piątek, 28 września 2018

Wrażliwość etniczna


Na początek wypada chyba podziękować redakcji i dziennikarzom Onetu, ESKA info oraz Super Expressu. Za co? Za wrażliwość etniczną. Tak to bowiem należy nazwać.
Jednak przed wyjaśnieniami najpierw trzeba przypomnieć o pewnym oczekiwaniu, które ze strony Romów pojawia się od dawna i które dotyczy mediów. Najczęstszym wyrazicielem tego oczekiwania bywa prezes Zarządu Głównego Stowarzyszenia Romów w Polsce - Roman Kwiatkowski, który przedstawił swoje stanowisko (reprezentując przy tym znaczną grupę polskich Romów) w piśmie z listopada 2016 roku skierowanym do Ministra Sprawiedliwości, Prokuratora Generalnego - Zbigniewa Ziobro. Rzecz dotyczy informowaniu przez media (prasa, radio, telewizja, internet) o przynależności do narodowości romskiej sprawców czynów zabronionych. 

http://www.stowarzyszenie.romowie.net/strona.php?grupa=539

Jeśli komukolwiek zechciałoby się zagłębić w przytaczane i cytowane zapisu aktów prawnych przedstawionych w tym piśmie, to bez problemu można dostrzec, że w rzeczywistości nie dotyczą one (przynajmniej w części przypadków) wyłącznie wskazywania na przynależność etniczną w związku z przestępstwami, ale generalnie podawania takiej informacji w związku z pozainformacyjnym celem. Takim celem może być budowanie negatywnego nastawienia do te grupy. Idąc dalej tym tropem, można by uznać, że nawet jeśli chodzi wyłącznie o wzbudzenie (lub podbicie) sensacji ze względu na przynależność etniczną osób, o których mowa w materiale medialnym, to także należałoby to uznać za… No właśnie już nie za sprzeczne z prawem. Może jakakolwiek ostrożność, czy też wrażliwość (właśnie etniczna) powinna wynikać z kodeksów etyki dziennikarskiej? A może nie z kodeksów, a raczej z zasad funkcjonujących gdzieś w dziennikarskiej duszy? Takie wbudowanie podejścia jakie np. ma generacja Y i Z w stosunku d przechodzenia przez ulicę na czerwonym świetle? Oni po prostu tego nie robią. Pokolenie X nie ma z tym żadnego problemu.
Zatem może to powinna być jakaś wrażliwość dziennikarska, która nie musi się uruchamiać w przypadku kiedy chodzi o przynależność etniczną sprawców przestępstw (to powinno być wręcz automatyczne i o to powinna dbać przede wszystkim sama redakcja), ale o sytuacje kiedy taka informacja jest po prostu zbędna, albo może wywołać niezamierzony, ale jednak negatywny skutek. Oczywiście należy zrozumieć, że dziennikarz chce napisać jak najwięcej, tym bardziej jeśli żadna ze stron (a choćby i policja) nie chce i nie może przekazać zbyt wielu danych. Wtedy naprawdę każda informacja jest na wagę złota. No może jednak nie na wagę złota.

https://wiadomosci.onet.pl/kraj/zuromin-14-latka-w-ciazy-w-szpitalu-badanie-wykazalo-obumarcie-plodu/qbd9518

20 (i 21) września na portalach informacyjnych pojawiło się doniesienie o wszczęciu policyjnego postępowania wyjaśniającego w sprawie związanej z 14-latką, która po chwili wizyty u ginekologa w Mławie trafiła do szpitala w Żurominie, gdzie okazało się, że była w ciąży i że doszło do „obumarcia płodu”. Postępowanie wyjaśniające jest związane z wiekiem nastolatki i podejrzeniem o popełnienie przestępstwa obcowania z osobą małoletnią poniżej 15-go roku życia. Taka informacja pojawiła się na portalu Onet, ESKA info oraz Super Express. Onet jako źródło informacji podał stronę gazeta.pl.

http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/7,114883,23946867,zuromin-do-szpitala-zglosila-sie-14-latka-w-ciazy-prokuratura.html#s=BoxNewsLink&a=167&c=125

I tu pewne zaskoczenie. Na portalu gazeta.pl, fakt24, wp.pl, RadioZet, wprost, O2, KurierŻurominski.pl , informacje te zostały uzupełnione o fakt, że dziewczynka była pochodzenia romskiego.
I teraz podstawowe pytania – czy ta informacja jest konieczne/potrzebna, co wnosi nowego do sprawy. Tym bardziej, że w każdym z przypadków pojawienia się w artykule identyfikacji etnicznej dopisywano zdanie „W kulturze tej dziewczynka 14-letnia jest już kobietą.”.
W większości przypadków reakcja czytelników jest zapewne zbliżona do tego, co wyraził jeden z internautów: „Brzmi to jak wybielanie czynu. Według polskiego prawa to pedofilia. Jak ktokolwiek tego nie rozumie i nie szanuje wsadzić do ciupy.”. Takie zdania i opinie nie budują dobrego klimatu wokół społeczności romskiej. I wczesne (zbyt) uznawanie nastolatek za kobiety gotowe do dorosłego życia jest i będzie w naszej kulturze kontrowersyjne, bo mamy jasno wyznaczone dwa progi dojrzałości – 18 i 21 lat i to nie podlega żadnej dyskusji. Jednak wśród Romów sprawa ta wcale nie jest tak oczywista, choć wiąże się z tym wiele problemów. Zatem czy informując czytelników chodziło o usprawiedliwienie tego, że 14-latka jest w ciąży czy też wręcz przeciwnie – o pogorszenie opinii na temat Romów? Właściwie nawet nie wiadomo, czy sprawca także nie miał np. 14 lat…

http://kurierzurominski.pl/538578,14-LATKA-W-CIAZY-SZPITAL-ZAWIADAMIA-PROKURATURE.html

W jakimś stopniu podanie przynależności etnicznej nastolatki mogłaby być uzasadniona w przypadku tekstu, jaki pojawił się na portalu KurierŻurominski.pl, który odnosząc się do sytuacji lokalnej podkreślił, że w 2018 takich przypadków było już 11. Jednak tylko jeden z nich – opisany w artykule dotyczył obywateli romskiego pochodzenia. Zatem czy na pewno ta informacja była tu uzasadniona? Chyba jedynie aby pokazać, że u Romów był to jednostkowy przypadek a 10-krotnie więcej takich sytuacji (włączając w to molestowanie seksualne) wiązało się z przedstawicielami społeczeństwa większościowego, a nie Romów.
A może jednak w każdym z tych przypadków chodziło o usprawiedliwienie? Policja często w stosunku do Romów bierze pod uwagę specyfikę ich kultury. Jednak w tym obszarze tradycja romska jest sprzeczna z polskim prawem, co każdorazowo stwarza problemy i wymusza na organach ścigania podejmowanie czynności wyjaśniających. Istnieje mechanizm pozaustawowego kontratypu zwyczajowego (obrona przez kulturę - cultural defence), który pozwala na nieco inne prowadzenie tego typu spraw. Pomimo tego konsekwencje uznawania małoletniej za dostatecznie dorosłą na kontakty seksualne jest sprzeczne z polskimi prawem.

