, że powstało o no przede wszystkim w kontekście zdjęć wykonanych tam przez tureckiego fotografa, który od 2000 roku. Kemal Vural Tarlan określa się jako badacz i jednocześnie fotograficzny dokumentalista w dziedzinie visual sociology and anthropology.

http://www.kemalvuraltarlan.com/home.html

Jednak sama strona internetowa Middle East Gypsies nie jest jedynie wyrazem badań wizualnych (znaczy się nie są na niej zamieszczane jedynie same zdjęcia), ale i powiązane z nimi materiały. Jeśli przyjmiemy, że badania ilościowe – istotne same w sobie – są egzemplifikacją dla badań jakościowych, to sztuki, a właściwie nauki – czy nawet badania – wizualne mogą równie dobrze być podstawą do tego typu analiz. Są przy tym nie mniej wartościowe, a ich założenia wybiórczy charakter nie wpływa na ich użyteczność.
Treści uzupełniające materiał zdjęciowy zamieszczony na stronie internetowej nie stanowią szczególnie głębokiego i nowatorskiego materiału naukowego, jednak w intersujący i nieco inny sposób niż najczęściej bywa, omawiają kwestie związane z Romami, ich wędrówką i nie tylko dotarciem do Europy, ale także rozproszeniem się cygańskich krewniaków ich przodków po obszarze Biskiego Wschodu.

Pomimo tureckiego autorstwa, portal zamieszcza o wiele więcej informacji o aktualnej sytuacji Romów w Syrii niż w Turcji. Jest to jednak zrozumiałe ze względu na trudną sytuację mieszkańców tego państwa. W tym Domi. Niestety większość tekstów opracowana jest w wersji tureckiej, co stanowi częściową niefogodność.
Witryna ta jest opracowana wizualnie w sposób o wiele bardziej atrakcyjny niż Dom Research Center. Jeśli za tym – z czasem oczywiście – pójdzie jakość zamieszczanych tam opracowań tematycznych i częściowa choćby dominacja opracowań w języku angielskim, to może ona stanowić cenne źródło informacji o Domari.



piątek, 18 marca 2016

Efektywna polityka wobec Romów


Skuteczność, efektywność, wydajność to kategorie, o których marzy w głębi ducha niemalże każdy kto realizuje jakiekolwiek działanie mające poprawić/zmienić sytuację Romów. To jest bowiem główny ich sens.
Zastrzeżenie o tym, że „niemalże każdy” odnosi się przede wszystkim do tych realizatorów projektów, którzy związani są nie tyle ze środowiskami romskimi, ile z firmami zajmującymi się wygrywaniem i realizacją różnorodnych projektów. Ich celem jest wyłącznie osiągnięcie wpisanych w projekt rezultatów. Muszą one być mierzalne, zatem są to głownie rezultaty  ilościowe, a nawet jeśli jakościowe, to sprawdzalne jedynie w krótkiej perspektywie czasu, zatem nie związane z realnymi (gdyż długotrwałymi i utrwalonymi) skutkami.


Traktowana ogólnie polityka wobec Romów – jako polityka etniczna podlegająca systemowym i zracjonalizowanym (opartym na uzgodnionych zasadach i regułach) działaniom publicznym jest polityką publiczną. W tym konkretnym przypadku aspekt zracjonalizowania działań jest najistotniejszy.
Co – w ramach polityki publicznej – zakłada zracjonalizowanie działań? Przede wszystkim – brak koncentracji na drobnych rezultatach konkretnych działań i nieuznawanie ich za osiąganie strategicznego celu. Nie mniej ważny jest aspekt weryfikacji efektywności, która ma skutkować – w przypadku braku długoterminowych pozytywnych zmian – zmianą założeń, lub co najmniej przeformułowaniem sposobu podejścia do problemu.

Ogólny cel polityki wobec Romów – zarówno na poziomie ogólnoeuropejskim, unijnym i krajowym (w tym w Polsce) – sprowadza się do ich włączenia. Co więcej – sięgając do elementów dookreślających politykę etniczną, obejmujących nie tylko ogólny jej kształt, ale także uwzględnianie potrzeb mniejszości – społeczeństwo większościowe przyjęło, że włączenie jest główną potrzebą społeczności romskiej.
Co prawa Romowie jeszcze tego nie wiedzą (ze względu na niewystarczającą wiedzę i odmienny sposób pojmowania świata), ale na pewno sobie to w końcu uświadomią.
Jednak do tego czasu Romowie – zanurzeni w swym kulturowym trwaniu – stawiają nieświadomie skuteczny opór poprzez swoistą bierność, które najbliżej jest chyba do satjagrahy.

Nieskuteczność działań wobec Romów wiąże się na poziomie strategicznym w ramach polityki publicznej z dwoma głównymi problemami.
Pierwszym jest określenie celu w oparciu o rzetelną diagnozę, gwarantującą nie tylko obraz stanu początkowego (co jest trudne choćby ze względu na brak pewnych i sprawdzonych danych ilościowych i niezrozumienie wewnętrznej różnorodności pozornie jednolitego społeczeństwa romskiego) , ale także rozpoznanie podstaw, z których można wypracować systemowe działania zmierzające do realnej zmiany. Polityka wobec Romów - nieoparta na wiedzy o prawdziwych przyczynach konkretnych zachowań Romów – za swoją podstawę przyjmuje mniemania i to osadzone w odmiennym niż romski paradygmacie istnienia.
Drugi problem wiąże się z pomiarem i oceną efektywności. Nie chodzi tu o krótkoterminowy efekt realizacji konkretnych projektów, ale efektywność osiągania nadrzędnego celu. Zasadniczo i tradycyjnie efektywność jest dookreślana jako osiąganie jak najwięcej w wyniku włożonego określonego wkładu albo jako osiąganie celu jak najmniejszym kosztem. Jednak sprawdza się to przede wszystkim w przypadku efektywności ekonomicznej, a taka podstawa jest słabym wyznacznikiem oceny polityki publicznej, gdyż ignoruje inne wartości niż kwestie finansowe.
W przypadku oceny finansowej efektywności działań wobec Romów (czyli kosztów przypadających na jedną osobę), bez względu na to czy osiągamy zmianę, czy też nie – działania te są bardzo drogie. Zauważyła to zarówno Unia Europejska, jak i w 2015 roku polska Najwyższa Izba Kontroli.

W polityce publicznej efektywność ze względu na wpływ na poprawę sytuacji w przestrzeni publicznej jest podstawą, a sama efektywność realizacji nie ma większego znaczenia. A właściwie ma, bo rozejście się tych dwóch czynników wskazuje na nieprawidłowe zaplanowanie strategiczne kształtu całej polityki. Przyłożenie do mniejszości źle zidentyfikowanego narzędzia na podstawie złej oceny stanu początkowego – a właściwie dobrego ale nieadekwatnego, przez wzgląd na niedostrzeganie/pomijanie/lekceważenie jakiegoś czynnika (w przypadku Romów - kulturowego), gdyż traktowanie go zgodnie z paradygmatem utrwalonym w rzeczywistości europejskiej, skutkuje brakiem efektywności działań.

W polityce publicznej dochodzi do tego czynnik equity. W tym przypadku należy go rozumieć jako kategorię słuszności (równość i sprawiedliwość (społecznej) wynikającej ze słuszność, dodającej do rozważań kolejną zmienną odsyłającą nas do etyki). Czynnik ten odrywa zarówno projektowanie, jak realizację założeń polityki publicznej od czynnika finansowego i w znacznym stopniu wpływa na odmienny sposób oceny efektywności działań. O equity mówi się, że jest katalizatorem, który powinien napędzać istnienie i działanie polityki publicznej.

Powracając do kwestii racjonalności w polityce publicznej. Kategoria ta wydaje się być ściśle związana z nienaukowo zdefiniowanym zdrowym rozsądkiem.
Zatem ze względy na brak oczekiwanych skutków działań w polityce wobec Romów, należałoby zmienić paradygmatycznie dookreślone myślenie o możliwym ich zakresie, wymagałaby być może także przyznania, że jesteśmy bezradni, a jeśli oczekujemy jakichkolwiek zmian, to zobaczą je dopiero nasze wnuki, a do tego czasu koszty będą bardzo wysokie.

Polityka wobec Romów nie przynosi rezultatów lub przynosi rezultaty znacząco odbiegające od oczekiwanej skali i ich zakresu. Tak było w przypadku polityki wprowadzonej w Hiszpanii przez Filipa III i jego następców, dekretów Marii Teresy, polityki PRL-u i tak jest w przypadku zarówno przedstrategicznej, jak i aktualnej polityki Unii Europejskiej.
Niestety pokazuje to, że nie tyle historia niczego nie jest w stanie nas nauczyć, ale że nie chcemy brać pod uwagę doświadczeń wcześniejszych pokoleń (w końcu jesteśmy od nich mądrzejsi)

W ogólnoświatowej ocenie efektywne pozostają polityki państw imigracyjnych, stworzonych przez migrantów (USA, Australia), ponieważ specyficznych polityk wobec Romów w zasadzie w nich nie ma, przez co status Romów określa ogólny paradygmat społeczny.


wtorek, 8 marca 2016

(nie?)Inwazyjna migracja


Migracje wewnętrzne w Unii Europejskiej różnią się od migracji zewnętrznych na płaszczyźnie prawnej, społecznej i kulturowej. Jednak na poziomie skutków są – w krótkoterminowej perspektywie – równie uciążliwe. Natomiast w dłuższym czasie wewnętrzne nie powinny przynieść aż takich konsekwencji jak masowe migracje zewnętrzne.

Romscy migranci – przede wszystkim z Rumunii i Bułgarii – docierają do właściwie wszystkich państw europejskich. W Polsce najbardziej znane miasta, w których problem migrujących Romów przybrał na sile, to Wrocław i Gdańsk. Wiąże się to choćby z liczebnością grup zamieszkujących na terenie konkretnego miasta.
Należy przy tym brać pod uwagę, że praktycznie w każdym większym mieście istnieją takie grupy, jednak ze względu na ich nieznaczną wielkość – tak jak w przypadku Łodzi – nie stanowią problemu i często mogą liczyć nawet na pomoc okolicznych mieszkańców.

Te wewnątrzunijne migracje Romów były zaskoczeniem dla Europy Zachodniej. W znacznym stopniu w związku z jedną z podstawowych i zagwarantowanych traktatowo swobód obywatela Unii Europejskiej, jaką jest swoboda przepływu osób. Do największego rozszerzenia Unii Europejskiej nikt w taki sposób i w takiej skali nie korzystał z tej swobody. Polska doświadczyła podobnego zjawiska (jeszcze poza Unią Europejską) na początku lat 90.
Biorąc pod uwagę dwa kluczowe lata rozszerzenia: 2004 i 2007 roku, trzeba przyznać że państwa Unii Europejskiej miały wystarczającą ilość czasu na przygotowanie efektywnych i demokratycznych procedur, które nie tylko skutkowałyby jakimkolwiek stopniem włączenia społecznego, ile umożliwiały korzystanie z sytemu opieki medycznej, szkolnictwa i gwarantowały choćby podstawowe zamieszkanie. Byłoby to dobre przygotowanie do - obecnie o wiele większych w swojej skali - migracji zewnętrznych. Jednak większość państw wydała się dostrzec problem o wiele za późno.
W polskich warunkach bardzo trudno jest znaleźć sposób na pomoc romskim migrantom. Wynika to zarówno z nieznajomości i tak zawiłych procedur administracyjnych, jak i ze sposobu traktowania migrujących Romów przede wszystkim – jeśli nie jedynie – jako migrantów, nie uwzględniając ich specyfiki kulturowej. Jest to oczywiście element podwójnej dyskryminacji (chodzi tu nie o wartościowanie sposobu ich traktowania, ale o wskazanie na kumulację potencjalnie negatywnych zjawisk związanych z jednoczesną przynależnością do dwóch grup z zasady w jakimś stopniu wykluczonych).

