Cygański awans społeczno-zawodowy w Nowej Hucie
Dla romologa pewną radością jest zetknąć się z opracowaniami
naukowymi dotyczącymi Romów pochodzącymi np. sprzed pół wieku. To, co w nich
interesujące, to przede wszystkim odmienne niż aktualne podejście do tej grupy
etnicznej, zupełnie nie ponowoczesne jej traktowania i osadzenie badań, analiz,
opracowań w rzeczywistości PRL. Z tym wszystkim wiąże się także sam język
publikacji. Natomiast zagłębiwszy się we wnioski wypływające z tych opracowań dotyczące samych
Romów i tego jacy byli/jacy są, można dojść do wniosku, że tak naprawdę
niewiele się u nich – oczywiście nie w każdej dziedzinie życia – zmieniło.
Tak też jest i w przypadku analizy Jadwigi Depczyńskiej
(Katedra Socjologii Wydziału Ekonomicznego UMCS), opublikowanej w 1970 roku w
„Annales Universitatis Mariae Curie-Skłodowska Lublin—Polonia” pod tytułem Cyganie w środowisku pracy (na przykładzie
zbiorowości Cyganów w Nowej Hucie).
Autorka w większości wiedzy ogólnej o Cyganach czerpie z
dwóch wczesnych wydań książek Ficowskiego, czyli zasadniczo – niemalże jedynych
źródeł dotyczących Romów, jakie w latach w których powstawał artykuł, w ogóle
istniały. Wykazuje się jednak przy tym dokładną wiedzą dotyczącą aktualnego
rozmieszczenia i sytuacji zawodowej oraz życiowej Romów z różnych części
Polski. W tym zakresie korzysta z dokumentów Ministerstwa Spraw Wewnętrznych.
Koniec lat 60. XX wieku dla większości wędrujących wciąż w Polsce
Cyganów, to realne dopełnienie akcji
zatrzymania taborów, wówczas bowiem zaostrzono działania przeciwko ich półnomadycznemu trybowi życia. Choć akcja rozpoczęła się w latach 50. (uchwała Prezydium Rządu z dn. 24 V
1953 r., dotyczącej pomocy ludności cygańskiej przy przechodzeniu na osiadły
tryb życia), to jeszcze w latach 60. tabory wędrowały (według autorki – w latach
1967-1968 – 200 rodzin). W późniejszym czasie niemalże wcale już ich nie było.
Z całego tekstu przebija słuszność „pomocy” jaką ludowa władza
okazuje Cyganom w osiedleniu. Autorka nienachalnie choć konkretnie piętnuje Polską
Romę i inne wędrujące „szczepy” (Lovarzy i Kalderasze) za występowanie przeciw
prawu (kradzieże, oszustwa, urodzenie dziecka przez 15 rokiem życia, udział w grupach przestępczych), podkreślając
nadzieję, jaka jest w przypadku niesprawiających aż takich problemów Cyganów
Górskich, którzy nie wędrują i nie nalezą do grup przestępczych. I właśnie tej
grupie, a właściwie jej przedstawicielom z Podhala, którzy przeprowadzili się
do Nowej Huty w latach 50., poświęcone jest to opracowanie. Generalnie autorka koncentruje
się na opisie sytuacji (zachowanie Cyganów w pracy i ich stosunek do pracy) i
poszukiwaniu przyczyn powolności adaptacji do życia miejskiego nowohuckich
Cyganów. Podstawą do jej opracowania były dokumenty:
„Wydziału Spraw Wewnętrznych i Wydziału Zatrudnienia MRN w
Nowej Hucie, sprawozdania z ostatnich 4 lat dotyczące zagadnienia
produktywizacji ludności cygańskiej na terenie tego
miasta, dane z analizy teczek personalnych Cyganów zatrudnionych w zakładach
pracy i informacje o Cyganach uzyskane w czasie wywiadów przeprowadzonych w
tych zakładach pracy z nie-Cyganami.”
Z punktu widzenia badacza
XXI-wiecznego można trochę żałować, że obecnie nie można uzyskać dostępu do wszystkich
analogicznych aktualnych dokumentów.
Podstawowym problemem ludności romskiej przeprowadzonej do
Nowej Huty był brak zapotrzebowania na posiadane przez nich indywidualne umiejętności
zawodowe, w związku z czym profesjonalni kowale pracowali jako
niewykwalifikowanie robotnicy budowlani (przy budowie Huty im. Lenina). Autorka
podkreśla wybitne wrodzone zdolności Cyganów do muzykowania i chwali jakąkolwiek
aktywność w tym zakresie (nauka w szkole muzycznej, oficjalne zespoły,
zachowanie folkloru), jednak dostrzega problem w niekolektywnych, prywatnych i
rodzinnych wykonywaniu profesji muzyka przez Romów.
„Prywatne formy muzykowania hamują proces przystosowawczy,
gdyż dają możność łatwego zarobku i muzykujący Cyganie lekceważą często pracę w
zakładach pracy.”
A jedyna prawdziwa i sensowna – z punktu widzenia władzy
ludowej – praca, to ta, która jest wykonywana w zakładach pracy. I taką pracę oferowały
Romom różne okręgowe zakłady państwowe z Nowej Huty. W sumie pracowało w nich
kilkadziesiąt osób. Jednym z miejsc zatrudnienia było Miejskie Przedsiębiorstwo
Oczyszczania, gdzie Cyganie zajmowali się między innymi „wywozem nieczystości
stałych”. Jak takie zajęcie ma się do zasad rytualnej romskiej czystości? Chyba
nie do końca dobrze, jednak wykonawcami tych prac byli przedstawiciele grupy
Cyganów Górskich, którzy zasad tych najczęściej nie przestrzegają.
Problemy, z którymi stykali się wszyscy pracodawcy
zatrudniający Romów dotyczyły nieusprawiedliwionych nieobecności, rezygnacja z
pracy ze względu na zbyt niskie zarobki oraz nadmiarowego zdobywania zwolnień
lekarskich.
W jakimś stopniu sympatycznie zabawnym (z półwiecznej
perspektywy) problemem było przerywanie pracy sprzątania ulic przez romskie
kobiety, po to aby grupowo (i długo) porozmawiać, lub zostawianie powierzonych
kubłów na śmieci i mioteł, po to aby pójść na zakupy i do domu. Są w końcu
rzeczy ważne i ważniejsze, a najważniejsze w życiu to odpowiednio ustawione
priorytety. Niestety w krótkiej części artykułu poświęconej niepracującym (w państwowych
zakładach pracy) znalazł się – wśród innych kwestii – także opis sytuacji dwóch
Cyganek trudniących się wróżbiarstwem i prostytucją. Obecnie temat ten jest mało
opisany i niemalże niemożliwy do zbadania, jednak ostatnie zjawisko nie
zniknęło i choć wydaje się być w świadomości badaczy i samych Romów mocno
stłumione i ukryte, to jednak w dalszym ciągu stanowi problem.
Odrębna część tekstu jest poświęcona grupom Cyganów w zakładach
pracy. Autorka wskazuje jednocześnie na wady i zalety takich rozwiązań. Często Romowie
zatrudniali się razem i także grupowo rezygnowali z pracy. Mając swoje środowisko
separowali się od nie-Cyganów. Jednak często zdarzało się, że dzięki wspólnej
pracy we własnym gronie pracę wykonywali szybko i sprawnie. Warto przy tym
podkreślić, że w artykule jest wyraźnie zaznaczone, że tam gdzie pracowali
Romowie nie było kradzieży. Biorąc pod uwagę realia PRL, należy to rozumieć w
taki sposób, że nie było tych kradzieży więcej niż w innych zakładach pracy. Pomimo
kulturowego i grupowego odseparowania Cyganie w pracy potrafili dojść do
porozumienia z innymi pracownikami, częstym łącznikiem poza pracą był alkohol. Do konfliktów dochodziło najczęściej w związku
z różnymi formami lekceważenia pracy przez Romów, kłótniami (także z przełożonymi)
oraz niskimi zarobkami. Zaledwie wspomnianą przyczyną – trudno jest zatem
ocenić znaczenia i skalę tego zjawiska – były konflikty wynikające z uprzedzeń
wobec Romów. Można jednak przypuszczać, że temat ten został stosunkowo skromnie
opisany z powodu czasów w jakich powstał tekst i że jednak była to częsta
przyczyna problemów, tym bardziej, że autorka przywołuje symptomatyczne zdanie:
,,po co nam w zakładzie potrzebni Cyganie”.