Onet, pomimo tego, że podawał informację za gazeta.pl, pominął fakt, że nastolatka była Romni. To chyba dobrze. Chcijmy wierzyć, że wynika to albo z wewnętrznej polityki firmy, albo z etnicznej wrażliwości dziennikarza, który przygotowywał tekst. Wyprzyjmy możliwość, że dziennikarz niedokładnie przeczytał tekst w portalu gazeta.pl, albo że było za mało miejsca na stronie aby dopisać tę informację. Taką samą (wrażliwą) przyczynę warto także przyjąć w przypadku portalu , ESKA info oraz Super Expressu.
Zatem na koniec jeszcze raz:  dzięki za wrażliwość etniczną.



wtorek, 18 września 2018

Międzynarodowa grupa praw mniejszości


Minority Rights Group International (na razie chyba brak oficjalnego tłumaczenia nazwy tej organizacji na język polski) jest organizacją pozarządową, powstałą w 1960 roku, zrzeszającą organizacje (130) z 60 państw świata, której zakres aktywności koncentruje się na prawach mniejszości oraz (i w  szczególności) prawach grup rdzennych.

https://minorityrights.org


Do grup rdzennych należą  między innymi ludy nazywane kiedyś Indianami, Eskimosami, Aborygenami, a Romowie stanowią wręcz ich przeciwieństwo (będąc przybyszami z zewnątrz). Pomimo tego, można przyjąć, że tak jak odpowiednio poszczególne z wymienionych grup były (i dalej są) swoistym sprawdzianem humanitaryzmu, humanizmu, demokracji i pokory białego człowieka dla mieszkańców i systemu USA, Kanady i Australii, tak Romowie są analogicznym sprawdzianem dla Europy. Można to tak potraktować, także dla tego, że Romowie przybyli do Europy na tyle dawno aby być tu na pewno u siebie, a zarazem na tyle niedawno, aby Europa była już „domknięta” etnicznie, przez co potomkowie Cyganów stali się wiecznymi obcymi. Poza tym wiele cech ich społeczności odpowiada cechom pierwotnych społeczności rdzennych, a i reakcja na ich inność i stosunek większościowy do nich jest pełen – uzasadnialnej (???) głownie kolorem skóry – wyższości.

Pozostawiając jednak na marginesie rozważania dotyczące analogii pomiędzy Romami a grupami rdzennymi, Minority Rights Group International prowadzi różnorodne kampanie dotyczące swojego targetu. Zgodnie z tym jak sami o sobie piszą, do ich głównej aktywności należy rzecznictwo na forum międzynarodowym (w tym w ONZ), publikowanie docenianych (przez naukowców i opiniotwórcze środowiska) w świecie raportów, produkcja filmów dokumentalnych, wsparcie procedur i procesów prawnych (pionierskich w zakresie ochrony praw mniejszości), a także realizacja i finansowanie projektów wykorzystujących nowatorskie i otwarte metody docierania do społeczeństw większościowych.
Organizacja ta uważa, że włączenie społeczne mniejszości służy całemu społeczeństwu, a skutkami wykluczenia są konflikty, mogące prowadzić nawet do ludobójstwa. Trudno nie zgodzić się z takim credo i nie docenić szerokiego zakresu działania tej organizacji. Tym bardziej, że MRG stara się walczyć z każdą formą dyskryminacji i stara się zachować prawa w każdym zakresie: – jak to sami o sobie piszą – prawo do ziemi, na której ludzie żyją, do języków, którymi mówią, do równych szans w edukacji i zatrudnieniu oraz do pełnego uczestnictwa w życiu publicznym.

Co jakiś czas (najczęściej co roku, choć nie zawsze się to udaje), MRG publikuje zbiorczy (i zarazem kejsowy) raport dotyczący sytuacji w zakresie mniejszości i ludów rdzennych. W 2018 roku taki raport ukazał się pod tytułem:  “Minority and Indigenous Trends 2018. Focus on migration and displacement”.

https://minorityrights.org/2018/09/12/exclusion-at-the-heart-of-todays-migration-and-displacement-new-key-trends-survey/

Zatem w zakresie tematu dyskryminowanych mniejszości wciąż aktualnym zagadnienie jest migracja i wysiedlenia. O ile międzykulturowa migracja pozostają w XXI wieku tematem głównym (i wcale nie zapoczątkowanym 9.11), to wysiedlenia z europejskiego punktu widzenia wydaj się być raczej charakterystyczne dla XX wieku. jednak tak nie jest i skutki tego Europa odczuwa w sposób wyraźny – choćby pod postacią ich długoterminowego skutku – tzw. kryzysu migracyjnego w Europie.

Ponieważ raport ma charakter kejsowy i na podstawie wyraźnych i konkretnych sytuacji stara się pokazać światu (poprzez zainteresowane nim środowiska opiniotwórcze), szerszą perspektywę problemów mniejszości poprzez jednostkowe (choć dotyczące całych grup) przypadki związane z konkretnymi mniejszościami.
Dlatego też Polska pojawia się w raporcie w kontekście migrantów z Czarnej Afryki (część poza saharyjską Afryką północną) i ich – pomimo kilkudziesięcioletniej historii pobytu tej grupy w Polsce) – problemów w zakresie zatrudnienia i edukacji. 

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

Warto tu jednak zaznaczyć, że na stronie internetowej –  tego typu profile posiada na niej większość państw świata – w przypadku Polski opisana jest mniejszość niemiecka oraz Romowie. Bardzo ważne jest, to że dane o Polsce są aktualne. Oczywiście nie można wierzyć podpisowi z datą aktualizacji (June 2018), ale na stronie pojawia się odniesienie do (niepolskich) dokumentów z 2017 roku. Niepokojące jest natomiast wskazanie (poparte wskaźnikiem procentowym) wysokiego stopnia umieszczania uczniów romskiej narodowości w szkołach specjalnych. W Polsce – w odróżnieniu od państw leżących na południe od niej (aż po Bałkany) – stosunkowo łatwo udało się porzucić myśl o szkołach i klasach „nur für Gypsy”, a i wskazana w informacji praktyka wydaje się być w Polce rzadkością. Wynika to między innymi z tego (co zresztą zostało wskazane jako problem przez MRG), że w Polsce dostrzeżono problem niedouczenia (głównie języka polskiego) romskich dzieci wieku przedszkolnego i wykonano (często w  ramach świetlic romskich) jakiekolwiek działania mogące zmienić tę sytuację. Oczywiście to kropla w morzu potrzeb, jednak istotna w tym przypadku jest przede wszystkim zdroworozsądkowa diagnoza.
W raporcie z 2018 roku temat Romów został poruszony w kontekście Włoch. Właściwie od 2008 roku Włochy w związku z Romami wciąż zaskakują i nie znikają z okołoromskich (i nie tylko) serwisów informacyjnych. 

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

Z tego przykładowego, bo dotyczącego Włoch, raportu o Romach, można wywnioskować to, co wynika z wielu opracowań i co niestety coraz częściej jest potwierdzane w rzeczywistości społecznej (bez względu na to jak przerażająco to brzmi).  
Romowie jako grupa są najbardziej dyskryminowaną grupą etniczną w Europie, a ponadto ich dyskryminacja znajduje największą akceptację lub co najmniej wzbudza najmniejszy sprzeciw w społeczeństwach większościowych.

Jednak główny temat poruszony w raporcie wiąże się z wysiedlaniem Romów. Z problemem tym można się zetknąć niemalże w całej Europie. Nawet łącznie z Polską – np. sprawa z Jelitkowa albo problem przeprowadzki Romów do innych gmin -  lub z Ukrainą, choć w każdym państwie problem ten przybiera swoją indywidualną i wyjątkową formę.

https://minorityrights.org/wp-content/uploads/2018/09/September-2018_MR_Trends_Report_170x240_WEB_FINAL.pdf

We Włoszech wiele romskich obozów ma charakter oficjalny i ich sytuacja jest zależna formalnie od decyzji władz. Włączając to ich bezkompromisową likwidację. Ponadto 40% Romów żyje w dalszym ciągu w nielegalnych obozach. Oczywiście problem dotyczy przede wszystkim Romów przybyłych do Włoch w ciągu ostatnich 11 lat z Europy południowej.

Po raz kolejny w tym przypadku potwierdził się brak przygotowania Unii Europejskiej do rozszerzenia na wschód (2004-2007) w zakresie poszerzenia etnicznego. Jednak na tego typu otwarcie się na swobodę przepływu Romów posiadających obywatelstwo Unii Europejskiej) chyba nic nikogo nigdy nie mogłoby przygotować.



sobota, 8 września 2018

Dotarcie do niekatywnych


Nie trzeba głębokich badań opinii publicznej aby – choćby w oparciu o to, co w ostatnich miesiącach działo się na Ukrainie i jakie oficjalne wypowiedzi pojawiały się we Włoszech – wiedzieć, że Romowie nie są ulubionym narodem większości większościowych mieszkańców państw europejskich. Zresztą wystarczy sprawdzić wypowiedzi publiczne użytkowników internetu pojawiające się pod informacjami dotyczącymi tej mniejszości, jakie w związku z różnymi kwestiami są publikowane na wielu portalach. Jednak szczegółowe badania opinii publicznej dobrze obrazują (jak choćby poniższa infografika), ogólną sytuację w Europie.

https://www.rferl.org/a/how-europeans-view-roma/29325886.html

Przy całym takim, a nie innym kształcie stosunku do Romów nie ma znaczenia, że opinia na całej grupy kształtowana jest w wyniku kontaktów z częścią ich populacji utrwalając i upowszechniając stereotypy. Kontakty są przypadkowe i dotyczą najczęściej tej ich grupy, która żyje w ubóstwie, która nie podejmuje pracy i która nie radzi sobie w życiu na poziomie i w sposób, który mógłby być akceptowany przez większość mieszkańców państwa. Efekt jest taki, że niechęć do Romów jest ostatnią z akceptowanych form rasizmu w Europie.
Zarzuty pojawiające się w publicznej przestrzeni internetu dotyczą kilku kwestii. Wystarczy sięgnąć do przypadkowego (pierwsza strona wyszukiwania w Google) i już starego zbioru takich wypowiedzi, który znajduje się pod informacją dotyczącą jednego z projektów aktywizacji Romów.

https://www.jelonka.com/cyganie-uczcie-sie-i-pracujcie-24007

Jest to jedynie przykład i tego wypowiedzi w internecie jest bardzo dużo, jednak zarzuty się powtarzają:
- kradną
- są agresywni
- nie chcą pracować
- nie chcą się uczyć
- dostają pieniądze na wszystko za nic.
Z każdą z tych kwestii można by dyskutować, szukać usprawiedliwień, wyjaśniać. Jak zawsze i zgodnie z zasadami arystotelesowskiej logiki każdej tezie (i wyjaśnieniu) można przeciwstawić tezę (i wyjaśnienie) o porównywalnej sile argumentacji. To, na co warto zwrócić uwagę (przynajmniej w zakresie pracy i nauki), to element mieszczący się w kategorii kulturowej (norm kulturowych), a związany z życiowymi doświadczeniami i systemem wychowania. Ta kwestia dotyczy każdego i wielu dziedzin życia. Jeśli w jakiejś rodzinie wszyscy (niedyskryminacyjnie zaweźmy – mężczyźni) pracują jako mechanicy samochodowi, to taki wzór pracy i życia zostanie przekazy kolejnemu pokoleniu. Taki model. Jeśli w jakimś regionie Polski podstawowa wersja pierogów to pierogi ruskie to mówiąc tam „pierogi”, większości nie skojarzą się one z pierogami nadziewanymi mięsem lub kaszą gryczaną. Taki model. Jeśli w rodzinie romskiej nikt nie ma wykształcenia wyższego niż podstawowe, jeśli w rodzinie romskiej wszyscy dorośli podejmują jedynie prace dorywcze i korzystają intensywnie ze wsparcia socjalnego, to… Taki model.
Brak pozytywnych wzorców, brak docierającej informacji, brak zachęty (popartej akceptowalnymi przez odbiorców argumentami), sprawiają że nasze (i romskie) wzorce domowe, rodzinne, sąsiedzkie, środowiskowe, grupowe, nie ulegają zmianie. Potrzebujemy nie tylko lustra aby zobaczyć jacy na tle innych jesteśmy, ale i poznania tych innych, poznania możliwości, wiedzy (uzasadnionej) że można inaczej i że jest to dobre, bo przynosi dobre (pod jakimś względem) rezultaty i dodatkowo nie niszczy tego co jest dla nas ważne. Nie jest łatwo dotrzeć z tymi wszystkimi zachęcającymi elementami do społeczności romskiej, która wciąż pozostaje (choć zmienia się to jak na normy kulturowe bardzo dynamicznie) zamknięta, która rządzi się własnym systemem wartości. Systemem wartości innym, ale z pewnością nie gorszym (a w wielu konkretnych przykładach lepszym). Jesteśmy na zbyt wysokim poziomie rozwoju cywilizacyjnego aby tego nie uznać, aby pozwolić sobie na błąd internalizacji, albo na twierdzenie że nasza cywilizcja jest najlepsza, albo aby utrwalać mit szczęśliwego dzikusa.

Do Romów (przynajmniej w Polsce) z tego typu kagankiem świadomości starają się docierać przede wszystkim organizacje pozarządowe, często przy wsparciu finansowania krajowego lub międzynarodowego (w tym unijnego). Modelowe rozwiązania w przypadku Romów nie są jednak na poziomie efektywności modelowe i nie przynoszą najczęściej oczekiwanych skutków. Jedną z przyczyn jest choćby utrwalona niechęć do Romów i obawa przed ich zatrudnianiem, nawet jeśli posiadają kwalifikacje do jakiejś pracy. W końcu w internecie można przeczytać wiele (i wszystkie prawdziwe!) historii o tym jak źle się skończyło zatrudnienie Roma. Skutkuje to tym, że większość bezrobotnych Romów z niesławnych Maszkowic ma ukończone po kilka zawodowych kursów kwalifikacyjnych.
Interesujący w tym zakresie (dotarcia do nieaktywnych Romów i pomocy w zdobyciu pracy) jest model, który zasadniczo nie funkcjonuje w Polsce, a w jakimś stopniu sprawdził się w Szwecji. Dotyczy on mianowicie zakresu działania Public Employment Services (PES), czyli Publicznych Służb Zatrudnienia, reprezentowanych w Polsce przez urzędy pracy (w rzeczywistości skład się on z wojewódzkich i powiatowych urzędów pracy oraz Ministerstwa Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej).

http://ec.europa.eu/social/BlobServlet?docId=19219&langId=en
                     
W Polsce głównymi odbiorcami (klientami) działań PES są osoby wykazujące jakąkolwiek chęć do jej znalezienia, rejestrują się i w jakikolwiek sposób są w tym zakresie aktywne. Nie oznacza to, że PES nie stara się dotrzeć do osób zupełnie biernych w tym zakresie, jednak jest to działanie marginalne i zasadniczo nieskierowane skutecznie do Romów.

http://documents.worldbank.org/curated/en/569921525761576733/pdf/125989-WP-PUBLIC-POLISH-P148022-ActivationNotePolishversion.pdf

Przykładem modelu w jakimś stopniu skutecznego, a z pewnością kompleksowego i przyjmującego za grupę docelową właśnie Romów, jest szwedzki „Bridge-building” („Brobyggare”), realizowany początkowo w latach 2012-2015 i kontynuowany do tej pory w ramach krajowej strategii na rzecz Romów.

http://www.statskontoret.se/In-English/publications/2016---summaries-of-publications/evaluation-of-the-bridge-building-investment-in-the-strategy-for-roma-inclusion-20163/

W ramach tego projektu szwedzkie Publiczne Służby Zatrudnienia aktywnie wyszły do Romów, wykorzystując do swoich działań i zatrudniając mediatorów (asystentów romskich), których aktywność w Polsce jest głównie związana z edukacją. Ważnym (choć nie jedynym) składnikiem całego projektu było wprowadzenie zawodowych stałych punktów konsultacyjnych dla Romów zamieszkujących w określonej lokalizacji i aktywne informowanie ich o takiej możliwości. Inne działania (np. szkolenia zawodowe) nie odbiegały zasadniczo od tych, jakie były i jeszcze są realizowane w Polsce. Różnica polegała przede wszystkim na tym, że wszystkie grupy działań są realizowane w ramach aktywności PES i że jest to aktywne wyjście do społeczności romskiej, z realizacją usług prozatrudnieniowych nie w urzędzie, ale w romskim środowisku. Zresztą nie jest to jedyny przykład takiego podejścia. Podobne dotarcie (z uwzględnieniem specyfiki kulturowej klientów) realizowano w Rumunii, Bułgarii, Wielkiej Brytanii i na Litwie.

Pomimo tego, że (jak widać na infografice) niechęć do Romów deklaruje 42% mieszkańców Szwecji (niewiele mniej niż w Polsce), to jednak program ten – uważnie opracowany, uwzględniający specyfikę kulturowych nawyków Romów, aktywnie wychodzący do nich w oderwaniu od wymaganych w Polsce wizyt w urzędach, którym Romowie nie ufają i których działania nie rozumieją – jest kontynuowany i z punktu widzenia realizacji kompleksowej szwedzkiej strategii na rzecz Romów, pozytywnie oceniany.
Niewątpliwie jednak jednym z najważniejszych elementów zatrudnienia Romów są nie ciągłe próby podnoszenia ich kwalifikacji, ale personalne dotarcie do nich. Pokazanie, że praca poza ich wspólnotą ma sens, że przynosi pozytywne skutki nie tylko finansowe, że zwiększa akceptację społeczną. Do tego jednak potrzeba zmiany w społeczeństwie większościowym, a te wydają się niemożliwe do osiągnięcia.



wtorek, 28 sierpnia 2018

Wirtualna Biblioteka Romska


To naprawdę świetny pomysł aby stworzyć taką bibliotekę. Nie tylko zawierającą teksty w języku romani, ale także publikacje w innych językach, jednak wszystkie dotyczące Romów i wszystkie dostępne w wersjach elektronicznych przez internet. To świetny pomysł. Jednak…

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/

Biblioteka jest elementem większego projektu. Jest zbiorem zasobów powstałych w jego ramach i w toku jego realizacji.

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/images/RomIdent%20public%20report.pdf

Współtwórcami, partnerami i współwykonawcami projektu ( i wirtualnej biblioteki), są trzy uniwersytety: w Aarhus, w Manchesterze i w Grazu.


Dwa ostatnie realizowały projekt w związku ze swoją działalnością badawczą (głównie językoznawczą) dotyczącą Romów, której efekty są bardzo dobrze opracowane na ich stronach internetowych (Graz, Manchester), będących źródłem naprawdę cennych informacji.


Zasadniczo projekt był realizowany w latach 2010-2013 i jego pełna nazwa brzmiała The Role of Language in the Transnational Formation of Romani Identity. Jego ogólnym celem było zbadanie, w jaki sposób język romski wpływa na tworzenie nowych form tożsamości romskiej. Te nowe formy tożsamości mają innych charakter niż utrwalone historycznie, bo wiążą się z aspektem instytucjonalnym i z nowymi formami jej manifestacji. Rzeczywiście w przeszłości język jako stały element wspólnotowej i rodzinnej kultury romskiej był jednym z najważniejszych elementów tożsamości, choć na przykład w Hiszpanii tamtejszym Cyganom udało się zachować swoją kulturę i odrębność, choć doszło do wymuszonego niemal całkowitego zaniku używania własnego języka. Jednak świadczy to nie o małym znaczeniu języka dla podtrzymania tożsamości, a o sile i znaczeniu innych elementów kulturowych, gotowych przejąć jego rolę. Nowa tożsamość ma bardzo ważny aspekt instytucjonalny, w ramach dopasowywania się Romów do zmieniającej się rzeczywistości. O ile im samym, we własnych wspólnotach wystarczyłby język oraz inne elementy kulturowe, to kontakty z nieromskim światem wymuszają pojawienie się tożsamości w aspekcie instytucjonalnym, jako tej, która przez ten świat będzie dostrzegana i uznawana. Podobnie jest z jej nowymi formami, które dodatkowo wspierają tożsamość Romów coraz częściej i coraz bardziej uwikłanych w życie poza zamkniętym romskim światem i wspólnotą.
Nie oznacza to jednak umniejszania znaczenia języka romskiego. Założenia projektu brały pod uwagę to, że dla romskich (nowoczesnych) liderów (aktywistów) język stał się swoistą osią, wokół której budowano wspólnotową lojalność. Co więcej, ich działania zmierzały do kodyfikacji, zapisu, upowszechniania nauki, uznania przez polityków i rządy oraz ochrony języka, a on sam miał stać się elementem narzędzi komunikacji w aktywizmie politycznym i kulturalnym.
Badacze w ramach projektu zadali pięć grup interesujących pytań, na które w mniejszym lub większym stopniu udało się im znaleźć odpowiedzi zawarte w krótkim sprawozdaniu z jego realizacji. Pierwsze dotyczyło konkretnej roli jaką język romski odgrywa w budowaniu zmodernizowanej tożsamości romskiej i jaki aspekt jego istnienia i funkcjonowania jest dla niej najistotniejszy. Biorąc pod uwagę przypadek hiszpańskich Romów, to bardzo interesujący aspekt badania znaczenia języka dla zachowania i kształtowania tożsamości. Kolejne odnosiło się do postaw i warunków społecznych jako czynników, które mogą wspierać budowanie tożsamości lub rozwijać jednolitość. W tym przypadku trzeba brać pod uwagę różnorodność poszczególnych grup romskich, a także olbrzymiej różnorodności językowej pomiędzy nimi. Fraser pisał bodaj o 150 wyodrębnionych romskich grupach językowych. Romowie pomimo starań o zachowanie odrębności językowej nie mieli nigdy problemu (a także możliwości przeciwstawieniu się temu) z zaakceptowaniem ewolucji własnego języka i łatwo adaptowali przydatne słowa używane przez ludność regionów, w których zamieszkiwali, co jest jednym z bardzo ważnych i stałych elementów różnicowania się języka romani. Trzecie pytanie odnosiło się do roli nowych technologii w wykorzystaniu i kształtowaniu języka. To pytanie można by zadać w stosunku do każdego języka, choć w każdym przypadku wyniki badań byłyby różne. Nowe technologie (przede wszystkim używanie języka pisanego w internecie - w znacznej mierze w mediach społecznościowych), wpływają nie tylko na samą strukturę języka i sposób formułowania wypowiedzi, ale mają szersze skutki społeczne, wynikające z tego jak jest kształtowany dyskurs realizowany w konkretnym języku. Czwarte pytanie jest rozbudowane i zawiera pytania szczegółowe. Jednak jego ogólny wydźwięk wiąże się z określeniem znaczenia inicjatyw (proromskich i projęzykowych) ogólnoeuropejskich i reakcją na nie – zarówno ze strony Romów, jak i instytucji oraz organizacji poziomu lokalnego (władze, NGO). W tym zakresie uda się zawsze wykazać osiąganie sukcesów (widoczne jest to w sprawozdaniach z różnych projektów i działań dotyczących tego obszaru), jednak realia społeczne najczęściej są inne. Ostatnie pytanie jest pytaniem ogólnym i odnosi się do sfery szerszych wniosków. Przyjmuje ono (chyba niezasadnie, bo przecież nic co romskie nie jest modelowe) modelowy charakter romskiej sytuacji i przemian tożsamości w pluralistycznym i transnarodowym kontekście i odpowiedź na nie ma skutkować lepszym zrozumieniem kształtowania innych tego typu tożsamości (transnarodowych i diasporycznych) w erze globalizacji.
Poza opisem projektu i odesłaniem do sprawozdania, na stronie Romani Virtual Library – są tu także oczywiście konieczne i mało ważne didaskalia, czyli krótkie informacje dotyczące partnerów, sponsorów, osób zaangażowanych w projekt – znajduje się także dział publikacji (niestety niezawierający żadnych publikacji) oraz zakładka  z ogólnymi informacjami o zapisie języka romani (writing romani). Autorzy projektu przypomnieli, że do XIX wieku nie było żadnych zasad zapisu tego języka, że w latach 60. i 70. XX wieku podjęto pojedyncze próby ustalenia zasad pisowni (Finlandia, Czechosłowacja, Jugosławia i Węgry) i ze u końca XX wieku doszło do szerszego ożywienia w tym zakresie, dzięki dostępowi Romów do produkcji i dystrybucji własnych tekstów – początkowo w formie drukowanej, a następnie także w internecie. Biorąc pod uwagę różnorodność wymowy oraz specyfikę krajową i regionalną poszczególnych odmian języka romskiego doprowadziło to do wzrostu różnorodności sposobów ich zapisu. Dlatego też nie ma już chyba szansy na to aby udało się wprowadzić jednolity sposób transkrypcji. Przeszkadza to przede wszystkim międzynarodowym aktywistom romskim dążącym do tego typu ujednolicenia i standaryzacji. Z jednej strony ułatwiłyby one komunikację, a z drugiej mogłyby się stać elementem budowania bardzo szerokiej i nowoczesnej romskiej  tożsamości – już całkiem nowocześnie ponadnarodowej.

https://romani.humanities.manchester.ac.uk/virtuallibrary/library.html

Najważniejszym elementem strony Wirtualnej Biblioteki Romskiej jest naturalnie sama biblioteka, na której zasoby powołują się badacze w swoim sprawozdaniu. I tu niestety pojawi się pewne rozczarowanie. Zasadniczo publikacje w niej „zawarte” dzielą się na trzy grupy – materiały instytucjonalne (Rada Europy, Unia Europejska), opracowania związane z projektem i przygotowane na jego potrzeby lub w ramach innej działalności naukowej dotyczącej Romów partnerów projektu (one powinny chyba znaleźć się w zakładce publikacje) oraz publikacje książkowe (najczęściej edukacyjne, często w języku romskim). Dokumenty z pierwszej grupy można pobrać także ze stron instytucji, a znajdujące się w katalogu linki częściowo są nieaktualne. Publikacje z drugiej grupy są interesującym choć niespójnym zbiorem publikacji naukowych. Niestety w przypadku trzeciej grupy jedyną rzeczą jaką do jakiej można mieć dostęp, to – w przypadku każdej z nich – pojedyncza, zdawałoby się przypadkowa strona zeskanowana i zamieszczona pod linkującą metryczką książki. Sens zamieszczania takich pojedynczych skanów jest bardzo wątpliwy i właściwie niewiele wnosi. Tym bardziej, że na podstawie niepełnych metryczek dotyczących tych publikacji (np. bez roku i miejsca wydania), nie można nawet przeprowadzić najbardziej podstawowych badań bibliometrycznych. No ale jednak sztuka jest sztuka (w wojsku i w projektach), a biblioteka wirtualna jest dzięki temu jeszcze bardziej wirtualna. O wiele większy sens ma niewirtualny (zatem dostępny wyłącznie na miejscu) zbiór zgormadzony w Centrum DokumentacjiRomskiej Legnickiej Biblioteki Publicznej.

Powracając do kończącego pierwszy akapit „jednak…”, choć już sposób gromadzenia zasobów pozostawia wiele do życzenia. Właściwie wyszło jak zawsze. I nie jest to tylko polska skaza. Skończył się projekt (w 2013 roku) i finansowanie, sprawozdanie przygotowano. To właściwie gromadzić dalej materiałów i publikacji nie ma sensu. I jak się okazuje nie jest to tylko polski problem (jak w przypadku radomskiego „Kwartalnika romskiego” i „Cygańskiej wyspy”). Jeszcze w 2014 roku Yaron Matras dołożył swoje trzy teksty, ale na tym się skończyło. Nie ma tam nic nowszego. Dobrze, że choć strona i zawarte na niej materiały są i działają, że jest dostęp do przynajmniej części materiałów „zgromadzonych” w bibliotece.



sobota, 18 sierpnia 2018

Kolejna w końcu odkryta cała prawda o Cyganach


W przypadku tekstów takich jak Kulturowe „wzbogacenie” Europy; część III – Cyganie autorstwa a303 (Marcin Malik) zamieszczonego we wrześniu 2017 roku na portalu wolna-polska.pl (pierwotna publikacja: salon24), pewnym dylematem jest to, czy pisać o nich podając wszelkie dane i zarazem w jakiś sposób promując (potencjalne generowanie ruchu na stronie z artykułem) zarówno portal, jak tekst i autora, czy też pisać jedynie ogólnikowo i bez konkretnych odniesień, co zasadniczo ma mniejszy sens. Trudno także jest omówić tekst odnosząc się wyłącznie do jego treści i nie narażając się na oskarżenie o krytykę osoby, jej poglądów lub samego portalu. Jednak wydaje się, że słusznym jest nie pozostawić tego typu wypowiedzi w publicznej przestrzeni internetu bez komentarza lub innej formy (jednak konkretnego) odniesienia. Szczególnie w przypadku gdy nie są to opinie wygłaszana w mediach społecznościowych, ale ukazują się one jako artykuły na portalach.

https://wolna-polska.pl/wiadomosci/kulturowe-wzbogacenie-europy-czesc-iii-cyganie-2017-09

Cudzysłów w tytule artykułu ma sugerować ironię i wskazanie na to, że „wzbogacanie” w rzeczywistości jest zubażaniem Europy i idąc dalej (być może to tylko jednak subiektywna interpretacja) jej niszczeniem, destrukcją stosunków społecznych, populacji i cywilizacji – jak należy się domyślać „rdzennych” Europejczyków. Tym bardziej, że o ile część III serii artykułów jest poświęcona Romom, to dwie pierwsze odnoszą się do Muzułmanów i Murzynów (Czarnych). Przyjmując (i tak zbyt daleko idące założenie), że obecni mieszkańcy Europy (na czele ze Słowianami) są jej rdzennymi mieszkańcami i znikąd nie przybyli, dylematem nie do rozstrzygnięcia pozostaje wcześniejsza niż migrującego tu Homo Sapiens Sapiens obecność na naszym subkontynencie Neandertalczyka. Argument na pograniczu absurdu, jednak skoro inni mogą…
Artykuł został opublikowany na portalu w kategorii „dziennikarstwo śledcze”. Można by zatem oczekiwać, że nie tylko ujawnione w nim informacje będą bardzo istotne dla opinii społeczne, ale i generalnie trudno dostępne dla mniej wnikliwych badaczy, a z pewnością do nie tak dociekliwego w ogóle społeczeństwa. Co więcej – w trakcie dochodzeń dziennikarstwa śledczego dziennikarz zazwyczaj wyręcza w roli docierania do prawdy służby policyjne, które po ujawnieniu informacji powinny natychmiast zareagować . Inną istotną cechą dziennikarstwa śledczego jest dogłębne drążenie tematu, weryfikacja informacji i zdobytych danych w różnych źródłach. W omawianym artykule zabrakło bodaj każdego z tych elementów. Jednak kto albo co (poza właściwą dorosłym ludziom umiejętnością używania prawidłowych wyrazów na opisywanie rzeczywistości) zabroni skategoryzować ten artykuł właśnie jako „dziennikarstwo śledcze”?
Nie znaczy to oczywiście, że (chyba przypadkiem) kilka informacji zawartych w tym tekście jest prawdziwych. Jednak w całości tekst oparty jest przede wszystkim na braku wiedzy, plotkach, wyolbrzymieniach, obiegowych poglądach i oczywiście intensyfikowanych stereotypach. Pozornie miło na przykład, że autor mówi o Romach jako o narodzie, jednak czyni to wyłącznie po to aby wskazać na ich (złą) odrębność i nie nazywać ich mniejszością/grupą etniczną (która mogłaby mieć jakiekolwiek prawa).
Przykładem tego jest choćby główne zdjęcie ilustrujące artykuł. Występuje ono w internecie nie aż tak często i to przede wszystkim na polskich (i czasem niemieckich) stronach internetowych. Zawsze towarzyszy negatywnym tekstom dotyczącym Romów. takie wrażenie ma wywołać nie tylko stojący na pierwszym planie brzuchaty (okropne!) i wytatuowany (straszne!) ciemnowłosy (zgroza!) mężczyzna, ale i pozostałe postacie oraz otoczenie. W sumie główny bohater tego zdjęcia mógłby być polskim prawnikiem na wakacjach gdzieś na południu Europy. Jednak domyślnie jest to oczywiście typowy i zły Cygan.

Jednak i tak najbardziej interesująca i przerażająca zarazem  pozostaje sama treść artykułu.
„Cyga­nie nigdy nie powiedzą prawdy. Hindusi, którzy sami są mistrzami kłamstwa nie mogli już dłużej wytrzymać z Cyganami dlatego wyrzucili ich z Indii w VI wieku, po czym stopniowo ich wyrzucali aż do XI wieku.”
Sprawdzone – Romowie mówią prawdę. Z pewnością nie częściej niż każda inna osoba, ale czy rzadziej – trudno powiedzieć. Z pewnością jednak nie „nigdy”. Zastanawiające jest także zdanie mówiące o Hindusach jako mistrzach kłamstwa. Aby dotrzeć do tej prawdy rzeczywiście trzeba było przeprowadzić dogłębne badania. Interesujące jest to, że autor pisze o stopniowym wyrzucaniu Romów z Indii przez 500 lat i o tym, że Hindusi nie mogli z nimi wytrzymać. Generalnie badacze mają poważny problem z dotarciem do jakichkolwiek źródeł mówiących o opuszczeniu Indii przez Romów, a jednak a303 pisze o tym - jak się wydaje - z całkowitą pewnością.
„najwięcej czasu spędzili w Egipcie”
I tu sięgamy do utrwalonej w nazwie (Gitano (hiszp.), Gitan (fr.), Gitani (wł.), Gypsy (ang.)) średniowiecznej legendy o tym, że Romowie są pielgrzymami z Małego Egiptu (czyli Azji Mniejszej – Izmiru i wybrzeża Epiru). W rzeczywistości te grupy przodków współczesnych grup pokrewnych Romom, które dotarły do Egiptu, nigdy nie poszły dalej do Europy i ich potomkowie zamieszkują na północy Afryki do dziś http://romowie.blogspot.com/2015/04/romowie-ktorzy-zostali-po-drodze.html.
„Nazwanie Cygana Rumunem byłoby wielkim komplementem.”
Jakoś to mało przekonujące. Trudno jest uwierzyć, że ktokolwiek z np. Polskiej Romy lub Sinti uznałby takie nazwanie za coś pozytywnego. Właściwie dlaczego miałby być to komplement?
„populacja Cyganów to kryminalne, żałosne i zupełnie niepotrzebne 10mln”
I tu punkt widzenia wygrywa. Kryminalność – niepotwierdzona (poza konkretnymi środowiskami – podobnie jak w przypadku każdej innej grupy), żałosność – chyba trudna do zmierzenia i także konkretnego określenia. A niepotrzebność? Można by to rozważać na wiele sposobów, jednak aż się samo rzuca z pamięci to co zostało zapisane w „Statuta Seymu Warszawskiego, Roku pańskiego 1557”: „Cygani, albo ludzie niepotrzebni…”.
„czym tak naprawdę jest Cygaństwo i jak obrzydliwą ma naturę”
Tu podobna kategoria jak żałosność czyli obrzydliwość. I to w odniesieniu do Cygaństwa. Trudno jest to i zmierzyć i odnieść konkretnie, tym bardziej, że nie wiadomo czy Cygańskość to ogół wszystkich Romów, czy też chodzi o romskość. Odniesienie do natury odsyła nas do poglądów łączących przynależność narodową (i nie tylko) z konkretnymi cechami i to w sposób niepodważalny i wiarygodny. Np. wszyscy Szkoci są skąpi, rudzi złośliwi, a Niemcy kochają porządek. I to wszystko wynika z natury. Autor pisze więcej o naturze Romów w kontekście ich przestępczości, która według niego stanowi jedyną podstawę ich funkcjonowania.
„Cyganie są najgorzej wyedukowanym narodem na świecie”
Kolejna prawda, z którą trudno się zgodzić w jakikolwiek sposób. Można by sięgać do badań dotyczących edukacji i analfabetyzmu. Jednak może jako dobre odbicie tego twierdzenia wystarczy przywołać postać dr Gerarda Gerlińskiego, który w 2017 roku wraz zespołem współpracowników dokonał jednego z najważniejszych odkryć w dziedzinie paleontologii i historii gatunku ludzkiego.
„Sztokholm jest przepełniony Cyganami dlatego że Cyganie mogą miesięcznie z samego żebrania wy­ciągnąć około $1000”
Być może możliwe. Jednak chyba najważniejszym pytaniem jest to, skąd autor tekstu o tym wie? Czy rozmawiał z Romami? Ale przecież wspominał, że nie mówią nigdy prawdy. Czyżby obserwował żebrzących Romów i sprawdzał (jak?) ile dostają pieniędzy? A może zastosował obserwację uczestniczącą, przebrał się za Roma i przez miesiąc sprawdzał jak to jest z tym romskim żebraniem w Sztokholmie?

To zaledwie mała próbka dyskusji z tym, co pojawia się w tekście Malika. Z większością rewelacji i odkryć dokonanych przez autora w rzeczywistości trudno dyskutować, ze względu na otaczające je opary absurdu i trudną do zrozumienia retorykę i system rozumowania:
„Cyganie nie wychodzą na spacer ale na żer”
„Cygaństwo to globalna zorganizowana siatka przestępcza w którą są zamieszane nawet dzieci.”
„Cyganie to kryminogenna pasożytnicza zakała, której dalsze rozmnażanie w Europie ja osobiście kla­syfikuję jako zbrodnię przeciwko Białej cywilizacji”
„Ile jeszcze dowodów potrzeba aby usunąć cygański rak z powierzchni Europy raz na zawsze?”
„Któż to wie ile chorób przez nich powstało?”
„niech Bóg błogosławi „rasistów” za trzeźwą ocenę sytuacji”
„Poza tym u Cyganów sezon rozrodczy jest niezwykle intensywny i w zasadzie nigdy się nie kończy.”
„Następnie pieniądze te są przesyłane do Rumunii za które Cyganie budują pałace.”
„U Cyganów kobiety nie mają żadnych praw a mężczyzna może nawet zabić żonę i jest to w pełni akceptowane w cygańskiej społeczności.”
 
Jednak naprawdę przerażające jest to, co autor uznaje za „chrześcijańską łaskę”, rozwiązującą ostatecznie kwestię romską.
„dobrym rozwiązaniem byłaby masowa sterylizacja Cyganów a następnie zakwaterowanie ich w specjalnie zaprojektowanych placówkach w których Cyganie mogliby się skoncentrować na pracy w przemyśle rolniczym, budowlanym, wydobywczym i tekstylnym.”
„Dodatkowo każdy Cygan musiałby podpisać zezwolenie na użycie jego ciała po śmierci – na zadość-uczynienie za krzywdy. Mówiąc to mam na myśli, że bardzo się ostatnio zainteresowałem przerabianiem cygańskich nieboszczyków na węgiel i paliwo, gdyż o ile mi wiadomo z mięsa, kości i tłuszczu jesteśmy w stanie stworzyć substytut benzyny.”
„Uważam moje pomysły za korzystne ekonomicznie, korzystne społecznie, ekologiczne, humanitarne oraz także rozwiązujące odwieczny problem cygańskiej przestępczości.”

Tam gdzie kończy się rozum, tam budzą się demony.



środa, 8 sierpnia 2018

„Sekrety cygańskich wróżb”


I po takim tytule zdawałoby się, że już wszystko będzie wiadomo, że będzie można zanurzyć się w tajemnicze otchłanie tego co najprawdziwsze i co dociera do najgłębszej prawdy. Być może będzie można w końcu na nagabywanie starej (lub nie) Romni odpowiedzieć, to daj ja ci powróżę i powiem co cię czeka.


Jednak książka Jerzego Ficowskiego „Pod berłem króla pikowego. Sekrety cygańskich wróżb” ma nieco inny charakter i nawet przytacza podobną do powyższej sytuację, jaka zdarzyła się jednemu z Polaków, który interesował się chiromancją i wiedząc cokolwiek na jej temat wprowadził chcącą mu powróżyć Cygankę w konsternację i doprowadził do ucieczki.


Jerzy Ficowski napisał tę książkę w stylu, który trudno jest jednoznacznie dookreślić, ale który lokuje tę opowieść (czy też opracowanie) gdzieś w okolicach i pomiędzy lekko poetycką publicystyką a naukowością popularną sięgającą do zagadnień oczywiście etnologicznych, kulturowych, historycznych, a także i psychologicznych. Czyli właściwie to jak zawsze u niego. Każdy z 10 rozdziałów tej książki patrzy na romskie wróżbiarstwo nieco z innego punktu widzenia, zatem ta jej ogólna przyporządkowująca charakterystyka jest bardzo ograniczona i niepełna.
Niemalże do każdego z omawianych zagadnień Jerzy Ficowski wyszukał relacje świadków wróżbiarstwa lub sytuacji z nim związanych, które dobrze ilustrują główną myśl towarzyszącą każdej z części. Relacje pochodzą z różnych źródeł, z różnych czasów (i z XVIII i z XIX i z XX wieku) i mają bardzo różny charakter. Czasem służą jakby nieśmiałemu potwierdzeniu, że część romskich wróżbiarek ma jakąś tajemniczą moc (tu Ficowski jest w stanie uwierzyć w moc sugestii i nawet hipnozę, a jednak w śladowe nawet elementy telepatii - nie), a czasem aby je całkowicie zdyskredytować (bo pomyliły osoby, którym miały coś przepowiedzieć, wywiedziawszy się wcześniej o wszystko) lub wyjaśnić jak naprawdę wyglądają cygańskie wróżby.
To na co Jerzy Ficowski w wielu miejscach zwraca uwagę i co wiąże się nawet z jego własnym właściwie zabawnym doświadczeniem opisanym w książce, to fakt, że wróżbiarstwo u Cyganów zawsze był usługą zewnętrzną. Pozornie bez problemu jest to zrozumiałe. W końcu chyba od zawsze Cyganki były identyfikowane jako wróżbiarki i z taką profesją kojarzyły się na przestrzeni wieków. Zatem ta forma zarobkowania jest im przypisana i zawsze świadczyły tego typu usługi nie-Romom. Jednak wróżbiarstwo jest usługą całkowicie zewnętrzną i „na wynos”. Romowie nie wróżą Romom. Nawet opisane w książce znane i potrafiące naprawdę coś wywróżyć Cyganki nie wróżyły swoim pobratymcom. Po prostu nikt z Romów w takie wróżenie nie wierzył. Ponadto wszelkiego rodzaju niewielkie artefakty (trupek - mułoro, diabełek - bengoro, kostka – kokało, włochaty krzyż – truszuł  bałenca, żelazo - sastry) towarzyszące i wróżbom i niektórym działaniom (np. odczyniającym uroki lub złą przyszłość), dla Romów nie mają żadnego znaczenia. Nikt z Romów nie wierzy w ich moc i zawsze były przygotowywane tylko na potrzebę mamienia nie-Romów. Ficowski wyjaśnia to nawet poprzez odwołanie się do kodeksu Mageripen, ze względu na wpisane we wróżby oszustwo, a tego w romskiej wspólnocie nie można robić i skutkuje ono skalaniem zgodnie z zasadami powyższego niepisanego kodeksu.
Wśród swoich opowieści Ficowski mówi o tym, że bezwzględną rzadkością byli wróżący Romowie. To był zawsze fach Cyganek i pojedyncze przypadki wróżących Romów zostały przez autora skrzętnie zgromadzone i opisane.


Jak autor pisze motyw cygańskiej wróżby obecny jest w prozie i poezji europejskiej od wieków. Jednak o ile jego pojawianie się w utworach literackich można uznać za oczywiste, to o wiele bardziej interesujące są zebrane opowieści (i każda prawdziwa) o znanych z historii postaciach, którym wróżyły Cyganki, przepowiadając trafnie (lub nie) świetlaną (lub nie) przyszłość. Należeli do nich między innymi: książę Józef Poniatowski, Napoleon Bonaparte, Józef Piłsudski, Charles de Gaulle, arcyksiążę Ferdynand,  a przyczyną decyzji Hitlera o eksterminacji wszystkich Romów była wróżba jaką przygotowała dla niego Cyganka Marta…
Ficowski opisując historię cygańskiego wróżbiarstwa w Polsce, podkreśla znaczenie przybycie do Polski Kalderaszy. Ci Cyganie byli w porównaniu z rodzimymi polskimi o wiele bardzo barwni, głośni, wyraźniejsi. Kolorowe stroje kobiet przyciągały uwagę i wszystkie chętnie wróżyły. Zasiedziali polscy cyganie wyglądali przy nich marnie. Jednak jak najbardziej barwny i bogaty strój Cyganek stał się od tego czasu ich ubraniem roboczym, bez którego nie ruszały do wróżbiarskiej pracy. I nawet po odejściu z Polski najbogatszych rodów przybyłych z południa kotlarzy, cygańskie wróżbiarstwo przeżywało swój swoisty renesans.


Nie można zapominać, że cygańskie wróżbiarstwo było (i jeszcze jest) pracą zarobkową. Dobrze przygotowana Cyganka, potrafiła w krótkiej nawet rozmowie wybadać klientkę (lub klienta), tak że i przepowiednie czasem były trafne. Oczywiście nie zawsze się tak działo zrobić, ale jednak zawsze za trafną czy nietrafną usługę wróżbiarską trzeba było zapłacić. Cyganki najchętniej wróżyły z ręki, ale też i zajmowały się innymi formami magicznych działań, jak choćby tarotem. Inną z nich – opisaną przez Ficowskiego z licznymi przykładami i relacjami świadków – było odgadywanie imion. Zadziwiające, że zgodnie z przytoczonymi opowieściami, bywało ono często bardzo skuteczne. Na wróżące cygańskie kobiety trzeba było jednak bardzo uważać. Miały one bowiem wiele możliwości przeklęcia osoby, która nie chciała zapłacić, lub po prostu nie chciała wróżby. Oczywiście takie przekleństwa były zawsze bardziej skuteczne, gdy ktoś wróżby chciał. W tym przypadku wiara czyniła cuda i samospełniająca się przepowiednia działała. Nic zatem dziwnego, że mądrość ludowa znalazła wiele sposobów na to, jak ustrzec się przed cygańską magią, klątwami i rzucanymi urokami. Dwa przepisy są bardzo proste i łatwo je stosować. Oczywiście jeśli się w klątwy i uroki wierzy. Przede wszystkim nie można dać się obejść Cyganowi lub Cygance naokoło. Drugi sposób, to zatknięcie w niebezpiecznej (czynienia klątwy) sytuacji środkowego palca prawej ręki za pas.
Choć Romowie sobie nie wróżą, to jednak ich świat jest pełen tradycyjnej magii, drobnych rytuałów i obrzędów utrwalonych w pamięci kulturowej. Przede wszystkim należą do nich wszelkiego rodzaju przysięgi rytualne. Nie tylko potrzebne są do tego odpowiednio sformułowane wypowiadane na głos zdania, ale czasem zapalona świeca, a nawet – ludzka czaszka. Do najciekawszych rytuałów i obrzędów magicznych należą te, które wiążą się z nowo narodzonymi dziećmi. Chłopcy często od dzieciństwa noszą bajero – amulet pod postacią woreczka, w którym jest „ziółko” i kawałek żelaza. Ma on zapewnić zdrowie i siłę.

To tylko niewielka część wiedzy i mądrości zawartej w tej późnej, bo wydanej dopiero w 1990 roku książce Ficowskiego. Jest z pewnością jedną z ciekawszych publikacji tego autora, choć niestety – jak już zostało napisane na początku – nie uczy jak stać się tak dobrą wróżbitką lub wróżbitą jak bywają Romni.



sobota, 28 lipca 2018

Romowie we Włoszech


Temat z ostatnich miesięcy. W dobrym „momencie” rozpoczęty przez wicepremiara i ministra spraw wewnętrznych we włoskim rządzie, a przy tym (a jakże) lidera prawicowej Ligi Północnej  - Matteo Salviniego. Idealnie, bo tuż przez pełnym sezonem turystycznym. Takie zwrócenie uwagi na niedogodności podczas podróżowania po Włoszech i jednocześnie wskazanie winnych. Wybielająca soft power w ramach dyplomacji publicznej, aby międzynarodowe niezadowolenie i krytyka były mniejsze.

