Cyganie w kosmosie
A właściwie to tylko jeden węgierski Rom. I nie do końca
naprawdę, albo zupełnie nie naprawdę, tylko w filmie węgierskiego reżysera Balázsa
Lengyela „Lajkó. Cygan w kosmosie”, dla którego był to pierwszy
film pełnometrażowy. I to udany. Z jedną międzynarodową nagrodą filmową.
Ponieważ ważniejszy jest nie finał filmu, ale to jak to
wszystko się toczyło i jak zostało opowiedziane, dalej pojawią się spojlery. A sam
historyjka została pokazana całkiem ładnie.
Węgierski podbój kosmosu był realizowany w ramach programu Interkosmos,
w którym zapewniony był udział krajów socjalistycznych w programie kosmicznym
ZSRR. Węgierski kosmonauta – Bertalan Farkas – poleciał w kosmos w maju 1980
roku
Jednak program ten zaczął się w latach 60, a wydarzenia z
filmu opowiadają o locie węgierskiego Roma jeszcze przed Gagarinem (którego
zresztą poznaje na Bajkonurze), w 1957 roku. Jest to zresztą jeden z elementów
odrealnienia tej sentymentalno-groteskowo-ironicznej komedii. Ponoć, gdyby do
ówczesnych rakiet kosmicznych stosować nawet bardzo zaniżone współczesne normy
bezpieczeństwa, to nikt by w kosmos nie poleciał w tych blaszankach. Nie
wiadomo czy i ile osób zginęło wystrzelonych z Bajkonuru w kosmos u początków lotów
kosmicznych. Oczywiście jeszcze przed Gagarinem. A by może i Łajką.
Film ten stylistycznie i w pewnym stopniu także treściowo
lokuje się gdzieś pomiędzy Piszczykiem, „Romingiem”,
a czeskim „Kosmo”.
W rzeczywistości głównym bohaterem i zarazem ofiarą (albo i kozłem ofiarnym),
nie musiał być Rom. Wystarczyłoby aby był to zwykły obywatel wplątany przez
swoją nieuwagę i przypadek w polityczno-administracyjną machinę. Jednak wtedy
nie byłoby tak baśniowo. I groteskowo. I zabawnie chyba też nie. Ale to w sumie
smutna historia.
Poetycko-baśniowe podejście pojawia się z różną
częstotliwością i pod różną postacią. Wśród nich jest choćby wizja wróżby matce
o jej przyszłości, a także zwizualizowana opowieść o siostrach i rodzinie
konkurentki Lajkó (Lajosa)do lotu w kosmos. Narrator – chyba nie
wszechwiedzący, ale także konstruujący baśniowość , niezbyt często się wtrąca,
ale od początku opowiada o marzeniu Lajkó.
Potem są ukazane Dziecięce (choć przemyślane i kluczowe dla narracji) próby
wysłania sławojki (przypadkowo i nieszczęśliwie z matką) w kosmos. W dorosłym
życiu, dalej był zagrzewany przez (nieromskiego) wuja (kierownika kołchozu) do
realizacji własnych idei. Lajkó został pilotem. Samolotów do oprysków w
kołchozie Czerwone Błoto. A także balonu (docelowo z lotem aż do stratosfery),
co sprawiło że niechcąco wikła się w wydarzenia węgierska rewolucja 1956 roku. Co
kończy się jego aresztowaniem. Nawet przesłuchanie jest odrealnione,
groteskowe, ironiczne, a całe uwikłanie w rewolucję ostatecznie skutkuje (dzięki
interwencji wujka) skierowaniem bohatera na Bajkonur, choć ich przybycie tam
jest „po romsku” – pod lufami karabinów.
Główny bohater jest mądry, mądrością rozumienia sytuacji i mądrością
Roma godzącego się na to co jest i co daje życie. Choć marzenia ma i je
realizuje. Poddając się wydarzeniom, pry okazji i od niechcenia podąża ku
swojemu celowi. W podobny zresztą sposób zdobywa serce kobiety.
Cygańskość filmu gwarantuje – poza postacią samego Lajkó – także
jego ojciec towarzyszący mu przez całe okołokosmiczne przygody (poza samym
lotem w kosmos) film. Można go uznać za skrajnie stereotypowo prawdziwego Roma.
Zabawne. No właśnie i tak i nie, ale to jest komedia, Komedie wykorzystują
stereotypy. Bo są wyraźne. A to już połowa drogi do śmiechu. Warto tu
podkreślić, jak reżyser zagrał z widzem, wprowadzając sytuację, w której dosłownie
zaraz (jak to w komedii o Romach) miał paść żarto o Cyganach i pięknie
wyprowadził sytuację pozostawiając odbiorcę w niewiedzy.