W związku z taką sytuacją wrocławskie Stowarzyszenie NOMADA, zrealizowało - w ramach programu Obywatele dla Demokracji, finansowanego z Funduszy EOG - projekt, którego efektem jest publikacja „Romowie rumuńscy w Polsce. Przewodnikdo pracy ze społecznością”.

https://issuu.com/stow.nomada/docs/przewodnik_online

Publikacja ta w znacznej mierze uwzględnia specyfikę romskich migrantów i omawia podstawy ich odmienności. Jednak przede wszystkim poświęcona jest – czemu służy podział publikacji na rozdziały tematyczne – poszczególnym obszarom problemowym. Większość z tych części poparta jest omówieniem dobrej praktyki. Dotyczą one w sposób oczywisty zagadnień edukacji, mieszkalnictwa, pracy oraz lecznictwa – zgodnie z intencją Unii Europejskiej, dookreśloną w strategii Unijne Ramy. Dodatkowo w przewodniku znalazły się informacje o administracyjnych procedurach rejestracyjnych, radzeniu sobie z różnymi formami przemocy, a także o różnorodnych dodatkowych formach wsparcia, jak choćby pomocy oferowanej przez konsulat Rumunii. Całość uzupełnia krótki, jednak potrzebny i praktyczny słowniczek.

Wszystko opisane zagadnienia, jakie znalazły się w publikacji, są wyjaśniane prosto i konkretnie. Opierają się o doświadczenia wynikające zarówno z realizacji tego konkretnego projektu, jak i wcześniejszych – bogatych – doświadczeń NOMADY, tak związanych z pracą z Romami, jak i innymi grupami związanymi z pojęciem wielokulturowości.
Nawet jeśli – to pokaże dopiero praktyka i teoretyczna ocena nie do końca ma sens w przypadku tej publikacji – okaże się, że procedury i sposoby rozwiązywania konkretnych problemów migrujących Romów w innych miastachnie zawsze są skuteczne, to jednak przewodnik ten jest pierwszą i zarazem kompleksową publikacją, która ma szansę rozwiązać problemy dotykające zarówno migrujących, jak i gospodarzy.

Podczas gdy rozwiązania NOMADY opierają się na własnych skutecznych praktykach, to Gdański Zespół ds. Imigrantów w Gdańsku opracowujący „Model Integracji Imigrantów” opierał się przede wszystkim o dobra praktyki państw, a właściwie miast Europy Zachodniej.

http://www.gdansk.pl/wiadomosci/Uchodzcy-i-imigranci-Gdansk-ma-juz-prawie-gotowy-plan,a,46208

Prawdopodobnie już w tym roku będzie można wstępnie ocenić jego skuteczność.

Można uznać, że dwa polskie miasta wojewódzkie są przygotowane na pomoc w rozwiązaniu problemów migrantów i gospodarzy. Także – i nie tylko – romskich. Być może systemowo-modelowe rozwiązania się sprawdzą. Być może inne miasta znajdą swoje ścieżki, a być może skorzystają z doświadczeń Wrocławia i Gdańska.

W tym przypadku najważniejsza jest skuteczność, jednak opierająca się na demokracji i prawach człowieka. Każdego człowieka.





niedziela, 28 lutego 2016

WHO i Romowie


Światowa Organizacja Zdrowia działająca w ramach struktur Organizacji Narodów Zjednoczonych zajmuje się niemalże każdym globalnym lub choćby istotnym ze światowego punktu widzenia problemem dotyczącym kwestii zdrowotnych. Działania tej organizacji wykraczają poza analizowanie, przewidywanie, i  opracowywanie raportów – w szczególności w obszarze związanym z chorobami zakaźnymi i ich pandemicznym charakterem.
Przyjmując szerokie spektrum działań, WHO jest niejako zmuszona własnym wizerunkiem do tego aby podejmować także problem zdrowia Romów.

http://www.who.int/en/

O tym jak szeroka jest skala problemów łączących się z tematem zdrowia Romów, nie trzeba chyba nikogo przekonywać, co wiąże się z rozbudowaną architekturą przyczyn takiego stanu rzeczy w tym obszarze.
Skutki złej sytuacji w zakresie korzystania i dostępu do usług medycznych, a także świadomości zdrowotnej, dookreślane poprzez liczbowe porównania ze stanem zdrowia społeczeństwa państw europejskich przedstawia nienajnowsza, ale pod względem proporcji wciąż aktualna infografika.

http://romowie.blogspot.com/2014/05/normal-0-21-false-false-false-pl-x-none.html

Podstawowe przyczyny takiej sytuacji wynikają z utrwalonych nawyków kulturowych: korzystanie z tradycyjnych sposobów leczenia (niestety niejednokrotnie tradycyjny i naturalny sposób leczenia nie jest skuteczny, a w przypadku poważnych chorób może przynieść więcej szkody niż pożytku), niechęć do kontaktów z oficjalnym systemem zdrowotnym jako narzędziem państwa i potencjalnej represji wobec Romów, leczenie wymaga kontaktu fizycznego z lekarzem, co jest szczególnie trudne dla romskich kobiet ograniczonych silnie uwarunkowaną „wstydliwością”.
Spośród innych ważnych czynników należy wymienić brak edukacji zdrowotnej, niezrozumienie specyfiki kulturowej Romów przez służby medyczne, brak ubezpieczeń zdrowotnych, niemożliwość zrozumienia skomplikowanego formalnego systemu opieki zdrowotnej. To oczywiście jedynie wybrane uwarunkowania decydujące o złym stanie zdrowia Romów.

http://www.studiaromologica.pl/wp-content/uploads/djvu/studia_romologica-6-2013-Szewczyk.djvu

Przy takiej sytuacji nic dziwnego, że na swojej stronie internetowej WHO wyodrębniło odrębną część poświęconą Romom.

http://www.euro.who.int/en/health-topics/health-determinants/roma-health

Pomimo tego, że działalność WHO wydaje się być słabo widoczna w związku ze zmianą sytuacji Romów w tym obszarze, to jednak biorąc pod uwagę współpracę WHO z Unią Europejską między innymi w zakresie tworzenia podstaw i weryfikacji ogólnounijnej strategii na rzecz włączenia Romów opisanej poprzez Unijne Ramy, uwzględniające jako jeden z czterech głównych problemów właśnie sytuację zdrowotną (a także w ramach Dekady na rzecz Romów - zatem w realizowaną jedynie w przypadku wybranych państw członkowskich), WHO – w ramach swoich możliwości i utrwalonych trybów działania, robi przynajmniej „cokolwiek” aby poprawić sytuację zdrowotną Romów. Jednak – jak zawsze w przypadku Romów - na efekt wyrażone poprawą wskaźników ilościowych, trzeba będzie poczekać dłuższy czas.

Jednak o wiele bardziej interesujące niż sama „intensywna” współpraca z Unią Europejską, Open Society Foundation, czy nawet (co wydaje się być bardzo aktualne) z Międzynarodową Organizacją do Spraw Migracji, a nawet niż działalność Centrów współpracy WHO otwieranych w  wielu państwach Europy, są opracowania, które mogą wspomóc prawdziwych praktyków w ich działaniach.
Godnymi polecenia i aktualnymi, są w szczególności:
“How health systems can address health inequities linked to migration and ethnicity”

http://www.euro.who.int/__data/assets/pdf_file/0005/127526/e94497.pdf

“Preventing and addressing intimate partner violence against migrant and ethnic minority women: the role of the health sector. Policy brief (2014)”

http://www.euro.who.int/__data/assets/pdf_file/0018/270180/21256-WHO-Intimate-Partner-Violence_low_V7.pdf

Uzupełnieniem publikacji jest bibliograficzny zbiór zewnętrznych raportów odnoszących się do szerszych uwarunkowań zdrowia Romów i obejmujących między innymi takie zagadnienia jak: migracje, płeć, edukacja, marginalizacja.

I na koniec to co najbardziej aktualne – nieregularnie wydawany „Roma health newsletter”, który od 2015 roku został przemianowany na „Roma inclusion newsletter” i dzięki temu jest zbiorem aktualnych lub przynajmniej względnie aktualnych informacji dotyczących przede wszystkim instytucjonalnych działań odnoszących się do Romów.

WHO nie może nie zajmować zagadnieniem zdrowia Romów. Jednak specyficzne ukierunkowanie działań WHO nie skutkuje szczególnie szerokim wachlarzem praktycznej aktywności w tym zakresie, choćby biorąc pod uwagę ograniczoną aktywność Centrów współpracy WHO. Pomimo tego WHO na poziomie refleksji teoretyczno-strategicznej – opierającej się o aktualną sytuację (w szczególności w Europie) – przygotowuje interesujące i cenne opracowania, a ich zakres tematyczny bardzo dobrze pokazuje, że kwestia zdrowia Romów, to ani kwestia wyłącznie ich dotycząca, ani rozwiązywalna na poziomie jednego państwa, ani też zawężona do problematyki wyłącznie i ściśle powiązanej z chorobami.


czwartek, 18 lutego 2016

Definiowanie Romów


Biorąc pod uwagę główny czynnik wiążący ze sobą Romów, są oni niewątpliwie mniejszością etniczną. Jednak jeśli poza genealogią weźmie się pod uwagę drugi ważny (dla nich samych) czynnik – kulturę, stają się wspólnotą o podstawach etniczno-kulturowych, a co za tym idzie mogą być nazywani narodem etniczno-kulturowym (kulturowym).

Ich funkcjonowanie we współczesnym świecie w mniejszym lub większym stopniu jest dookreślane przez sposób w jaki są traktowani (definiowani) przez przedstawicieli (instytucjonalnych, społecznych, jednostkowych) społeczeństwa większościowego.
Należy jednak brać pod uwagę, że w demokratycznym społeczeństwie powinni mieć możliwość oficjalnego samodookreślania własnej tożsamości, w taki sposób, aby społeczeństwo dominujące przyjęło ich własne kryteria na wyznaczenie nie tylko społecznych granic zasięgu grupy, ale także na wyznaczania podstaw do tego jak ich jako grupę wyróżnioną traktować.

Usankcjonowane w świecie okcydentalnym prawa narodów, mniejszości, społeczeństw odzwierciedlają się w zakresie akceptowania i wręcz wspomagania wszelkich pokojowych ruchów narodotwórczych. Wiąże się z to z pewnego rodzaju pobłażliwością (która jednak ma swoje granice).
Przekroczeniem tych granic (przynajmniej dla Polski) było uznanie przez Ukrainę Stepana Bandery za bohatera narodowego. Z drugiej strony mniejszościom, w szczególności tym, które głównie określane są jako etniczne i wobec których – na wzór stosunku Amerykanów do Indian (Tubylczych Amerykanów) – społeczeństwo większościowe wydaje się posiadać swoisty dług za wieloletnie lekceważenie i prześladowania, pozwala się w ramach ogólnej świadomości, na swoiste nadużycia ideologiczne.
Dobrym przykładem potwierdzającym owe ustępstwa, jest powszechne uznawanie, że należy ich nazywać zgodnie z kluczem endoetnonimów, a nie narzuconych zewnętrznie egzoetnonimów. Stąd funkcjonowanie takich określeń jak Inuici, Sami oraz Romowie.
Na coś takiego nie ma natomiast zgody (ani potrzeby na takie zabieg) w przypadku narodów o utrwalonej pozycji. Przykładowo Niemcom nie przeszkadza w żaden sposób to, że Polacy nazywają ich w sposób, który dość negatywnie wiąże się z niezrozumiałością ich mowy i niemością. A gdyby przeszkadzało – i tak zapewne nie porzucilibyśmy tej utrwalonej historycznie egzoetnonimicznej nazwy.

Podążając tym tropem pobłażliwego pozwolenia, być może należałoby przenieść je także na sposób wyznaczania zakresu i dookreślania tego kim są mniejszości i przyjąć w systemach krajowych i międzynarodowych (wraz z szerokim upowszechnianiem takiego podejścia i samych definicji).


Pomimo, że takie podejście może wydawać się logiczne i powiązane z akceptacją aktywizacyjnych działań mniejszości, to jednak w rzeczywistości społeczne, narodowej i międzynarodowej główna podstawą dookreślania Romów, pozostają własne kategorie myślowe definiujących, uwarunkowane momentem historycznym i kontekstami społeczno-gospodarczymi.

Odnosząc się do najszerszego (międzynarodowego) podejścia do europejskich Romów, trudno się oprzeć wrażeniu, że z amerykańskiego punktu widzenia są oni kolejnym powodem do tego, aby wykazać Europie niesprawność jej działań i nieudolny sposób konstruowania zasad wynikających z demokratycznych podstaw. Odmienne uwarunkowania historyczne, społeczne i systemowe sprawiają, że amerykańska demokracja w inny sposób traktuje mniejszość romską, akceptując ich lokalną odmienność. Jest to jednak możliwe tylko z tego powodu, że USA podkreśla wyraźnie swoje zróżnicowane i wielonarodowe korzenie, a jako ogromny kraj stworzony przez migrantów, w odmienny sposób niż Europa kształtuje swoje podejście do każdej z takich grup.


Na poziomie regionalnym to przede wszystkim Unia Europejska jest odpowiedzialna za definiowanie Romów. W tym przypadku głównym kryterium dobory zakresu dookreślania ich była wygoda. Oczywiście wygoda odzwierciedlająca się na poziomie ekonomicznym i po części społecznym. Zgodnie z takim kluczem, za Romów uznano wszystkich tych, którzy – bez względu na kwestia genealogiczne (i także kulturowe), prowadzą tryb życia wykluczający ich w specyficzny i konkretny sposób z systemu rozwojowego i nastawienia na dążenie do spójności, która jest jednym z głównych celów (oddalających się) Unii Europejskiej. Zatem unijne dookreślanie Romów obejmuje zarówno potomków etnicznych Cyganów, jak też i potomków tych grup, które w historii Europy podjęły decyzję o rozpoczęciu wędrownego trybu życia.
Drugim sposobem dookreślania Romów w Europie jest traktowanie ich – w podobny, choć na poziomie szczegółowym, odmienny niż w przypadku USA sposób – jako obiektów demokratycznych praw człowieka. Jednak jest to także – co prawda pozytywne – ale także traktowanie zgodnie z własnymi oczekiwaniami i własnym systemem wartości – w niewielkim stopniu uwzględniające oczekiwania samych Romów.


Kolejny poziom to podejście i sposób dookreślania Romów przez państwa europejskie i ich społeczeństwa. Dla części bogatych krajów europejskich, w szczególności po 2007 roku Romowie są definiowani jako pełne zaskoczenie. Tak jak choćby było i jest w przypadku Norwegii, która nagle musi sobie radzić z zaskakującą grupą, która z kolei chętnie testuje granice tego, na co w ramach tego zaskoczenia może robić.
Odmienny sytuacja panuje w Polsce, jako przykładzie państwa, gdzie rodzimi Romowie w ostatnim czasie bywają traktowani jako coraz poważniejszy sąsiedzki problem. I to problem związany z tym, że ich na wszystko stać, oni dostają więcej od państwa niż Polacy, niech wracają do siebie

Na wszystkich tych płaszczyznach funkcjonuje także w dalszym ciągu folklorystyczny sposób traktowania Romów. To ci, którzy tańczą, którzy śpiewają (tylko dlaczego nie zawsze Ore, ore…?), którzy pojawiają się na festiwalach i chodzą w kolorowych ubraniach. Taki sposób patrzenia na Romów jest najwygodniejszy i wydaje się, że większość społeczeństwa tak by chciała postrzegać Romów. Zgodnie zresztą z tym, jaki ich wizerunek został utrwalony w czasach PRL.

W rzeczywistości, żadna z tych wizji zewnętrznego definiowania Romów nie odpowiada ich samodookreślaniu. Co więcej niektóre z nich – choć w różnym stopniu – są wręcz szkodliwe dla nich jako spójnej grupy.

