wtorek, 28 października 2014

Może to pomoże. Może zintegruje.


W październiku ostatecznie i w końcu uruchomiono „Program integracji społeczności romskiej w Polsce na lata 2014-2020”.

Polska w przeciwieństwie do większości (ale nie wszystkich) państw Unii Europejskiej, na terenie których zamieszkuje niewielka liczba Romów (około 0,1% populacji), już od początku XXI wieku utworzyła i realizowała rządowy program na rzecz wsparcia tej grupy. Początkowo był to „Pilotażowy programu rządowego na rzecz społeczności romskiej w województwie małopolskim na lata 2001-2003”, a następnie „Program na rzecz społeczności romskiej w Polsce na lata 2004-2013”.

Procedury wsparcia finansowego na każdy rok rozpoczynały się w połowie roku poprzedniego. Wówczas – za pośrednictwem Urzędów Wojewódzkich – można było składać wnioski na finansowanie aktywności związanej z wspieraniem Romów.
Nowy program miał zostać uruchomiony w 2013 roku, tak aby w 2014 zagwarantować finansowanie szerokiej (naprawdę szerokiej) gamie działań dotyczącej Romów. Sam program był bardzo szeroko konsultowany, na jego ostateczny kształt wpłynęło wiele czynników. Wydawał się precyzyjny, brał uwagę ocenę poprzednich działań, romską strategię Unii Europejskiej, strategię Europa 2020 oraz znaczą liczbę innych krajowych i unijnych dokumentów.
Pomimo tak starannego przygotowania, w 2013 – oficjalnie za sprawą wielu obiektywnych czynników, a realnie ze względu na tradycyjny już bałagan, zmiany kadrowe w Ministerstwie Administracji i Cyfryzacji oraz małą wagę przykładaną do sprawy Romów, skutkujące brakiem jednego podpisu  – nie została uruchomiona żadna procedura.
Podobnie sytuacja wyglądała przez pierwsze dziewięć miesięcy 2014 roku. Ostatecznie w październiku zainicjowano PROGRAM.

Nie wiadomo – i nie ma chyba większego sensu przeprowadzać w tym miejscu takiej analizy – czy był to wynik naturalnego administracyjnego biegu rzeczy, czy porządkowania przez nowy rząd zaległych spraw, czy szerszego zaistnienia tematyki romskiej w polskim dyskursie publicznym za sprawą Maszkowic, Gdańska, Wrocławia. Tak czy inaczej – program w końcu ruszył.

Program koncentruje się – zgodnie z realnym zapotrzebowaniem i oczekiwaniami Komisji Europejskiej – na edukacji i zatrudnieniu. Generalnie jego priorytetem jest włączenie społeczne, a mieszkalnictwo i pełen dostęp do służby zdrowia są dodatkowymi kluczowymi sektorami aktywności.
Zakłada on realizację działań w trzech grupach: Kompleksowe działania na rzecz zwiększenia integracji społeczności romskiej o zasięgu lokalnym, Małe granty oraz Ogólnopolskie projekty systemowe. Jednocześnie największą rolę przypisuje poziomowi lokalnemu i działaniom na poziomie jak najbliższym realnym potrzebom identyfikowanym i wspieranym przez samorząd.

Dobrze że program ruszył. Szkoda tylko, że przez brak finansowania wiele dobrych inicjatyw nie było kontynuowanych w 2014 roku.
Co prawda w trybie błyskawicznym, uruchomiono wraz z ogłoszeniem startu programu – jeszcze do realizacji w 2014 roku – składnik w obszarze wsparcia małych grantów z dziedziny edukacja, jednak jest to działanie niewystarczające jak na cały 2014 rok.

Warto też zwrócić uwagę na zmianę nazwy programu. Program na rzecz społeczności romskiej zmienił się w Program integracji społeczności romskiej i stało się to zgodnie z intencją Komisji Europejskiej i podejścia reprezentowanego przez Unię Europejską od około 2008 roku, czego wyrazem był ostateczny kształt ogólnounijnej strategii dotyczącej Romów. Polski program rządowy stanowi jej element, będąc krajowym programem zgodnym ze strategią przyjętą na poziomie całej Unii Europejskiej.