Aż sam się nasuwa inny cytat, z dokumentu „Statuta Seymu
Warszawskiego, Roku pańskiego 1557”:
„Cygani,
albo
ludzie niepotrzebni…”.
Bardzo interesujący jest język publikacji, ściśle związany z
ówczesnym dyskursem publicznym, bardzo odmiennym od nam współczesnego. Autorka
pisze o pasożytnictwie Romów, wśród romskich profesji wymienia kradzież, używa
takich określeń jak Cyganiątka, szczepy, akcja produktywizacji Cyganów, awans
społeczno-zawodowy. Na koniec mówi o różnicy między „tą mniejszością a
społeczeństwem polskim”. Na to warto zwrócić uwagę, gdyż błąd ten jest
powtarzany i obecnie. W Polsce przebywa bardzo mała grupa Romów, która nie jest
Polakami. Przybyli oni do Polski przede wszystkim z Rumunii i przede wszystkim
w latach 90. Pozostali Romowie, zamieszkują w Polsce (w zależności od grupy) 150-500
lat i zarówno są Polakami, jak i należą do polskiego społeczeństwa.
W tekście – poza wskazaniem na muzykowanie podtrzymujące folklor
– właściwie nie ma żadnych odniesień do specyfiki romskiej kultury, do ich
wewnętrznych zasad, wyjaśnień ich zachowań poza tymi, które dotyczą chęci do
pracy i wzajemnych stosunków pomiędzy sobą i z nie-Romami. Nie chodzi bowiem w
tym opracowaniu o zrozumienie Romów i pomoc w ich życiu, ale o znalezienie
sposobów na zwiększenie ich produktywizacji i poszukiwanie rozwiązania problemów
zakładów państwowych i całego aparaty administracyjnego zaangażowanego w ten
proces.
Niewątpliwie warto zapoznać się z całym artykułem, gdyż ten
opis jest jedynie ogólnym wyciągiem z kilku najbardziej interesujących zjawisk,
szczegółowo i z przykładami przeanalizowanych rzez autorkę. Bezcenne są także
przytoczone przez nią dane liczbowe dotyczące struktur (np. zawodowych,
rodzinnych) badanych grup.
Podobnie jak obecnie podkreśla wielu autorów, Jadwiga
Depczyńska mówi o powolności zmian w środowisku romskim i o najlepszej poprawie
zachodzącej w zakresie edukacji. Także jeśli spojrzy się na problemy, jakie w
zakładach pracy wiązały się z cygańskimi pracownikami, to w większości nie odbiegają
one od tych, które łatwo można zidentyfikować także teraz. Nawet jeśli nie
wyglądają one dokładnie tak samo, to mają to samo źródło – odmienną kulturę i
odmienną wizję świata.
Jednak czy aby na pewno to jest tak, że Romowie się nie
zmienili, czy też jednak po prostu bez względu na to jacy są, to każda władza –
powiedzmy począwszy od uśredniając sytuację europejską XV wieku – ma te same
oczekiwania wobec ludzi wolnych/innych i usiłuje ich zaprząc do walki o awans
społeczno-zawodowy, zwiększenie produktywizacji, czy też chce ich włączenia do
głównego nurtu życia społecznego i gospodarczego. I zupełnie bez znaczenia dla
władzy jest to, że ktoś wcale nie musi czuć potrzeby walki o lepsze jutro, bo
dobre dziś mu wystarcza. Państwo (z tego co można przeczytać w różnych źródłach)
służące w demokracji obywatelowi, ma w stosunku do niego także konkretne wymagania.
Jak choćby to, aby był jego obywatelem.
A tak całkiem na marginesie, to poza tym, że Romowie bardzo (choć
rzeczywiście powoli) się zmienili i to adekwatnie do otaczającej ich
rzeczywistości, to u Cyganów jest jak
zawsze było…