Z filmu i kalendarium lotów kosmicznych – zamiast Łajki (nie
sposób nie dostrzec zbliżonej wymowy tego imienia do „lajko”). Bolesna dla
Romów symbolika – Rom zamiast psa. Zresztą w Bajkonurze jest pies – Kudjawka – której
Jurij Gagarin nie pozwala wysłać w kosmos. Zresztą motyw „treningów” psa przed
wystrzeleniem w kosmos stanowi stały moty, przewijający się w czarno-białych
przerywnikach przez cały film.
Konkurentami Lajkó do
lotu w kosmos była twarda i postawa Helga - była faszystka z rodziny Mengele („nie
rywalizuję z Cyganami”), estoński (a jakże) kontrrewolucjonista i medytujący
Mongoł (buddysta?). Zatem wszyscy to niebezpieczny element. Ich selekcja była
po części naturalna – Estończyk próbował wysadzić Breżniewa, który przybył na „eliminacje”,
ale i całkiem zbliżona do prawdziwej. Jednak zamiast komory deprywacji
sensorycznej przyszli kosmonauci zostali zamknięci na 3 dni w stalowych
trumnach, na których towarzysze urządzili sobie tyle samo trwającą imprezę.
Nie ma sensu streszczać całego filmu i opowiadać wszystkich gagów.
Nawet tych związanych z cygańskością (także stereotypową), czy z
homoseksualizmem całuśnego Breżniewa. Pomimo tego, że Pomimo tego, że Lajkó dowiaduje się, że lot w kosmos jest kolejnym
eksperymentem, z kolejnymi pilotami (było ich wcześniej 5), którzy mają już nie
wrócić, decyduje się lecieć. Bo ma tam sprawę do załatwienia – chce przeprosić
matkę. I naprawdę spotyka się z nią na orbicie i podczas rozmowy, o
przeprosinach zapomina. Sławojka zresztą też tam jest. Jednak Lajkó wraca na ziemię. I nawet miejscowi Kazachowie
na jego słowa „jestem radzieckim kosmonautą” rozpoznają, że jest Cyganem. A eksperyment
się udał. Jednak pierwszy musi być w kosmosie Rosjanin. Lajkó trafia do gułagu,
gdzie dalej może patrzeć w gwiazdy. A ZSRR chwali się, że 3 listopada 1956 roku
wysłała w kosmos pierwsze żywe stworzenia – psa Łajkę.
Film jest bardzo dobrze (z pełną i skupioną na filmie uwagą
reżyserską) i zapewne nie aż tak drogo (choć efekty specjalne kosztują) zrealizowany.
W ogólnej, nieco baśniowej chwilami, a groteskowo-komediowej właściwie przez
cały czas, stylistyce tego filmu przypomina „Roming”. Być może na jakiś czas
tego typu podejście do przekazu treści związanych z Romami jest rzeczywiście
najodpowiedniejsze? „Pośmiejcie się, a my przy okazji opowiemy wam coś o sobie
i tak czy inaczej coś pozytywnego zapamiętacie”. Choć przez baśniowość i
nierealność pokazywanych marzeń, albo innych części treści, znowu można
utrwalać wizerunek Roma zanurzonego na co dzień w świecie magii i
tajemniczości. Tak czy inaczej komedię tę ogląda się z prawdziwą przyjemnością,
a Romsko.. jest pokazane pozytywnie.
Podróże w kosmos, to ogromny wysiłek finansowy i organizacyjny.
Wiąże się z prestiżem i jednak także i wyścigiem. Obecnie wyścigiem na inne
podejście do Księżyca i pierwszą ziemską kolonię na Marsie. To wielkie zadania
dla państwa narodowego.
A Romowie w kosmosie? Może kiedyś, ale raczej przy okazji
niż w ramach Romskiego Programu Kosmicznego (do tego przydałaby się wersja
główna nazwy w języku rromani). Na razie jednak jedyne co można na ten temat
powiedzieć, to tyle ile jest w tym węgierskim filmie (komedii s-f), w pomysłach
na powieści i opowiadania (kolorowe, taborowe statki kosmiczne wędrujące bez określonego
celu p pasie asteroidów albo zakamarkach pierścieni Saturna) oraz wśród superbohaterów
romskiego pochodzenia z amerykańskich komiksowych uniwersów.
Bo cytując ojca głównego bohatera „Cyganie nie latają”.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz