poniedziałek, 8 września 2014

Maszkowice…


Państwo  - Polska. Województwo – małopolskie. Powiat – nowosądecki. Gmina – Łącko.
20% mieszkańców to Romowie. I to ci najsławniejsi w Polsce.
Gdyby oni wiedzieli jak można zarobić na YouTube…

Nie ma sensu powtarzać szczegółowych informacji o tym, co Romowie z Maszkowic wyrabiaj, że stali się niesławnymi gwiazdami internetu, a dziś została im poświęcona audycja. Uwaga TVN i Uwaga po Uwadze.

W wielkim skrócie: 

palenie toksycznych substancji w swojej osadzie
https://www.youtube.com/watch?v=_scbqPcAudA

https://www.youtube.com/watch?v=IDRd3ii_Jhc

  https://www.youtube.com/watch?v=3zBofLcjIis

ale być może przekroczeniem jedynie dlatego, że wśród „poszkodowanych”był wysoki urzędnik starostwa powiatowegohttps://www.youtube.com/watch?v=-aJ9TKvcvNE 

Ale my mamy przecież w Polsce kilkadziesiąt tysięcy Romów. Wielu z nich żyje w podobnych warunkach jak ci z Maszkowic. Wielu podobnie nie może znaleźć pracy. Wielu podobnie ma jedynie wykształcenie podstawowe albo nie ma żadnego.

Czemu akurat w Maszkowicach jest aż tak źle. Aż tak drastycznie.
Cyganie osiedlili się tam po II wojnie światowej i pracowali w pobliskim kamieniołomie. Należą do grupy Cyganów Górskich (Karpacki, Bergitka Roma).
I to jest pierwszy trop. Jeśli popatrzymy na to gdzie i z którymi Romami jest w Polsce problem to są to dwie grupy. Po pierwsze żebrzący migranci (tu przykładem jest Wrocław i tamtejsza grupa). Po drugie zamieszkujący głównie na południu Polski właśnie przedstawiciele Cyganów Górskich.

W czym więc problem?
Spraw jest prosta. Są najbardziej zasymilowaną spośród wszystkich romskich grup zamieszkujących Polskę. Skoro są zasymilowani, to powinni się wtopić w społeczeństwo. Jednak nie jest to aż tak łatwe. Nie da się zmienić typu antropologicznego, nie jest łatwo wyrwać się z rodziny. To w czym asymilacja tej grupy przebiegła najlepiej, to porzucenie nie tyle tradycji, co wielu elementów rdzeniowych kultury. W tym – zasad powiązanych z kodeksem Romanipen.
W reportażu TVN wójt Maszkowic powiedział, że zmarł stary romski wójt i po jego śmierci, choć jest nowy (można się domyślać że jest nim Robert Szczerba), wszystko zaczęło się źle dziać.
Jest to wyraźny przykład pseudoasymilacji odbierającej składniki romskiej kultury (w tym szacunek i posłuszeństwo starszym i wewnętrznej władzy), a niedająca możliwości pełnego włączenia.

Bo jakie to włączenie?
Cygański wójt mówił w jednym ze starszych materiałów filmowych, że w ramach projektów mają porobione kursy, zdobyli kwalifikacje, szukali pracy. Nikt nie chce ich zatrudniać. I nie dlatego, jak twierdziła pani z Powiatowego Urzędu Pracy, że nie mają wykształcenia (przecież ukończyli adekwatne, odpowiednie, sfinansowane z POKL kursy). Nie ukrywajmy. Każdy myśli bowiem tak, że owszem, niech pracują. Ale nie w mojej firmie. Bo na pewno coś ukradną.
Rację miał jeden z internautów w komentarzu: Takim zachowaniem sami nakręcają spiralę niechęci wobec nich.
Jednak oni nie znają innego życia. Nie w pełni rozumieją świat poza ich wspólnotą. Nie wierzą w możliwość poprawy warunków życia i w to, że cokolwiek się zmieni. Nie mają do tego żadnych podstaw.
A brak wewnętrznego, silnego, mającego posłuch przewodnika i sędziego sprawia, że ich zachowanie przekracza niejedną granicę.