Jednak można też i zacząć inaczej. Oto zdjęcia z romskiego obozu w Rzymie, prawdopodobnie z 2015 roku, autor - Giuseppe Chiantera

https://giuseppechiantera.viewbook.com/album/salone

I inna seria i inny fotograf - Robin Hammond. Tutaj 2008 rok i obóz z okolic Naples.

https://www.theguardian.com/world/gallery/2008/aug/17/roma.italy

W obydwu cyklach zdjęć widać wiele wspólnych rzeczy. Jedną z nich jest różnorodność. Inną – próba zwykłego życia. Takich wspólnych elementów jest wiele.

Romowie do Włoch dotarli pierwszy raz bardzo dawno, i to bezpośrednio z byłych terenów Cesarstwa Bizantyjskiego. Jednak jak się okazuje są to tylko przypuszczenia, bo pierwszy raz Cyganie zostali wspomniani w dokumentach z terenów Włoch dopiero w 1422 roku, co sugerowałoby raczej nie drogę morską lub nadbrzeżną, ale od-północną, z Niemiec lub nawet Francji. Pod koniec XX i na początku XXI wieku Włochy były jednym z oczywistych kierunków migracji Romów z Bałkanów, a przede wszystkim z Rumunii. Oczywistym ze względu na odległość, klimat, a także historyczne „związki” Rumunii i Włoch, przejawiające się przede wszystkim w micie założycielskim, docenianym i eksplorowanym przez Włochów, którzy w tym czasie licznie przybywali do Rumunii.
Generalnie we Włoszech jest bardzo dużo różnorodnych grup romskich („rdzenni” włoscy Sinti i Caminanti oraz migracyjni – bałkańscy, rumuńscy, bułgarscy i polscy), którzy przybyli na teren tego państwa w na przestrzeni wieków i którzy żyją w bardzo różnych warunkach. Trudno przy tym mówić o jednej spójnej „romskiej” tożsamości wszystkich Romów zamieszkujących Włochy. Jedynie zewnętrznie można ich postrzegać jako jedną grupę, natomiast w rzeczywistości są oni od siebie bardzo odlegli kulturowo. Niewątpliwie jednak w najgorszej sytuacji są właśnie przedstawiciele najnowszych fal migracyjnych, żyjący w często rozległych obozach (jest ich we Włoszech 150, z czego przynajmniej 1/4 można określić jako „nielegalne”) o różnym poziomie zorganizowania na obrzeżach włoskich miast. Jednak mieszka w nich jedynie 26% Romów połowa spośród ich mieszkańców ma obywatelstwo włoskie. Na początku XX wieku szacowano, że Romów we Włoszech jest około 150 tysięcy, choć dane te mogą się różnić od rzeczywistości jak często bywa to w przypadku prób zliczenia przedstawicieli tej grupy (od 110 do 180 tysięcy osób).
Włoska strategia w ramach ogólnoeuropejskiej strategii Unii Europejskiej została przyjęta w 2012 roku i na poziomie ogólnym spełniała wszystkie kryteria odnoszące się do unijnych założeń.

https://adsdatabase.ohchr.org/IssueLibrary/Roma Strategy Italy.pdf

Także odnosząc się do włoskiej konstytucji – zapewnia ona równość wszystkim obywatelom, a znaczenie i wartość języków (i ich nauki) grup etnicznych jest zagwarantowane we włoskim prawie. Jednak we Włoszech nie wszystko działa tak dobrze, jak jest opisane w dokumentach. Głównym problemem Włoch jest znaczna liczba Romów, niebędących obywatelami tego państwa. Szacuje się, że spośród całej ich populacji (110-180 tysięcy), zaledwie 70 tysięcy jest Włochami. Pozostali przybyli na Półwysep Apeniński w ciągu ostatnich 25 lat. Prawdopodobnie aż 90 tysięcy nie jest obywatelami Unii Europejskiej, ponieważ pochodzą z państw powstałych po rozpadzie Jugosławii.
Do zaognienia sytuacji we Włoszech doszło równolegle ze wzmożonymi prześladowaniami Romów we Francji, po brutalnym morderstwie Włoszki w październiku 2007 roku, o które podejrzewano rumuńskiego Roma. Od tego momentu Romowie we Włoszech spotykali się nie tylko z brutalnymi atakami ze strony służb mundurowych, ale i obywateli tego kraju. Pojawiało się niewiele głosów broniących Romów, choć świadkowie wysiedleń (przenoszących Romów do monitorowanych, zamkniętych osiedli – jak we Francji) określali je jako działania dyskryminacyjne, a środowiska katolickie i organizacje międzynarodowe broniły Romów (w tym także Parlament Europejski, krytykujący Włochy akty bezpośredniej dyskryminacji ze względu na rasę i pochodzenie etniczne). W tym czasie Włochy przeprowadziły (siłami policyjnymi) etniczny spis Romów, zbierając przy okazji od każdego Roma powyżej 14. roku życia odciski palców, tłumacząc, że jest to element walki z przestępczością. W 2013 roku raport Amnesty International mówił o dyskryminowaniu Romów w kwestiach mieszkaniowych. W 2014 roku Komisja Europejska zwracała uwagę Włochom, że włoskie osiedla dla Romów ograniczają ich prawa.

https://strajk.eu/wlochy-skrajna-prawica-proponuje-zalozenie-kartoteki-romow-jak-zydow-w-1938/

W czerwcu 2018 roku Matteo Salvini (znany z wcześniejszych wypowiedzi o zrównaniu z ziemią nielegalnych skupisk/obozów romskich) zapowiedział przeprowadzenie etnicznego spisu Romów (choć jest to niezgodne z włoskim prawem i zawsze bywa wielowątkowo problematyczne) i wydalenia tych, którzy przebywają we Włoszech nielegalnie. Jak sam stwierdził włoscy Romowie niestety będą musieli zostać. Dodał też, że myśli o dzieciach uczonych jak kraść i nie szanować prawa. Włoskie NGO zwracają uwagę, że część spośród Romów jest bezpaństwowcami. Pojawia się także pytanie, co z Romami posiadającymi obywatelstwo innych państw Unii Europejskiej, którzy przez określony czas i/lub na określonych warunkach mogą przebywać w innym państwie legalnie. Organizacje pozarządowe porównują takie działania do tego co miało miejsce podczas faszystowskich rządów w tym kraju.
Innym pomysłem ugrupowania Salviniego jest wprowadzenie ustawy specjalnej, pozwalającej na odebranie dzieci rodzinom romskim, jeśli nie uczęszczają one do szkoły. Na razie to pozostaje to jednak w fazie planów.
Zapowiedzi ministra znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości 26 lipca władze Rzymu przeprowadziły akcję wysiedlenia 150 Romów podrzymskiego "Camping River". W zatrzymaniu tej akcji nie pomogła nawet interwencja Europejskiego Trybunału Praw Człowieka.

https://twitter.com/matteosalvinimi/status/1022383238571077636/photo/1

W pewnym stopniu trudno się dziwić, że Włochy, będące jednym z  celów migrantów przepływających Morze Śródziemne i mające podtrzymywane przez populistyczny rząd poczucie, że reszta państw europejskich pozostawiła je same z tym problemem, radykalizują politykę wobec migrantów. Tym bardziej, że było to zapowiedziane w kampanii wyborczej. Jednak podobnie jak zawsze – zaczyna się od tych, którzy są najmniej zorganizowani i których najłatwiej uczynić bezwzględnie pokazowym kozłem ofiarnym oraz ze względu na umowy z państwami europejskimi – wydalić (co jest o wiele trudniejsze w przypadku imigrantów z Afryki, właśnie ze względu na brak takich umów). 
Nie pierwszy raz są to Romowie. Tym bardziej, że włoskiemu, populistycznemu rządowi chodzi o szybki i widoczny skutek (choć mało efektywny w dłuższej perspektywie czasu, ale to takie działania są cechą działań rządów populistycznych), a to najłatwiej uzyskać uderzając właśnie w Romów.