Jakby mało było opóźnień w przyjęciu programu, jego ogłoszenie wywołało małą burzę medialną. Jej wymiar najlepiej charakteryzuje (ani sprawiedliwy, ani w pełni prawdziwy) tytuł jednego z artykułów: „Rząd da 3 tys.zł na integrację każdego Roma. Posłowie zdziwieni, że tak dużo, a Romowie… nie chcą pieniędzy”. Ale to raczej osobna historia…

sobota, 18 października 2014

A gdyby tak Romowie…


A gdyby tak sprawić, że Romowie zaakceptowaliby, że europejski demokratyczny porządek, równe prawa, dążenie do rozwoju i wysokiego poziomu życia wszystkich mieszkańców Europy ma sens…
Prawda, że piękna idea?

Nie chodzi tu o znalezienie praktycznego sposobu na wtłoczeni takiej koncepcji w romskie umysły. Raczej o rozważenie, czy na poziomie choćby teoretycznym istnieją podstawy aby taką koncepcję upowszechnić.

Teoretycznie taka koncepcja istnieje.
W przypadku Romów i słusznych skądinąd postulatów zachowania ich niezależnych praw, a także własnej kultury i tradycji, można by stosować kryterium dobra wspólnego.
Co prawda wykorzystanie elementów tej koncepcji w znacznej mierze usprawiedliwia narzucanie paradygmatu rozwojowego i wymusza zmiany w środowisku romskim, jednak na poziomie istnienia UE nie da się przyjmować innego sposobu funkcjonowania niż podporządkowanie ogólnym zasadom stanowiącym podstawę jej istnienia.

Pomimo tego, że teoretycy dobra wspólnego (jak Elinor Ostrom w książce "Dysponowanie wspólnymi zasobami", czy David Bollier w "The Commons. Dobro wspólne dla każdego") koncentrują się przede wszystkim na dostępie do zasobów, to ostrożne wykorzystanie elementów tej koncepcji i ich przeformułowanie może przynieść pozytywne skutki dla uwspólnienia przyjęcia przez Romów rozwojowego celu UE.
W tym przypadku problem sprowadza się do przekazani pewnych wartości, a właściwie zmiany jednego z elementów romskiej kultury. Może być to bardzo trudne (jak zawsze w przypadku koncepcji obciążających sferę kultury potrzeba zmian), jednak mogłoby to doprowadzić do specyficznego, bo w pewnym stopniu sektorowego, włączenia Romów w nurt życia społecznego i w konstruowanie gospodarczego paradygmatu rozwoju. Otóż jedną z podstawowych wartości kulturowych społeczności romskich jest podział świata, określająca wartość jego składników w kategoriach czystości i nieczystości. Bez rozważania implikacji tego faktu na innych płaszczyznach należy zauważyć, że jena z kluczowych linii podziału przebiega pomiędzy tym co romskie i tym co należy do świata nieromskiego. Wewnątrz wspólnoty romskiej koncepcja dobra wspólnego i wspólnej odpowiedzialności jest jedną – choć nie formułowaną w takich słowach – z podstawowych zasad funkcjonowania (na poziomie koncepcji człowieka jako, że Człowiek jest przede wszystkim społeczna istotą kooperującą wg Boillera) i ten element należy wykorzystać i uwypuklić.

Pomimo tego, że podział na romskie/nieromskie wydaje się być jedną z wartości rdzeniowych, to być może próba uwspólnienia/przyjęcia przez Romów jako elementu dobra wspólnego kategorii rozwoju (w miejsce ryzykownie stwierdzając – kategorii niezmiennego trwania i wiecznego ale minimalnego dostosowania do zmiennych warunków) pozwoliłoby im na zachowanie wszystkich pozostałych elementów kultury, a co za tym idzie i tożsamości, a jednocześnie włączyłoby ich w stopniu zadawalającym tak UE w całości, jak i społeczeństwa jej państw.
Co ważne – nie burzyłoby to romskiej dychotomii świata, a jedynie włączało w zakres romskiego świata jedną z dodatkowych wartości, która traktowana celowo – jako poprawę warunków życia i zmniejszenie dyskryminacji, nie byłaby co najmniej sprzeczna z wartościami kulturowymi przynależnymi tej społeczności. Nie można by jednak mówić o pełnym uwspólnieniu wartości i uczestnictwie Romów w centralnym (dominującym) systemie wartości. Tym bardziej, że pozostając mniejszością – zgodnie z jedną z najprostszych i najodpowiedniejszych w tym miejscu do przywołania definicji – status mniejszościowy wiąże się z jakimś wykluczeniem z pełnego udziału w odpowiednio zdefiniowanym zakresie działania grupy dominującej.