I na koniec – jedna kwestia poruszona w Uwadze po Uwadze. Z tego dopiero będzie burza.

Wójt wyraźnie powiedział: przez 4 lata państwo wydało na Romów z Maszkowic  1.600.000 zł. Robi wrażenie. Co prawda powiedział, że byłą to pomoc infrastrukturalna, rzeczowa i finansowa, ale tego chyba nikt nie słuchał a Romowie po prostu nie zrozumieli.

Przeliczmy szybko i prosto. 1.600.000 zł dzielone na 4 lata dzielone na 12 miesięcy dzielone na 157 Cyganów (przyznaję się – to dane z Wikipedii i to prawdopodobnie z 2006 roku)…  i już: 212,31 zł na osobę na miesiąc. Część (optymistycznie 50%?) to była pomoc materialna. No to mamy około 100 zł miesięcznie na osobę dla ludzi, których nikt nie chce zatrudnić.
Może jednak byt tak choć odrobinę kształtuje świadomość?

Teraz Romowie z Maszkowic będą się zastanawiali kto ukradł te półtora miliona złotych, które państwo im dało. Bo oni na pewno ich nie dostali. 

czwartek, 28 sierpnia 2014

Podwójnie wykluczone i dyskryminowane


Z puntu widzenia społeczeństwa głównonurtowego Europy wykluczającym nieszczęściem jest bycie Romem. A bycie romską kobietą to już wykluczenie i tragedia podwójna.

Rzeczywiście romskie kobiety są podwójnie wykluczone. Po pierwsze – ponieważ należą do nielubianej grupy etnicznej odróżniającej się wyglądem i zachowanie od reszty społeczeństwa. Po drugie – ponieważ są kobietami. Jednak ten drugi aspekt wykluczenia (i zarazem dyskryminacji) można rozdzielić na dwie kwestie.
 

Pierwszą jest zatem pozycja kobiety wśród Romów. Nie może ona robić wielu rzeczy, na które może pozwolić sobie Rom. Nie może się choćby samorealizować, rozwijać, zostać prawdziwą kobietą biznesu. Ale czy na pewno romskie kobiety tego chcą? Oczywiście można zawsze stwierdzić, że żyją nieświadome poprzez stłamszenie patriarchalnym systemem, w którym zostały wychowane. Można. Tylko czy na pewno jest to pełna prawda? W końcu należą do społeczności romskiej. Aby w niej pozostać – a tak dla kobiet, tak jak dla mężczyzn z tej grupy przynależność do niej jest najważniejsza – muszą przestrzegać pewnych zasad.
 

Dlaczego zawsze przyjęcie i akceptacja (nawet świadoma) zasad bardziej rygorystycznych niże te, jakie przyjmuje doskonałe w swoim samouwielbieniu społeczeństwo okcydentalne musi skutkować walką o przymusowe uświadamianie i uwalnianie tych, których świat Zachodu uzna za ciemiężonych i nieświadomych? To oczywiście pytanie retoryczne.
 

Kobiety romskie nie są zamykane w domach, mają dostęp do mediów (przynajmniej do telewizji), widzą i same – zgodnie z własnym systemem wartości – oceniają nieromski świat. Czy nie należałoby zaufać ich wyborowi? Tym bardziej, że nie znamy i nigdy nie poznamy w pełni głębi wewnętrznego doświadczenia kulturowego romskiej wspólnoty i tego co oferuje.
 

Pamiętajmy także, że kobiety romskie mają w swoich rękach narzędzia, które pozwalają im na kontrolę mężczyzn. System skalań, który dla Romów jest stałym elementem ich świata w znacznej mierze wiąże się z płciowością. Wystarczy aby na przykład romska kobieta dotknęła publicznie swojego męża dolną częścią spodniej spódnicy lub butem i… Najgorsze co może spotkać członka takiej wspólnoty jakie tworzą Romowie – czasowe wykluczenie.
 

Karol Parno Gierliński stawia bardzo odważne – przynajmniej dla nieRomów – pytanie: Czy na pewno równość oznacza szacunek? A z naszego punktu widzenia co jest ważniejsze? Dla Romów szacunek jest jedną z głównych kategorii wartościujących. Równość? Co ona może dać? Czy jest w ogóle możliwa? Przecież różnica między mężczyzną i kobietą są wyraźnie widoczne i nie wynikają z kwestii wychowania. Biologii nie da się oszukać. I każdy ma swoją rolę uwarunkowaną wieloma czynnikami, z których jednym z najważniejszych jest płeć. A kto wypełnia swoją rolę w społeczeństwie ten z pewnością na szacunek zasługuje.
 

Pozostaje jeszcze druga kwestia wykluczenia romskich kobiet. Ich pozycja w społeczeństwie głównonurtowym. Tym razem nie wynika ona z żadnych uwarunkowań kulturowych mniejszości. To przedstawiciele społeczeństwa głównonurtowego, chwalącego się odejściem od systemu patriarchalnego, ideami równości płci i pełnego równouprawnienia zapewniają im dyskryminację. I nie chodzi tu jedynie o bardzo krótko ogolonych panów z białym orłem na czerwonych koszulkach. Romskie kobiety spotykają się z dyskryminacją ze strony aparatu państwowego, urzędów i urzędników, czy choćby – i to chyba najboleśniejsze – ze strony systemu zdrowotnego i służby zdrowia.
 



Mamy zatem dwa spojrzenia na romskie kobiety.
Dyskryminujące wewnętrzne – nie dające im równości, ale oferujące przynajmniej szacunek i wewnątrzgrupową więź. 
Dyskryminujące zewnętrzne – pozbawione tak samo równości, jak i szacunku, ale za to pełne werbalnie wyrażanych ideałów.

poniedziałek, 18 sierpnia 2014

Co roku jest Tabor


A w tym roku nie było. Znaczy był. Znaczy się nie było.

 

W tym roku Taboru nie było. Znaczy Ministerstwo (TO Ministerstwo) nie dofinansowało jedzenia, spania i organizacji - niby nic. Niby.


Ale tabor stojący był. I Uroczystość i Festyn.


Jak co roku organizatorem było Muzeum w  Tarnowie.
A tak naprawdę to po prostu Adam i Natalia.




Było mniej ludzi. Było kameralnej. Było bez wędrówki. Rocznica. 50 lat od Wielkiego Zatrzymania.

 

I Tabor była taki, że można było więcej pobyć. Porozmawiać. Był mniejszy, choć w subiektywnym moim odbiorze był większy.


I niech trochę zdjęć wystarczy za pełna ocenę.



Bo dużo by o tym opowiadać.



I o nocnym ognisku z muzyką.

I o poranku w taborze.


Trzeba przyjechać. Poczuć. Pobyć. Zobaczyć.


No TABOR!!!


 






piątek, 8 sierpnia 2014

Sinti


Etniczni Cyganie, czy też politycznopoprawni Romowie dzielą się na wiele grup. Jedną z nich – wyróżniającą się w sposób łatwo dostrzegalny – są Sinti.
Nie wiemy, czy podział pomiędzy Cyganami dokonał się przed ich wejściem na obszar Europy, podczas kilkusetletniej wędrówki z Indii, czy też jest wynikiem rozejścia się po Europie i różnorodnych losów każdej z nich w połączeniu z separacją po utrwaleniu i uszczelnieniu granic u końca średniowiecza.

Językoznawcy – a należy pamiętać, że ze względu na amaterialny i aliteracki charakter kultury cygańskiej to oni maja najwięcej do powiedzenia na temat historii Cyganów – wskazują że etnogeneza Sinti nie odbiega od innych grup cygańskich. Z tego wynika, że pełen podział i zróżnicowanie (także językowe) dokonało się dopiero w Europie.
Potwierdzają to daty przyjścia Sinti do Niemiec, Włoch, Austrii, Beneluksu, i północnej Francji (gdzie w połączniu z innymi grupami cygańskimi wytworzyli grupę określana jako Manusze). Podobnie jak w przypadku Romów wędrujących w kierunku północnym od Bałkanów – dotarli na swoje docelowe tereny na początku XV wieku.

Jednak sami Sinti chcą być postrzegani odmiennie od pozostałych grup cygańskich, uznają się za pokrewnych Romom, ale wyraźnie starają się podkreślać swoją inność. Łącznie z – niepotwierdzonymi jakimikolwiek wiarygodnymi badaniami – teoriami mówiącymi o ich zarówno wcześniejszym wyjściu z Indii, jak i wcześniejszym przyjściu do Europy. Orędownikiem takiego podejścia był Vania de Gila - Jan Kochanowski, w którego teoriach pojawiała się nazwa Romané Chavé związana z budowaniem etosu romskiego.
Niewątpliwie Sinti różnią się w znacznym stopniu od wielu innych cygańskich grup – jak choćby od Romów. Jednak różnica ta wynika raczej ze specyficznej kultury i sytuacji panującej w państwach w których przebywali. Odcisnęło to swoje piętno w języku. Sintikanes (w odróżnieniu od Romanes, podobnie jak Sinto zamiast Rom i Sintisa w miejsce Romni) należy do grupy północno-zachodniej języków cygańskich i w swojej strukturze leksykalnej oraz gramatycznej wyraźnie zakorzenia się w języku niemieckim. Nie ma jednak w nim różnic identyfikowanych na poziomie pierwotnego sanskrytu, które pozwalałyby jednoznacznie potwierdzać teorie o różnym indyjskim pochodzeniu Sinti i pozostałych Cyganów.
Językoznawcom nie udało się ustalić ostatecznie pochodzenia nazwy własnej Sinti. Żadna z teorii (a jest ich wiele) nie wytrzymuje krytyki i naukowych kontrargumentów. Jedyne, co udało się ustalić – ze względu na specyfikę fleksyjną tej nazwy – to, że jest ona pochodzenia pozacygańskiego.

Prawda jest jednak, że Sinti są na ogół o wiele lepiej wykształceni niż inni Cyganie. Wielu z nich ukończyło studia. Pomimo prowadzonego przez długi czas wędrownego stylu życia, są o wiele lepiej przystosowani do życia we współczesnej Europie. O wiele łatwiej włączają się w narzucany przez państwo system pracy (np. tradycyjnie pracowali w cyrkach a nie jako niezależni kuglarze czy treserzy). Są przy tym bardzo mocno przywiązani do romanipen, choć wiele zasad jest inaczej zorganizowanych niż jest to w przypadku Polskiej Romy, czy też odrumuńskich grup Kalderaszy i Lowarów.
Wszystko to zdaje się mieć źródło w tym, że w Niemczech prześladowania Cyganów były najbardziej intensywne i miały one najbardziej drastycznych charakter. I to już od XVI wieku. Podobnie było z wymogami nowożytnego państwa w stosunku do nich. I nie dotyczy to wyłącznie ich kulminacji podczas II wojny światowej.

Karol Parno Gierliński powiedział Tradycja i nasz stosunek do niej to sprawa sumienia a nie stroju. Tak naprawdę zdanie to nie dotyczy wyłącznie ubioru, który u Sinti nie musi zupełnie odbiegać od  stroju przedstawicieli społeczeństwa głownonurtowego. Przy całym rygoryzmie przywiązania kulturowym i silnym przywiązaniu do tradycji, dotyczy to całego stylu życia i sposobu traktowania rzeczywistości. Dlatego Sinti wydają się być bardziej cywilizowani (to straszne słowo) i sprawiają wspólnej Europie o wiele mniejsze problemy niż wciąż nieokiełznani Romowie.

Ech gdyby wszyscy Cyganie (Romowie) byli tacy jak Sinti… No może jednak nie. Bo to tak jakby powiedzieć, że ze względu na porządek dobrze by było gdyby cała Europa była zorganizowana na sposób niemiecki. No cóż. Byłoby nudno.

poniedziałek, 28 lipca 2014

Romskie wakacje?


Środek lata, upały, w mediach niemalże sezon ogórkowy, Sejm odpoczywa. Wakacyjne rozleniwienie obejmuje niemalże wszystkie dziedziny życia. Co jednak w takim czasie dzieje się z romskimi sprawami? Czy one także wzięły urlop? Po części tak. Ale bywa, że jest to urlop przymusowy.

Znaczna część głównonurtowej populacji Europy – w ramach wolnego czasu od intensywnej aktywności zawodowej (lub edukacyjnej) budującej spójność społeczno-gospodarczo-terytorialną – stała się nagle nomadami. Specyficzna forma migracji krótkoterminowych nazwana wyjazdami w celach turystycznych opanowała Europę. Nikt nie ma nic przeciwko temu. W końcu wszystko dzieje się w ramach budowania ekonomicznych zasobów państwa. Turyści są zauważalni i wyróżnialni, nie zawsze grzeczni i niehałaśliwi, ale akceptujemy to. W końcu przyjeżdżając nie będą obciążać naszego systemu socjalnego i na pewno zostawią w naszym kraju znaczne zasoby finansowe.

W dalszym ciągu jedną z atrakcji turystycznych na Słowacji pozostają wycieczki (w formie wolniejszego przejazdu autokarem wzdłuż osiedla) w okolicach rómskych osade. Taki lokalny folklor. Przerażający jest poziom bezmyślnej dyskryminacji organizatorów i samych uczestników tych wycieczek.

Okres wakacyjny, to także czas większej aktywności osób żebrzących. Nie dotyczy to wyłącznie Romów, ci jednak są o wiele bardziej charakterystyczni i dostrzegalni. W większości przypadków nie są to miejscowi. Przyjeżdżają specjalnie do miejscowości, w których mogą liczyć na większą ilość turystów. Dbając o komfort tych ostatnich (i zysk miasta) nawet Straż Miejska aktywizuje się i zaczyna działać.

A może coś pozytywnego? Tak. Dwa międzynarodowe festiwale muzyki romskiej. Zatem na początku sierpnia najsłynniejszy Międzynarodowy Festiwal Piosenki i Kultury Romów w Ciechocinek. To już XVIII. spotkanie. W ciągu ostatnich lat dzięki Don Vasylowi i TVP z pewnością przyczynił się on do wypromowania rozpoznawalności (bo absolutnie nie używania) określenia Romowie. Poza tym – pokazuje to co w kulturze romskiej najbardziej widowiskowe (choć trudno uznać, że najbardziej wartościowe), ale cóż – to wydarzenie ma charakter medialny. Drugi festiwal to organizowany w lipcu gorzowski Romane Dyvesa – mniej znany (choć już XXVI.), wydaje się że nieco poważniejszy. Choćby przez mniejsze zaangażowanie mediów publicznych i bardziej kameralny charakter. Także i zestaw uczestniczących zespołów jest nieco inny.

A może jednak jeszcze coś negatywnego? Brak w tym roku Międzynarodowego Taboru Pamięci Romów organizowanego przez Muzeum w Tarnowie. XV. Tabor nie doszedł do skutku z prostej przyczyny – corocznie był dofinansowywany z rządowego programu na rzecz społeczności romskiej. A w tym roku program po prostu nie istnieje, pozostając wciąż w fazie projektu. W tym przypadku to jednak wierzchołek góry lodowej. Wiele ważniejszych działań niż (co prawda wspaniały, ale jednak jedynie promujący kulturę romską i jej różnorodność) Tabor  także nie otrzymało finansowania (stypendia dla uzdolnionych uczniów, świetlice, działania edukacyjne, czasopisma, NGOsy).

Choć wakacje zdominowały myśli Europejczyków, to wiele negatywnych rzeczy dzieje się dalej automatycznie. Choćby w Bułgarii w Starej Zagorze, gdzie zrównywane z ziemią są miejsca zamieszkania Romów, czy we Francji, która nie porzuciła (po słynnych masowych deportacjach rumuńskich i bałkańskich Romów) metody dużej skali, masowo eksmitując Romów.

https://www.youtube.com/watch?v=ir3mrOaYTSM

I tak już całkiem na koniec taki pozytywny drobiazg środka lata. Takie romskie wakacje. Warto posłuchać.

piątek, 18 lipca 2014

Cyganie czy Romowie?


Oczywiście, że Romowie. Bo przecież jak ktoś mówi Cyganie to na pewno chce obrazić. Bo przecież „Cyganie” niesie ze sobą tak dużo złych skojarzeń i nasza poprawność polityczna nie pozwala źle mówić o Romach.

No i tyle z poprawności politycznej, która jak zawsze niewiele ma wspólnego z rzeczywistością. Ale jak to jest z tą nazwą?

Unia Europejska na przykład przyjęła sobie, że każdy, ale to bezwzględnie każdy, kto prowadzi określony tryb życia i kto wyłącza się z konkretnych jej gospodarczych działań jest Romem. Podstawowy klucz – odróżnienia etnicznego znika. To bardzo kreatywne, bo dzięki temu Romami są także choćby angielscy travellers. Także dzięki temu nikt nie powie Unii Europejskiej, że ma problem na tle etnicznym z blisko (prawdopodobnie) 10 milionami obywateli. To przecież jedynie kwestia wyłączenia ekonomicznego.

Sama nazwa Rom oznacza w języku rromani (pozostawmy teraz rozważania ile bardzo różnych podgrup tego języka wykształciło się w Europie) mężczyznę/człowieka. Pamiętajmy także, że człowieczeństwo tradycyjnie jest przypisywane wyłącznie przypisywane członkom własnej wspólnoty etnicznej.
Jednak nie każda grupa etnicznych Cyganów zgadza się na nazywanie ich Romami, pomimo że w 1971 roku podczas I Światowego Kongresu Cyganów w Orpington (obecnie nazywanego Kongresem Romów) przyjęto zalecenie dotyczące stosowania nazwy Romowie.
Zgodnie z wewnętrznym zróżnicowaniem etnicznym nazwa ta może być przynależna wyłącznie Cyganom zamieszkującym Europę Środkową i Wschodnią (a tak naprawdę to chyba wyłącznie Kelderaszom, Lowarom, Czurara). Pozostałe grupy preferują swoje nazwy własne. Zatem Kale, Manusze, Sinti i wiele innych.  A wszyscy są po prostu Cyganami. Niestety rozciągnięcie nazwy jednej z podgrup na cała społeczność zawsze będzie stwarzało problemy.

A co ma powiedzieć biedna Rumunia? Już i tak połowa (co najmniej) Polaków myśli że to kraj skąd pochodzą wszyscy Romowie. Kto dostrzeże drobną różnicę pomiędzy "Romania" i "Romani"? Nic dziwnego zatem że w Rumuni chciano w 2010 roku zakazać używania nazwy Romowie.
A gdyby tak chcieć wyszukać cokolwiek po angielsku w internecie o Romach. Wystarczy wpisać przecież Roma…

Jednak poprawność polityczna i odczarowywanie rzeczywistości dyskursu publicznego nie traci na aktualności.
Zatem dwie grupy nazw przyjęte tradycyjnie w Europie: od bizantyjskich Greków – atsinganoi (Cyganie, Tsiganes (fr.)) i od średniowiecznej legendy wspomagającej przetrwanie Cyganów jako wygnańców/pielgrzymów z Małego Egiptu (Gitano (hiszp.), Gitan (fr.), Gitani (wł.), Gypsy (ang.)), należy porzucić.

To wszystko mają być wyłącznie Romowie. Nawet jeśli nimi nie są albo nazwy tej dla siebie nie akceptują.

wtorek, 8 lipca 2014

Niestety znowu Wrocław

Tym razem dzięki „Gazecie Wrocławskiej” i ogólnemu tonowi artykułów publikowanych w niej w związku z Romami. Warto przy tym sięgnąć do tekstu opublikowanego na portalu naTemat, który szeroko opisuje szerzej tę kwestię oraz do artykułu z "Gazety Wyborczej".
Z pewnością „Gazeta Wrocławska” jako największy dziennik Dolnego Śląska chce dbać o dobro mieszkańców tego regionu, troszczy się jednocześnie o swoją popularność (czytelność) i stara się poruszać kwestie aktualne. Jednak pytanie postawione w tytule artykułu z portalu naTemat: Histeria czy prawdziwy problem? wydaje się jak najbardziej zasadne.

Przede wszystkim dwie szybkie odpowiedzi : TAK – histeria, TAK – prawdziwy problem.

Dlaczego zatem histeria?
W każdym większym mieście Polski (a chciałoby się powiedzieć, że i Europy) w miejscach, w których pojawiają się turyści, swoją niszę znajdują także żebrzący. I nie ma chyba większego znaczenia, czy będzie to uprzejmy pan pytający 10 razy, czy może się o coś zapytać, czy będzie to Romni z dzieckiem. I czy ważne jest, że ma ona karnację nieco ciemniejszą niż średnia polskiego społeczeństwa? W końcu uprzejmy ale namolny pan najczęściej ma twarz w kolorze który możemy ulokować gdzie pomiędzy bordo a czerwonym. A poziom nachalności zaczepiania gości restauracyjnych przez Romów? Warto chyba przypomnieć kwestię nieromskich żebrzących z Lublina. Przy tym wrocławski problem wydaje się być błahy. A akurat o komfort gości powinni zadbać restauratorzy. Bo pomyślmy – do kogo możemy mieć tak naprawdę pretensję gdy znajdziemy się w opisywanej sytuacji? Do żebrzącego, czy do obsługi restauracji, która nie reaguje?

Jednocześnie ani zdjęcia, ani filmy, do których odsyła portal „Gazety Wrocławskiej” nie potwierdzają skali opisywanego zjawiska. Zapewne największą grozę miał wzbudzać fragment (1:01) pokazujące dwie romskie dziewczynki.  Dobrze, że choć część internautów zachowała zdrowy rozsądek: wzięła balonika? holocaust!!! Ja biały polak jak byłem mały to też bym zapierdolił balonik. 
Jednak inne komentarze pokazują, że histerii łatwo się poddać, a oceniać autorytarnie to naprawdę lubimy.

Dlaczego zatem problem?
Bo po prostu jest to problem. Realny problem dla miasta, dla mieszkańców, dla restauratorów i z całkiem już osobistego i chyba najpowszechniejszego puntu widzenia – dla gości restauracji i zaczepianych przechodniów. Jest to także problem dla spójności społecznej i osiągania wysokiego i zrównoważonego poziomu życia w kraju (ale to nieco inna sprawa i dotyczy nie tylko Romów i to na obszarze całej Europy).

Znalezienie środków na utrzymanie jest jednak także problemem dla Romów.
Przynajmniej część z nich chce pracować. Trudno jednak będzie całkowicie wykorzeniać ich związane z żebractwem nawyki (osadzone we wspólnych historycznych doświadczeniach społeczności romskiej) i wyedukować. Jeśli nie chcemy (bo chyba nie chcemy?) aby była to przymusowa asymilacja wymuszająca porzucenie romskości, trzeba to zrobić ostrożnie, niestety powoli i niestety kosztownie.

Jeden z mieszkańców Wrocławia powiedział: Uważam, problem Cyganów powinno się jakoś rozwiązać i to szybko, zanim do Wrocławia przyjadą turyści. Wtedy będzie obciach - dodaje.
Akurat jeśli chodzi o obciach, to nawet bez Romów w centrum Wrocławia (jak w mało którym polskim mieście wojewódzkim) jest tylu miejscowych żebrzących (choć prawdziwiej byłoby ich nazwać wymuszającymi), że z zagwarantowaniem obciachu nie ma żadnego problemu.

Szkoda, że „Gazeta Wrocławska” stara się intensyfikować napięcie, w i tak trudnej sytuacji związanej z Romami we Wrocławiu. 

Może efektywniejsze dla rozwiązania problemów miasta, mieszkańców i turystów byłoby zapytanie jakie są praktyczne skutki pierwszego spotkania Zespołu Doradczego powołanego przez Wojewodę Dolnośląskiego miesiąc temu.
Wydaje się, że dobrze opisuje je tytuł jednego z artykułów jaki pojawił się na ten temat w internecie: Urzędnicy myślą, co zrobić z Romami.