Romowie stanowią naród kulturowy (etniczno-kulturowy), opierający swoją jedność nie na państwie, czy nawet w pełni uświadomionej wspólnej historii (choć akurat proces zmiany w tymzakresie postępuje stosunkowo szybko).
Podstawą ich samodookreślania jest genealogiczna wspólnota, połączona z przestrzegalnością uwarunkowanych w historycznym procesie kulturowych zasad romanipen.

To ten zakres decyduje o byciu Romem, odciska się w wyraźny sposób na sposobie funkcjonowania Romów w społeczeństwie większościowym, i to połączenie etniczno-kulturowe jest perspektywą w jakiej Romowie sami siebie postrzegają i definiują.


Żaden jednak system – tak oficjalny, jak i wynikający z praktyki społecznej lub administracyjno-instytucjonalnej – nie jest na tyle pobłażliwy, aby porzucić własne paradygmatyczne podstawy dookreślania tych innych i przyjąć – podobnie jak w przypadku nazewnictwa – endodefinicję tej społeczności.


poniedziałek, 8 lutego 2016

Powrót Ariów?


Obecnie nie ma wątpliwości, że etniczni Cyganie – zgodnie z zasadami poprawności politycznej i ich własnymi oczekiwaniami, nazywani endoetnonimicznie Romami – przywędrowali do Europy z Indii.
W zapomnienie popadł średniowieczny mit – utrwalone jedynie w egzoetnonimach: Gypsies, Gitanos – o ich pochodzeniu z Egiptu (Małego). Na jego miejsce – w Polsce początku lat 90. – narodził się kolejny o tym, że krajem pochodzenia Cyganów jest Rumunia. Był to mechanizm naturalny (świetnie opisany przez Adama Bartosza w rozdziale Cyganie/Romowie – ostatni wędrowcy Europy w książce Romowie w Polsce i Europie, wydanej w Krakowie w 2007 roku), wynikający z takiej autoidentyfikacji ówczesnych romskich migrantów. Zresztą przyglądając się obecnej strukturze romskiej migracji do Polski i do państw Europy Zachodniej, znaczna jej część  rzeczywiście ma swoje źródło w Rumunii, gdzie według statystyk mieszka blisko 2 mln Romów.
Nie zmienia to jednak faktu, że już od przełomu XVIII i XIX wieku wiadomo skąd oni przybyli do Europy.

http://romafacts.uni-graz.at/index.php/history/pre-european-history-first-migration-from-central-india-to-byzantium/from-india-to-europe

Podstawą do identyfikacji kraju pochodzenia Romów pierwotnie okazał się język romski, a konkretnie – opisane szczegółowo w Dziejach Cyganów Angusa Frasera – książki dotyczące trzech dialektów języka romskiego.  Naukowcy zauważyli, że wyraźnie dostrzegalne jest podobieństwo słów romskich i słów indyjskich (sanskrytu i hindi). Stąd prosty wniosek, że język romski jest pochodzenia indyjskiego. Oczywiście był to jedynie punkt wyjścia i dalej – wykorzystując metody językoznawstwa porównawczego, przeanalizowano warstwę dźwiękową, strukturę i zasób leksykalny. Najważniejsze okazały się analizy istotnych słów podstawowych.
W analizie uwzględniono fakt, że na poziomie pochodzenia, język romski należy do grupy języków indoirańskich, która to grupa wyodrębniła się z języków indoeuropejskich, podczas wędrówki części ludów indoeuropejskich w II tysiącleciu przed naszą erą ze wschodnich rubieży Europy do Indii.


Od czasu gdy zidentyfikowano kraj pochodzenia Romów, toczyła się – i w sumie do tej pory niemalże nie jest zakończona – dyskusja, z którego regionu współczesnych Indii wywodzą się Romowie i jako pytanie uzupełniające pojawia się pytanie – z której kasty się wywodzą.
Tu jednak już same badania językowe nie wystarczają i badacze sięgają do innych obszarów, starając się analizować cechy opisywane przez antropologię fizyczną, kulturowe cechy etniczne, a nawet stosując leksykostatystykę. Badania takie prowadził także Lech Mróz, czego wyrazem jest bardzo interesujący artykuł  Wędrowni kowale i handlarze bydła z Radżastanu. Hipotetyczni przodkowie Cyganów, który ukazał się w 1989 roku w „Etnografii Polskiej”.


Jednak odkrycia w tym zakresie nie są tak wymierne jak w przypadku badania struktur, leksyki i warstwy dźwiękowej języka i na ich podstawie nie można było jednoznacznie i ostatecznie stwierdzić z którego z regionów Indii wywędrowali przodkowie Cyganów. Tym bardziej, że w romskim zasobie leksykalnym pojawiają się także słowa pochodzące z języków drawidyjskich, występujących przede wszystkim na południu Indii. To w znacznym stopniu osłabiało teorię o lokalizacji przodków europejskich Romów w północno-zachodniej części Dekanu. Jak niewymierne są badania prowadzone tymi metodami może świadczyć fakt, że początkowo twierdzono, że wywędrowali oni z Indii w IX wieku, a najnowsze badania wciąż przesuwają datę ich wyodrębnienia się wstecz.
Tym trudniejsza – a właściwie niemożliwa – jest identyfikacja kasty indyjskiej, z której wywodzili się Cyganie. Jednak w ramach tworzenia mitycznej przeszłości narodu (który co prawda posiada silną więź i tożsamość jednak oparta przede wszystkim o tradycyjne wartości wewnętrzne, a funkcjonując w świecie okcydentalnym potrzebuje akceptowanych przez jego struktury tożsamościowych i identyfikacyjnych potwierdzeń)  Vania de-Gila (Jan Kochanowski) w swojej książce Mówimy po romsku. Historia, kultura i język narodu romskiego wydanej po polsku w 2011 roku, twardo twierdził, że 90% Romów jest potomkami kasty wojowników, pozostali – kasty Braminów.

W ostatnim czasie w badaniach ruchów ludności ogromne znaczenia zyskało badania genów populacji zawierających się albo w męskim chromosomie Y-DNA, albo w przekazywanym w linii żeńskiej mtDNA (mitochondrialne DNA). Pozwala ono – w ramach genealogii genetycznej – na ustaleni miejsca pochodzenia przodków konkretnych osób, a także przy badaniach populacyjnych – określenie przynależności genetycznej całych grup etnicznych.

http://filozofia.3bird.net/download/archeologia/archeologia-haplogrupy.pdf

Niejednokrotnie wyniki bywają zaskakujące – tak jak ma to miejsce w przypadku przodków narodów germańskich, jak i częstotliwości występowania głównych grup genowych wśród ludów Europy i… Azji Centralnej.
Badanie te są skuteczne wszędzie tam gdzie badania językoznawcze, antropometryczne oraz etniczne zawodzą i pozwalają nawet na sięgnięcie do naprawdę odległej przeszłości człowieka jako gatunku, potwierdzając między innymi jego złożoną historię wyjścia z Afryki.

Także w przypadku Romów podjęto badania DNA.

http://www.cell.com/current-biology/fulltext/S0960-9822%2812%2901260-2

Wykazały one największy współczynniki romskiej spuścizny genetycznej lokujący ich w haplogrupie H1a (M82). Jest ona charakterystyczna dla drawidyjskich ludów Indii.


Jednak poza tym występuje ona także w Europie i to nie tylko wśród ludności romskiej, ale także wśród mieszkańców Słowacji, Rumunii, południowych Bałkanów oraz Andaluzji. Nigdzie indziej w Europie nie pojawia się taka przynależność genetyczna.

W pewnym uproszczeniu badania te wykazały kilka rzeczy. Przede wszystkim określiły okres, w którym Cyganie opuścili Indie na czas około VI wieku. Po drugie wykazały, że ich pierwotna siedziba w Indiach nie znajdywała się na północnym-zachodzie (choć mogli tam przybyć i osiedlić się na dłuższy czas przed opuszczeniem Indii), ale raczej w centralnej lub nawet południowej części półwyspu Dekan. Po trzecie – Romowie nie są potomkami żadnej z kast, lecz pozakastowcami, gdyż tak zostali ulokowani w strukturze społecznej przez podbijających Indie Ariów (Indoeuropejczyków).

http://www.telegraph.co.uk/news/worldnews/europe/9719058/European-Roma-descended-from-Indian-untouchables-genetic-study-shows.html

I ostateczny wniosek – Romowie w swej spuściźnie genetycznej nie są Indoeuropejczykami, ale przynależą do ludu, który w historii ekspansji ludzkości z Afryki jako jeden z pierwszy w świecie stworzył cywilizację na najwyższym – jak na owe czasy – poziomie rozwoju, zwaną Kulturą harappańską.


czwartek, 28 stycznia 2016

Romowie a bezpieczeństwo


Wrocław bardzo często pojawia się na polskiej „mapie” zagadnień związanych z Romami, zarówno w kontekście romskich migrantów z Rumunii – w szczególności tych zamieszkujących na Kamieńskiego, jak też i w zakresie powiązanej z nimi, jednak nie wyłącznej działalności stowarzyszenia Nomada.
Jednak tym razem przywołanie Wrocławia nie dotyczy ani rumuński migrantów etniczności romskiej, ani znanego w całej Polsce stowarzyszenia. Wrocław jest bowiem silnym ośrodkiem akademickim, a działalność Uniwersytetu Wrocławskiego obejmuje wiele dziedzin nauki. Jak się okazuje – także tych, które dotyczą Romów.
Badacze zajmujący się tematyką romską chętnie są określani (także przez samych siebie) jako romolodzy lub – choć jest to chyba w największym stopniu powiązane z badaniami etnograficznymi i antropologicznymi – cyganolodzy. Próżno jednak szukać w jakiejkolwiek systematyzacji obszarów, dziedzin i dyscyplin wyodrębnionego działu poświęconego wyłącznie Romom.
Ze względu na specyfikę badań dotyczących Romów, są one wielodyscyplinarne, choć oczywiście można uniknąć odwołań do innych obszarów, niż ten na którym koncentruje się naukowiec. Jednak wydaje się, że w takiej sytuacji badanie będzie niepełne. Bardzo kuszącym jest przypisanie romologii do nauk o polityce, jednak o wiele bezpieczniej – choć i tak jednak zawężająco – jest ją umieścić w dziedzinie nauk społecznych.

Właśnie w tej dziedzinie – a konkretnie w zakresie dyscypliny nauk o bezpieczeństwie mieści się książka autorstwa dr Elżbiety Szyszlak, wydana przez Oficynę Wydawniczą ARBORETUM „Etniczność w kontekstach bezpieczeństwa. Mniejszość romska w Republice Czeskiej”.