I powracając do początku. Czy takie poszerzenie systemu wartości jest możliwe? Być może tak. Jednak otwartym pozostaje pytanie jak tak koncepcje upowszechnić wśród Romów? Jak sprawić aby ją zechcieli zaakceptować?
Tak długo jak nie znajdzie się odpowiedzi na to bardzo konkretne pytanie, każda idea pozostanie w cudownie doskonałym świecie platońskiej ułudy.


środa, 8 października 2014

Cyganie też chcą gdzieś mieszkać…


W ciągu ostatniego czasu powrócił, a właściwie ożywił się temat romskich osiedli w Polsce. I to zarówno z punktu widzenia uciążliwego sąsiedztwa – jak w przypadku Maszkowic, jaki i problemów miasta z nielegalnym koczowiskiem – jak we Wrocławiu, a także i wysiedlenia – do czego doszło w Gdańsku.
 

Wrocław                                                               Gdańsk
https://www.youtube.com/watch?v=Oh56g1RkPUM     https://www.youtube.com/watch?v=nUth8BcXljM

Pod koniec lipca w Starej Zagorze w Bułgarii zlikwidowano (w sposób, który można uznać za brutalny) romskie osiedle. Warto podkreślić, że nie były to baraki i ewidentne koczowisko, znane na polskim gruncie z Wrocławia i Gdańska, ale regularne osiedle domów.
Romowie stawili czynny opór, tworząc barykadę i żywy łańcuch, jednak to nie powstrzymało akcji zleconej przez włodarzy miasta.  Ostatecznie część Romów została aresztowana, a trzech policjantów (spośród tysiąca wysłanego do akcji pacyfikacyjnej) lekko rannych. W sumie zburzono 55 domów.

https://www.youtube.com/watch?v=DyD6nHETY04      https://www.youtube.com/watch?v=5oqZVqnSCw8

Wydaje się, że nowe (choć w przypadku Bułgarii jest to 7 lat, a w przypadku Polski – 10 lat) państwa Unii Europejskiej, zaczynają czerpać z negatywnych wzorców praktyk, które już wcześniej miały miejsce na jej obszarze.
Jak zawsze można przywołać starsze i nowsze przykłady eksmisji i działań realizowanych we Francji. 


https://www.youtube.com/watch?v=EtfkVqyClS4     https://www.youtube.com/watch?v=fFlFaf_JRKQ
 

Także niedawne wydarzenia z greckich Aten (dzielnica Halandri), gdzie pod koniec września tego roku blokada uratowała część romskiego osiedla przed rozbiórką, pokazują że prawo – a w szczególności prawo wobec Romów – nie zawsze działa w sposób równy. Jest to o tyle interesujące, że zgodnie z greckimi przepisami każdy, kto wykaże 20-letnie zamieszkanie w danym miejscu, nabywa do niego prawa własności. Alternatywą dla 75 romskich rodzin – mieszkających od lat w warunkach porównywalnych z prawdziwymi slumsami – było przeniesienie do miejscowości oddalonej od Aten o 15 km (lub 27 według innych źródeł).

http://www.romea.cz/cz/zpravodajstvi/zahranicni/romove-v-atenach-odvratili-vystehovani-zablokovali-pristup-ke-svym-pribytkum

Chyba nikt z obywateli Polski i innych państw Unii Europejskiej nie chciałby mieszkać w sąsiedztwie nielegalnego koczowiska, ani w sąsiedztwie osób łamiących normy sąsiedzkiego życia, jak miało to miejsce w polskim Chrzanowie.
Jednak każde działanie podejmowane w europejskich demokratycznych państwa – czy to przez władze centralne, czy samorządowe – powinno być zgodne nie tylko z prawem administracyjnym, ale także z zasadami europejskiego systemu demokratycznego i z poszanowaniem praw człowieka.

Jednak powyższe przykłady (no może ewentualnie poza szczególnym podejściem władz Francji do mniejszości i każdorazowo kompulsywnym zachowaniem) można uznać wręcz za niegroźne w porównaniu z sytuacją jaka powoli rozwija się na Węgrzech.
Nie można tego usprawiedliwiać ani rządami Fideszu pod przewodnictwem Viktora Orbána, ani ogólnym wzrostem znaczenia radykalnych i
skrajnych (w swym nacjonalizmie i konserwatyzmie) ugrupowań w Europie.
Jednak w przypadku Węgier, a konkretnie Miszkolca, znaczną odpowiedzialność ponosi nacjonalistyczna partia Jobbik Magyarországért Mozgalom (Jobbik - Ruch na rzecz Węgier).
 

Miszkolc – czwarte co do wielkości miasto Węgier - jest przykładem sięganie przez władze lokalne oraz polityków, do negatywnych wzorców wypracowanych przez europejskie systemy totalitarne lub co najmniej autorytarne. Upadające wielkie zakłady przemysłowe (bo mimo niewiary części Polaków wolnorynkowa restrukturyzacja gospodarki wielu państw nieudała się o wiele bardziej niż w Polsce) i inne zmiany związane z wolnorynkową gospodarką doprowadziły do znacznego bezrobocia w mieście i postępującej degradacji jego znaczenia. Znajduje to odzwierciedlenie w sferze społecznej, wywołując konflikty i sprawiając, że potrzebny jest „kozioł ofiarny”. Naturalnie najłatwiej sięgnąć do mniejszości. W końcu zawsze można się podeprzeć wypowiedzią szefa lokalnej policji, który w 2009 toku stwierdził, że sprawcami włamań i kradzieży w Miszkolcu są wyłącznie Romowie.
 

http://www.youtube.com/watch?v=dl3XGgV8tHs     http://www.youtube.com/watch?v=oIdG4QtI4_U

Ultranacjonalistyczny populizm podkręcający nienawiść etniczną (czy też wręcz rasową) jest tym, co ma pomóc Miszkolcowi z problemami, które wynikają z zupełnie innych przyczyn. To prowadzi do całkowitej społecznej akceptacji likwidacji getta romskiego – taki projekt obywatelski poparło 35000 osób. Zbudowane w XIX wieku osiedle Avas nie jest koczowiskiem. 
Początkowe przesiedlenie Romów wiązało się z rekompensatą finansową, choć wymagała ona także deklaracji, że przez 5 lat nie powrócą oni do tego miasta. Obecnie jednak pozostałe 600 rodzin ma opuścić miejsce swojego kilkudziesięcioletniego zamieszkania, bez gwarancji jakiejkolwiek pomocy. A inwestorzy i władze miasta mają już bardzo konkretne plany co do wykorzystania terenów osiedla Avas.
Jakże łatwo zapomnieć, że demokracja dotyczy nie tylko nas, ale także tych, którzy są od nas zależni. I nie możemy jej tylko brać, ale i udzielać.

Być może jest to samolubne podejście, ale pozostaje mieć nadzieję, że w Polsce nigdy nie dojdzie do takiego rozwiazywania romskiego dylematu i lokalnych problemów związanych z tą grupą, choć  sytuacja z gdańskiego Jelitkowa różniła się od tego co dzieje się w Miszkolcu chyba jedynie skalą.


niedziela, 28 września 2014

Naród czy nie?


W wypowiedziach medialnych tak urzędników, jak i przeciętnych obywateli pojawia się najczęściej bardzo wyraźna opozycja Polacy – Romowie. Dodatkowo niemalże w 100% przypadków mówi się o nich jako o narodzie, o w sumie jest uzupełnieniem tego opozycyjnego myślenia.
Dla większości osób niezrozumiałe jest to, że zdecydowana większość z nich to Polacy, tyle że „inni”, bo należący do mniejszości romskiej. Do takiej przynależności narodowe i etnicznej przypisuje się blisko 90% lubości romskiej zamieszkującej obszar Polski.


Zgodnie z polskim ustawodawstwem – znajdującym odzwierciedlenie także w Konstytucji – zasadnicza różnica pomiędzy mniejszością narodową a etniczną jest przypisanie do tej pierwszej jakiegoś konkretnego terytorium państwowego. Takie rozróżnienie ani nie jest precyzyjne, ani nie jest odpowiednie do stanu faktycznego. Choćby w przypadku Romów, co do których nie ma wątpliwości związanych z ich pochodzeniem z Indii, natomiast poziom ich identyfikacji z tym państwem jest wręcz znikomy, ponieważ ich tożsamość wiąże się najczęściej z europejskim państwem, którego zresztą są pełnoprawnymi obywatelami.
Za takim rozróżnieniem idzie także różnica na płaszczyźnie przysługujących praw. Mniejszości narodowe posiadają najczęściej większe prawa do reprezentacji (przykładowo, ordynacja wyborcza do Sejmu RP przyznaje przywileje jedynie reprezentantom właśnie takich mniejszości).

Przyjmowanie za podstawowy wyznacznik uzyskania statusu mniejszości narodowej czynnika terytorialnego – identyfikacji z konkretnym państwem – jest jednym z najbardziej krzywdzących błędów wobec Romów. Dopiero od rewolucji francuskiej utrwalił się upolityczniony pogląd dominujący w XX wieku, wiążący naród z organizmem państwowym. W większości współczesnych dokumentów międzynarodowych czynnik terytorialny nie decyduje o standardzie traktowania jakiejkolwiek grupy.
Ponadto niemalże każdy z krajów UE w odmienny sposób dookreśla mniejszość narodową, a ich status jest najczęściej uściślany za pośrednictwem umów bilateralnych. Niestety w przypadku Romów nie ma takiej możliwości. Romowie w Bułgarii, Francji, Grecji, Włoszech, Hiszpanii w ogóle nie są uznawani za mniejszość.
W dokumentach wielu organizacji międzynarodowych (ONZ, KBWE, Rady Europy) odniesienia do mniejszości narodowych pojawiają się o wiele częściej niż do mniejszości etnicznych, w szczególności w zakresie potwierdzania ich różnorodnych praw.

Romowie mają historycznie uwarunkowaną podstawę do tego aby walczyć o powszechne przypisanie im praw przynależnych mniejszości narodowej – tym bardziej, że często w świadomości społecznej są traktowani właśnie jako naród.
Tym bardziej nie powinno być to problemem, że pomimo pojawiania się zarówno w środowisku tej mniejszości – a także poza nim – głosów o możliwym dążeniu do stworzenia romskiego państwa, idea ta wydaje się być niezgodna z romskimi podstawami tożsamości. Przede wszystkim jednak taka koncepcja jest wśród Romów bardzo mało popularna i nie mieści się w kategorii ważnych idei zjednoczeniowych, ustępując przed wagą kulturowej i językowej jedności tej mniejszości.
Nie powinno być zatem przeszkód, aby traktować Romów – także na płaszczyźnie legislacyjnej – jako naród, z przynależnymi mu prawami.
Wydaje się, że Unia Europejska stoi na podobnym stanowisku. Parlament Europejski w rezolucji dotyczącej ochrony mniejszości podaje nieterytorialną definicję mniejszości narodowej i stwierdza wyraźnie, że mniejszość romska i Sinti należą do mniejszości narodowych. Dodatkowo Komitet Regionów w swojej opinii z 2012 roku stwierdził, że strategie państw członkowskich powinny opierać się między innymi na traktowaniu Romów jako mniejszości narodowej, korzystającej z pełni praw wskazanych w Konwencji ramowej o ochronie mniejszości narodowych.

Być może powszechne wprowadzenie takiego podejścia do Romów w państwach należących do Unii Europejskiej. Jednak biorąc pod uwagę – wynikającą z demokratycznych norm i uznawania wartości praw człowieka – konieczność poprawy sytuacji tej grupy, mogłoby to być ważnym elementem wspomagającym choćby zmniejszenie stopnia dyskryminacji Romów.

czwartek, 18 września 2014

Słowa to siła


Czy to trochę nie jest przedwyborczy temat samorządowy? W końcu wszystko dzieje się lokalnie.

A jawne i nieanonimowe - bo potwierdzone imieniem i nazwiskiem - poparcie większościowego społeczeństwa dla zdecydowanych rozwiązań dotyczących zachowań części Romów jest wyraźnie widoczne.
Choćby w komentarzach na profilu fb TVN Uwaga pod filmem nagranym podczas co najmniej skandalicznego zachowania Romów w Maszkowicach.
Żadnej anonimowości. Najczęściej pełna identyfikacja. Imię, nazwisko, profil na fb, miejsce zamieszkania... I słowa.

Ja się na tym nie znam, ale to chyba jest mowa nienawiści? Choć wydaje mi się że raczej mowa głupoty.
Popatrzmy...


 
To się chyba nazywa "brak moderacji dyskusji". Ale chyba przy każdym temacie może się pojawić taki głos.


 
To jedne z komentarzy, który pokazuje sedno problemu. Maszkowice i ta konkretna grupa Cyganów Górskich to bardzo szczególny przypadek. Zupełnie niereprezentatywny dla wszystkich polskich Romów. Taki sam "margines" jaki pojawia się w każdej społeczności. Polskiej także.


 
To chyba jest nawet zabawne, bo i żartem miało być. 
Ale Cyganie z Maszkowic maja poczucie bezkarności. Wynika z braku autorytetu w grupie. Z odebrania tradycyjnych wartości, bez zastąpienia ich zasadami ogólnymi.


Twardziele! I twardzielki! To grupa komentarzy, przy których pojawia się pytanie: "Oni tak na poważnie?" Bo jeśli tak, to jestem przerażony. A może to po prostu sieciowy hejt? Bo można? Bo bezkarność? Oby. Choć to nie zmienia faktu, że takie wypowiedzi się pojawiają.


Ale co tu ma do rzeczy dostosowanie się? Przecież to ewidentnie chuligańskie wybryki. To raczej kwestia przestrzegania prawa a nie dostosowania się. Jakoś nigdzie nie znalazłem informacji o tym, że zgodnie z zasadami kultury Romów mają oni moralny obowiązek napasania na orszak weselny.


 
Nie uczą się, bo najpierw dziecka trzeba by było nauczyć rozumieć i mówić w języku polskim. Potem pokazać, że ta nauka ma sens. Trudno oczekiwać od 7-12-latków aby rozumieli, że jak się nauczą czytać i pisać to za 10 lat będą mieli pracę.
A swoją drogą wypowiedź urzędniczki była całkowicie nietrafiona. Ci Romowie ukończyli wiele kursów zawodowych w ramach POKL. A nie są zatrudnianie, bo wszyscy boją się ich zatrudnić. Bo przecież na pewno coś ukradną.


 
Urzędują w Polsce od średniowiecza. Dlatego nie większość z nich się tu rodziła, ale wszyscy. I to nie w pierwszym pokoleniu. Oczywiście poza niewielką częścią, która wyemigrowała do Polski w ciągu ostatnich 25 lat.
"Osady swoje robią". To prawda. Prawie. Akurat tych z Maszkowic to władza ludowa tam osiedliła.


 
 
Do siebie... do siebie... Przyjechali...przyjechali.. Ale oni tu mieszkają od jakiś 700 lat. No dobrze. Może od 600. Kto z nas ma pewność, że wszyscy nasi przodkowie w tym czasie mieszkali w Polsce? Oni mają.
Warto też zwrócić uwagę na miejsce zamieszkania dwojga spośród komentujących. W jednym przypadku jest to Francja, w drugim - Holandia.


I podsumowujący głos (chyba) Cyganki. Jakaś racja się tu pojawia. Tym bardziej, że - w mało jasny sposób co prawda - ale podaje fakty i szczegóły całego zajścia, o których gdzie indziej się nie mówi.

Oczywiście to wybrane komentarze i zaledwie przykłady wypowiedzi.
Jednak tych, z których przebijało jakiekolwiek zrozumienie było zaledwie kilka.
Znaczna ilość wypowiedzi wynika głównie z niewiedzy. Każdy taki chuligański wybryk byłby napiętnowany. Ale tu - od razu jest to łączone z tym kim sprawcy są. Bo na pewno zachowali się tak dlatego, że są Cyganami. Przecież żaden nie-Cygan by się tak nie zachował.

Nie ma żadnego usprawiedliwienia dla takich chuligańskich zachowań w państwie prawa, jakim jest Polska.

Jednak patrząc na poziom nienawiści i zajadliwości w większości komentarzy... Czy na pewno wszystko da się usprawiedliwić oburzeniem na łamanie prawa, sieciowym hejtem (dla zasady) albo nierozumieniem?

poniedziałek, 8 września 2014

Maszkowice…


Państwo  - Polska. Województwo – małopolskie. Powiat – nowosądecki. Gmina – Łącko.
20% mieszkańców to Romowie. I to ci najsławniejsi w Polsce.
Gdyby oni wiedzieli jak można zarobić na YouTube…

Nie ma sensu powtarzać szczegółowych informacji o tym, co Romowie z Maszkowic wyrabiaj, że stali się niesławnymi gwiazdami internetu, a dziś została im poświęcona audycja. Uwaga TVN i Uwaga po Uwadze.

W wielkim skrócie: 

palenie toksycznych substancji w swojej osadzie
https://www.youtube.com/watch?v=_scbqPcAudA

https://www.youtube.com/watch?v=IDRd3ii_Jhc

  https://www.youtube.com/watch?v=3zBofLcjIis

ale być może przekroczeniem jedynie dlatego, że wśród „poszkodowanych”był wysoki urzędnik starostwa powiatowegohttps://www.youtube.com/watch?v=-aJ9TKvcvNE 

Ale my mamy przecież w Polsce kilkadziesiąt tysięcy Romów. Wielu z nich żyje w podobnych warunkach jak ci z Maszkowic. Wielu podobnie nie może znaleźć pracy. Wielu podobnie ma jedynie wykształcenie podstawowe albo nie ma żadnego.

Czemu akurat w Maszkowicach jest aż tak źle. Aż tak drastycznie.
Cyganie osiedlili się tam po II wojnie światowej i pracowali w pobliskim kamieniołomie. Należą do grupy Cyganów Górskich (Karpacki, Bergitka Roma).
I to jest pierwszy trop. Jeśli popatrzymy na to gdzie i z którymi Romami jest w Polsce problem to są to dwie grupy. Po pierwsze żebrzący migranci (tu przykładem jest Wrocław i tamtejsza grupa). Po drugie zamieszkujący głównie na południu Polski właśnie przedstawiciele Cyganów Górskich.

W czym więc problem?
Spraw jest prosta. Są najbardziej zasymilowaną spośród wszystkich romskich grup zamieszkujących Polskę. Skoro są zasymilowani, to powinni się wtopić w społeczeństwo. Jednak nie jest to aż tak łatwe. Nie da się zmienić typu antropologicznego, nie jest łatwo wyrwać się z rodziny. To w czym asymilacja tej grupy przebiegła najlepiej, to porzucenie nie tyle tradycji, co wielu elementów rdzeniowych kultury. W tym – zasad powiązanych z kodeksem Romanipen.
W reportażu TVN wójt Maszkowic powiedział, że zmarł stary romski wójt i po jego śmierci, choć jest nowy (można się domyślać że jest nim Robert Szczerba), wszystko zaczęło się źle dziać.
Jest to wyraźny przykład pseudoasymilacji odbierającej składniki romskiej kultury (w tym szacunek i posłuszeństwo starszym i wewnętrznej władzy), a niedająca możliwości pełnego włączenia.

Bo jakie to włączenie?
Cygański wójt mówił w jednym ze starszych materiałów filmowych, że w ramach projektów mają porobione kursy, zdobyli kwalifikacje, szukali pracy. Nikt nie chce ich zatrudniać. I nie dlatego, jak twierdziła pani z Powiatowego Urzędu Pracy, że nie mają wykształcenia (przecież ukończyli adekwatne, odpowiednie, sfinansowane z POKL kursy). Nie ukrywajmy. Każdy myśli bowiem tak, że owszem, niech pracują. Ale nie w mojej firmie. Bo na pewno coś ukradną.
Rację miał jeden z internautów w komentarzu: Takim zachowaniem sami nakręcają spiralę niechęci wobec nich.
Jednak oni nie znają innego życia. Nie w pełni rozumieją świat poza ich wspólnotą. Nie wierzą w możliwość poprawy warunków życia i w to, że cokolwiek się zmieni. Nie mają do tego żadnych podstaw.
A brak wewnętrznego, silnego, mającego posłuch przewodnika i sędziego sprawia, że ich zachowanie przekracza niejedną granicę.

I na koniec – jedna kwestia poruszona w Uwadze po Uwadze. Z tego dopiero będzie burza.

Wójt wyraźnie powiedział: przez 4 lata państwo wydało na Romów z Maszkowic  1.600.000 zł. Robi wrażenie. Co prawda powiedział, że byłą to pomoc infrastrukturalna, rzeczowa i finansowa, ale tego chyba nikt nie słuchał a Romowie po prostu nie zrozumieli.

Przeliczmy szybko i prosto. 1.600.000 zł dzielone na 4 lata dzielone na 12 miesięcy dzielone na 157 Cyganów (przyznaję się – to dane z Wikipedii i to prawdopodobnie z 2006 roku)…  i już: 212,31 zł na osobę na miesiąc. Część (optymistycznie 50%?) to była pomoc materialna. No to mamy około 100 zł miesięcznie na osobę dla ludzi, których nikt nie chce zatrudnić.
Może jednak byt tak choć odrobinę kształtuje świadomość?

Teraz Romowie z Maszkowic będą się zastanawiali kto ukradł te półtora miliona złotych, które państwo im dało. Bo oni na pewno ich nie dostali. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Podwójnie wykluczone i dyskryminowane


Z puntu widzenia społeczeństwa głównonurtowego Europy wykluczającym nieszczęściem jest bycie Romem. A bycie romską kobietą to już wykluczenie i tragedia podwójna.

Rzeczywiście romskie kobiety są podwójnie wykluczone. Po pierwsze – ponieważ należą do nielubianej grupy etnicznej odróżniającej się wyglądem i zachowanie od reszty społeczeństwa. Po drugie – ponieważ są kobietami. Jednak ten drugi aspekt wykluczenia (i zarazem dyskryminacji) można rozdzielić na dwie kwestie.
 

Pierwszą jest zatem pozycja kobiety wśród Romów. Nie może ona robić wielu rzeczy, na które może pozwolić sobie Rom. Nie może się choćby samorealizować, rozwijać, zostać prawdziwą kobietą biznesu. Ale czy na pewno romskie kobiety tego chcą? Oczywiście można zawsze stwierdzić, że żyją nieświadome poprzez stłamszenie patriarchalnym systemem, w którym zostały wychowane. Można. Tylko czy na pewno jest to pełna prawda? W końcu należą do społeczności romskiej. Aby w niej pozostać – a tak dla kobiet, tak jak dla mężczyzn z tej grupy przynależność do niej jest najważniejsza – muszą przestrzegać pewnych zasad.
 

Dlaczego zawsze przyjęcie i akceptacja (nawet świadoma) zasad bardziej rygorystycznych niże te, jakie przyjmuje doskonałe w swoim samouwielbieniu społeczeństwo okcydentalne musi skutkować walką o przymusowe uświadamianie i uwalnianie tych, których świat Zachodu uzna za ciemiężonych i nieświadomych? To oczywiście pytanie retoryczne.
 

Kobiety romskie nie są zamykane w domach, mają dostęp do mediów (przynajmniej do telewizji), widzą i same – zgodnie z własnym systemem wartości – oceniają nieromski świat. Czy nie należałoby zaufać ich wyborowi? Tym bardziej, że nie znamy i nigdy nie poznamy w pełni głębi wewnętrznego doświadczenia kulturowego romskiej wspólnoty i tego co oferuje.
 

Pamiętajmy także, że kobiety romskie mają w swoich rękach narzędzia, które pozwalają im na kontrolę mężczyzn. System skalań, który dla Romów jest stałym elementem ich świata w znacznej mierze wiąże się z płciowością. Wystarczy aby na przykład romska kobieta dotknęła publicznie swojego męża dolną częścią spodniej spódnicy lub butem i… Najgorsze co może spotkać członka takiej wspólnoty jakie tworzą Romowie – czasowe wykluczenie.
 

Karol Parno Gierliński stawia bardzo odważne – przynajmniej dla nieRomów – pytanie: Czy na pewno równość oznacza szacunek? A z naszego punktu widzenia co jest ważniejsze? Dla Romów szacunek jest jedną z głównych kategorii wartościujących. Równość? Co ona może dać? Czy jest w ogóle możliwa? Przecież różnica między mężczyzną i kobietą są wyraźnie widoczne i nie wynikają z kwestii wychowania. Biologii nie da się oszukać. I każdy ma swoją rolę uwarunkowaną wieloma czynnikami, z których jednym z najważniejszych jest płeć. A kto wypełnia swoją rolę w społeczeństwie ten z pewnością na szacunek zasługuje.
 

Pozostaje jeszcze druga kwestia wykluczenia romskich kobiet. Ich pozycja w społeczeństwie głównonurtowym. Tym razem nie wynika ona z żadnych uwarunkowań kulturowych mniejszości. To przedstawiciele społeczeństwa głównonurtowego, chwalącego się odejściem od systemu patriarchalnego, ideami równości płci i pełnego równouprawnienia zapewniają im dyskryminację. I nie chodzi tu jedynie o bardzo krótko ogolonych panów z białym orłem na czerwonych koszulkach. Romskie kobiety spotykają się z dyskryminacją ze strony aparatu państwowego, urzędów i urzędników, czy choćby – i to chyba najboleśniejsze – ze strony systemu zdrowotnego i służby zdrowia.
 



Mamy zatem dwa spojrzenia na romskie kobiety.
Dyskryminujące wewnętrzne – nie dające im równości, ale oferujące przynajmniej szacunek i wewnątrzgrupową więź. 
Dyskryminujące zewnętrzne – pozbawione tak samo równości, jak i szacunku, ale za to pełne werbalnie wyrażanych ideałów.