Problem bezpieczeństwa w kontekście Romów może być analizowany w różny sposób i w odniesieniu do różnych sytuacji.
Przykładem mogą być wydarzenia z Maszkowic, a także różnorodne doniesienia prasowe odnoszące się do ogólnej sytuacji w Limanowej, czy Andrychowa. W grudniu 2015 roku w prasie pojawiły informacje o pobiciu Polaka przez Romów. Do odwrotnych sytuacji – kiedy to Romowie są ofiarami przemocy dochodzi jednak o wiele częściej. Tak było w Nowej Dębie, Świeciu, Andrychowie, Łodzi, Lesznie, czy choćby w listopadzie 2015 roku w Limanowej. Najczęściej są to zdarzenia o charakterze chuligańskim, jednak wiążą się one także z określoną podstawą ideologiczną – rasizmem, ksenofobią, mową nienawiści.
Problem terroryzmu i masowych migracji do Europy także odbija się na Romach, którzy staja się bądź to kozłami ofiarnymi, bądź niejako przy okazji ogranicza się na zakresich praw. Niestety w praktyce trudno liczyć na to, że wobec masowych migracji z południa Romowie zostaną uznani przez społeczeństwa większościowe Europy „za swoich” gdyż bardzo dawno przybyli do Europy.
Można także rozważać kwestie bezpieczeństwa w powiązaniu z Romami w relacji do bezpieczeństwa socjalnego, zdrowotnego, zagrożeń dla wzrostu gospodarczego, bezpieczeństwa zachowania romskiej kultury, a także wielu innych obszarów, które się z tym wiążą.

W swojej książce – koncentrującej się na sytuacji Romów w Czechach, gdzie niejednokrotnie przedstawiciele społeczeństwa większościowego pokazali jak nie należy traktować Romów – dr Elżbieta Szyszlak odniosła się do większości tych zagadnień, starając się przedstawić jak najszerszy kontekst każdego z aspektów bezpieczeństwa powiązanego z kwestiami etnicznymi.
Co prawda autorka podkreśla ową etniczność w tytule, jednak należy pamiętać, że jakakolwiek analiza dotycząca Romów jako mniejszości etnicznej, nie będzie ujęciem modelowym, które będzie można przenosić (no chyba, że w zakresie ogólnego podejścia metodologicznego) do innych grup mniejszościowych.
Wybór Republiki Czeskiej do badań zagadnień bezpieczeństwa i Romów jest z jednak strony znaczącym ułatwieniem dla autorki. Nie dotyczy to jednak jej – wykazywanej zresztą w tej publikacji, a także innych wydawnictwach jej autorstwa – znajomości języka południowych sąsiadów Polski, lecz tego w jaki sposób Romowie są ulokowani w strukturze społecznej Czech, jaka jest ich historia i jaka jest świadomość społeczna decydująca o sposobie ich traktowania. Tym bardziej, że w ostatnim czasie wzrosło znaczenie tej problematyki dla Czechów i to do tego stopnia, że zaczęła ona dominować nad wcześniejszymi kontekstami czeskich Romów, wiążących się choćby z edukacja, systemem opieki zdrowotnej i mieszkalnictwem. Sama autorka zauważa (słusznie), że konstruuje obraz sekurytyzacji zagadnień romskich, traktowanych jako ogólne problemy mniejszości. Ważnym aspektem podkreślanym w publikacji jest to, że Romowie będąc w rzeczywistości autochtonami są traktowani jak nowi migranci.

Autorka książki nie omawia i nie analizuje jednak wyłącznie tematu bezpieczeństwa, choć przedstawione inne zagadnienia można traktować jako konieczne tło dla tych rozważań. Ukazuje ona – z widoczną znajomością tematu i konkretnej sytuacji Romów w Czechach – złożoność romskiego świata kulturowego, dwojaki (narodowy i etniczny) charakter ich społeczności, omawia XX- i XXI-wieczną sytuację Romów w Czechach, obejmujące w szczególności ich wizerunek medialny, kwestie demograficzne, czeski antycyganizm, problem wykluczenia oraz kierunki polityki kolejnych rządów w stosunku do Romów jako mniejszości etnicznej. Posługuje się przy tym wieloma przykładami opisującymi romską rzeczywistość w Czechach, tak na płaszczyźnie ogólnokrajowej, jak i lokalnej.
Dr Szyszlak omawia bezpieczeństwo wtórne, identyfikowane na płaszczyźnie społecznej i kulturowej. Podejmuje problematykę wykluczenia i przedstawia problemy społeczności romskiej determinujące ich codzienną sytuację społeczną. Nie unika także tematów trudnych, takich jak prostytucja czy narkomania. Samo bezpieczeństwo kulturowe omawia szeroko, wskazując na znaczną ilość składników tego złożonego zagadnienia, podkreślając znaczenie języka romskiego i uwypuklając problem gettoizacji w wymiarze zagrożenia bezpieczeństwa kulturowego.

Zaletą książki jest niewątpliwie kompleksowe i wielowątkowe ujęcie zagadnień relacji pomiędzy nowocześnie rozumianym bezpieczeństwem i Romami na obszarze w Czech.
Warto zapoznać się z tą publikacją choć można w niej zaleźć także braki. Nie wpływają one jednak na całościowy obraz publikacji, a każdy czytelnik – w zależności od nastawienia – może je sam zidentyfikować lub też stwierdzić, że książka – pod względem ujmowania tematu jaki został określony w jej tytule – jest kompletna i wyczerpująca.

Jak dotąd w polskojęzycznych publikacjach dotyczących Romów w Czechach, uwypuklany był przede wszystkim temat edukacji, czego najlepszym – choć nie jedynym przykładem, są publikacje dr. Łukasza Kwadransa – jak choćby: „Edukacja Romów. Studium porównawcze na przykładzie Czech, Polski i Słowacji”.

Jak można się przekonać czytając książkę dr Elżbiety Szyszlak – nie jest to jednak jedyna dziedzina w której można prowadzić badania dotyczące tej grupy w Czechach.